30 czerwca 2010

Zamknięcie numeru


Informujemy Czytelników, że z dniem 1 lipca 2010 roku nastąpiła przerwa wakacyjna w wydawaniu "Biuletynu". Spowodowane jest to remontem lokalu i reorganizacją strony internetowej naszego miesięcznika. Planujemy także dokonać podstawowych zmian w zasadach wydawania periodyku, lecz żeby w miarę sprawnie rozwiązać ten problem musimy przerwać wydawanie gazety na okres trzech miesięcy. Zachęcamy wszystkich chętnych do przesyłania materiałów do kolejnych numerów pisma oraz zapraszamy na proces polityczny Grzegorza Wysoka w dniu 12 sierpnia 2010 r. Rozprawę poprowadzi sędzia Andrzej Woźniak, ten sam, który w czerwcu br. uniewinnił posła PO Janusza Palikota w sprawie z prywatnego oskarżenia Piotra Więckowskiego.

Redakcja "Biuletynu"

29 czerwca 2010

Zagadnienia dla polskiego narodu

Szanowni Państwo!

Budowa struktury terytorialnej, która ma połączyć wyborców Janusza Korwin-Mikkego z ostatnich wyborów prezydenckich oraz partii i organizacji o charakterze konserwatywno-narodowym trwa. Celem Ruchu Samorządowego Wyborców JKM jest obsadzenie list w najbliższych wyborach samorządowych we wszystkich powiatach oraz jak największej ilości gmin. W związku z powyższym prosimy o przesłanie następujących informacji. Którym z dwudziestu czterech powiatów woj. lubelskiego chciałby się Pan/Pani zająć? Ile ten powiat liczy gmin i czy ma Pan/Pani możliwość stworzenia struktur gminnych przynajmniej w części z nich? Czy byliby Państwo np. w stanie utworzyć takie listy do wyborów samorządowych, na których znalazłoby się minimum pięćdziesiąt znanych Państwu osobiście osób?

Istotna jest również informacja, jaką infrastrukturą Pan/Pani dysponują. Zakładamy, że każdy komitet gminny powinien posiadać przynajmniej swobodny dostęp do Internetu oraz drukarkę, przy pomocy której będzie można powielać materiały propagandowe. Ciągle jest nas za mało, aby wystartować we wszystkich powiatach. Pierwszym etapem budowy wolnościowej struktury wyborczej jest zebranie zgłoszeń od osób, które byłyby zainteresowane uczestnictwem w niej na poziomie powiatów oraz ocena, jakie są ich realne możliwości. Opisany etap potrwa co najmniej do końca września. W październiku będziemy już znali odpowiedź na pytanie, czy znalazła się odpowiednia ilość osób, by taką inicjatywę rozwijać. Jeśli tak się stanie, to po wstępnych konsultacjach z wszystkimi zainteresowanymi ustalimy dalsze metody działania.

Redakcja "Biuletynu"


Foto:
Wyk. T. Zieliński
Na zdjęciu - autor tekstu


Lublin, 21 VIII 2010 r.

Kilka uwag na temat
najpilniejszych zagadnień dla polskiego narodu

Z logistycznego punku widzenia, występujące okoliczności w życiu polskiego narodu wymagają niemal natychmiastowej, w pełni zorganizowanej działalności polityczno-gospodarczo-finansowo-monetarnej. Nieodzowne staje się bardzo pilne zakończenie Kongresu partii Przymierze Narodu Polskiego, rozpoczętego w kwietniu br. w Krakowie, a skutkujące wyborem i ukonstytuowaniem centralnych władz Partii, przyjęciem uchwał w sprawie Statutu Partii oraz innych, podjętych w związku z zastaną sytuacja polityczno-gospodarczą w Ojczyźnie i omówieniem spraw proceduralnych dotyczących organizacji i podziału pracy w centrali w ścisłym powiązaniu z procesem tworzenia sieci terenowej Partii w kraju i zagranicą. Chcemy, aby od działalności piśmienniczej i diagnostycznej szybko przejść do realnego działania na rzecz realizacji przyjętych celów wynikających z misji Partii.

Należy powołać zespoły problemowe (propozycja trzynastu zespołów), zapraszając do współpracy naukowców i praktyków wywodzących się z patriotycznej inteligencji z kraju i zagranicy, celem przygotowywania bazy prawnej oraz ustrojowej polskiego państwa, o urzeczywistnienie którego Partia toczyć będzie walkę, a które stanie się narzędziem gwarantującym odzyskanie suwerenności jako wyjściowego warunku umożliwiającego realne realizowanie interesów polskiego narodu na możliwie najwyższym poziomie. Dla podniesienia skuteczności działań władze Partii winni przygotować oraz wprowadzić w życie instrukcje i regulaminy tak, aby członkowie byli zorientowani jak mają postępować by uniknąć chaosu i bałaganu. Koniecznym wydaje się także pilne powołanie Komisji Porozumiewawczej Organizacji Narodowo Patriotycznych dla skutecznego zapewnienia jedności działania w odniesieniu do całego narodu. Istotne jest również utworzenie pionu operacyjnego dotyczącego zagadnień: publicznego przekazywania wiedzy oraz kierunków działania Partii w rozmaitych spotkaniach w różnych środowiskach społeczno-zawodowych (lektorzy), zabezpieczenia łączności z siecią i organizacjami narodowo-patriotycznymi, przygotowywania i przeprowadzania kampanii wyborczych do wszelkich władz, organizowania spotkań otwartych jak również paneli o charakterze doktrynalno-ustrojowym. Obecna sytuacja i spodziewane kierunki działań liberałów z socjalistami nakazują, naszym zdaniem, maksymalne przyspieszenie procedur przygotowania Partii jako narzędzia w pełni zdolnego do realizacji celów wynikających z misji i ostateczne przystąpienie do realnej działalności.

Waldemar O.
Redaktor "Biuletynu"

28 czerwca 2010

Pielgrzymka do Lichenia


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - kol. Adam Leks


ROZMOWY KTÓRE MIEWAŁ
KRÓL SALOMON MĄDRY

O pomaganiu innym

Polska "chce" pomóc najbardziej obleganym przez imigrantów krajom Unii Europejskiej i m.in. razem z Francją, Wielką Brytanią, Niemcami, Słowacją oraz Słowenią weźmie udział w unijnym programie relokacji imigrantów. Na początek pojawi się w Polsce sześciu imigrantów ze Wschodniej Afryki, niewykluczone też, że z ogarniętej wojną domową Somalii. Przylecą z Malty, do której często przybijają łodzie z przybyszami z Afryki. Zastanawia mnie jak tak serdecznie można przyjmować obcych, kiedy nasi bracia wciąż tkwią w Rosji i prócz dobrych słów skąpi im się praktycznie wszystkiego. Polska krew tańsza od murzyńskiej? Aż tak nisko upadliśmy?

W związku z tym proponuję refundację z kasy chorych operacji plastycznej, polegającej na poczernieniu skóry u Polaków zamieszkałych w Rosji i jego dawnych republikach. Myślę, że wtedy mieliby znacznie większe szanse w oczach naszego MSZ czy urzędu do spraw repartiantów. Uważam, że zabieg taki jest możliwy. Jeżeli z Michaela Jacksona zrobiono białego, to w takim razie odwrotny proces jest też wysoce prawdopodobny. A tak ostentacyjny rasizm uprawiany przez polski rząd na oczach wszystkich jest godny napiętnowania. Tylko gdzie jest niezależna prasa? Gdzie Adam Michnik? Czy ja muszę zawsze o wszystkim mówić?

Adam Leks

__________

Broncio Bill

Wybrano Bronka Komorowskiego na prezia, a ten nie mógł się już doczekać, aby się jakoś odwdzięczyć swoim mocodawcom. Wybrał więc pomnik w Ossowie. Widać, iż postawę służebną ma we krwi. Choroszyj Polacziszka. Już ten fakt więcej mówi za siebie niż wszystkie jego deklaracje. Postawił nawet nędznym bolszewikom krzyż, który przecie ze wszystkich świątyń strącali. Zabawne, nie prawdaż!? Czekamy teraz, kiedy Donek wystawi monument upamiętniający zwycięski Wehrmacht wkraczający w 1939 roku do Polski. Krnąbrnego "Sezon Staat" (państwo sezonowe). Jeszcze trochę, a wkrótce się okaże, że to my wywołaliśmy wojnę a Niemcy musieli się jedynie bronić. Nawet nie będzie trzeba o tym kręcić filmów. Wystarczą te wygrzebane z hitlerowskich archiwów. Myślicie, że nikt tego nie kupi? Ostatnie wybory udowodniły, że jest zgoła inaczej. Nowe pokolenia są głupsze od swych poprzedników, choć wydaje się to niemożliwe. Wystarczy tylko obejrzeć ich zachowanie pod belwederskim pałacem. Zwyczajne bydło atakujące katolicyzm w związku z moralnością ewangeliczną oraz symbolem krzyża w przestrzeni publicznej. Widać, iż "Gazeta Wyborcza" nie zasypuje gruszek w popiele wychowując coraz to nowych janczarów cadyka Adama Michnika. No, ale skoro piekła nie ma, to i diabłów też...

Ludzie którzy na poważnie myślą, aby w Polsce coś zmienić, zamiast iść do prezia, powinni raczej zwracać się do jego mocodawców. Bo po cóż im ten pajac i figurant w Belwederze? A jak mu się zepsuje telefon, to skąd będzie wiedział co ma myśleć? Zanim pchnie umyślnego do rosyjskiej ambasady - już może być po "ptokach". A poza tym uważam, że sługi są zawsze gorsze od swych panów. Nie ma co, jest jak w bajce Krasickiego "Lud wybrał małpę, bo go bawiła". Podobnie było w XVIII wieku, kiedy to król August Poniatowski w poważnych sprawach musiał się zwracać do ambasadora Repnina, przedstawiciela Jaśnie Oświeconej "Semiramidy Północy" tj. Katarzyny II. Jednak ostatniego króla stawiam o wiele wyżej. Ten przynajmniej autentycznie chciał coś dla Polski zrobić. Nie docenił sił obcej agentury oraz głupoty rodaków. Natomiast Bronek? Eh, szkoda gadać! Wypodlił sobie to stanowisko. Przez pięć lat będzie miał rajskie życie, o ile faktycznie nie uwierzy, że jest prezydentem. Wtedy kiepska jego rozczochrana. Jednak jakiem rzekł, postawę służebną ma we krwi mimo, iż pochodzi z hrabiowskiej rodziny. Nie jest to jednak Hrabia Henryk. Takich mamy teraz grafów - marne cienie swoich przodków - gotowych służyć każdemu za srebrniki. Pozostaje nam więc samym walczyć o arystokrację ducha.

Adam Leks
Redaktor "Biuletynu"

__________

Nadesłane do Redakcji

Krzyż i pałac z katastrofą w tle...

Można postawić pytanie, dlaczego to natychmiast po katastrofie miejsce pod pałacem prezydenckim stało się punktem zbiórki pielgrzymek oraz obozem pospolitego ruszenia Polaków z całego kraju? Otóż zginął Prezydent Rzeczypospolitej, symbol suwerenności Polski. Zginął wraz wieloma wybitnymi politykami oraz całym dowództwem Wojska Polskiego. Zginął na terytorium państwa, którego klasa rządząca nie kryje wrogości wobec Polski. Zginął w bardzo podejrzanych okolicznościach, dlatego zwyczajni, a zarazem niezwyczajni Polacy poczuli w sumieniach, że naród polski jest zagrożony, a śmierć tak wielkiej liczby osób znaczących dla bytu państwa nie jest przypadkiem tylko sygnałem, że nasze państwo stanęło w obliczu poważnego niebezpieczeństwa. Każdy, kto zna historię Polski oraz rozumie sens procesu dziejowego zdaje sobie sprawę, że suwerenność naszego państwa była zawsze ściśle związana z przymierzem rządzących z Bogiem. Sojusz krzyża z pałacem dawał gwarancję narodowi pomyślnej przyszłości w warunkach wolności. Rozerwanie tegoż przymierza przez gospodarza pałacu zawsze owocowało załamaniem się polskiej państwowości.

Doświadczenie historii uczy, że rozłączenie patriotyzmu oraz krzyża zawsze prowadziło Polskę do katastrofy. W tym kontekście trzeba widzieć inicjatywę harcerzy, aby przed pałacem prezydenckim w Warszawie postawić krzyż. Krzyż w tym miejscu i czasie to wezwanie Króla Wszechświata o opiekę nad Polską osaczoną przez wrogie imperia. Imperia, które nie mogą narodowi polskiemu wybaczyć, ze trwa w wierności Jezusowi Chrystusowi. Agresywna postawa takich imperiów wynika z tego, że ich przywódcy intronizowali szatana i w nim widzą fundament swojej siły. Naród polski zaś pokłada nadzieję w Zbawicielu i przez Polskę przechodzi właśnie zryw inicjatywy intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Wszyscy ci, którzy pragną za wszelką cenę usunąć krzyż spod pałacu prezydenckiego przekazali narodowi dwie bardzo ważne wiadomości. Pierwsza to ta, że pragną pozbawić Polskę suwerenności, a Polaków jakiegokolwiek wpływu na swój los. Wiadomość druga. Poinformowali oni, że nie są już Polakami równocześnie zaś uzurpują sobie prawo, by decydować o losie Polaków.

Naszym rodakom, którzy stracili nadzieję na poprawę sytuacji politycznej w Polsce i na odzyskanie kontroli nad Ojczyzną przez Polaków wypada przypomnieć, że to Chrystus jest Panem historii, a nie zaś ta czy inna grupa trzymająca władzę. Pan przypomniał dobitnie w tym roku o swojej władzy nad życiem ludzkim i nad żywiołami. Zniszczenie Haiti, powódź w Pakistanie, pożary w Rosji, katastrofa w Smoleńsku. To tylko niektóre przykłady lekcji, jakiej Król Wszechświata i Polski udzielił wyznawcom religii rozumu i nauki. Przypomniał również każdemu rządzącemu w Polsce oraz na świecie to, co powiedział Piłatowi: "Ty nie miałbyś żadnej władzy, gdyby Tobie jej nie dano z góry". Oznacza to, że każdy rządzący odpowie przed Bogiem za to, jak sprawował władzę nad powierzonym mu narodem. Modlitwa zebranych przed pałacem prezydenckim staje się na naszych oczach walką o ocalenie Polski przed jej wrogami, bitwą o obudzenie sumień tych, którzy są w uśpieniu, wreszcie stanowi wynagrodzenie i przebłaganie za zachowanie tych, którzy wzbudzili gniew Boga, widoczny i tak boleśnie odczuwalny w rozszalałych nad Polską żywiołach.

Historyk z Lublina


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor artykułu wraz z
red. Grzegorzem Wysokiem


Lublin, 12 VII 2010 r.

Generalna strategia
działania na rzecz polskiego narodu

Naród jest kulturą od wieków kształtującą się na określonym skrawku ziemi, stanowiącą zbiorowość ludzi świadomych swej odrębności, uznających za wartości katolicką wiarę, własne państwo, którego są suwerenem, język polski, własną walutę i znaki pieniężne, wychowanie patriotyczne młodzieży, dorobek materialny, doświadczenia historyczne, tradycje oraz przekazywanie wiedzy z pokolenia na pokolenie w nieustannym procesie edukacji i wychowania, nauczania i szkolnictwa wyższego. Pewnikiem jest, że obecnie polski naród znajduje się w stanie bardzo poważnego, jeżeli nie skrajnego upokorzenia. Nie jest bowiem suwerenem polskiego państwa, gdyż to co się pod tą nazwą zawiera, stanowi kadłubkowy byt - narzędzie ucisku polityczno gospodarczo prawno finansowo monetarnego polskiego narodu wraz z mniejszościami, narodowościami oraz grupami etnicznymi, pozostające w rękach międzynarodowego establishmentu. Dzisiaj już nie mamy moralnego prawa do określania się mianem polski naród, gdyż nie jesteśmy podmiotem we własnych sprawach oraz dajemy przyzwolenie na pomiatanie sobą. Zaprzepaszczamy wysiłek naszych dziadów oraz ojców. Pewnikiem jest również i to, że powrót do stanu, w którym z honorem będziemy mogli rzec - polski naród (rozumiany według przytoczonej definicji) powrócił i rozwija się, ale wymaga odwagi wszystkich Polaków. W pojedynkę, a nawet przy mniej lub bardziej zorganizowanych politycznych grupach niczego się nie osiągnie.

Procedura działań dla osiągnięcia celu przywrócenia podmiotowości narodowi wymaga silnego skoncentrowania całego środowiska narodowo patriotycznego w kraju oraz zagranicą w jednolity organizm polityczny, profesjonalnie zorganizowany, finansowany oraz centralnie zarządzający procesem odzyskiwania suwerenności przez polski naród. Misję taką przyjąć musi inicjatywa, tj. partia Przymierze Narodu Polskiego, przyjęcia przez wyłonione władze PNP w trybie uchwały Kongresu, Rady Politycznej, Zarządu oraz zarządzenia Prezesa Zarządu deklaracji odbudowy polskiego narodu pod berłem Jezusa Chrystusa Króla Polski poprzez doprowadzenie do szczęśliwego finału procesu intronizacji, przygotowania w ramach działalności PNP nowej bazy prawnej dotyczącej państwa Polaków i jego funkcji, wymuszenia podjęcia procedury wystąpienia RP z tak zwanej Unii Europejskiej lub też samodzielnego jej przeprowadzenia po przejęciu politycznej władzy, informowania o realnych skutkach dla Polaków wątpliwych posunięć władz z wzywaniem do protestów celem ich zaniechania, przygotowania i złożenia w Sejmie żądania o intronizowanie Jezusa na Króla Polski oraz poinformowania Polaków o jego stanowisku z oceną polityczną i budowy profesjonalnie przygotowanej kadry do sprawnego i skutecznego przejęcia oraz sprawowania władzy.

Biorąc pod uwagę negatywne doświadczenie Polaków ze sposobów prowadzenia spraw publicznych przez polityczny establishment widzę realność wystarczającego poparcia jedynie w politycznej sile prowadzącej swą działalność zawierzając Jezusowi Królowi Polski. Obecny establishment musi być bezwzględnie odsunięty od władzy ze względu na brak moralnego prawa do jej piastowania. Interesy światowej oraz międzynarodowej finansjery zainstalowane w Polsce są tak znaczne, że należy się liczyć z możliwością poważnego zaostrzenia się walki. Nawet jednolita pro narodowa postawa większości Polaków może zostać zignorowana przez tak zwane władze wspierane przez czynnik zewnętrzny w rozmaitej postaci. Będzie to mogło skutkować kompleksowymi protestami do przesileń politycznych włącznie. Kalkulować należy również i to, że w przypadku oceny przez władzę, że działalność PNP staje się politycznym zagrożeniem, może ona oddziaływać na członków Partii za pośrednictwem służb dyskretnych. Informacje o takich działaniach muszą być natychmiastowo podawane do publicznej wiadomości wszelkimi dostępnymi środkami. Wreszcie pewnikiem jest, że bez przejęcia władzy przez polski naród żadne istotne zmiany na rzecz realizacji jego interesów nie będą miały miejsca. Nawet najlepsze programy gospodarcze, gwarantujące poprawę bytu Polaków, nie będą przeprowadzalne jeśli zagrozi to w jakimkolwiek stopniu interesom światowej i międzynarodowej finansjery wywierającej istotny wpływ na "polskie" władze.

Waldemar O.
Redaktor "Biuletynu"

__________

- Original Message -
To: mndystrybucja@o2.pl
Sent: Thursday, July 29, 2010 16:34 PM
Subject: wiadomość

Szanowny Panie!

Bóg dał, że 15 VIII 2010 r. po raz pierwszy w uroczystość Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej Polski do swej rodzinnej Parafii przybędzie Józef Stanisław Pietrzak - utajony generał zakonu białych Marianów specjalnie powołanych do wspominania tego, co stało się czterysta lat temu w Krakowie, kiedy to Najświętsza Maryja Panna osobiście do Mancinellego ogłosiła się Królową Polski. Na tę sumę odpustową rozpoczynającą się o godz. 12.00 zaprosił mnie tamtejszy ksiądz proboszcz. Ja w Budzisławiu Kościelnym mile widzę również redakcję "Biuletynu" tym bardziej, że znowu Pan Bóg daje znać, że tamże powinniśmy wszyscy wtedy być, bo jest to również rodzinna Parafia naszego przyjaciela ministranta trydenckiego p. Sławka z Powidza. Ksiądz Adam Lenik już mnie zapewnił, że on ze swoimi ludźmi też przyjedzie do Budzisławia Kościelnego. Potem u mnie w Koszutach Małych odprawi Mszę św. Trydencką, tak jak to wcześniej wszystko zaplanowano. Bardzo proszę to zaproszenie przekazać dalej, aby jak najwięcej ludzi poznało wspaniałą prawdę o naszym rodaku Józefie Stanisławie Pietrzaku, który całe swe życie poświęcił dla Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej Polski.

Szczęść Boże!
ks. Ksawery Wilczyński


10 czerwca zamieściliśmy treść zaproszenia oraz program Pielgrzymki do Matki Bożej Licheńskiej w dniu 15 sierpnia 2010 roku. W ubiegłym tygodniu otrzymałem obszerną relację z tego wydarzenia, którą z przyjemnością publikujemy na internetowej stronie naszego czasopisma.

Tadeusz Zieliński



Pielgrzymka
do Królowej Polski w Licheniu

15 sierpnia 2010 roku Stowarzyszenie Mancinelli zorganizowało pierwszą Pielgrzymkę do Królowej Polski w Licheniu. Odwiedziliśmy trzy miejsca: Koszuty Małe, Grąblin oraz Licheń. W autobusie wszyscy otrzymali informatory Stowarzyszenia i plan sanktuarium w Licheniu wraz z modlitwami, które zostały odmówione przed Cudownym Obrazem. Do pielgrzymki zaprosiliśmy świętych polskich oraz Juliusza Mancinellego a także rodaków zasłużonych dla Polski mając nadzieję, że nasze modlitwy za ich dusze pomogły im wyjść z czyśćca. Jeden z uczestników był przebrany w mundur Tomasza Kłossowskiego, któremu objawiła się Matka Boża Licheńska pod Lipskiem 20 października 1813 roku. Drugi partycypant, a właściwie uczestniczka pielgrzymki była ubrana w strój pasterski obrazujący Mikołaja Sikatkę, któremu MB Licheńska objawiła sic trzy razy w roku 1850 w Grablinie.

W Koszutach Małych uczestniczyliśmy we Mszy Świętej w intencjach pielgrzymki, które zostały odczytane w modlitwie wiernych. Wystawiliśmy dwa poczty sztandarowe. Jeden prowadził żołnierz, zaś drugi pasterz. Przed nabożeństwem odmówiliśmy Koronkę do Ducha Świętego, a po Mszy św. sfotografowaliśmy i sfilmowaliśmy siebie pod dwoma transparentami. Jeden "Ja jestem Królową Polski", zaś drugi z hasłem "15 sierpnia jest świętem niepokalanej i wniebowziętej Królowej Polski". Mszę Świętą celebrował ksiądz Ksawery Wilczyński, który mówił o Wniebowziętej Maryi w objawieniach ojca Juliusza Manciellego opisanych przez generała zakonu Marianów Białych Józefa Stanisława Pietrzaka. Po nabożeństwie poszliśmy do salki parafialnej, gdzie krótką prelekcję o Mancinellim i Marianach Białych wygłosił ksiądz Adam Lenik z Krakowa. Zachęcał on wszystkich do propagowania Kapłańskiego Ruchu Maryjnego oraz zaprosił na rekolekcje do centrum Księży Pallottynów w Ołtarzewie, aby w ten sposób Kapłański Ruch Maryjny w Polsce powstał i zaczął się rozwijać.

Kolejnym etapem naszej pielgrzymki był Grąblin, w którym znajdował się obraz Matki Bożej Licheńskiej, zawieszony przez Tomasza Kłossowskiego. Przed wejściem do lasu grąblińskiego rozwinęliśmy nasze flagi i transparenty. W końcu dotarliśmy do Lichenia. Na placu przed pomnikiem Jana Pawła II uformowaliśmy szyk pielgrzymkowy: najpierw tablicę pielgrzymkową, za nią żołnierz w poczcie sztandarowym, potem transparent pierwszy, za nim poczet z pasterzem, transparent drugi oraz pozostali uczestnicy. Następnie weszliśmy do Bazyliki wprost przed ołtarz główny, gdzie odmówiliśmy siedem modlitw przygotowanych na tę okazję. Potem skierowaliśmy się do kaplicy bł. ojca Stanisława Papczyńskiego, w której znajdują się Jego relikwie. Po wyjściu z sanktuarium mieliśmy czas wolny na zwiedzanie, więc niektórzy poszli zobaczyć pomnik bł. ojca Papczyńskiego, kaplicę bł. o. Honorata Koźmińskiego, grobowiec Mikołaja Sikatki oraz kaplicę Tomasza Kłossowskiego. W trakcie powrotu do Poznania odmówiliśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego i Tajemnice Chwalebne Różańca Świętego. Podziękowaliśmy Maryi za wspaniałą pogodę, przeżyty w Duchu Świętym dzień oraz realizację programu pielgrzymki.

16 sierpnia 2010 roku o godzinie 10.00 w Kościele Bożego Ciała w Poznaniu została odprawiona Msza Trydencka, która dla nas była dziękczynieniem za błogosławieństwa otrzymane w dniu 15 sierpnia. Mszę Świętą celebrował i homilię o Królowej Polski i Mancinellim w powiązaniu z Cudem Trzech Hostii wygłosił ks. Adam Lenik z Krakowa. Wieczorem tego samego dnia TV Trwam nadała relację ze spotkania Rodziny Radia Maryja w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem na Krzeptówkach. Podczas reportażu przygotowanego przez Pallotynów mówiono o objawieniach Mancinellego, o tym że Maryja pierwsza ogłosiła się Królową Polski (w roku 1610), zanim uczynił to król Jan Kazimierz (w roku 1656). Śluby króla Jana Kazimierza zostały wypowiedziane na podstawie pisemnej zachęty papieża Aleksandra VII, który dobrze znał objawienia Mancinellego i je uznał. Program był pierwszym krokiem zrealizowanym przez środki masowego przekazu w spełnianiu się naszej modlitwy w czasie Mszy św. oraz przed Cudownym Obrazem, która mówi: "Aby cały świat poznał, że 8 maja 1610 roku Maryja przyszła do Polaków na Wawel i powiedziała: Ja jestem Królową Polski".

Z pozdrowieniem w Duchu Świętym!

Wojciech Deresiński
Sekretarz Stow. Mancinelli
tel. 0-663-695-644

27 czerwca 2010

Kaczyński w Lublinie

Foto:
Wyk. T. Zieliński
Na zdjęciu - autor tekstu


Lublin, 26 VIII 2010 r.

Kilka słów w sprawie Krzyża w Warszawie

Mamy do czynienia ze strachem w obrębie tak zwanej rządzącej części warszawskiego establishmentu politycznego, która nie bardzo wie, co w takich okolicznościach począć. Nie mogąc przewidzieć następstw podjęcia radykalnej decyzji o usunięciu Krzyża spod Prezydenckiego Pałacu i odmowy jakichkolwiek rozmów na temat posadowienia w tym miejscu pomnika upamiętniającego to ważne dla narodu zdarzenie (katastrofa polskiej delegacji na uroczystości w Katyniu) prowadzi działania opóźniające, pilnie sondując spodziewaną siłę oraz trwałość nacisku polskiego narodu. Charakter działań wszelakich władz państwa i kościoła hierarchicznego klarownie wskazują na takie postępowanie. Media kontrolowane przez obce kapitały, silnie związane z rządzącą frakcją liberalną podgrzewają atmosferę, podnosząc wskaźniki oglądalności rzutujące na ich interesy. W ocenie autora działania opóźniające niczego nie zmienią, a nawet wręcz przeciwnie, pogorszą sytuację. Zorganizowany nacisk polskiego narodu będzie przybierał na sile i przyjmie trwałą postać.

Wiara katolicka jest wartością polskiego narodu i jeśli "polskie" państwo zapomni o tym, że czy chce czy nie chce to musi chronić tę wartość i, że w tym zakresie nie ma mowy o żadnych negocjacjach oraz kompromisach to skutki mogą być bardzo nieprzewidywalne i przykre. Aktualnie rezydujący Prezydent RP w tak ważnej sprawie dla polskiego narodu nie może uchylić się od odpowiedzialności za zwłokę w podjęciu ostatecznej decyzji i wynikające z niej potencjalne następstwa. Tu nie chodzi o konfrontację kto ważniejszy państwo i występujące w jego imieniu organa czy polski naród, który co prawda nie jest obecnie suwerenem w Ojczyźnie, lecz z chwilą podjęcia zorganizowanej działalności może spowodować daleko idące zmiany, których obawiają się rządzący nie umiejąc ich uprzednio wycenić. Reasumując władze Rzeczypospolitej Polskiej muszą rozstrzygnąć sprawę godnego upamiętnienia ofiar smoleńskiej katastrofy w zgodzie z oczekiwaniami polskiego narodu. Będzie to autentyczny sprawdzian, czy realizują one i reprezentują interesy polskiego narodu czy bliżej nieokreślonego międzynarodowego establishmentu polityczno-gospodarczego.

Waldemar O.
Redaktor "Biuletynu"



Foto 01:
Redakcja "Biuletynu"
zebrała się na Placu już o
godzinie 15.00. Na zdjęciu p. Sławomir
Krzyżanowski z Lublina



Foto 02:
Mieszkańców miasta
oraz wszystkich przyjezdnych
przywitał duży transparent "Jezus Królem
Polski - Lublin"



Foto 03:
W trakcie wiecu
wyborczego Jarosława Kaczy-
ńskiego rozdano kilkaset egzemplarzy
naszego pisma...



Foto 04:
... oraz ulotkę
"Czas Króla!" Piotra Sławiń-
skiego, opisującą walkę o Intronizację
Chrystusa w Polsce


Spotkanie z Kaczyńskim i wiec Palikota

9 VI 2010 roku na Placu Litewskim odbył się wiec wyborczy Jarosława Kaczyńskiego. Swoją obecność red. "Biuletynu" zaznaczyła m.in. dużym transparentem, który wśród licznie zgromadzonych mieszkańców Lublina wywołał zaciekawienie, gdyż jako jedyni reprezentowaliśmy obywatelski ruch zmierzający do zorganizowania referendum w sprawie Intronizacji Chrystusa na Króla Polski. Uczestników manifestacji przywitał poseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Dudziński. Przed wystąpieniem kandydata na urząd RP kilka słów do zebranych skierowali przewodniczący Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ "Solidarność" p. Krzysztof Choina, mjr Marian Pawełczak związany ze środowiskiem "Zaporczyków" i p. Teresa Hałas - przewodnicząca Rady Wojewódzkiej "Solidarności" Rolników Indywidualnych. Wypowiedzi przemawiających zagłuszała muzyka płynąca ze sceny posła Palikota, który hałaśliwym heppeningiem próbował sprowokować osoby zebrane na placu. Pikieta PO zakończyła się po wystąpieniu p. Hałas, wtedy też do zgromadzonego tłumu przemówił Jarosław Kaczyński. Prezes PiS nawiązał do historii stosunków polsko-krzyżackich, wspominał unię polsko-litewską, zwrócił uwagę na znaczenie oświaty i edukacji dla przyszłości polskiego narodu oraz konieczność wsparcia finansowego tej właśnie dziedziny życia społecznego. Kandydat zaapelował o wspólną pracę dla dobra kraju oraz zaniechanie wojny polsko-polskiej. Wskazał na wariancje między PiS a Platformą Obywatelską dotyczące koncepcji polityki służby zdrowia. Nie zabrakło akcentów nawiązujących do "faux passów" kontraspiranta na urząd RP Bronisława Komorowskiego. "Są różnice między kandydatami. Jeden wie, że Norwegia nie należy do Unii Europejskiej oraz odróżnia dług publiczny od deficytu. Ale są i tacy, z których to wyparowało jak ten gaz z kopalni odkrywkowej" - zakończył Kaczyński zbierając głośne owacje. Wspólnie z p. Tomaszem Dudzińskim wiec wyborczy poprowadził Jan Krzyszczak - aktor Teatru Dramatycznego imieniem Juliusza Osterwy w Lublinie.

Tadeusz Zieliński
(tekst + zdjęcia)



Foto 05:
Nasz transparent
był pod stałą obserwacją
kamer tajnych służb bezpieczeństwa
z pobliskiego Poloneza



Foto 06:
Wywiad z Piotrem
Sławińskim zrealizował i
zamieścił w serwisie YouTube redaktor
"Biuletynu" Grzegorz Wysok



Foto 07:
Jeden z hunwejbinów
Palikota zaatakował członka
red. "Idź pod Prąd!" trzymającego flagę.
Zatrzymała go policja



Foto 08:
Pikieta przyjęła formę
ekspozycji satyrycznych pocztówek
argumentujących sprzeciw
wobec polityki PO



Foto 09:
Pamiątkowe zdjęcie
czytelników "Biuletynu". W środku
niestrudzony "brat" Józef
Kamola z Lublina



Foto 10:
Zebrani na Placu
odśpiewali hymn narodowy,
który do końca towarzyszył kampanii
wyborczej Kaczyńskiego



Foto 11:
Na wiec Prawa i
Sprawiedliwości licznie przybyli
przedstawiciele lokalnych
mediów



Foto 12:
Na manifestacji
nie mogło zabraknąć Piotra
Mazura - sekretarza Tow. Gimnastycznego
"Sokół" w Lublinie



Foto 13:
Pocztówki z karykaturą
polityczną autorstwa redakcji
"iPP" cieszyły się sporym zainteresowaniem
przechodniów



Foto 14:
Prześmiewcze plakaty
Arkadiusza Gacparskiego stanowiły
bardzo istotny atut lubels-
kiego wiecu



Foto 15:
"Komorowski i Putin.
Już na zawsze razem!" to jedna z ciekaw-
szych karykatur Arkadiusza
Gacparskiego


Śledztwo w sprawie K. Olewnika było prowadzone żenująco. Nasuwa się wniosek, że zaniedbania były celowe, zaś funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego współpracowali z porywaczami. Gdyby nie błędy, udałoby się ocalić życie Krzysztofa, który w chwili porwania miał dwadzieścia pięć lat. Zapraszam do lektury interesującego artykułu red. Leszka Szymowskiego, który znając najważniejsze ustalenia prokuratorów w druzgocący sposób ocenił pierwsze lata śledztwa w sprawie zabójstwa Olewnika.

Grzegorz Wysok
Red. naczelny "Biuletynu"

__________

Zakazana wiedza
czyli ABW a sprawa Olewnika

Tajne służby wiedziały, gdzie jest Krzysztof Olewnik, ale nie zrobiły nic, aby uwolnić go z rąk porywaczy. Analiza akt śledztwa w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa opisuje zdarzenie, które rozegrało się kilka tygodni po porwaniu. Otóż były wicestarosta sierpecki p. Grzegorz Korytowski, w zamian za pieniądze skontaktował Włodzimierza Olewnika z lokalnym bandziorem Eugeniuszem Drohomireckim pseudonim "Genek". Obaj doprowadzili do tego, że porywacze zadzwonili do Olewnika, a także zgodzili się przekazać telefon Krzysztofowi. W ten sposób doszło do rozmowy uprowadzonego oraz jego ojca. Starszy biznesmen miał więc okazję upewnić się, że jego dziecko żyje i jest szansa na jego uwolnienie. Do uwolnienia jednak nie doszło, a Krzysztof Olewnik został dwa lata później zamordowany.

Z akt śledztwa wynika, że Grzegorz Korytowski był jedną z pierwszych osób, do których Włodzimierz Olewnik zwrócił się z dramatyczną prośbą o pomoc w odnalezieniu uprowadzonego syna. Nie było bowiem tajemnicą, że Korytowski ma szerokie kontakty w lokalnym półświatku i znał dobrze wspomnianego "Gienka". Olewnik nie znał jednak drugiej, nieoficjalnej biografii Korytowskiego, o której dużo mówią akta zachowane w zastrzeżonym zbiorze IPN. Wynika z nich, że na początku lat 80. Grzegorz Korytowski został zwerbowany do współpracy przez Służbę Bezpieczeństwa. Z akt wynika, że wcześniej Korytowski miał pobić starszą od siebie nauczycielkę, z którą miał romans, a która postanowiła zakończyć z nim znajomość. W zamian za uniknięcie kary od tamtego momentu lojalnie współpracował z SB. Po transformacji został przejęty jako informator przez Urząd Ochrony Państwa, zaś po jego rozwiązaniu - poprzez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zachowane dokumenty, które były omawiane na zamkniętym posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych wskazują, że w tym czasie polityk SLD przynajmniej dwukrotnie uniknął odpowiedzialności karnej (raz za udział w pobiciu, drugi raz za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu). On sam twierdził, że organy ścigania zajmowały się nim wielokrotnie, ale też ani razu nie stwierdziły, aby popełnił przestępstwo. Dlatego, że na pytanie o związki z tajnymi służbami zawsze odpowiadał wymijająco, nazwisko Grzegorza Korytowskiego znalazło się na liście osób interesujących sejmową komisję śledczą. Posłowie w trybie tajnym poprosili o sprawdzenie, czy wymienione wyżej osoby figurują w Centralnej Ewidencji Zainteresowań Operacyjnych (CEZOP) czyli bazie zawierającej dane współpracowników wszystkich służb. ABW w odpowiedzi podała informacje nieprawdziwe. Mam nadzieję, że osoby, które podpisały to pismo, poniosą odpowiedzialność karną za poświadczenie nieprawdy, powiedział przed śmiercią p. Zbigniew Wassermann - wiceprzewodniczący komisji śledczej. Jeśli śp. Wassermann mówił prawdę oznaczałoby to, że mieliśmy do czynienia z zaskakującą sytuacją. Oto osoba współpracująca z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego dowiaduje się, kto może przekazać prośbę o kontakt z uprowadzonym i doprowadza do kontaktu uprowadzonego z jego rodziną. Dysponująca agentem tajna służba może natychmiast dowiedzieć się, gdzie jest uprowadzony i kto go pilnuje. W tym przypadku jednak Korytowski takiej wiedzy nie przekazał lub też przekazał, ale pozostała ona bez echa. Każdy policjant, nawet średnio obeznany w pracy operacyjnej wie, że w takiej sytuacji należy natychmiast objąć inwigilacją osoby pośredniczące w kontakcie oraz poprzez nie dotrzeć do oprawców przetrzymujących zakładnika. W tym przypadku jednak tej oczywistej procedury zaniechano. Czyżby więc z inicjatywy osób kryjących działania Korytowskiego?

Niejasna jest również rola samego Drohomireckiego. Z informacji uzyskanych w trybie tajnym przez sejmową komisję śledczą wynika, że Centralne Biuro Śledcze dwukrotnie podejmowało próbę pozyskania "Gienka" do niejawnej współpracy przy pomocy tzw. materiałów obciążających. Taka metoda polega na tym, że policja państwowa mając dowody popełnienia przestępstwa przez daną osobę, składa jej propozycję nie do odrzucenia: albo współpraca oraz przekazywanie informacji, albo kara za popełnione przestępstwa - tłumaczy mi Jerzy Dziewulski, były szef antyterrorystów na warszawskim Okęciu. Nie wiadomo, czy próba werbunku "Gienka" powiodła się, czy też być może w tajemnicy przed CBS zwerbowała go inna służba. Wiadomo jednak, że zgodnie z procedurami obowiązującymi w służbach każda osoba, która ma zostać pozyskana na podstawie materiałów obciążających jest przez cały czas inwigilowana. Zgodnie z tą zasadą CBŚ powinno było cały czas śledzić "Gienka", obserwować każdy jego ruch i słuchać wszystkich jego rozmów telefonicznych. Idąc tym tropem policjanci szybko musieliby zorientować się, z kim kontaktuje się w sprawie uprowadzenia Olewnika. I wykorzystanie tego tropu również musiało doprowadzić do miejsca przetrzymywania Krzysztofa. Dwaj ludzie, którzy organizowali telefoniczną rozmowę uprowadzonego Krzysztofa Olewnika z jego ojcem to nie jedyny trop wiążący oprawców ze służbami specjalnymi. Fascynująca jest biografia Wojciecha Franiewskiego - szefa bandy, która uprowadziła i pilnowała syna płockiego biznesmena. Zawodowy kryminalista Franiewski był notowany już w latach 70-tych za drobne kradzieże, włamania i pobicia. W 1979 roku został zatrzymany pod zarzutem kradzieży samochodu. Przewieziono go na komendę Milicji Obywatelskiej w Warszawie, skąd uciekł w czasie przesłuchania. To o tyle zaskakujące wydarzenie, że w czasach PRL niezmiernie rzadko zdarzało się, aby ktoś mógł uciec milicjantom. Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że po 1979 roku Franiewski jeszcze pięć razy uciekał z komend milicyjnych, aresztów śledczych oraz więzień. Najbardziej spektakularnej ucieczki dokonał podczas odbywania kary w warszawskim zakładzie karnym. Podczas spaceru pilnujący go strażnik został na chwilę wezwany do przełożonych. Franiewski pozostał sam i po kilku sekundach wspiął się na mur, przeskoczył go i uciekł. Dokonał tego za pomocą drabiny, którą ktoś "przypadkowo" położył na więziennym podwórku. W dodatku strażnik pełniący służbę na chwilę odwrócił się w innym kierunku oraz nie zauważył uciekającego gangstera. Wszystko wskazuje na to, że W. Franiewskiemu pomagano w ucieczce, ponieważ był cennym informatorem na temat środowisk przestępczych.

W dostępnych w IPN aktach archiwalnych nie ma dokumentów dotyczących Wojciecha Franiewskiego. Dokumenty takie, według ustaleń komisji sejmowej są w archiwach Centralnego Biura Śledczego oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wszystko wskazuje na to, że Franiewski przez wiele lat uciekał przed wymiarem sprawiedliwości dzięki temu, że przekazywał informacje na temat świata przestępczego. Komisarz Piotr H., emerytowany oficer kryminalny Komendy Stołecznej Policji zdradził nam, w jaki sposób kontrolowany jest przestępca, który zgodził się na niejawną współpracę z organami ścigania. Nie wyciągamy wobec niego konsekwencji za drobne kradzieże, włamania, czasem rozboje - mówi. Agent musi uczestniczyć w takich przestępstwach, aby nie stracić wiarygodności wśród innych gangsterów. Natomiast agent nie może popełniać przestępstw najcięższych czyli morderstw oraz uprowadzeń dla okupu. Zdaniem Piotra H. w takim wypadku agent traci swój przywilej i podlega karze jak każdy inny gangster. Tym bardziej, że łamie on niepisaną umowę z policją. Franiewski zorganizował uprowadzenie dla okupu, a potem przez dwa lata kierował porywaczami, gdy przetrzymywali Olewnika. W normalnym przypadku natychmiast przestałby być kryty i trafiłby za kratki - uważa Piotr H. Jak zauważa oficer, Franiewski nie potrafiłby ukryć przed swoim oficerem prowadzącym, że więzi człowieka, którego policja w całym kraju próbuje odbić. Zdaniem Piotra H. Franiewski musiał w tym przypadku realizować zlecenie osób mających wpływ na policję oraz tajne służby. Tą wersję zdają się potwierdzać okoliczności podejrzanego "samobójstwa" Franiewskiego w więziennej celi. W 2007 roku bandyta przygotowywał się do procesu i był pewien, że nie zostanie skazany, gdyż prawdziwymi inspiratorami zbrodni na Olewniku były "inne osoby" (mówił o tym więziennym strażnikom). Na liście nazwisk wysłanej przez sejmową komisję śledczą do Centralnej Ewidencji Zainteresowań Operacyjnych (CEZOP) figurowały też dane policjantów. Z uzyskanych informacji wynika, że ABW w trybie tajnym potwierdziła fakt zarejestrowania jako niejawnego współpracownika płockiego oficera, który miał duży wpływ na śledztwo. Nie jest też tajemnicą, że p. Jacek Krupiński czyli najbliższy przyjaciel i wspólnik biznesowy Krzysztofa Olewnika był informatorem Urzędu Ochrony Państwa. Współpracownikiem UOP, a później ABW był również mężczyzna typowany jako domniemany zleceniodawca uprowadzenia. Oznacza to tyle, że w zabójstwie Krzysztofa Olewnika główne role odegrały osoby związane z tajnymi służbami. To zaś oznacza, że służby wiedziały, gdzie przebywa Olewnik i co się z nim dzieje. A skoro wiedziały, dlaczego nie pomogły go uwolnić?

Leszek Szymowski


Foto 16:
"Przy Unickiej" ekshumacje
ułatwiają pasożytniczych elit POPiSowe
kreacje...



Foto 17:
... czyli p. Andrzej Tym -
lubelski plastyk z tematycznymi tablicami
na wiecu Kaczyńskiego

26 czerwca 2010

Rocznica Lubelskiego Lipca

18 VII 2010 r. minęła trzydziesta rocznica wielkich strajków lubelskich, które poprzedziły "polski sierpień". Poniżej prezentuję krótki reportaż filmowy będący zapisem wywiadu, jaki przeprowadziła redakcja "Biuletynu" z panem Czesławem Niezgodą - legendarnym przywódcą ówczesnych strajków. Wypowiedź lidera pierwszej "Solidarności" znacznie odbiega od tej oficjalnej sztampy lansowanej przez dzisiejszych przywódców naszego państwa. Pan Czesław wskazuje na zagrożenia ze strony bezbożnej Unii Europejskiej, która - jego zdaniem - jest kontynuacją komuny.

Tadeusz Zieliński

Video 1:
Zatrzymamy
lokomotywę UE?





Powyższe filmy można również obejrzeć
w lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

Redakcja "Biuletynu"

__________

Rocznica Lubelskiego Lipca

18 VII 2010 roku redakcja "Biuletynu" wzięła udział w obchodach 30. rocznicy strajku kolejarzy lubelskiego węzła PKP. Uroczystości rozpoczęły się od złożenia kwiatów pod tablicą pamiątkową przy lubelskim dworcu. Wieńce złożyli posłowie, przedstawiciele lokalnej władzy, "Solidarności" oraz spółek kolejowych. Następnie zebrani udali się do dawnej Lokomotywowni, gdzie odbyła się Msza Święta, której przewodniczył J.E. ks. abp. Stanisław Wielgus, a wspólnie z nim odprawiali ją Krajowy Duszpasterz Kolejarzy ks. Eugeniusz Zarębiński oraz ksiądz płk Sławomir Niewęgłowski. W czasie homilii abp Wielgus wyraził wdzięczność, że może uczestniczyć w tak ważnych uroczystościach nie tylko dla kolejarzy, ale i całego kraju. Jak podkreślił, to właśnie z Lublina wyszedł sygnał w 1980 roku do walki o godność człowieka i jego podstawowe prawa. Wezwał do postaw patriotycznych, lecz jednocześnie zaznaczył, że patriotyzmu nie można utożsamiać z relatywizmem, który jest swego rodzaju dewiacją sprzeczną z duchem chrześcijaństwa. Powiedział, iż obecnie przez znaczną część tzw. polskich mediów przetacza się walec neomarksizmu propagujący konsumpcjonizm, bezideowość i kosmopolityzm. Zdaniem bpa Wielgusa większość z nich promuje zdziczenie moralne, zachęcając tym samym do łamania wszystkich przykazań dekalogu. Na zakończenie zwrócił się on do wszystkich środowisk patriotyczno-narodowych o współdziałanie na rzecz dobra Polski.

Po zakończeniu Mszy św. oraz złożeniu wieńców pod pomnikiem "Doli Kolejarskiej", wszyscy uczestnicy z orkiestrą dętą oraz pocztami sztandarowymi przeszli ulicami Lublina do hali Międzynarodowych Targów Lubelskich, gdzie odbyła się dalsza część uroczystości. W trakcie akademii w hali targowej nawiązano do pamiętnych wydarzeń sprzed trzydziestu lat, które doprowadziły do powstania NSZZ "Solidarność" wynikłych z protestu przeciwko nieskuteczności założeń gospodarki centralnie planowanej. Mówiono również o szansach rozwoju Polskich Linii Kolejowych S.A. w dobie współczesnego progresywizmu społeczeństw. Zaznaczono także, że do przeprowadzenia restrukturyzacji sektora kolejowego potrzebna jest szczególna odwaga. Senator PiS Stanisław Kogut powiedział, że nie podziela entuzjazmu komercjalizacji polskiego kolejnictwa poprzez jej podział na spółki. Wspomniał też o kwestiach dotyczących pakietu socjalnego dla pracowników. Później nastąpiło wręczenie odznaczeń oraz dyplomów nadanych przez wojewodę lubelskiego p. Genowefę Tokarską. Odznakę "Zasłużony dla Województwa Kolei" otrzymali m.in. Zbigniew Kazirod, Stanisław Hrustek, Jerzy Sośnierz, Wiesław Kolbus, Andrzej Drosdziok, Zbigniew Gadzicki, Wiesław Adam Pełka, Zbigniew Ryszard Zawadzki, Tadeusz Kur, Janusz Cichocki, Jan Kazimierz Kłos, Czesław Kłosiński, Piotr Kos, Jan Kamola a także Tadeusz Grzegorczyk. Rocznicowe obchody zamknął koncert piosenek politycznych w wykonaniu Lubelskiej Federacji Bardów.

Tadeusz Zieliński



Pamiątkowe zdjęcie.
Od prawej - red. Adam Leks i Grzegorz Wysok
Po środku organizator strajku w Węźle
PKP p. Czesław Niezgoda



Redakcja naszego pisma
podziękowała współorganizatorom uroczystości
za możliwość uczestniczenia w jubile-
uszowych obchodach

__________

28 VII 2010 r.

Drugi dzień obchodów
Lubelskiego Lipca 1980 roku

25 lipca 2010 roku to drugi dzień obchodów 30. rocznicy wydarzeń Lubelskiego Lipca. Uroczystości rozpoczęły się Mszą w lubelskiej archidiecezji, w trakcie której poświęcony został sztandar Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego "Solidarność" z siedzibą w Lublinie. W nabożeństwie uczestniczyły delegacje organizacji NSZZ "Solidarność" z Lubelszczyzny i całego kraju z Przewodniczącym Komisji Krajowej Związku, mieszkańcy Lublina oraz władze lokalne, senatorowie i posłowie na Sejm RP. Obecne było również Radio Maryja i Telewizja "Trwam". Po mszy zebrani udali się ulicami Lublina zwartym szykiem z orkiestrą górników pod nowo wybudowany Pomnik Wdzięczności przy Drodze Męczenników Majdanka, usadowiony w miejscu drewnianego krzyża, stojącego na terenie byłych Lubelskich Zakładów Naprawy Samochodów LZNS. Tam też odbyła się ceremonia poświęcenia nowo wykonanego Krzyża - Pomnika Wdzięczności dokonana przez J.E. ks. biskupa Ryszarda Karpińskiego. W trakcie trwania uroczystości głos zabrał m.in. p. Czesław Niezgoda - współorganizator i uczestnik wspólnego protestu zakładów pracy Lublina i Świdnika, krótko wspominając historię oraz oceniając obecną sytuację w Ojczyźnie. Dalszy ciąg uroczystości przebiegał już na dziedzińcu królewskiego zamku (poczęstunek uczestników) oraz w jego komnatach, gdzie obok wypowiedzi gości a także przedstawicieli władz udekorowano okolicznościowymi statuetkami osoby szczególnie zasłużone w wydarzeniach sprzed 30 lat. W godzinach wieczornych na Placu Zebrań Ludowych pod królewskim zamkiem miały miejsce imprezy artystyczne.

Waldemar O.
Redaktor "Biuletynu"

__________

Fotoreportaż:
(Tadeusz Zieliński)


Foto 01:
W lipcu 1980 r. Lubelszczyzną
ogarnęła fala strajków, które poprzedziły sier-
pniowy wybuch protestów na Wybrzeżu
i powstanie "Solidarności"



Foto 02:
Uroczystości rozpoczęły się
przed głównym wejściem do dworca w Lublinie,
gdzie wmurowana jest tablica upamiętnia-
jąca strajk kolejarzy



Foto 03:
Tam przy dźwiękach orkiestry
dętej gminy Małgiew ustawiły się delegacje
z wiązankami kwiatów, które zostały
złożone pod tablicą



Foto 04:
Wśród składających wieńce
byli posłowie na Sejm RP, senatorowie
oraz przedstawiciele władz
spółek kolejowych



Foto 05:
Uczestnicy z orkiestrą
udali się pod Pomnik Doli Kolejarskiej,
gdzie odbyła się dalsza część
uroczystości



Foto 06:
W starej Lokomotywowni
odbyła się Msza Święta, której przewodniczył
J.E. Ks. abp Stanisław Wielgus



Foto 07:
Po nabożeństwie
niektórych związkowców z kolejarskiej
"Solidarności" uhonorowano
pamiątkowymi medalami



Foto 08:
Uroczystości Lubelskiego Lipca
zwieńczyło złożenie wieńców i kwiatów pod
Pomnikiem Doli Kolejarskiej



Foto 09:
Zdaniem abp Wielgusa
patriotyzm jest czymś bardzo ważnym
w życiu człowieka, bo pozwala mu się utożsamiać
z narodem i ojczyzną

25 czerwca 2010

Do ludzi dobrej woli

Szanowni Państwo!

Jak z pewnością Państwo pamiętacie 22 sierpnia 2009 roku rozpoczął się w Lublinie bezprecedensowy proces polityczny, w którym zostałem oskarżony z podpuszczenia "Gazety Wyborczej" o to, że na łamach miesięcznika "Biuletyn Narodowy" nawołuję do nienawiści wobec Żydów. W istocie chodzi o to, że w jednym z numerów swojego pisma opublikowałem artykuł dotyczący roszczeń majątkowych wysuwanych wobec Polski przez pewne środowiska żydowskie określane przez pana profesora Normana Finkelstelna jako "przedsiębiorstwo Holokaust". W numerze znalazł się też mój tekst dotyczący działań niejakiego Ronona Eidelmana, pomysłodawcy utworzenia w Europie drugiego państwa Izrael. Donos bardzo młodego ORMO-wca politycznej poprawności, zatrudnionego w "Wyborczej" w charakterze dziennikarza Karola Adamaszka uruchomił działania aparatu śledczego i Prokuratury, która w oparciu o tendencyjną oraz z gruntu fałszywą opinię podszywającego się pod rolę biegłego dr Konrada Zielińskiego z Wydziału Politologii UMCS sporządziła absurdalny akt oskarżenia. Działaniom lub. Prokuratury towarzyszyła nagonka ze strony "Gazety Wyborczej" i innych michnikowskich mediów.




Drodzy Czytelnicy!

Zwracam się do Was z gorącą prośbą o solidarność w mojej walce o swobodę wyrażania poglądów i zapraszam na kolejną rozprawę w dniu 12 sierpnia 2010 r. Bardzo proszę o modlitwę w intencji sprawiedliwego wyroku, który przesądzi o losie wolności prasy w naszym kraju. Dziękuję wszystkim, którzy udzielili mi jakiejkolwiek pomocy. Szczególnie serdecznie chciałbym podziękować Stanisławowi Michalkiewiczowi, który wystąpi jako świadek na moim procesie i wielokrotnie zabierał publicznie głos w tej bulwersującej sprawie. Dziękuję panu prezesowi NOP Adamowi Gmurczykowi, Stowarzyszeniu Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym z jego prezesem p. Lechem Ciężkim na czele, redakcji pisma "Idź pod Prąd!", p. Marianowi Kowalskiemu ze Związku Obywatelskiego i prezesowi Lubelskiego Oddziału Ligi Obrony Suwerenności p. Piotrowi Sławińskiemu, którzy wystosowali pisma protestacyjne na ręce lubelskiej Prokuratury. Dziękuję również redakcji Telewizji Narodowej z panem Eugeniuszem Sendeckim na czele za rzetelne informowanie o sprawie, a także pani prof. Barbarze Jedynak za pomoc merytoryczną w odpieraniu zarzutów oraz słowa poparcia i otuchy. Apeluję do tych, którym los wolności słowa w nie jest obojętny o obecność na mojej rozprawie. Nie pozwólmy zarzucić sobie na szyję garoty "politycznej poprawności"!

Grzegorz Wysok
red. naczelny "Biuletynu"

24 czerwca 2010

Relacje z procesu Wysoka

Sprawa czeka na umorzenie

Na 28 września 2010 roku Sąd Rejonowy w Lublinie wyznaczył kolejne posiedzenie w kierunku umorzenia sprawy Grzegorza Wysoka. Dziennikarz pisma "Biuletyn Narodowy" po publikacjach na temat środowisk żydowskich w Polsce usłyszał prokuratorskie zarzuty nawoływania do nienawiści i znieważenia grupy ludności. W Polsce za nawoływanie do nienawiści grozi do 2 lat więzienia. Za znieważanie z powodu przynależności religijnej czy narodowej grozi kara trzech lat pozbawienia wolności.

Źródło -
Radio Lublin
http://radio.lublin.pl/

__________

Znieważał Żydów?
Lider lubelskiego LPR przed sądem

Pod koniec września lubelski sąd zdecyduje czy umorzyć sprawę p. redaktora Grzegorza Wysoka, przewodniczącego LPR w Lublinie. Prokuratura oskarżyła go o nawoływanie do nienawiści do osób narodowości żydowskiej.

Kilkanaście osób przyszło wczoraj do sądu na proces Grzegorza Wysoka wydawcy oraz autora większości artykułów pisma "Biuletyn". Nie wszyscy pomieścili się w sali sądowej, a wśród zebranych dominowały bojowe nastroje. To skandal! Tak między sobą nazywali ścisk na sali jak również sam proces. Jeden z widzów miał ze sobą krzyż. "Biuletyn" był rozprowadzany wśród mieszkańców oraz lokalnych polityków. "Gazeta" zwróciła uwagę, że Wysok przedstawiał Żydów jako chciwców chcących z Polski wykroić własne państwo. Sprawą zajęła się prokuratura, która przedstawiła Wysokowi zarzuty znieważenia Żydów oraz publicznego nawoływania do nienawiści do osób narodowości żydowskiej. Grozi mu za to do 3 lat więzienia. Sędzia Andrzej Woźniak zdecydował, że sprawę kieruje na posiedzenie niejawne, które orzeknie czy procesu nie umorzyć. Na sali rozpraw niestety nie wyjaśnił powodów swojej decyzji. Rozstrzygnięcie pod koniec września.

Źródło -
Gazeta Wyborcza Lublin
http://lublin.gazeta.pl/


Sprawa red. Wysok vs "Gazeta Wyborcza"
- ciąg dalszy procesu

Dzisiaj w Sądzie Rejonowym w Lublinie odbyła się przyśpieszona rozprawa, w której red. Wysok oskarżony jest o podżeganie do antysemityzmu. O 11.30 Sąd Rejonowy w Lublinie rozpoczął rozprawę, która swój początek miała po artykule w lubelskim wydaniu "Gazety Wyborczej" autorstwa Karola Adamaszka. O całej sprawie Wysok pisze więcej na swojej stronie http://grzegorzwysok.blogspot.com/. Na sali rozpraw pojawiło się wielu obrońców historyka z Lublina. Małe rozmiary pomieszczenia nie pozwoliły zmieścić się wszystkim osobom, które chciały się dziś przyjrzeć przebiegowi sprawy. W przepełnionej sali Sądu Rejonowego nie rozstrzygnięto wielu kwestii związanych ze sprawą. Właściwie to wytyczono tylko termin posiedzenia sądu na 28 września na godzinę 14.30.

Grzegorz Piotr Wysok to urodzony w 1964 roku historyk, doktorant KUL oraz działacz opozycji niepodległościowej w latach 1978-81. Jest współpracownikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka oraz Obywatela. Założyciel Ruchu Szańca. Redaktor pisma "Szaniec", "Kierunek", w stanie wojennym internowany. Współzałożyciel Klubu Myśli Politycznej Vade Mecum i czasopisma o tym tytule. W III RP działacz narodowy, współzałożyciel Lubelskiego Lobby Przeciw UE, w latach 1997-99 prelegent w Instytucie Edukacji Narodowej, członek Związku Obywatelskiego, Organizacji Monarchistów Polskich oraz Bractwa Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta. Oskarżony wydawał "Biuletyn" początkowo w formie papierowej, później internetowej. W artykule "Wyborczej" z czerwca 2009 roku, jeden z dziennikarzy gazety Karol Adamaszek napisał artykuł o działalności Wysoka. Można było w nim znaleźć oskarżenia historyka o podżeganie do faszyzmu i publiczne znieważanie grupy wyznaniowej. Na podstawie tekstu sformułowane zostało oskarżenie. Grzegorz Wysok złożył wniosek o jego doprecyzowanie, jednak pierwotna forma została zaakceptowana przez Sąd Rejonowy w Lublinie. Jak dalej potoczy się powyższa sprawa przekonamy się we wrześniu.

Źródło -
Niezależny dziennik internetowy
http://lublin.com.pl/

__________

Narodowiec Wysok przed sądem
- czy sąd umorzy sprawę?

Kilkanaście osób przyszło dzisiaj do Sądu Rejonowego w Lublinie na proces Grzegorza Wysoka, działacza oskarżonego o nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Proces był krótki. Sędzia Andrzej Woźniak zapowiedział, że będzie się zastanawiał nad umorzeniem sprawy. Grzegorz Wysok zapraszał na proces poprzez plakaty, które zostały masowo rozwieszone na ulicach Lublina. Zwracam się z prośbą o solidarność w mojej walce o wolność słowa, walce z groźnym zjawiskiem politycznej poprawności - apelował Wysok.

Dziś do lubelskiego Sądu Rejonowego przyszło kilkanaście osób. Jednak tylko cześć z nich zmieściła się w małej sali. Jeden z mężczyzn miał krzyż na piersiach, a na plecach napis "O mądrość, odnowę i moralność". Dlaczego proces nie toczy się w tej małej sali - zapytał się sędziego ktoś z publiczności. Bo zwykle w niej orzekam - odpowiedział sędzia Andrzej Woźniak. Rozprawa Wysoka trwała bardzo krótko. Sędzia zapowiedział, że skieruje sprawę na posiedzenie, żeby rozważyć czy można ją umorzyć. Posiedzenie odbędzie się pod koniec września. Grzegorz Wysok oskarżony jest o to, że na swoim blogu oraz w ulotkach nawoływał do waśni z osobami narodowości żydowskiej oraz ich znieważał. Prokuratura nie wskazała w akcie oskarżenia, o które wpisy wchodzi. Proces narodowca miał się rozpocząć jeszcze jesienią ubiegłego roku. Również wówczas przed salą rozpraw zgromadzili się licznie jego zwolennicy. Śpiewali religijne pieśni.

Źródło -
"Dziennik Wschodni"
http://dziennikwschodni.pl/

Tadeusz Zieliński
(fotoreportaż)



Foto 01:
W przepełnionej sali wytyczono
jedynie termin niejawnego posiedzenia sądu
na 28 wrzesień 2010 r.



Foto 02:
Tylko niewielka część osób
przybyłych na rozprawę zmieściła się w małym
pomieszczeniu lubelskiego sądu



Foto 03:
Na rozprawę przybyło
kilkadziesiąt osób, w tym pełny skład
redakcji "Biuletynu" oraz koledzy ze Stowarzyszenia
Represjonowanych w Stanie Wojennym



Foto 04:
Małe rozmiary sali nr IX
nie pozwoliły zmieścić się wszystkim osobom,
które chciały się przyjrzeć przebiegowi
rozprawy



Foto 05:
Po procesie członkowie
lubelskiego Oddziału ONR rozkleili plakaty upamiętniające
m.in. bohaterów Powstania Warszawskiego

23 czerwca 2010

Stop aborcji w Lublinie

1 września 2010 r. ruszy w Lublinie akcja "W obronie życia nienarodzonych". W ramach tych działań redakcja "Biuletynu Narodowego" oraz jego czytelnicy kolportować będą kolorowe naklejki pt. "Aborcja - prawdziwy holocaust", które poprzez swój hasłowy i graficzny przekaz uświadamiają, że jedna z największych zbrodni przeciwko ludzkości to nie wykorzystywany w celach propagandowych tzw. holocaust z czasów drugiej wojny światowej, lecz miliony zabijanych codziennie na całym świecie dzieci. Te najbardziej brutalne zabójstwa wykonywane są przez tych, którzy powinni ratować ludzkie życie, a nie je odbierać, dlatego nalepki rozprowadzane będą przede wszystkim w okolicach gabinetów ginekologicznych, specjalizujących się w mordach nienarodzonych dzieci.

Tadeusz Zieliński

__________

Antyaborcyjna wystawa w Lublinie

W dniach 13-22 lipca 2010 roku na Placu Litewskim w Lublinie można było oglądać wystawę zatytułowaną "Stop aborcji". Mieszkańcy miasta mieli możliwość zobaczyć wstrząsające zdjęcia ociekających krwią ludzkich zarodków i płodów poddanych aborcji. Emocje podgrzewało dodatkowo hasło wystawy: "Ludzi traktujemy jak zwierzęta", której autorem jest Kol. Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro Warszawa - Prawo do życia. Jest to instytucja, która sprzeciwia się aborcji, a wyraz temu daje między innymi poprzez takie akcje. W minionym półroczu Fundacja zorganizowała ponad trzydzieści ekspozycji w całej Polsce, na Lubelszczyźnie między innymi w Kraśniku. Wystawy przyczyniają się do zmiany nastawienia opinii publicznej wobec aborcji. Według Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) od 2005 roku przewaga zwolenników prawa do życia nad zwolennikami aborcji umacnia się.

Zdjęcia eksponowane były w Lublinie przez dziesięć dni. Nie obyło się bez incydentów. W nocy z 16 na 17 lipca zniszczono plakat przypominający, że "legalizatorem" aborcji dla Polek był Adolf Hitler. Jak dowiedziała się redakcja "Biuletynu" policja prowadzi w tej sprawie postępowanie w celu wykrycia i ukarania sprawców. Jak czytamy na stronie internetowej stopaborcji.pl był to kolejny przypadek dewastacji wystawy przygotowanej przez fundację z Warszawy. Wcześniej zdarzyło się to kilka razy w Słupsku i Zgorzelcu. Zdaniem organizatorów świadczy to bezradności środowisk aborcyjnych. Zniszczenia są jednak błuskawicznie usuwane, zaś ekspozycje pokazujące bestialstwo podczas aborcji są prowadzone jeszcze intensywniej dzięki licznym środowiskom angażującym się w organizację wystaw w swoich miastach oraz darczyńcom wspierającym wystawę. To nie pierwszy raz, kiedy prezentacja fotografii w obronie życia nienarodzonych pojawiła się w Lublinie. Identyczna miała miejsce już w 2006 roku i wtedy również wywoływała duże emocje.

Video 1:
Wystawa Fundacji -
Prawo do życia w Lublinie




- Original Message -
To: mndystrybucja@o2.pl
Sent: Sunday, June 20, 2010 22.37 PM
Subject: pytanie

Drodzy Państwo!

W czerwcu zmarł dr Ratajczak - historyk z Opola kwestionujący żydowskie twierdzenia o Holokauście. Moi rodzice należą do pokolenia, które przeżyło drugą wojnę światową i pamięta okupację. Nie podoba mi się, że gloryfikujecie kłamcę oświęcimskiego, który w swoich publikacjach zaprzeczał istnieniu komór gazowych w obozie Auschwitz. Czyżby teraz redakcja zabrała się do wybielania Niemców w czasie wojny?



Szanowny Panie!

Krzywda, którą Polsce wyrządzili Niemcy w latach ostatniej wojny polega nie na tym, że jakoby wybudowali tu dla nas komory gazowe, lecz na tym, że nas zdradziecko napadli, doszczętnie złupili nasz kraj, wprowadzili tu władzę terroru bezkarnie nas zabijając, torturując, wywożąc do obozów koncentracyjnych, na roboty do Niemiec itp. Polacy ginęli w walce i z ran, w wyniku pogorszenia się warunków życia, wskutek masowych egzekucji, pobić, tortur, łapanek, stresu, nędzy, głodu, zimna, chorób, wycieńczenia pracą itp. Do masowego niszczenia ludzi komory gazowe nie były Niemcom potrzebne! Za Stalina w ZSRR zginęło 33 mln ludzi bez komór. Nawet św. Maksymilian Kolbe skazany został na śmierć w bunkrze głodowym, a nie w komorze gazowej. Musi Pan również pamiętać, że tzw. "gas chambers" są w kontekście II wojny światowej częścią żydowskiego mitu o holokauście, lecz nie polskiej historii. Na tym micie obecnie Żydzi budują swoje roszczenia do majątku (także naszego), do swej rzekomej wyjątkowości, do bezkarności itp. Jeśli bowiem istniały komory, w których jakoby wymordowano prawie wszystkich Żydów to skąd wzięło się tyle roszczeń żyjących Żydów do odszkodowań za pracę niewolniczą w Niemczech? Jak to się dzieje, że nie istnieje ani jeden przypadek, aby nie odnalazł się właściciel żydowskiej kamienicy lub majątku trwałego w Polsce? W jaki sposób Żydzi uratowali i przechowali dokumenty? Czym wytłumaczyć także to, że wszyscy oni mieli dzieci, które przeżyły i którym obecnie należą się reprywatyzacje i odszkodowania? Obalanie groźnych mitów holokaustu w niczym nie umniejsza polskich racji historycznych wobec Niemców. Jest natomiast ważne z punktu widzenia walki jaką toczymy z wrogiem o wiele w chwili obecnej poważniejszym, a ukrytym za parawanem bajek zapewniających im przywileje i nietykalność. A skupiając się na naszych sporach, kto bardziej nas w przeszłości skrzywdził - Rosjanie czy Niemcy, Polacy przegapiają toczącą się w tej chwili walkę o nasze ostateczne zniewolenie przez najgroźniejszego przeciwnika, tj. Żydów i służących im szabes-gojów.

Redakcja "Biuletynu"

22 czerwca 2010

Apel do Kolegów dziennikarzy

Dezyderat do braci dziennikarskiej
o obronę wolności słowa



Szanowni Koleżanki i Koledzy!

Zwracam się do Państwa w istotnej sprawie, która powinna wzbudzić Wasz szczególny niepokój. 12 sierpnia rozpoczyna się w lubelskim Sądzie Rejonowym bezprecedensowa rozprawa, której głównym bohaterem będzie piszący te słowa. Oskarżony zostałem z art. 256 i 257 kk za to, że w wydawanym oraz redagowanym przez siebie piśmie o nazwie "Biuletyn" wyraziłem swoje stanowisko w związku z roszczeniami majątkowymi, a także groźbami wysuwanymi wobec Polski przez niektóre wpływowe środowiska żydowskie. Za opisanie prawdy i własny osąd tego procederu Prokuratura postawiła mi zarzuty.

Szanowni Państwo!

Stoimy wobec narastającej fali tego typu perfidnych działań. Przypadki takie podobne do mojego mnożą się, a o ocenie wyrażanych poglądów decyduje zasada "politycznej poprawności", na straży której stoją policja państwowa, prokuratura oraz sądy. W takiej sytuacji konstytucyjna wolność słowa, prasy i wyrażania poglądów staje się fikcją. Kto jak kto, ale właśnie dziennikarze powinni być na te zagrożenia szczególnie wyczuleni. Słowo to przecież nasz warsztat pracy. Apeluję więc do Państwa o solidarność w mojej walce o wolność prasy, jak również proszę o obiektywne informowanie i relacjonowanie przebiegu w/w procesu, a także nie uleganie naciskom ze strony Waszych mocodawców. Pamiętajcie - dzisiaj ja, a jutro...?

Grzegorz Wysok
Rad. naczelny "Biuletynu"
ul. Niecała 10/44
20-080 Lublin
tel. (0-81) 53-278-05
http://grzegorzwysok.blogspot.com/


Do wiadomości -
(w kolejności alfabetycznej)

- "Biuletyn Solidarności" - sekretariat.lublin@solidarnosc.org.pl
- "Dobry Znak" - redakcja@gazeta-dobryznak.pl
- "Dziennik Wschodni" - redakcja@dziennikwschodni.pl
- dr Eugeniusz Sendecki - endecki@wp.pl
- "Gazeta Polska" - sekretariat@gazetapolska.pl
- "Goniec Toronto" - redakcja@goniec.net
- "Idź pod Prąd" - knp@knp.lublin.pl
- "Kurier Lubelski" - mpodgajny@kurierlubelski.pl
- mec. Maciej Przebindowski - imperator@tera.com.pl
- mec. Marian Barański - marianbaranski@o2.pl
- "MM Moje Miasto" - redakcja@mmlublin.pl
- "Myśl Polska" - redakcja@myslpolska.pl
- "Najwyższy Czas!" - redakcja@nczas.com.pl
- "Nasza Polska" - naszapol@medianet.com.pl
- "Nasz Dziennik" - redakcja@naszdziennik.pl
- "Niezależna Gazeta Polska" - redakcja@niezalezna.pl
- "Nowy Tydzień" - redakcja@ntlublin.pl
- "Opcja na prawo" - adnikiel@poczta.onet.pl
- "Opoka w Kraju" - giertych@man.poznan.pl
- Organizacja Monarchistów Polskich - omp.lublin@wp.pl
- Polska Agencja Prasowa Lublin - lublin@pap.pl
- Portal Nacjonalista.pl - kontakt@nacjonalista.pl
- Piotr Zychowicz - p.zychowicz@rp.pl
- "Polityka" - internet@polityka.com.pl
- "Radio Maryja" - radio@radiomaryja.pl
- "Radio Polska" - poczta@radiopolska.pl
- "Radio RMF FM" - redakcja@rmf.fm
- "Radio Zet" - radiozet@radiozet.pl
- Rafał Ziemkiewicz - ziemkiewicz@3w.pl
- "Rzeczypospolita" - p.gociek@rp.pl
- Radio Centrum - newsroom@centrum.fm
- Radio "eR" - redakcja@radioer.pl
- Radio Lublin - poczta@radio.lublin.pl
- Radio Podlasie - studio@radiopodlasie.pl
- Stanisław Michalkiewicz - michalkiewicz@michalkiewicz.pl
- Stowarzyszenie Wolnego Słowa - sws@sws.org.pl
- Miesięcznik "Szczerbiec" - info@nop.org.pl
- TV Lublin - sekretariat@lub.tvp.pl
- TV Trwam - sekretariat@tv-trwam.pl
- "Tygodnik Solidarność" - redakcja@tygodniksolidarnosc.com
- "Tylko Polska" - ppn@aster.pl

21 czerwca 2010

Wiadomości o Wysoku

Ukazał się nowy numer pisma pt. "Szczerbiec", okrzyczanego przez lewicę organem "polskiego faszyzmu". Kwartalnik wymieniany jest w raportach służb specjalnych jako zarzewie europejskiego nacjonalizmu, jak również jedna z głównych sił antyunijnego oporu. Periodyk jest kontynuatorem bezpłatnej gazety "Jestem Polakiem", pierwszego nacjonalistycznego magazynu doby powojennej. Zachęcamy do nabycia tego tytułu.

Redakcja "Biuletynu"



Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Wydawcą czasopisma jest warszawski
Instytut Norwida KRS 112354


Lublin, 18 VII 2010 r.

Redaktor "Biuletynu" oskarżony
o nawoływanie do nienawiści wobec Żydów!

Na lubelskich ulicach pojawiły się plakaty, na których red. Grzegorz Wysok informuje o mającym się rozpocząć w Sądzie Rejonowym procesie karnym przeciwko niemu, który jego zdaniem jest polityczny. Wysok jest oskarżony, jak twierdzi bezpodstawnie, z art. 256 kodeksu karnego (publiczna propaganda faszyzmu lub innego totalitarnego ustroju państwa, nawoływanie do nienawiści na tle różnic rasowych, etnicznych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość) oraz artykułu 257 (publiczne znieważanie grupy ludności lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności wyznaniowej, rasowej, etnicznej, narodowej). Grzegorz Wysok mówi, że został oskarżony z podpuszczenia i donosu "Gazety Wyborczej" o to, że na łamach miesięcznika pt. "Biuletyn" nawołuje do nienawiści wobec Żydów, gdyż w jednym z numerów swojego pisma opublikował artykuł dotyczący roszczeń majątkowych wysuwanych przez niektóre grupy żydowskie określane przez profesora Normana Finkelsteina jako "przedsiębiorstwo Holokaust". W numerze znalazł się jego tekst dotyczący działań Ronona Eidelmana - pomysłodawcy utworzenia w Europie drugiego państwa Izrael.

Grzegorz Wysok aktualnie wydaje miesięcznik pod tytułem "Biuletyn Narodowy", będąc jego redaktorem naczelnym. Według swojego mniemania został on postawiony w stan oskarżenia z powodu donosu ORMO-wca "politycznej poprawności", zatrudnionemu w "Gazecie Wyborczej" jako Karol A. To on spowodował uruchomienie działań aparatu śledczego a także prokuratury, która "w oparciu o tendencyjną i z gruntu fałszywą opinię podszywającego się pod biegłego dr Konrada Z. z Wydziału Politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie sporządziła absurdalny akt oskarżenia". Zdaniem G. Wysoka działaniom prokuratury towarzyszyła nagonka ze strony "Gazety Wyborczej" i innych michnikowskich mediów", a wolności słowa w naszym kraju zagraża polityczna poprawność, na straży której stoją dziś policja, prokuratura oraz sądy. Uważa, że wyrok w jego sprawie może przesądzić o losie wolności prasy w naszym kraju. Na procesie, który odbędzie się w Sądzie Rejonowym w Lublinie w dniu 12 sierpnia 2010 o godz. 11.30 przy ul. Krakowskie Przedmieście 76 będzie zeznawał jako świadek redaktor Stanisław Michalkiewicz. Za oba występki Wysokowi grozi do trzech lat pozbawienia wolności.

Grzegorz Gołębiowski
wiadomości24.pl

__________

Rozpoczął się proces
przewodniczącego LPR w Lublinie

Działacz prawicowy a także historyk Grzegorz Wysok został oskarżony o nawoływanie na łamach wydawanego przez siebie miesięcznika pt. "Biuletyn Narodowy" do nienawiści wobec Żydów. Na rozpoczynający się w ubiegły wtorek proces do Sądu Rejonowego w Lublinie przyszło ponad sto osób z transparentami w obronie oskarżonego.



Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Hol przy sali nr 5 Wydziału Karnego
Sądu Rejonowego. Jeszcze kwadrans do rozprawy,
a ludzie wciąż napływają...


Prokuratura Rejonowa w Lublinie wszczęła śledztwo po publikacjach Karola Adamaszka w "Gazecie Wyborczej", który pisał, że Wysok w swoich tekstach na łamach "Biuletynu" przedstawił Żydów jako "chciwców chcących z Polski wykroić własne państwo". Wysok twierdzi, że w piśmie wyraził swoje stanowisko w związku z roszczeniami majątkowymi i groźbami wysuwanymi wobec Polski przez niektóre wpływowe środowiska żydowskie, a akt oskarżenia został sporządzony w oparciu o fałszywą opinię podszywającego się pod rolę biegłego pracownika Wydziału Politologii UMCS.

Przed rozpoczęciem procesu zwolennicy red. Grzegorza Wysoka rozwinęli transparenty w jego obronie, omówili różaniec oraz odśpiewali pieśni religijne. Modły nie podziałały na panią sędzię, która wyprosiła z sali rozpraw część publiczności ze względu na brak miejsc. Na świadków zostały wezwane lubelskie radne: Monika Wac, Sabina Włodek i Wioletta Szafrańska-Kocuń oraz Karol Adamaszek. Ale do przesłuchania świadków nie doszło, bo oskarżony złożył pisemny wniosek o doprecyzowanie aktu oskarżenia. Jest on dla mnie niezrozumiały i przede wszystkim nie precyzuje, w których publikacjach oraz jakimi słowami miałbym się dopuścić zarzucanych mi przestępstw. Dlatego też jest mi trudno się bronić - uzasadniał redaktor Wysok. W związku z tym sprawa została zwrócona do postępowania przygotowawczego w Prokuraturze.

Źródło -
"Nowy Tydzień" - nr 39(152),
str. 2 z 28 IX 2009 r.

__________

Prezentuję krótki reportaż sprzed Sądu Rejonowego w Lublinie, w którym "niepoprawny politycznie" Grzegorz Wysok udziela wywiadu lubelskim mediom, w tym dziennikarzom Radia Lublin, "Dziennika Wschodniego" oraz "Nowego Tygodnia w Lublinie" -

Tadeusz Zieliński

Video 1:
Proces polityczny
22 IX 2009 r.





Powyższy film można również obejrzeć
w lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

Redakcja "Biuletynu"

20 czerwca 2010

Modlitwa Piusa nie zniesławia

Lublin, 3 VI 2010 r.

Modlitwa za "żydów wiarołomnych" nie zniesławia

Sprawa ciągnie się od stycznia 2006 roku, gdy to hrubieszowski prokurator Jacek Miścior postawił działaczowi narodowemu Arkadiuszowi Ł. zarzut popełnienia przestępstwa z art. 257 kk, tj. znieważenia wyznawców religii mojżeszowej. Bezpośrednim powodem wszczęcia postępowania był opublikowany w lokalnym "Dzienniku Wschodnim" artykuł opisujący akcję Narodowego Odrodzenia Polski zorganizowaną z okazji Dnia Judaizmu, a polegającą na rozprowadzaniu tekstu katolickiej "Modlitwy za wiarołomnych żydów" autorstwa papieża św. Piusa V. Przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie zakończyła się jedna z najbardziej bulwersujących spraw o charakterze politycznym ostatnich lat. Sprawa ciągnie się od stycznia 2006 roku, gdy hrubieszowski prokurator Jacek Miścior postawił Arkadiuszowi Ł., działaczowi narodowemu zarzut popełnienia przestępstwa z art. 257 kk, tj. znieważenia wyznawców religii mojżeszowej. Bezpośrednim powodem wszczęcia postępowania był opublikowany w lokalnym "Dzienniku Wschodnim" artykuł opisujący akcję Narodowego Odrodzenia Polski zorganizowaną z okazji Dnia Judaizmu, a polegającą na rozprowadzaniu tekstu katolickiej "Modlitwy za wiarołomnych żydów" autorstwa papieża św. Piusa V.

Prokurator dopatrzył się w tym tekście elementów znieważających oraz wzywających do waśni na tle narodowościowym. Sąd zapoznał się z opiniami biegłych rzeczoznawców, tak z zakresu języka polskiego, jak i religioznawstwa i ostatecznie nie dopatrzył się ani w tekście, ani w działaniach oskarżonego zamiaru znieważenia wyznawców judaizmu. Wyrok ma charakter precedensowy, bowiem w kraju toczy się jeszcze kilka postępowań związanych z kolportowaniem takiej samej "Modlitwy". Rzekomo kontrowersyjny tekst brzmi: "Módlmy się także za żydów wiarołomnych, aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę z ich serc, iżby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego. Módlmy się! Wszechmocny wiekuisty Boże, który od miłosierdzia Twego nawet żydów wiarołomnych nie odrzucisz: wysłuchaj modły nasze za ten lud zaślepiony, aby wreszcie, poznawszy światło prawdy, którym jest Chrystus, z ciemności swoich został wybawiony. Przez tegoż Chrystusa Pana naszego. Amen!". Hrubieszowska sprawa jest z kilku względów wyjątkowa. Po pierwsze: dnosi się do problemu prawnego zdefiniowania antysemityzmu, czy raczej tego, co bywa za antysemityzm uważane. Jak każdy niejasny zapis pozwala wszak redaktorom wiadomej gazety oraz zawodowym "łowcom faszystów" domagać się działań śledczych w dowolnym przypadku ledwie zatrącającym o tematykę żydowską, ale za to związanym działalnością obozu narodowego.

Należy zauważyć, że samo postawienie zarzutu związane było raczej z intencjonalnym, a nie literalnym rozumieniem prawa przez prokuraturę, gdyż ta uznała, że rozpoznaje motywy, jakimi kierował się oskarżony oraz że to wystarcza do sformułowania aktu oskarżenia. Tymczasem Sąd skupił się na samym tekście, jako stanowiącym podstawę zarzutu. I postawa ta musiała doprowadzić do jednego wniosku, że inne orzeczenie o stanie faktycznym stałoby się kuriozum - "współwinnym" okazałby się bowiem autor "Modlitwy...", nieżyjący od czterystu pięćdziesięciu lat lat święty Kościoła katolickiego. Koniecznym byłoby też uznanie się, że katolicy modląc się za kogoś jednocześnie go znieważają. Biorąc pod uwagę wszystkie możliwe implikacje wyroku można stwierdzić, że Sąd w Hrubieszowie wybrał jedyne rozsądne rozwiązanie stając na stanowisku, że prawodawca oraz prokuratura nie mogą na sądownictwo zrzucać obowiązku tworzenia i stosowania prawa o politycznej proweniencji i strasznie nieostrych zapisach. Wyrok ma też charakter precedensowy, bowiem takie same działania prowadzono m.in. przeciw działaczom NOP z Łęcznej, regularnie organizującym akcje z okazji Dnia Judaizmu. Teraz wiadomo przynajmniej, że działają oni legalnie, nie naruszając obowiązującego prawa. Słowem, módlmy się o nawrócenie żydów wiarołomnych oraz łaskę rozumu dla prokuratorów.

Konrad Rękas

19 czerwca 2010

Awantura o agenta...

Podawał się za biznesmena, ale jak wszystkie znaki na niebie oraz ziemi wskazują jest oficerem wywiadu zamieszanym w zamach na lidera palestyńskiego Hamasu. Jest ścigany mocą europejskiego nakazu aresztowania, ale zapewne ocali skórę. Uri Brodsky jest bowiem agentem izraelskiego Mossadu, ujęto go w Warszawie, a o jego wydanie upominają się niemieckie władze. Lecz gdyby przychylić się do ich prośby zapewne podniósłby się wrzask, że Polacy znów wydają Niemcom Żydów. Poniżej publikujemy najnowszy artykuł p. Olgierda Domino.

Redakcja "Biuletynu"

__________

Na początku czerwca służba graniczna na lotnisku Okęcie zatrzymała mężczyznę, który chciał wjechać do Polski z paszportem Uri Brodsky. Posiadacz tego dokumentu albo był przekonany o swej kompletnej bezkarności albo też wykalkulował, że w Warszawie panuje całkowity bałagan i nikt nie orientuje się, iż obywatel izraelski o tym nazwisku podejrzany jest o współudział w logistycznych przygotowaniach styczniowego zamachu na lidera radykalnego ugrupowania palestyńskiego Hamasu p. Mahmuda al-Mabhuha, który od lat był dla Izraela istnym cierniem w boku. Służby bezpieczeństwa państwa żydowskiego zarzucały mu m.in. uprowadzenie oraz zamordowanie dwóch izraelskich żołnierzy w 1989 roku. Poza tym był on odpowiedzialny za dostawy broni do Strefy Gazy, a takiej antyżydowskiej aktywności nie można puścić płazem. W styczniu tego roku zwłoki Mabhuha znaleziono w luksusowym hotelu "Al Bustan Rotana" w Dubaju. Służby Zjednoczonych Emiratów Arabskich oskarżają o morderstwo izraelski wywiad. Oczywiście Izrael w żywe oczy zapiera się jakichkolwiek powiązań z domniemanymi mordercami arabskiego handlarza bronią. Jednak śledczy z Dubaju podejrzewają, że zlikwidowało go komando dwudziestu sześciu izraelskich agentów posługujących się w tej morderczej akcji obcymi paszportami. Dwunastu z nich posiadało brytyjskie, sześciu - irlandzkie, czterech francuskie, trzech australijskie, z kolei jeden niemieckie dokumenty tożsamości.

Oczywiście polscy pogranicznicy nie działali na chybił trafił. Posłuchali podszeptów swych niemieckich kolegów. Łapiąc na naszym terytorium Żyda działającego na szkodę Niemiec wykazali się chyba zbędną nadgorliwością i zrodzili podejrzenia, że nasze służby są już teraz tylko filią służb bezpieczeństwa zachodniego sąsiada. Domniemany Brodsky został zatrzymany na podst. zarzutu prowadzenia działalności szpiegowskiej na rzecz obcego wywiadu na terenie RFN a także pomocy w nielegalnym pozyskaniu dokumentów. Jest też poszukiwany jest w Niemczech za pomoc w zdobyciu paszportu nieuprawnionej do tego osobie, która brała aktywny udział przy uśmierceniu lidera Hamasu. Według ustaleń Prokuratury Federalnej w Karlsruhe 18 czerwca 2009 roku Brodsky miał też towarzyszyć owemu drugiemu domniemanemu agentowi Mosadu, który składał wniosek paszport w urzędzie meldunkowym Kolonii. Mężczyzna ów twierdził, że na stałe mieszka w tym mieście. Przedstawił też wyciąg z aktu małżeństwa swych rodziców, którzy rzekomo byli ofiarami prześladowań nazistów. Mając "mocne" argumenty na paszport nie musiał on długo czekać. Zdobywszy papiery na nazwisko Michael Bodenheimer człowiek ten wyjechał do Dubaju na krótko przed zamachem na Mabhuha i tam sprawnie przeprowadził swą mokrą robotę. Sęk w tym, że prawdziwy Michael Bodenheimer to rabin, który mieszka spokojnie w Tel-Awiwie i jak zaklina się na wszelkie świętości nie ma nic wspólnego z operacją w Dunaju.

Taka ciuciubabka z prawdziwą tożsamością Bodenheimera rodzi też wątpliwości, czy na Okęciu ujęto prawdziwego Brodsky'ego. Zatrzymany nie wypiera się, że tak istotnie się nazywa. Ale też i słusznie dowodzi, że nie jest jedynym Urim Brodskym żyjącym na świecie. Jest przekonany, że mógł nastąpić błąd co do jego tożsamości. Ale według prokuratury, paszport Brodsky'ego nie budzi wątpliwości. O tym, że Niemcy domagają się wydania właściwego człowieka świadczyć mają jego karty kredytowe. Te dokumenty nie zawierają jednak elementów biometrycznych (linii papilarnych czy siatkówki oka). Odciski palców pobrano Brodsky'emu zaraz po zatrzymaniu i natychmiast zostały one wysłane do Prokuratury Federalnej w Karlsruhe. I chociaż o rezultatach porównania nic jeszcze nie wiadomo to już samo zatrzymanie podejrzanego w Polsce doprowadziło do dyplomatycznych komplikacji. Izraelska ambasada w Warszawie interweniowała w tej sprawie u polskiego rządu. Chce powstrzymać ekstradycję swojego człowieka od zadań specjalnych do Niemiec. Z kolei w Berlinie liczą, że Uri Brodsky szybko trafi w ich łapy. Domagają się od strony polskiej, by "dotrzymała ustaleń i umów międzynarodowych". Sprawa ma polityczny wymiar, ale posiada też podstawy prawne, które w tym wypadku mają duże znaczenie, poucza Michael Hartmann, poseł SPD oraz członek gremium parlamentarnego w Bundestagu.

Polska znalazła się pomiędzy młotem a kowadłem, gdyż Izrael naciska, aby Żyda nie wydawać Niemcom i pozwolić mu wrócić do kraju. Władze w Tel-Awiwie obawiają się, że Niemcy mogą z czasem przekazać podejrzanego do Dubaju. I chcą temu zapobiec za wszelką cenę. W obronę rzeczywistego czy też "klonowanego" Uriego Brodsky’ego mocno zaangażowało się też dwóch członków izraelskiego gabinetu. Pozwolę sobie przypomnieć, że Polska nie jest częścią Niemiec i podejmuje swe decyzje całkowicie suwerennie. Liczę też, że serdeczna przyjaźń łącząca nasze kraje pomoże zapobiec w przekazaniu go Niemcom - twierdzi minister turystyki Stas Miseżnikow. Dodał, iż "Polska powinna powiadomić Niemcy, że odeśle mężczyznę do Izraela i jeśli są jakieś zarzuty wobec niego to mamy system prawny, który udowodnił swoją wiarygodność wobec prawa międzynarodowego". A minister transportu Izrael Kac kategorycznie przypomina, że "Izrael musi sprzeciwiać się ekstradycji któregokolwiek ze swoich obywateli do krajów trzecich i stosować wszystkie środki, by zapewnić im powrót do swego ojczystego kraju". Ministerstwo Spraw Zagranicznych ograniczyło się jedynie do potwierdzenia informacji o "aresztowaniu obywatela Izraela w Polsce" podkreślając, że izraelski konsulat zajmuje się tą sprawą.

Walka o agenta Mosadu doprowadziła do dyplomatycznych tarć pomiędzy Berlinem a Tel-Awiwem, chociaż obie strony odżegnują się od tego zdecydowanie. Izrael jest zaś zaprzyjaźnionym krajem, a Mossad należy do zaprzyjaźnionych służb. Nie oznacza to jednak, że przyjaciele mogą w naszym kraju sięgać po wszystkie środki i metody lub je tolerować - tłumaczą przedstawiciele władz w Berlinie. Z kolei Izraelczycy ironicznie przypominają, że Niemcy dość często kompletnie ignorują obecność na swojej ziemi nawet najbardziej znanych międzynarodowych terrorystów z państw Bliskiego Wschodu, a tu raptem z powodu działań wywiadowczych jednego agenta służb sojuszniczego Izraela wszczynają tyle hałasu. W grę włączyła się także trzecia strona. Ekstradycji Brodsky'ego domagają się również Zjednoczone Emiraty Arabskie. A postawienie go tam przed sądem popiera również rodzina zabitego lidera Hamasu. Wzywam wszystkie państwa, których sfałszowanymi paszportami posłużono się przy mordowaniu mego brata, by wydały tych kryminalistów policji w Dunaju, bo tylko na miejscu zbrodni mogą oni zostać sprawiedliwie osądzeni - twierdzi Hussein al-Mabhouh, brat zgładzonego.

Polska nie podjęła jeszcze decyzji w sprawie ekstradycji Brodsky'ego. Teoretycznie ma na to 40 dni, ale rzeczniczka prasowa prokuratury w Warszawie Monika Lewandowska stwierdziła, że "na pewno nie będziemy czekali do końca, aby sformułować wniosek o wydanie ściganego stronie niemieckiej". Dodała, że strona polska czeka na oryginał dokumentu Interpolu i sprawdzenie autentyczności paszportu Brodsky'ego. A kiedy je otrzyma, "od razu skieruje wniosek do Sądu Okręgowego o wydanie aresztowanego do Niemiec". Papiery takie dostarczono sądowi w ubiegłym tygodniu. Ale co będzie, jeśli władze Polski ostatecznie zdecydują się na ekstradycję domniemanego izraelskiego szpiega do Niemiec? Są trzy warianty dalszego rozwoju wydarzeń. Uri Brodsky może zostać uwięziony już w trakcie procesu sądowego. Ale też zaraz po przejechaniu mostu na Odrze nakaz aresztowania może zostać cofnięty, co spowoduje natychmiastowe uwolnienie agenta. Istnieje również możliwość, że Uri Brodsky nie spędzi za kratami niemieckich aresztów ani dnia czy godziny. Po odebraniu mu paszportu i wpłaceniu wysokiej kaucji p. Brodsky na czas dochodzenia sądowego pozostanie na wolności oraz odpowiadać będzie z wolnej stopy.

Olgierd Domino