Powered By Blogger

10 marca 2009

Pałką w wolne słowo


27 luty 2009 r.

Rada Etyki Mediów krytykuje
Radio Maryja za emitowanie antysemickich wypowiedzi

Rada Etyki Mediów (REM) skrytykowała Radio Maryja za dopuszczanie do wygłaszania na antenie antysemickich poglądów. Jest to reakcja na wypowiedź prof. Bogusława Wolniewicza z 31 stycznia br. podczas audycji nadawanej na żywo.

"Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje się już nie do zniesienia! Przynajmniej dla mnie, Bogusława Wolniewicza" - powiedział profesor filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.

Rada oświadczyła, że "przyzwalanie na wykorzystywanie wolności słowa do szerzenia jawnie antysemickich poglądów zawartych w wymienionym powyżej wystąpieniu prof. Wolniewicza oraz pozostawianie tego rodzaju wypowiedzi bez komentarza przez prowadzących audycję i zarząd stacji narusza podstawowe normy etyczne oraz obowiązujące w Polsce prawo".

Rada wezwała też Radio Maryja, by nie dopuszczało do tego rodzaju wydarzeń w przyszłości. "Wzywamy Radio Maryja do dołożenia wszelkich starań celem niedopuszczania do tego rodzaju wydarzeń w przyszłości" - napisano w oświadczeniu.

W lutym zawiadomienie do prokuratury w sprawie wypowiedzi prof. Wolniewicza skierowało Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita, wyjaśniając, że podczas audycji prowadzonej m.in. przez Jerzego Roberta Nowaka, z rozgłośnią połączył się Bogusław Wolniewicz. "Jego ponad ośmiominutowa wypowiedź zawierała w sobie wiele treści antysemickich" - oceniło Stowarzyszenie.

Podczas wspomnianej audycji prof. Wolnieiwcz powiedział też m.in.: "W zakresie gorliwego wykazywania się swoim filosemityzmem, ukochaniem wszystkiego co żydowskie, trwa u nas zresztą jakieś dziwne współzawodnictwo między panem premierem i panem prezydentem. W grudniu pan prezydent ostentacyjnie wprowadził w Polsce świętowanie żydowskiego święta Chanuki. Palił świeczki w oknach swego pałacu, chodził w jarmułce, bawił się z rabinem w jakieś gry chanukowe. Ja nie mam nic przeciwko żydowskiemu świętu Chanuka, niech je sobie obchodzą. Ale pytam: co nas, Polaków, obchodzi Chanuka?".

Prof. Bogusław Wolniewicz pochodzi z Torunia, ale większość życia zawodowego związany był z katedrą filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Często gości w mediach o. redemptorystów, gdzie zwykle omawia tematy stosunków polsko-żydowskich.

Źródło: KAI

__________


Foto:
prof. Bogusław Wolniewicz

O prosemickim pałkarstwie
i zwalczaniu wolnego słowa w Polsce
Wywiad z prof. Bogusławem Wolniewiczem, filozofem i logikiem, twórcą ontologii sytuacji, tłumaczem i komentatorem Ludwiga Wittgensteina:

- W wypowiedzi dla Radia Maryja powiedział Pan m.in., że "nachalne forsowanie żydowskiego punktu widzenia staje się nie do zniesienia". Rada Etyki Mediów skrytykowała Radio Maryja za dopuszczanie Pańskich - jak stwierdzono - antysemickich wypowiedzi. Jak Pan ocenia reakcję REM?

Prof. Wolniewicz.: Żądanie od Radia Maryja, żeby nie dopuszczało mnie na antenę, jest żądaniem, by stosowało cenzurę prewencyjną. Zarzut, który mi się stawia, jest typowy dla pani Bajer (przewodniczącej REM). Zarzuca mi się "jawny antysemityzm" ani słowem nie mówiąc, na czym on polega. To, co robi samozwańcza Rada Etyki Mediów, jest zwykłym szerzeniem lewackich oszczerstw.

- Czy nie uważa Pan, że Rada Etyki Mediów jest instytucją, którą nie ma się co przejmować?

Prof. W.: Zgadzam się w pełni. Radą Etyki Mediów absolutnie nie mam zamiaru się przejmować, bo jest to sitwa uzurpująca sobie rolę, do której nie ma ani prawnej, ani moralnej podstawy.

- Jednak tzw. komentatorzy mediów publicznych posługują się opiniami REM...

Prof. W.: Bo są z tej samej sitwy. Komentatorzy mediów przydają sobie splendoru, powołując się na "Radę". Z kolei Rada Etyki Mediów zyskuje dzięki nim pozór jakiegoś autorytetu. Istnieje cały system politpoprawnego zniewalania opinii publicznej. Ogromna część mediów i różne sitwy typu tej "Rady", "Otwartej Rzeczpospolitej" czy "Fundacji Helsińskiej" próbują zadławić wolność słowa. Dziś ten system działa o wiele skuteczniej niż w PRL, bo z pozoru jest policentryczny. Niby jest wiele odrębnych organizacji, ale wszystkie grają na jedną nutę.

- Mamy tu taki efekt orkiestry.

Prof. W.: Tak. Tego porównania użył kiedyś arcytrafnie ks. biskup Adam Lepa. To jest orkiestra, tylko jej dyrygent jest gdzieś głęboko zakonspirowany.

- Panie profesorze, czym jest zarzut antysemityzmu?

Prof. W.: Narzędziem nowych pałkarzy, prosemickim pałkarstwem. Pałkarstwo polega na tym, że nie dopuszcza się do rzeczowej dyskusji z przeciwnikiem, tylko ucisza się go pałką. Mamy tu pałkarstwo nowej generacji, używa się tam pałki elektroniczno-psychologicznej. Bez merytorycznego uzasadnienia rzuca się z wyzwiskiem "antysemita" np. w Bogusława Wolniewicza. To nie jest zarzut, to jest uderzenie pałką. Jest pewna komplementarność między antysemitami i prosemitami. Jedni i drudzy uważają, że nie ma pomiędzy nimi nic pośredniego. Jeśli nie jesteś prosemicki to znaczy, że jesteś antysemicki. I na odwrót - jeżeli nie jesteś antysemicki to znaczy, że jesteś prosemicki. Pałkarstwo nie dopuszcza rzeczowej dyskusji, dopuszcza tylko niszczenie wroga.

- Powiedział Pan, że prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk prześcigają się w pomysłach, aby przypodobać się środowiskom żydowskim. Na ile ta chęć przypodobania się wpływa na decyzje, które podejmują?

Prof. W.: Odpowiedzi na pańskie pytanie udzielił osobiście p. prezydent Kaczyński w wywiadzie dla dziennika "Rzeczpopolita" z 17-18 maja 2008 roku. "W Izraelu czuję się jak w domu" - tak brzmi tytuł tego wywiadu. Na pytanie o cele, które chce realizować, p. prezydent Kaczyński odpowiada: "Mieć dobre relacje z Izraelem to mieć dobre relacje z krajem, który ma wielki wpływ na światowy układ sił". Lech Kaczyński i Donald Tusk - jakkolwiek inne są motywy ich działalności - mają państwo Izrael i naród żydowski za wielką siłę polityczną, którą próbują sobie skaptować. Uważam, że się w tej kalkulacji mylą, ale tak kombinują. Wiedzą, że środowiska żydowskie mają wpływ na media, a media mają wpływ na wybory. Obaj aspirują do prezydentury, więc starają się, jak mogą.

- Czy ma Pan poczucie, że Pana wypowiedzi mogą coś zmienić?

Prof. W.: Nie mam takiego poczucia. Mam tylko poczucie obowiązku - jeżeli jest okazja, żeby przedstawić inny punkt widzenia niż politpoprawny, to trzeba to czynić. Można by mieć do mnie słuszny żal, że miałem okazję coś powiedzieć, a nie powiedziałem. Uważam za powinność filozofii wyrażać to, co wielu chciałoby wyrazić, a nie może.
I mam też powód bardziej osobisty. Prosemickie pałkarstwo doszło do takiego rozbestwienia, że - jak napisał mi jeden ze słuchaczy Radia Maryja - są rzeczy, które stały się w Polsce tak nietykalne, iż ludzie boją się o nich już nie tylko mówić, ale nawet słuchać. Dziś to, żeby nie bać się prosemickiego pałkarza, staje się dla wolnego człowieka kwestią honoru. Wolny człowiek tym różni się od niewolnika, że nie boi się mówić, co myśli. Pałkarz chce go zniewolić.

- Powiedział Pan, że jawne zabieganie prezydenta i premiera o poparcie środowisk żydowskich wywołuje w Polakach odruch sprzeciwu. A ten sprzeciw traktowany jest jako antysemityzm, o którym mówi się później na całym świecie. Jak odnaleźć się w tej sytuacji, wiedząc, że taki mechanizm (prowokacja, sprzeciw, pomówienie o antysemityzm) działa. Czy ostre wypowiedzi nie powodują, że później wykorzystuje się je do wystąpień antypolskich? Czy istnieje inna metoda reakcji?

Prof. W.: Nie istnieje. Na prowokatora nie ma metody. Do prowokacji trzeba się ustosunkować, ale zawsze rzeczowo. Bo prowokator chce nas z tej rzeczowości wytrącić. Rzeczowa dyskusja to jego przegrana.
Tak np. buduje się w Polsce polskim kosztem Muzeum Historii Żydów Polskich, przy czym nazwa "muzeum" to tylko kamuflaż. To nie będzie żadne muzeum - to będzie centrum antypolskiej propagandy. Tego nie można przemilczać. Kilka miesięcy temu przeczytałem, że planowany koszt budowy podwoił się ze 100 do 200 milionów zł. Jest kryzys, nie ma na szpitale, a na antypolskie pseudomuzeum dodaje się lekką ręką drugie tyle, ile miało być. I media milczą. Tu jest potrzebny sprzeciw - stanowczy, ale rzeczowy.

- Mówił Pan także o roszczeniach finansowych. Chodziłoby o 1000 dolarów od każdego Polaka w ramach rekompensaty za straty Żydów związane z drugą wojną światową. Jak rozwiązałby Pan ten problem?

Prof. W.: Bardzo prosto. Sejm powinien wydać w tej sprawie ustawę złożoną z dwu zdań. Mianowicie taką: "Wszelkie roszczenia majątkowe związane z zaszłościami i następstwami drugiej wojny światowej Rzeczpospolita Polska uznaje za definitywnie zamknięte. Ze swojej strony Rzeczpospolita żadnych takich roszczeń ani nie zgłasza, ani przyjmować nie będzie". I koniec, raz na zawsze. Będzie ryk? Niech będzie. Lepiej słuchać ryku szantażystów niż im płacić.

- Ale dziś nikt takiej uchwały nie przygotuje i nie przegłosuje!

Prof. W.: To będziemy płacić, a Tusk będzie miał nadal 51 procent poparcia. Na tym polega kryzys naszego systemu politycznego. Nie ma w narodzie ducha walki.

- Dlaczego w Polsce doszło do powstania takiego kryzysowego systemu, w którym stosuje się taktykę ciągłych ustępstw?

Prof. W.: To są jakieś bardzo głębokie procesy cywilizacyjne. O wiele szersze niż nasz kraj. Na naszych oczach gaśnie gwiazda Ameryki. Na prezydenta wybrali sobie teraz tego czarnego pajaca, co stało się zresztą tylko ostatecznym przypieczętowaniem końca ich światowej hegemonii. Nie to mam za złe Obamie, że czarny. Mam za złe trzy inne rzeczy. Po pierwsze - że to lewak czyli jeden z tych, co zrujnowali ducha Ameryki. Po drugie - że wybrano go według kryteriów czysto rasowych, a ja jestem przeciwny stosowaniu kryteriów rasowych gdziekolwiek. Po trzecie zaś - wyznaję zasadę, którą przekazał mi mój nauczyciel, prof. Tadeusz Czeżowski: gdy się jest gdzieś mniejszością, to nie należy pchać się tam do głównego ołtarza.

- Co nas może uchronić przed tymi zmianami?

Prof. W.: Jeżeli gaśnie Ameryka, gaśniemy i my. Ale nie o nas tu chodzi, tylko o cywilizację Zachodu, zagrożoną przez napór Azji od zewnątrz i przez piątą kolumnę lewactwa od wewnątrz. Jedyną siłą, która mogłaby się temu przeciwstawić, jest chrześcijaństwo. Sami jako Polska jesteśmy za słabi, ale przy oparciu się na Kościele powszechnym byłaby jakaś szansa. Jednakże to z kolei zależy od losów samego Kościoła - czy jego przewodnikom starczy wyobraźni i odwagi, by tchnąć w cywilizację Zachodu nowego ducha walki.

- Dziękuję za rozmowę.

Wywiad autoryzowano.

9 marca 2009

Wniosek do prokuratury

Zamieszczamy tekst "Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa" przez biegłego dr Konrada Zielińskiego z Lublina, który sporządził oszczerczą ekspertyzę tekstów zamieszczanych w "Biuletynie", na podstawie której prokuratura wszczęła przeciwko mnie postępowanie.

Grzegorz Piotr Wysok

Foto:
Tadeusz Zieliński

__________



Foto 01:
ul. Okopowa 2 A w Lublinie
Wejście do prokuratury Rejonowej Lublin-Północ

Lublin, 12 marzec 2009

Grzegorz Wysok
ul. Niecała 10 m. 44
20-080 Lublin
tel. (0-81) 53-278-05

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa

Niniejszym zawiadamiam o moim podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 233 par. 4 k.k. przez Konrada Zielińskiego (zam. ul. Junoszy 41 m. 20 w Lublinie). Dr hab. Konrad Zieliński występując w roli biegłego powołanego przez Prokuraturę Rejonową Lublin-Północ (p. prok. Agnieszka Pakuła, nr sprawy 1 Ds. 2446/08) sporządził dnia 23 listopada 2008 r. fałszywą i oszczerczą opinię na podstawie której przedstawiono mi zarzuty z art. 256 i 257 k.k. co naraziło mnie już na:
- stratę czasu
- pewne wydatki finansowe
- stanowiło pożywkę dla niektórych wrogo usposobionych wobec mnie mediów
- stanowiło stres
- spowodowało silne bóle żołądka spowodowane stresem
- sprawiło, że przestano mnie powoływać na posiedzenia sądowe w roli ławnika
- nadwyrężyło moje zaufanie do Organów Państwa

Uzasadnienie

Jestem wydawcą i redaktorem pisma (miesięcznika społeczno-politycznego) pod nazwą "Biuletyn" oraz autorem strony internetowej http://grzegorzwysok.blogspot.com/. "Biuletyn" jest kolportowany bezpłatnie m.in. wśród radnych miasta Lublina. 22 sierpnia 2008 r. redaktor Karol Adamaszek z "Gazety Wyborczej" w Lublinie złożył doniesienie do Policji o podejrzeniu popełnienia przeze mnie przestępstwa polegającego na nawoływaniu do nienawiści na tle rasowym, narodowym i religijnym. Całą sprawę opisał następnie na łamach "Gazety Wyborczej". Publikacje i donos Adamaszka uruchomiły działania organów ścigania i Prokuratury. Dodatkowo sprawą zainteresowały się wysoko postawione osoby z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Sprawiedliwości. Prokuratura reprezentowana przez p. prok. Agnieszkę Pakułę zleciła sporządzenie opinii na temat publikowanych w "Biuletynie" treści , którą wykonał pracownik Wydziału Politologii UMCS dr hab. Konrad Zieliński. Opinia ta licząca 12 stron jest całkowicie fałszywa i zawiera szereg ewidentnych przekłamań, błędów i nadinterpretacji. Spróbuje je tutaj z grubsza wskazać. I tak:

Konrad Zieliński pisze na stronie 3: "tekst zatytułowany "LiD-SLD i wariant hiszpański" dotyczący sytuacji polskiej lewicy w nawiązaniu do casusu hiszpańskiego (…) G. Wysok kilkakrotnie używa jawnie obraźliwych słów pod adresem zarówno osób pochodzenia żydowskiego jak i mniejszości seksualnych". Jest to stwierdzenie nieprawdziwe - co łatwo stwierdzić czytając mój tekst. Dalej czytamy: "Redaktor Wysok "uspokaja", że - jakkolwiek - należy uważnie śledzić poczynania "towarzyszy" - to dawne animozje frakcyjne z czasów PZPR przebiegające wzdłuż linii "chamy i Żydy" skutecznie osłabiają na razie siły lewicy. (…) Przypis 5 do analizowanego tekstu stygmatyzuje zwolenników "lewactwa", to jest m.in. te grupy, które według Grzegorza Wysoka weszły w konflikt z normami chrześcijańskimi". Biegły, który jest z wykształcenia historykiem i pracuje na Wydziale Politologii nie zauważa (lub co bardziej prawdopodobne nie chce zauważyć), że w tym wypadku określenie "chamy i Żydy" nie jest obraźliwe lecz stanowi przyjętą w politologii co najmniej od ukazania się eseju Witolda Jedlickiego "Chamy i Żydy" nomenklaturę określającą frakcje w PZPR (inna nazwa to "Puławy" i "Natolin"). Co do tego, że "lewactwo" zwalcza normy chrześcijańskie nie trzeba przytaczać specjalnych dowodów, bo robią to przecież w sposób jawny i ostentacyjnie programowy, o czym kto jak kto ale politolog powinien wiedzieć!

Na stronie 4 opinii czytamy m.in. "G. Wysok korzysta z nich (teorii Feliksa Konecznego - przyp. G. Wysok) wybiórczo usiłując podkreślić te ich elementy w których można (choć nie trzeba!) dopatrzyć się elementów antyżydowskich czy antysemickich, np. cywilizacja żydowska - podwójna etyka, aprioryzm prawny, talmudyczne kruczkarstwo". W stwierdzeniu tym zawarta jest nieprawda, gdyż ściśle (a nawet dosłownie) przedstawiłem w tym wypadku cechy charakterystyczne cywilizacji żydowskiej w ujęciu prof. Feliksa Konecznego i nie może tu być mowy o jakiejkolwiek manipulacji czy nadinterpretacji z mojej strony. Uważam się za osobę kompetentną w kwestii teorii cywilizacyjnych Konecznego, gdyż jest to jedna z moich zainteresowań naukowych - czego niestety nie można w świetle przytoczonych stwierdzeń powiedzieć o dr hab. Konradzie Zielińskim.



Foto: 02
Plac Litewski 3
Gmach Wydziału Politologii UMCS w Lublinie
Tu pracuje dr hab. Konrad Zieliński

W innym miejscu opinii (str. 4) Zieliński pisze, że "Gazetę Wyborczą" redaktor Wysok konsekwentnie nazywa gazetą żydowską". Po pierwsze - jest to określenie nie moje, lecz red. Stanisława Michalkiewicza - co wyraźnie zaznaczam. Po drugie - jest to określenie trafne i prawdziwe o czym świadczy chociażby wypowiedź prominentnego dziennikarza i publicysty "Gazety Wyborczej" Michała Cichego (wsławionego m.in. głoszeniem wspólnie z Adamem Michnikiem tezy o tym, że Powstanie Warszawskie wybuchło po to, by zlikwidować resztkę ocalałych z zagłady Żydów) zawarta w wywiadzie udzielonym gazecie "Dziennik" - cytat: "Tak się składa, że ludzie "Agory" byli w większości pochodzenia żydowskiego. Nie było to ani żadnym przypadkiem ani żadnym powodem do wstydu. Ale nie można od ludzi z takim backgroundem oczekiwać, że staną się piewcami NSZ". (…) Nie można się dziwić (Helenie Łuczywo - zastępcy red. nacz. "Gazety Wyborczej" - przyp. G. Wysok), że ona ze swoim kodem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po 1981 roku czy, że gen. Fieldorf był ofiarą mordu sądowego (…). Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich obojętnie jak zapisanych w historii Polaków (sic!) żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem". W świetle tych stwierdzeń trudno nazwać określenie "Gazety Wyborczej" żydowską gazetą - za coś obraźliwego jak chce dr K. Zieliński.

Na stronie 5 "Opinii" czytamy, iż "w komentarzu G. Wysoka (o A. Kwaśniewskim - przyp. G. Wysok) nie brak wątków jawnie antysemickich (syn żydowskiego oprawcy z UB, nie obmyty Wodą Chrztu Świętego, pijak…)". W tym wypadku biegły nie ustosunkowuje się merytorycznie do tego czy podane słowa są prawdziwe, a więc czy:
a) Aleksander Kwaśniewski jest faktycznie synem funkcjonariusza NKWD, UB Zdzisława odpowiedzialnego za zbrodnie na Polakach (o czym pisała prasa i jest wiele nie zdementowanych informacji w licznych publikacjach), a sam Kwaśniewski nigdy tego nie negował
b) czy A. Kwaśniewski jest ochrzczony czyli Obmyty Wodą Chrztu Świętego
c) czy jest pijakiem. Zaznaczam, że celowo nie napisałem alkoholikiem (bo tego nie wiem) lecz osobą "trunkową" a więc potocznie zwaną pijakiem - zwłaszcza, że wielokrotnie w miejscach publicznych występował pod wpływem alkoholu (Brześć nad Bugiem, Kijów, Moskwa, Charków, Katyń, forum ONZ, Kalisz a ostatnio też na mitingu przedwyborczym SLD w Warszawie).
W wypadku stwierdzenia tych faktów (a trudno im zaprzeczyć) opinia biegłego i stawianie mi zarzutów o "obrazie" Żydów jest bezzasadne i oszczercze.

Dalej czytamy w "Opinii", iż "w numerze również o Rononie Edelmanie (sic! - powinno być Eidelmanie! - przyp. G. Wysok) (…) i jego utopijnych planach utworzenia drugiego państwa żydowskiego w Europie". Biegłemu Zielińskiemu obelżywy wydaje się tytuł mojego felietonu ”Bezczelne są te k… i zuchwałe" zaznacza jednak, że są to słowa wzięte z "Przygód dobrego wojaka Szwejka" Jaroslawa Haszka w odniesieniu "do pojawiających się na kartach powieści prostytutek". Nie jest to prawda, gdyż słowa te wypowiada żołnierz austriacki z pochodzenia Bośniak nie do prostytutek lecz leciwych dam z towarzystwa obdarzających go prezentami "poklepujących po nieogolonych policzkach". Biegły wykazuje tu nieznajomość literatury a także niestaranność w pracy nad opinią.

Konrad Zieliński pisze dalej, że "w przypisach do tekstu G. Wysoka znajdujemy informację o próbach rzekomego (podkreślenie moje) utworzenia form autonomii żydowskiej na ziemiach polskich w przyszłości". Problem w tym, że opisane przeze mnie działania pewnych środowisk żydowskich nie były wcale "rzekome", lecz zostały faktycznie podjęte - co zostało udowodnione przez badaczy historii (a co jest nawet zawarte w podręczniku do Liceum Ogólnokształcącego autorstwa Leszka Szczęśniaka), o czym wydaje się nie wiedzieć dr habilitowany Konrad Zieliński.

Kuriozalna jest analiza artykułu "W rocznicę ukraińskiego ludobójstwa na Kresach". Biegły pisze m.in., że "niepokój budzi stwierdzenie G. Wysoka (…) który jedyną analogię dla rzezi Polaków (…) dostrzega w zagładzie Ormian w latach 1915-1918 przeprowadzonej przez Turków. Budzi to mój niepokój o tyle, że historyk Grzegorz Wysok zdaje się celowo pomijać (zaprzeczać istnieniu?) Holocaustu, jakkolwiek nie wyraża tego dosłownie". Mój z kolei niepokój budzi w tym wypadku przygotowanie metodologiczne p. doktora habilitowanego, który wnioskuje z nieistniejących przesłanek zwłaszcza, że trzy zdania dalej piszę o zagładzie Żydów (w której uczestniczyli Ukraińcy). Jest to więc grube przekłamanie i insynuowanie mi "negowania holocaustu".

Na stronie 7 i 8 "Opinii" biegły analizuje mój tekst na temat XIII Międzynarodowego Festiwalu Konfrontacje Teatralne w Lublinie pt. "Festiwal antypolonizmu". Nie podoba mu się zdanie "Cmokierzy z lokalnej "Gazety Wyborczej" zapowiadają nie lada ucztę duchową dla spragnionych dawki antypolonizmu intelektualnych masturbantów i innych masochistów". Według biegłego zdanie to ma charakter obraźliwy. Być może nie jest to określenie salonowe, jednak - po pierwsze - również pochodzi od Jaroslawa Haszka, a ponadto odnosi się nie od Żydów lecz do "masturbantów" vulgo "onanistów" czyli ludzi uprawiających tzw. samogwałt i "masochistów" czyli osób czerpiących satysfakcję z doznawania cierpień cielesnych i duchowych - a póki co polski kodeks karny nie zabrania piętnowania tych zachowań ani nie rozciąga parasola ochronnego wobec tych grup osób.

Po przeanalizowaniu publikacji z "Biuletynu" biegły przechodzi do "konkluzji" (str. 8-12). Dochodzi do karkołomnego wniosku, iż "przywoływane w "Biuletynie" treści odnoszące się do wydarzeń historycznych, w tym stosunków polsko-żydowskich są uszeregowane tendencyjnie, wybiórczo a ich celem jest wykazywanie czytelnikom zagrożenia, jakie niesie za sobą obecny układ polityczny w Polsce i rzekoma infiltracja oraz "zawładnięcie" instytucji państwowych, części mediów etc. przez siły wrogie Polsce, za którymi kryją się… Żydzi". Biegły asekuruje się tym wypadku prawdopodobnie w obawie przed ewentualną odpowiedzialnością karną dodając dalej, że "G. Wysok nie zawsze wyraża taką opinię dosłownie ponadto zasłania się uznanymi autorytetami naukowymi"(str. 9). W ostateczności "łaskawie" zaznacza, że "G. Wysok ma prawo do ich wyrażania".



Foto 03:
II piętro, pokój 203
Miejsce pracy biegłego Zielińskiego

Dalej jednak pisze: "treści znieważających nie brakuje, jakkolwiek redaktor z różnym skutkiem stara się, jak wspomniałem czynić to w sposób zawoalowany". Jako przykłady tej mojej szczególnej perfidii wymienia wskazanie, że "wśród trockistów przeważają (czas teraźniejszy) ludzie pochodzenia żydowskiego". (…) Stąd nietrudno wysunąć wniosek, że za "trockistami", masonami i establishmentem zachodnim, wrogami Polski i narodu polskiego ect. kryją się Żydzi". Mamy tu więc ponownie do czynienia ze specyficzną "metodologią" dr hab. K. Zielińskiego wnioskowania z nieistniejących przesłanek - co już wcześniej zostało przeze mnie wskazane.

Kolejny przykład tej "metodologii" znajdujemy w dalszej części "Opinii": "G. Wysok straszy czytelników swego "Biuletynu" wizją Polski i świata żywcem zaczerpniętą z Protokołów Mędrców Syjonu" (…) antyżydowskiego panfletu sfabrykowanego przez carską tajną policję. Dla lepszego efektu zaznacza, że była to jakoby ulubiona lektura Adolfa Hitlera". W odniesieniu do tych wywodów wprost opadają ręce. Nigdy nie cytowałem bowiem sławetnych "Protokołów", które oczywiście jak każdy historyk znam, porównanie zaś z A. Hitlerem (który nawiasem pisząc był też miłośnikiem książek Karola Maja o Indianach) jest szczególnie obraźliwe jako, że nie mam nic wspólnego z tym niemieckim ludobójcą, a narodowy socjalizm podobnie jak każde inne formy socjalizmu potępiam - co znajduje odzwierciedlenie w moich publikacjach w "Biuletynie" (np. artykuł "Złodzieje pojęć" w numerze 4) - czego jednak biegły Zieliński nie chce jakoś zauważyć, bo nie pasuje mu to do z góry założonej fałszywej tezy, że Wysok to antysemita i nazista!

Po takiej "podgotowce" biegły sugeruje, że chcę palić ludzi na stosie. Taki wniosek wyciąga z publicystycznego sformułowania, że "do końca należy wypalić ten chwast jakim jest PiS". Gdyby biegły czytał moje artykuły uważnie i bez uprzedzenia to zrozumiałby, że chodzi tu o przenośnię, za pomocą której chciałem uwypuklić szkodliwość tej partii i konieczność wyeliminowania jej metodami politycznymi z życia publicznego. Sformułowanie o "związkach krwi" odnosi się natomiast - co jasno wynika z kontekstu - do powiązań rodzinnych, nie ma zaś w sobie nic z "rasizmu", który mi stara się wmówić. To zaś, że rozwodnicy, homoseksualiści itp. "weszli w konflikt z normami chrześcijańskimi" nie wymaga chyba specjalnych dowodów - to oczywistość!

Fakt nazywania PiS-u "zdrajcami" jest określeniem adekwatnym, gdyż po pierwsze - oszukali (zdradzili) swój elektorat obiecując np. sprzeciw wobec euro konstytucji, a w istocie w większości ją poparli (głosowanie nad Traktatem Lizbońskim) tym samym dopuścili się wspólnie z innymi posłami zdrady ojczyzny - o czym swego czasu zawiadomiłem Ministerstwo Sprawiedliwości.

Nazywając Europejskie Forum na Rzecz Tolerancji, któremu przewodniczy A. Kwaśniewski "nowym Gestapo" miałem na myśli nie tyle metody, jakie stosowało "Gestapo" lecz rolę jaką ma odgrywać w nowo tworzonym Państwie Europejskim (pilnować dogmatów nowej religii). Jest to zresztą świadome cytowanie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego który pisał, że "każdy kraj ma swoje Gestapo". Znów więc wyszło na jaw niedouczenie w zakresie literackim biegłego Zielińskiego!

To, że najwięcej zachowań patologicznych obserwuje się w konkubinatach potwierdzają statystyki.

Na stronie 11 "Opinii" czytamy w odniesieniu do informacji, że A. Kwaśniewski uczestniczył w spotkaniu Klubu Bilderberg "skupiającym najważniejszych przywódaców świata zachodniego i pretendujących do roli rządu światowego". Zdaniem biegłego "G. Wysok powiela treści i komentarze jakie pojawiły się w reakcji na opublikowanie (…) Protokołów Mędrców Syjonu". Tymczasem cytuję tutaj (co zaznaczam) informację podaną przez prof. Macieja Giertycha z lipcowego numeru wydawanego przez niego pisma "Opoka w Kraju" - nr 67(88) z 2008 r. Nie ma to nic wspólnego ani z Żydami, ani z "Protokołami Mędrców Syjonu"!

Na zakończenie dr Zieliński formułuje karkołomną zbitkę "trockiści = establishment zachodni i unijny = ubecy = lewacy = dzieciobójczynie i gwałciciele dzieci = Żydzi". Ma to jakoby wynikać z moich tekstów - biegły jednak nie sili się nawet, aby to bałamuctwo uzasadnić.

Tyle tytułem przykładów. Reasumując, opinia biegłego dr hab. Konrada Zielińskiego jest pełna pomówień, fałszerstw, przeinaczeń, nadinterpretacji, błędów i gołosłownych zarzutów. W części jest to - być może - wynikiem niekompetencji, ale w większości widać wyraźną złą wolę. Oczywiście dr Zieliński jako osoba prywatna ma prawo nawet do niedorzecznych twierdzeń i subiektywnych ocen, jednak w tym wypadku występuje jako biegły.

Wnoszę o zbadanie sprawy pod kątem popełnienia przestępstwa z art. 233 par. 4 k.k. przez Konrada Zielińskiego

/podpis/
Grzegorz Piotr Wysok

__________

Ps. Z uwagi na ciężar gatunkowy sprawy kopię przesyłam na ręce Ministra Sprawiedliwości

Załącznik:
- "Opinia na temat wydawnictwa "Biuletyn Narodowy"
pod red. Grzegorza P. Wysoka" autorstwa Konrada Zielińskiego

8 marca 2009

List do Redakcji


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor artykułu oraz
red. nacz. "Biuletynu" Kol. Grzegorz Wysok

Lublin, 1 marzec 2009 r.

Kilka słów o położeniu Polaka,
narodu polskiego i Ojczyzny w otoczeniu zewnętrznym

Obecne położenie Polaka i narodu polskiego w otaczającym świecie jest trudne i ulega stałemu pogarszaniu. Lawinowo narastają nakładane ograniczenia tworzące procesy sprowadzające polski naród i poszczególnych Polaków do poziomu bezideowej, szarej masy kałotwórczej metodycznie wykorzystywanej przez zewnętrzne środowiska.

Przejawia się to:
1. w perfidnym, podstępnym sposobie skłonienia nieświadomego, ze względu na znaczące wyniszczenie inteligencji i stąd polityczne nie wyrobienie, narodu polskiego do zagłosowania w referendum za wstąpieniem do tzw. "Unii Europejskiej",
2. również w perfidnym i podstępnym sposobie przeforsowania tzw. "Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej",
3. podstępnym zawłaszczeniem majątku narodowego w trybie naginania procedur prywatyzacyjnych poprzez odpowiednie do potrzeb kreowanie prawa z tego zakresu,
4. w sieci niekorzystnych uzależnień wynikających z umów międzynarodowych podpisywanych przez poszczególne ekipy warszawskiego establishmentu politycznego bez realnej kontroli nieświadomego narodu,
5. w funkcjonowaniu nieuświadamianego przez polski naród państwa pod nazwą "III Rzeczypospolita Polska" jako bytu politycznego narzuconego Polakom, służącego do zabezpieczenia przede wszystkim interesów zewnętrznych środowisk, a jedynie rezydualnie interesów narodu polskiego i to tylko w zakresie niezbędnym do zachowania pozorów celem utrzymywania władzy,
6. w nieustannie trwającym procesie ograniczania suwerenności narodu polskiego i tak już występującej w symbolicznej postaci,
7. w nieustannej agresji na resztki wartości narodu polskiego, tj. system gospodarczy, oświatę i szkolnictwo, system monetarny i finansowy, siły zbrojne, służby dyskretne i dyplomatyczne oraz system prawa,
8. w coraz częściej pojawiających się aktach skarżenia państwa polskiego do trybunałów za nie stosowanie się do dyrektyw bez względu na to czy naruszają one i tak wątłą już tzw. "Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej", czy też nie,
9. w braku zdefiniowania w sposób jasny i nie budzący żadnych wątpliwości racji stanu narodu polskiego i wyartykułowania wartości, zasad i reguł, na jakiej należałoby oprzeć konstrukcję i funkcjonowanie bytu politycznego narodu polskiego.

W świetle przedstawionych okoliczności z łatwością można wywnioskować, że w żadnym przypadku nie możliwa będzie poprawa bytu Polaków oraz nie możliwe będzie właściwe, zgodne z ich aspiracjami funkcjonowanie narodu polskiego.

Całe nieszczęście polega na tym, że obecna już literatura i piśmiennictwo dostarczają dość dobrą diagnozę marazmu w jakim znalazł się Polak, naród polski i Ojczyzna w obecnej sytuacji jak również niekorzystnych procesów skutkujących jeszcze większym pogorszeniem warunków ich funkcjonowania. Natomiast zbyt mało lub w niewielkim zakresie pojawiają się opracowania odpowiadające na pytania:
1. co w tych okolicznościach należy robić, by zatrzymać owe negatywne procesy?
2. do czego należy zmierzać z wytyczeniem etapów?
3. jakimi metodami i w jaki sposób należy działać na rzecz zrealizowania celów pośrednich i docelowych w poszczególnych etapach i zagadnieniach?

Najogólniej rzecz ujmując całokształt działań i prac zmierzających do odwrócenia zastanej rzeczywistości ograniczenia i likwidacji negatywnie wpływających na nie procesów wymusza powszechną konsolidację polskiej, narodowej inteligencji i skoncentrowania jej wysiłku na sformułowanie narodowej doktryny polityczno-gospodarczo-monetarno-finansowej w wieloaspektowym ujęciu. Wyodrębnić należy zespoły lektorów, których zadaniem będzie przekuwanie zapisów i rozwiązań zawartych w doktrynie do szerokich rzesz Polaków o zróżnicowanym poziomie świadomości i wykształcenia celem przekonywania o słuszności i bezwzględnej konieczności jej wdrożenia i rozwinięcia. Elementem towarzyszącym będzie dostarczanie do centrum doktrynalnego uwag, wniosków i projektów rozwiązań zgłaszanych w dyskusjach.

Kolejnym krokiem, który musi być zrealizowany i kontynuowany to powołanie organizacji narodowców polskich jako ruchu społecznego, którego celem musi być przygotowanie szczegółowych projektów rozwiązań ustrojowych, norm prawnych z poszczególnych gałęzi prawa, szkolenie kadr, które przygotowane będą do sprawowania władzy po jej objęciu.

Biorąc pod uwagę fakt, że w funkcjonującym ustroju politycznym przeprowadzenie zasadniczych zmian ustrojowych jest całkowicie nierealne, organizacja narodowców polskich poprzez swoją aktywność musi przygotować warunki do przekształcenia obecnego bytu politycznego w rzeczywiste państwo narodu polskiego w trybie wynikającym z doktryny, tj. za pośrednictwem "Zgromadzenia Narodowego", które wyda "Akt fundamentacyjny państwa narodu polskiego - Najjaśniejsza Rzeczypospolita Polska". Dokument ten zawierać będzie zdefiniowaną rację stanu narodu polskiego oraz określone wartości nie podlegające żadnej dyskusji, które nie mogą być przedmiotem jakichkolwiek negocjacji (kupczenia).

Kolejnym krokiem będzie wszczęcie i przeprowadzenie procedury wystąpienia z tzw. "Unii Europejskiej" oraz kompletna rewizja obowiązującego prawodawstwa wewnętrznego i zewnętrznego pod kątem zgodności z "Aktem fundamentacyjnym państwa narodu polskiego - Najjaśniejsza Rzeczypospolita Polska" i rachunkiem korzyści i kosztów.

Przejęcie władzy przez rzeczywistych reprezentantów narodu polskiego stworzy warunki do natychmiastowego wdrożenia nowego prawodawstwa wewnętrznego w postaci wcześniej już przygotowanych aktów prawnych szczególnie Konstytucji Polskich Sił Zbrojnych, ustaw kwalifikowanych i kodeksowych.

Szanowni Czytelnicy!
Zasygnalizowany proces przekształceń ustrojowych na rzecz umożliwienia realnego oddziaływania na poprawę warunków życia Polaków, narodu polskiego oraz mniejszości narodowych narodowości i grup etnicznych z nim zamieszkujących a także pomyślnego rozwoju Ojczyzny wymaga olbrzymiej pracy inteligencji narodowej łącznie z narodem. Jest to również proces długotrwały, gdyż bez przekonania i nakłonienia narodu (różnych pokoleń) do aktywnego wsparcia przemian całość przedsięwzięcia upadnie, a marazm położenia pozostanie i zostanie nawet pogłębiony.

W. O.
ekonomista

7 marca 2009

Piszą o nas...

Otrzymałem list od mojego wiernego czytelnika i znajomego, który z przyjemnością zamieszczam na moim blogu.
Jest to artykuł p. Stanisława Michalkiewicza, który został opublikowany m.in. w tygodniku konserwatywno-liberalnym pt. "Najwyższy Czas" nr 10 (981).

Grzegorz Piotr Wysok


Foto:
red. Stanisław Michalkiewicz

__________

W-wa, 07.03.2009

"Gitler" zmienił bzika

"Wot Gitler, kakoj to durak!/ On się przechwalał zbrodnią swoją./ A mudriec to by sdiełał tak: /Nu czto, że dymią krematoria?/ Toż w nich przetapia się historia!/ Niewoli topią się okowy!/ Powstaje sprawiedliwszy świat!/ Rodzi się typ człowieka nowy!" - tłumaczyła caryca Leonida tępawemu marszałkowi Greczce. Kto ma uszy, ten słucha, kto ma nos, a zwłaszcza kto ma specjalnego nosa ten górnym węchem wyczuwa, kto czym dyszyt - i dzięki temu mamy dzisiaj do czynienia nie tyle z historią, co z "polityką historyczną". Takie rzeczy były już wcześniej, bo, dajmy na to, już w "Wojnie galijskiej" Juliusza Cezara można się tego dopatrzyć, ale inni autorzy mogli jeszcze pisać po swojemu i trudno uwierzyć, ale nikt nie miał o to do nich pretensji - aż dopiero zwycięski pochód faszyzmu w XX wieku położył temu kres raz na zawsze. Dzisiaj większość uczonych ostatnie słowo prokuratora i niezawisłego sądu w dysputach naukowych traktuje jako rzecz oczywistą - i to nawet nie dlatego, że środowisku temu, które zresztą nie jest w tym odosobnione, ton i standardy moralne wyznaczają konfidenci Służby Bezpieczeństwa, ale przede wszystkim dlatego, że podpowiada im to instynkt samozachowawczy.

Kiedy bowiem zapadła decyzja o budowaniu w Euro pie Eurosojuza, pomyślano również o stworzeniu odpowiednich mechanizmów tresowania europejskich narodów, żeby skakały tak, jak im okupanci zagrają. Nie były to bynajmniej przedsięwzięcia pionierskie, bo przy tworzeniu infrastruktury niezbędnej dla narzucenia Europejczykom odruchów Pawłowa, wykorzystano zarówno doświadczenia sowieckie, jak i hitlerowskie. Natura ludzka jest bowiem cały czas taka sama i z tego punktu widzenia jest wszystko jedno, do czego ludzie są tresowani: czy do - jak to się w swoim czasie mówiło - "umacniania niemczyzny", czy do "internacjonalizmu", czy wreszcie - do "wszyscy ludzie będą braćmi". Ważne są odpowiednie mechanizmy, wśród których ważną rolę odgrywa indoktrynacja i terror. Im bardziej subtelny, tym lepiej, a już najlepiej jeśli jest schowany tak, żeby jego istnienia nikt się nawet nie domyślił - na przykład w postaci sławnego "kanonu", czyli zbitek pojęciowych ("zupa - pomidorowa, demokracja - ludowa..."), które uczniowie gimnazjów i liceów muszą sobie przyswoić pod rygorem pały z "języka polskiego" (he, he!).

Inspirowani tymi doświadczeniami i przemyśleniami nasi okupanci utworzyli tedy w roku 1997 Europejskie Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii w Wiedniu, umieszczając na jego czele madame Barbarę Winkler. W zamyśle twórców miał to być rodzaj paneuropejskiego gestapo, na czele z dyrektorem powoływanym w drodze konkursu, wspomaganym przez Radę Zarządzającą, wyznaczaną przez poszczególne państwa uczestniczące w Eurokołchozie. Oczywiście takie Centrum byłoby ślepe i głuche bez agentury, toteż jednym z najważniejszych zadań była jej rozbudowa w postaci tzw. punktów kontaktowych w poszczególnych państwach, wybieranych w drodze przetargu. W Polsce na przykład taki przetarg na tajnego współpracownika wiedeńskiego Centrum wygrała Helsińska Fundacja Praw Człowieków - pewnie dlatego, że dzięki pieniężnemu wspomaganiu przez "filantropa" mogła przedstawić najniższą ofertę na usługi konfidenckie. Głównym zadaniem "punktów kontaktowych" jest bowiem dostarczanie Centrum informacji w ramach ogólnoeuropejskiej siatki RAXEN - dawniej "obce armie Wschód" Gehlena. Te informacje pochodzą przeważnie z donosów tzw. organizacji pozarządowych, gromadzących prowokatorów i donosicieli-wolontariuszy, wynagradzanych na zasadzie "jak forsa - to mi wsuń ją", chociaż szczegóły osłania oczywiście dyskrecja w jak najlepszym gatunku. Jak wiadomo, im lepsza koniunktura panuje w jakiejś branży, tym więcej pojawia się tam podmiotów gospodarczych. A mimo kryzysu, a może właśnie dzięki niemu, mamy tu do czynienia z niezwykle dynamicznym wzrostem liczby delatorskich stowarzyszeń. W Polsce należy do nich Stowarzyszenie przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii "Otwarta Rzeczpospolita", Stowarzyszenie "Nigdy Więcej", Stowarzyszenie im. Jana Karskiego i niezwykle dynamiczne, skupiające młode kadry delatorów Stowarzyszenie "Młode Centrum" - ale to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej, bo któż by nie chciał zarobić parę srebrników in odore sancitatis? Niezależnie od tej sieci działają organizacje żydowskie, jak np. sławna loża B'nai B'rith, której reaktywowanie dostarczyło tyle radości prezydentowi Kaczyńskiemu nie mówiąc już o Europejskiej Radzie Tolerancji, gdzie posadę dyrektora dostał z łaski były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Na tym oczywiście nie koniec, bo nad całością tych amatorskich przedsięwzięć czuwają ("czuwać musi żołnierz, by nie przeszkodził wróg") wypróbowani fachowcy z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a ściślej: z Departamentu Wyznań i Mniejszości Narodowych pod kierownictwem - ach, co za symboliczna kontynuacja! - pana Józefa Różańskiego. W ramach tego Departamentu działa Zespół do spraw Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii, gdzie "ekspertem łącznikowym" do niedawna była, a może nawet jest nadal, pani Edyta Tuta.

Naturalnie system ten podlega nieustannemu doskonaleniu, toteż na szczycie UE w grudniu 2003 roku postanowiono rozszerzyć zakres działania wiedeńskiego Centrum, zmieniając jednocześnie jego nazwę na - jak to mówią - "przyjazną środowisku" to znaczy na Agencję Praw Podstawowych. Taka instytucja kojarzy się raczej z obroną wolności niż z Ministerstwem Miłości - i o to właśnie chodzi. "Nie płoszmy ptaszka, nich mu się zdaje..." - i tak dalej. 30 listopada 2006 roku Parlament Europejski przyjął odpowiednią rezolucję (ciekawe, jak w tej sprawie głosowali mężykowie stanu powtórnie kandydujący do Parlamentu Europejskiego?) i 15 marca 2007 roku wiedeńskie Centrum zaczęło funkcjonować pod nową nazwą, rozszerzając zakres swoich zainteresowań dodatkowo na "homofobię", czyli wszelkie przejawy sprzeciwiania się sodomitom, a także powołując Komitet Naukowy, który opracowuje zatwierdzone wersje zbawiennych prawd historycznych, podtrzymywanych następnie przez prokuratury i niezawisłe sądy. Właśnie dowiedziałem się, że mam zeznawać w charakterze świadka w śledztwie prowadzonym przez lubelską prokuraturę przeciwko Grzegorzowi Wysokowi, z donosu tamtejszego "dziennikarza" żydowskiej gazety dla Polaków, czyli "Gazety Wyborczej". Jak widzimy, system działa bez zarzutu, zwłaszcza że siatka wywiadowcza Agencji, czyli tzw. Platforma Praw Podstawowych, z pewnością nieustannie werbuje w Polsce nowych donosicieli, nad czym czuwa pani Inga Rudecka - piastująca stanowisko sui generis oficera łącznikowego z ramienia naszego kraju. Dzięki temu do prokuratur i niezawisłych sadów napływa coraz więcej i więcej donosów i wytaczanych jest coraz więcej i więcej procesów, bo sędziowie są wprawdzie niezawiśli, ale też podlegają instynktowi samozachowawczemu. Krótko mówiąc: faszyzm kroczy przez Europę w zwycięskim pochodzie, w coraz to szerszym zakresie korzystając ze stworzonych w tak zwanym międzyczasie instrumentów terroru. Co do zasady niczym się on nie różni od form znanych nam z przeszłości, oczywiście poza natężeniem - ale trochę więcej kryzysu. to wszystkiego się doczekamy - no i oczywiście bzikiem. Hitler miał bzika antyżydowskiego a teraz, zgodnie z rozkazem, obowiązuje bzik żydofilski.

Stanisław Michalkiewicz

2 marca 2009

Kradną dzieci!


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu Kol. Adam Leks

Felieton Adama Leksa

Faszystowski rząd Donalda Tuska nie zważając na żadne świętości nacjonalizuje nasze dzieci. Okazuje się aż nadto, że dopóki istnieje rząd Platformy, dopóty nikt z nas oprócz mienia nie może już być pewnym nawet prawa do własnych pociech. Wszystkie dzieci są nasze - mówił znany pedagog Janusz Korczak. Jeżeli nasze to i państwowe - zauważa Tusk i czyni z tego odkrycia odkrycia niecny użytek. Tego typu działania to typowy przykład omnipotencji państwa w sferach dotąd dla niego zakazanych.

Innym równie bolesnym przejawem takiej ingerencji może być "walka" o prawa kobiet, ochrona mniejszości seksualnych, prawo do eutanazji nazywane eufemistycznie prawem do "godnej" śmierci (w praktyce oznaczające śmierć z pragnienia i głodu), prawo do aborcji (związane także z prawami kobiet) czy wreszcie walkę z przejawami antysemityzmu, ksenofobii, rasizmu, faszyzmu, nacjonalizmu lub jakiegoś innego "izmu"(oczywiście oprócz komunizmu lub jego odmiany). Nie ma co - z braku sukcesów gospodarczych dzisiejsze rządy koncentrują się wyłącznie na wojnie z własnymi obywatelami, podejmowanej także jak podejrzewam w celu odwrócenia uwagi od własnej niemocy w sprawach ekonomicznych. Natomiast gdy wypadnie konieczność pochwalenia się jakimś sukcesem to rząd Tuska stosuje taktykę znaną z książki pt. "Paragraf 22", polegającą na głośnym chwaleniu się czymś czego powinien się wstydzić (przykład z wprowadzeniem euro). Ten sposób wobec przychylności mediów na ogół nie zawodzi.

No dobrze, ale odbiegliśmy od tematu. Od niedawna puszczana jest w telewizji reklama, w której jakaś znana aktorzyna próbuje nam insynuować, że codziennie ktoś krzywdzi dziecko (pewnie zwyrodniały rodzic) i namawia nas aby w razie podsłuchania takich sygnałów przez drzwi, niezwłocznie na takiego osobnika donieść. Innymi słowy jest to wezwanie do rewolucyjnej czujności. Mając na uwadze fakt, iż wielkość sztuki polega między innymi i na tym, że tchórz może grać w niej bohatera, radziłbym państwu bredni tego pana nie brać na serio. Pewnie gdyby mu ktoś lepiej zapłacił to równie udanie przekonywałby nas do czegoś wręcz odwrotnego. Kto wie czy nawet w końcu, jak mawiał Mickiewicz "nie dałby sobie w pysk napluć za tyle a tyle, gęby by nie obtarł a forsy później nie przeliczył". Dopiero teraz rozumiem dlaczego aktorska profesja dawniej nigdy nie była łączona z honorem i należała zawsze do zawodów lekkiego prowadzenia.

No dobrze, ale załóżmy że ten pan miał jednak rację i ów płacz dobiegający przez drzwi był głosem pełnym frustracji, niezadowolenia, strachu czy nawet bólu dziecka. Lecz nie musi to od razu oznaczać, że ktoś się nad nim znęca! Równie dobrze mogłoby sie okazać, że troskliwy rodzic nakazał swojej pociesze posprzątać zabawki, umyć zęby, ręce, podzielić się słodyczami. Mogłoby też oznaczać, że miłujący mądrą miłością opiekun zakazał swojemu przeziębionemu potomkowi jedzenia lodów, picia zimnej wody, zeskakiwania z wysokiego parapetu, odkręcania kurków z gazem i wiele, wiele innych rzeczy. Pamiętam jaka obrzydliwością dla mnie było picie tranu i jakich przemyślnych forteli używałem aby od tego przykrego obowiązku móc się wymigać. Również nie zapomnę jak chowałem się do szafy ze strachu przed zastrzykiem. Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał o zgodę na jego wykonanie, pewnie nigdy by jej nie otrzymał. Lecz teraz pewnie nie byłbym takim człowiekiem jakim jestem a kto wie czy nawet w ogóle bym istniał!

Nie ma co, to rodzice od wieków wiedzą lepiej co jest dobre dla ich pociech, a nie różni mądrale z ministerialnych gabinetów. No bo jak można wyobrazić sobie inaczej wcielanie pomysłów Tuska w życie? Przed wykonaniem każdego zastrzyku pisać prośbę o pozwolenie do jego gabinetu?! Albo może od razu lepiej uznać, że odrabianie lekcji jest ciężarem tak wielkim, że powinni zająć się nimi rodzice. Dbanie o porządek i czystość traktować zaś za zajęcie wielce stresujące. Mówienie prawdy za niepotrzebne utrudnianie sobie oraz innym życia. Lecz nawet przyzwalając na to wszystko jaką mamy gwarancję, że wyrośnie z naszej pociechy coś wartościowego? Inną sprawą jest to, że nie żądając od niego zupełnie niczego czynimy mu tylko wielką krzywdę której później nie będzie w stanie nikt nigdy nadrobić. To już chyba lepiej wychowywać po staremu chociaż mniej postępowemu. A wyrywanie pięciolatków spod opieki rodziców za pomocą "poboru" do szkoły to może nie współczesne barbarzyństwo?! Jeżeli nie to może dobrodziejstwo?! Oj chyba rację miał ktoś mówiąc, że wielką sztuką jest zrobienie komuś prezentu z jego prawa do niewolnictwa.

Reasumując - to mimo wszystko nie twierdzę, że istnieją przypadki prawdziwego znęcania się nad dziećmi czy wręcz pedofilii. Jednak rząd Tuska czyni bardzo wiele by to wszystko było wrzucane do wspólnego wora, włącznie ze sprawami mocno naciąganymi. Nie dostrzega, że są to często wypadki dotyczące jedynie marginesu społecznego oraz zboczeńców którzy po zdemaskowaniu powinni być jak najrychlej usuwani. Najlepiej poprzez karę śmierci. Nie wierzę bowiem w możliwość reedukacji takich osobników. Ale pewnie na tak genialny pomysł "nasz" rząd nigdy nie wpadnie. A raczej od dawna już nie może. Więc dlaczego do cholery wciąż udaje, że jest nasz?!

Adam Leks

1 marca 2009

Zamknięcie numeru


Podwójny, styczniowo-lutowy numer zamknięto 1 marca 2009 r.
Serdecznie zapraszam do lektury kolejnego numeru mojego "Biuletynu", który ukaże pod koniec bieżącego miesiąca.

Grzegorz Piotr Wysok

28 lutego 2009

Obradował Zarząd LPR


W czwartek, 26 lutego 2009 r. odbyło się w Lublinie posiedzenie Zarządu Wojewódzkiego Ligi Polskich Rodzin.

Zebranie zwołał prezes oddziału lubelskiego Grzegorz Wysok, zaś obradom przewodniczył członek Rady Politycznej LPR, p. dr Maria Sendecka. Głównym tematem obrad było omówienie bieżącej sytuacji w stronnictwie oraz wytyczenie zadań dla ogniw terenowych LPR w celu zaktywizowania i uporządkowania ich działań bieżących. Uczestniczący w spotkaniu szefowie struktur powiatowych zgłaszali kolejno propozycje co do dalszej działalności partii w województwie. Następnie Kol. Wysok streścił aktualną sytuację w Lidze, a p. Maria Sendecka zwróciła uwagę na konieczność umacniania struktur terenowych i prowadzenia codziennej działalności mającej na celu obronę ważnych spraw polskich.

W dalszej części zebrania omówiono bieżącą sytuację w kraju, zwracając szczególną uwagę na gwałtowne zmiany na polskiej scenie politycznej. Omówiono również przebieg rozmów z bliskimi ideowo organizacjami politycznymi. Liga chce być nadal stronnictwem otwartym na inne środowiska narodowe, a jedynym warunkiem współpracy będzie zgodność programowa partnerów i ich gotowość do obrony interesu narodowego. Kol. Grzegorz Wysok wspomniał o potrzebie wspólnego działania z tymi ludźmi i środowiskami, które utożsamiają się z programem LPR dla umacniania pozycji silnej Polski i suwerenności narodowej. Szczególną uwagę zwrócił na konieczność prowadzenia efektywnej polityki informacyjnej o działaniach partii, co jest niezwykle istotne w sytuacji, gdy media przemilczają bądź przekłamują informacje dotyczące LPR.

Pod koniec spotkania Zarząd (1) omówił najważniejsze wydarzenia ostatnich tygodni w kraju i na świecie. Przyjęto szereg stanowisk politycznych w najważniejszych obecnie dla Polski sprawach. Na spotkaniu można było pobrać karty do zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum, które ma regulować sposób przyjmowania każdego kolejnego traktatu unijnego. Rozdano kilkanaście egzemplarzy nowego numeru "Biuletynu".

Tadeusz Zieliński
(tekst + zdjęcia)

__________

(1) Funkcję prezesa oddziału lubelskiego pełni red. Grzegorz Wysok. Jego zastępcą jest Kol. Adam Leks, w Zarządzie zasiadają też: p. Ryszard Milewski, dr Anna Łobaczewska, Czesław Kloc, mec. Elżbieta Zimecka i Mieczysław Waręcki.

Fotoreportaż:



Foto: 01


Foto: 02


Foto: 03


Foto: 04


Foto: 05


Foto: 06

27 lutego 2009

Ogłoszenie


Redakcja "Biuletynu" serdecznie zaprasza na wykład dr Sławomira Cenckiewicza pt.: "Komuniści wobec II Soboru Watykańskiego".

Cenckiewicz to współautor słynnej książki "SB a Lech Wałęsa: przyczynek do biografii", w której oskarżył legendarnego przywódcę "Solidarności" o współpracę z bezpieką i autor "Sprawa Lecha Wałęsy" w której napisał, że Józef Życiński, obecnie metropolita lubelski i Wielki Kanclerz KUL przez 13 lat zarejestrowany był przez częstochowskie SB jako TW "Filozof".

Dr Sławomir Cenckiewicz przyjeżdża do Lublina na zaproszenie Organizacji Monarchistów Polskich. Wykład odbędzie się 14 marca (sobota) o godz. 18.00 w sali konferencyjnej Hotelu Mercure Unia Lublin przy al. Racławickich 12.
Wstęp wolny.

Serdecznie zapraszamy!

26 lutego 2009

Referendum


Komitet Referendalny zawiązany na początku lutego ma zamiar zebrać 500 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum, które ma regulować sposób przyjmowania każdego kolejnego traktatu unijnego.
W referendum Polacy opowiedzą się za tym, czy chcą aby każda zmiana polskiej Konstytucji w związku z unijnym traktatem musiała być poprzedzona ogólnonarodowym referendum. Podobne prawo obowiązuje obecnie w Irlandii, dzięki temu odbyło się tam referendum w którym Irlandczycy odrzucili przyjęcie Traktatu Lizbońskiego.

Na internetowej stronie Komitetu Referendalnego można pobrać kartę do zbierania podpisów a także dowiedzieć się więcej na temat samego referendum i aktualności związanych z działalnością Komitetu - www.referendumdlapolski.pl

Treść formularza:
Udzielam poparcia wnioskowi o poddanie pod referendum ogólnokrajowe sprawy zmiany trybu akceptacji traktatów zmieniających Traktat dotyczący przystąpienia m.in. Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej podpisany w Atenach w dniu 16 kwietnia 2003 r., zawierającemu następującą propozycję pytania w tej sprawie:

"Czy jesteś za taką zmianą przepisów polskiego prawa, aby konieczne było przeprowadzenie w Polsce referendum przed każdą zmianą Traktatu dotyczącego przystąpienia m.in. Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej, podpisanego w Atenach w dniu 16 kwietnia 2003 r. (Dz.U. 2004, Nr 90, poz. 864)?".

Równocześnie na podstawie art. 63 ust. 3 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o referendum ogólnokrajowym (Dz.U. z 2003 r., Nr 57, poz. 507, z późn. zm.) oświadczamy, iż wskazujemy p. Daniela Pawłowca na naszego pełnomocnika w tej sprawie.

Lp. ...
Imię (imiona) i nazwisko ...
Adres zamieszkania ...
Numer indentyfikacyjny PESEL ...
Własnoręczny podpis ...

Wypełnione wnioski prosimy przesyłać na adres:
Stowarzyszenie Libertas
Al. Ujazdowskie 22/3
00-478 Warszawa

25 lutego 2009

50-ta rocznica śmierci Konecznego


10 lutego minęła 60 rocznica śmierci wybitnego polskiego uczonego prof. Feliksa Konecznego - historyka, twórcy nauki porównawczej o cywilizacjach, której wkład w rozwój naszej wiedzy o otaczającym świecie nie waham się porównać do odkryć Kopernika.

Cóż z tego, jeżeli w Polsce (a przynajmniej w tej oficjalnej) Jego dorobek naukowy jest może nie tyle nie znany, co celowo przemilczany i skazywany na niebyt. W tym przypadku w pełni potwierdzają się słowa maksymy, że "cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie" zwłaszcza, że furorę czytelniczą wzbudzał u nas do niedawna amerykański uczony (zmarły 24.12.2008) Samuel Huttington, którego prace są jednak tylko bladym cieniem myśli wielkiego Polaka. To samo można powiedzieć o pracach Anglika Arnolda Toynbiego.

Kłopoty prof. Konecznego z cenzurą rozpoczęły się już pod koniec lat 20-tych ubiegłego wieku, gdy po zamachu majowym Piłsudskiego rządząca sitwa rozpoczęła rozprawę ze swoimi oponentami. Feliks Koneczny został za krytykę reżimu sanacyjnego( którego metody uznawał za przejaw cywilizacji turańskiej) usunięty z uczelni (Uniwersytet Wileński) i zmuszony do przejścia w pełni sił twórczych na przymusową emeryturę. Okres ten wykorzystał jednak twórczo dla systematyzacji swoich wcześniejszych dociekań. Owocem były takie prace jak: "O wielości cywilizacji", "Rozwój moralności", "Cywilizacja bizantyńska", "Cywilizacja żydowska", "Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej", "Prawa dziejowe", "O ład w historii".

Na kartach tych książek zarysował swoją koncepcję widzenia świata jako areny walki cywilizacyjnej, sformułował pojecie cywilizacji jako metody życia zbiorowego, opracował słynną zasadę quinkunxa cywilizacji i tzw. "prawa dziejowe". Nie miejsce tutaj na dokładne opisywanie dorobku naszego uczonego (większości czytelników "Biuletynu" jak mniemam dobrze znanego) pragnę w tym artykule skoncentrować się na przedstawieniu recepcji myśli Konecznego i przypomnieniu zasług tych osób i środowisk dzięki którym dorobek naukowy F. Konecznego nie poszedł w zapomnienie mimo totalnej wrogości ze strony komunistów, masonów i wszystkich wrogów cywilizacji łacińskiej.

W pierwszej kolejności należy wymienić osobę śp. Jędrzeja Giertycha , dzieki któremu wielki dorobek polskiego uczonego nie przepadł. Giertych przebywając nielegalnie w powojennej Polsce spotkał się z Konecznym i wywiózł pokaźną część Jego dzieł znajdujących się jeszcze w rękopisach. Jednocześnie zobowiązał się, że w sprzyjających warunkach wyda je i udostępni czytelnikom. Z danego sędziwemu Profesorowi słowa wywiązał się i mimo licznych trudności w Londynie ukazywały się drukiem książki Konecznego, a najważniejsza "O wielości cywilizacji" została nawet przetłumaczona na angielski.

Dzięki J. Giertychowi w latach 70-tych prace Konecznego trafiały do kraju i choć bardzo trudno dostępne znajdowały czytelników. Do szerszego rozprzestrzenienia się myśli naszego uczonego przyczyniła się tu działalność Polskiego Komitetu Obrony Życia Rodziny i Narodu - ugrupowania opozycyjnego założonego przez mec. Mariana Barańskiego. Na łamach wychodzącej poza cenzurą "Samoobrony Polskiej" prezentowano streszczenia dzieł. Feliksa Konecznego. To dzięki tym wydawnictwom i ja zapoznałem się z Jego dorobkiem.

Lata 80-te przyniosły dalsze zainteresowanie pracami polskiego historiozofa. Drukowane w podziemiu reprinty wydawnictw londyńskich docierać zaczęły do rąk naukowców i studentów. Na początku lat 90-tych ojciec prof. Mieczysław Krąpiec zaczął na KUL-u wygłaszać wykłady monograficzne o teorii cywilizacji według założeń Konecznego, a jawne już wydawnictwo "Antyk" Marcina Dybowskiego rozpoczęło druk Jego wszystkich dzieł. Powstawać zaczęły prace naukowe (magisterskie i doktorskie). W ten sposób dorobek profesora ocalał i znalazł głównie wśród narodowców duże uznanie. Myślę, że i nasi wrogowie pilnie studiują dzieła Konecznego chociażby po to, aby metodycznie rozpracowywać nasz sposób myślenia i niszczyć resztki tak przez nich znienawidzonej cywilizacji łacińskiej.

Nasze środowisko zamierza w najbliższym czasie zorganizować w Lublinie otwartą sesję naukową poświęconą Konecznemu. Udział zapowiedziało już kilku naukowców, m.in. prof. Ryszard Polak, autor książki "Cywilizacje a moralność w myśli Feliksa Konecznego" i innych. Bardzo zależy nam na udziale w sesji prof. Macieja Giertycha, również jak Ojciec doskonałego znawcy problemu. Swój udział zapowiedział też znany rzeźbiarz polski p. Bartłomiej Kurzeja - twórca i wykonawca rzeźby-pomnika Wielkiego Uczonego.
O terminie sesji powiadomimy czytelników "Biuletynu".

Grzegorz Piotr Wysok

24 lutego 2009

Video dokument

Prezentujemy trzy filmy zrealizowane 15 lutego 2009 r.,
których głównym tematem jest osoba abp Józefa Życińskiego czyli TW "Filozof":


Video 1:
Lefebryści w "Przekroju",
Najsztub - tak trzymać! Lublin 15.02.2009 r.




Video 2:
Marnotrawny arcybiskup czy
lefebryści - kiedy Rzym przemówi w tej sprawie?




Video 3:
Czy abp Życiński ma pasterzować kozom?




Powyższe filmy można również obejrzeć w Telewizji Narodowej - http://www.youtube.com/user/eugeniuszsendecki
oraz lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/grzegorziadam

Grzegorz Piotr Wysok

23 lutego 2009

Wielopatriotyzm polski

Zaprzyjaźniony z nami narodowiec, p. Andrzej Kumor z USA przesłał list na temat głośnej ostatnio sprawy redaktora "Biuletynu" Grzegorza Wysoka.
Poniżej zamieszczamy jego ważne fragmenty.


Podzielamy również i gorąco popieramy postulat dotyczący oderwania się od mitologii prawicowego oszołomstwa w wydaniu PiS i przyjęcia patriotycznej postawy Dmowskiego w postrzeganiu i kształtowaniu naszej polityki.
Zarówno Pańska jak i nasza ocena polityczna różni się od oceny przeciętnego telewidza tym, że oprócz ogólnego wrażenia uwzględnia także słowa i czyny, takie jak decyzje kadrowe, ekonomiczne itp. Prezydent Kaczyński rzeczywiście robi wrażenie o wiele przyjemniejsze niż niektórzy wcześniejsi politycy na tym urzędzie, np. nie jest ani tak beznadziejnie mętnym drewniakiem jak Jaruzelski, ani tak aroganckim kabotynem jak Wałęsa. Nie umniejsza to jednak faktu, iż w rękach Kahału jest on tylko wygodnym figurantem, który dziś jest, a jutro może się okazać że go nie ma i pies z kulawą nogą pewno nawet o niego nie zapyta.

Dla oceny PiS i samej osoby Kaczyńskiego, już od samego początku o wiele ważniejsze są dla nas takie fakty jak:
- oddanie w ręce żydowskie kilku kluczowych resortów, co potwierdza świadomą zgodę na zasadniczą niesuwerenność Polski
- niepokojący wzrost znaczenia tajnej masonerii, co tworzy drugi wielki obszar niesuwerenności i niejawności w życiu publicznym
- rażąco nieetyczne postacie zainstalowane od razu na najwyższe stanowiska w państwie przy akompaniamencie szumnych deklaracji o moralnej sanacji życia publicznego, co całej ekipie braci Kaczyńskich odbiera wiarygodność
- rewanżyzm i oszołomska walka z nacjonalizmem, ksenofobią i antysemityzmem jako zasadnicza praktyczna podstawa programowa zamiast budowania Polski na jutro
- służalczy wobec Izraela bezrozumny kurs politycznego awanturnictwa przyjęty jako zasada polityki zagranicznej oraz przedłużenie - ku wiecznej hańbie polskiego orenża - udziału naszych wojsk w okupacji Afganistanu i zapowiedź udziału w planowanej agresji na Iran.

Choćby z tych kilku względów Lecha Kaczyńskiego i ekipę PiS od samego początku traktowaliśmy z najwyższą nieufnością i nie zauważamy w niej tych zbawczych zadatków na poprawę, jakie Pan sugeruje i jakich my sami też byśmy pragnęli. Poza tym dostrzegamy Pańską autentyczność i zaangażowanie, więc choć się bliżej nie znamy pozostajemy z szacunkiem, pozdrawiając całą Redakcję serdecznie i przyjaźnie.

Tadeusz Zieliński
Lublin



Wielopatriotyzm polski

Prezydent Kaszyński podczas obchodów pewnej powstaniowej rocznicy stwierdził, że w dzisiejszych czasach niczego nie potrzeba nam tak bardzo jak patriotyzmu i wskazał na heroiczne pokolenia dziadów i ojców, co to bez zmrużenia szły na wroga, gdy zagrały surmy.

Prezydent RP dobrze by zrobił, gdyby dzisiaj wyjaśnił nam, na czym polski patriotyzm ma polegać. Kaczyński, który stoi na czele państwa, którego elita dobrowolnie dąży do pozbawienia Polski niepodległości powinien wyjaśnić, jak on definiuje patriotyzm? Być patriotą to znaczy bronić polskiego interesu narodowego tak jak to swego czasu czynił przywódca endecji Roman Dmowski. Tak? Tymczasem Polaków, którzy mówią o obronie takiego interesu, linczuje się w środkach przekazu lub wprost śle do prokuratora.

Ukazująca się w Warszawie "Gazeta Wyborcza" chwaliła się właśnie nie tak dawno, że skutecznie doniosła na p. Grzegorza Wysoka, który w Lublinie wydaje narodowy "Biuletyn". Jak donosi w oparach WybGazu Karol Adamaszak, Grzegorz W. (tak "kryminalnie" przedstawia go gazeta) w sierpniowym numerze biuletynu dopuścił się przestępstwa, bo "przedstawił Żydów jako chciwców chcących z Polski wykroić własne państwo", a według biuletynu "żydowski działacz Ronon Eidelman to prominentny przedstawiciel przedsiębiorstwa Holocaust, domagającego się od Polski haraczu w wysokości 65 mld dolarów".

Prokuratura przesłuchała wydawcę biuletynu i przedstawiła mu zarzuty "znieważenia Żydów z powodu przynależności narodowej i etnicznej oraz publicznego nawoływania do nienawiści do osób narodowości żydowskiej". Zarzuty oparliśmy na opinii biegłego - poinformował czytelników prokurator Marek Zych. I w związku z tym ja się pytam Pana Prezydenta, kto tutaj jest patriotą, a kto nie? Czy obrona polskiego majątku przed zakusami obcych to jest patriotyczna zasługa, czy nie? No bo jeśli w państwie polskim prokurator uznaje, że nie - a wspiera go w tym największa gazeta, to czy ten prokurator działa przeciwko polskiemu interesowi, czy nie? Jeśli zaś przyjąć, że gnębi on polskiego patriotę, to co powinni zrobić wszyscy inni Polacy, którym patriotyzm jest drogi?

Patriotyzm to ponoć miłość do własnego kraju. Czy zatem obrona tego kraju przed obcymi zasługuje na miano patriotyzmu, czy też dzisiaj powinniśmy być "patriotami nowego typu"? Pytania te kieruję do Pana Prezydenta, bo to Pan Prezydent zaczął o patriotyzmie - dając nam za przykład zacnych powstańców, którzy fizycznie, z bronią u pasa, stanęli w obronie interesu Polski. Dzisiaj ludzi, którzy nawet nie fizycznie, a słownie stają w obronie przyszłych pokoleń Polaków (bo to one w przypadku nałożenia na Polskę haraczu będą swoją pracą spłacać daninę obcym), ciąga się po polskich sądach. Chciałbym też uzyskać od Pana Prezydenta odpowiedź na pytanie czy pozbycie się przez nasz kraj niepodległości w ramach wynegocjowanego przez niego układu lizbońskiego może być przedstawiane jako czyn patriotyczny idący w tym samym kierunku, co wysiłki powstańców - powiedzmy - śląskich czy wielkopolskich?

Czy w dzisiejszych czasach można być li tylko patriotą polskim, czy też w myśl lansowanego modelu, współczesny Polak powinien być raczej "wielopatriotą" broniącym społeczeństwa przed "antysemitami, rasistami i ksenofobami"? "Polska jest państwem europejskim" - wyjaśnia wszak we wspomnianym artykule prof. Zbigniew Hołda, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – "gdzie wolność słowa kończy się, kiedy zaczyna się m.in. szerzenie antysemityzmu, rasizmu czy ksenofobii". Zwracam się z tym wszystkim do Pana Prezydenta, bo męczy pomieszanie. Z jednej strony - słusznie - oddaje się honory powstańcom i patriotom sprzed 60 lat i więcej lat, z drugiej, niszczy bezpardonowo ludzi, którzy kochają Polskę i Polaków. Może więc zamiast apelować o więcej patriotyzmu, Pan Prezydent zacząłby od siebie, i całą mocą swego urzędu stanął w obronie Polaków, którzy we własnym kraju są kąsani i prześladowani za polskość i patriotyzm.

Jeśli pozytywnymi bohaterami życia publicznego pozostaną ludzie elity wysługujący się obcym interesom, to ten 40-milionowy naród w sercu Europy zostanie ponownie rozebrany. Proszę nie machać biało-czerwonym sztandarem nad dumnymi prochami narodowych świętości, proszę ratować ten kraj!

Andrzej Kumor
Mississauga
USA

__________

Opinie Czytelników gazety:

- Nie czepiaj się Pan Kaczyńskiego niesłusznie. On ma na myśli swój patriotyzm a lubi tylko tych patriotów polskich, co już są na cmentarzu. Prokurator to urzędnik systemu sprawiedliwości opartej na mechanizmie cywilizacji żydowskiej, która całkowicie wyparła organizm sprawiedliwości łacińskiej (chrześcijańskiej). Zajrzyj Pan do "Cywilizacji Żydowskiej" Feliksa Konecznego - rozdział XXI - Zażydzenie.

- Panie Kumor, piękne są Pana artykuły. Zawierają wszystko, od konkretnych informacji po patriotyzm. Tylko pisanie w tym stylu do audytorium narodowego nie ma sensu. Bo mam nadzieję, że wszyscy co to czytający wiedzą, że Prezydent jest nie polski tylko w Polsce, więc z urzędu musi machać biało czerwoną flagą (bo inna oficjalnie nie jest jeszcze usankcjonowana prawnie). I proszę mu nie zarzucać, że nie ratuje własnego kraju. Przynajmniej ja pragnąłbym, żeby tak ratował mój kraj!

- Może posłuchałbym Kaczyńskiego, ale obrzydł mi on, gdy przerwał ekshumacje w Jedwabnem. Wprawdzie to ładnie, że prawi nam banały o patriotyzmie ale jego słowa, niestety, nie idą w parze z czynami.

22 lutego 2009

Biegły z bagien


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu Kol. Adam Leks

Felieton Adama Leksa

Pewnego razu w pewnym kraju był sobie biegły sądowy (przez miłosierdzie nie wymienię tutaj jego nazwiska), który Grzegorzowi Wysokowi sporządził ekspertyzę sądową dotyczącą wydawanego przez niego biuletynu. A czego tam w niej nie było! Wręcz istny kocioł czarownicy cierpliwie warzony przez szereg dni. Z pośród największych jadów, ze względu na ciężar gatunkowy spoczywających na dnie tego kociołka wymieniłbym antysemityzm, a z tych lżejszych pływających na powierzchni - propagowanie ustroju faszystowskiego.

Sytuacja z panem biegłym powołanym przez lubelską prokuraturę jako żywo przypomina fragment z "Przygód Dobrego Wojaka Szwejka", kiedy to główny bohater książki miał być sądzony z powodu zarzutu zdrady Najjaśniejszego Pana. Podczas trwania procesu sądowego zamknięto wraz ze Szwejkiem w celi prowokatora. Po jakimś czasie ta nieciekawa persona zaczęła mu sugerować, że go widziała w miejscach w których Dobry Wojak nigdy nie był. - "Musiałeś bratku, opić się wody z bagna" - odrzekł mu Szwejk - "jak młody Tynecky z naszych stron". - "No i od tej wody bagiennej dostał zimnicy. Cztery razy do roku miewał napady takiej gorączki: na Wszystkich Świętych, na Świętego Józefa, na Piotra i Pawła i we Wniebowzięcie Najświętszej Panny Marii". - "Jak go ta gorączka złapała, to wszystkich od razu poznawał i zagadywał do byle kogo, że się gdzieś widzieli".

Bardzo możliwe, że panu biegłemu właśnie podczas jednego z takich napadów ubrdało się, że widział Grzegorza Wysoka pośród Antysemitników. Prawdopodobnie z tego a nie innego powodu wydał o jego biuletynie tak nieprzychylną opinię. Wobec tak zaawansowanych objawów tej groźnej choroby, jedyny ratunek dla tego pana upatrywałbym w metodzie opisanej w czeskiej piosence pt. "Jerzy z bagien". Tam na podobnego osobnika jedynie skutecznym i zbawiennym środkiem okazał się oprysk chemiczny dokonany z samolotu.

Adam Leks

21 lutego 2009

Piszą o nas...


Zaczyna wreszcie być głośno wokół tzw. afery lubelskiego "Biuletynu".
Wreszcie głos zabrał "Nasz Dziennik" - tak, że nie jesteśmy już w naszej walce o wolność słowa osamotnieni.
Dziękuję p. redaktorowi Marcinowi Austynowi za życzliwy artykuł, który z przyjemnością zamieszczam na moim blogu.
Słowa podziękowania kieruję też pod adresem p. Stanisława Michalkiewicza, który wielokrotnie już wypowiadał się w tej sprawie.

Grzegorz Piotr Wysok



Foto: E. Sądej

"Nasz Dziennik":
Redaktor Stanisław Michalkiewicz zapowiada, że skieruje do organów sprawiedliwości pismo, w którym będzie domagał się udzielenia mu głosu w charakterze świadka w sprawie Grzegorza Wysoka

17 luty 2009

Jak świadek, to tylko poprawny politycznie

Sprawa odmowy przez prokuraturę przesłuchania istotnych dla wyjaśnienia sprawy osób, mających świadczyć za Grzegorzem Wysokiem, autorem lubelskiego biuletynu, któremu "Gazeta Wyborcza" zarzuciła antysemityzm, trafi do sądu. Wysok jeszcze dziś zamierza złożyć skargę w tej sprawie. Także w najbliższych dniach niechciany przez prokuraturę świadek, redaktor Stanisław Michalkiewicz, skieruje do organów sprawiedliwości pismo, w którym będzie domagał się udzielenia mu głosu.

Grzegorzowi Wysokowi, wydawcy biuletynu ukazującego się w Lublinie, 30 grudnia ub.r. Prokuratura Rejonowa Lublin Północ przedstawiła zarzuty znieważenia Żydów na tle przynależności narodowej i religijnej, publicznego nawoływania do nienawiści do osób narodowości żydowskiej i propagowania ustroju faszystowskiego. Sprawa została podniesiona przez prokuraturę po zawiadomieniu lokalnej "Gazety Wyborczej". Wysokowi grozi do trzech lat więzienia. - Opisałem, zresztą za "Rzeczpospolitą", sprawę Ronona Eidelmana, działacza żydowskiego, który przebywa na terenie Niemiec i chce w Europie stworzyć drugie państwo Izrael - powiedział Grzegorz Wysok w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Owo państwo miałoby powstać m.in. na zachodnich częściach Polski, a sprawę ma wspierać Sławomir Sierakowski z "Krytyki Politycznej". W tym samym artykule Wysok napisał także o roszczeniach Światowego Kongresu Żydów, chcących uzyskać od Polski odszkodowania w wysokości 65 mld USD. Na tej podstawie lubelska "GW" rozpoczęła kampanię medialną przeciwko Wysokowi i złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Prokuratura sprawę podjęła, rozpoczęła przesłuchania świadków (głównie radnych miasta Lublin, wśród których biuletyn był kolportowany) oraz zamówiła opinię biegłego. Wykonujący ją dr Konrad Zieliński z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie po analizie biuletynu i strony internetowej Wysoka doszedł do zaskakujących wniosków. Wysok w tejże opinii m.in. został porównany do Hitlera, zarzucono mu także negowanie holokaustu. - Pisząc o zbrodniach ukraińskich, napisałem, że można je porównać do zbrodni dokonanej na Ormianach, ale cztery zdania dalej napisałem o holokauście - stwierdził Wysok. Co więcej, prokuratura, z uwagi na brak znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy, odmówiła przesłuchania czterech świadków. Wśród nich redaktora Stanisława Michalkiewicza, który postanowił pomóc prokuraturze i w najbliższych dniach skieruje do niej pismo w tej sprawie.

Jak twierdzi Wysok, redaktor Michalkiewicz zna kulisy powstawania biuletynu. Ponadto to m.in. z jego słów, cytowanych w piśmie, czynione są mu zarzuty. Drugim z wnioskowanych świadków jest Piotr Zychowicz, który jest autorem tekstu opisującego sprawę Eidelmana i zgłaszanych przez niego roszczeń terytorialnych (w biuletynie autor wyraźnie podaje to źródło). Kolejny świadek to Eugeniusz Sendecki, który współtworzy biuletyn, i w przeciwieństwie do współredaktorów pisma dotąd nie został przesłuchany. Wśród odrzuconych przez prokuraturę świadków jest także Józef Kawa, działacz polsko-żydowski z Lublina, który wyrażał swoje oburzenie faktem postawienia zarzutów Wysokowi. On sam, jako Żyd, podkreślał, że nie czuje się znieważony jego publikacją.

Jak zapewnił nas Wysok, dziś do sądu trafi skarga na decyzję prokuratury z szerokim uzasadnieniem. - Dążę do tego, by sprawę umorzono już teraz, by niepotrzebnie nie zawracać głowy sądowi - podkreślił Wysok. Właśnie dlatego kopie pism w sprawie przesyłane są także do Andrzeja Czumy, ministra sprawiedliwości, z prośbą o pomoc. - Podobnych spraw jest w Polsce więcej. Fala politycznej poprawności narasta i jest niebezpieczna dla wolności słowa. Andrzej Czuma, jako działacz opozycyjny, powinien być wyczulony na te sprawy - dodał. W podobnym tonie wypowiada się redaktor Stanisław Michalkiewicz, który przestrzega przed lekceważeniem tego typu incydentów. - Mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją, która ma na celu sterroryzowanie, poprzez zasypywanie prokuratur, policji, lawiną donosów. Wystarczy, że co dziesiąte takie zawiadomienie "zaskoczy", to już wolność słowa zostanie zdławiona - podkreślił.

Marcin Austyn

"Nasz Dziennik" nr 40 (3361)
- http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20090217&id=po21.txt

20 lutego 2009

Oświadczenie OMP


Foto 01:
JE Bp Ryszard Williamson

Bezczelność żydowskiej gazety dla Polaków przybiera na sile.
16 i 17 lutego 2009 r. niejaki p. Bartłomiej Kuraś z Krakowa ośmielił się po raz kolejny recenzować działania Papieża i w ogóle zabierać głos w sprawach wewnętrznych Kościoła Katolickiego. Skąd u nich taka troska o Kościół?! Poczynania "Gazety Wyborczej" i środowisk do niej zbliżonych idą w kierunku narzucania katolikom nowych dogmatów - dogmatów tzw. religii holocaustu w myśl których probierzem prawowierności będzie ciągłe składanie hołdów "narodowi niegdyś wybranemu przez Boga". Mam czasami wrażenie, że nie spoczną aż Adam Michnik zostanie co najmniej Prymasem Polski. Niedoczekanie!
Obiektem nagonki w zaprezentowanych artykułach jest osoba JE ks. Biskupa Richarda Williamsona, prof. Ryszarda Bendera (senatora RP) oraz Organizacja Monarchistów Polskich, do której mam zaszczyt należeć.
Prezentuję artykuły z "Gazety Wyborczej" oraz godną odpowiedź prezesa OMP - Kol. Łukasza Kluski. Jednocześnie podaję link na stronę internetową Organizacji - http://www.omp.lublin.pl/.

Grzegorz Piotr Wysok


Źródło: "Gazeta Wyborcza"
http://wyborcza.pl/1,75478,6267271,Niech_lefebrysta_dotknie_i_uwierzy.html

Niech lefebrysta dotknie i uwierzy

Bp Richard Williamson z Bractwa św. Piusa X, który neguje Holocaust, powinien na własne oczy zobaczyć dawny nazistowski obóz Auschwitz-Birkenau - przekonują bp Tadeusz Pieronek i Alicja Beryt, sekretarz Stowarzyszenia Żydowskiego "Czulent".

W styczniu papież Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z lefebrystów. Jednak jego członek bp Richard Williamson do dziś nie przeprosił Żydów i nie wycofał się ze swoich poglądów. Twierdzi, że... potrzebuje czasu, żeby znaleźć dowody na Holocaust.

- Niech bp Williamson przyjedzie zobaczyć dawny obóz koncentracyjny Auschwitz, postudiuje archiwa i przestanie mówić fałszywe rzeczy - mówi biskup Tadeusz Pieronek.
- Dziwię się, że ktoś, kto nie widział dawnego obozu Auschwitz, śmie negować Holocaust - dodaje Alicja Beryt, sekretarz Stowarzyszenia Żydowskiego "Czulent" z Krakowa. - Bp Williamson z pewnością powinien odwiedzić muzeum. Ale z prywatną wizytą, bez światła kamer, by w spokoju przestudiować obozowe archiwa - dodaje Beryt. Zarząd Stowarzyszenia zamierza wydać oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

Piotr M.A. Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau, tak komentuje ten pomysł:
- Dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś jest biskupem, czy pseudonaukowcem. W każdym przypadku negowanie tak tragicznych wydarzeń jak Zagłada i zadawanie przez to niewymiernego bólu rodzinom tak licznych ofiar jest aktem nikczemności.

Czy wizyta w tym miejscu bp. Williamsona może zmienić jego poglądy?
- Przybywa tutaj ponad milion osób rocznie. Mogą na własne oczy zrozumieć rozmiar tej machiny śmierci. Dociekliwi badacze mogą zapoznać się z zawartością archiwum, ze wszystkimi dokumentami, z relacjami tysięcy naocznych świadków.

Przypomnę, że w tym miejscu przed tragedią narodu wybranego pochylili swoje głowy zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI. Cóż więc rzec w przypadku tego lefebrysty?

Czy dyrekcja muzeum może wystosować do niego oficjalne zaproszenie?
- Niedawno doszedł do moich uszu brak zainteresowania owego hierarchy wizytą w Auschwitz. Sądzę, że rozstrzyga to stan jego woli. A Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau nie ma w swojej tradycji wystosowywania zaproszeń.

Bartłomiej Kuraś
Kraków, 16.02.2009


Źródło: "Gazeta Wyborcza"
http://wyborcza.pl/1,96165,6287293,Lefebryste_Williamsona_chca_zaprosic_do_Polski_monarchisci.html

Lefebrystę Williamsona chcą zaprosić do Polski monarchiści

Negujący istnienie Holocaustu biskup lefebrystów Richard Williamson może przyjedzie na wykłady do Polski. Zaprosiła go Organizacja Monarchistów Polskich, z którą współpracuje senator Ryszard Bender, który z kolei twierdził, że Auschwitz to nie obóz zagłady, lecz pracy.

Organizacja Monarchistów Polskich to marginalne stowarzyszenie zrzeszające osoby o radykalnie prawicowych poglądach - nie podobają im się zasady demokracji, teoria ewolucji, nie darzą też sympatią Żydów.
W broszurze umieszczonej na stronie internetowej OMP czytamy: "W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy za życia kochali Pana Jezusa i Najświętszą Pannę Maryję. A więc jest to piekło. W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy słuchali Kościoła, wierzyli Ewangelii i przyjmowali Sakramenty św. A więc jest to piekło. (...) Widać więc z tego jasno, że niebo żydowskie, do którego wszyscy żydzi niewierni idą po śmierci, i dokąd prowadzą wszystkich ludzi, nie jest nic innego, tylko najgłębsze ogniem siarczystym gorejące piekło".

OMP utrzymuje kontakt z biskupem Richardem Williamsonem z Bractwa św. Piusa X, zwanego lefebrystami, który neguje Holocaust.

W wywiadzie dla szwedzkiej telewizji, który wyemitowano 21 stycznia - w dniu zdjęcia ekskomuniki z lefebrystów - biskup Williamson zaprzeczył istnieniu komór gazowych. Mówił, że hitlerowcy zamordowali nie 6 milionów lecz 200 - 300 tysięcy Żydów. Pod naciskiem opinii publicznej watykański sekretariat stanu ogłosił, że nim Williamson podejmie funkcje biskupie w Kościele "powinien w sposób absolutnie niedwuznaczny i publiczny odciąć się od swych poglądów, nieznanych Ojcu Świętemu w momencie zdjęcia ekskomuniki". Do tej pory tego nie zrobił.

Biskup Williamson gościł w Polsce przed dwoma laty właśnie na zaproszenie OMP. Był w Warszawie, Tuchowie pod Tarnowem i Lublinie, gdzie organizacja ma główną siedzibę. - Wielu naszych członków uczestniczy w nabożeństwach Bractwa św. Piusa X. Stąd zaproszenie dla biskupa Williamsona. Gdyby znów je przyjął, chętnie zorganizujemy kolejne spotkania - usłyszeliśmy od Tomasza Mizaka z władz OMP.

Z Organizacją Monarchistów Polskich współpracują też politycy znani ze skrajnie prawicowych poglądów. Eurodeputowany Maciej Giertych wygłosił dla niej wykład "Wątpliwości wokół teorii ewolucji". A senator PiS Ryszard Bender niedawno mówił na temat Narodowych Sił Zbrojnych.

O Benderze zrobiło się głośno w 2000 r., gdy w Radiu Maryja bronił oskarżonego o kłamstwo oświęcimskie Dariusza Ratajczaka. Powiedział, że Auschwitz nie było obozem zagłady, lecz obozem pracy. Potem tłumaczył, że cytował jedynie czyjąś publikację i nigdy nie zaprzeczał ludobójstwu.

Ostatnio również na antenie Radia Maryja Bender atakuje marszałka Senatu Bogdana Borusewicza za krytykę zdjęcia ekskomuniki z lefebrystów.

Zadzwoniliśmy do senatora Bendera z prośbą o komentarz na temat współpracy z OMP. - Mogę współpracować z kim chcę. Tak samo biskup Williamson ma prawo przyjeżdżać do Polski z wykładami. Nic więcej nie powiem "Gazecie Wyborczej", bo oczernicie moje działania - usłyszeliśmy.

Nie udało nam się zapytać, czy senator Bender podziela zamieszczone w internecie poglądy Tomasza Mizaka dotyczące demokracji: "Dla lewackich pachołków diabła, demokracja to jedynie słuszna religia, jej hasła to pogańskie bożki, którym oświecone umysły współczesnych autorytetów oddają boski hołd, ich modlitwą jest wyuczony bełkot mający swój początek w masońskiej filozofii epoki oświecenia. Ta religia demokracji jest jedyną formą władzy przez nich akceptowaną. Oczywiście jest ona na tyle wspaniała, że zezwala na inne wyznania takie jak: religia holocaustu (...)".

Cytaty ze strony internetowej OMP z zachowaniem oryginalnej pisowni.

Bartłomiej Kuraś
Kraków, 17.02.2009


Oświadczenie Prezesa OMP
w sprawie kłamstwa "Gazety Wyborczej"

Niniejszym dementuję fałszywą informację "Gazety Wyborczej" z dn. 17 lutego jakoby nasza organizacja w ostatnim czasie zwróciła się do JE Bp Ryszarda Williamsona z prośbą złożenia wizyty w naszej Ojczyźnie. Manipulacja "Wyborczej" polegała na tym, że do jednego z członków władz naszego stowarzyszenia zadzwonił p. Bartłomiej Kuraś ("GW") z zapytaniem czy w przyszłości możliwe jest, że podejmiemy się jeszcze organizacji spotkania z JE Bp Williamsonem, na co uzyskał odpowiedź zgodną z prawdą, że uczynimy to z największą przyjemnością, gdyby tylko podczas wizyty w naszym Kraju Ekscelencja przyjął nasze zaproszenie. Nadto warto zwrócić uwagę, iż dziennikarz "Gazety Wyborczej" p. Bartłomiej Kuraś maniakalnie i prowokująco wypytywał naszego Kolegę podczas rozmowy telefonicznej o nasz stosunek do żydów, usiłując koniecznie dowieść nam antysemityzm. Trudno wobec takich zachowań nie skłaniać się do przekonania, że to właśnie "Gazeta Wyborcza" jest w naszej Ojczyźnie ośrodkiem przyczyniającym się w sposób zasadniczy do postaw antysemickich i podsycającym wrogość wobec osób narodowości żydowskiej.

Łukasz Kluska
prezes Organizacji Monarchistów Polskich