Powered By Blogger

17 września 2008

Złodzieje pojęć


Afery, oszustwa i inne wałki, o których codzień dowiadujemy się z mediów są właściwie niczym przy gigantycznym przekręcie jakiego socjaliści dopuścili się i dopuszczają codziennie w dziedzinie języka. Język jest dziś kluczowym polem bitwy pomiędzy normalnością a rewolucją – od tego bowiem jakie znaczenie przyporządkowujemy poszczególnym słowom zależą nasze pojęcia a więc i myślenie czyli postrzeganie i wartościowanie świata.

Rozumiał to doskonale Lejba Bronstein ps. "Trocki" zalecając towarzyszom rozpoczęcie zmian od rewolucji w języku. Znalazł niestety wielu pojętnych uczniów.

Tak jest – żyjemy w świecie, w którym naszym wrogom udało się ukraść i sfalsyfikować większość pojęć (głównie politycznych), które niegdyś powszechnie określały rzeczywistość – były bowiem zakorzenione w prawdzie; dziś w ustach i pismach lewaków wyrażają tylko ich ideologiczne, chore hasła. Weźmy tylko kilka przykładów. Słowo "wolność" nie wyraża już możliwości robienia tego, czego się chce lecz utożsamiane jest z demokracją i prawem głosu. "Sprawiedliwość" łączy się z równością (absurd logiczny!). "Aborcja" nie oznacza zabijania małego człowieka lecz medyczny zabieg należny kobiecie. "Tolerancja" to nie cierpliwe znoszenie czegoś co się nam nie podoba lecz akceptacja i afirmacja tegoż. Pojęcie "Europa" i "europejskość" to w nowomowie synonimy lewackiego tworu jakim jest Unia Europejska. Pederastia to nie zboczenie lecz orientacja seksualna. Słowo "naród" (już z założenia dla lewaków podejrzane) utożsamiają ze społeczeństwem, patriotyzm zaś z obywatelstwem danego państwa i lojalnością wobec jego władzy, połączonym z pokornym płaceniem podatków na wszystkie tej władzy fanaberie.

Inną metodą fałszerstw jest przypisywanie przeciwnikom cech pejoratywnych; np. mianem "faszystów" określa się prawicę i konserwatystów (prawda to faszystka! - to autentyczny slogan zrewoltowanych studentów paryskich z 1968 r.) Nazizm to nie narodowa odmiana socjalizmu lecz doktryna skrajnej prawicy, a antysemityzm – wywodzący się z ducha oświecenia, reformacji i wolteriańskiej myśli to nie przejaw społecznego darwinizmu lecz wykwit Ewangelii i chrześcijaństwa.

Osoby, które posługują się tą nowomową zaczynają jak to określił zmarły niedawno rosyjski pisarz Aleksander Sołżenicyn - "świergolić" ("że wojna – mir, że chlew – to źródło, że okupacja – wyzwolenie. I będą cieszyć się szalenie. A kiedy zwolna, po troszeczku w tej dialektyce się wyćwiczą, to moją staną się zdobyczą" - prorokował Janusz Szpotański).

Dzisiaj gdy niczym w wieży Babel pomieszane zostały języki myli się każdy kto sądzi, że zwyciężyć z lewactwem można odsuwając od władzy SLD, wygrywając w wyborach parlamentarnych, prowadząc jednocześnie dyskurs publiczny w mowie narzuconej nam przez wroga. W języku Marksa, Trockiego czy innej Deklaracji Praw Człowieka.

Polska i nie tylko polska prawica musi się zdobyć na przywrócenie słowom ich prawdziwej treści. Wymaga tego obrona kultury i podstaw naszej cywilizacji. Jest czymś przerażającym, że w życiu publicznym, ba nawet w dokumentach Kościoła język uczniów Woltera i Trockiego znalazł przyzwolenie i uznanie, że nawet usiłując zwalczać naszych wrogów mówimy często ich żargonem. O zrozumienie tego faktu musimy usilnie zabiegać.

Grzegorz Piotr Wysok

16 września 2008

Psy szczekają - karawana jedzie dalej


Machina sprawiedliwości (ludowej?) uruchomiona przez donosicieli z redakcji Gazety Wyborczej i jednego lubelskiego radnego, którego nazwisko póki co przez litość przemilczę ruszyła. 3 października zostałem poddany próbie przesłuchania na Komendzie Miejskiej Policji w charakterze świadka... w sprawie wydawania "Biuletynu". Oczywiście odmówiłem zeznań ograniczając się do przedłożenia oświadczenia, którego treść zamieszczam:

"W związku z nagonką prasową na moją osobę podjętą przez wpływową "Gazetę Wyborczą" dążącą metodami administracyjnymi i sądowymi do ograniczenia wolności słowa i wypowiedzi pragnę oświadczyć, że czuję się zagrożony tymi działaniami. Znam metody tego środowiska pragnącego używania organów Państwa do eliminacji swych oponentów i przeciwników politycznych a posuwających się do rozsiewania insynuacji, zawiadamiania organów ścigania o rzekomych przestępstwach.
Jeżeli ma mi być postawiony jakiś konkretny zarzut – chciałbym móc bronić się przed niezależnym sądem. Przesłuchiwanie mnie w charakterze świadka w sprawie, której meritum nie rozumiem – uważam za postępowanie niezasadne i mogące mi w przyszłości utrudnić obronę i podejmowanie kroków prawnych w celu ochrony mego dobrego imienia".

Teraz mój los spoczywa w opinii biegłych, którzy na zlecenie Prokuratury Okręgowej mają przygotować ekspertyzę artykułów z drugiego numeru, w których jak Państwo pamiętacie opisałem m. in. naciski wywierane na Polskę przez wpływowe lobby Żydów amerykańskich zwanych przez prof. Finkenstaina "Przedsiębiorstwem holocaust" a pragnących wymusić haracz określany mianem odszkodowań w wysokości około 65 miliardów dolarów. Śledztwo, które wszczęto jak się nieoficjalnie dowiedziałem bacznie obserwuje swym argusowym okiem Ministerstwo Spraw Wewnętrznych a zarzuty jakie będą mi być może przedstawione dotyczyć mają propagowania ustroju faszystowskiego (sic!) oraz nawoływania do nienawiści na tle narodowym i rasowym.

Póki co czuję się jak kafkowski bohater "Procesu" - Józef K. gdyż nie wiem gdziem popełnił te "zbrodnie". W każdym razie jest wesoło i niedługo spodziewać się można rozstrzygnięcia. Oj będzie się działo – jak mawia pewien podstarzały idol wyluzowanej młodzieży.

Wszystkim Państwu zarówno z kraju jak i zza granicy, którzy w ostatnim czasie udzielili mi poparcia, rad i pomocy serdecznie dziękuję. O sprawie będę informował na bieżąco na stronie internetowej - http://grzegorzwysok.blogspot.com/, do której odwiedzenia wszystkich zachęcam. Szczególne wyrazy podziękowania kieruję na ręce p. dr Eugeniusza Sendeckiego założyciela i niezmordowanego realizatora internetowej "Telewizji Narodowej" (www.YouTube.pl) za pośrednictwem, której mogłem poinformować szerszą publiczność o moich kłopotach. Zachęcam do oglądania tej stacji, łamiącej monopol lewaków na przekaz telewizyjny – naprawdę warto! Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają ale nie pan doktorze Sendecki.

Osoby, które pragną regularnie otrzymywać "Biuletyn" proszę o kontakt i podanie adresu do korespondencji. Nadal czekam na opinie i uwagi jakże potrzebne przy redagowaniu czasopisma.

Grzegorz Piotr Wysok

14 września 2008

Oświadczenie


Lublin, 3.10.2008 r.

Oświadczenie

W związku z nagonką prasową na moją osobę podjętą przez wpływową "Gazetę Wyborczą" dążącą metodami administracyjnymi i sądowymi do ograniczenia wolności słowa i wypowiedzi pragnę oświadczyć, że czuję się zagrożony tymi działaniami.
Znam metody tego środowiska pragnącego używania organów Państwa do eliminacji swych oponentów i przeciwników politycznych a posuwających się do rozsiewania insynuacji, zawiadamiania organów ścigania o rzekomych przestępstwach.
Jeżeli ma mi być postawiony jakiś konkretny zarzut - chciałbym móc bronić się przed niezależnym sądem. Przesłuchiwania mnie w charakterze świadka w sprawie której meritum nie rozumiem - uważam za postępowanie niezasadne i mogące mi w przyszłości utrudnić obronę i podejmowanie kroków prawnych w celu ochrony mego dobrego imienia.

mgr Grzegorz Piotr Wysok

12 września 2008

Wezwanie


Informuję, że dnia 2 października br. zostałem telefonicznie wezwany na komendę policji w Lublinie celem złożenia wyjaśnień w sprawie redagowanego przeze mnie "Biuletynu".
Przypominam, że donos w tej sprawie złożyła lokalna redakcja "Gazety Wyborczej".

Grzegorz Piotr Wysok

10 września 2008

Zamknięcie wrześniowego numeru


Numer zamknięto 2.10.2008 r.
Serdecznie zapraszam do lektury kolejnego numeru mojego "Biuletynu".

Grzegorz Piotr Wysok

8 września 2008

Jak to się robi w Lublinie


Źródło: "Kurier Lubelski"
- http://www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-60662.html

Jesziwa podwójnie zwrócona

Budynek dawnej rabinackiej szkoły Jesziwa Chachmej przy ul. Lubartowskiej 85 pozostanie w rękach Gminy Żydowskiej Wyznaniowej w Warszawie. Ministerstwo Finansów umorzyło postępowanie dotyczące przekazania obiektu. Nie będzie tym samym domagać się zwrotu budynku do Skarbu Państwa. - Sprawa jest zakończona. Jesziwa zostaje w rękach gminy żydowskiej. Oczywiście przysługuje jej odwołanie od tej decyzji, ale nie spodziewam się aby do tego doszło po korzystnym dla gminy rozstrzygnięciu - poinformowała Magdalena Kobos, rzeczniczka Ministerstwa Finansów.

Ministerstwo przez kilka ostatnich miesięcy badało, czy przy zwrocie jesziwy nie doszło do naruszenia prawa. Dlaczego? Bo w latach sześćdziesiątych państwo Polskie zapłaciło już odszkodowanie za przejęcie tego obiektu na rzecz Skarbu Państwa. Otrzymało je The Theological Seminary Yeshivath Chachmey (Lubelskie Seminarium Teologiczne Yeshivath Chachmey Lublin) z Michigan. Chodziło o kwotę 177 tys. dolarów.

- Tym samym wszelkie roszczenia z tym związane wygasły - przekonywał w styczniu 2007 r. Jakub Lutyk, rzecznik ministerstwa.

Prawidłowości procedur przy zwrocie jesziwy broniła Komisji Regulacyjnej do spraw Gmin Wyznaniowych Żydowskich, która siedem lat temu podjęła decyzję zwrocie budynku.

- Nawet gdyby komisja wiedziała o wypłacie odszkodowania to nie mogła nie zwrócić obiektu - tłumaczył na początku tego roku Andrzej Rudlicki współprzewodniczący komisji. I zaraz wyjaśniał to stanowisko: - W myśl obowiązujących regulacji ustawowych zwrotowi podlegają nieruchomości, które były własnością gmin wyznaniowych przed 1 września 1939 roku, były zabudowane i zostały przejęte przez Skarb Państwa. Nie ma słowa o wyłączeniu z tej kategorii nieruchomości wobec których uregulowano roszczenia poprzez wypłatę np. odszkodowania. Sytuacja, do której doszło to ewidentny przykład „luki prawnej".
Jesziwas Chachmey Lublin powstał ze składek Żydów z całego świat. Budowa zakończyła się w 1930 r. Uczelnia została zamknięta po wybuchu II wojny światowej.

Lublin, 05 wrzesień 2008

~~~~~~~~~~

Źródło: "Dziennik Wschodni"
- http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080904/LUBLIN/443958026

Lublin: Jesziwa zostaje w rękach Żydów

Skarb Państwa nie odbierze budynku lubelskiej jesziwy i pozostanie on w rękach Warszawskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej.
Ministerstwo Finansów umorzyło właśnie postępowanie w tej sprawie.
Na początku stycznia br. „Dziennik Wschodni” w tekście "Jesziwa zwrócona dwa razy" jako pierwszy napisał, że państwo polskie oddało w 2001 roku Gminie Żydowskiej nieruchomość przy Lubartowskiej w Lublinie, za którą… już w 1964 roku zapłaciło odszkodowanie.
Kwota ponad 170 tysięcy dolarów wpłynęła na konto stowarzyszenia The Theological Seminary Yeshivath Chachmey w Detroit, w Stanach Zjednoczonych.
Po naszych publikacjach w styczniu Ministerstwo Finansów wszczęło postępowanie administracyjne w sprawie ewentualnego zastosowania w stosunku do jesziwy ustawy z dnia 9 kwietnia 1968 roku o dokonywaniu w księgach wieczystych wpisów na rzecz Skarbu Państwa w oparciu o umowy międzynarodowe.
Ministerstwo dotarło do dokumentów, z których jasno wynikało, że wymienione wyżej stowarzyszenie żydowskie uznano za prawnego spadkobiercę przedwojennej jesziwy i prawomocnie otrzymało odszkodowanie.
- Nie oznacza to podważenia orzeczenia decyzji Komisji Regulacyjnej do Spraw Gmin Wyznaniowych Żydowskich, co do przeniesienia własności nieruchomości na rzecz Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie (...) Możliwe jest także, że na podstawie analizy zabranego materiału dowodowego minister uzna, że wydanie decyzji w tej sprawie będzie bezprzedmiotowe i umorzy postępowanie -informował nas w lipcu Szymon Milczanowski z ministerstwa finansów.
I tak się teraz stało. Lubelski Urząd Wojewódzki zapowiadał, że złoży wniosek do Komisji Regulacyjnej ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich przy MSWiA o zaliczenie wypłaconego odszkodowania na poczet przyszłych roszczeń, z jakim wystąpią Żydzi.

Lublin, dnia 17 wrzesień 2008

~~~~~~~~~~

Jak to się robi w Lublinie


Gmach dawnej Wyższej Szkoły Rabinackiej (1930-1939) tzw. Jesziwy przy ulicy Lubartowskiej 85, z którego kilka lat temu wyrzucono Akademię Medyczną aby obiekt przekazać Warszawskiej Gminie Żydowskiej pozostanie dalej w jej rękach. Stanie się tak pomimo, iż okazało się, że w roku 1964 ówczesne państwo polskie (PRL) zapłaciło już odszkodowanie za przejęcie tej nieruchomości. Otrzymało je The Theological Seminary Yeshivath Chachmey z siedzibą w Michigan (USA) – następca prawny i sukcesor lubelskiej Jesziwy. Chodziło o niebagatelną sumę 177 tys. dolarów (zważywszy na ówczesną siłę nabywczą dolara była to suma ogromna) – tym samym wszystkie roszczenia żydowskie w tym wypadku wygasły a gmach przeszedł na własność Skarbu Państwa.
Stało się atoli inaczej – na mocy regulacji ustawowych o stosunkach państwa z gminami wyznaniowymi żydowskimi budynek przy ulicy Lubartowskiej trafił w posiadanie Wyznaniowej Gminy Żydowskiej w Warszawie. Podobno nie ma tu naruszenia prawa gdyż w tekście ustawy nie mówi się o wyłączeniu z tej kategorii nieruchomości, wobec których uregulowano roszczenia poprzez wypłatę odszkodowań.

Cóż – Polska to kraj bogaty – stać nas nawet na zwrot w naturze i odszkodowania w gotówce. Szkoda tylko, że takie uregulowania dotyczą wyłącznie pewnej (wybranej) grupy osób. A tak na marginesie – warto poznać nazwiska odpowiedzialnych za tak wynegocjowane przepisy prawne stwarzające jak widać ogromne pole do nadużyć.

Grzegorz Piotr Wysok

7 września 2008

Dewastacja miejsca pamięci narodowej


Źródło: "Nasz Dziennik", nr 177 (3194)
- http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080730&id=po31

Prokuratura wciąż prowadzi śledztwo w sprawie Lewicy bez Cenzury, a jej lider w dalszym ciągu nawołuje do niszczenia pomników organizacji patriotycznych i niepodległościowych Nowicki drwi z prokuratury.

Sierp i młot namalowany czerwoną farbą na symbolu "WiN", zamalowane napisy informujące o walce zrzeszenia o wolną i suwerenną Polskę - tak wygląda pomnik ku czci Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" w Lublinie. O jego zdewastowanie podejrzane są osoby związane z lewacką organizacją Lewica bez Cenzury Michała Nowickiego. Właśnie na jej stronach internetowych pojawiła się informacja o tej dewastacji.

Płytę Zrzeszenia "WiN" znajdującą się w lubelskiej dzielnicy Czuby przy rondzie im. "WiN" zdewastowano przypuszczalnie w miniony weekend. Sprawcy czerwoną farbą namalowali sierp i młot na krzyżu Zrzeszenia, który wieńczy pomnik. Ponadto zamalowane zostały napisy "Bóg, Honor, Ojczyzna", "Zrzeszenie 'Wolność i Niezawisłość' w latach 1945-1956 walczyło o wolność i suwerenność Polski" oraz fragment uchwały Sejmu stwierdzającej, że "Zrzeszenie 'Wolność i Niezawisłość' dobrze zasłużyło się Ojczyźnie". O tym przestępstwie na razie nic nie wie lubelska policja. Jak poinformowano nas w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie, nikt nie złożył stosownego zawiadomienia.
Zaskoczenia i oburzenia nie kryje Jerzy Pasierbiak, prezes lubelskich kombatantów "WiN", który także nie wiedział o pomalowaniu pomnika. Z ubolewaniem podkreślił, że podobna dewastacja miała miejsce dwa lata temu i również w okolicach 22 lipca, byłego komunistycznego święta. Zapowiedział wystosowanie oficjalnego pisma do prezydenta miasta, w którego gestii leży opieka nad pomnikiem, aby ten złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
O uszkodzenie pomnika podejrzewa się działaczy związanych z lewacko-komunistyczną organizacją Lewica bez Cenzury Michała Nowickiego, syna znanej bojówkarki aborcyjnej Wandy Nowickiej. Na stronie internetowej LbC w poniedziałek pojawiło się bowiem zdjęcie zdewastowanego pomnika "WiN", zamieszczone przez administratora, z wulgarnym podpisem: "Pomnik skur... z WiN w Lublinie". Towarzyszą temu aprobujące ten czyn komentarze internautów. "Brawo Czerwony Lublin!!! Czy tak jak w 1944 zainspirujecie swoim przykładem całą Polskę? Na naszych oczach tworzy się nowy ruch społeczny" - pisze Michal_N, "Ładne... Piękna robota", "Tak trzymać! WiN - Werwolf i NSZ?" - dodają Adrian Ee i Mikels.
Do dewastacji pomników pamięci narodowej nawołuje sam przywódca organizacji Michał Nowicki, który chwaląc niedawne zniszczenie pomnika upamiętniającego dekorację artylerzystów konnych walczących z bolszewikami w 1920 r. w Górze Kalwarii, stwierdził, że gorąco to pochwala. "Pomniki ku czci Wojtyły, Dmowskiego, NSZ, roku 1920, amerykańskich prezydentów muszą przestać straszyć. Wystarczy wziąć olej i jakieś ziarno, a następnie oblać pomnik olejem i posypać je ziarnem i czekać - aż zlecą się ptaki, które swoim g... pokażą, gdzie mają antykomunistów" - zaapelował na swojej stronie.

Komentując działania lewackiej organizacji na swoim blogu, poseł Zbigniew Girzyński (PiS) stwierdza: "przyznam szczerze, że wolałbym, aby to, co opisałem, było jakimś koszmarnym snem. Niestety, jest prawdą, którą każdy może sprawdzić". Zastanawia się także, dlaczego prokuratura tak wolno działa w sprawie Lewicy bez Cenzury, która otwarcie propaguje komunizm, co jest zakazane przez Konstytucję i odpowiednie przepisy kodeksu karnego.

Zenon Baranowski
30 lipca 2008

~~~~~~~~~~~

Dewastacja miejsca pamięci narodowej


Sierp i młot wymalowany czerwoną farbą na krzyżu upamiętniającym Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, zamalowane napisy: Bóg, Honor, Ojczyzna – tak wyglądał przez wiele dni pomnik w lubelskiej dzielnicy Czuby. Dewastacji dopuszczono się nie przez przypadek w przeddzień komunistycznego święta 22 lipca. Przez blisko tydzień sprawą nikt się nie interesował. Lokalne media nie zauważyły problemu a policja o fakcie profanacji poinformowana została po wielu dniach od aktu przestępstwa. Sprawców oczywiście nie ustalono.

Nie jest to niestety pierwszy przypadek dewastacji dokonywanych przez „nieznanych sprawców” wobec pomników upamiętniających ofiary komunizmu. Dwa lata temu – również w okolicach 22 lipca zbezczeszczeniu poprzez pomazanie farbą uległy w ciągu jednego dnia pomniki WiN, NSZ i papieża Jana Pawła II. I tym razem sprawców nie znaleziono. W nocy z 19-20 grudnia 2006 roku zniszczono obrzucając pojemnikami z trudno usuwalną substancją pomnik Pomordowanych na Zamku Lubelskim żołnierzy AK, WiN i NSZ znajdujący się przy Placu Zamkowym. W tym wypadku pomimo, że zdarzenie zarejestrowano na kamerze monitorującej to miejsce i nagrodzie w wysokości 10 tys. złotych ufundowanej przez sponsorów pomnika - lubelskiej policji nie udało się nic ustalić. W Lublinie mówi się jednak, że za akty profanacji odpowiadają młodzi działacze związani z komunistyczną organizacją Lewica bez Cenzury, którą kieruje syn znanej feministki Wandy Nowickiej – Michał. Na stronie internetowej tej organizacji ukazały się bowiem zdjęcia zdewastowanego pomnika WiN z podpisem „Pomnik sku...ów z WiN w Lublinie” i inne aprobujące komentarze. Zresztą do niszczenia takich obiektów nawołuje przywódca – Michał Nowicki: „Pomniki ku czci Wojtyły, Dmowskiego, NSZ, roku 1920, amerykańskich prezydentów muszą przestać straszyć – pisze na swej stronie w Internecie”. Dalej następują instrukcje jak należy to robić.

Zastanawia – dlaczego organa ścigania tak chętne w tropieniu domniemanych przestępców w ruchu narodowym, reagujące na każdą sugestię ze strony „Gazety Wyborczej” i tym podobnych gremiów tak nieudolnie i opieszale działają w sprawie lewackich bojówek propagujących nie tylko komunizm (co jest przestępstwem) lecz dopuszczających się również odrażających aktów wandalizmu. Dlaczego milczą o tym wysokonakładowe media a „autorytety moralne” nie wyrażają swego zaniepokojenia? Czyżby zachodziło tu jakieś braterstwo myśli?

Grzegorz Piotr Wysok

5 września 2008

Naciski na Irlandię


Nie ustają naciski na Irlandię, która w czerwcowym referendum odrzuciła euro konstytucję nazwaną dla niepoznaki „Traktatem lizbońskim”. Na szczycie UE w sprawie Gruzji premier Irlandii Brian Cowen (nawiasem pisząc jak większość irlandzkiego establishmentu zwolennik tego nieszczęsnego traktatu) poddany był presji ze strony swych unijnych partnerów (zwierzchników?) aby przeprowadzić jak najszybciej drugie głosowanie. Jednak Brian (na zdjęciu) nie był w stanie usatysfakcjonować eurobiurokratów – obiecał jedynie zwołanie w swym kraju „konsultacji” na ten temat, których wynik przedstawi w październiku w Radzie Europejskiej. Problem jaki ma irlandzki premier to postawa swego narodu – sondaże nadal wskazują, że większość Irlandczyków nie zgadza się na żaden „Traktat lizboński”. Ciekawe jakich środków użyją jeszcze eurokraci aby złamać ten mały ale dzielny naród? W tej sytuacji nieratyfikowanie przez Prezydenta Kaczyńskiego zatwierdzonego już niestety przez Polski parlament (przy wybitnej pomocy niby patriotycznego PiS) traktatu może przyczynić się do wzmocnienia woli oporu Irlandczyków, od których dziś zależą losy wolności na naszym kontynencie.

Grzegorz Piotr Wysok

3 września 2008

Tarcza w Polsce


Zakończyły się rozmowy dotyczące instalacji w naszym kraju amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Ma ona być usytuowana w dawnej bazie sowieckiej w okolicach Słupska. Zgoda na rozmieszczenie amerykańskiej wyrzutni budzi w Polsce wiele kontrowersji. Pomijam niepokój tzw. zwykłych ludzi (podsycany zresztą przez proniemieckie media i pragnące na tych nastrojach zaistnieć SLD) obawiających się zwiększenia zagrożenia naszego kraju w wyniku ewentualnego konfliktu zbrojnego – na sprawę należy spojrzeć chłodno w kontekście rywalizacji pomiędzy Unią Europejską (Niemcami) a Stanami Zjednoczonymi. Rząd Tuska uchodzi za agenturę niemiecką w Polsce, Prezydent Kaczyński i PiS utożsamiany jest nie bez racji z orientacją bezkrytycznie proamerykańską. Tarcza w Polsce w połączeniu z obecnością wojskową Amerykanów stwarza więc dla tego obozu politycznego nowe, korzystne perspektywy. Z pozoru Kaczyńscy mogą triumfować. Pamiętać jednak należy, że wynik wyborów prezydenckich w USA jest nieznany. Ewentualne zwycięstwo Baraka Obamy oznaczać może wycofanie się Stanów Zjednoczonych z aktywnej polityki w tej części świata. Przy takiej ewentualności z projektu instalacji tarczy a co za tym idzie „opieki ze strony USA” niewiele pozostanie. Inna sprawa to kwestia rozmieszczenia w Polsce amerykańskich baterii obronnych typu „Patriot” zdolnych do skutecznego odparcia ataku przeciwnika. Jasnym jest, że przeciwnikiem tym nie będzie Iran ani Korea Północna - z czego zdają sobie sprawę nawet najmniej rozgarnięci czytelnicy „Gazety Wyborczej”. Z docierających do nas informacji wynika, że po pierwsze baterii tych będzie niewiele co nie uchroni nas w wypadku wojny od zniszczenia, a co gorsze pojawiają się też pogłoski, iż „Patrioty” owszem będą ale... na terytorium Niemiec! Oznaczałoby to podwójne uzależnienie wojskowe naszego kraju – ze strony USA i zachodniego sąsiada paktującego w najlepsze z Rosją postrzeganą w Berlinie jako „strategiczny partner”.

Otwartą sprawą są też żądania wysuwane w stosunku do Polski przez wpływowe środowiska Żydów amerykańskich domagających się restytucji majątkowych i wielomiliardowych odszkodowań czego wyrazem była odnośna rezolucja Izby Reprezentantów USA. Czy tak traktuje się poważnego sojusznika? Przecież tarcza w Polsce leży w interesie zarówno Ameryki jak i Izraela. Negocjując warunki należało domagać się kategorycznie zaprzestania antypolskiej nagonki a roszczeniowcom jasno uprzytomnić, że nic im się od Polski nie należy. Odpowiednia deklaracja ze strony władz amerykańskich wpłynęłaby na pewno na uspokojenie polskiej opinii publicznej i stanowić mogłaby mocną przesłankę dla prawdziwego polsko-amerykańskiego sojuszu opartego na wzajemnym zaufaniu i traktowaniu się serio. Dotychczas bowiem nasze zaangażowanie się po stronie amerykańskiej, czy to w Iraku, czy w kolejnych „kolorowych rewolucjach” nie przyniosło niestety adekwatnych korzyści. Los Gruzji będącej sojuszniczką Stanów Zjednoczonych użytej instrumentalnie do antyrosyjskiej prowokacji nie wpływa dodatnio na opinię Polaków mających w pamięci nie tylko zdradę w Jałcie ale i zachowanie Amerykanów w stosunku do Wietnamu.

Mając jednak realnie do wyboru sojusz z USA lub podporządkowanie się niemieckiej Unii opowiadamy się za pierwszym rozwiązaniem, oczekujemy jednak traktowania naszego kraju po partnersku i gwarancji dotrzymania układu. Przykładem dobrego ułożenia się z Amerykanami powinna być dla nas Hiszpania generała Franco, który w roku 1953 zawarł korzystne dla obu państw porozumienie (Pakt madrycki) nie wyrzekając się swej suwerenności ani nie dając narzucić swemu krajowi niechcianej ideologii demoliberalnej (1). Warunkiem do takiego ułożenia wzajemnych relacji jest jednakowoż istnienie w kraju niezależnego ośrodka decyzyjnego nie zaś wasala powiązanego nićmi niejasnych wpływów agenturalnych i małych interesików na boku. Czy PiS jest aby takim ośrodkiem?

Grzegorz Piotr Wysok

__________

1) Obecny socjalistyczny rząd Hiszpanii przeszedł zdecydowanie do obozu proniemieckiego

1 września 2008

Oświadczenie


W imieniu Ligi Obrony Suwerenności wyrażamy głębokie zaniepokojenie próbami wywierania nacisku na organy ścigania przez środowisko lubelskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Atak prasowy podjęty na wydawcę i redaktora "Biuletynu" p. Grzegorza Wysoka połączony z donosem do prokuratury za poruszone w publikowanych przez niego artykułach niewygodnych bo - "politycznie niepoprawnych" tematów m. in. dotyczących niesprawiedliwych wobec Polski roszczeń wpływowych ośrodków żydowskich - traktujemy jako próbę zastraszania przeciwników politycznych, chęć ustanawiania cenzury wypowiedzi krępującej swobodę dyskusji i wymianę poglądów. Apelujemy do czynników miarodajnych o zachowanie rozsądku i nie uleganie presji medialnego koncernu dążącego niegodnymi metodami do niszczenia swoich oponentów.

W imieniu Ligi Obrony Suwerenności
Przedstawicielstwo na rejon Lublin

Piotr Sławiński
tel. 0-691-561-014

30 sierpnia 2008

Oświadczenie


Zdumiewające jest angażowanie prokuratury do debaty publicznej i próby wykorzystania tego organu Państwa do łamania wolności słowa. Niepokoi także mentalność kierownictwa wpływowej gazety, które deklaruje poparcie dla liberalnej demokracji a w istocie stosuje metody faszystowskie. Donoszenie na wydawców pism, nawet uważanych za kontrowersyjne, zasmuca i dowodzi słabości moralnej i intelektualnej współczesnych cenzorów.

Stow. Związek Obywatelski
KRS nr 0000211450
ul. Koncertowa 7 lok. 71
20-843 Lublin

tel. 0-603-212-384

Lublin, dnia 01.09.2008 r.

28 sierpnia 2008

Ludzie to ssaki, część z nich to świnie


Pewna popularna gazeta nie szczędzi wysiłków by udowodnić, że Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki. Dziwi mnie fakt, że gazeta zaangażowała się kiedyś w promocję karmienia niemowląt piersią. Może więc chodziło o to by przy okazji ilość antysemitów wzrosła a problem nie zanikał dając redaktorom alibi do czujności, chciałoby się rzec rewolucyjnej. Zdumiewające jest też to, że rezydujące przy gazecie feministki nie protestowały przeciw takiemu postawieniu sprawy, z którego wynika, że to kobieta tak naprawdę jest siewcą antysemityzmu. No chyba, że matka przestaje być kobietą, co mogło przyjść do głowy tej subkulturze. Jasno więc widać czego dziecko nie powinno wysysać z mlekiem matki. Co zatem powinno?

Odpowiedzią niech będą poczynania redaktorów pisma. Od kiedy można je kupić w kiosku niezmiennie jest przeciwne lustracji, grzebaniu w archiwach i tym podobnym pokusom mogącym ujawnić, że założyciele III RP nie są wcale chodzącymi ideałami. Cóż więc mają na sumieniu koledzy pana redaktora, nazywanego poufale Adasiem? Najczęściej byli po prostu źródłami informacji dla bezpieki, których to normalni ludzie nazywali od zawsze kapusiami. Z jednej strony redaktorzy zalecają nie grzebać w archiwach no ale skoro coś ktoś wygrzebie to należy dać znać, że kapowanie to nic złego – a skoro nic złego – to kapować można a nawet trzeba wciąż, zwłaszcza na „antysemitów”. I to do tego potrzebny jest im antysemityzm. Piecze się kilka pieczeni na jednym ogniu. Redakcja czynem wciela swój pomysł w życie prawie codziennie. A to zatrudnia latami Maleszkę, który faszerował informacjami prawdopodobnych zabójców Pyjasa, a to nawraca się na dozgonną przyjaźń z Wałęsą, exprezydentem – zwanym złośliwie Bolkiem. Adaś wybacza nawet Lechowi, że odebrał mu logo Solidarności z tytułu gazety i wysiudał z prezydentury Tadeusza Mazowieckiego pseudo Huragan. Wałęsa pewnie kandydował z czysto ludzkiej pyszałkowatości i do dziś twierdzi, że to on sam obalił komunę. Każde zdanie zaczyna od słowa “ja” a publiczne jego wypowiedzi skłaniają mnie do opinii, że nie powinien być wpuszczany na pokład samolotu. Dlaczego nazwałem pana Mazowieckiego Huraganem? Należy do pokolenia, które mimo upływu lat nie traci wygoru i mimo pozorów stale gotowe jest do akcji. Pokolenie to wymiera niestety, zwłaszcza gdy dosiada luksusowych limuzyn i szaleje z nieznanymi, do dzisiaj kobietami, po autostradach wiodących do Niemiec.

Zbyt odbiegłem od głównego tematu. Redaktorzy donieśli ostatnio na wydawcę pewnego pisma, oczywiście “antysemitę”. Wprawdzie nie ma już bezpieki i nie ma kto zgrabnie powyłamywać paluszków ale niezłomni donosiciele liczą, że zlituje się chociażby prokuratura. No ale to nie ta prokuratura, w której pracowali tatusiowie redaktorów do czasu gdy wywalił ich burak Gomółka wraz z Ukraińcem Moczarem (Diomką). Zdumiewa mnie tylko jedna rzecz. To, że ktoś musi donosić i ma to genetyczne rozumiem – ale skąd, do diabła redaktorzy wiedzą co zawierają skrytki lubelskich radnych, do których wspomniane pisemko wydawane przez mojego znajomego było wkładane. Odpowiedź jest jedna: ich też podglądają. Antysemityzm podobnie jak inne pomysły na życie nigdy nie wygaśnie i zawsze znajdzie zwolenników, zwłaszcza, że są ludzie, którzy robią wiele by Żydzi kojarzyli się z głową do lewych interesów. Zrobili to ostatnio amerykańscy kongresmani wzywający swą rezolucją Polskę do reprywatyzacji. Dziwna to reprywatyzacja bo rząd polski ma oddać majątki odebrane przez hitlerowców i komunistów. Nie jesteśmy prawnym następcą III Rzeszy a komunę obaliliśmy. Rezolucja dziwnie rozumie reprywatyzację bo żąda nie domów i placów lecz gotówki. 100 mld zł, przelanej na konto Światowego Kongresu Żydów. Przed kilku laty publicznie zapytałem czy ŚKŻ odbywa w tej sprawie konsultacje z rządem RP. Odpowiedzi nie otrzymałem lecz młody redaktor poleciał z pytaniem do prokuratury czy aby moja ciekawość nie powinna być ukrócona. Kapuś ów był z innej gazety niż ta, której poświęciłem poprzednie akapity a prokurator przytomnie mej ciekawości nie ukrócił bo co by zrobił gdy TVN poinformowała letniego poranka o uchwale amerykańskich posłów? Dopóki bogaci Amerykanie będą tak głupi a lobbyści żydowscy tak bezczelni to widoków na koniec antysemityzmu nie ma. Jak wytłumaczyć Polakom, że mają wysupłać po parę tysięcy złotych od łebka na rzecz sojuszniczego narodu skoro innym sojusznikom musimy zafundować Mundial i przy okazji skopać tyłki Ruskim?

Marian Kowalski
b. prezes Okręgu Lubelskiego UPR
przewodniczący Stowarzyszenia Związek Obywatelski

26 sierpnia 2008

Pro domo sua


"Jak to krzyknął Kiryło, ty śmiałbyś hultaju,
Znać się lepiej na łowach i zwierząt rodzaju
Niżli ja Kozodusin, Carski Jegermajster,
Niechajże nas rozsądzi zaraz Policmajster!
Wołają Policmajstra każą spisać śledztwo (...)
Policmajster powinność służby swej zrozumiał
Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał
I odwiodłwszy na stronę po bratersku radził
By przyznał się do winy i tym grzech swój zgładził".

A. Mickiewicz - "Pan Tadeusz"

"Zajmiemy się tą sprawą natychmiast!" – wyjaśnia Piotr Branica z lubelskiej policji.
Karol Adamaszek – Co trafia do skrzynek radnych - "Gazeta Wyborcza" 25.08.2008, s. 2

~~~~~~~~~~

No i zaczęło się dziać. "Gazeta Wyborcza" - (słusznie nazywana przez red. S. Michalkiewicza – Żydowską gazetą dla Polaków) nie wytrzymała i piórem swego młodziutkiego redaktora doniosła gdzie trzeba i oto wydawca "Biuletynu" stanie być może przed surowym obliczem Sprawiedliwości (ludowej?) aby odpowiedzieć za swe "zbrodnie".

Co tak zbulwersowało młodego adepta dziennikarstwa z koncernu Adama Michnika – Karola Adamaszka, że od razu pobiegł z donosem do Policji aby zawiadomić o "przestępstwie"? Poszło o dosadny cytat z "Przygód dobrego wojaka Szwejka", którym skomentowałem żądania wysuwane pod adresem Polski przez te organizacje żydowskie, które prof. Norman Finkenstein (nawiasem pisząc Żyd) określa jako "przedsiębiorstwo holocaust", a które domagają się wypłacenia haraczu określanego eufemistycznie odszkodowaniami w wysokości ok. 65 mln dolarów. Chodzi tu o te same środowiska, które już na początku lat 90-tych ub. w. zapowiedziały "upokarzanie Polski na arenie międzynarodowej" w wypadku odmowy zaspokojenia tych uroszczeń – co zresztą konsekwentnie realizują. W tym samym artykule opisałem też (mam nadzieję, że nieskuteczne) próby utworzenia przez niejakiego p. Ronona Eidelmana drugiego po Izraelu państwa żydowskiego na terytorium wykrojonym z polskich Ziem Zachodnich, a także przedstawiłem krótką historię różnorakich wcześniejszych prób podejmowanych w przeszłości w celu budowy tzw. "Judeopolonii".

A tak na marginesie – to czy panem Eidelmanem nie powinna aby zająć się polska prokuratura – nawołuje on przecież publicznie do oderwania od Rzeczypospolitej części terytorium co nosi znamiona przestępstwa określonego Art. 127 KK paragraf 1 Rozdział XVII Przestępstwa przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiono proszę łaskawie czytających te słowa P. P. Prokuratorów o potraktowanie ich jako zawiadomienie o usiłowaniu popełnienia przestępstwa. Ponieważ p. Eidelman przebywa prawdopodobnie na terytorium Niemiec być może pomocny okaże się Europejski Nakaz Aresztowania...

Wracając jednak do wątku głównego – zawsze zastanawiałem się skąd u młodych ludzi a zwłaszcza dziennikarzy bierze się taka totalitarna maniera aby swych oponentów wodzić przed sądy, pakować do więzień lub psychuszek. Przecież p. Adamaszek ma dopiero 24 lata! Ustroju komunistycznego nie może pamiętać, nie mówiąc już o czasach stalinowskich gdy atak w partyjnej prasie oznaczał na ogół dla napiętnowanego wyrok śmierci lub w najlepszym wypadku długoletniego więzienia. Skąd więc te odruchy u dzisiejszej wychowanej już po upadku tamtego systemu dziennikarskiej młodzieży? Myślę, że może być kilka powodów: dziedziczenie – w przypadku zstępnych byłych właścicieli PRL spośród, których co tu kryć rekrutuje się nierzadko brać dziennikarska; odruch wyuczony w szkołach prowadzonych jakże często przez dawnych "oficerów frontu ideologicznego" lub po prostu brutalny nakaz oficera pardon redaktora prowadzącego. Mówiąc wprost "Gazeta Wyborcza" rozumiana jako jej kierownictwo (choć nie tylko ona) przymusza i łamie młode, nieukształtowane charaktery, niszcząc tym samym osobowość tych wchodzących dopiero w dorosłe i zawodowe życie ludzi. Nie wiem jaki imperatyw oddziałał w wypadku red. Adamaszka. Życzę p. Karolowi aby to sobie spokojnie przemyślał i radzę po przyjacielsku: wiej pan od tego totalniackiego towarzystwa, może nie jest jeszcze za późno! W wypadku dalszego przebywania w tym otoczeniu pozostanie Panu kiedyś tylko smutna refleksja nad strofami poety opisującego dylematy zgryźliwego i sfrustrowanego gryzipióra: "Posadę przecież mam w tej firmie, kłamstwa żelaza i papieru, Kiedy ją stracę, kto mnie przyjmie, Kto mi da jeść? Serafin? Cherub? (...) A kiedy minie Twoja burza, Czy przyjmiesz do Twych rajów tchórza?".

I to by było na tyle, hej małolaty kopsnijcie mi czasem szluga i czaju pod cele!

Grzegorz Piotr Wysok

25 sierpnia 2008

Policja sprawdzi antysemicką gazetkę


Policja sprawdzi antysemicką gazetkę

Po informacjach "Gazety" policja zajmie się sprawą antysemickiej gazetki, która trafia do lubelskich radnych.

Taką decyzję komenda miejska policji w Lublinie podjęła jeszcze w piątek, kiedy "Gazeta" przekazała jej egzemplarz "Biuletynu". Wydaje go Grzegorz Piotr Wysok. W sierpniowym numerze gazetki Wysok pisze m. in. o Żydach. Przedstawia ich jako chciwców chcących z Polski wykroić własne państwo. Miałoby powstać na Ziemiach Zachodnich. Według Wysoka żydowski działacz Ronon Eidelman to prominentny przedstawiciel "przedsiębiorstwa holokaust", domagającego się od Polski wypłaty haraczu w wysokości około 65 miliardów dolarów". Tekst opatrzył tytułem "Bezczelne są te k...y i zachłanne!". Wysok przekonywał, że takie sformułowania to chwyt publicystyczny. Dwa numery pisma trafiły do skrzynek 31 radnych, umieszczonych w lubelskim ratuszu. Ostatni w połowie sierpnia. Żaden z rajców nie zdecydował się powiadomić policji. Z Wysokiem nietrudno jest się skontaktować - podaje swój adres i numer telefonu. Twierdzi, że dzwonią do niego czytelnicy z uwagami krytycznymi, ale żaden z radnych się ze nim nie skontaktował, ani nie prosił, żeby przestał dostarczać "Biuletyn".

- Czynności sprawdzające w tej sprawie podjęliśmy, zaraz po tym jak otrzymaliśmy informacje na ten temat od dziennikarza "Gazety". Poinformowaliśmy o tym prokuraturę Lublin-Północ. To jej śledczy zadecydują o powołaniu biegłego, który oceni czy w "Biuletynie" znalazły się treści będące przestępstwem. Nie wykluczamy, że w tej sprawie zostaną przesłuchani radni i redaktor pisma - mówi Magdalena Jędrejek z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. Grzegorz Wysok zapowiada, że kolejny numer wyda we wrześniu. - Kilka głosów oburzenia nie oznacza, że nie podoba się wszystkim - tłumaczy.

Kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 dla tych, którzy nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość.

Karol Adamaszek

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl
- http://miasta.gazeta.pl/lublin/2029020,48724,5627642.html

2008-08-25

~~~~~~~~~~

Komentuje Karol Adamaszek:

O tym czy za antysemickie pisemko jego autor powinien odpowiedzieć przed
sądem zadecyduje prokuratura.

Dziwi mnie jednak, że radni, którzy je dostawali, nie zareagowali. Jeden
Paweł Bryłowski powiedział, że nie życzy sobie by wkładano mu do skrzynki
kolejne egzemplarze.

Rajcy świecie oburzyli się dopiero wtedy, kiedy sprawę nagłoniła "Gazeta".
Szkoda, że tak późno. Bo jego wydawca zdążył utwierdzić się w przekonaniu,
że postępuje słusznie, a teraz kilka głosów oburzenia nie jest w stanie
popsuć jego dobrego samopoczucia.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl
- http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,5627683.html

2008-08-25

24 sierpnia 2008

Antysemickie gazetki. Radnym to nie przeszkadza


Antysemickie gazetki. Radnym to nie przeszkadza

Do miejskich radnych Lublina trafia regularnie antysemicki biuletyn. - Bezczelne są te k...y i zachłanne - pisze autor o Życiach. Radni przejęli się tym dopiero po interwencji "Gazety".

- Dostaję dużo korespondencji, pamiętam, że jedną z gazet dostałem w lipcu, ale nie mogę sobie przypomnieć co w niej było. Sierpniowego numeru nie miałem jeszcze w rękach - mówi Piotr Dreher, przewodniczący lubelskiej rady miejskiej. Zapowiada, że sprawę przedstawi na klubie radnych Prawa i Sprawiedliwości, którego jest członkiem. A chodzi o "Biuletyn", który redaguje Grzegorz Piotr Wysok, absolwent historii na KUL i, jak sam się przedstawia, doktorant tej uczelni. W sierpniowym numerze ośmiostronicowej gazetki Wysok pisze o rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, o agentach (Wałęsie - "Bolku" i Piłsudskim - szpiegu japońskim, austriackim i niemieckim), śmierci łączniczki AK z czasów drugiej wojny światowej i o Żydach. Przedstawia ich jako chciwców chcących z Polski wykroić własne państwo. Miałoby powstać na Ziemiach Zachodnich. Według Wysoka żydowski działacz Ronon Eidelman to "prominentny przedstawiciel "przedsiębiorstwa holokaust", domagającego się od Polski wypłaty haraczu w wysokości około 65 miliardów dolarów". Tekst opatrzył tytułem "Bezczelne są te k...y i zachłanne!". Piętnuje też byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - "byłego aparatczyka PZPR, syna żydowskiego oprawcy z UB, nieobmytego wodą chrztu świętego". - Przedstawiłem swoje poglądy może z lekką przesadą, ale to dopuszczalna forma publicystyczna - przekonuje Wysok w rozmowie z "Gazetą.

Oba numery pisma trafiły do skrzynek 31 radnych, umieszczonych w lubelskim ratuszu. Ostatni numer w połowie sierpnia. Z Wysokiem nietrudno się skontaktować - podaje swój adres i numer telefonu. - Dzwonią do mnie czytelnicy również z uwagami krytycznymi, ale żaden z radnych się ze mną nie kontaktował, ani nie prosił, żebym przestał dostarczać "Biuletyn" - mówi redaktor Wysok. - To folklor, rzecz zupełnie niepoważna - uważa Michał Widomski z klubu PO. Dodaje, że o antysemityzmie nie zamierzał informować policji.

Oburzony jest radny i były prezydent Lublina Paweł Bryłowski. - To obrzydliwe. Redaktorem tego pisma powinny zająć się lekarze i organy ścigania - mówi Bryłowski. Sam jednak policji nie poinformował, mimo że już w czerwcu domagał się, aby do jego skrzynki nie wkładać "Biuletynu". Podobnie było w przypadku innych radnych, do których zadzwoniliśmy. Wszyscy deklarowali oburzenie, ale przyznawali, że nie informowali policji o antysemickich treściach, które trafiały do ich skrzynek.

- Dziwne, że osoby publiczne, jakimi są radni, skarżą się "Gazecie", zamiast zwrócić bezpośrednio do nas i złożyć zawiadomienie o przestępstwie. Jeżeli wiedzieli, że artykuły godzą w dobre imię Żydów, to powinni nas o tym powiadomić. Zajmiemy się tą sprawą natychmiast - wyjaśnia Piotr Branica z lubelskiej policji.

Tymczasem Grzegorz Wysok deklaruje, że we wrześniu do skrzynek rajców trafi kolejny biuletyn. - Kilka głosów oburzenia nie oznacza, że nie podoba się wszystkim - tłumaczy.

Karol Adamaszek

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl
- http://miasta.gazeta.pl/lublin/2029020,48724,5623637.html

2008-08-24

12 lipca 2008

Zamknięcie lipcowego numeru


Numer zamknięto 12.08.2008 r.
W następnym numerze będzie można przeczytać m.in. artykuł dotyczący instalacji w naszym kraju amerykańskiej tarczy antyrakietowej oraz o dewastacji dokonywanych przez "nieznanych sprawców" wobec lubelskich pomników upamiętniających ofiary komunizmu.
Serdecznie zapraszam.

Grzegorz Piotr Wysok

29 czerwca 2008

"Chuligan Boruc"


Źródło: "Dziennik"
http://www.dziennik.pl/sport/pilkanozna/article16503/Boruc_prowokowal_koszulka_z_papiezem.html

Brytyjscy parlamentarzyści chcą ukarać Polaka
Boruc prowokował koszulką z papieżem

Polski bramkarz znów prowokował kibiców swoim zachowaniem. Schodząc z boiska po zwycięskim meczu Celtiku z Glasgow Rangers 3:2, zaprezentował koszulkę z napisem "Boże, błogosław papieża". Członkowie brytyjskiego parlamentu skrytykowali zachowanie Artura Boruca i chcą jego ukarania.
Strojem Boruca szczególnie zniesmaczony był Gregory Campbell, członek parlamentu z ramienia Unii Demokratycznej, który wspólnie z trzema partyjnymi kolegami wystosował oficjalne stanowisko w tej sprawie - donosi portal news.scotsman.com.
Członkowie Unii Demokratycznej wyrazili głębokie poparcie i szacunek dla pracy Rangersów i Celtiku, którzy od wielu lat starają się wyplenić ze stadionów politykę i podziały religijne. Dodali jednak, że są "zaniepokojeni brakiem reakcji władz Celtiku oraz szkockiej federacji piłkarskiej na takie manifestacje polskiego bramkarza". Obawiają się, że takie zachowanie może doprowadzić do zaostrzenia stosunków pomiędzy kibicami obu drużyn.
"Gdyby takiego czynu dopuścił się 18-latek, który nie wie, jaki te mecze miały kiedyś przebieg - to jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ale to już trzeci czy czwarty raz, kiedy wokół Boruca na tym tle dochodzi do kontrowersji" - wyjaśnia Campbell.

Marta Daszkiewicz
środa, 30 kwietnia 2008 13:51

~~~~~~~~~~

Otrzymałem list od Pana Piotra Sławińskiego, który z przyjemnością zamieszczam.
Jednocześnie informuję, że autor tego artykułu jest działaczem Ligi Obrony Suwerenności i pełnomocnikiem tej organizacji na województwo lubelskie.

Grzegorz Piotr Wysok

~~~~~~~~~~

"Chuligan Boruc"

Tak prasa brytyjska określa naszego bramkarza grającego w Celtiku. Chuligan ten – piszą Brytyjczycy ośmiela się żegnać przed meczami, a raz nałożył nawet koszulkę z napisem "Boże, błogosław papieża". Kibice angielscy poczuli się urażeni w swoich uczuciach. Od dziesięcioleci bowiem śpiewają na stadionach sprośne piosenki obrażające katolików i papieża, a tu pojawia się zwyrodnialec, który śmie przyznać się do katolicyzmu. A przecież nasz bramkarz nikogo nie obraża, ma po prostu w sobie Ducha Narodu Polskiego. Czym prawdziwy Polak odróżnia się od "kosmopolaka" - najlepiej pokazały ostatnie mistrzostwa Europy, gdzie właściwie tylko Boruc bronił honoru polskiej drużyny.
Drogi Polaku, życie przemija jak błyskawica, obudź się, odciśnij ślad w historii świata – spełnij obowiązek wobec narodu i Boga. Do wyboru masz gnuśnienie przed telewizorem, narzekając jak niewolnik lub życie godne prawdziwego mężczyzny.
Codzienna uczciwa praca jest rzeczą chwalebną, lecz dzisiaj - gdy są podcinane fundamenty narodu, niszczona jest istota jego wyjątkowości – poprzestawanie na powszednich obowiązkach, upodabnia Cię do konia. On też codziennie uczciwie i ciężko pracuje, ale trudno go nazwać "dobrym Polakiem".
Polska już kilkaset lat temu odkryła prostą drogę rozwoju osobistego człowieka. Natomiast zachód w swej pysze miota się po manowcach absolutyzmów i totalitaryzmów - czci rocznicę rewolucji francuskiej – rocznicę rzezi, kiedy to eleganci francuscy przechadzali się w rękawiczkach i spodniach z ludzkiej skóry swoich braci.
Dzisiaj nasz kraj, historia, rodzina są wściekle atakowane przez światowe media. I mimo to, że Ty Polaku zapomniałeś czym jest Duch Narodu Polskiego - nasi wrogowie znają jego potęgę i drżą. Boją się przebudzenia Polski i tego, że nasza prawdziwa idea wolności pokona ich kolejną poczwarę wolnościową, tzw. tolerancję.
Nie zawiedź ich w tych obawach!
Czym jest Duch Polskiego Narodu, czym jest ta idea, za którą bez skargi i lęku oddawały życie pokolenia Polaków, co było ważniejsze od pieniędzy i życia?
Naród nasz stworzył państwo, które wśród powodzi absolutyzmu było dumną wyspą swobód, dla którego celem był człowiek i jego rozwój. Państwo, które czuło wstręt do cudzego mienia, a ludom ościennym niosło wolność. Uczyło młodzież, że zdrada nie jest polityką , a przemoc – bohaterstwem. Państwo, które nie znało żadnych form prześladowania ludzi za to kim są i w co wierzą; które można było przebyć wzdłuż i wszerz bez obawy o życie i mienie; w którym własność była rzeczą świętą, a wolność osobista chroniona prawem.
Geniusz naszego narodu zostawił daleko za sobą w tyle nie tylko ówczesną Europę, ale i dzisiejszą, która nadal wyżej stawia zwierzęcą siłę od człowieczeństwa.
Dzisiaj Polaku,musisz się określić czy podtrzymasz nasze wspaniałe dziedzictwo- będziesz chuliganem jak Boruc - czy jak śmieć popłyniesz z prądem politycznej poprawności.

Piotr Sławiński

27 czerwca 2008

dr Dariusz Libionka


Dariusz Libionka (rocznik 1964) to taki nasz lubelski kieszonkowy Gross. Ten absolwent historii KUL (1991- praca magisterska pod kierunkiem prof. R. Bendera) wychodzi z siebie aby gdzie tylko może przywalać nielubianym Polakom, których jak tylko może oskarża o antysemityzm. Z IPN gdzie pracował za czasów prezesury Leona Kieresa został szczęśliwie usunięty, obecnie zaś wyżywa się na łamach żydowskiej gazety dla Polaków ("Gazety Wyborczej") gdzie zamieszcza swoje paszkwile. Ze szczególną zajadłością atakuje profesorów swojej bądź co bądź Alma Mater (np. ks. prof. Kruszyńskiego – przedwojennego Rektora KUL – znawcę cywilizacji żydowskiej i autora szeregu prac na ten temat). Warto zapamiętać to nazwisko – na pewno zrobi karierę!

Grzegorz Piotr Wysok

24 czerwca 2008

Dosłużył się...


W swoich marzeniach był już gensekiem ONZ, prezydentem zjednoczonej Europy, Sekretarzem Generalnym NATO lub choćby szefem MKOLu. Mówiąc językiem Haszka opisującego sny o potędze wachmistrza żandarmerii Flanderki "W duchu widział wspaniałe obrazy jakie tliły się w zwojach jego urzędowego mózgu: odznaczenia, szybki awans i przeniesienie do wyższej hierarchii służbowej, świetna kariera". Skończyło się na tym, że żywy dowód hańby naszego pokolenia – bo inaczej nie można określić dwukrotnego oboru tego byłego aparatczyka PZPR, syna żydowskiego oprawcy z UB, nie obmytego wodą Chrztu Świętego pijaka i nieomal magistra na urząd prezydenta RP – zatrudniono przez Kongres Żydów Europejskich (European Jewish Congress) w charakterze przewodniczącego organizacji o przydługiej nieco nazwie: Europejskie Forum Na Rzecz Tolerancji. Rada Europejskich Przedstawicieli Społeczeństw Obywatelskich. Organizacja, której będzie przewodniczył Aleksander Kwaśniewski za cel stawia sobie – a jakże by inaczej – walkę z ksenofobią i antysemityzmem narastającym ponoć na naszym kontynencie. Obok Kwaśniewskiego w radzie zasiąść ma także były prezydent Czech Wacław Havel. Desygnujących na to stanowisko "Olka" Żydom nie przeszkadza, że na czele tego swego rodzaju nowego "Gestapo" stanie funkcjonariusz totalitarnej partii, która między innymi odpowiada za wyrzucenie w 1968 roku Żydów z Polski. Wręcz przeciwnie. Wiaczesław Mosze Kantor szef Kongresu Żydów Europejskich stwierdza, że "Jest to wyraz uznania, jakim ten wybitny polityk jest postrzegany przez międzynarodową społeczność żydowską" (7). "Wart robotnik zapłaty swojej" poucza pismo – jednak w przypadku "Kwasa" tak zasłużonego dla niszczenia polskiego narodu dość niska ranga jaką mu nadano budzi mimo wszystko pewien niedosyt. A tak bardzo się starał... żywimy nadzieję, że nie zabraknie mu na nowym stanowisku odpowiedniej ilości wysokoprocentowej pejsachówki i odpowiedniej (koszernej) zakąski.

Grzegorz Piotr Wysok

__________

7) Jak podaje na łamach "Opoki" prof. M. Giertych – Kwaśniewski uczestniczył w tym roku w tajnym spotkaniu klubu Bilderberg odbywającym się w Chantilly (Virginia, USA). Klub ten skupia najważniejszych przywódców świata zachodniego i pretenduje do roli rządu światowego.

23 czerwca 2008

"Bezczelne są te k...y i zuchwałe!"


Źródło: "Rzeczpospolita"
- http://www.rp.pl/artykul/149575.html

Drugi Izrael w Polsce?

Alternatywa dla Bliskiego Wschodu. Lewicowy działacz chce utworzyć w niemieckiej Turyngii drugie żydowskie państwo. Jeżeli mu się nie uda, nie wyklucza, że spróbuje zrealizować projekt w Polsce.

Ronen Eidelman (na zdjęciu) jest żydowskim artystą, działaczem społecznym i pisarzem. Urodził się w Nowym Jorku, ale większość życia spędził w Tel Awiwie. Teraz mieszka w Turyngii, gdzie studiuje sztukę. To właśnie tu wpadł na pomysł utworzenia drugiego żydowskiego państwa. – Nie jest wcale powiedziane, że Izrael może być tylko na Bliskim Wschodzie. Wielu Żydów tęskni za Europą – powiedział "Rzeczpospolitej".

Eidelman założył Ruch na rzecz Żydowskiego Państwa w Turyngii. Napisał manifest, zaprojektował herb i rozpoczął zbieranie podpisów w Internecie. Na 22 czerwca zaplanował wielki wiec w Weimarze. – Chciałbym, żeby mój ruch przerodził się w poważną polityczną inicjatywę – podkreślił.

Powstanie żydowskiego państwa ma leżeć w interesie zarówno Żydów, jak i Niemców. Tereny byłej NRD z powodu wysokiego bezrobocia i braku perspektyw powoli się wyludniają, gospodarka podupada. Duża żydowska imigracja rozwiązałaby te problemy. Poza tym, jak podkreśla Eidelman, Turyngia jest zamieszkana niemal przez samym rodowitych Niemców i trochę etnicznej różnorodności dobrze by jej zrobiło.

Istnienie Izraela jest zaś poważnie zagrożone. Kraj ten otaczają sami wrogowie, a prezydent Iranu wzywa do "wymazania go z mapy świata". Gdyby istniało drugie żydowskie państwo, Izraelczycy mieliby gdzie uciekać w razie spełnienia gróźb Mahmuda Ahmadineżada. – Oczywiście mam nadzieję, że nic takiego nigdy się nie stanie. Trzeba jednak przygotować sobie wyjście awaryjne – podkreślił Eidelman.
Jaki miałby być status drugiego Izraela? – Na początek autonomia. Moglibyśmy funkcjonować tak jak Katalonia – podkreśla Eidelman. – Zresztą obecnie Europa się jednoczy, granice zanikają i niedługo państwa narodowe nie będą miały znaczenia. Żydzi mieszkają tu od tysięcy lat. Powinniśmy wziąć udział w procesie jednoczenia się kontynentu.

Gdyby pomysł nie wypalił, na przykład wskutek obiekcji niemieckich władz, Eidelman nie wyklucza, że mógłby zrealizować go w Polsce. Bodźcem do działania był bowiem dla niego film Sławomira Sierakowskiego z "Krytyki Politycznej", w którym wezwał on Żydów do powrotu do Polski.

– Nie znam dobrze waszego kraju. Ale jeśli więcej osób tęskni za Żydami, to czemu nie? Gdybyśmy dostali zaproszenie, to drugi Izrael mógłby powstać w Polsce – mówi "Rzeczpospolitej" Eidelman. Wskazuje, że przed wojną to właśnie w Polsce mieszkała najliczniejsza żydowska społeczność. Miejsce, w którym mogłoby powstać żydowskie państwo, mogłoby zostać wykrojone z byłych niemieckich terenów, które Polska otrzymała po wojnie.

Podobne pomysły wywołują jednak oburzenie wśród Izraelczyków. – W każdym narodzie znajdą się wariaci. Izrael jest jedynym żydowskim państwem i zamiast przygotowywać sobie ucieczkę, powinniśmy go bronić – powiedział "Rz" prof. Gerald Steinberg z Uniwersytetu Bar-Ilan w Tel Awiwie. – To tak, jakby ktoś powiedział, że trzeba przenieść Polskę do Afryki, bo ile można się użerać z Rosją i Niemcami – dodał.

Eidelman przypomina jednak, że zaraz po wojnie wcale nie było oczywiste, gdzie powstanie żydowskie państwo. Podobno brano pod uwagę osiedlenie Żydów właśnie gdzieś na terenie Niemiec. Brytyjczycy mieli zaś zaproponować odstąpienie im jednej ze swoich afrykańskich kolonii.

Strona projektu Eidelmana - http://medinatweimar.org/

Piotr Zychowicz
17-06-2008, ostatnia aktualizacja 17-06-2008 01:32

~~~~~~~~~~

"Bezczelne są te k...y i zachłanne!"

W dzienniku "Rzeczpospolita" z 17.06.2008 ukazał się artykuł Piotra Zychowicza pod wymownym tytułem "Drugi Izrael w Polsce". Z treści publikacji wynika, iż niejaki Ronon Eidelman – żydowski artysta, pisarz i lewicowy działacz urodzony w Nowym Jorku, mieszkający wiele lat w Tel Awiwie, a obecnie studiujący w niemieckiej Turyngii wpadł (zresztą na nie nowy) (4) pomysł utworzenia drugiego żydowskiego państwa w Europie. W tym celu powołał Ruch na rzecz Żydowskiego Państwa w Turyngii (3). Napisał manifest, zaprojektował herb i rozpoczął akcję zbierania podpisów poparcia. Zdaniem Eidelmana powstanie drugiego państwa żydowskiego leży w interesie zarówno Żydów jak i Niemców albowiem tereny byłego NRD z powodu bezrobocia powoli się wyludniają. Napływ Żydów na te tereny mógłby ten trend powstrzymać. Nowy Izrael miałby początkowo funkcjonować jako rejon autonomiczny (na kształt hiszpańskiej Katalonii): "Zresztą Europa się jednoczy i niedługo państwa narodowe nie będą miały znaczenia." - zauważa. Gdyby pomysł z Turyngią np. na skutek oporu ludności nie wypalił. Eidelman przewiduje tworzenie państewka żydowskiego w Polsce np. na ziemiach zachodnich. Żydowski działacz nie ukrywa, że bodźcem dla jego planów był film Sławomira Sierakowskiego (5) "Krytyki politycznej", w którym ten lewacki publicysta wezwał Żydów do powrotu do Polski. Tyle "Rzeczpospolita", która w tym samym numerze zamieszcza również wywiad z Ronaldem S. Lauderem prezesem Światowego Kongresu Żydów i honorowym przewodniczącym Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego (6) pt. “Ukradziona własność musi być zwrócona. Ten prominentny przedstawiciel "przedsiębiorstwa holokaust" domagającego się od Polski wypłaty haraczu w wysokości około 65 miliardów dolarów w butnych wypowiedziach miota groźby pod adresem ojca Tadeusza Rydzyka, postponuje naród Polski za rzekome zbrodnie (mord kielecki będący prowokacją UB – MKWD, marzec 68 itp.) a jednocześnie komplementuje rząd Donalda Tuska po, którym spodziewa się jak to określa "Uczciwych odszkodowań" i kompromisu "Który weźmie pod uwagę możliwości finansowe kraju i dobro jego mieszkańców". Tłumacząc na język zrozumiały oznacza to, że łaskawie rozłoży się kwoty roszczeń na raty. Całość wywiadu okraszona jest obłudnymi zachwytami nad Janem Pawłem II, który przeciwstawiany jest antysemicie – Rydzykowi.
Jako komentarz do tych uroszczeń jak ulał pasują słowa wypowiedziane przez pewnego austriackiego żołnierza na kartach "Przygód Dobrego Wojaka Szwejka" pod adresem leciwych dam czyniących mu awanse "Bezczelne są te k...y i zuchwałe".

Grzegorz Piotr Wysok

__________

3) Tak ma wyglądać herb żydowskiego państwa w Turyngii:


4) Pierwszy raz pomysł utworzenia żydowskiego państwa na terytorium Rzeczypospolitej (Podole) pojawił się w roku 1759. Wiązał się z działalnością Jakuba Franka – ucznia Sabataja Cwi – uzurpującego sobie rolę mesjasza. Frankiści przyjęli w tym celu pozornie chrzest aby na mocy obowiązującego wówczas prawa wejść do stanu szlacheckiego. Akcja Franka nie powiodła się, a on sam został uwięziony w Częstochowie skąd uwolnili go 1772 roku Rosjanie. W latach następnych działał na rzecz rozbioru państwa polskiego m. in. na dworze austriackim. (zob. S Didier, "Rola Neofitów w Polsce", Warszawa, 1934)
Druga próba utworzenia tzw. Judeopolonii podjęta została w momencie wybuchu I wojny światowej przez Niemiecki Komitet Wyzwolenia Żydów Rosyjskich (Deutsche Komitee Zur Befreinug der Russischen Juden). Żydostwo niemieckie gremialnie popierało Niemcy w wojnie licząc na utworzenie państwa obejmującego terytorium Królestwa Polskiego, Litwę, Białoruś i część Ukrainy z Odessą włącznie. Zamieszkiwać go miało 3,5 mln. Litwinów i Łotyszów, 5-6 mln. Ukraińców 4 mln. Białorusinów, 8 mln. Polaków, 1 mln. kolonistów niemieckich i około 6-7 mln. Żydów. Niemcy i Żydzi mieli stanowić warstwę rządzącą, językiem urzędowym byłby niemiecki i jidisz. Plan ten na skutek swej utopijności i klęski wojennej cesarskich Niemiec nie wszedł w życie. (zob. A. Szczęśniak, "Judeopolonia", Radom, 2001.)
Trzecia próba tworzenia żydowskiego państewka na Lubelszczyźnie (Lublinlandu) podjęta została przez hitlerowców na przełomie 1939 i 40 roku. Podobne zamiary miał też żydowski polityk Włodzimierz Żabotyński (syjoniści – rewizjoniści) zob. J. Giertych, "Niedoszłe państwo żydowskie w Lubelszczyźnie, Komunikaty towarzystwa im. R. Dmowskiego" Tom II, Londyn, 1979 – 80.

5) Na temat tego intelektualnego "guru" wszystkich lewaków o rozbieganym spojrzeniu nałogowego onanisty, którego pełno we wszystkich mediach pisałem w poprzednim numerze "Biuletynu".

6) Odznaczonego przez swego polskiego pobratymca A. Kwaśniewskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Zasług RP.

21 czerwca 2008

"Bolek"


Przez kraj przetacza się dyskusja wokół książki dwóch historyków IPN S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka na temat agenturalnej współpracy Lecha Wałęsy z SB. Książka dotyczy lat 1970 – 1978 i późniejszego okresu kiedy to Wałęsa sprawując urząd Prezydenta niszczył dokumenty na temat swej przeszłości. Są to sprawy interesujące choć polskiej opinii publicznej znane już od dawna. Zarzut współpracy przywódcy "Solidarności" z SB stawiany był już przez Annę Walentynowicz, Andrzeja i Joannę Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego i innych. Mówiło się o tym już w latach 80, L. Wałęsa znalazł się na liście Maciarewicza (1992), a w okresie wyborów (1995) pisała na ten temat prasa. Wartość pracy historyków IPN polega więc na tym, że dotarli do dokumentów i dokonali ich krytycznej analizy. Sytuacja przypomina trochę sprawę Katynia. W PRL – wszyscy (no może prawie wszyscy) wiedzieli, że jest to zbrodnia sowiecka – oczekiwano jednak, że władze to oficjalnie potwierdzą. Podobnie jest i w tym wypadku.

Jak zaznaczyłem sprawa opisana w książce dotyczy agenta SB "Bolek". Do wyjaśnienia pozostaje kwestia późniejszej drogi "naszego Noblisty". Pytanie brzmi: czy zrywając współpracę z SB Wałęsa przeszedł pod kuratelę wojskowego wywiadu PRL? Pewne świadectwa wskazują, że tak właśnie mogło być. Reżyser filmów "Plusy dodatnie, plusy ujemne" i "T. W. Bolek" - Grzegorz Braun skłonny jest bronić tej hipotezy. Na spotkaniu z mieszkańcami Lublina zorganizowanym przez Związek Obywatelski Braun przetoczył wypowiedź Wałęsy do funkcjonariuszy SB - "jeżeli się ode mnie nie odczepicie – zamelduję gdzie trzeba". Pomiędzy SB a wywiadem wojskowym istniała w PRL rywalizacja. Zwycięsko z tego starcia jak wiadomo wyszli wojskowi, którymi kierował gen. Czesław Kiszczak – reżyser "Okrągłego Stołu" i ojciec "polskiej transformacji ustrojowej". Momentem definitywnego zwycięstwa Kiszczaka nad SB był rok 1984 (zabójstwo księdza Popiełuszki). Od tego momentu rola bezpieki (SB) zredukowała się do łapania płotek, a strategię polityczną władz zaczyna realizować "razwiedka" (wywiad wojskowy). Niestety z książki Gontarczyka i Cenckiewicza nie dowiemy się tego. Jest to oczywiście usprawiedliwione brakiem wglądu historyków w dokumenty wywiadu PRL – stanowiące zbiór "zastrzeżony". Być może tych dokumentów już nie ma w kraju. Zważywszy na fakt, że inni przywódcy strajków 1980 roku (Sienkiewicz, Jurczyk) też okazali się agentami – hipoteza Brauna brzmi prawdopodobnie. W tym kontekście trzeba też widzieć rewelacje Anny Walentynowicz o przywiezieniu Wałęsy na strajk motorówką z Dowództwa Marynarki Wojennej i jego późniejsze zachowania. Dalsze pytania, na które chcielibyśmy uzyskać odpowiedź to wpływ na Wałęsę trockistów z KOR. Jest wiadomym, że na, Pierwszym Zjeździe Solidarności trockiści z Kuroniem na czele prący w tym czasie do konfrontacji z władzami PRL woleli widzieć na czele Związku kogoś bardziej radykalnego (A. Gwiazda, J. Rulewski) i to właśnie ze strony tych środowisk wypływały informacje o agenturalnej roli Wałęsy. Później gdy trockiści porozumieli się z Kiszczakiem zaczęli się z tych oskarżeń wycofywać i teraz stoją na czele obrońców czci byłego prezydenta. Niestety w toczącej się obecnie dyskusji te istotne wątki nie są podnoszone, wręcz przeciwnie lansowana jest teza (nawet wśród tzw. prawicy), że jeśli Wałęsa był "Bolkiem" to tylko do pewnego momentu, później zaś stał się bohaterem (czyim?!)i w pełni się zrehabilitował. Tak więc dyskusja wokół książki historyków IPN paradoksalnie przyczynia się do zaciemniania prawdy o naszej najnowszej przeszłości. Dzieje schyłku PRL czekają na naprawdę niezależnych badaczy.

Polska to kraj, który ma niezwykłe "szczęście" do agentów usytuowanych na czele nawy państwowej. Agentem wywiadu: japońskiego, austriackiego i niemieckiego był jak wiadomo Józef Piłsudski cieszący się do dziś niezasłużoną sławą "bohatera narodowego". Prawda o tym szkodniku mimo upływu lat nie może przebić się do powszechnej świadomości. Cóż – zrobiono wiele (łącznie z zabójstwami) aby te hańbiące fakty zatrzeć. W przypadku Wałęsy jak na razie trupów brak – to budzi pewien optymizm.

Grzegorz Piotr Wysok

17 czerwca 2008

W 65. rocznicę ludobójstwa na Kresach


"Mego ojca piłą rżnęli -
myśmy wszystko zapomnieli"
S. Wyspiański


W tym miesiącu mija 65 rocznica apogeum najokrutniejszego ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) oraz jej zbrojną formację Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) wspieraną przez dywizję SS Galicien (złożoną z ukraińskich ochotników w służbie III Rzeszy) na ludności polskich Kresów Wschodnich. Rzezie na Polakach rozpoczęły się już we wrześniu 1939. Z rąk band ukraińskich i żydowskich ginęli żołnierze i oficerowie WP, urzędnicy, osadnicy wojskowi, właściciele majątków. Nowa fala zbrodni zaczęła się wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich. W czerwcu i lipcu 1941 szowiniści ukraińscy krwawo rozprawiali się ze swymi faktycznymi i potencjalnymi przeciwnikami głównie z warstw wyższych.

14 października 1942 roku na południowym Polesiu zorganizowano pierwszy oddział ukraińskiej partyzantki, a dzień ten uważany za datę powstania UPA, jest dziś na Ukrainie uroczyście fetowany. Pierwszy masowy mord na ludności polskiej miał miejsce 13 i 15 listopada 1942 roku we wsi Obórki (pow. Sarny) gdzie zginęło około 70 osób. W styczniu 1943 roku we wsi Porośle (pow. włodzimierski) zabito 170, a w dniach 21 i 22kwietnia 1943 roku w Janowej Dolinie (pow. kostopolski) ofiarą Ukraińców padło około 600 Polaków. Realizując uchwałę OUN z lutego 1943 roku przystąpiono do całkowitej eksterminacji ludności polskiej. W marcu 1943 roku zdezerterowało z bronią w ręku około 4 tysięcy ukraińskich policjantów pozostających dotychczas w służbie niemieckiej co wydatnie zasiliło szeregi istniejących już band UPA. Eskalacja napadów na polskie wsie nastąpiła w lipcu 1943. 11 lipca w Hucie Pieniackiej wymordowano w kościele tysiąc osób. Ludzi palono żywcem. Tego dnia padło łącznie około 20 tysięcy Polaków.

Najtragiczniejszy był sam "obrzęd" mordów połączony zazwyczaj z błogosławieństwem kapłana i poświęcaniem narzędzi mordu: siekier, kos, wideł i noży. Dla zbrodniarzy nie było rozróżnienia między mężczyznami i kobietami, dorosłymi czy dziećmi. Dysponując przewagą obezwładnionych ale jeszcze żywych ludzi wrzucano do studzien, nabijano na pale, obcinano nogi, ręce, piersi, rozpruwano brzuchy, wyłupywano oczy, cięto piłami, rozrywano końmi a nawet krzyżowano. Dzieci nabijano na sztachety płotów, wieszano na drzewach tworząc tzw. "wianuszki", roztrzaskiwano o ściany domów. Większe wsie i osiedla zdobywano w walce z bronią w ręku a następnie plądrowano, palono i niszczono planowo dom po domu. Wycinano nawet drzewa w sadach. Nie oszczędzano wiernych i kapłanów zebranych w kościołach na nabożeństwach. W tym szale zezwierzęcenia zabijano także swoich pobratymców, którzy nie chcieli uczestniczyć w rzeziach lub łamali obowiązującą dyscyplinę. Zdarzały się nierzadko wypadki zmuszania do własnoręcznego zabijania współmałżonka o ile pochodził ze znienawidzonych "Lachów". Według uczciwego historyka ukraińskiego Wiktora Poliszczuka z rąk OUN-UPA zginąć miało nawet około 40 tysięcy Ukraińców, zaś liczba ofiar pośród Polaków nie jest dokładnie znana. Szacuje się, że zginęło łącznie w latach 1939-1945 od 120 do 150 tysięcy. Do tego należy dodać jeszcze kilka tysięcy ofiar z okresu już po wojnie, na terenach zarówno włączonych do ZSRR jak i w granicach Polski Ludowej.

Wokół ludobójstwa ukraińskiego panuje zmowa milczenia. Na samej Ukrainie kwitnie kult OUN-UPA. Zbrodniarzom buduje się okazałe pomniki, nazywa ich imieniem ulice. Brak jakiejkolwiek skruchy i chęci przyznania się do winy ludobójstwa. Co najwyżej wspomina się półgębkiem o "konflikcie polsko ukraińskim i wojnie chłopskiej". Jest to absurd zważywszy na fakt, że nawet proporcje ludnościowe na Wołyniu (15 proc. Polaków i 70 procent Ukraińców) nie pozwalają nazwać rzezi "wojną" z uwagi na dysproporcję sił. Była to najzwyczajniejsza, zaplanowana i kierowana przez czynniki polityczne rzeź, czystka etniczna na niespotykaną w dziejach Europy skalę. Niestety nie dociera to do świadomości i sumień zaczadzonych ideologią Doncewa i Bandery współczesnych przywódców i znacznej części ludności Ukrainy. Co gorsza Ukraińcom basują co niektórzy historycy w Polsce (np. Grzegorz Motyka, Instytut Europy Środkowo-Wschodniej z prof. Jerzym Kłoczowskim (tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie "Historyk" na czele). Do tych głosów należy dodać środowiska trockistowskie skupione wokół "Gazety Wyborczej" i niestety neopiłsudczyków zapatrzonych w perspektywę "strategicznego sojuszu" z Ukrainą. Charakterystyczna jest postawa Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który odmówił swego patronatu nad obchodami rocznicy rzezi wołyńskich, znalazł jednak czas na przepraszanie w imieniu Polski za rzekome zbrodnie dokonane na Ukraińcach (Pawłokoma, dnia 13 maja 2006) za co chwalił go "sam" prof. Geremek. Polacy, a zwłaszcza środowiska kresowe czują z tego powodu wielką gorycz.



Należy zadać pytanie, dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi jest kilka, które się wzajemnie uzupełniają. Po pierwsze: "za komuny" nie wolno było zbyt wiele o tamtych wydarzeniach mówić w imię fałszywie pojmowanej przyjaźni z narodami ZSRR chociaż trzeba przyznać, że wydawano i w tamtym czasie wiele cennych opracowań na ten temat (np. książki profesora Edwarda Prusa czy Henryka Cybulskiego). Szerszej opinii publicznej prezentowano tylko te epizody walki z UPA, które wiązały się ze śmiercią gen. Karola Świerczewskiego oraz działaniami w Bieszczadach, czyniono to jednak jednostronnie i w sposób wybiórczy.

Po drugie. OUN-UPA znalazło sobie możnych protektorów w postaci Amerykanów. W okresie "zimnej wojny" rządy państw zachodnich wspierały wszystkie ugrupowania, które mogły szkodzić przeciwnikowi tj. krajom komunistycznym. Nie patrzono na oblicze ideowe "sojuszników". Mogli to być trockiści, dysydenci, ale również faszyści oraz szowiniści. Tak właśnie było w przypadku OUN-UPA. Wzięto ich na żołd, darowano nawet ludobójstwo dokonane wespół z Niemcami na ludności żydowskiej (co jak wiemy nie ulega nigdy przedawnieniu), cóż w takim razie mówić w przypadku tak "mało wartościowego" elementu jakim byli kresowi Polacy. Dzisiaj rządzący na Ukrainie spadkobiercy Bandery to też sojusznicy Zachodu, trzeba więc nadal ich hołubić i wspierać.

Po trzecie. Rządzące Polską ekipy w istocie są agenturą swych zachodnich protektorów. Tzw. "prawica" czyli PiS to lokaje Amerykanów wykonujący a nawet wyprzedzający ich zachcianki, często z narażeniem polskiego interesu państwowego i narodowego (np. akcje przeciw Białorusi, jednostronne wspieranie "pomarańczowych" na Ukrainie itd.). PiS-owcy tłumaczą to na użytek patriotycznej acz naiwnej opinii publicznej w kraju realizacją koncepcji J. Piłsudskiego (prometeizm) rozbudzając przy okazji nienawiść do Rosji. Drugi odłam sił establishmentu czyli PO i lewica jako agentury niemieckie również z życzliwością patrzą na poczynania szowinistów ukraińskich. Wykonując swoje zadanie antagonizowania Polski ze wschodnim mocarstwem po to aby mógł kwitnąć "strategiczny sojusz" Niemiec z Rosją. Do tego dochodzą sympatie historyczne Ukraińców do Niemców. Inna grupa "elit" popiera szowinizm ukraiński ze względów ideologicznej wrogości wobec Polski. Są to potomkowie KPP i KPZU w rodzaju nieżyjącego już Jacka Kuronia, który "cieszył się, że Lwów jest ukraiński". Polonofobia tych ludzi, zadeklarowanych "demokratów" nie przeszkadza im popierać ukraińskich faszystów! Jeszcze inni nawiązując do myśli Jerzego Giedroycia relatywizują zbrodnie uważając, że "bez niepodległej Ukrainy nie ma wolnej Polski".

Po czwarte. Z powyższym wiąże się ściśle działalność ukraińskiej piątej kolumny w strukturach władz Polski. Silne lobby ukraińskie istnieje wśród działaczy prawie wszystkich partii, na uniwersytetach, w administracji państwowej jak również Kancelarii Prezydenta. Lobby to korzysta z finansowego wsparcia ukraińskiej diaspory głównie z Kanady i Niemiec. Związek Ukraińców w Polsce na łamach swego tygodnika "Nasze Słowo" gloryfikuje UPA a polskich żołnierzy AK nazywa bandytami. Robi to w dodatku za pieniądze otrzymywane z budżetu państwa polskiego!

Po piąte, różnice cywilizacyjne. Większość Ukraińców zdradza predylekcję do cywilizacji turańskiej. Cechą charakterystyczną dla tej zbiorowości jest między innymi kult siły i przemocy oraz obojętny stosunek do prawdy. Za dobro przyjmuje się to co w danym momencie służy zaspokojeniu potrzeb własnego zrzeszenia. Przy takim zapatrywaniu się nic dziwnego, że musiało dojść do konfliktu i rozprawy z sąsiadami przynależnymi do cywilizacji łacińskiej. Widać tu też wyraźnie wpływ ducha kozaczyzny i hajdamaków. Gdy na to cywilizacyjne podglebie zadziałała propaganda podgrzewająca nienawiść polała się niewinna krew.

Dziś po 65 latach od tragedii żyje już niewielu świadków tych wydarzeń. Nieznane często groby ofiar zarosły trawą i chaszczami. W dodatku czyni się wiele aby pamięć o zagładzie polskich Kresów wymazać z pamięci zbiorowej obecnego pokolenia. W imię źle pojętych zasad i kalkulacji politycznych, przez głupotę i bezmyślność daje się w ręce następców zbrodniarzy argument przemawiający za ich racjami. Nie łudźmy się. Milczenie z naszej strony Ukraińcy traktują jako dowód słabości, co dla turanców jest zachętą do eskalacji swych żądań i oczekiwań i coraz większej bezczelności. Dobrze, że istnieją jeszcze w Polsce środowiska, które chcą pamiętać.

Grzegorz Wysok
red. naczelny "Biuletynu"

14 czerwca 2008

Dr Grunstein patronem UE?


Otrzymałem satyryczny - pisany na gorąco - artykuł p. Adama Leksa dotyczący histerii wokół wyniku referendum w Irlandii, który z przyjemnością zamieszczam.

Grzegorz Piotr Wysok

~~~~~~~~~~

Dr Grunstein patronem UE?

Jak wiadomo Irlandczycy w Referendum powiedzieli Unii Europejskiej - Nie!, dlatego zdziwiły mnie komentarze, które pojawiły się niezwłocznie po ogłoszeniu rezultatów głosowania. Wynikało z nich niezbicie, że naród irlandzki nic nie rozumie, że nie dorósł do demokracji. że nie pojmuje wielkości idei europejskiej konstytucji, a w ogóle jego cała postawa jaką zaprezentował podczas Referendum kładzie się głębokim cieniem na dalszym istnieniu UE. Zapewne z tego też powodu naczelny autorytet oddelegowany do naszego kraju - Adam Michnik w „Gazecie Wyborczej” popełnił był artykuł pod jakże jednoznacznie brzmiącym tytułem „Poza Unią Europejską nie ma zbawienia”, zupełnie nie świadomie nawiązującym do znanego w czasach PRL-u hasła, że „poza bratnią wspólnotą socjalistycznych państw nie ma dla nikogo życia!” - ale ponieważ skojarzenia to przekleństwo, wiec skoncentrujmy się na merytorycznej treści która z niego wynika. Naczelną zaś myślą, która się poprzez artykuł przebija jest wniosek, iż idea Unii jest tak wielka, że jest warta poświęcenia wszystkiego. Wszystkiego? Zatem też i demokracji, z której idea referendum się przecież wywodzi. Dziwnie mi to zabrzmiało w ustach człowieka, który jeszcze do niedawna demokrację stawiał nade wszystko. Więc walka z demokracją irlandzką w imię demokracji?! Zawiera to sprzeczność? Tak, zawiera sprzeczność, ale sprzeczność ta jest sprzecznością realną i jak dalej mawiał Wódz Całej Postępowej Ludzkości całkowicie odzwierciedla dialektykę marksistów... pst! Oczywiście michnikowską! Ale nil desperandum i w ogóle w górę serca drodzy miłośnicy demokracji a w szczególności Adama Michnika! Chciałbym wam ku pokrzepieniu serc przypomnieć, że zazwyczaj to co w ustach innych brzmiałoby niedorzecznie czy jak „pusto brzmiący cymbał” wymawiane przez naczelnego „Wyborczej” nabiera bezzwłocznie cech spiżowych i uchodzi za krynicę mądrości - czyli jednak demokracji służy. Dlatego też aby niepotrzebnie nie narażać Jasnogrodu na takie męki wyrażające sie w herzklekotach, czy też niebezpiecznym rozdwojeniu jaźni, co dla niektórych jaśniaków mogłoby sie okazać w skutkach tragiczne, chciałbym zaproponować co następuje. Ponieważ naród irlandzki głosując na nie, dał wyraz swoim dotąd utajonym kontrrewolucyjnym - pardon! oczywiście antyunijnym przekonaniom, kładąc na razie tym kres dla nadzieji postępowej ludzkości występującej w cudownej obfitości w całej UE jak też poza nią - chciałbym zaproponować co następuje! Oczywiście najlepszym sposobem na opornych byłoby posłanie wszystkich do diabła lub psychiatryka , lecz wykonanie tych zaleceń mogłoby nastręczyć wiele trudności . O ile psychuszka mogła by pod pewnym warunkiem wchodzić w rachubę - to piekielny sposób już nie. Oczywiście nie z tego powodu, że wśród unijnych elit wiara w piekło - mówiąc delikatnie, nie jest zbytnio rozpowszechniona, ale dlatego, że z powodu dużej ilości grzeszników moce przerobowe piekła stają się powoli ograniczone i nawet odwołanie z ziemskiej delegacji diabłów prowadzących niewiele by tu zmieniło. W dodatku z pewnością odbiłoby się na jakości serwowanych piekielnych usług - w tym i kuszenia jako, że diabły ziemskie to wysokiej klasy fachowcy i zatrudnienie ich w piekielnej izbie przyjęć byłoby piekielnym marnotrastwem. Wówczas niejeden ziemski mędrzec mógłby się poczuć porzucony. Szybko by się okazało ile jest warta ich mądrość bez podpowiedzi szatańskich suflerów. Z tych też wyłożonych przeze mnie powodów uważam, że jedynym remedium na irlandzką antyunijność pozostaje metoda dr Grunsteina zaprezentowana szerszej publiczności w „Przygodach Dobrego Wojaka Szwejka”.

Leczenie delikwentów wedle tej receptury, przedstawiało się następująco:
1) Dieta ścisła rano i wieczorem, przy czym podawano wszystkim aspirynę na poty
2) Płukanie żołądka
3) Lewatywa z wody mydlanej i gliceryny
4) Zawijanie w prześcieradło zmoczone w zimnej wodzie

Mało kto był w stanie znieść te stopnie mąk powtarzające się cyklicznie - więc prędzej czy później pragnął wyzdrowieć co skutkowało jeszcze jedną lewatywą dawaną mu na drogę aby kuracjusz - jak się wyraził dr Grunstein – „nie skarżył się, że go tu nie leczono”. Chociaż opisane tu leczenie dotyczyło jedynie symulantów pragnących się wymigać od wojaczki, to myślę, że w życiu cywilnym też mogłoby zdziałać cuda zwłaszcza gdy chodzi o wypędzenie z eurosceptyków szatana sabotażu i przywrócenie ich na łono Unii. Sceptycznie zaś nastawionych do tej metody i nie daj Boże lekceważących wyniki Referendum, chciałbym ostrzec, że przykład Irlandii może być zaraźliwy a wówczas może się okazać, iż od takich lewatyw zawisły losy Unii!

Adam Leks

10 czerwca 2008

Chwała Ci Irlandio!


No to Lisbon!

Irlandczycy odrzucili w czwartkowym referendum Traktat Lizboński, reformujący Unię Europejską. Przeciwko wypowiedziało się 53,4 proc. głosujących (862 415 osób) - poinformował Maurice Coughlan, odpowiedzialny za ostateczne ogłoszenie wyników. "Za" Traktatem opowiedziało się 46,6 proc. głosujących (752 451). Frekwencja wyborcza wyniosła 53,13 proc. Do głosowania uprawnionych było 3 051 278 Irlandczyków. Oddano 6 171 nieważnych głosów.

- Obóz na "tak" poniósł porażkę, gdyż źle zorganizowano i prowadzono kampanię przed referendum. Skupiono się jedynie na głosowaniu na "tak", zamiast zastanowić się, dlaczego ludzie nie chcą traktatu" – skomentował odrzucenie Traktatu Lizbońskiego Derek Hutcheson, szef wydziału Studiów Europejskich w University College w Dublinie.

– Z kolei – obóz na "nie" – trafił do ludzi, stosując prosty przekaz poprzez potęgowanie zagrożenia wokół aborcji, podatków, neutralności – dodał politolog. W opinii Hutchesona, "obecnie rząd i nie tylko – wszystkie partie, które nawoływały do głosowania na "tak" – powinny czuć w jakimś sensie zażenowanie wobec Brukseli". Irlandia jest jedynym krajem UE, w którym kwestia przyjęcia lub odrzucenia Traktatu jest rozstrzygana w referendum.

Znany ze sceptycznej postawy wobec procesu integracji europejskiej prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus wyraził zadowolenie z powodu odrzucenia Traktatu Lizbońskiego w referendum w Irlandii. Jego zdaniem, wynik głosowania oznacza "zwycięstwo wolności".

– W jednym jedynym spośród 27 państw UE odbyło się w sprawie Traktatu Lizbońskiego referendum. Tylko w jednym jedynym państwie UE politycy umożliwili obywatelom wyrażenie ich poglądu. Wynik jest chyba dla wszystkich jasnym przesłaniem. Jest zwycięstwem wolności i rozumu nad sztucznymi elitarystycznymi projektami i europejską biurokracją – głosi oświadczenie Klausa.

Źródło: PAP

~~~~~~~~~~

Dodatek nadzwyczajny do nr 1 "Biuletynu"
Mysz, która ryknęła

Chwała Ci Irlandio!

Wbrew presji, zaklęciom i srebrnikom autorytetów moralnych i wielkich tego świata znalazł się Dawid, który ośmielił się powiedzieć NIE unijnemu Goliatowi.
Gdy większość naszych rodaków była pogrążona w rozpaczy z powodu remisu na miarę klęski w meczu Mistrzostw Europy w odległej, acz dla nas bliskiej Irlandii zdarzył się cud.

Obywatele Zielonej Wyspy w głosowaniu powszechnym odrzucili Traktat Lizboński - kładąc (przynajmniej chwilowo) kres mrzonkom unijnych biurokratów na szybkie utworzenie Europejskiej Rzeszy. Na nic zdały się groźby i prośby, pieniądze i szantaż. Jak wielki to dla nich cios widać po jękach wydobywających się z telewizji, radia i innych reżimowych mediów. Poza Unią nie ma zbawienia wykrzykuje z łam "Gazety Wyborczej" - "Żyd Roku" któregoś tam red. Adam Michnik, rozdzierając na piersiach arcykapłańskie szaty. Znamienne jest także to, ze w patriocie Jarosławie Kaczyńskim, który jeszcze niedawno stręczył nam ten nieszczęsny Traktat obudziły się pewne wątpliwości. Czyżby to była lucide intervala byłego premiera?

Decyzja narodu irlandzkiego jest pewnego rodzaju heroizmem, zważywszy na okoliczność postawy tamtejszych elit, a nawet hierarchów kościoła, którzy niestety poparli bezbożną eurokonstytucję. Kłóci się to z dotychczasową tak doniosłą rolą kościoła irlandzkiego - wielowiekowego wychowawcy i strażnika praw i narodowego ducha Wyspy Św. Patryka. Czyżby przykład arcybiskupa Życińskiego byłby aż tak zaraźliwy?

Jako Polacy, którym podstępnie uniemożliwiono zabranie głosu w najważniejszej dla naszego państwowego i narodowego bytu sprawie, czujemy wielką wdzięczność dla Irlandczyków. Tyle na gorąco. Do tematu jeszcze z pewnością powrócimy na łamach "Biuletynu". Dziś nasuwają się tylko słowa wypowiedziane ongiś przez Churchilla: "To jeszcze nie koniec, to nawet nie początek końca, ale z pewnością koniec początku".

Amen.

Adam Leks i Grzegorz Piotr Wysok

5 czerwca 2008

Zamknięcie czerwcowego numeru


Numer zamknięto 05.06.2008 r. W następnym numerze ukaże się między innymi artykuł na temat tzw. Kościoła Nowego Przymierza, którego działalność budzi duże zainteresowanie i niepokój czytelników.

Grzegorz Piotr Wysok