31 grudnia 2015

Wyrok za Szwejka

Spotkania zorganizowane przez redakcję "Biuletynu":

dr Stanisław Krajski w Lublinie
24 luty 2017 r. (piątek), godzina 17:00
Budynek NSZZ "Solidarność"
ul. Królewska 3
Wykład: "FATIMA I MASONERIA.
Czy trzecia tajemnica fatimska wypełni się w 2017 roku?"

mec. Marian Barański w Lublinie
14 styczeń 2017 r. (sobota), godzina 17:00
Budynek NSZZ "Solidarność"
ul. Królewska 3
Wykład: "Historia polskiego ruchu narodowego.
Problem masonerii"

Stanisław Michalkiewicz w Lublinie
29 grudzień 2016 r. (czwartek), godzina 17:00
Budynek NSZZ "Solidarność"
ul. Królewska 3
Wykład: "Pełzający zamach stanu. Ku konfrontacji"

prof. Jerzy Robert Nowak w Lublinie
19 grudzień 2016 r. (poniedziałek), godzina 17:00
Aula Wyższej Szkoły Nauk Społecznych
ul. Zamojska 47
Wykład: "Trwa decydująca batalia o Polskę"

mgr inż. Krzysztof Ciesielski w Lublinie
7 grudzień 2016 r. (środa), godzina 18:30
Budynek NSZZ "Solidarność"
ul. Królewska 3
Wykład: "Czy Polska może być bogata?"

Stanisław Michalkiewicz w Lublinie
2 listopad 2016 r. (środa), godzina 17:30
Budynek NSZZ "Solidarność"
ul. Królewska 3
Wykład: "Polska wobec unijnego ultimatum"

dr Ewa Kurek w Lublinie
17 październik 2016 r. (poniedziałek), godzina 17:30
Aula Wyższej Szkoły Nauk Społecznych
ul. Zamojska 47
Wykład: "Stosunki polsko-żydowskie"

dr Jan Przybył w Lublinie
21 wrzesień 2016 r. (środa), godzina 18:00
Aula Wyższej Szkoły Nauk Społecznych
ul. Zamojska 47
Wykład: "Czy Polacy są narodem rewolucjonistów?"

Stanisław Michalkiewicz w Lublinie
17 czerwiec 2016 r. (piątek), godzina 18:00
Aula Wyższej Szkoły Nauk Społecznych
ul. Zamojska 47
Wykład: "Agentura w życiu politycznym Polski"




"Agentura w Polsce"
(prelekcja i pytania)



Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

Lublin, 31 październik 2016 r.

Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym
Oddział Wojewódzki w Lublinie
ul. Królewska 3

Pan
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa

Panie Prezydencie!

Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym zwraca się do Pana z apelem o przyznanie obywatelstwa polskiego i objęcie opieką Pana Janusza Walusia - odbywającego karę więzienia w Republice Południowej Afryki w związku z likwidacją w dniu 10 kwietnia 1993 r. długoletniego agenta sowieckiego i międzynarodowego ruchu komunistycznego Chrisa Haniego. Pan Janusz Waluś jest naszym rodakiem, polskim emigrantem politycznym z 1981 r., antykomunistą, który swoim śmiałym czynem chlubnie wpisuje się w polską tradycję walki "za wolność naszą i waszą". Strzały z jego broni wymierzonej w niebezpiecznego komunistycznego bojówkarza i agitatora - odpowiedzialnego za śmierć i cierpienia wielu niewinnych ludzi - były echem tych samych salw, które kierowali przeciw niosącym nam zniewolenie komunistów - tak słusznie dziś przypominani i czczeni - również i przez Pana Prezydenta żołnierze powojennej konspiracji - Żołnierze Niezłomni. My - jako ludzie, których życie naznaczone było walką o niepodległą i wolną od komunizmu Polskę, prosimy Pana prezydenta o podjęcie starań o uwolnienie naszego rodaka - ostatniego z "Żołnierzy Wyklętych" i realizatora ich ideowego testamentu - Pana Janusza Walusia! Zaznaczamy, że Pan Janusz Waluś skazany najpierw na karę śmierci, następnie zamienioną na dożywotnie więzienie znajduje się - jak nam wiadomo - w ciężkim stanie zdrowotnym, dlatego też za jego uwolnieniem przemawiają również przesłanki humanitaryzmu i chrześcijańskiego miłosierdzia.

Panie Prezydencie!

Liczymy, że zainteresuje się Pan tą sprawą i dołoży wszelkich możliwych starań celem uwolnienia naszego rodaka i godnego przyjęcia go w Ojczyźnie. Wzywamy też wszystkich Polaków i ludzi dobrej woli na całym świecie do poparcia tego apelu i wywarcia nacisku na rząd RPA celem uwolnienia Pana Janusza Walusia. Na zakończenie zacytujmy słowa poety Adama Mickiewicza dedykowane polskim więźniom politycznym: "Jeśli bym o nich zapomniał, ty Boże Wszechmogący - zapomnij o mnie".

Grzegorz Wysok

Do wiadomości:
Ambasada RPA w Polsce
ul. Koszykowa 54
00-675 Warszawa



"Na różno kamień wagi wielkiej,
Żydzi na grób wtoczyli.
Próżno dla pewności wszelkiej,
Zbrojnej straży użyli.
Bo zmartwychwstał samowładnie
Jak przypowiedział dokładnie
Alleluja!"


Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego,
życzenia Błogosławieństwa Bożego, światła Ducha Świętego
i opieki Najświętszej Marii Panny;
wszelkich łask, a zwłaszcza: śmiałości i trafności w rozeznawaniu celów,
precyzji i wytrwałości w ich realizacji - Bogu na chwałę oraz Ojczyźnie na pożytek
Czytelnikom "Biuletynu" składa Redakcja


Zachęcam do głosowania
na powyższego kandydata!


Grzegorz Wysok
redaktor naczelny "Biuletynu"


Z przykrością informujemy, że 9 marca 2016 r. w wieku 78 lat zmarł Mieczysław Waręcki - przewodn. Komisji Koordynacyjnej Emerytów i Rencistów PKP NSZZ "Solidarność", kandydat do Sejmu RP z listy KWW Grzegorza Brauna "Szczęść Boże!" w Lublinie, wieloletni współpracownik naszego "Biuletynu". Msza żałobna odprawiona zostanie w sobotę 12 marca, o godzinie 13.00 w Kościele p.w. Matki Bożej Pocieszenia przy ul. Sobieskiego 26 w Krasnymstawie. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym!

mndystrybucja


"Wołyń", apel o demencję

Lublin, 15 październik 2016 r.

"Hajdamackie rzućcie noże
I oszczerstwa, i bluźnierstwa!
By Carycy w grobie kości
Nie skleiły się z radości,
Trup nie parsknął w śmiech szyderstwa!"

Zygmunt Krasiński - "Psalm miłości"

Po prelekcji filmu "Wołyń" pojawiły się na Ukrainie głosy o "zapomnieniu", "wzajemnym wybaczeniu win", "krzywd" itd. Nie mówiąc już o groźbach nakręcenia własnych wersji zdarzeń. Nie trzeba zbytniej wyobraźni aby wiedzieć jakie to będą "wersje". Zwłaszcza gdy nasz rząd tak hojnie sponsoruje tamtejszy nieudolny reżym prezydenta Poroszenki (prezydent Duda 4 mld złotych). Odpowiadamy im na to. Przede wszystkim każdy kto chce zapomnieć o własnej historii, naraża się na jej powtórzenie. Upiory przeszłości zda się już na wieki pogrzebane, mogą znowu z grobowców powstać. Z tego powodu, ten apel o powszechną amnezję nie może zostać przyjęty. Tym bardziej, że to już nie pojedyncza taka wpadka apelującego, czy "wypadek przy pracy", takie wydarzenia powtarzały się w przeszłości nie raz. Należy tutaj wspomnieć o kozactwie w XVII w., hajdamakach w wieku XVIII i nie tylko. Ukraińcy mają w swoim rysie duchowym coś strasznego, demonicznego, z czego nie w pełni mogą zdawać sobie sprawy. Przecież nawet podczas rabacji galicyjskiej gdzie ciemne chłopstwo rżnęło panów kosami, nie było aż tak źle. Nie twierdzę, że wszyscy Ukraińcy to dranie, na pewno wśród nich jest wielu wspaniałych ludzi. Zresztą jak w każdym nie otumanionym czarną propagandą narodzie. Jednak obecny ruch banderowski, sprawujący "rząd dusz" na zach. Ukrainie dalej gloryfikuje nienawiść i stawia znak równość pomiędzy katem a jego ofiarą. W dodatku banderowcy roszczą sobie pretensje do wschodnich ziem polskich! Takich sukinsynów trzeba przykładnie napiętnować.

Naród polski w swojej głównej masie jest dobry, brak mu mściwości, jest w pełni chrześcijański, katolicki. Różni cwaniacy dobrze wiedzą o tym, żerują na tym, a później gdy przegną pałę, apelują o zmiłowanie. Niestety, dość łatwo uchodzi im to płazem. Zbyt łatwo. Złodzieje, po niejednym "rozgrzeszeniu" dalej wysyłają swój złodziejski łup za granicę, zaś mordercy, przy niemrawych próbach rozliczenia, umierają w swoich ciepłych łóżkach, w asyście swoich bliskich (Jaruzelski, Kiszczak). Tutejsze gadzinówki wypisują im ciepłe nekrologi. Nie dziwne więc, że rozzuchwala to pozostałych. Zwłaszcza gdy tak często jest stawiany znak równości pomiędzy zemstą, a sprawiedliwością. W dobrze więc pojętym własnym interesie nie zapominajmy o tym co było. Zwłaszcza gdy ci co apelują o pojednanie, nie dorastają do płaszczyzny tegoż pojednania. Oni tylko po prostu chcą naszej demencji... Zresztą, powoli staje się to już obrzędem świeckim, aby tak ładnie wyglądało. Bo inaczej będziemy już ofiarami do końca świata.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Znów ten Putin...

Lublin, 26 sierpień 2016 r.

"Ludzie, którzy mówią pokorne słowa, nasilając przygotowania do wojny, mają zamiar zaatakować. Ludzie, którzy mówią pewnie i posuwają się agresywnie naprzód, mają zamiar się cofać." - jak mawia mądrość starożytnego chińskiego stratega-generała Sung-Tsy. Nie wiadomo o jakie działania tutaj chodzi, albowiem dnia 25 sierpnia tego roku minister obrony Rosji zaprosił attache polskiej ambasady, aby poinformować go, że trzy okręgi wojskowe tego kraju zostały poderwane do ćwiczeń. Popłoch zapanował w naszym miejscowym kurniku. Poderwane zostały miejscowe gazety, aby w ramach tutejszych ćwiczeń organizowanych nam przez rodzimych pismaków nie dać się wychłodzić nastrojom, do czekających nas z Rosjanami rozgrywek. Środki masowego przykazu co rusz mówią o agresywnej postawie Putina, który podobno nie może się wprost doczekać aby najechać "lubaneńką" Ukrainę, która jak wiadomo, jest warta walki do ostatniego człowieka, szczególnie, gdy miejscowych do tej walki jest niewielu. My po niedawnym szczytowaniu w Warszawie NATO, prężąc amerykańskie muskuły, na terytorium udostępnionym im do rozgrywek z Rosjanami, gdzie w razie odwetu może ustać wszelkie biologiczne życie, znów jesteśmy w sytuacji z lat 80-tych, gdzie gen. Kukliński musiał wiać z Polski z planami wojsk sowieckich, aby nas chronić przed amerykańskimi rakietami. Kto by pomyślał, że te same rakiety będą nam teraz zagrażały, tym razem z drugiej strony?! Najlepiej byłoby ciągle szykować się do wojny, czego uszczuplona polska armia bardzo potrzebuje, albowiem wedle przysłowia rzymskich militarystów, dopiero wtedy można zachować pokój. Jednak czy na to pozwoli nam nasz najważniejszy sojusznik protekcjonalnie poklepujący nas po plecach, nie wiadomo. Jeśli zdążymy, będziemy mogli się cieszyć, że zostaliśmy unicestwieni w imię obrony demokracji. Jeśli nie, mogą po nas pozostać jedynie cienie, podobnie jak na ścianach domów w Hiroszimie. Atomowy dystans jaki po wybuchach się wytworzy nie pozwoli na dalsze kontynuowanie wojennych rozgrywek. Obydwie wraże armie rozjadą się do domów w przekonaniu, że zrobiły wszystko i pewnie obydwie ogłoszą zwycięstwo.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Polowanie na Polaków:

Wyrok w sprawie karnej Grzegorza Wysoka:
(Sygn. akt III K 239/10)
8 X 2015 r. (czwartek), godzina 14.00, sala XIV
Sąd Rejonowy Lublin-Zachód
ul. Krakowskie Przedmieście 78

Postępowanie zostało warunkowo umorzone na okres jednego roku próby. Sędzia Andrzej Woźniak zasądził koszty sądowe na rzecz Skarbu Państwa. Recenzje z poprzednich rozpraw oskarżonego Grzegorza Wysoka znajdują się pod koniec niniejszego postu.


Rozprawa karna Ryszarda Milewskiego:

(Sygn. akt III K 333/13)
(Proces wygrany. Prokurator wystąpił z wnioskiem
o uzasadnienie wyroku uniewinniającego
- możliwa apelacja)
17 XII 2014 r. (środa), godzina 8.30, sala XI
Sąd Rejonowy Lublin-Zachód
ul. Krakowskie Przedmieście 78

Sąd w składzie: przewodniczący Agata Lebiedowicz przy udziale prokuratora Piotra Brona, Marcina Szczepanowskiego, Iwony Szeblewskiej, Doroty Bartoszek-Osuchowskiej, Katarzyny Leńczowskiej-Soboń, Adama Sacharuka, Gizeli Gruszczyńskiej oraz Rafała Piątka po rozpoznaniu sprawy z art. 190 § 1 kk uniewinnił Ryszarda Milewskiego od popełnienia zarzucanych mu czynów.


Rozprawa karna Ryszarda Milewskiego:

(Sygn. akt V K 241/15)
(Rozprawa apelacyjna od wyroku uniewinniającego
od fałszywych oskarżeń o rzekome groźby
wydanego w dniu 17 XII 2014 r.
przez sędzię Agatę Lebiedowicz
z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód)
28 IV 2015 r. (wtorek), godzina 10.45, sala I
Sąd Okręgowy w Lublinie (parter)
ul. Krakowskie Przedmieście 78

Przewodniczący rozprawy sędzia Artur Makuch, sędzia sprawozdawca - Dorota Janicka, trzecim członkiem składu jest Wojciech Wolski - sędzia i Prezes Sądu Rejonowego Lublin-Zachód delegowany do Sądu Okręgowego. Apelację od wyroku wniosła przyjaciółka Elżbiety Antonowicz prokurator Ewa Marczewska i pełnomocnik rzekomo poszkodowanej adwokatki Katarzyny Stefaniuk - adwokat Marek Chołdzyński.

Sąd Odwoławczy w składzie: przewodniczący Artur Makuch, SO Dorota Janicka oraz SR Wojciech Wolski przy udziale prokuratora Krzysztofa Rubika po rozpoznaniu sprawy Ryszarda Milewskiego na skutek apelacji wniesionych przez prokuratora i pełnomocnika oskarżycielki posiłkowej zaskarżony wyrok utrzymał w mocy uznając obydwie apelacje za bezzasadne.


Rozprawa karna Arkadiusza Łygasa:

(Sygn. akt II K 662/14)
(Wygrany proces o pomówienie kwalifikowane
z usuniętym z PiS Jackiem Danelem.
Apelacja radnego - ogłoszenie wyroku)
31 III 2015 r. (wtorek), godzina 8.30, sala IV
Sąd Okręgowy w Zamościu (wejście E, piętro I)
ul. Akademicka 1

Sędzia sprawozdawca Tadeusz Bizior odrzucił apelację Danela o uniewinnienie. Wyrok: postępowanie warunkowo umorzone, były radny ma zapłacić nawiązkę 1000 zł na Fundusz Penitencjarny, grzywnę 100 zł i 180 zł jako zwrot kosztów procesu.


Rozprawa odwoławcza historyka Henryka Smaleja:

(Sygn. akt II K 582/15)
(Proces autora publikacji
"Zbrodnie ukraińskie na terenie gm. Moniatycze 1939-44"
przeciwko b. radnemu PiS Jackowi Danelowi)
20 XI 2015 r. (piątek), godzina 9.30, sala IV
Sąd Okręgowy w Zamościu (wejście E, piętro I)
ul. Akademicka 1

Sąd Odwoławczy w składzie: przewodniczący Lesław Dąbrowski, SO Grażyna Gorzko oraz SR del. Joanna Krzysiak (bez udziału prokuratora) po rozpoznaniu sprawy dr Henryka Smaleja na skutek apelacji wniesionej przez mec. Witolda Kołtuna utrzymał w mocy wyrok I instancji i obciążył poszkodowanego kosztami w wysokości 5828 zł. Chodziło o publikację "Bunt radnego Danela" z 11 kwietnia 2011 r. (kliknij: link do artykułu), w którym radny Danel krytycznie odniósł do uchwały Rady Miasta potępiającej nadanie honorowego obywatelstwa Banderze przez samorząd Żółkwi na Ukrainie, a przy okazji powiedział, że pp. Arkadiusz Łygas i Henryk Smalej (obaj domagali się przyjęcia rezolucji) "swoją postawą bardziej przysługują się szowinistom ukraińskim niż sprawie polskiej". Tymi słowami wymienieni z imienia i nazwiska zamościanie poczuli się pokrzywdzeni i oddzielnie złożyli prywatne akty oskarżenia. Pierwsze orzeczenie w sprawie zapadło w roku 2012 - wówczas radny Danel został uniewinniony. Arkadiusz Łygas odwołał się od tego wyroku, a Sąd Rejonowy w Zamościu uznał Danela za winnego. Z tym werdyktem nie zgodził się obwiniony i złożył apelację. Sąd Okręgowy wyrokiem z 31 marca 2015 roku warunkowo umorzył postępowanie na okres jednego roku. Drugi prywatny akt oskarżenia wobec Jacka Danela skierował dr Henryk Smalej, który również poczuł się dotknięty wypowiedzią pozwanego. 23 kwietnia 2015 r. SSR Andrzej Szymański wydał postanowienie o uniewinnieniu Danela. Z tym rozstrzygnięciem nie zgodził się wnioskodawca i wniósł rekurs. Trudno przewidzieć finał sprawy, bowiem proces toczy się w kontekście sporu historycznego o zbrodnie ukraińskie na Polakach podczas II wojny światowej. Obrońca historyka zapowiedział wniesienie skargi kasacyjnej.


Drugi przewód sądowy Arkadiusza Łygasa:

(Sygn. akt II K 898/10)
(o rozpowszechnianie plakatów w treścią modlitwy
o nawrócenie Żydów - wznowienie
postępowania karnego)
30 XII 2015 r. (środa), godzina 8.30, sala III
Sąd Rejonowy w Hrubieszowie
ul. Dobrzańskiego "Hubala" 7

Przewodnicząca: sędzia Anna Mucha. Na jednej z poprzednich rozpraw (29 V 2015 r., godz. 9.00) zeznawał historyk Grzegorz Wysok. Wezwani zostali pozostali świadkowie: prezes NOP Adam Gmurczyk (Warszawa), Michał Lewandowski (Chełm), mec. Maciej Przybindowski (Kraków) oraz Kamil Czerniak (Hrubieszów). Tego dnia zapadł ostateczny wyrok - UNIEWINNIENIE. Zamościanin już dwa razy usłyszał wyrok uniewinniający: w 2009 r. Sąd Okręgowy w Zamościu uchylił orzeczenie sądu pierwszej instancji skazujące obwinionego na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Werdykt zapadł 19 maja 2010 r. - hrubieszowski sąd uniewinnił oskarżonego od zarzucanego mu czynu. To sprawy nie zakończyło, bo prokurator wniósł apelację. "Okręgówka" uznała ją za zasadną i akta ponownie wróciły na wokandę Sądu Rejonowego w Hrubieszowie. Więcej na: (kliknij: link do filmów)



Stos sztucznych szczęk

Lublin, 10 maj 2016 r.

Za nieboszczki pierwszej komuny krążył taki kawał. Co to jest: stos sztucznych szczęk i zgniłych jaj? Odpowiedź: zebranie ZBOWIDU (komusza organizacja kombatancka zrzeszająca starych milicjantów i UB-eków tzw. "utrwalaczy władzy ludowej"). Dzisiaj można by w ten sposób określić wczorajszy (7 maja) marsz KOD-u. Widocznie dla organizatorów marszu starość dodaje "pałera" ("Wesołe jest życie staruszka"). Były problemy z policzeniem tej geriatrycznej manify. Ponoć aż 250 tys. po zażyciu pół opakowania waleriany oldbojów brało w tym udział. Tak mówili oni sami i tak mówił przedstawiciel prezydentki Warszawy, więc chyba aby nie być posądzonym o faszyzm, a nawet o coś gorszego, powinniśmy im wierzyć na słowo. Policja była bardziej wstrzemięźliwa, naliczyła się bowiem tylko 45 tys. protestantów. Ciekawe jak to się ma do wyśmiewanych przez Salon "mocherów" ojca Rydzyka maszerujących niegdyś w obronie Telewizji Trwam? Część z manifestantów to aparatczycy Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej Petru, PSL I SLD. Cóż, jak tam było, tak tam było, ale taka ilość ludzi zmobilizowana pod groźbą usunięcia z partii, musi robić na postronnym obserwatorze wrażenie. Tacy na pewno będą walczyli do końca ("szabel nam nie zabraknie"). A nawet dłużej. Zwłaszcza gdy objawy sklerozy u niektórych z nich są widoczne gołym okiem.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Priszoł prikaz...

Lublin, 1 maj 2016 r.

Jak pisze w swoim sobotnim wydaniu włoski dziennik "La Stampa" Komisja Europejska wysunęła pomysł dyscyplinujący oporne kraje wzdragające się przed przyjęciem nachodźców, obkładając je karą, nawet do 250 tys. euro za każdego z nich. Według tejże gazety Komisja "zaproponuje" (propozycja nie do odrzucenia?) krajom członkowskim Unii małą reformę konwencji dublińskiej dotyczącej przyjmowania uchodźców. Zgodnie z tym projektem utrzymana zostanie odpowiedzialność przyjęcia ich przez pierwszy kraj, do którego dotrą. Ale uregulowana zostanie też kwestia ich rozmieszczenia we wszystkich krajach UE w przypadku masowego napływu, przekraczającego możliwości państwa, do którego przybywają. Kara za nieprzyjęcie uchodźców ma być wysoka i jak wspomniałem może wynieść nawet ćwierć miliona euro za każdą osobę. Ale kwota ta może się zmienić - dodaje gazeta. Cóż, wypada tylko skomentować tą propozycję słowami: priszoł prikaz iz rajkoma: rasstrielat wsiech pa domach... oraz trawestacją bajerowskiego "Misia": każdy kilogram uchodźcy, najwyższym dobrem... człowieka sowieckiego.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


500 złotych dla każdego

Lublin, 10 marzec 2016 r.

Niedawno mój znajomy w pocie czoła pracujący w jakimś technicznym markecie, za rewelacyjną pensję 900 zł brutto w świątek-piątek, zakończył robotę. Pocieszeniem mu była myśl, iż po tak nędznych zarobkach chociaż przez pół roku będzie mógł sobie sielsko odpoczywać na tzw. kuroniówce, czyli minimalnym zasiłku przyznawanym po rocznym zatrudnieniu. Jakież było jego zdziwienie, gdy przekraczając progi tutejszej zasiłkowni dowiedział się, że nic z tego, albowiem weszła w życie jakaś ustawa podnosząca kwotę zarobków od której jest on przyznawany do 1850 zł. Pominąwszy fakt, że w naszym regionie mało kto tyle zarabia, albowiem realna płaca za robotę wynosi około 1500 zł i ten może czuć się szczęśliwcem kto taką pracę ma, to wywindowana do takiego poziomu bariera pozbawi zasiłku sporą część ludzi. Jak tak dalej pójdzie, na zasiłek będą przechodzić ludzie zasobni, a może nawet milionerzy swoją pracę kończąc na państwowym garnuszku. Wydadzą to pewnie na zakąskę do wódki opijając jego szczodrobliwość. Ale o co w tym wszystkim chodzi?

Moim zdaniem obecny rząd obiecawszy ludziom 500 złociszy dla każdego kolejnego narodzonego dziecka, robi bokami, bo przychylając wyborcom nieba musi skądś te pieniądze przecież brać, więc bierze je, zabierając właśnie bezrobotnym. Przypomina to często przekładanie gotówki z jednej kieszeni do drugiej. Nie ma w tym nic niezwykłego, forsa bowiem wbrew temu co wielu ludzi o niej sądzi, nie rośnie na drzewach, a obiecanki wyborcze to nie w kij dmuchał. Po prostu w tym sezonie ogórkowym dopieszczeni będą ojcowie i matki rodzin, ponieważ rząd prowadzi politykę prorodzinną, w wyniku czego powiększy się wśród nich grono bezrobotnych bez prawa do zasiłku, a w następnym, może znów na czołówkę wrócą bezrobotni, których dola jest przecież tak ciężka... Wystarczy tylko cierpliwie poczekać. Rząd pochyli się i nad ich nieszczęściem. Tak toczą się koła demokracji.
I ludowej demencji...

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Nobel dla Kiszczaka?

Lublin, 23 luty 2016 r.

Okazuje się, że gen. Czesław Kiszczak pomógł załatwić Bolkowi pokojowego Nobla za obalenie komuny, co tak z emfazą opowiada Maria Kiszczak w gronie dziennikarzy, a żonie w dziedzinie literatury już nie, czego nie chce mówić. Choć ponoć jest doktorem. Co z tą polityką prorodzinną w organach UB? Czyżby towarzysze bezpieczniacy dla swoich mieli serce z kamienia? Nie wiem jak z tym jest, ale chyba wspomniany przeze mnie generał był tylko specjalistą w sprawach walki o pokój, zresztą jak cała komuna, a na literaturze się już niewiele wyznawał, chociaż wiele "literatury", po przejściu na emeryturę, zabrał ze sobą do domu. Widocznie bez niektórych "książek" nie mógł się obejść, tak ich lektura była pasjonująca. Ciekawy jest natomiast przypadek Bolka. Ten nie dość, że nie napisał żadnej książki, ale i nie przeczytał, czemu często dawał wyraz w rozmowie z dziennikarzami, atoli historia napisana o nim przez Czesława Kiszczaka (praca zbiorowa) stała się od razu bestsellerem. Choć długo była trzymana w szafie. Ciekawe czego tyle czekał z takim dynamitem? Notabene inny egzemplarz tej samej książki wypożyczony przez głównego bohatera, został przez niego zniszczony, w każdym razie został zwrócony w stanie mocno niekompletnym. Nie łudźmy się jednak - Nobla literackiego z tego nie będzie. Nawet gdyby do opracowania tematu zabrała się Kiszczak-doktor, osoba bardzo utalentowana. Pozostanie więc tylko nobliwą damą byłą małżonką.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


(Nie)jedna cnota
stopi się jak wosk?

Lublin, 18 luty 2016 r.

Maria Kiszczak pragnie podzielić się gorącym archiwum, które jej zostało po mężu, a które pali jej już ręce aż tak, że dłużej nie da rady go utrzymać. W omawianym zbiorze znajdują się różne smakowite części roztrząsające wstydliwe zakątki naszej demokracji, kiedy była zakładana ("Jak hartowała się stal"), a szczególnie osób, które pod przywództwem gen. Kiszczaka grały w tym główną rolę. Dopóki sam Ojciec Chrzestny żył, całą wiedzę o swoich totumfackich trzymał u siebie, w domu. Miało to być zabezpieczeniem przed wierzgnięciem jakiegoś moralnego autorytetu, aby wszystko chodziło jak w radzieckim zegarku marki "Pobieda", którego bezpieczniacki zegarmistrz nakręcił na bardzo długo. Obecnie, po śmierci męża Maria Kiszczak, wiedząc, że skończyła się jego ochrona, a nie chcąc skończyć jak małżeństwo Jaroszewiczów, którego zbiorem zastrzeżonym zajął się ktoś anonimowy, a to w ten sposób, że długo ich torturował, a na koniec nasze organy ścigania stwierdziły, że chodziło o zwyczajny rabunek, chociaż wszelkie cenne precjoza leżały na wierzchu - pragnie wyzbyć się go na zawsze, przy okazji może trochę zarabiając. W takich okolicznościach przyrody śmiem podejrzewać, że jak mawiał starosta oszmiański Sakowicz do księcia Bogusława Radziwiłła w "Potopie" - (nie)jedna cnota stopi się dziś jak wosk", tj. niejednemu moralnemu autorytetowi trzeba będzie pisać życiorys od nowa. Wiedza bowiem zawarta w archiwach gen. Kiszczaka to prawdziwa władza, a nie ta nadmuchiwana, z woli ludu, któremu alternatywę ktoś musi ciągle podsuwać pod nos.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Otrzymaliśmy kolejny materiał dotyczący procesu Kolegi Arkadiusza Łygasa - działacza narodowego z Zamościa, który od 2006 roku ciągany jest po sądach za rozplakatowanie tradycyjnej katolickiej modlitwy o nawrócenie żydów. Jest to bulwersująca sprawa, która kładzie się ponurym cieniem na tubylczy wymiar sprawiedliwości. Zdaniem miejscowej prokuratury (która szybko zaskarżyła wyrok hrubieszowskiego sądu) słowa modlitwy jakie używali przez setki lat katolicy stanowią przestępstwo. Szerzej sprawę opisał "Tygodnik Zamojski".

mndystrybucja

Foto: mndystrybucja
Na zdjęciu - Arkadiusz Łygas i p. Jerzy Adamczuk
(historyk, działacz opozycji niepodległościowej w latach 1978-1989,
więzień polityczny stanu wojennego) przed salą rozpraw
Sądu Rejonowego w Hrubieszowie

ŻYDZI BEZ ZNIEWAGI

Zamościanin ponownie uniewinniony

Dziesięć lat Arkadiusz Ł. (37 l.) musiał tłumaczyć się przed sądem, bo rozklejał plakaty z modlitwą o nawrócenie Żydów przypisywaną papieżowi Piusowi V. Usłyszał już dwa wyroki skazujące - dwa razy był też uniewinniany. Czy propagowanie modlitwy "Pro perfidis Judaeis", której katolicy używali przez blisko 400 lat jest przestępstwem czy nie? Sąd Okręgowy w Zamościu uchylał wyrok sądu pierwszej instancji skazujący Arkadiusza Ł., byłego działacza Narodowego Odrodzenia Polski na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Trzecie podejście Sądu Rejonowego w Hrubieszowie do tej precedensowej sprawy zakończyło się uniewinnieniem. Wyrok zapadł 19 maja 2010 r. Sąd uniewinnił Arkadiusza Ł. od zarzucanego mu czynu. To sprawy nie zakończyło, bo prokuratura wniosła apelację. "Okręgówka" uznała ją za zasadną i sprawa wróciła na wokandę Sądu Rejonowego w Hrubieszowie.

Mijały kolejne lata, aż w końcu 31 grudnia 2015 r. zapadł wyrok. Uniewinnienie. Czy to sprawę zakończy? Na razie wiadomo tylko tyle, że prokuratura wystąpiła o uzasadnienie co może wskazywać, że rozważa ponowne zaskarżenie wyroku. Przypomnijmy: 17 stycznia 2006 r. w Dniu Judaizmu poprzedzającym tydzień modlitw za jedność chrześcijan, w wielu miastach naszego regionu (Hrubieszowie, Zamościu, Lublinie, Chełmie, Radzyniu Podlaskim, Łęcznej, Milejowie) pojawiły się plakaty nawołujące do "masowej modlitwy o nawrócenie żydostwa na jedyną prawdziwą religię - katolicyzm". Firmowało je Narodowe Odrodzenie Polski. Sprawą zajęła się hrubieszowska prokuratura i - po zasięgnięciu opinii biegłych religioznawców oraz zapoznaniem się ze stanowiskiem gmin żydowskich - postawiła Arkadiusza Ł. przed sądem. Prokurator dopatrzył się w historycznym tekście elementów antysemickich i oskarżył zamościanina o to, że rozklejając w miejscach publicznych plakaty znieważył ludność żydowską z powodu jej przynależności narodowej i wyznaniowej, określając ją słowami "żydzi wiarołomni" i "lud zaślepiony". Ł. przyznał się do rozwieszenia plakatów, ale nie do znieważenia. Z opinii biegłego historyka Kościoła wynika, że plakat rozpoczynający się od słów "Módlmy się" jest dosłownym tłumaczeniem modlitwy w intencji Żydów obecnej w liturgii Wielkiego Piątku, używanej w mszałach wydanych na mocy dekretu Soboru Trydenckiego (obradował w latach 1545-1563). Mszał trydencki obowiązywał do Soboru Watykańskiego II (1962 r.). Zdaniem biegłego język okresu, z którego pochodzi mszał trydencki był daleki od kurtuazji. W tym przypadku główny akcent był położony na nawrócenie Żydów, ale podobnie modlono się za pogan. W 1959 r. papież Jan XXIII usunął z modlitwy słowo "perfidis" (wiarołomny), widząc w nim przejaw antysemityzmu.

Zupełnie inaczej potoczyła się sprawa szefa lubelskiej dzielnicy NOP Michała L., który rozwieszał te same plakaty w Chełmie. Wobec niego prokuratura też wszczęła śledztwo, ale po trzech miesiącach umorzyła ze względu na niską szkodliwość czynu. O zamieszaniu z plakatami poinformowany został także prokurator generalny. Wniosek o wszczęcie postępowania karnego przeciwko Jackowi M., prokuratorowi z Hrubieszowa, złożyli narodowcy z Narodowego Odrodzenia Polski. Zarzucili śledczemu i prokuraturze brak obiektywizmu. Porównywali działania śledczych z Hrubieszowa do Sanhedrynu (w starożytnej Judei była to najwyższa żydowska instytucja religijna i sądownicza). Postępowanie nie zostało wszczęte.

Aneta Urbanowicz

Źródło:
"Tygodnik Zamojski" nr 4(1885), str. 4
z 27.01-2.02.2016 r. (nakład 29 000 egz.)

Więcej o sprawie (proszę kliknąć):
Modlitwa Piusa V nie zniesławia!


Na Zachodzie bez zmian

Lublin, 25 styczeń 2016 r.

Muzułmanie ostro molestują Niemki, a Niemcy nas, że niby z demokracją u nas krucho, a w naszej Ost Marchii znów uaktywniła się frakcja rodzimych "demokratów", która grozi nieobliczalnymi konsekwencjami, jeżeli nasz rząd nie zaprzysięgnie sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych jeszcze przez Platformę, kiedy już było jasne, że okres dobrego fartu zaczyna jej się kończyć. Jeżeli nie, mają doprowadzić do wydania przez Parlament Europejski rezolucji wymierzonej w aktualny rząd w Polsce, a wiadomo co taka rezolucja może oznaczać: katastrofy, trzęsienia ziemi, głód, "a na niebie ogniste znaki ukazywać się będą". Tymczasem Komisja Europejska, od której naprawdę coś zależy, wdrożyła procedurę sprawdzania praworządności naszego kraju. Czym to się może dla nas zakończyć, na razie nie wiadomo, wiadomo jednak, że na razie może się to skończyć sankcjami gospodarczymi nałożonymi na nasz kraj, choć głos Unii w takich sprawach musi być jednomyślny, a nasi południowi Bratankowie z góry już zapowiedzieli, że sprawy nie poprą. Pozostaje więc jątrzenie, wkładanie kija w mrowisko i patrzenie aż miejscowa soldateska WSI za pomocą poprzebieranych agentów, rozwścieczonych utratą apanaży, wyprowadzi ludzi na ulicę, a wtedy... Szykuje nam się ciekawy rok. Tym bardziej, że nasi "bracia" Judajczykowie jak zwykle zachodzą nas od tyłu, w sprawie wypłaty "odszkodowań", bagatela! - tylko 65 miliardów dolarów. Chciałoby się powiedzieć "Nec Herculaes contra plures". A może w końcu - "Pokażemy, że Sarmata umie jeszcze wolnym być"?

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


"Bo dziś należą do nas całe Niemcy (Polska),
a jutro... cały świat (Europa)"

Lublin, 21 styczeń 2016 r.

Pod tym hasłem, choć nie wprost, odbyło się wczoraj spotkanie Parlamentu Unii Europejskiej, gdzie polski premier Beata Szydło musiała się gęsto tłumaczyć z tego co dzieje się w Polsce. Większość posłów, szczególnie z krajów mniejszych, przerażona widmem interwencji Unii w ich sprawy, poparła Polaków. Czeski poseł nawet z plakietką "Jestem Polakiem" wygłosił płomienną mowę obrończą, czym wzbudził na sali gęste oklaski. Natomiast Janusz Korwin Mikke z właściwą sobie energią, dwa razy kończył swoje przemówienia twierdzeniem, że "poza tym uważam, iż należy zniszczyć Kartaginę", to jest oczywiście Unię. Myślę, że większość europosłów przerażona tym dokąd zmierza "Ojropa", pragnie przystrzyc jej rosnące wąsiki a'la Adolf Hitler. Tylko jeden z parlamentarzystów, posłanka Zielonych Niemka niejaka Rebecca Harms plus jeszcze jeden kolegen, poparli donos partaigenossów z PO płynący z Generalnej Gub. to jest Polski. Jednak wyglądało to żałośnie. Na razie niemieccy kameraden z bezsilności zgrzytali zębami ale, że to nie koniec, to pewne. Będziemy jeszcze świadkami jak Imperium kontratakuje. Na razie więc mamy tylko sitzkrieg.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Wolę sąsiada "Islama"?

Lublin, 3 styczeń 2016 r.

Ostatnimi czasy w mroźny poranek stojąc na przystanku zwrócił moją uwagę pewien napis. Nie byłoby w tym nic niezwykłego albowiem bohomazów ci u nas dostatek, jednak zainteresowała mnie treść tego znaleziska zamieszczonego pewnie specjalnie, na rozkładzie jazdy. Głosiła ona, że "wolę sąsiada Islama, od kibica chama". Cóż, "de gustibus non discutandur", ale chciałbym zwrócić uwagę na pewne nieścisłości takiego rozumowania. Aha, zapomniałem jeszcze dodać, że nad napisem widniał przekreślony, w formie bodajże swastyki, znak celtyckiego krzyża. Czyli osoba, która to napisała, robiła to z pozycji "antyfaszystowskich". Ale do rzeczy...


Ów straszliwy zarzut nietolerancji, zaściankowości, ksenofobii i chamstwa, bo pewnie o to piszącemu chodziło, gdzie każdy postępak spaliłby się ze wstydu, jest niczym innym jak walką zjednoczonego lewactwa, przeciw naturalnemu porządkowi społecznemu i człowiekowi jako takiemu. Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że lewica od dawna reprezentuje ambicję wykreowania nowego człowieka, nie akceptując jego natury, prowadząc z nią ciągłą wojnę. Temu właśnie służy, wdrażany od połowy XIX stulecia, z różnym skutkiem program, którego celem jest, by wywrócić wszystko do góry nogami lub "wywinąć" na lewą stronę, by mógł wreszcie nastać "kres burżuazyjnego porządku" i... by "wszyscy ludzie byli braćmi", to znaczy mieli obowiązek myśleć i czynić tak, jak nakaże im partia, która w dodatku nigdy się nie myli.

Ja jednak po staremu, taki ze mnie reakcjonista, przypomnę, że tzw. kibol, to jednak Polak, który nie każdemu musi się podobać, ale ma przewagę nad każdym muzułmaninem, że prócz fanatycznego przywiązania do swojej drużyny i czasem zbyt głośnego jego manifestowania, a nawet nieraz dania kibicowi przeciwnej drużyny w mordę, nie jest fanatykiem religijnym. A to bezcenne. Ciekawe zresztą, czemu zjednoczonej lewicy tak zawsze przeszkadzał "fanatyzm" katolicki, a inny już nie? Konia z rzędem kto mi wyjaśni ten fenomen. Czy konie mnie słyszą?!

Przypuśćmy jednak, że zwyciężyłby program lewicy i każdy miałby tego "sąsiada Islama", a jak znam życie, zaraz by im się nie spodobała jego skrajna nietolerancja, męski szowinizm itd., itp., bo ONI muszą ciągle "zmieniać", "przekształcać", w przeważnie bliskiego im człowieka sowieckiego, który jest żywym gównem, i z którego można ulepić już wszystko, oraz dałby temu wyraz w jakiejś ilustrowanej gadzinówce - czyż nie skończyłoby się to jak w "Harlie Hebdo"?

Póki więc co panowie miejcie choć krztynę rozumu, o ile to jeszcze możliwe, bo wbrew temu co tam w ideologicznym amoku nabazgrzecie, póki jeszcze istnieją kibice, a nie macie za sąsiadów muzułmanów, jest jeszcze wybór, bo w przeciwnym razie, na wybór może być już za późno. Zresztą, Pan Bóg wedle znanego powiedzenia, każe niepoprawnych głupców spełnionymi marzeniami, aby się mogli przekonać na własnej skórze nad ich szkodliwością, czy nawet zbrodniczością, ale wtedy wy staniecie się nawozem historii, czyli tym, co chcecie ze wszystkich ludzi zrobić.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


O gniewaniu diabła

Lublin, 31 grudzień 2015 r.

Prezydent Andrzej Duda zapalił w tym roku chanukową świecę. Stało się to u nas już nową, chciałoby się powiedzieć, świecką tradycją. Zainicjował ją w 2006 r. Lech Kaczyński, który złożył także gratulacje reaktywowanej w 2007 r. w Polsce żydowskiej loży synów zakonu przymierza B’nai B’rith, rozwiązanej przed wojną na mocy dekretu prezydenta Ignacego Mościckiego. Jego następca Bronisław Komorowski poszedł w jego ślady. "Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi" - jak mówi Pismo Święte. Niestety, nasz prezydent katolik, dał chyba bliższy Jagiełłowego pojmowania wiary przykład, o którym pisał nasz dziejopis Jan Długosz, iż "Pewnego razu w kościele król zobaczył figurę Zbawiciela depczącego szatana. Jagiełło kazał postawić świecę przed postacią Jezusa, a chwilę później - mniejszą - przed postacią demona". Spytany po co to robi odpowiedział - "Służ Panu Bogu, a diabła nie gniewaj". Mam nadzieję, że chociaż ten chanukowy ogarek zapalony przez prezydenta Dudę był dużo, dużo mniejszy i tylko dlatego, że nie chciał naprawdę demona rozgniewać :)

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


KOD Czesława Kiszczaka

Lublin, 25 grudzień 2015 r.

Ostatnio jesteśmy świadkami malowniczego zjawiska pod nazwą Komitetu Obrony Demokracji, która niby jest zagrożona odkąd do władzy doszedł złowrogi PiS. Wszyscy, którzy najczęściej traktowali Polskę jak ziemię obiecaną, gdzie można sobie pozakładać dreny, aby spijać z nich słodki sok, nagle tego pozbawieni, a muszą żyć z tego co wcześniej nagrabili poczuli się w opresji. W dodatku "spontanicznie" ujawniły się różne instytucje, które jak dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle zaczęły się niepokoić "stanem" naszego państwa. Skąd ta dziwna koordynacja? O co w tym wszystkim chodzi?

III Rzeczpospolita to spłodzony, a właściwie poroniony przy okrągłym blacie płód wespół w zespół z Czesławem Kiszczakiem i jego agentami, który w zamian za posunięcie się na ławce ma wspólnie trzymać mniej wartościowy naród polski za pysk, wysysając z niego wszystkie żywotne soki, w zamian zanieczyszczając go swoim toksynami. W tym celu ten system posiada wiele zabezpieczeń przed wysadzeniem zmutowanych kryptokomuchów w powietrze. Gdy nie zadziała jedno, włącza się następne, gdy zawiedzie następne, ma zadziałać dalsze w kolejności. Jednym z nich są tzw. "sędziowie" Trybunału Konstytucyjnego badający "zgodność" ustaw stanowionych przez sejm z konstytucją. Pierwsze z zabezpieczeń Bronek zostało wysadzone z siodła. Drugie - parlament, gdzie teraz rządzi samodzielnie PiS też zostało sforsowane, więc trzeba było pospiesznie założyć trzecie pod nazwą owegoż Trybunału, który ma tak skutecznie związać ręce Pisiakom, by nie mogli "rozminować" tego co przez osiem lat "założyła" Platforma, a właściwie jej prawdziwi ojcowie chrzestni - WSI, nad którym unosi się duch gen. Kiszczaka. Gdzie są jeszcze pozostałe poznamy wkrótce, jednakże pod warunkiem, że będziemy posiadali właściwy klucz do wyjaśnienia sprawy i nie ulegniemy ułudzie, że to wszystko tak naprawdę spontanicznie, jak w orkiestrze Jurka Owsiaka, o której powszechnie wiadomo, iż jest najspontaniczniejsza ze wszystkiego co jest spontaniczne na tym świecie :)

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Michalkiewicz
o Grzegorzu Wysoku

Wolność słowa zagrożona

Podczas gdy mnóstwo kandydatów do Sejmu i Senatu stręczy się nam w charakterze Umiłowanych Przywódców, kiedy komitety wyborcze, jeden przez drugiego przedstawiają coraz to nowe propozycje wiekopomnych reform i tylko patrzeć, jak zaczną proponować nam trony, żebyśmy tylko na nich głosowali - w Lublinie zakończył się siedmioletni proces "o antysemityzm", w którym w charakterze oskarżonego wystąpił pan Grzegorz Wysok. Zaczęło się od tego, że funkcjonariusz tamtejszej mutacji "Gazety Wyborczej" pan Karol Adamaszek skierował do lubelskiej prokuratury donos, iż Grzegorz Wysok w wydawanym przez siebie biuletynie dopuścił się straszliwych zbrodni, które można sprowadzić do wspólnego mianownika w postaci "antysemityzmu". Wiadomo zaś, że antysemityzm jest zbrodnią straszliwą; ten punkt widzenia podzielają dzisiaj zarówno partyjni, jak i bezpartyjni, wierzący i niewierzący, żywi i umar... - no, mniejsza z tym. Tymczasem obowiązuje rozkaz, że "antysemityzm" straszliwą zbrodnią jest.

To wiadomo, to jest niezbędny składnik umysłowego wyposażenia, swego rodzaju pakiet surwiwalowy wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu - bo przecież jeden mądry, roztropny i przyzwoity musi jakoś rozpoznawać w tłumie drugiego mądrego, roztropnego i przyzwoitego - bo jakże inaczej mogliby tworzyć międzynarodówki mądrych, roztropnych i przyzwoitych? Do tego oczywiście trzeba mieć specjalnego nosa - no ale z tym w środowisku mądrych, roztropnych i przyzwoitych nie ma specjalnego problemu. Problem natomiast pojawia się w momencie, gdy trzeba zdefiniować, co to właściwie jest takiego ten cały "antysemityzm".

Kiedyś, w koszmarnych czasach sanacji, a nawet i wcześniej, na przykład za Hammurabiego uważano, że antysemityzm polega na przekonaniu, iż "wszystkiemu" winni są Żydzi. Być może, że są na świecie jacyś ludzie, którzy tak uważają - ale jeśli są, to na pewno nie są liczni, ponieważ ten pogląd nie wytrzymuje krytyki już na pierwszy rzut oka. Na świecie mianowicie jest wiele zjawisk uważanych za katastrofalne, na przykład trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie, fale tsunami, pożary, czy susze - ale wiadomo też, że Żydzi nie mają z tym nic wspólnego, chyba, że padną ofiarą tych kataklizmów. Toteż obecnie antysemityzm występuje w dwóch przypadkach: po pierwsze - kiedy z jakichś powodów Żydzi kogoś nie lubią. Taki delikwent uważany jest za antysemitnika. Ilustracją takiego przypadku jest pani Helena Thomas, przez całe dziesięciolecia akredytowana jako dziennikarka przy Białym Domu w Waszyngtonie. Na początku pierwszej kadencji prezydenta Obamy zapytała go na konferencji prasowej, czy wie, jakie państwo na Bliskim Wschodzie dysponuje bronią jądrową. Elokwentny prezydent Obama już-już miał odpowiedzieć, ale w ostatnich chwili ugryzł się w język, zamamrotał coś pod nosem, konferencję przerwano, a nazajutrz cała "prasa międzynarodowa" oskarżyła panią Helenę Thomas o "antysemityzm".

Rzecz w tym, że bodaj w roku 1972 Kongres USA uchwalił ustawę zakazującą rządowi udzielania amerykańskiej pomocy krajom, które obchodzą zakaz rozprzestrzeniania broni jądrowej. Gdyby tedy prezydent przyznał, że wie, który to kraj, mógłby zostać oskarżony o spisek przeciwko Stanom Zjednoczonym - bo wiedząc który to kraj, udzielał mu amerykańskiej pomocy m.in. w postaci finansowej kroplówki w wysokości 4 mld dolarów rocznie. Nawiasem mówiąc - o czym wspomina dwóch amerykańskich politologów w książce "Lobby izraelskie w USA" - Izrael jest jedynym państwem, które z amerykańskiej pomocy nie musi się rozliczać i w związku z tym te 4 miliardy dolarów natychmiast pożycza amerykańskiemu rządowi na wysoki procent. Drugim przypadkiem "antysemityzmu" jest spostrzegawczość. Na przykład spostrzeżenie, że Żydzi zdominowali centrum amerykańskiego przemysłu filmowego w Hollywood, czy sektor finansowy w Stanach Zjednoczonych uważane jest i piętnowane jako przejaw antysemityzmu.

Najwyraźniej Karol Adamaszek musiał stawiać znak równości między antysemityzmem i spostrzegawczością, bo za przejaw antysemityzmu uznał na przykład stwierdzenie, że Adam Michnik był "Żydem roku któregoś tam". Nie byłoby to może nic groźnego, gdyby nie fakt, że lubelska prokuratura, zamiast wyrzucić donos pana Karola Adamaszka jako oczywiście absurdalny, potraktowała go serio i wniosła do sądu akt oskarżenia. Sprawiał on wrażenie jakiejś ponurej groteski, bo oprócz uznania za "antysemickie" sformułowania, iż Adam Michnik był "Żydem roku któregoś tam", za takowe prokuratura w Lublinie uznała również sformułowanie "Żydy" i "Chamy". Gdyby ktoś mi to opowiadał, to bym nie uwierzył, bo - wstyd się przyznać - wcześniej uważałem, iż prokuratura reprezentuje wyższy poziom intelektualny - ale zeznawałem w tej sprawie jako świadek, więc w całej rozciągłości muszę tę ponurą groteskę potwierdzić. Tymczasem Adam Michnik rzeczywiście był laureatem nagrody "Żyd Roku" przyznanej mu w roku 1990 przez jakąś nowojorską żydowską organizację i w dodatku nagrodę tę przyjął, więc była to po prostu informacja o wydarzeniu, podobnie jak "Żydy" i "Chamy" były nazwami frakcji w PZPR w latach 50-tych, które tak się nawzajem przezywały. "Żydy" to byli tzw. "puławianie" podczas gdy "Chamami" nazywano tzw. "grupę natolińską". Nawiasem mówiąc, pani prokurator zadała mi pytanie, które miało być - jak się potem okazało - podchwytliwe - czy mianowicie słowo "cham" uważam za obraźliwe. Odpowiedziałem, że do niedawna jeszcze było, ale odkąd sąd uznał, że można się w ten sposób zwracać do prezydenta Rzeczypospolitej, to chyba już nie jest.

Współczułem panu sędziemu Andrzejowi Woźniakowi, że musi prowadzić ten idiotyczny proces będący następstwem donosu wylęgłego z karierowiczowskiej, lizusowskiej nadgorliwości i - co tu ukrywać - głupoty, ale współczułem tylko trochę. Gdyby bowiem pan sędzia Andrzej Woźniak miał więcej odwagi cywilnej, to umorzyłby sprawę już na pierwszym posiedzeniu z powodu braku cech przestępstwa, wytykając w ten sposób prokuraturze jej bęcwalstwo. Tymczasem proces trwał siedem lat po to, by również zakończyć się umorzeniem, tyle, że "warunkowym" - bo pan sędzia Woźniak dopatrzył się jednak cech przestępstwa w cytacie z "Przygód dobrego wojaka Szwejka" brzmiącym: "Nachalne są te kurwy i zuchwałe". Jak pamiętamy, w ten sposób pewien żołnierz skomentował zachowanie pani z towarzystwa, która w przyjaznym geście pogładziła go po twarzy. Ponieważ pan Grzegorz Wysok użył tego cytatu w charakterze komentarza do zachowania żydowskich organizacji "przemysłu holokaustu", pan sędzia Woźniak - jak mi się wydaje - uczepił się tego pretekstu, by jednak dopatrzyć się w tym sformułowaniu cech przestępstwa w postaci "znieważenia narodu żydowskiego" i w ten sposób znaleźć alibi dla siedmiu lat tej mitręgi i trwonienia publicznych pieniędzy. Jedyną korzyścią z tych siedmiu lat mitręgi jest to, że pan sędzia Andrzej Woźniak uznał wspomniane żydowskie roszczenia majątkowe wobec Polski za "bezzasadne". Ale one nie stały się "bezzasadne" dopiero teraz, tylko były takie od samego początku - na co wskazywałem w felietonie wygłoszonym na antenie Radia Maryja w marcu 2006 roku, który narobił tyle hałasu wśród tubylczego postępactwa. Wtedy też do prokuratury w Toruniu wpłynęły dwa donosy: jeden od Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita, a drugi - od pana Bogdana Białka z Kielc. Pierwsze dotyczyło - jakże by inaczej! - "znieważenia narodu żydowskiego", bo w felietonie użyłem określenia "Judejczykowie", a drugie - "zaprzeczania holokaustowi". Najwyraźniej pan Białek uznał, że jak oskarżać - to już na całego, o wszystko naraz - ale prokuratura w Toruniu okazała się mądrzejsza, niż prokuratura w Lublinie.

Zatem jest cień nadziei - również i dlatego, że pan Wysok powiedział mi, że będzie składał apelację od wyroku, bo uważa, że w sytuacji, gdy prokuratura w akcie oskarżenia nie potrafiła nawet wyraźnie opisać czynu przestępczego - na co zresztą zwrócił uwagę i pan sędzia Woźniak - to wyrok powinien być uniewinniający - jak i dlatego, że apelację pewnie złoży również prokuratura. W przeciwnym razie ośmieszyłaby się dodatkowo, że przez siedem lat popierała oskarżenie będące efektem donosu pana Adamaszka, marnotrawiąc w ten sposób publiczne pieniądze. Esperons tedy, że w apelacji iustitia wsparta zdrowym rozsądkiem zatriumfuje, dzięki czemu zagrożona w Polsce przez tzw. szabesgojów, czyli nadgorliwców próbujących podlizać się Żydom w nadziei zrobienia kariery wolność słowa, otrzyma wsparcie ze strony wymiaru sprawiedliwości. Jest to pożądane tym bardziej, że przed innym sądem toczy się już od lat podobnie groteskowy proces przeciwko panu Arkadiuszowi Łygasowi, który rozplakatował tekst modlitwy za Żydów autorstwa św. Piusa V - papieża Kościoła katolickiego.

Stanisław Michalkiewicz

Źródło:
http://www.michalkiewicz.pl/
http://www.prawy.pl/ (serwis z 15 października 2015 r.)



Sąd wykazał rozsądek

Lublin, 14 październik 2015 r.

W czwartek 8 października miało miejsce odczytanie wyroku w trwającym aż siedem lat procesie w sprawie o "o nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym". Tajemnicą poliszynela było skądinąd to, iż chodzi tylko o Żydów. Widocznie tylko oni są godzien bycia narodem, a reszta to - "swołocz i gówno". Sąd łagodnie potraktował Grzegorza Wysoka. Uznał wprawdzie, że dopuścił się na swoim blogu artykułem "Nachalne są te k...y i zuchwałe", "zgorszenia publicznego", chociaż - jak chciałoby się znów zacytować" Szwejka" - była noc. Wyrażenie zawarte w tytule uznał za wysoce naganne i odnoszące się do całego narodu żydowskiego, choć oskarżony pisał w nim tylko o samych grandziarzach, próbujących, a raczej już nie, bo proces ten jest już w stanie daleko zaawansowanym, wyłudzenia od Rzeczpospolitej nałożonego na nią haraczu w wysokości 65 miliardów dolarów. Uznał jednak też, że oskarżony pisał to będąc w stanie wyższej konieczności dbania o dobro Polski pragnąc wykazać bezzasadność owych roszczeń.

Nie tak rozmawiałby Anatol Fejgin czy Józef Różański, pryncypialnie tępiąc polski antysemityzm, szczególnie wtedy, gdy ktoś z mniej wartościowego narodu tubylczego, odważył się zauważyć, że dziwnym zbiegiem okoliczności, cały aparat bezpieczeństwa jest obsadzony przez synów i córki narodu wybranego, ale to było kiedyś. Delikwenta takiego trzeba było później zdrapywać ze ściany pokoju przesłuchań, gdzie z rewolucyjną gorliwością zajmowali się nim synowie "tej ziemi", noszący w pale, czy obcęgach do zrywania paznokci, klucz do przyszłych awansów i zaszczytów. Nad przykrawaniem nieszczęsnych i polskiego narodu do wyznaczonego w demoludach wzorca, czuwali już tylko żydowscy oficerowie, znający jak nikt, tajniki duszy polskiej, która - jak pisał niegdyś Adam Michnik - "jest czarna jak noc". Towarzysz Stalin miejscowym nie ufał. Bał się, że skumaliby się z opozycją albo zadrżałaby im ręka nad bitym krajanem. Trzeba wiedzieć, że przeczucia wąsatego Gruzina nie omyliły. Towarzysze żydowscy z roboty wywiązali się znakomicie. Kości ich ofiar są odsłaniane co jakiś czas w jakimś anonimowym grobie, co tak bardzo irytuje Adama Michnika. Tak hartowała się stal.

Obecnie czasy się zmieniły, ale czując z przodkami wspólnotę losów, towarzysze, to znaczy redaktorzy "Wyborczej" darząc Polaków po staremu nienawiścią starają się denuncjować antysemitników, których widzą już w zupie pana nadredaktora. Jednak obecnie nie chodzi tylko o zwykłe polowanie z nagonką ("łapaj antysemitnika!") za którego "Fundacja Batorego" daje od sztuki pięć tysiaków do łapy, tylko o coś bardziej wyrafinowanego. Mianowicie, jakiś czas temu pewien ważny i dobrze poinformowany polityk amerykański Henry Kissinger powiedział,że podgrzewany nieustannym ogniem arabskiej nienawiści bezcenny Izrael za dziesięć lat zniknie. Gdzie więc będzie ten Izrael? Rozpłynie się? Dostanie kamfory Nie ma tak dobrze. Po prostu trafi tam skąd wyszedł, to znaczy na terytorium Polski i Ukrainy, gdzie przez kilkaset lat żył we względnej symbiozie z ludami tubylczymi, zanim wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler napełnił go takim przerażeniem, że postanowił się ulotnić, tzn. uciec. Aby zaś mogło to dojść do skutku, trzeba położyć ogień zaporowy, trzeba wypompować miejscowych z gotówki (65 miliardów dolarów), aby gdy będzie się to odbywać, nie odezwał się nawet jeden jęk. Do tego jednak jest potrzebna "padgatowka" i długotrwała tresura. Temu służą między innymi "dni kultury żydowskiej", która nas tak "ubogacała" i Muzeum Żydów Polskich, aby miejscowi pędzeni ze szkół mieli gdzie być nasączani pedagogiką wstydu. Wiadomo bowiem,że z człowiekiem wychowanym w poczuciu winy można zrobić wszystko. Wystarczy tylko na niego wrzasnąć - "Ty antysemitniku!", aby od razu uciekł z podkulonym ogonem. "Gazeta Wyborcza" miałaby wówczas jedwabne tj. złote życie, zajmowałaby się tylko wywieszaniem list aktualnych wrogów i tych co złożyli samokrytykę ("mea culpa, mea maxima culpa") naznaczając im wysokość pokuty. Niedawno u siebie tzn. u nas w obradował Kneset Izraela. To tak jakby Duma Rosyjska i Bundestag niemiecki urządzali sobie u nas słodkie tete-a-tete, co na pewno rozeźliłoby płomiennych patriotów z PiS. Jęk sprzeciwu jak dotychczas się nie odezwał. Świadczy to jak mocno ulegliśmy już tej tresurze. W XVIII wieku obce armie też beztrosko hulały sobie po Rzeczpospolitej, a później - finis Poloniae. Czyżby sytuacja miała się powtórzyć? Uchowaj nas Boże!

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"



Wyrok za Szwejka

8 październik 2015 r.

Nie wolno o Żydach (ani nikim innym) pisać per "bezczelne są te k...y i zuchwałe", ale roszczenia majątkowe zgłaszane wobec Polski mogą i powinny być powszechnie uznane za nieuzasadnione. Tak sędzia Andrzej Woźniak wydając sprawę w trwającym od siedmiu lat procesie Grzegorza Wysoka, lubelskiego narodowca oskarżonego o nawoływanie do waśni na tle antysemickim oraz znieważenie Żydów. Pomimo uznania za winnego w tym ostatnim punkcie - oskarżony nie poniesie kary, w związku z warunkowym umorzeniem na rok. Zwolniono go też z kosztów postępowania.

"Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego".

Wysok - redaktor i wydawca "Biuletynu Narodowego", w stanie wojennym internowany, odznaczony krzyżem kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w 2008 r. w swoim czasopiśmie, jak i w blogu internowanym opublikował szereg artykułów, które zwróciły uwagę m.in. ówczesnego radnego Platformy Obywatelskiej, Pawła Bryłowskiego oraz "Gazety Wyborczej", które zwróciły uwagę na wątki uznane za antysemickie, zawiadamiając przy tym prokuraturę. Poszło m.in. o mające już blisko 100 lat i wyniki badań prof. Feliksa Konecznego nad historią cywilizacji, wypowiedzi twórcy ruchu pan-europejskiego hrabiego Coudenhove-Kalergiego, który... chwalił i dawał Żydów za przykład innym nacjom. Wysok wspomniał też, że red. Stanisław Michalkiewicz prześmiewczo nazwał "Gazetę Wyborczą" "żydowską gazetą dla Polaków", a pracownik tejże "Gazety...", red. Michał Cichy sam przytoczył żydowskie życiorysy kierownictwa swojej redakcji. Przede wszystkim zaś skojarzył pamiętny cytat z "Przygód Dobrego Wojaka Szwejka" Jarosława Haska - "Bezczelne są te k...y i zuchwałe" - ze skalą roszczeń "przedsiębiorstwa Holocaust".

"W ogóle dużo jest na świecie takich rzeczy, których robić nie wolno, ale można. Najważniejsze to żeby spróbować, czy zakazanej rzeczy zrobić nie można".

Sąd nie bardzo wiedząc co zrobić z taką formą krytykowania krytyki prasowej pierwotnie nawet odesłał akt oskarżenia. Pod naciskiem GW sprawa ostatecznie jednak sprawa trafiła na wokandę, przy czym jej ewenementem był faktyczny brak aktu oskarżenia, w którym wprost wskazano by czym konkretnie, jakim sformułowaniami i kogo dokładnie Wysok miał znieważyć. W tej sytuacji sąd stanął przed żmudnym zadaniem słuchania kolejnych świadków, w tym lubelskich radnych i postaci takich prof. Ryszard Bender, czy wspomniany red. Michalkiewicz. Przed oblicze Temidy nie udało się jedynie doprowadzić szefa NOP-u Adama Gmurczyka (pomimo wezwania przez obronę - nie udało się bowiem przez blisko dwa lata ustalić jego miejsca pobytu).

Tak oskarżenie, jak i obrona posiłkowały się opiniami biegłych. Z jednej strony znanych żydofili, dr hab. Konrada Zielińskiego i prof. Ryszarda Tokarskiego, z drugiej dr Artura Mamcarz-Plisieckiego z KUL-u - językoznawcy i prasoznawcy z KUL. Właśnie te dwie ostatnie opinie okazały się kluczowe dla czwartkowego wyroku. Sędzia Woźniak stwierdził, że tylko cytat ze Szwejka wypełnia dyspozycję znieważenia i to odnosząc się do Żydów jako całego narodu, a nie tylko do działań określonych środowisk żydowskich - na co wskazywał dr Mamcarz-Plisiecki. Jednocześnie jednak w uzasadnieniu ustnym sędzia podkreślił, że bezdyskusyjne jest działanie oskarżonego pobudek patriotycznych, zaś same roszczenia powszechnie należy uznawać za nieuzasadnione. - W najbardziej nawet ostrej polemice nie można jednak używać słów jednoznacznie obraźliwych i inwektyw - podkreślił sędzia Woźniak.

Z decyzją o ewentualnym zaskarżeniu wyroku Wysok wstrzymuje się do otrzymania pisemnego uzasadnienia wyroku. Swoich opinii jednak nie zmienia. - To są wrogowie Polski! - mówił w pierwszym komentarzu o Światowym Kongresie Żydów wciąż domagającym miliardowych odszkodowań od państwa polskiego za majątek utracony m.in. w wyniku Holocaustu przez... obywateli polskiej narodowości żydowskiej. Zapewne można się też spodziewać apelacji ze strony prokuratury.

"Chrystus Pan też był niewinny i też go ukrzyżowali. Nigdy nikomu nie zależało na jakimś tam niewinnym człowieku".

Warto było czekać 7 lat, żeby z ust sędziego wyrokującego w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej usłyszeć, że "roszczenia żydowskie są niezasadne". Nie można jednak w żaden sposób zgodzić się z sentencją, która uznaje winę Wysoka za to, co powiedział... Szwejk. W ogóle całe oskarżenie lubelskiego narodowca to kuriozum, wciąż bowiem nie ma na szczęście w Polsce "przestępstwa antysemityzmu", cokolwiek by na ten temat nie uważała "Gazeta Wyborcza". Postępowanie dowiodło tylko zacietrzewienia i słabego warsztatu naukowego szabes-gojów poumieszczanych czy to w głównych partiach politycznych czy na uniwersytetach. Dość wspomnień, że za "obraźliwe dla Żydów" uznano np. przywołanie znanego określenia rywalizacji frakcji partyjnych jako walki "Chamów z Żydami" (sic!). Idąc typ tropem już wkrótce pewnie w jednym zdaniu nie będzie można np. użyć słowa "brzydki" czy "brzydki", jeśli obok będzie coś o Żydach. Następnym krokiem będzie pewnie zamieszczenie listy cytatów, których pod żadnym pozorem używać nie wolno. Cóż, przeżyjemy i to, bo w końcu "jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było".

Konrad Rękas
dziennikarz, były radny i przewodniczący
Sejmiku Województwa Lubelskiego

Źródło:
http://www.neon24.pl/



Warunkowe umorzenie
w sprawie Grzegorza Wysoka

8 październik 2015 r.

- Robiłem to w obronie interesów Polski - powiedział Grzegorz Wysok, oskarżony o nawoływanie do nienawiści i znieważenie społeczności żydowskiej. - Postępowanie zostaje warunkowo umorzone na okres jednego roku próby - ogłosił w czwartek sędzia Andrzej Woźniak. - Warunkowe umorzenie nastąpiło, bo stopień społecznej szkodliwości czynu był niewielki. Do znieważenia społeczności żydowskiej doszło, ale wina jest niewielka. Natomiast sąd nie dopatrzył się w zachowaniu oskarżonego nawoływania do nienawiści - dodał sędzia. Dziennikarz Grzegorz Wysok został oskarżony o to, że w 2008 roku na swoim blogu internetowym i wydawanym przez niego "Biuletynie" użył słów "Bezczelne są te k...y i zuchwałe". - Tego typu sformułowania niewątpliwie odnosiły się do społeczności żydowskiej. Był to co prawda cytat z książki "Przygody dobrego wojaka Szwejka", jednak sformułowanie to pozostaje obraźliwe i obelżywe - wyjaśniał sędzia Woźniak. Wysok nie przyznał się do winy i nie wykazał skruchy. - Według sądu, doszło do przestępstwa, ale brak jest podstaw do karania oskarżonego - dodał sędzia. Czwartkowy wyrok jest nieprawomocny. - Nie wiem, czy będę się odwoływał. Czuję się potraktowany łagodnie - stwierdził sam Wysok.

Marcin Koziestański

Źródło:
dziennik "Kurier Lubelski"
http://www.kurierlubelski.pl/


"Bezczelne są te k... i zuchwałe".
Autor winny, ale bez kary!

8 październik 2015 r.

Po siedmiu latach zakończył się w czwartek proces Grzegorza Wysoka, oskarżonego o nawoływanie do nienawiści i publiczne znieważenie Żydów. Sąd uznał, że 51-latek dopuścił się jedynie znieważenia. Nie ma również podstaw do wymierzenia kary. - Nie zgadzam się z wyrokiem. Nie popełniłem znieważenia - komentował Grzegorz Wysok po opuszczeniu sali rozpraw. - Cytat jakim się posłużyłem dotyczył konkretnych osób, a nie całego narodu żydowskiego. Działałem z pobudek patriotycznych, na co sąd zwrócił uwagę. Sprawa dotyczyła felietonu z 2008 r., który Wysok opublikował na swoim blogu oraz w Biuletynie Narodowym, który włożył do skrzynek radnych lubelskiej rady miasta. W swojej publikacji 51-latek krytykował roszczenia Światowego Kongresu Żydów, dotyczące żydowskiego mienia utraconego w Polsce w czasie wojny. Prokuratura uznała, że Wysok w swoim tekście dopuścił się znieważenia na tle narodowościowym. Miał również publicznie nawoływać do nienawiści.

Proces w tej sprawie toczył się przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód. Trwał siedem lat. Jedną z przyczyn, na co zwrócił uwagę sąd, były dość ogólnie określone zarzuty. - Bezczelne są te k...y i zuchwałe - sąd uznał, że tylko ten cytat zamieszczony w felietonie Wysoka stanowi zniewagę. Wcześniej powołał dwóch biegłych, którzy badali, do czego odnosi się słowo "k...a". Nie zgadzali się oni, co do tego, czy obelga dotyczy zachowań, czy też osób. Ostatecznie sąd uznał, że cytat z "Przygód dobrego wojaka Szwejka" w zamyśle autora odnosił się do kobiet lekkich obyczajów, a więc do osób. - Felieton zawierał słowo obraźliwe w stosunku do jednego narodu - skwitował w uzasadnieniu wyroku sędzia Andrzej Woźniak. - Wolność słowa nie obejmuje znieważania i słów wulgarnych. Jak wskazał jeden ze świadków w procesie, od mowy nienawiści łatwo przejść do czynów.

Sprawa Grzegorza Wysoka została warunkowo umorzona z rocznym okresem próby. Sąd uznał Wysoka winnym znieważenia. Orzekł, że autor publikacji nie dopuścił się publicznego nawoływania do nienawiści. Biuletyn był bowiem dostarczany do skrzynek, do których dostęp mieli tylko radni. Warunkowe umorzenie oznacza, że Wysok nie zostanie ukarany. - Społeczna szkodliwość czynu była znaczna - wyjaśnił sędzia Woźniak. - Oskarżony starał się jednak złagodzić tekst, bo wykropkował trzy litery. Pisząc felieton kierował się pobudkami patriotycznymi. Pisał o roszczeniach, które można przecież uznać za niezasadne. Wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo jeszcze, czy prokuratura lub Grzegorz Wysok zdecydują się na jego zaskarżenie.

Jacek Szydłowski

Źródło:
"Dziennik Wschodni", str. 1
http://www.dziennikwschodni.pl/


Lublin: proces za antysemityzm
- warunkowo umorzony

8 październik 2015 r.

Sąd w Lublinie warunkowo umorzył dziś proces Grzegorza Wysoka, który dopuścił się znieważenia osób narodowości żydowskiej. Oskarżony użył tylko jednego niedopuszczalnego wyrażenia, działał z pobudek patriotycznych - uzasadnił sędzia. Prokuratura oskarżyła Wysoka o to, że w 2008 r. na swoim blogu oraz w wydawanym przez siebie piśmie, kolportowanym wśród radnych miejskich, publicznie nawoływał do nienawiści i znieważał osoby narodowości żydowskiej. Wysok był wtedy przewodniczącym struktur miejskich Ligi Polskich Rodzin. Po wieloletnim procesie sąd uznał, że Wysok dopuścił się znieważenia tylko jednym sformułowaniem "bezczelne są te k...y i zuchwałe", użytym w felietonie o takim samym tytule na internetowym blogu "Biuletyn Narodowy". Sąd warunkowo umorzył postępowanie, wyznaczając okres próby na rok.

Felieton z obraźliwym określeniem był polemiką z roszczeniami finansowymi jednego ze środowisk żydowskich odnośnie mienia żydowskiego utraconego na terenie Polski w okresie II wojny światowej. Uzasadniając orzeczenie sędzia Andrzej Woźniak podkreślił, że proces trwał bardzo długo, ponieważ prokuratura bardzo ogólnie sformułowała akt oskarżenia, nie wskazując, o które konkretne wypowiedzi użyte przez Wysoka chodzi. Sąd sam musiał to ustalać, m.in. wywołał w tym celu dwie opinie biegłych z zakresu językoznawstwa i przeprowadził konfrontację biegłych. - Sąd uznał, że tylko jedno wyrażenie stanowi przestępstwo znieważenia ludzi z powodu ich przynależności narodowej. To sformułowanie odnosiło się w sposób niebudzący wątpliwości do narodu żydowskiego, jest obraźliwe i stanowi znieważenie tego narodu - powiedział sędzia. - Wypowiadanie słów wulgarnych w stosunku do innej osoby czy grupy osób z powodu ich przynależności narodowej musi stanowić przestępstwo. Nie może być przyzwolenia na tego typu sformułowania, od mowy nienawiści można bardzo łatwo przejść do czynów - podkreślił sędzia.

Sąd nie dopatrzył się jednak w tym sformułowaniu nawoływania do nienawiści. Uznał też, że naganne było tylko użycie tego sformułowania na blogu internetowym, ale w formie drukowanej już nie. Wkładanie biuletynu z obraźliwym tekstem, w formie papierowej, do skrzynek radnych nie było publicznym znieważaniem, gdyż dostęp do każdej z tych skrzynek miał tylko konkretny radny - argumentował sędzia. Sąd warunkowo umorzył postępowanie, gdyż uznał, że stopień winy nie był znaczny. - Oskarżony starał się złagodzić wydźwięk użytego słowa obraźliwego przez wykropkowanie trzech liter. Pisząc felieton kierował się pobudkami patriotycznymi, mając na celu wyrażenie swego poglądu, aby majątek narodowy polski był zachowany - powiedział sędzia. Wysok powiedział dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku, że jeszcze nie wie, czy będzie składał apelację. Podkreślił, że nie obraził narodu żydowskiego, ponieważ jego słowa odnosiły się tylko do konkretnych osób bądź środowisk żydowskich, wrogich - jego zdaniem - Polsce. Wyraził zgodę na podawanie swoich personaliów.

(sp)

Źródło:
Polska Agencja Prasowa
http://wiadomosci.onet.pl/


Michalkiewicz
o Grzegorzu Wysoku

Główny Srul zlekceważył redaktora Michnika

Ajajajajajajaj! Na tym świecie pełnym złości wszystko przemija - a skoro wszystko, to jakże ma nie przemijać czas dobrego fartu pana redaktora Adama Michnika? Jeszcze w roku 1990 jakieś nowojorskie Żydy nominowały go do tytułu "Żyda Roku 1990", z czego nawiasem mówiąc przed niezawisłym sądem w Lublinie już siódmy rok toczy się proces o "antysemityzm". Przed siedmiu, a może nawet ośmiu laty niejaki Karol Adamaszek, wynajęty przez lubelski oddział żydowskiej gazety dla Polaków w charakterze "redaktora" spłodził donos do tamtejszej prokuratury na Grzegorza Wysoka, jakoby dopuścił się on zbrodni antysemityzmu. Kilka lat temu zeznawałem w tej sprawie w charakterze świadka i stąd mogłem poznać nie tylko te zarzuty, ale również zatrważające rozmiary ignorancji historycznej i obywatelskiej wśród funkcjonariuszek lubelskiej prokuratury. Podczas przesłuchania tamtejsza prokuratura zadała mi - w swoim oczywiście mniemaniu - podchwytliwe pytanie, czy słowo "cham" jest obraźliwe. Odpowiedziałem, że do niedawna było, ale skoro niezawisły sąd w Lublinie prawomocnie uznał, że można w ten sposób zwracać się do prezydenta państwa, to już chyba nie jest. Okazało się jednak, że to tylko taki wstęp, bo pani prokuratoressie chodziło o to, czy określenia "Chamy" i "Żydy" są obraźliwe, czy nie. Wyjaśniłem tedy, że tak właśnie przezywały się frakcje w PZPR - "grupa Natolińska" i tzw. "Puławianie" w latach 50-tych - co m.in. w broszurze wydanej w paryskiej "Kulturze" opisał Witold Jedlicki. Wprawdzie - dodałem - kolega Antoni Zambrowski utrzymuje, że Witold Jedlicki, jako tajny współpracownik SB, napisał tę broszurę i wysłał Jerzemu Giedroyciowi na polecenie Mieczysława Moczara, który tak naprawdę nazywał się Mikołaj Diomko - ale nawet on nie zaprzecza, że określenia: "Chamy" i "Żydy" funkcjonują w dyskursie publicznym i historiografii. Odniosłem nieprzyjemne wrażenie, jakby lubelska prokuratura dowiedziała się tego wszystkiego ode mnie. Nie tylko zresztą prokuratura - bo zaraz po mnie zeznawał pan senator, który na pytanie niezawisłego sądu odpowiedział, że "nigdy" nie słyszał o żadnych "Chamach", ani "Żydach". Szczęśliwy człowiek! Odniosłem tedy wrażenie, że niezawisły sąd został niejako zniewolony do uznania, że samo słowo "Żyd" ma charakter nieprzyzwoity.

Tak już na tym świecie pełnym złości bywało. W Rosji, a właściwie - w Sowdepii, bo Związek Radziecki jeszcze wtedy nie został proklamowany - bardzo zwracano uwagę na pyskówki, wskutek czego słowo "Żyd", które w języku rosyjskim rzeczywiście ma charakter obraźliwy, mniej więcej taki, jak w języku polskim słowo "parch" - zostało zakazane. Doprowadziło to prawdziwej rewolucji semantycznej, bo na przykład w języku rosyjskim jest słowo "ożidat’", to znaczy - oczekiwać. Skoro jednak słowo "Żyd" zostało zakazane, to w pismach urzędowych zaczęto używać formy "ojewrieiwat’" - bo oznaczające Żyda słowo "jewriej" było nadal dopuszczalne. Ciekawe, kiedy i jakim orzeczeniem zakończy się lubelski proces, który pokazuje jakie skutki dla jurysprudencji i podatników pociąga za sobą nadgorliwość delatorów z chederu pana redaktora Michnika.

Stanisław Michalkiewicz

Źródło:
http://www.michalkiewicz.pl/
tygodnik "Nasza Polska" z 16 września 2015 r.


"Naćpana hołota"
i Leszek Miller razem?

Lublin, 7 październik 2015 r.

I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe? Jeszcze niedawno Leszek Miller Januszowi Palikotowi odpowiadał w sejmie złośliwym wierszykiem Juliana Tuwima, że nie powie mu aby pies go...no trącał, jeszcze niedawno zdawało się, że jest z nim na noże, aż tu nagle okazało się, że startuje z nim, wraz z innymi, pod wspólnym szyldzikiem "Zjednoczonej Lewicy". To znaczy startuje razem, bowiem tamci są na doczepkę. Skąd ta zmiana? Ano stąd, iż widocznie w naszym kraju nie ważne kto jest z jakiej partii, tylko ważne kto ją "namaszcza". Tak to już ustalił przy okrągłym blacie Czesław Kiszczak i zasada ta funkcjonuje do dzisiaj. Widocznie ktoś "starszy i mądrzejszy" uznał, że projekt Palikota pod nazwą "Ruchu", już dłużej sam nie może nabierać naiwnych, więc trzeba zbocz. to znaczy ruchersów czymś podeprzeć, a głównego "zaczynnika" tj. Palikota uratować przed pójściem na dno. Leszkowi Millerowi też nie pomogły umizgi pięknej pani Ogórek. Elektorat lewicy nieubłaganie wybiera się na cmentarz. Tedy wobec takich "okoliczności przyrody", trzeba wszystko wziąć do kupy i razem starać się o jak najbardziej przyzwoity wyborczy wynik. Tak więc na nic dąsy i złośliwości Leszka Millera, na nic piękne się różnienie, kiedy padł rozkaz "Do zjednoczonej lewicy marsz!", musiał kornie położyć "ruki pa szwam" i do rozkazu się dostosować. Inaczej pokazano by mu, skąd mu wyrastają nogi. Inna sprawa, czy Palikotowi pomoże zmiana wizerunku, polegająca na zapuszczeniu brody, tak, że może grać w niej w musicalu "Skrzypek na dachu". O tym już zadecydują wyborcy.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Powyborcze komentarze

Lublin, 25 maj 2015 r.

"Włoskie media" wedle portalu internetowego onet.wiadomości określiły zwycięstwo Dudy jako "zwrot na prawo" oraz zwycięstwo "ultranacjonalisty". Tymczasem to nie Duda jest "ultranacjonalistą" tylko Europa ultralewicowa. "Choroba czerwonych oczu" - jak napisałby "ultrakonserwatysta" Stanisław Michalkiewicz. Ciekawe co by się stało, gdyby prezydentem została osoba typu Janusza Korwina-Mikke czy Grzegorza Brauna? Mielibyśmy wówczas rząd "faszoli" albo wręcz "nazistów"? Gołym okiem widać, że Europa jest chora czy nie wręcz opętana, natomiast stara zawzięta komuszyca Joanna Senyszyn już jest zaniepokojona losem "związków partnerskich" ("gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród"). Ja natomiast mam nadzieję, że orzeł z czekolady odejdzie wreszcie do lamusa oraz po raz pierwszy pochód Marszu Niepodległości będzie mógł bez prowokacji przejść ulicami Warszawy Anno Domini 2015, a zaniepokojona tym faktem budka ambasady rosyjskiej tym razem nie zapłonie oburzeniem. To takie moje marzenia minimum. Później się zobaczy.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Debata prezydencka?

Lublin, 21 maj 2015 r.

Jesteśmy świeżo po eunuchoidalnej debacie Komorowski-Duda. Taki lekki sparing bez szturmów przy linach i nawet lekkich nokdaunach. Chłopaki się bardzo kontrolowali, aby się zbyt nie rozdokazywać, bo wtedy... Najlepiej by debatę poprowadził policjant umieszczając każdego z kandydatów w oddzielnych pokojach i mówiąc - "Ten na ciebie tyle a tyle nabrechał, a ty co na to - nie bądź mu dłużny". Wtedy dopiero coś byśmy się dowiedzieli, coś jak onegdaj zrobili Jacek Kuroń i Karol Modzelewski w sprawie przelewania przez Pewex utargu na szwajcarskie konta, na co Aleksander Kwaśniewski zagroził im generalną lustracją. Jednak kandydaci twardo zwarli pośladki, aby czegoś nie chlapnąć chociaż Bronek świadom swego zostawania w tyle wykazywał już powolne objawy "prucia się", a kto wie czy nie przedwczesnej demencji starczej. Jednak pamiętając o bodajże przestrodze Janusza Wilhelmiego, że "należy wystrzegać się pierwszych reakcji, bo mogą być uczciwe" nie wyszli poza określony krąg wiedzy dostępnej tubylcom. Co najwyżej przyganiał kocioł garnkowi, że bardziej smoli. Taki mieliśmy pojedynek na miny godny "Ferdydurke". Prawdziwa wiedza bowiem jest dostępna dla nielicznych, albo się jej dowiemy z następnego "spisku kelnerów". Prawdziwego prania brudów nie doświadczymy, bo jak mawiał kapłan w "Faraonie" Prusa "kto by zdradził tę wielką tajemnicę, umrze podwójnie - ciałem i duszą". Obaj kandydaci zbyt dobrze o tym wiedzą.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Dlaczego jednak
zagłosuję na Dudę?

Lublin, 19 maj 2015 r.

Czekam niecierpliwie kiedy PiS odejdzie na śmietnik historii. Jak efemeryda, jak nadmuchiwany zbyt często gumowy materac, który od tego sparciał. Do tego jednak czasu zatykając nos zagłosuję na Dudę. PiS jest odpowiedzialny za wiele złego. Dużo by o tym mówić. Z ostatnich "osiągnięć" tej partii odnotuję wznoszenie kabotyńskich okrzyków Jarosława Kaczyńskiego na cześć Banderowców na Majdanie kijowskim czy pchanie nas do wojny z Rosją, a przeciwników tego narodowego seppuku wyzywanie przez redaktorów partyjnych pism od ruskich agentów. Także za etatystyczny program nie pozwalający na rozluźnienie na szyi dławiącej nas pętli w postaci truposza ZUS czy tzw. służby zdrowia - wszystko to po to, aby wierna klientela Jarosława K. miała na czym rozpłaszczyć swe szacowne zady. Pchanie nas do Unii czy zabetonowanie sceny politycznej nie dopuszczające świeżej krwi - jest także jego dziełem. Nie zapominając jednak o tym chciałbym wyliczyć dokonania Bronisława Komorowskiego. Tutaj mamy także pyszny katalog godny zeszytów skarg podobno zapoczątkowujących wybuch rewolucji francuskiej. Z ostatnich dokonań chciałbym wspomnieć o eufemistycznie nazwanej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która żadnej przemocy nie zapobiega, a tylko gwarantuje przemoc państwa wobec tejże rodziny. To jeden z wymysłów lewaków, aby pod pozorem wielkiego dobra serwować wiecznie ludziom wielkie zło. Takie gówno owinięte złotą tasiemką. Ustawa in vitro, której ospały kandydat patronuje czyli zamrażanie, a później mordowanie ludzi w postaci zarodków, bo aborcja na razie nie wyszła, którzy nie mogą krzykiem przeciw temu zaprotestować także się wpisuje w ten krąg. W kolejce również czekają pełni nadziei sodomici w postaci tzw. związków partnerskich. Prezio Bronek jest także długoletnim fanem towarzystwa przyjaciół WSI (Wojskowe Służby Informacyjne) - prawdziwego nieszczęścia tego kraju. To oni mu organizowali poprzednie wybory, to oni organizowali mu klakę w czasie zeszłej prezydenckiej kadencji. Oni także będą się cieszyć, gdy obecnie Bronek wygra. Na pewno z tej okazji wypiją niejednego szampana. Nie od parady będzie także wspomnieć, iż po reelekcji Bronka (za pięć lat) ma zmienić go po zakończeniu swojej kadencji przewodniczenia parlamentowi Eurosojuza ozłocony przez Anielę Donald Tusk. Tak drobiazgowo mają chłopaki rozpisane już plany. Chciałbym aby ten ryży drań, który dla własnych korzyści nie waha się sprowadzać do Polski wszelkiej zarazy (muzułmanie) tym razem obszedł się smakiem, a nawet
jak Lis Witalis z bajki Brzechwy miał zdrowo powytargany ogon.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Na wybory! Na wybory!

Lublin, 9 maj 2015 r.

Zachęcam wszystkich aby poszli na wybory, chociaż od dawna, a właściwie od początku to jedynie sondaż popularności polityków. Ich "widzialności" w narodzie. I tak wiadomo, że wybory to taki festyn żeby się ludzie "pojarali", jak to niby od nich wiele zależy i jacy to są strasznie dla władzy "ważni". I tak zostaną orżnięci i zarżnięci, i przerobieni na mielonkę. Tak sfałszują lub przeprowadzą te wybory aby do następnego etapu przeszli Komor i Duda. Chodzi natomiast o to aby po wyborach Braun nie przepadł, tylko wypromować go na poważną, liczącą się w Polsce siłę, bo facet jest tego wart. Tak, nie będę ukrywał, że z tym kandydatem wiążę poważne nadzieje dla Polski, chociaż nikt normalny nie powinien wątpić, że Braun tej "ustawki" lub jak kto woli "wyborów" nie "wygra". Śpiących rycerzy lub ludzi, którzy się budzą na jedne głosowanie myśląc, że od jednej bitwy zależy los ich kraju, a później znów zasypiają, nie biorę w ogóle pod uwagę. Los ojczyzny zależy tylko od ciągłego wysiłku jego świadomych obywateli. Może państwo zdziwicie się czego jeszcze Was namawiam do udziału w wyborach. Przecież to właściwie jest ich antyreklama. To powierzchowna opinia. Ja w tych wyborach widzę coś innego. Zagłosuję na Brauna i wezmę w nich udział, bo facet jest wart tego, oraz, że wszyscy wyborcy Brauna będą się mogli w końcu policzyć. To coś jak po przyjeździe do Polski papieża Jana Pawła II w 1979 roku. Władza już nie mogła łgać, że każdy kto jest jej przeciwny jest nienormalny oraz wszelki opór bezcelowy i, że takich "dziwaków" jest znikomy procent, bo idee socjalizmu zapewniły nam niesłychany rozkwit. Przypomnijcie sobie państwo. Potem był 80 rok i pierwsza "Solidarność" - początek upadku PRL-u. Niestety, przy okrągłym blacie czerwoni zwąchawszy pismo nosem znów ze swoimi się dogadali i mamy obecnie PRL-bis - gładkie lądowanie post komuny na cztery lewe łapy. Ale wierzę, że po tych wyborach zacznie się Narodowa Rekonkwista. Alleluja więc i do przodu!

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


"Bożego Narodzenia - ta noc jest dla nas święta
Niech idą w zapomnienie niewoli gnuśne pęta
Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi
Niechaj w nie Duch Twój wstąpi i śpiące niech pobudzi"

Wszystkim naszym Czytelnikom (przyjaciołom jak i wrogom) oraz kolporterom "Biuletynu Narodowego" składamy serdeczne życzenia zdrowych oraz spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

Redakcja


Foto:
Wyk. mndystrybucja
Na zdjęciu - Grzegorz Wysok

Wracamy Polsko!

Po długiej przerwie wznawiamy wydawanie naszego "Biuletynu" w wersji papierowej. W najnowszym numerze znajdą Państwo szereg artykułów, z którymi wcześniej można było się zapoznać na stronie internetowej - http://grzegorzwysok.blogspot.com/, bądź też na łamach tygodnika pt. "Najwyższy Czas!". Obok tekstów autorstwa samego wydawcy znajdą się tu felietony pióra p. Adama Leksa oraz materiały dotyczące zmierzającego do końca i ciągnącego się już niemal sześć lat mojego procesu, w którym oskarżony jestem z donosu dziennikarza lokalnej "Gazety Wyborczej" Karola Adamaszka o rzekome nawoływanie do nienawiści wobec Żydów. Liczę, że tak jak wcześniejsze - tak i ten numer "Biuletynu" znajdzie u Państwa życzliwe przyjęcie, a donosiciele z żydowskiej gazety dla Polaków nie sprawią nam tym razem niespodzianki i nie pobiegną z donosem do prokuratury.

Zwracam się też z apelem do wszystkich osób, które mogłyby i chciały w sposób stały, aktywnie i regularnie sprzedawać nasze pismo we własnym środowisku na terenie całego kraju oraz w środowiskach Polaków za granicą, aby nawiązały z nami kontakt i współpracę. Chodzi o rozprowadzanie minimum po pięć egzemplarzy w najbliższym kręgu możliwie stałych odbiorców, tj. rodziny, znajomych, przyjaciół. Oferujemy również swoim sympatykom miejsce na nieodpłatne obwieszczenie komercyjne na internetowej stronie naszego biuletynu. Zastrzegamy sobie jednak prawo odrzucenia ogłoszenia o treści kompromitującej, podejrzanej lub jaskrawo niezgodnej z linią pisma, a zatem zwłaszcza reklamy przemocy, satanizmu, używek, pornografii itp. Życzę pożytecznej lektury!

Grzegorz Wysok

Zapraszamy wszystkich
dla których wolność słowa, prasy i wyrażania poglądów są ważne
na bezprecedensowy proces polityczny red. Grzegorza Wysoka,
oskarżonego z donosu "Gazety Wyborczej"
za informowanie o żydowskich roszczeniach majątkowych wobec Polski

8 październik 2015 r. (czwartek), godz. 14.00
Sąd Rejonowy w Lublinie
ul. Krakowskie Przedmieście 78
(sąsiedni budynek)
sala nr XIV

Nie bądźmy obojętni
wobec prób narzucania "politycznej poprawności"!

Redakcja "Biuletynu"


Szanowni Państwo!

8 października 2015 r., o 14.00 w Sądzie Rejonowym przy ul. Krakowskie Przedmieście 78 odbędzie się kolejna rozprawa, której głównym bohaterem będzie piszący te słowa. Pod koniec grudnia 2008 r. zostałem oskarżony o to, że w redagowanym przez siebie piśmie "Biuletyn" wyraziłem stanowisko w związku z roszczeniami majątkowymi, jak również groźbami wysuwanymi wobec Polski przez niektóre wpływowe środowiska żydowskie. Za opisanie prawdy, jak również własny osąd tegoż oto procederu lubelska Prokuratura postawiła mi zarzuty. Stoimy wobec narastającej fali tego typu perfidnych działań. Przypadki podobne do mojego mnożą się, zaś o ocenie wyrażanych poglądów decyduje zasada "politycznej poprawności" na której to straży stoją policja państwowa, prokuratura i sądy. W takiej oto sytuacji konstytucyjna wolność słowa, a także wyrażania poglądów staje się fikcją. Gorąco apeluję do Państwa o solidarność w walce o wolność prasy, jak również proszę o obiektywne relacjonowanie mojego procesu.

Grzegorz Wysok


Przebieg kolejnych
rozpraw karnych Wysoka
rejestruje czujne oko kamery!
(zobacz pasek boczny)


Do wiadomości:

- "Biuletyn Solidarności" - sekretariat.lublin@solidarnosc.org.pl
- "Dobry Znak" - redakcja@gazeta-dobryznak.pl
- "Dziennik Wschodni" - redakcja@dziennikwschodni.pl
- dr Eugeniusz Sendecki - endecki@wp.pl
- "Gazeta Polska" - sekretariat@gazetapolska.pl
- "Goniec Toronto" - redakcja@goniec.net
- "Idź pod Prąd" - knp@knp.lublin.pl
- "Kurier Lubelski" - mpodgajny@kurierlubelski.pl
- mec. Maciej Przebindowski - imperator@tera.com.pl
- mec. Marian Barański - marianbaranski@o2.pl
- "MM Moje Miasto" - redakcja@mmlublin.pl
- "Myśl Polska" - redakcja@myslpolska.pl
- "Najwyższy Czas!" - redakcja@nczas.com.pl
- "Nasza Polska" - naszapol@medianet.com.pl
- "Nasz Dziennik" - redakcja@naszdziennik.pl
- "Niezależna Gazeta Polska" - redakcja@niezalezna.pl
- "Nowy Tydzień" - redakcja@ntlublin.pl
- "Opcja na prawo" - adnikiel@poczta.onet.pl
- "Opoka w Kraju" - giertych@man.poznan.pl
- Organizacja Monarchistów Polskich - omp.lublin@wp.pl
- Polska Agencja Prasowa Lublin - lublin@pap.pl
- Portal Nacjonalista.pl - kontakt@nacjonalista.pl
- Piotr Zychowicz - p.zychowicz@rp.pl
- "Polityka" - internet@polityka.com.pl
- "Radio Maryja" - radio@radiomaryja.pl
- "Radio Polska" - poczta@radiopolska.pl
- "Radio RMF FM" - redakcja@rmf.fm
- "Radio Zet" - radiozet@radiozet.pl
- Rafał Ziemkiewicz - ziemkiewicz@3w.pl
- "Rzeczypospolita" - p.lisicki@rp.pl
- Radio Centrum - redakcja@rc.fm
- Radio "eR" - redakcja@radioer.pl
- Radio Lublin - poczta@radio.lublin.pl
- Radio Podlasie - studio@radiopodlasie.pl
- Stanisław Michalkiewicz - michalkiewicz@michalkiewicz.pl
- Stowarzyszenie Wolnego Słowa - sws@sws.org.pl
- Miesięcznik "Szczerbiec" - info@nop.org.pl
- TV Lublin - sekretariat.lublin@tvp.pl
- TV Trwam - sekretariat@tv-trwam.pl
- "Tygodnik Solidarność" - redakcja@tygodniksolidarnosc.com
- "Tylko Polska" - ppn@aster.pl
- "W sieci" - redakcja@gazetawsieci.pl


Przestrzenie wolności

Jednym z głównych argumentów przeciwko ustrojowi PRL i całego obozu radzieckiego było to, że nie dopuszczał on wolności słowa i krępował demokrację. Duża część informacji służyła wtedy propagandzie, media były cenzurowane i sprzyjały kształtowaniu opinii po myśli rządzących. W powszechnym założeniu wszystkich z nas, którzy chcieliśmy zmiany było to, że w nowym ustroju dopuszczona zostanie pełna wielość i różnorodność opinii i że nikt nie będzie za swe poglądy karany ani szykanowany. Niestety, tak się nie stało. Pozwanie p. Michalkiewicza do sądu przez TVN czy szykanowanie choćby Grzegorza Wysoka dowodzą, że nie wolno wyrażać poglądów, które nie odpowiadają rządzącym, a dotyczą np. problematyki żydowskiej w czasie i po II wojnie światowej. Tymczasem nie chodzi wcale o to, że panowie Michalkiewicz albo Wysok mają rację. Chodzi o to, że jeśli posiadają jakieś argumenty to mają prawo je publicznie wygłaszać i nie mogą bać się żadnej za to kary. Podobnie jak ktoś, kto głosi, że Ziemia jest płaska, że teoria kreacjonizmu jest bzdurą, że Bóg nie istnieje, a ludzie to gatunek naszczepiony przez przybyszów z Kosmosu. Pogląd, choćby najgłupszy i błędny nie może być przestępstwem. Jest jednak symptomatyczne, że jedyny jak na razie wyjątek od niekaralności za myślenie zrobiono tylko w sprawie żydowskiej. Jest też znamienne, że jedyną nacją wobec której zakazana prawem jest wszelka niechęć lub choćby tylko nieufność jest naród rzekomo "wybrany przez Boga". Przeciw Rosjanom, Arabom czy Niemcom można mówić właściwie wszystko.

Adekwatnym skandalem z zakresu niszczenia wolności słowa jest nagonka na Radio Maryja. Biorą w niej udział wszystkie media głównego nurtu, a nienawistne komentarze powtarza za nimi prawie cała ćwierć-inteligencja. Wybrzydzanie na RM i jego "moherowy poziom" stało się salonowym obowiązkiem każdego medioty, a do dobrego tonu należy rozmnażanie plotek o majątku i nadużyciach o. Rydzyka. I znów: nie chodzi tu wcale o to, żeby się z RM zgadzać. Chodzi jednak o to, że jest to obecnie dla bardzo wielu normalnych, prostych ludzi ważna przestrzeń wolności, której ufają oni bardziej niż "politycznie poprawnym" mediom. Dla wielu jest to jedyna prawdziwa i nie koncesjonowana forma opozycji oraz istotna oaza higieny psychicznej, gdzie mogą usłyszeć to, co sami myślą lub podejrzewają. To ważna, także w wymiarze społecznym forma rozładowania wielu narastających frustracji. To, że ludzie wolą słuchać RM bardziej niż innych publikatorów jest kompromitacją tych innych mediów, a nie tych ludzi. Bo ludzie, i to im bardziej sami są szczerzy i prości, tym silniej instynktownie odróżniają prawdę od zakłamania. Jest również i tak, że im więcej będzie ataków na RM, im większa chęć jego uciszenia i zamknięcia, tym bardziej będzie ono dla ludzi wiarygodne, bo to właśnie będzie świadczyć, że wzbudza ono lęk i zawiść rządzących "elit". A Radio Maryja ma takie samo prawo nadawania tego, co chce, jak panowie Michalkiewicz i Wysok mają swobodę pisania. To są przestrzenie wolności, których trzeba bronić, nawet jeśli się niektórym nie podobają.

mndystrybucja


Komentarz:

Co do wolności słowa to aktualnej władzy zależy na tym, aby niczym u ambitnego ciecia z "Alternatywy 4" wszyscy śpiewali w jednym chórze. Naturalnie takim "cieciem" może być Adam Michnik, podający rytm na modłę "Skrzypka na dachu" lub kretynki feministki, dla których dola niewyskrobanej kobiety jest szczególnie ciężka. W ogóle wolność dla pewnych ludzi to rzecz okropna. Kto by pomyślał, że można sobie tak mówić co się pomyśli?! Do czego to może doprowadzić? Dlatego trzeba wyhodować nowego sowieckiego człowieka, co będzie chłeptał swą intelektualną zupę z zatwierdzonych gazet, malkontentów zakneblować - a jak trzeba - to nawet powsadzać do więzień. To jednak na później, bo do tego czasu ludziom jest potrzebna długotrwała tresura. Na razie więc wystarczą takie sądy, które z rewolucyjną gorliwością wlepią pieniężne kary lub będą sądzić nawet do końca świata tych, co to ośmielają się jeszcze mówić swoim głosem. Dlatego ważnym elementem jest, abyśmy udzielali wsparcia tym, którzy za nas na pierwszej linii śledzą poczynania władzy nie dając jej działać po cichu, bo któregoś dnia obudzimy się w kajdankach. Zakres swobód obywatelskich od lat 90-tych nieustannie się kurczy. Niedawne cuda nad urną to potwierdziły. Imperium powoli przechodzi do kontrataku.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Czy potrzebna jest Intronizacja?

Lublin, 3 grudzień 2014 r.

13 października 1884 roku podczas mszy św. papież Leon XIII miał widzenie. Ujrzał Szatana mówiącego do Jezusa: "Zniszczę twój Kościół!". "Spróbuj" miał mu odpowiedzieć Jezus. XX stulecie miało wkrótce dać odzew na wezwanie Szatana. Najpierw wybuch I wojny światowej, później z chaosu tej katastrofy w 1917 roku wyłoniła się bolszewicka rewolucja, następnie po dwudziestu latach spokoju znów następna wojna, jeszcze gorsza od poprzedniej, jeszcze bardziej znaczona ludzkimi cierpieniami, a następnie oddanie przez zachodnie liberalne demokracje w pacht czerwonemu diabłu prawie połowy Europy. Czerwony potwór szybko rozgościł się na nowej ziemi, wymordowawszy uprzednio stare elity, zwalczając Kościół i wszystko co z Bogiem się mogło kojarzyć. Człowiek miał być zbawiony za życia wedle marksistowskiej materialistycznej herezji. Na szczęście niewydolny gospodarczo system w końcu zbankrutował, ale nie doczekawszy się swojej Norymbergi komuniści za pomocą własnych agentów znowuż zajęli czołowe miejsce w strukturze społecznej "wyzwolonych narodów", tym razem już jako nawróceni "kapitaliści". Oczywiście nakradłszy się wcześniej na koszt podatników.

Na Zachodzie też nie było lepiej. Tam materializm zadziałał inaczej. Dynamiczny rozwój gospodarczy tamtejszych państw, rewolucja obyczajowa lat 60-tych, coś na kształt XVI-wiecznego humanizmu "nic co ludzkie nie jest mi obce" spowodował wybuch nieskrępowanego niczym hedonizmu. Pokolenie "dzieci kwiatów" wyrosłe w tamtych czasach rządzi zachodnią Europą do dziś. Do tego doszedł kryzys Kościoła, tradycyjnego defensora tradycji. Tlący wewnątrz od zawsze masoński spisek spowodował pożar na soborze watykańskim II. Doszło do rewolucji w liturgii, doktrynie katolickiej. Do wnętrza świątyni Chrystusa wtargnął "swąd szatana". Efekty tego widać dziś. Mieliśmy niedawno okazję przekonać się o tym. Na 180 purpuratów Kościoła 100 głosowało za udzielaniem komunii rozwodnikom, prócz tego ta "setka" nie widzi nic złego w homoherezji, w każdym razie pochyla nad nią głowę ze zrozumieniem. "Szklanka jest już do połowy pełna" - mówi jeden z dostojników popierający postulaty "postępowych" biskupów, "zróbmy wszystko aby na następnym synodzie była już pełna w całości". Na Zachodzie od dawna udziela się "ślubów" osobnikom tej samej płci, oddaje się także im dzieci do "adopcji". Czy może być większy dowód na to, że diabeł hula po Europie w sposób nieskrępowany? Niedawno padł ostatni bastion katolicyzmu jakim zdawała się być Polska. Otóż na świeżo, prezydentem Słupska został wybrany otwarty sodomita.

Może się wydawać, że runęły już wszelkie tamy, powstrzymujące zalew tego porubstwa i ohydy, że podbój czy kompletna degrengolada Europy jest tylko kwestią czasu, że hordy muzułmańskie dokończą reszty dzieła zniszczenia. Czy może być dla Polski ratunek? Może. Daje nam na to odpowiedź Rozalia Celakówna polska święta żyjąca przed II wojną. Ma wizję Jezusa Chrystusa, który od 1930 roku zaczyna domagać się przez Rozalię od Polski uznania Go za swego Króla. Poucza Rozalię, że jest to sprawa ogromnej wagi i że w tej intencji trzeba wiele się modlić i wiele cierpieć, by przyśpieszyć intronizację w Polsce. Przejęta swoim zadaniem święta mówi spowiednikowi "Ojcze Kochany, coś dziwnego dzieje się w mej duszy, czuję przeogromne pragnienie, by wszystko uczynić i przecierpieć, by Jezus mógł swobodnie panować w naszej ukochanej Ojczyźnie, a przez Polskę, by zawładnął całym światem. Śmiem to twierdzić stanowczo, że Polska będzie silną potęgą, najsilniejszą nie tylko w Europie, ale na całym świecie, jeśli usłucha wezwania Pana Jezusa, a jeśli nie, to zginie. To nie są moje myśli i słowa (...). To mi pokazał Pan Bóg".

Od września 1937 roku Rozalia otrzymuje szereg proroczych wizji, w których żądania Jezusa wobec Polski i świata zostały bardzo wyraźnie sprecyzowane. Od spełnienia tych żądań Bóg uzależniał los naszej Ojczyzny i innych narodów. Istotę tych objawień można sprowadzić do warunku: jeśli Polska chce ocalić siebie, musi uznać Jezusa swym Królem w całym tego słowa znaczeniu poprzez Akt Intronizacji. Ma być on dokonany przez cały Naród, a w szczególności przez władze państwowe i kościelne, które w imieniu Narodu mają wspólnie dokonać w sposób uroczysty tego Aktu. W następstwie za przykładem Polski pójdą inne narody i także one dokonają Aktu Intronizacji Jezusa na swego Króla. Wszystkie narody, które nie uznają Jezusa swym Królem zginą. Niestety pukająca do różnych ziemskich instancji święta zmarła nie doczekawszy się zainteresowania swoją sprawą. Obecnie w naszych czasach jej misja nabiera szczególnej aktualności. Gołym okiem widać, że obecny system nie jest zdolny do samonaprawy, że upadek człowieka staje się coraz głębszy. Tylko czy ludzie to w końcu sobie uświadomią? A diabeł wciąż hula...

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


"W cztery oczy"
z redaktorem Michalkiewiczem

1 X 2012 r. w Warszawie. Kawiarnia "KAVA", ul. Nowy Świat 30. Spotkanie towarzyskie z p. redaktorem Stanisławem Michalkiewiczem, który mówi o Pierwszym Kongresie Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce, narodzinach światowego kryzysu, skandalu wokół grzywny dla o. Tadeusza Rydzyka, charakterze geopolitycznego położenia Polski, walce z wrogiem wewnętrznym oraz obcą agenturą, stanie sił zbrojnych III RP, ludobójstwie Banderowców i zbrodni UPA na Ukrainie, stosunkach niemiecko-żydowskich, rocznicy strajków na Wybrzeżu i Cudu nad Wisłą, tradycji powstańczej Jarosława Kaczyńskiego, kulisach afery Amber Gold, ofensywie ateistów na serwisie internetowym YouTube oraz absurdalnym procesie Grzegorza Wysoka z Lublina.




Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


Wybory prezydenckie

Lublin, 9 październik 2014 r.

Nadchodzą wybory, więc czas na pewne podsumowania. Otóż w mijającej kadencji na urząd prezydenta miasta Lublina, obecnie piastujący to stanowisko Krzysztof Żuk niczym się nie popisał. Zwracam uwagę na jego dwa projekty... Wybudowanie stadionu na miejscu zlikwidowanej cukrowni na ulicy Krochmalnej, aby nie stanowiła konkurencji dla wielkomocarstwowych Niemiec, które miało nam otrzeć łzy, to wyrzucenie olbrzymich pieniędzy w błoto. Te współczesne Koloseum będzie pochłaniało wielkie sumy, a zysk z organizowanych tam imprez będzie platoniczny. Chyba, że współczesny, jeszcze urzędujący prezydent po reelekcji ma nadzieję organizować igrzyska gladiatorów np. walki olbrzymich kotów. Wystarczyłoby tylko rozesłać swoich przedstawicieli do krajowych ogrodów zoologicznych lub cyrków, aby stare, sterane życiem wypłowiałe lwy i tygrysy mogły jeszcze posłużyć swoim lichym życiem lubelskiej widowni. Sam prezydent w trakcie igrzysk mógłby, niczym cesarz Kommodus popisywać się sprawnością swojej ręki, strzelając do nich z łuku

Druga chybiona inwestycja to budowa lubelskiego lotniska. Jednak nie obarcza ona winą tylko urzędującego prezydenta. Jego poprzednik prezydent Wasilewski też wielce się do tego dołożył. Drogi, istniejący port lotniczy jest totalnym absurdem, potiomkinowską wioską, która będzie kulą u nogi budżetu miasta na wiele dziesięcioleci. Notabene wybudowany po to aby młodzi lubelacy mogli szybko uciec za granicę. Taki sens wypływa z obecnej sytuacji gospodarczej naszego regionu, jednego z biedniejszych w kraju. Natomiast co do rozwoju tutejszego biznesu, dla którego z tą intencją zdaje się było ono wznoszone, to walnie do niego przyczyniłyby się niskie podatki, a nie żyłowanie podatników na takie Barejowskie mega-Misie. Nowy basen olimpijski na alejach Zygmuntowskich też się w tą ideę wpisuje. Chyba, że będą w nim organizowane naumachie, czyli walki starożytnych galer, komplementarne do igrzysk gladiatorów w lubelskim Koloseum imienia Krzysztofa Żuka. Tak to nasz prezydent, niczym jednooki Książę Taurydzki bajerujący carycę Katarzynę pragnie zadziwić wyborców wspaniałością i rozmachem prac prowadzonych za swojej kadencji. Tymczasem ich efekt będzie taki, jak z posągami na wyspie Wielkanocnej - wielkość i bezsens tych kolosów - na wiele lat wprawi w zadumę widzów nad celowością utopionych weń fortun. Zwłaszcza gdy wkrótce przyjdą rachunki z banków, u których się nasz rządca zapożyczył, aby przed wyborami rzucać garściami pieniędzy w tłum. Jednak w przeciwieństwie do gestów godnych hojnych rzymskich cesarzy, to my będziemy musieli za to wszystko zapłacić. W końcu gołodupiec prezydent, z woli demosu sprawujący władzę, to nie jakiś tam zramolały dziadyga - król i aby zadowolić tutejszy populus, będzie musiał wpierw zeń zedrzeć skórę. Kelner z rachunkiem przyjdzie dopiero na końcu, gdy będziemy po tym wszystkim trzeźwieć.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Rasistowskie plakaty
i profesor Hartman

Lublin, 6 październik 2014 r.

Często po moim osiedlu spaceruję lub wracam z pracy, więc nic dziwnego, że co rusz przechodzę obok plakatów. Szczególnie dwa z nich przykuwają moją uwagę. Na pierwszym, semickiej urody mężczyzna przytula do siebie kobietę, powiedzmy o miejscowej aparycji. Na drugim - wiszącym dalej - mężczyzna w typie kaukaskim, pękiem kluczy zaprasza dziewczynę o wyglądzie rusałki do zajęcia miejsca w mieszkaniu, oczywiście kupionym na kredyt. Czyżby w tym widzeniu reklamodawczym Polacy o fizjonomii aryjskiej mieli być upośledzeni? Czyni to chyba zadość życzeniom profesora Hartmana o "pozwoleniu reprodukcyjnym". Tłumacząc z polskiego na nasze, oznacza zgodę na założenie rodziny. To nie fantazja, widziałem to na własne oczy w pewnym programie znalezionym na YouTube. Prowadzący dziennikarz z szacunkiem zwracał się do plecącego trzy po trzy profesora i w niczym mu nie przeszkadzał. Gdyby to był np. Janusz Korwin-Mikke lub jakiś inny "oszołom" pewnie przerywałby w pół zdania, co z rechotem by witała specjalnie do tego dobrana "obiektywna" publiczność. Skomplementowana po to, aby naiwny telewidz sądził, że tak myśli mądrzejsza "większość". Ciekawi mnie tylko jaki kształt miałaby myśl Jana Hartmana stanowiąca w jego środowisku niewątpliwie sam cymes? Czy jeden wybrany samiec miałby do dyspozycji cały harem nałożnic, podobny do grenlandzkiego morsa wylegującego się na plaży i czuwającego, aby mu jakiś koleś nie podkradał "dziewczyn"? A może musiałby udawać się po pozwolenie na ożenek do głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa S..., tj. oczywiście Lechistanu? Od razu widać, że to faszyzm, tylko w odwrotną stronę. Pan profesor zasłynął nie dawno jeszcze inną złotą myślą. Mianowicie poddał propozycję aby nie karać za... kazirodztwo. Tego nawet nie mógł znieść wpatrzony w topniejące słupki sondaży Palikot i profesora ze swojej partii zwyczajnie wywalił. Skoro nie można wprowadzić pozwolenia na założenie rodziny od razu to niech się przynajmniej do tego czasu głupie goje w chlewie pieprz... Najlepiej bez okien i światła, aby nie wiedzieli kto z kim i w jakim powinowactwie. Taka jest recepta na szczęście familii profesora Hartmana. A to już blisko pedofilii, tylko nie należy płoszyć ludzi. Do tego czasu trzeba działać ostrożnie i etapami.

Ale wróćmy do naszych plakatów... Otóż "wiszące" na afiszach twarze wiele nam mówią: na przykład, że jak źle coś pójdzie w Izraelu, to nam się na głowę zwalą.... oraz, że obcy jest "lepszy" niż swój, więc czasami trzeba jak pewne kabotyńskie towarzyszki dać się nawet zarazić wirusem Simona Mola, aby tylko nie uchodzić za element wsteczny i móc bez obciachu przechadzać się po Paryżu.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Wybory w wykonaniu lokalnych me(r)diów

Lublin, 4 październik 2014 r.

1 października "odbyło" się spotkanie kandydatów na urząd prezydenta Lublina organizowane przez radio TOK FM i Urząd Miejski w Lublinie. Piszę "odbyło" się, ponieważ nie stawili się na nim wszyscy kandydaci. Zabrakło między innymi Antoniego Chrzonstowskiego z Kongresu Nowej Prawicy i Mariana Kowalskiego z Ruchu Narodowego, który choć nie został zaproszony, to jakimś tajemnym sposobem dowiedział się i na spotkanie jednak się stawił, czym sprawił niemały kłopot organizatorom. Ci jednak szybko wybrnęli sytuacji, albowiem nie było mu dane zabrać głosu w tej ważnej dla Lublinian sprawie, ponieważ jak widać nie okazał się ukochanym wodzem, naszą duszeńką, na którą "porządny" mieszkaniec tego miasta powinien oddać swój głos. Tak zapewne sądzili organizatorzy. Dobrze, że nie zjawił się drugi kandydat Antoni Chrzonstowski, bo pewnie jemu też zostałaby dana przykładna lekcja gdzie, a gdzie ma się nie pojawiać. Nie będę wchodził w treść wygłaszanych mów ani oświadczeń obecnych na spotkaniu kandydatów, swoją nudą i bezbarwnością pewnie nie odchodzących od normy, jednak mam pewne przesłanie do organizatorów tego widowiska. Drodzy panowie, na swoim spotkaniu możecie sobie zapraszać nawet Belzebuba, ale robienie z wyborów prezydenckich prywatnego party. To nie wasza piaskownica i elementarna przyzwoitość wymaga, aby zapraszać wszystkich uczestników balu, nawet gdy serca nie noszą po tej, której chcecie stronie.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Stanisław Michalkiewicz
o Palikocie i tajnej dyrektywie Tuska

Amfiteatr kościoła Braci o. Kapucynów na Poczekajce, Aleja Kraśnicka 76 w Lublinie. Rozmowa przeprowadzona krótko po wykładzie "Polska wobec kryzysu". Pan Stanisław Michalkiewicz opowiada o tajnym rozporządzeniu premiera Donalda Tuska dotyczącym tzw. mienia żydowskiego oraz kontrowersyjnej wypowiedzi Janusza Palikota wygłoszonej na tegorocznym spotkaniu liderów polskiej lewicy z cyklu konwersatorium pt. "Dialog i Przyszłość".




Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


O dźwiganiu krzyża

Lublin, 20 sierpień 2014 r.

Papież Franciszek oświadczył, że za dwa, trzy lata może odejść na emeryturę lub "do domu Ojca". Gratuluję mu umiejętności przewidywania lub wie więcej niż my wiemy, a nie chce się tym podzielić. Epidemia dezercji narasta. Przy ostatnich dwóch papieżach Jan Paweł II wygląda naprawdę jak gigant ducha. Przynajmniej do końca zachowywał się jak wódz na polu bitwy. Do ostatniej chwili wydawał rozkazy. Ale nie o to chodzi, bo każdy papież-elekt wie, że jego urząd wiąże się z cierpieniem i trwaniem w oblężonej twierdzy do końca. Czyli dźwiganiem krzyża, tak jak to czynił ich Mistrz. Krzyż natomiast ma to do siebie, że trzeba Go nieść do końca, a nie odkładać na bok, do szafy, lub wrzucać na ramiona innego - kiedy nie ma się ochoty Go już dźwigać. Bo przypomina to sztafetę krzyża, w unoszeniu Go na drodze krzyżowej. Ale to nie koniec historii, bo na ostatku może się skończyć i ochota w jego dźwiganiu. I mogą się spełnić wówczas słowa zawarte w Ewangelii św. Łukasza - "Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"

Epilog:

W dniu 14 listopada 1305 r. w Lyonie, podczas koronacji papieża Klemensa V na której był obecny król Francji Filip IV Piękny doszło do niecodziennego zdarzenia. Zawalił się mur, w wyniku czego papież został ranny, a kilka osób (w tym jeden z jego braci) poniosło śmierć. Poczytano to za złowróżbny znak Opatrzności. Czyżby teraz sytuacja miała się powtórzyć?

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Żal tej krwi przelanej...

Lublin, 5 sierpień 2014 r.

Sierpień jest w naszych najnowszych dziejach miesiącem szczególnym. 70 lat temu wybuchło Powstanie Warszawskie, określane do dziś jako "największa bitwa podziemnej Europy". Z kolei 34 lata temu, w sierpniu 1980 r. Polskę ogarnęła fala strajków, uznawana za "największy protest przeciwko systemowi komunistycznemu". Oba te wydarzenia, choć rozgrywały się w różnych epokach łączy bardzo wiele. Zarówno w 1944 r., jak i w 1980 r. Polacy walczyli o swoją godność i wolność, czym potwierdzili całemu światu, jak ważne są dla nas te wartości. Ale szlachetność intencji szeregowych powstańców i strajkujących robotników nie może przesłonić faktu zasadniczego: nasz naród stanął do walki, której cele od początku były nie nasze, lecz służyły naszym wrogom. Adam Doboszyński jeszcze jesienią 1943 r. ostrzegał: "wszystkie agentury pchają nas dziś do przelewu polskiej krwi". Niestety, w patriotycznym uniesieniu mało kto ten fakt zauważał. Dopiero po latach przegrani kombatanci dostrzegli, że ich walka była na rękę różnym Bermanom i Retingerom, którzy okazali się sprytniejsi działając po różnych stronach frontu, podobnie jak sierpniowe strajki przyniosły korzyść jedynie Michnikom i Rakowskim - także ulokowanym po obu stronach oficjalnej barykady.

Powstańczy zryw stolicy trwał zaledwie sześćdziesiąt trzy dni. Euforia, jaka ogarnęła Polskę po sierpniu 1980 r. skończyła się po 16 miesiącach. Skutkiem nieudanego powstania było straszliwe zniszczenie Warszawy wraz z jej wielowiekowym dorobkiem kulturalnym, ale przede wszystkim śmierć 200 tyś. najlepszych Polaków - których zabrakło, gdy Stalin wcielił nasz kraj do swojego imperium. Skutkiem solidarnościowych protestów z początku lat 80-tych był stan wojenny, podczas którego ginęli polscy robotnicy i polscy księża, zaś odpowiednim kluczem dobrana "opozycja" - razem z ówczesną władzą - szykowała nam już ukradkiem zmianę ustroju. Tego ustroju, który w końcu daliśmy sobie narzucić, bo nie mieliśmy na tyle czujnych, mądrych i uczciwych elit, by nas ostrzegły przed kolejnym oszustwem. To właśnie naiwność lub sprzedajność przywódców spowodowały, że w 1944 r. Polacy wierzyli w pomoc zachodnich sojuszników - tak samo, jak dzisiaj wierzą, że "Ameryka nas obroni, a Unia da pieniądze". Dlatego najważniejszym zadaniem, jakie przed nami stoi jest wychowanie nowej - prawdziwie rozumnej i moralnej socjety, która poprowadzi Polskę ku lepszej przyszłości w państwie narodowej suwerenności. Bez tego nawet nie warto myśleć o przejmowaniu władzy i zmianie złodziejskiego ustroju, bo skończy się to tak, jak inne daremne zrywy. Przed walką - rozpoznanie, przed działaniem - świadomość.

mndystrybucja


Popowstaniowy mit

Lublin, 1 sierpień 2014 r.

"Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę,
ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją!"
gen. George Patton

Tego lata obchodzimy siedemdziesiątą rocznicę katastrofy narodowego seppuku, które na długie lata ukształtowało i chyba nadal będzie kształtować nasze widzenie historii. Kosztem śmierci 180 tys. cywilów bestialsko mordowanych przez Niemców i żywcem pogrzebanych w ruinach, kosztem śmierci 18 tys. kiepsko uzbrojonych powstańców, kosztem 3,5 tys. dosłanych berlingowców, kiedy było już jasne, że powstanie chyli się ku upadkowi, Polacy zabili 1570 uzbrojonych po zęby żołnierzy wroga. Ukąszenie komara. Czy było warto? Ze stolicy został popiół, dorobek pokoleń został zaprzepaszczony, bezcenne dobra kultury uległy zagładzie, największe archiwalia spłonęły, wielkie miasto Europy wyrokiem wroga, zniknęło z powierzchni ziemi. Uradowany Stalin mógł przystąpić do zainstalowania swojego rządu. W 1939 r. po bohaterskiej walce straciliśmy 40 tys. żołnierzy, przeciwko 16 tys. wroga. Też dużo, ale było warto - Niemcy to odczuli. Natomiast po wybuchu powstania współcześni nie mieli wątpliwości: gen. Anders sam nieposłuszny wobec przełożonych i szafujący krwią swoich żołnierzy, domagał się osądzenia winnych tej decyzji. Podobne zdanie miał generał Sosnkowski, jak i wielu, wielu innych.

Obecnie jesteśmy świadkami żonglowaniem faktów oraz "naukowego" udowodniania, że Powstanie miało sens, że "Niemcy i tak by wymordowali Polaków", że "Warszawiacy umarliby z głodu", że "Stalin przestraszył się zaciekłości Powstańców", że "zrobiłby z Polski 17 republikę" oraz - "i tak wszystkich by wystrzelał", z zamiennikiem zsyłki na Sybir. Strachy na lachy. Nikomu jednak nie przyjdzie kujący w oczy każdego profana fakt, że z Czech gdzie przecież nie było powstania, z Węgier, jakoś republik nie zrobił. Mam wrażenie, że są to argumenty "ex post" wymyślane po to, aby usprawiedliwić swoje uczestnictwo - no i po to, aby jakoś usprawiedliwić hekatombę takiej ilości wspaniałych ludzi, żeby nikt nie myślał, iż była nadaremna. Dodatkowo swoje robiła propaganda komuny, wbrew swojej intencji wzmacniając mit pozytywnego postrzegania powstania, czemu jednak nie należy się dziwić - "Sorry, taki mamy klimat". Po niewczasie komuna jednak zreflektowała się ze swojej pomyłki i zaczęła go wspierać. Pewnie także z powodu "klimatu". W dzisiejszych czasach pośród zakrzykiwania głosów rozsądku, przeciwnikom okresu "kiedy poszli nasi w bój bez broni" zarzuca się brak patriotyzmu. Tendencja ta wobec zlodowacenia europejskiego, na zasadzie ogólnego odporu wobec wroga i chyba "Gazety Cadyka", mającej ambicje do sprawowania rządu dusz, zdaje się narastać. Mimo wszystko jednak zaryzykuję i zadedykuję wszystkim słowa starożytnego króla Epiru Pyrrusa - "Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony". Obyśmy potrafili odróżnić bohaterstwo i ofiarę żołnierza, od kładzenia
głowy pod topór.

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


[Ostatnia rozprawa Arkadiusza Łygasa:
(Sygn. akt I C 33/13)
Wygrany proces z usuniętym z PiS Jackiem Danelem
- apelacja radnego
(Sąd nie wyznaczył terminu następnej rozprawy)
30 IX 2014 r. (wtorek), godzina 9.00, sala X
Sąd Rejonowy w Zamościu (wejście A)
ul. Akademicka 1

Sąd skazał radnego

Grzywną w wysokości 1800 zł ukarał sąd w poniedziałek (16 czerwca br. ) radnego Jacka Krzysztofa D. za pomówienie mieszkańca Zamościa. Radny musi także przekazać 1000 złotych nawiązki na rzecz Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu. W wywiadzie, który trzy lata temu ukazał się na jednym z zamojskich portali internetowych, Jacek Krzysztof D. odniósł się m.in. do rezolucji Rady Miasta Zamościa, potępiającej nadanie honorowego obywatelstwa Stepanowi Banderze przez samorząd Żółkwi na Ukrainie (Żółkiew jest miastem partnerskim Zamościa). Radny powiedział, że Arkadiusz Łygas wraz z Henrykiem Smalejem (obaj zamościanie zwracali się na sesji do radnych o przyjęcie rezolucji) "swoją postawą bardziej przysługują się szowinistom i nacjonalistom ukraińskim niż sprawie polskiej".

Słowa wypowiedziane przez radnego oraz historyka z tytułem doktora (Jacek Krzysztof D. wykłada na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Zamościu) bardzo zabolały Arkadiusza Łygasa, który to wystąpił z prywatnym aktem oskarżenia przeciwko radnemu (później to samo uczynił p. Henryk Smalej, którego proces trwa). Po prostu poczułem się znieważony nieprawdziwymi wypowiedziami pod moim adresem - wspomina Łygas. Za pomówienie innej osoby za pomocą środków masowego komunikowania grozi grzywna, ograniczenie albo pozbawienie wolności do roku. Sąd Rejonowy w Zamościu skazał w poniedziałek (16 czerwca) radnego na 1,8 tys. zł grzywny i nakazał przekazać 1 tysiąc zł nawiązki na rzecz Stowarz. Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu. Wyrok nie jest prawomocny.

Skazany radny:
- Będzie apelacja!

Za pomówienie mieszkańca Zamościa radny został ukarany nieprawomocnie grzywną. Ale wszystko wskazuje na to, że zamojski radny Jacek Danel odwoła się od wyroku. - Nic złego nie zrobiłem, dlatego najprawdopodobniej odwołam się od wyroku - powiedział nam radny. Zaznaczył, że decyzję podejmie dopiero po otrzymaniu odpisu orzeczenia wraz z pisemnym uzasadnieniem. W poprzednim numerze naszej "Kroniki Tygodnia" napisaliśmy, że 16 czerwca 2014 r. Sąd Rejonowy w Zamościu ukarał radnego Danela za pomówienie mieszkańca Zamościa grzywną w wysokości 1,8 tys. zł (sąd nakazał też wpłacenie 1 tysiąca złotych nawiązki na rzecz Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu). Chodziło o wywiad, który to trzy lata temu ukazał się na jednym z zamojskich portali internetowych. Radny Jacek K. Danel odniósł się w nim do rezolucji Rady Miasta potępiającej nadanie honorowego obywatelstwa Banderze przez samorząd Żółkwi na Ukrainie, a przy okazji powiedział, że pan Arkadiusz Łygas wraz z Henrykiem Smalejem (obaj zamościanie domagali się od radnych przyjęcia rezolucji) "swoją postawą bardziej przysługują się szowinistom ukraińskim niż sprawie polskiej". Tymi słowami poczuł się obrażony Arkadiusz Łygas, który złożył w sądzie prywatny akt oskarżenia przeciwko radnemu. Wyrok jest dla mnie satysfakcjonujący. Ja na pewno nie będę składał apelacji - zapewnia zamościanin.

Źródło:
http://kronikatygodnia.pl/]


Foto:
Wyk. mndystrybucja
Na zdjęciu - Arkadiusz Łygas i Jerzy Adamczuk
(historyk, działacz opozycji niepodległościowej w latach 1978-1989,
więzień polityczny stanu wojennego) przed salą rozpraw
Sądu Rejonowego

Wkrótce odbędzie się kolejna rozprawa w procesie przeciwko p. Arkadiuszowi Łygasowi. Narodowiec z Zamościa oskarżony jest o to, że kilka lat temu w Hrubieszowie rozwiesić miał plakaty z modlitwą Papieża o nawrócenie Żydów. Zdaniem miejscowej prokuratury sformułowania "wiarołomni Żydzi" oraz "lud zaślepiony" zawarte w modlitwie papieskiej znieważają naród żydowski. Przypomnijmy, że ten najbardziej absurdalny w dziejach polskiego wymiaru sprawiedliwości proces toczy się aż od roku 2006. W międzyczasie p. Arkadiusz Łygas był już na przemian kilkakrotnie skazywany oraz uniewinniany. Wszystko rozpoczęło się od pojawienia się na ulicach Hrubieszowa w "dniu Judaizmu" plakatów z treścią wielkopiątkowej modlitwy papieża Piusa V odmawianej w kościołach do czasu Soboru Watykańskiego II. Prokurator Jacek Miścior przedstawił A. Łygasowi zarzuty karne zagrożenie karą pozbawienia wolności do lat trzech. Tenże oto niespotykany od czasów stalinowskich akt żydowskiej nagonki spowodował nie tylko akcję propagandową, lecz także zaowocował skierowaniem wniosku o wszczęcie postępowania karnego przeciwko prokuratorowi Miściorowi. W sprawie zapadały już orzeczenia. Dwukrotnie sąd orzekał karę więzienia w zawieszeniu, umorzono postępowanie, raz uniewinniono oskarżonego. Arkadiusz Łygas ma już dosyć kilkuletniego ciągania po sądach, dlatego złożył wniosek o przeprowadzenie rozprawy bez jego obecności.

mndystrybucja


[Bunt radnego Danela

Radny dr Jacek Danel - historyk oraz wykładowca PWSZ w Zamościu złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego i członka Klubu Radnych PiS w zamojskiej Radzie Miasta. Jego decyzja związana jest z brakiem wsparcia i współpracy ze strony radnych PiS. O swojej decyzji mówi dr Jacek Krzysztof Danel. Była to dla mnie (tj. rezygnacja z funkcji przewodniczącego - przyp. red.) bardzo przykra i trudna decyzja. W piśmie skierowanym do wiceprzewodniczącego Hawrota napisałem: "Od czasu związania się politycznego z Prawem i Sprawiedliwością byłem wobec tejże partii oraz jej politycznego środowiska: uczciwy, lojalny i otwarty na wszelkie propozycje dotyczące sprawnego funkcjonowania wyżej wymienionej formacji (...) Bez względu na rangę podejmowanych tematów nikt nie jest uprawniony do tego, by szargać godność drugiego człowieka oraz narażać go na negatywne oceny."

- W pierwszej chwili miałem zamiar zrezygnować z mandatu radnego. Ale zawiódł bym osoby, które mi zaufały oddając na mnie głos. Samemu będzie mi trudno, ale mimo to będę starał się sumiennie pracować. Chciałbym też zmienić trochę relacje w lokalnej polityce. Trzeba się wzajem szanować, bo w polityce powinny obowiązywać standardy dotyczące etyki, moralności oraz kultury społecznej. Nadal wierzę, że funkcja radnego to przede wszystkim praca na rzecz NASZEGO MIASTA. Postanowiłem nadal pracować - aktywnie - jako radny niezrzeszony dla dobra mieszkańców Zamościa. Nie znaczy to, że zmieniłem poglądy polityczne. Nadal w dużej części zgadzam się z programem politycznym PiS-u, szczególnie ze sferą dotyczącą spraw społecznych i socjalnych. Nie wiem jak będzie się układać współpraca z kolegami radnymi z PiS. Jeden z nich, powiedział jako anonimowy radny dziennikarce "Tygodnika Zamojskiego", że funkcja mnie przerosła oraz że boję się krytyki. To są bzdury. W klubie PiS zapadła decyzja, że przewodniczący klubu będzie rotacyjny, tj. w kwietniu M. Kimak, w maju W. Hawrot, w czerwcu znów M. Kimak. Chyba kolegów radnych ta funkcja także przerosła. Wykonując pracę zawodową jestem oceniany przez studentów oraz podwładnych. Zapewniam, że ocena ta nie jest najgorsza.

- Rezolucja skierowana do radnych Żółkwi po wyborze Stepana Bandery z OUN-UPA na Honorowego Obywatela Żółkwi przyjęta przez Radę Zamościa, która nie podobała się Łygasowi oraz Smalejowi została uznana przez naukowców zajmujących się sprawami polsko-ukraińskimi za wzorcową. Przesłałem ją prof. Czesławowi Partaczowi - jednemu z najwybitniejszych polskich znawców tych dramatycznych stosunków. Uważam, że Łygas i Smalej swoją postawą bardziej przysługują się szowinistom i nacjonalistom Ukraińskim niż sprawie Polskiej. Osoba, która chce poróżnić Ukraińców z Polakami służy interesom Rosji, a nie Polski. Marszałek Józef Piłsudski mawiał: Nie będzie wolnej i niepodległej Polski bez wolnej Ukrainy. To właśnie sprawy związane z reakcją zamojskich radnych PiS na wybór przez radnych Żółkwi (miasto partnerskie Zamościa) Stephana Bandery na Honorowego Obywatela Żółkwi, a także zachowanie się radnych do przewodniczącego swojego klubu przelała czarę goryczy oraz zadecydowała o rezygnacji Jacka Danela. - Oskarżenia Łygasa pod moim adresem o sprzyjanie Ukraińcom i wspieranie bandytów z UPA pojawiły się w Internecie. Znajomi mi historycy zajmujący się stosunkami polsko-ukraińskimi pytali z niepokojem o co chodzi w Zamościu, gdyż w Internecie znaleźli szkalujące mnie opinie, w których stwierdza się, że nie znam historii i sprzyjam wrogom Polski. Trudno się tłumaczyć, że nie jest się wielbłądem...

- Podczas sesji Rady głos zabrał pan Łygas mówiąc, że rezolucję jaką przedstawił PiS była moim pomysłem, wbrew stanowisku radnych z naszego klubu. Nikt z obecnych na sesji radnych PiS nie wstał i nie powiedział: "Panie Łygas! Toż to nie tylko zdanie pana Danela, lecz całego klubu". Ostatecznie Rada Miejska po małych poprawkach przyjęła projekt stanowiska wobec Żółkwi opracowany przez podkomisję. Głosowałem za. - We wtorek 29 marca byłem w biurze posła i dowiedziałem się od Sławomira Zawiślaka, że zdaniem Łygasa i Smaleja został przegłosowany "gniot" i może PiS będzie musiał do tej sprawy wrócić. Kilka godzin później, po kolejnych nieporozumieniach między mną, a posłem i radnymi PiS zdecydowałem się zrezygnować z funkcji przewodniczącego i wyjść z Klubu.

Źródło:
http://zamosconline.pl/]



Grzegorz Wysok w "Najwyższym Czasie!":

Reżyserów dwóch
- Ucicki i Pasikowski


"Powrót" i "Pokłosie" -
nazistowskie inspiracje walki z antysemityzmem

Akcja pierwszego filmu rozgrywa się w małym kresowym miasteczku. Jest rok 1939. W miejscowości tej polscy troglodyci na różne sposoby prześladują swych wywodzących się z mniejszości narodowej i stojących od nich moralnie i cywilizacyjnie wyżej sąsiadów. Polskie dzieci biją swoich rówieśników, zaś szkoła zostaje przez władze zlikwidowana, a w jej miejsce instaluje się placówka polskiej żandarmerii. Potomkowie mniejszości tracą możliwość nauki w języku ojczystym. Bohaterska nauczycielka - pani Maria stara się o cofnięcie decyzji, jednak grupa pijanych polskich parobków gwałci ją oraz kamienuje. Nadchodzi wrzesień i wybucha wojna. Eskalacja polskiego terroru i przemocy narasta. Zapada decyzja o całkowitej eksterminacji tzw. sąsiadów, którzy tłoczeni w straszliwych warunkach oczekują
w więzieniu na egzekucję. Lecz w ostatnim momencie nadchodzi jednak wybawienie. Bombowce Luftwaffe niszczą więzienne mury, zaś polscy oprawcy tchórzliwie uciekają pozostawiając swe ofiary nietknięte. Następuje "happy end" - polskie państwo oparte na terrorze i zbrodni przestaje istnieć.

Fabuła drugiego filmu również dzieje się na wschodzie Polski. Do zapadłej, pijackiej i ciemnej wsi gdzieś na Białostocczyźnie przyjeżdża z USA Franciszek, aby odwiedzić po 20 latach swego młodszego brata Józefa, którego sąsiedzi nienawidzą oraz uważają za "czarną owcę". Przyczyną tego ostracyzmu jest fakt, że Józef zbiera z pól oraz restauruje żydowskie macewy sprofanowane w czasie wojny przez polskich wieśniaków. W miarę rozwoju akcji groza narasta, albowiem okazuje się, że na początku niemieckiej okupacji żądni krwi mieszkańcy wsi wymordowali swych żydowskich sąsiadów. Przyczyną była chęć zagarnięcia ich dóbr, jak również zemsta za śmierć Chrystusa! W mordzie - jak się okazuje - rolę kierowniczą sprawował ojciec obu braci. W końcu to dziki tłum polskich chłopów, ale także policjant i strażacy pod patronatem wikarego podpala dom Józefa, a jego samego krzyżuje na drzwiach stodoły. W ten sposób polscy barbarzyńcy zacierają ślad po strasznej zbrodni, której dopuścili się przed laty ich przodkowie.

Pierwszy film, noszący tytuł "Powrót" ("Heimkehr") powstał w 1941 roku w III Rzeszy na zamówienie ministra propagandy dr Józefa Goebbelsa, a jego reżyserem był folksdojcz Gustav Ucicki. Niemieckie dzieci były na projekcję "Powrotu" prowadzone przez swych nauczycieli. Film był też pokazywany w krajach Europy okupowanych przez hitlerowską Rzeszę, utrwalając stereotyp Polaka-zwyrodnialca. Drugi obraz to już produkcja "made in" III RP, zaś powstał głównie za pieniądze polskich podatników z dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nosi tytuł "Pokłosie", a reżyserem jest "polski twórca" Władysław Pasikowski. Na ten film też prowadzeni mają być w ramach lekcji historii uczniowie. Co łączy oba te wybitne dzieła propagandy? I w jednym, i w drugim przypadku biorą w nim udział polscy aktorzy. Tylko że ci, którzy zostali zmuszeni przez Niemców do gry szantażem lub podstępem zostali przez władze i społeczeństwo Polski Walczącej na wsze czasy napiętnowani, a nawet otrzymali wyroki, podczas gdy w przypadku "Pokłosia" zarówno pan reżyser, jak i występujące w tej antypolskiej szmirze kanalie mają spodziewać się nagród, tantiem, a nawet zostania autorytetami moralnymi, co też zresztą już się dzieje.

Jeżeli chodzi o ilość scen brutalnych mających obrazować polskie zezwierzęcenie, to film niemiecki przy "Pokłosiu" jest lekką liryką dla pensjonarek. Pasikowski w swej wizji polskich chłopów bije na głowę dr Goebbelsa i jego propagandzistów. Zaprawdę jest w tej dziedzinie mistrzem! Ach, co ja piszę mistrzem - on jest arcymistrzem! Kulminacyjna scena ukrzyżowania młodszego z braci wejdzie na stałe do klasyki horroru i zawładnie zbiorową wyobraźnią niosąc światu "wyjątkową prawdę" o Polsce i Polakach. Pierwszy film obejrzały miliony; co stanie się z drugim - zależy już wyłącznie od postawy polskiego społeczeństwa i polskich nauczycieli. Czy pozwolimy sobie (który to już raz?) bezkarnie pluć w twarz twierdząc, że deszcz pada - w dodatku za własne pieniądze? Czas pokaże.

Grzegorz Wysok

Źródło:
"Najwyższy Czas!"
- tygodnik konserwatywno-liberalny
Nr 51-52 (1178-1179),
str. XVIII-XIX


Wypowiedź historyka Grzegorza Wysoka
na temat obstalunku "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego
i aktualnej sytuacji procesowej w związku ze sprawą karną
o rzekome propagowanie antysemityzmu:




Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


Kulisy
zabójstwa Narutowicza

Dziewięćdziesiąta rocznica tragicznej śmierci pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza z rąk artysty-malarza Eligiusza Niewiadomskiego stała się okazją dla środowisk lewackich i postkomunistycznych do zorganizowania demonstracji wymierzonych w "faszystów" - a w rzeczywistości w polskie środowiska narodowo-prawicowe. Kilka lat wcześniej (w 2008 r.) podobnej do Palikota i Millera retoryki użył nieżyjący już abp lubelski Józef Życiński w czasie swego dytyrambu z okazji Dnia Niepodległości, gdy bez ogródek zaatakował "endecję", przypisując temu stronnictwu winę za mord na prezydencie odrodzonej Rzeczypospolitej. Jako że panuje dziś swoista moda na wyjaśnianie tajemnic historii, warto może przyjrzeć się dokładnie kulisom tamtych wypadków. Czy naprawdę rację mają ci, którzy z tragicznej śmierci Narutowicza uczynili bat na prawicę, czy też prawda wygląda inaczej - tak, że nawet biłgorajskim filozofom i TW "Filozofom" się nie śniła.

Od lat przyzwyczailiśmy się czy raczej wmawiano nam, że należy widzieć tę sprawę w taki oto sposób: po przegranym głosowaniu w parlamencie (kandydatem Związku Ludowo-Narodowego na najwyższy urząd był Maurycy hrabia Zamoyski - postać wybitnie zasłużona dla odzyskania niepodległości, główny sponsor Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu) i obraniu głosami mniejszości narodowych, socjalistów i zdezorientowanych ludowców (którzy nie chcieli poprzeć "obszarnika") masona - prof. Gabriela Narutowicza - endecy dostali "białej gorączki". Wybór ten wywołał przerażenie i wściekłość, mimo że w myśl konstytucji marcowej prezydent nie posiadał w zasadzie realnej władzy i z tego powodu nie chciał ubiegać się o to stanowisko Józef Piłsudski. Rozczarowanie i rozgoryczenie znacznej części społeczeństwa było ogromne. Prezydenta odrodzonej RP wybrały mniejszości narodowe! Prasa narodowa rozpoczęła przeciwko elektowi wściekłą nagonkę prasową, a tłumy chorych z nienawiści agitatorów wyszły na ulice w celu niedopuszczenia do zaprzysiężenia Narutowicza. Emocje zostały rozgrzane do czerwoności, w wyniku czego niezrównoważony artysta Eligiusz Niewiadomski (oczywiście endek!) zastrzelił w gmachu Zachęty prezydenta RP. Do utrwalenia takiej wizji wśród szerokich kręgów przyczynił się w znacznym stopniu zrealizowany w latach 70. przez Jerzego Kawalerowicza film pt. "Śmierć prezydenta" z doskonałą kreacją Marka Walczewskiego grającego Niewiadomskiego - zresztą warsztatowo doskonały. Tymczasem w świetle skrupulatnych badań i dociekań, głównie śp. Jędrzeja Giertycha rysuje się zupełnie inny obraz tej tragedii. Czyn Niewiadomskiego prawdopodobnie nie był przejawem skrajnych, morderczych skłonności środowisk narodowych, lecz wynikiem przemyślnej i perfidnej prowokacji, która była dziełem obozu piłsudczykowskiego!

Plan i cel spiskowców był bardzo prosty. Zakładali oni (i słusznie), że z powodu śmierci Narutowicza z ręki "endeka" (faktycznie Niewiadomski nie był w tym czasie członkiem żadnej narodowej organizacji) wybuchnie w Warszawie masowy protest, a na ulice wyjdą wielkie manifestacje robotników-socjalistów oraz licznych w tym mieście Żydów. Do manifestacji dołączą przygotowane zawczasu zakonspirowane bojówki piłsudczykowskie rekrutowane na bazie członków byłego POW - i to one w atmosferze chaosu i anarchii dokonają pogromu polityków i działaczy narodowych obwinionych o "moralne sprawstwo" zabójstwa prezydenta. Wśród ofiar spontanicznego gniewu ludu znalazłby się m.in. gen. Józef Haller, którego już parę dni wcześniej, gdy trwały demonstracje antynarutowiczowskie, próbowano wmanipulować w kierowanie tą akcją, posługując się w tym celu grubymi nićmi szytą i na szczęście zdemaskowaną prowokacją policyjną. Na przygotowanych zawczasu listach proskrypcyjnych znaleźć się miał także znany działacz narodowy i senator, ks. prałat Feliks Bolt, którego na parę godzin przed zabójstwem Narutowicza próbowali zawrócić z pociągu wyjeżdżającego do Torunia dwaj oficerowie, podając jako powód wstrzymania wyjazdu i konieczności pozostania w Warszawie fakt, że prezydent Narutowicz został zamordowany! Po dokonaniu krwawej rozprawy z narodowcami rękami bojówek i podburzonego motłochu do akcji miał wkroczyć marszałek Piłsudski, stając na czele wojska, by ukrócić anarchię i bezprawie - a następnie jako czynnik rzekomo neutralny i stojący ponad podziałami partyjnymi objąć pod osłoną stanu wyjątkowego najwyższą władzę w państwie. Innymi słowy: to, co zostało zrobione w wyniku przewrotu majowego 1926 roku, a czego próbowano wcześniej dokonać w 1923 roku w wyniku sprowokowanych tzw. wypadków krakowskich, gdy obalono centroprawicowy rząd Chjeno-Piasta z Witosem na czele - miało nastąpić już w grudniu 1922 roku.

Plan ten - genialnie prosty - w tym wypadku nie wypalił, a to z powodu postawy i zachowania dwóch osób. Pierwszą był przywódca socjalistów Ignacy Daszyński, który poinformowany przez płk. Mariana Zyndram-Kościałkowskiego i przywódcę warszawskiej organizacji PPS Rajmunda Jaworowskiego o zamiarze wyprowadzenia mas na ulice - kategorycznie zabronił swoim partyjnym towarzyszom udziału w "mokrej robocie" i ostro sprzeciwił się zaplanowanej rzezi. Drugą postacią, która stanęła na drodze spiskowców okazał się gen. Władysław Sikorski, obejmując po zabójstwie Narutowicza z poruczenia parlamentu stery rządów i uniemożliwiając w ten sposób piłsudczykowski zamach stanu. Być może to tutaj należy szukać przyczyn głębokiego antagonizmu pomiędzy Sikorskim, a piłsudczykami. Szczegóły tych zdarzeń można znaleźć we wspomnieniach polityka PPS Adama Pragiera pt. "Czas przeszły dokonany" (Londyn, 1966). Pragier uważa, że była to największa w życiu Daszyńskiego zasługa, jaką oddał Polsce. O sprawie tej pisze również znany piłsudczykowski historyk Władysław Pobóg-Malinowski dodając, że rozmowa Daszyńskiego ze spiskowcami miała miejsce w mieszkaniu płk. Adama Koca.

Co do samego zabójcy Eligiusza Niewiadomskiego: proces, który mu wytoczono był przygotowany i prowadzony bardzo niestarannie, w dodatku w niczym nieuzasadnionym pośpiechu. Rozpoczął się dwa tygodnie po dokonaniu zbrodni (30 grudnia 1922 r.), zaś już 31 stycznia 1923 zamachowiec, który zresztą sam domagał się dla siebie kary śmierci stanął przez plutonem egzekucyjnym. W czasie śledztwa i na rozprawie nie starano się dociec wszystkich okoliczności mogących rzucić światło na faktycznych inspiratorów zamachu. Nie dopuszczano lub ignorowano ważne relacje i zeznania świadków, np. adwokat i redaktor dwóch wychodzących w Sosnowcu pism Władysław Evert wiedział, że miał być wykonany zamach na Narutowicza, znał nawet nazwisko wykonawcy. Świadka tego nie skonfrontowano w sądzie. Sam zabójca brał całą winę i odpowiedzialność na siebie, a ówczesne media zrobiły z niego oszołoma i niemal wariata. W istocie Niewiadomski był rozchwiany emocjonalnie, lecz całkowitym szaleńcem nie był. Ten pochodzący z zasłużonej i patriotycznej rodziny zdolny artysta i krytyk sztuki z ruchem narodowym rozstał się w roku 1905, kiedy to w czasie wojny rosyjsko-japońskiej zaproponował był na forum Ligi Narodowej podjęcie akcji dywersyjnej mającej polegać na wysadzaniu pociągów. Był to pomysł absurdalny, zupełnie sprzeczny z polityką, jaką wówczas prowadziła Narodowa Demokracja. Fakt ten wskazuje też, że Eligiusz Niewiadomski lubił w swych działaniach posługiwać się skrajnymi metodami - w tym i terrorem. W czasie wojny 1920 roku przyszły zabójca prezydenta był funkcjonariuszem kontrwywiadu (tzw. Dwójki). Badający tę sprawę Jędrzej Giertych nie wyklucza, że mógł nawiązać bliższy kontakt z oficerami wywiadu, którzy pomogli mu później w dotarciu do prezydenta. W każdym razie zrobiono wiele, aby w tragicznym dniu dostęp do Narutowicza był dla mordercy bardzo łatwy. Ochrona również nie stanęła na wysokości zadania, mimo że zamachu można było się spodziewać w panującej wówczas atmosferze napięcia i niepokoju. Gabriel Narutowicz otrzymywał przecież po swoim wyborze ogromną ilość anonimowych gróźb i "wyroków". Znaków zapytania jest więc bardzo wiele.

Piłsudski osiągnął swój cel, tzn. zdobył władzę dyktatorską dopiero w maju 1926 roku. Stało się to w wyniku wojny domowej i setek ofiar, ale to już zupełnie inna historia. Nasuwa się mimo woli analogia do późniejszych poczynań towarzysza Stalina, który podobny mechanizm prowokacji (zabójstwo Siergieja Kirowa - sekretarza leningradzkiej komórki partii bolszewickiej 1 grudnia 1934 roku) wykorzystał do krwawej rozprawy z towarzyszami i rozpoczęcia wielkiej czystki. Reasumując: nie można "a priori" wykluczyć, że mieliśmy do czynienia ze spiskiem. Fakt, że nieświadomy istoty rzeczy Niewiadomski mógł być podprowadzany lub nawet zachęcany do czynu przez wytrawnych graczy mieści się zupełnie w granicach licznych doświadczeń z zakresu działania tajnych służb, czego ostatnim przykładem jest chociażby dr Brunon Kwiecień - niedoszły wykonawca zamachu bombowego na Sejm, Senat, prezydenta Komorowskiego, o HGW i Monice Olejnik nie wspominając. W każdym razie w myśl zasady "is fecit cui prodest" ("uczynił to ten, komu przyniosło to korzyść") na tragedii pierwszego prezydenta odrodzonej Polski korzystali i korzystają dotychczas wrogowie prawicy. Odium za straszliwy czyn Niewiadomskiego ma na zawsze wzbudzać nienawiść i lęk przed kontynuatorami polskiej myśli narodowej.

Grzegorz Wysok

Źródło:
"Najwyższy Czas!"
- tygodnik konserwatywno-liberalny
Nr 1-2 (1180-1181),
str. LVI-LVII


Zapomniany ojciec
Unii Europejskiej

Z jakichś dziwnych powodów eurofederaści nie nagłaśniają postaci Ryszarda Mikołaja Coudenhove-Kalergiego (1894-1972) - jednego z ideowych twórców obecnej Unii Europejskiej. Być może przyjdzie na to czas - dzisiaj w każdym razie o działalności i myśli hrabiego wiedzą tylko nieliczni specjaliści, a podczas szumnie organizowanych europarad i obchodów "ku czci" nazwisko to nie pada.

Kim był Coudenhove-Kalergi (na zdjęciu) i dlaczego jego dorobek ideowy jest tak ważny i charakterystyczny dla współczesnego eurofederalizmu? Urodził się w 1894 roku w Monarchii Austro-Węgierskiej. Jego ojciec był zawodowym dyplomatą. Swój światopogląd kształtował w atmosferze problematyki wielonarodowej. Sam był rasowym i cywilizacyjnym mieszańcem, bowiem w jego żyłach płynęła krew niemiecka, żydowska, japońska i słowiańska. Jak twierdzi prof. Jerzy Chodorowski - badacz tej problematyki, trzy postacie uniwersalizmu legły u źródeł inspiracji Kalergiego do zjednoczenia Europy i ukształtowały jego światopogląd, a mianowicie uniwersalizm rzymski, żydowski i masoński. Pierwszy z nich fascynował go swym kosmopolityzmem już w szkole średniej. Z pism Seneki głoszącego jedność świata jako ojczyzny wszystkich ludzi, i tezy o rzekomej powszechności ogólnoludzkiej kultury i ładu prawnego pogańskiego Rzymu wysunął wnioski przeciwstawiające cywilizację starożytną chrześcijaństwu. "Wszyscy europejscy mężowie stanu chodzili i chodzą do szkoły Cezara - tego doskonałego poganina, który ucieleśnił w sobie antyczną harmonię ciała, rozumu i woli. Postać ta była przeciwieństwem Chrystusa - typem człowieka-pana, narodu panów, kasty panów, moralności panów". W słowach tych pobrzmiewa filozofia Friedricha Nietzschego, do której nawiąże również Adolf Hitler.

Drugim z uniwersalizmów budzącym szczególny zachwyt Kalergiego był uniwersalizm żydowski. Filosemityzm wyniósł - jak sam przyznawał - z domu rodzinnego. Dostrzegał w Żydach "rasę szlachecką z łaski Ducha". Pisał, że "Żydzi, którymi dobrotliwa opatrzność obdarzyła Europę, jako przedstawiciele narodu ongiś przez Boga wybranego będą na długą metę rządzili mieszańcami euroazyjsko-negroidalnymi" zamieszkującymi nasz kontynent. "Żydzi są dziś w Europie szermierzami ludzkości, braterstwa, pokoju i sprawiedliwości". Jako rzekomi potomkowie i spadkobiercy europejskiego rycerstwa powinni wysoko cenić etykę heroiczną, a "piecza" nad etyką społeczną jest wielką misją żydostwa. Są oni ponadto "łonem idei" i stoją na czele postępu i idei socjalistycznej. Przyznając Żydom cechy rasy panów, wpisuje się Coudenhove w obecnie lansowane coraz mniej dyskretnie tzw. żydouwielbienie, będące jedną z odgałęzień politycznej poprawności - idei-bicza, przy pomocy której tresuje się ludność poddaną władzy Unii Europejskiej czy szerzej: całego kręgu cywilizacji dawniej chrześcijańskiej.

Najsilniejszym źródłem filozoficznej podstawy w koncepcji Coudenhove-Kalergiego był jednak uniwersalizm masoński, spinający klamrą ponadnarodowego humanizmu wartości jego światopoglądu. Z idei wolnomularskich czerpał obficie inspiracje dla projektowanej przez siebie Paneuropy, z nich również wypływał jego stosunek do etyki. Odrzucał - jak już wspomniano - religię chrześcijańską jako strażniczkę cnót moralnych, w miejsce zaś ideału chrześcijańskiego lansował pojęcie indyferentnego religijnie tzw. człowieka-dżentelmena. Kalergi negował też znaczenie narodu. Według niego, narody to wyłącznie literatura pisana w zrozumiałym języku. W ten sposób Europa dzieli się wyłącznie na czytelników literatury niemieckiej, francuskiej, hiszpańskiej itd. Dużo miejsca i czasu poświęcił również zwalczaniu nacjonalizmów. Jego zdaniem, nacjonalizm to efekt edukacji ograniczony narodową literaturą. Brak znajomości innych kultur tworzy stereotypy i rozwija antagonizmy międzyludzkie. Receptą na to jest "rozszerzenie dotychczasowej narodowej kultury na kulturę europejską poprzez odpowiednią edukację". Docelowo pojęcie narodu ma zostać zniszczone i podobnie jak religia stać się sprawą prywatną obywatela Europy. Granice państw mają zniknąć, a kontynent dzielić się ma na prowincje (euroregiony). Szerzenie nacjonalizmu ma być karane jako zdrada Europy.

Tworzenie Paneuropy przebiegać miało w trzech etapach. W pierwszym rozpocząć należy od wspólnej konferencji państw. Następnym posunięciem byłoby wzajemne zagwarantowanie sobie nienaruszalności granic i ustanowienie międzynarodowego arbitrażu rozstrzygającego wszelkie ewentualne spory i konflikty. Kolejny etap winien polegać na zniesieniu ceł i utworzeniu wspólnego rynku i waluty. Językiem urzędowym ma być angielski, zaś hymnem - Dziewiąta Symfonia Beethovena. Kalergi krytykował także traktat wersalski czyniący z Rzeszy Niemieckiej państwo bezsilne mimo dużego potencjału społeczno-ekonomicznego. Stąd też mimo filosemityzmu z nadzieją witał pojawienie się III Rzeszy (przez całe życie był germanofilem). Idee Kalergiego są dziś z przerażającą konsekwencją realizowane. Hegemonia Niemiec w Europie, walka z religią chrześcijańską, żydouwielbienie, antynarodowa edukacja - te wszystkie pomysły są wyznacznikami architektury UE, mimo to o hrabim Ryszardzie Mikołaju nie wypada na razie głośno mówić na europejskich salonach. Jako polską ciekawostkę wiążącą się z działalnością tego arystokraty należy wymienić udział w pracach utworzonej przez niego w okresie międzywojennym tzw. Unii Paneuropejskiej prof. Józefa Buzka - brata dziadka byłego premiera Jerzego. Jak widać - niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Grzegorz Wysok

Źródło:
"Najwyższy Czas!"
- tygodnik konserwatywno-liberalny
Nr 6 (1185),
str. XXXIX


Proces będzie kontynuowany

13 maja 2014 r. w lubelskim Sądzie Rejonowym odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Wysokowi oskarżonemu po doniesieniu dziennikarza lubelskiej "Gazety Wyborczej" Karola Adamaszka o propagowanie antysemityzmu oraz mowę nienawiści w swoich publikacjach. Niżej prezentujemy krótkie przemówienie redaktora Stanisława Michalkiewicza na temat procesu Grzegorza Wysoka z Lublina. Odrębną część filmu stanowi wypowiedź samego oskarżonego, który mówi o swojej sytuacji procesowej w związku ze sprawą karną o rzekome propagowanie antysemityzmu. Zarówno w okresie PRL, jak i III RP prawdziwy powód przewodu sądowego zawsze był i jest zawoalowany - albo frazeologią szpiegowską (rządy stalinowskie w powojennej Polsce) lub zarzutami o przestępstwa pospolite. Kiedyś rozklejających antykomunistyczne plakaty skazywano za śmiecenie - dziś Adama Słomkę wołającego "HAŃBA! MORDERCY!" penalizuje się za to, że krzykiem oraz hałasem naruszył porządek czynności sądowych przed ogłoszeniem wyroku w sprawie autorów stanu wojennego. To nie więzienie jest obecnie skutkiem procesów skażonych polityczno-ideologiczną toksyną chociaż trudno jest ocenić obecną skalę więziennej penalizacji oponentów lokalnych sitw niekiedy obejmujących również przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Nierzadkie przypadki skazywania niechętnych obecnej władzy pokazują, że dzisiaj gnębi się przeciwników paskudnym uprzykrzaniem życia. To najczęściej sądowy nakaz przeproszenia rządzącego polityka plus grzywna, oscylująca w granicach kilku/kilkunastu tysięcy złotych. Ale to - choć nierzadko rujnujące skazanego finansowo - to zło o wiele mniejsze. Złem większym jest upokorzenie często nieskazitelnych moralnie osób, które to zostają przez sądy zmuszone do publicznych wypowiedzi całkowicie sprzecznych z ich przekonaniami. Takie akty wymuszonej quasi-skruchy są tragicznym przykładem dla całej opinii publicznej, zaś dla ludzi młodych - machinacji z ludzkim sumieniem i obiektywną prawdą.

mndystrybucja


O błogosławieństwie płynącym z istnienia Rosji

Lublin, 26 kwiecień 2014 r.

Wbrew temu co piszę w tytule, nie będę wychwalał Rosji, co niektórzy wielbiący ją bez przyczyny będą mieli mi za złe, ale jak mówi przysłowie - "Dobrym przyjacielem Platon, ale lepszym prawda". Będę pisał o politykach, którzy myśląc, że problem wojen mają z głowy, że "człowiek człowiekowi będzie bratem" zajęli się wprowadzaniem wiekopomnych reform pod nazwą praw dla peda... to jest "gejów" i gender. Wprawdzie już kiedyś Platon pisał, że tylko polegli widzieli koniec wojen, jednak nasi umiłowani przywódcy nie pomni na to ostrzeżenie płynące z głębokiej starożytności myśleli, że demony wojny (przynajmniej tej europejskiej) zostały wytropione i zamknięte w jakiejś ampułce, podobnie jak onegdaj buszujące po świecie zarazki cholery. Ich myśli tylko zaprzątały, w jakiej kolejności ustawić się do ssania i dbania o to, aby ktoś ich w tym nie ubiegł.

Tymczasem w tej panświńskiej atmosferze wesołego mlaskania, wydzielania soków i trawienia, poraził towarzystwo niczym grom z jasnego nieba głos: "Putin zajął Krym"! Masz ci los, wojen przecież miało nie być, a tymczasem tuż pod bokiem... Wprawdzie nasi przywódcy w pyskowaniu są nieźli, szczególnie gdy od przeciwnika oddziela ich wysokie ogrodzenie, w prężeniu cudzych muskułów także. Przecież Unia miała nas bronić do ostatniego żołnierza! Tymczasem może się okazać, że słabi po staremu mogą być bici, a silni po staremu rosnąć w siłę kosztem słabych tej lekcji nasi przywódcy nie byli w stanie sobie przyswoić. Rozumu im wystarcza ledwie na następny rok, więc co się stanie gdy spotkają odrobinę mądrzejszego? Widać to po panice jaka wybuchła w kurniku. Nagle się bowiem okazało, że prócz GROM-u liczącego stu pięćdziesięciu żołnierzy nie możemy wrogowi nic godnego przeciwstawić. Wprawdzie nasze wojsko liczy coś ze sto tysięcy sztuk, ale po pierwsze: na każdego szeregowca przypada z dwóch oficerów, a po drugie wygląda na to, że są to urzędnicy na etacie oficerów, niż prawdziwi synowie Bellony. W dodatku nawet straży nie są w stanie wystawić, ponieważ jednostek muszą pilnować wynajęci do tego celu ochroniarze. I tu dotykamy interesów bezpieki, ponieważ jak każdy wie, wszystkie firmy ochroniarskie w Polsce to domena bezpieczniaków. Tymczasem Putin wciąż stoi i nie żartuje.

Więc jeżeli nic wam nie przychodzi do głowy, póki co panowie radzę skorzystać z łacińskiej mądrości, która mówi: "chcesz mieć pokój - szykuj się do wojny" (si vis pacem, para bellum). Należy w tym celu stworzyć gwardię obywatelską w liczbie 700 tys. osób i uzbroić ją w ręczną broń, prócz środków do zwalczania broni pancernej. Nieprzyjaciel uwikłany w przewlekłe walki ze zdecydowanymi na wszystko cywilami, nawet gdy zdobędzie, nie będzie w stanie utrzymać swojego łupu. To plan na wczoraj. Na dziś zaś radzę zająć się wojskami regularnymi, aby było w nich więcej "wojowników niż wodzów". Inaczej siejczas - "Putin ante portas!" czyli portki w stałej gotowości wiszące na krześle i walizka pieniędzy pod łóżkiem, w kieszeni zaś bilet lotniczy do zaprzyjaźnionego Eurolandu. I jak tu nie lubić Rosji...

Adam Leks
współpracownik "Biuletynu"


Requiescant In Pace!

3 października 2013 r. zmarła w Lublinie w wieku 74 lat Irena Filipowicz Wysok.
Była działaczką Solidarności Nauczycielskiej, Komitetu Obrony Więzionych
za Przekonania, Unii Polityki Realnej, a w czasach PRL - inwigilowana przez SB.
Dla nas przede wszystkim była matką naszego Kolegi Grzegorza Wysoka. Pogrzeb odbył się w środę 9 października 2013 o godz. 13.00 na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie. Cześć Jej pamięci!


19 stycznia 2013 r. zmarł w Lublinie Aleksander Korzan - jeden z naszych kolegów. Był magistrem prawa. W okresie licealnym był również przewodniczącym samorządu uczniowskiego w I LO im. Stanisława Staszica w Lublinie. Pogrzeb odbędzie się w poniedziałek 28 stycznia 2013 r.
o godzinie 12.00 na cmentarzu przy ul. Lipowej. Przyczyną zgonu według informacji uzyskanych od rodziny był wylew lub zator. Miał 40 lat.
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie!

Redakcja "Biuletynu"


Stowarzyszenie Osób
Represjonowanych w Stanie Wojennym
Oddział Wojewódzki w Lublinie
ul. Królewska 3

Do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód
ul. Krakowskie Przedmieście 76
20-950 Lublin (sala XIV)

Sprawa Grzegorza Wysoka z Lublina


Lublin, dnia 13 marca 2014 r.

Zarząd Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym O/Lublin wyraża niepokój w związku z politycznym procesem wytoczonym redaktorowi G. Wysokowi, który jest członkiem naszego Stowarzyszenia. Grzegorz P. Wysok w wydawanym miesięczniku "Biuletyn Narodowy" poruszał ważne tematy dotyczące interesów państwa oraz narodu polskiego. W 2008 roku napisał on, że pewne środowiska żydowskie usiłują bezprawnie i bezpodstawnie wyłudzić od Polski po II wojnie światowej odszkodowania majątkowe w wysokości 65 mld dolarów. Spotkała go za to nagonka ze strony "Gazety Wyborczej" i niezliczone rozprawy sądowe z powodu - jak podaje się - "nawoływania do nienawiści wobec Żydów". Redaktor Grzegorz Wysok jest odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za walkę o demokrację oraz wolność słowa jako działacz opozycji niepodległościowej. Tymczasem oskarżono go z art. 256 i 257 kk - tak jak w okresie PRL. Ciągnący się latami proces liczący blisko czterdzieści rozpraw sądowych - opłacony z naszych podatków zaprzecza Konstytucyjnemu prawu do wolności słowa oraz wyrażaniu poglądów. Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym biorąc pod uwagę fakt, że redaktor Grzegorz Wysok - historyk, doktorant KUL, internowany w stanie wojennym, w niepodległej Polsce jest prześladowany za informację powtórzoną za profesorem Normanem Garym Finkensteinem uważa za absurd. To profesor G. Norman Finkenstein roszczenia żydowskie nazwał "przedsiębiorstwami Holokaustu". Domagamy się ochrony konstytucyjnego prawa do wolności słowa. Stanowczo żądamy zaprzestania prześladowań z tego tytułu!

Za Zarząd Stowarzyszenia
Prezes Jadwiga Kiszczak


Polowanie na Polaków!

Lubelszczyzna to wdzięczny teren dla działalności narodowej.
Żyją tutaj ludzie wierni Bogu i Polsce - przywiązani do swojej tradycji, szanujący rodzinę oraz ziemię ojczystą. Lubelszczyzna to trudny teren dla działalności narodowej. Narodowców tropi tutaj ABW, oskarża prokuratura, zniesławiają media. Tej właśnie nagonki na porządnych Polaków doświadczają lubelscy oraz zamojscy narodowcy. Grzegorz Wysok, Ryszard Milewski i Arkadiusz Łygas - od kilku lat szargani są po sądach. Odmawia się im prawa do uczciwej pracy, niszczy życie rodzinne, prześladuje bliskich. A wszystko to
w majestacie prawa III RP.



Foto:
Redaktor Grzegorz Wysok
na sali rozpraw Sądu Rejonowego
w Lublinie


"Bezczelne są te kurwy
i zuchwałe...!"

Sprawa Grzegorza Wysoka to ewidentna pokazówka. Z doniesienia dziennikarza lubelskiego dodatku "Gazety Wyborczej" oraz miejscowego radnego PO (obecnie związanego z Ruchem Palikota) Wysok - niegdyś działacz opozycji niepodległościowej internowany w stanie wojennym został oskarżony (nawet bez formalnego aktu oskarżenia, tylko na podstawie "opinii biegłych" - sic!) o nawoływanie do waśni na tle narodowościowym i znieważenie Żydów (czyli czyny z art. 256-57 k.k). Wszystko zaś dlatego, że w wydawanym przez siebie "Biuletynie Narodowym" zacytował m.in. naukowo uznane opinie prof. Feliksa Konecznego o cywilizacji żydowskiej i przytoczył wyjątkowo żydofilskie peany hrabiego Coudenhove-Kalergiego. Wspomniał, że red. Stanisław Michalkiewicz prześmiewczo nazwał "Gazetę Wyborczą" "żydowską gazetą dla Polaków", a pracownik tejże "Gazety...", red. Michał Cichy sam przedstawił żydowskie życiorysy kierownictwa swojej redakcji. Przede wszystkim zaś skojarzył pamiętny cytat z "Przygód Dobrego Wojaka Szwejka" Jaroslava Haska - "Bezczelne są te kurwy i zuchwałe" - ze skalą roszczeń "przedsiębiorstwa Holocaust".

Wysok - historyk, erudyta, doświadczony publicysta nie pozwolił sobie bynajmniej nawet na nadmiernie emocjonalny ton, folgowanie agresji czy też przesadną wyrazistość zamieszczanych elementów ocennych. Przeciwnie - skupił się na faktografii, cytatach z klasyków, a także prezentowaniem samych Żydów - ich żądań, działań i polityki w słusznym przekonaniu, że dobro się samo obroni, a zło samo zohydzi. Problem polegał jednak na tym, że dobro często samo musi być własnym adwokatem - a zło korzysta z usług państwowej prokuratury. Co gorsza - skoro gołe fakty stoją po stronie Wysoka, co w toku trwającego piąty rok postępowania potwierdzali zeznający w jego obronie świadkowie (m.in. red. Stanisław Michalkiewicz, prof. Ryszard Bender, senator Stanisław Gogacz) - to siłą oskarżenia musiały stać się manipulacje, interpretacje, półprawdy i całe kłamstwa. Szczególnie dotkliwie stało się to widoczne, gdy zestawiono opinie biegłych stanowiące namiastkę aktu oskarżenia, autorstwa prof. Ryszarda Tokarskiego i dr hab. Konrada Zielińskiego z kontr-opinią dra Artura Mamcarz-Plisieckiego - językoznawcy i prasoznawcy z KUL. Nie wdając się w szczegóły dość wspomnieć, że aby znaleźć choćby cień obraźliwości w tekstach Wysoka - panowie naukowcy popisywali się daleko idącą niewiedzą, doszukując się obrazy w przytoczeniu starego podziału komunistów na "Chamów" i "Żydów" czy np. uznając, że porównanie ludobójstwa na Polakach na Wołyniu z wymordowaniem Ormian przez Turków... deprecjonuje holocaust!

Zacytujmy zresztą dra Mamcarz-Plisieckiego:

["Metoda zastosowana przez profesora Tokarskiego pozwala na opis "interpretacji rzeczywistości" dokonywanej przez Grzegorza Wysoka oraz "sądów o świecie" autora "Biuletynu Narodowego". Nie za bardzo może być wykorzystana do analizy działań językowych, które są we wspomnianych artykułach penalizowane. Tymczasem - jeśli dobrze zrozumiałem treść art. 256-257 k.k. - w przepisach tych penalizowane są nie poglądy i opinie, choćby skrajne i budzące sprzeciw, ale: znieważanie "ściśle związane z powodem" etnicznym i narodowościowym. Językoznawca zatem powinien nie tyle analizować słownictwo "Biuletynu Narodowego", co zawarte w nim techniki czy środki perswazyjne i nakłaniające oraz intencję (czyli rzeczywisty powód) wypowiedzi autora. Opinia profesora Tokarskiego nie została poprzedzona analizą (nawet zewnętrzną - językową) przepisów prawnych. Dlatego też w moim przekonaniu pytanie badawcze zostało postawione zbyt szeroko"].

["Profesor Tokarski opisuje raczej "językowy obraz przeciwnika politycznego" Grzegorza Wysoka niż sprawdza czy Wysok nawołuje do nienawiści bądź nie. Natomiast "nawoływanie" rozumiane jako "wzywanie do czegoś, zachęcanie, nakłanianie do czegoś" musi mieć jakieś wykładniki językowe i w związku z tym bez problemu da się opisać na płaszczyźnie językoznawczej. Profesor Tokarski w jednym ze swoich artykułów wymienia takie działania językowe, jak "bezpośrednie akty dyrektywne i powinnościowe, performatywy dyrektywne czy różnego typu formuły grzecznościowe, mające na celu poprzez oddziaływanie na emocje wymusić założone przez nadawcę zachowania, postawy czy przekonania odbiorcy"].

["Nie wiem dlaczego w swojej opinii o "Biuletynie" profesor Tokarski nie zajmuje się zupełnie obecnością (bądź nie) tych nakłaniających formuł językowych, czyli - w istocie - nie bada "nawoływania". Bardzo szeroko zaś opisuje słownictwo Wysoka związane z: a) Unią Europejską, b) rządem i partiami politycznymi, c) prasą, d) uczelniami i instytucjami, e) obcymi narodami i ich rządami, f) znaczącymi postaciami życia społecznego, politycznego i kulturalnego (strony 3-4), które to słownictwo jest jedynie zapisem poglądów i przekonań Grzegorza Wysoka, nie stanowi nawoływania do czegokolwiek i w dodatku nie jest penalizowane przez polskie prawo"].

["W opinii profesora Tokarskiego nie znajdziemy także - mimo deklaracji na stronie 2 - jakiejkolwiek analizy intencji wypowiedzi Wysoka. W moim przekonaniu nie wystarczy znaleźć w tekście negatywne, ostre wypowiedzi czy zdecydowane lub złośliwe osądy (także Żydów czy innych nacji) żeby zaklasyfikować tekst jako perswazyjny bądź nakłaniający, a w szczególności "nawołujący do nienawiści". Trzeba wskazać raczej na obecność czegoś, co uznany polski prakseolog Tadeusz Pszczołowski określał "żądaniem" ("bądź przekonany, że tak, a tak"), ja zaś w swojej opinii nazwałem "napięciem intelektualnym", czyli "naciskiem skierowanym na odbiorcę"].

["Prof. Tokarski nie analizuje w swojej ekspertyzie żadnych wykładników, które wskazywałyby, że Grzegorz Wysok wykonuje działanie językowe polegające na nawoływaniu"] - napisał słusznie dr Mamcarz-Plisiecki. Jego dwie opinie w tej sprawie to zresztą dokument bardzo cenny i niestety, można założyć, że jeszcze nie raz przyjdzie polskim publicystom sięgać po jego tezy w obronie przed coraz bardziej opresyjnymi organami ścigania, tłumiącymi wszelkie przejawy wolności słowa i polskiego, narodowego myślenia. Poziom absurdalności zarzutów jawnie przeplata się zresztą w tej sprawie z antypolską agresją polityczną, w dodatku podszytą bezczelną głupotą. Prof. Tokarski np. dywagując na temat poglądów Wysoka obłudnie załamywał ręce: "On nikogo nie lubi, ani lewicy, ani prawicy! To nihilista jest!" - jakby naprawdę nie mógł pojąć, że po prostu dla polskiego narodowca zarówno establishmentowa "lewica" jak i pseudo-opozycyjna "prawica" są częścią tej samej układanki, tego samego systemu mającego ogłupiać Polaków utrzymując ich w bierności i poddaństwie. Tacy jak Wysok starają się jednak, by ludzie czasem otwierali oczy - i umysły.

Apel Grzegorza Wysoka
do mieszkańców Lublina:




Zamknąć ławnika

Że nie jest to droga łatwa przekonał się inny lubelski narodowiec Ryszard Milewski - jeden z liderów Stowarzyszenia Narodowego im. Romana Dmowskiego oraz bliski współpracownik legendarnego mec. Mariana Barańskiego. Ten były przewodniczący rady ławniczej przy lubelskim sądzie, działacz samorządowy i urzędnik - przed kilku laty, jeszcze w czasach ministerium Zbigniewa Ziobry - skierował do centralnych władz wymiaru sprawiedliwości pismo informujące o nieprawidłowościach w pracy miejscowych sądów i prokuratury. Wówczas oczywiście aferze ukręcono łeb, jednak Milewski znalazł się na celowniku światka prawniczego, w tym jego co bardziej skorumpowanych i uwikłanych w układziki przedstawicieli. Niestety zaś, już wkrótce kombinatorzy w togach uzyskali możliwość odegrania się na tropiącym niesprawiedliwość ławniku.

Różnie się ludziom w życiu układa. Milewskiemu przydarzył się w życiu rozwód, przeprowadzony w sposób typowy dla współczesnych adeptek prawa, które namawiają swe klientki, by na dobry początek oskarżać partnerów o morderstwa, gwałty, terroryzm i wybuchy na słońcu - byle tylko uzyskać korzystniejsze (dla siebie) warunki rozstania. Tak też było i z rodziną Milewskich. Agresywna adwokatka wymyśliła przeciw przykładnemu ojcu i mężowi obrzydliwe zarzuty, obalone wprawdzie przed sądem, ale niszczące życie. Odwołanie się do sumienia prawniczki rzecz jasna nie dało niczego - za to podsunęło jej kolejny pomysł na utrudnienie życia mężowi klientki. Mec. Katarzyna Stefaniuk oskarżyła Milewskiego o groźby karalne, co wszystkich znających narodowca - osobę łagodną i o gołębim sercu, początkowo szczerze rozbawiło. Śmiech ustąpił jednak miejsca zaskoczeniu i oburzeniu, gdy miejscowy sąd i prokuratura uznały, że pod tym pretekstem mogą się odegrać za patrzenie na ręce.

Wykorzystując błahe preteksty formalne (niestawienie w sądzie ze względu na chorobę) - sąd nakazał zatrzymanie ex-ławnika, a następnie przedłużał sankcję na czas przeprowadzanego postępowania. Szanowny urzędnik - człowiek poważny, za którego ręczyło szereg osób czynnych nie tylko w lubelskim życiu publicznym - spędził kilka miesięcy w areszcie. Wyrok skazujący oznaczał dla Milewskiego ruinę, utratę pracy i środków do życia. Prawo zaś do obrony ograniczono mu niemal do zera, bowiem żaden z kilkudziesięciu lubelskich adwokatów nie chciał się podjąć jego reprezentacji. Dopiero w drugiej instancji udało się narodowcowi oczyścić z bzdurnych oskarżeń - jednak odium zniesławienia wciąż wisi nad jego nazwiskiem, a nagonka na kolejnego porządnego Polaka - zapewne została tylko zawieszona.


Sprawa karna fałszywie oskarżonego
Ryszarda Milewskiego z Lublina:
część 1 (30 maj 2010 r.)




Sprawa karna fałszywie oskarżonego
Ryszarda Milewskiego z Lublina:
część 2 (1 kwiecień 2012 r.)




Sprawa karna fałszywie oskarżonego
Ryszarda Milewskiego z Lublina:
część 3 (3 czerwiec 2012 r.)




Sprawa karna fałszywie oskarżonego
Ryszarda Milewskiego z Lublina:
część 4 (22 styczeń 2013 r.)




Sprawa karna fałszywie oskarżonego
Ryszarda Milewskiego z Lublina:
część 5 (22 czerwiec 2013 r.)



Powyższe filmy można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


Za modlitwę i pamięć o zbrodni

Zobaczyliśmy już jak na Lubelszczyźnie działają dwie mafie - dziennikarsko-judofilska i prawnicza. Nie wyczerpuje to jednak problemów tego biednego, choć kochającego Boga i Polskę regionu. Na głowie mamy bowiem jeszcze spadkobierców zbrodniarzy z UPA. Trzy te układy razem wzięły się za zamojskiego narodowca - Arkadiusza Łygasa. Przed kilku laty - wzorem innych narodowych radykałów kolportował on z okazji tzw. "dnia judaizmu" znaną Modlitwę za Żydów Wiarołomnych autorstwa papieża św. Piusa V. W związku z tym - przez blisko cztery lata - począwszy od stycznia 2006 r. hrubieszowski prokurator Jacek Miścior ścigał Łygasa z art. 257 kk, czyli pod zarzutem znieważenia wyznawców religii mojżeszowej.

Podobnie jak w przypadku Wysoka - było to postępowanie precedensowe, zakreślające bowiem nie tylko definicję antysemityzmu w orzecznictwie (co jest nader ważne pomimo tego, że przecież nawet samo nielubienie Żydów nie jeszcze w Polsce przestępstwem, cokolwiek by się na ten temat nie wydawało "Gazecie Wyborczej"), ale także stwierdzające, czy modląc się za kogoś - tym samym go nie znieważamy. Łygas ostatecznie sprawę parę razy wygrał, potem znowu przegrał, jednak po całym tym zamieszaniu - oczywiście i on znalazł się na celowniku. Utarcie nosa prokuraturze, która chciała sądzić świętego papieża sprzed wieków nie mogło podobać się mafii w togach. A jak wiadomo, jak już jest człowiek - to znajduje się i paragraf. W przypadku Łygasa poszło jednak odwrotnie - to on sam wystąpił do sądu o ochronę przed pomówieniami ze strony zamojskich działaczy "centro-prawicy". Tym zaś nie podobało się, że Łygas stanął w obronie pamięci Polaków pomordowanych na Wołyniu przez bandy UPA i wezwał samorządowców z całego regionu (w tym Zamościa i Tomaszowa Lubelskiego) do zerwania umów o partnerstwie z tymi miastami ukraińskimi, które czczą (np. nadając honorowe) obywatelstwa zbrodniarzom takim jak Bandera czy Roman Szuchewycz. Niestety, wielu działaczy PiS i innych formacji opacznie rozumiejących polski patriotyzm wciąż grzęźnie w zaślepionej miłości do ukraińskiego szowinizmu, w którym błędnie widzi sojusznika w wyimaginowanej walce z Rosją.

Z takim właśnie krypto-banderofilem i radnym Zamościa Jackiem Danelem - Łygas drugi rok spotyka się w sądzie broniąc przed atakami i niewybrednymi oskarżeniami. Oczywiście jednak wymiar sprawiedliwości (w Zamościu od lat cieszący się opinią wyjątkowo dyspozycyjnego wobec układów politycznych) nie ma najmniejszej ochoty chronić polskiego narodowca. Ba, od razu skorzystano z okazji, by dać jego rodzinie odczuć po czyjej stronie jest sprawiedliwość w polskich sądach. I tak za obronę Telewizji Trwam - zamojska policja na wniosek miejskiej radnej PO Marty Pfeifer wzięła się za szykanowanie matki narodowca Heleny Łygas. Tak to już zresztą bywa, że gdy ktoś uwierzy w państwo prawa w III RP - to szybko się orientuje komu i czemu, a także przeciw komu prawo to ma służyć.

Te trzy historie nie wyczerpują oczywiście całej czarnej legendy lubelskiego wymiaru niesprawiedliwości. Można by chociażby przypomnieć wydarzenia niedawne, jak prewencyjne uderzenie ABW przeciw lubelskim strukturom ONR przed Marszem Niepodległości czy rozwydrzenie miejscowych antyklerykałów i "awangardowych artystów" chroniących przez platofrmowo-PSL-owskie władze miasta. Nie w tym jednak rzecz, żeby biadolić czy załamywać ręce. Losy Wysoka, Milewskiego i Łygasa pokazują, że można się jednak nie poddawać. Można żyć godnie, zachowując prawo do własnych, polskich i narodowych przekonań i ich publicznego głoszenia. Można otrzymywać ciosy, ale i po nich wstawać trzeba - dając dobry przykład narodowej młodzieży. Także takiej, która chętnie by powalczyła, ale może jeszcze nie najlepiej rozpoznaje prawdziwe zagrożenia i faktycznych wrogów. To wreszcie dowód na to, że mimo zadawnionych często sporów, historycznych już podziałów i nieistotnych różnic - wobec wspólnych przeciwników narodowcy, i w ogóle Polacy muszą trzymać się razem, wspierając w biedzie, nie zostawiając wobec kłamstw, pomówień i niesprawiedliwych oskarżeń. Bo tylko jedności zbudowanej na prawdzie nasza, Polaków siła.

Konrad Rękas
dziennikarz, były radny i przewodniczący
Sejmiku Województwa Lubelskiego


Reportaż "Interwencji"
o planach wykopania zwłok Bronisława Geremka:




To tylko faszyzm

"To tylko faszyzm" - taki nosił tytuł radziecki film, miły mym czasom dzieciństwa i młodości, kręcony z dokumentalnych materiałów a przedstawiający skromne początki dyktatury Benito Mussoliniego i Adolfa Hitlera - ludzi zabawnych (przynajmniej na samym początku), mało znaczących (także na początku), wywołujących często uśmiech politowania, ale przy końcu, gdy już mniej było innym do śmiechu, albo gdy wylądowali w "nazistowskich obozach zagłady" - deszcz grozy. Współczesne czasy przywodzą podobne skojarzenia zwłaszcza, gdy obecne sądy są zajęte tropieniem "antysemitów", "rasistów" i "nienawistników"...

Niedawno byłem na procesie Grzegorza Wysoka oskarżonego o "szerzenie nienawiści na tle narodowościowym". Podobne procesy odbywają się w Białymstoku (Andrzej Pochylski) - w mieście bardzo aktywnym, gdzie wedle słów Mikołaja Gogola "same łajdaki"(-) "Wszyscy judasze"(-) "a tylko (jeden) porządny człowiek: prokurator"(-) "a i ten"... ale nie wnikajmy w szczegóły... To znaczy "był" porządny, bowiem go już nie ma, ponieważ dostał "dymę", a to na wskutek tego, że zamiast na okrzyk wojenny miejscowej gadzin... to jest "Gazety Cadyka" "łap faszystę!" i zapewne w jednym antysemitnika - ucapić za kark - wolał się wykręcać, że niby straszny znak sfastyki "odkryty" na jakimś blokowisku dzielnicy Białegostoku, który gorszył porządnych ludzi w dzień i w nocy - jest także znakiem szczęśliwości i prosperity, przynależnym między innymi cywilizacji indyjskiej. Jego następca już inaczej ustawiał celownik i tak śpiewał jak żądała od niego "Wybiórcza". Tyle o niezależności prokuratury w sztetlu Białystok.


W innym sztetlu - Hrubieszowie odbywa się już ósmy rok sądzenie Arkadiusza Łygasa za rozpowszechnianie modlitwy św. Piusa V o nawrócenie Żydów. Przestępstwo to straszne, albowiem kto by pomyślał, że można chcieć tak Żydów strefnić? Wprawdzie Żydzi sami trefnili się na masową skalę podczas II wojny światowej w celu ratowania skóry, załatwiając sobie lipne świadectwa chrztu i gorliwie ucząc się "zdrowasiek" oraz innych modlitw, z których tak słynie antysemicki Kościół, ale to były inne czasy i teraz, niepotrzebne namawianie ich do tego czynu jest przestępstwem. Prócz tego przypomina im przykrą historię, o której woleliby jak najrychlej zapomnieć. Nadchodzące właśnie święto Wielkiej Nocy będzie im ją przypominać.

W Lublinie natomiast - mieście bardziej przesianym - gdzie każdy prokurator "powinność swej służby rozumie" proces Grzegorza Wysoka sunie bez przeszkód już szósty rok. To znaczy byłby krótszy, gdyby nie fanatyczny opór samego oskarżonego, który do antysemityzmu nie chce się żadną miarą przyznać i wykręca się z niego ze wszystkich sił ("Ale gdyby pan powiedział: Szwejku, nie przyznawajcie się do niczego - to się będę wykręcał ze wszystkich sił"). A wiadomo od radzieckiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego, że przyznanie się oskarżonego bywa najważniejszym dowodem jego winy. Niedawno dołączyli do niego inni tacy, którzy rozklejali na murze nienawistne teksty, i którzy zaczęli już odsiadywanie kary (trzy tygodnie), ale sąd nie pomny na napomnienia prokuratury, ptaszki z klatki wypuścił. Gdyby nie to, już by pewnie sobie coś odsiedzieli, a tak - wisi to ciągle nad nimi, to jest - odpowiadają z wolnej stopy. Znając tutejsze prokuratury i biegłych sądowych - jak prof. Konrad Zieliński i Dariusz Libionka - który jest tak "dobry", że można go już "eksportować"(już to było czynione) - sąd potrwa ładnych parę lat. Oskarżeni będą musieli teraz tak ustawiać urlopy, wakacje, komunie, byle tutejszej Justycji dogodzić.

We wszystkich wspomnianych procesach oprócz odporności na argumenty uderza postawa sądów, które na zasadzie Hermana Wilhelma Goerniga, który, gdy mu zwrócono uwagę, że ma w swoim rządzie Żyda, odpowiedział niczym nie skonfudowany - "To my tu decydujemy kto jest Żydem, a kto nie!" - wyznaczają "antysemitów". Kto by pomyślał, że taka sama zasada legnie u podstaw dzisiejszego wymiaru sprawiedliwości! Ale jak się pije wodę z tego samego źródła i słucha tych samych ludzi ("Gazeta Wyborcza") - nie może być innaczej. Ktoś powie - "brak sprawiedliwości". A ja nie - to tylko faszyzm!

Adam Leks



Przypadek
cnotliwej Zuzanny, czyli
rzecz o Donaldzie Tusku

"Czy wolno strzelać do wagonów Czerwonego Krzyża? Nie wolno, ale można" - jak pada odpowiedź w "Przygodach Dobrego Wojaka Szweja". Tą kwestię możemy przerobić na - "Czy można chorym zabrać należne im świadczenia? - Nie wolno, ale można" - jak uważa Donald Tusk, realizujący program "oszczędności" i zarazem eutanazji społecznej. Po co więc przedłużać człowiekowi życie - skoro i tak umrze? Dawniej takich wynoszono na wysoką górę, aby w chłodzie i głodzie dokonali resztek swojego marnego żywota. Teraz wystarczy pozbawić go forsy i skutek będzie ten sam - notabene forsy, której w czasach dobrego fartu dostarczał jak pszczółka ZUS-owi. Złośliwi twierdzą, że podobno kiedyś jakiemuś przymierającemu głodem emerycie, który się pytał jak żyć - Donald Tusk odpowiedział lakonicznie "krótko". Nie widziałem, nie słyszałem, ale znając naszego doktora Mengele - opowieść ta brzmi dość prawdopodobnie. Natomiast co do niepełnosprawnych dzieci to wiadomo, iż wszystkie są nasze - to znaczy dzieci, to znaczy nie moje, skoro może nam odebrać je byle biuras najczęściej nie mający własnych, a tylko łeb nabity jakimiś frazesami, po kursach gotowania na gazie w Pcimiu Dolnym. Stąd już krok do aborcji, bo przecież czy człowieka zabije się tzn. skróci mu cierpienia przed czy po urodzeniu, to dla takiej na przykład Wandy Nowickiej "kaine problem". A nie jest w tym poglądzie odosobniona. Byle to były dzieci goj... tzn. nie "nasze". Tymczasem Donald Tusk molestowany przez rodziców "proponuje" podniesienie zasiłków pielęgnacyjnych na rok 2016. Istnieje w Polsce takie porzekadło: "Czekaj tatka latka, aż kobyłę wilcy zjedzą". Prócz tego w polskim rządzie, jak widać, coraz częściej obowiązuje południowo-
amerykańskie "maniana". Stajemy się - już choćby z tego względu - republiką bananową.

Inny wielki poprzednik naszego premiera Adolf Hitler przerabiał eutanazję na dzieciach obcoplemieńców, które uznał jako "nieprzydatne rasowo" lub na własnych chorych (na początku) - "obciążających swoim istnieniem zdrową tkankę społeczną". Widać tu wpływy bolszewickich mamełedów. Jednakże - jakżeż w stosunku do Donalda był bardziej szczery! No cóż, dawniej ludziska w ogóle byli szczersi. Prócz "marszałku Niesiołowsku", któremu - cytując klasyka - "nienawiść zalewa mózg". Bo chyba tak musi być rzeczywiście, skoro po napotkaniu demonstrujących w sejmie rodziców i małżonków chorych stwierdził, że ich protest "jest polityczny" to znaczy PiS wynalazł ich na jakiejś odległej planecie dla malkontentów, ściągnął i napuścił, aby tylko zaszkodzić rosnącej w dobrobyt i siłę Polsce - naturalnie pod rządami serenissimusa Tuska. Ciekawe, czy gdyby w pobliżu jakiś poseł z PiS-u zasłabł, też miałoby to kontekst polityczny? A gdyby, co nie daj boże "trzasnął kopytami" (umarł) - ryknąłby na niego jak doktor Bautze na poborowego: "Zabrać tego symulanta!". Gołym okiem widać, że z posłem Niesiołowskim coś jest nie "teges" i wymaga - jak mawia Stanisław Michalkiewicz - konsultacji u weterynarza.

Donald Tusk natomiast rozbudowujący swój aparat szczęśliwości "by żyło się lepiej wszystkim" - chociaż nie bardzo wiadomo komu - tworzy łańcuszek powszechnego szczęścia. Łańcuszek ten ma postać wielu ogniw - ludowych, to jest rządowych pełnomocników. Złośliwi twierdzą nawet, że to urzędy "pełnych nocników". Nie będziemy im jednak patrzyć w "chore z nienawiści oczy". Istnieje wiele owych instytucji pełnomocników, których Donald Tusk karmi własną piersią niczym wilczyca kapitolińska Romulusa i Remusa. Do nich zaś należą: Pełnomocnik Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania, Pełnomocnik Rządu do Spraw Programu Ochrony Przed Powodzią w Dorzeczu Górnej Wisły (tym to się powodzi!), Pełnomocnik Rządu do Spraw Deregulacji Gospodarczych, Pełnomocnik Rządu do Spraw Polityki Klimatycznej. Żeby nie zanudzać czytelników wymieniłem chyba z połowę tych instytucji. W dodatku istnieją tzw. rzecznicy "praw" np. Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Konsumenta itp. Notabene Rzecznik Praw Dziecka "kombinował", jak tu wywalić demonstrujących rodziców dzieci z gmachu Sejmu. Naturalnie w imię "dobra" ich milusińskich. Gdy się zważy, że na jego biuro, tj. na sekretarki, samochody, alfonsów codziennie sprawdzających mu pocztę idzie rocznie 10 mln złotych to te "dobro" można dobrze "zrozumieć". I taki ma gryźć rękę, która go karmi?! Prędzej już zaśpiewa "łubu dubu, łubu Dubu". Z innymi pewnie nie lepiej...

Gdyby zlikwidować tą próżniaczą hałastrę, która darmo ssie wychudzoną pierś Matki Rzeczpospolitej (ludzie to ssaki, a niektórzy z nich świnie) to zostałoby kupę forsy, którą można by obdzielić potrzebujących. Jednak Donald tego nie zrobi. Prędzej połknie własny język niż pozbędzie się tej sfory klakierów i dworusów gotowych wychwalać jego nieróbstwo pod niebiosa. Albowiem Donald Tusk uważa, że gdy wystarczająco "zabuduje" przestrzeń publiczną takimi instytucjami, wówczas już żadna "szweine" się nie wciśnie, aby ryć swoim ryjem pod jego zapadającym się już biurkiem. Dlatego dla autentycznych potrzebujących stale będzie brakować pieniędzy, albowiem dla Donalda Tuska niczym u wschodniego basileusa liczy się tylko pijar. Właśnie ta sfora drogich impotentów, otaczających szerokim kręgiem jego urząd ma mu niczym chór niewolników z opery "Nabucco" go wyśpiewywać.

Adam Leks



A to nam przyłączyli
Krym do Rosji...

"A to nam przyłączyli Krym do Rosji!" - tak zapewne komentując współczesne wydarzenia powiedziałaby pani Mullerowa do Szwejka... No i casus Kosowa został wykorzystany. Nie o tym zapewne myślał Nikita Chruszczow darowując wydarte Tatarom przez Katarzynę II terytorium Ukrainie. Chociaż w sojuzie radzieckich narodów żyjących w wiecznej szczęśliwości i concordi nie miało to istotnego znaczenia. Teraz jednak w innych okolicznościach będzie można każdemu (naturalnie słabszemu) oderwać kawałek ziemi i stworzyć sobie na nim nowy "naród". Później zaś pobudować bazy i latać wesoło nad obcym terytorium w poszukiwaniu baz "terrorystów". Prócz tego skuć mordę jakiemuś fundamentaliście bez wścibstwa oczów dociekliwych pismaków. Puszka Pandory nieodwołalnie została otwarta...

U nas pewnie będzie miało to przełożenie na "naród" Ślązaków nigdy nie istniejący, ale rokujący nadzieję na przyszłość. A nadzieja - jak wiadomo - umiera ostatnia. Wystarczy tylko "podlać" go dużą ilością gotówki, postawić na czele paru agentów (Gorzelik, Kluczniok) a wypączkuje sam i wnet znajdą się ludzie gotowi przysiąc, że czuli się Ślązakami od pokoleń, tylko jęczeli w polskiej opresji, pomimo,że ich przodkowie wcale nie zamieszkiwali na Śląsku (Gorzelik), a nawet walczyli w powstaniach śląskich (Gorzelik) dążąc (jak się okazuje mylnie) do przyłączenia Śląska do macierzy, to jest do Polski - jak by ktoś miał wątpliwości. V kolumna, w postaci Donalda Tuska naturalnie zaakceptuje wszystko w podskokach, tym bardziej, że narodowość też może mu się "rozjechać" i może sobie przypomnieć, dziadzia w Wehrmachcie, któremu tym razem serduszko pod mundurem w kolorze feldgrau, nie będzie pałać nieszczęśliwą miłością do Polski. Wszystko to po to, aby Rzesza wróciła do granic sprzed 1937 roku. Tak Radzio Sikorski wespół w zespół z równymi mu idiotami, wpakował nas w kabałę bez wyjścia. Jak sam o sobie mówi - polityk z trzydziestki najważniejszych ludzi na świecie. A ja mam wrażenie, że bufon bez granic cierpiący dodatkowo na manię grandiosa.

Adam Leks



Ukraina
bez antysemitów?

Jak donosi internetowa gazeta "Bibuła" za izraelską witryną internetowa Ynet żydowsko-ukraiński grandziarz finansowy Wadim Rabinowicz mieszkający w Izraelu ogłosił zamiar kandydowania na stanowisko prezydenta Ukrainy. Jest on "jednym z czterech kandydatów w wyborach prezydenckich jakie mają się odbyć na Ukrainie 25 maja br.". Czyżby w tym kraju trzeba było już ręcznie sterować? Kandydat jest przewodniczącym Wszechukraińskiego Kongresu Żydów oraz założycielem Europejskiego Parlamentu Żydowskiego. Rabinowicz ma nadzieję, że Ukraina wybierając go na "prezia" udowodni, że nie jest "antysemicka". Od siebie proponuję jawne głosowanie, aby żaden "antysemita" nie mógł już później założyć maski porządnego człowieka. Kolidowałoby to jednak z dziwnym zjawiskiem przyrody, to jest z niedawnym oświadczeniem Wszechukraińskiego Kongresu Żydów, iż na Ukrainie antysemitów "nie ma" (masz ci los - wszędzie są, a na Ukrainie akurat nie?!) Chciałoby się zakrzyknąć: Ukrainen Jud... to jest antysemiten frei!

Oświadczenie Rabinowicza przypomina mi zabawną historię, kiedy to żydowski ksiądz-neofita, który chciał zostać bodajże dziekanem (ach ta moja pamięć!) napisał do znajomego elektora list, w którym pisał, iż co prawda wie, że nim nie zostanie, ale sprawiłoby mu przyjemność, aby na niego Żyda-katolika ktoś przynajmniej zagłosował... Przejęty tym pragnieniem znajomy elektor zagłosował właśnie na niego i... Żyd-katolik neofita został dziekanem, bowiem okazało się, że podobne listy rozesłał do wszystkich elektorów...

Adam Leks



Europa da się z(a)mienić!

"Europa da się zmienić" - z tym hasłem startuje do Parlamentu Europejskiego Mirosław Piotrowski (PiS). O ile w pierwszym przypadku nie można znaleźć innej Europy, o tyle w drugim - wątpię czy coś się da zrobić. Chociaż i w pierwszym, nawet gdyby taka istniała, to znając nasze szczęście i pęd uszczęśliwiaczy ludzkości, mogłoby być jeszcze gorzej. Istnieje opowieść, znakomicie ilustrująca prawdziwość tej tezy: czym się różnią pesymiści od optymistów? Ano tym, że pesymiści twierdzą, iż gorzej być nie może, natomiast
optymiści - i owszem - może, może... Więc Polska póki co, skwapliwie korzysta z okazji aby - jak jej radził pewien prezydent - siedzieć cicho, na du... to jest czterech literach i czeka co jej karzą robić mądrzejsi - to znaczy dla kogo się poświęcać. Już Piłsudski kiedyś powiedział, że nie ma z kim pracować, bo wszyscy wymagają od nas ofiar i wchodzenia w du... to jest w cztery litery, więc czemu obecna sytuacja miałaby się teraz zmienić? Dlatego mocno patriotyczny były premier Jarosław Kaczyński z "obozem zaprzaństwa i zdrady", jeździ na Ukrainę i razem z niestarannie poprzebieranymi banderowcami wykrzykuje na kijowskim Majdanie "Wieczna sława Ukrainie, gierojam sława!" Nie muszę chyba dodawać jacy tam byli "gieroje". Więc jeżeli coś się będzie w Europie zmieniać, to tak, aby wszystko pozostało po staremu, zgodnie ze słowami Tancrediego z powieści Giuseppe Lampedusy "Lampart". Po to są przecież płacone "posłom" olbrzymie uposażenia, aby ich słodkie nieróbstwo, nie wywoływało wśród nich sprzeciwu, prócz pragnienia, aby to trwało w nieskończoność Dlatego panie Piotrowski nie bujaj pan, że tak w niemieckim eurolandzie można coś zmienić. Nie po to Niemcy wywoływali dwie wojny światowe, nie po to przewozili Lenina w zaplombowanym wagonie jak zarazki wąglika, nie po to przekupują europejskie elity, aby jakiś naukowiec ze wschodniej uniwersyteckiej placówki marchii Festung Europa miał im coś namieszać. Takie rzeczy wie nawet taki myszygene kopf jak ja. Nie z nami więc takie numery Brunner!

Adam Leks



14 styczeń 2013 r.
Sąd Rejonowy w Lublinie -
Kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi,
który jest fałszywie oskarżony o szerzenie treści antysemickich i rasistowskich.
Konfrontacja biegłych - sprawę prowadzi sędzia Andrzej Woźniak
Sygn. akt III Ka 239/10





Polecamy publicystykę
redaktora Stanisława Michalkiewicza i Grzegorza Wysoka
w formie video na serwisie

kliknij: YouTube

Lublin, 7 luty 2013 r.

Po raz kolejny żydowska gazeta dla Polaków raczyła zauważyć moją skromną osobę, która to dzięki staraniom dziennikarzy czy raczej funkcjonariuszy tego organu stała się poniekąd
znana w kraju i na świecie. Tym razem jednak atak na piszącego te słowa
jest jedynie pretekstem do uderzenia w zasłużoną dla miasta Lublina i jego zabytków fundacji, której jestem wiceprezesem. Sprawa ma głębszy kontekst - Lubelska Fundacja Odnowy Zabytków (http://www.lfoz.lublin.pl/) od pewnego czasu stała się solą w oku rządzącego naszym miastem układu, a to z tej przyczyny, iż po prostu nie jest przez ten układ
w 100% kontrolowana. Gdy próba przejęcia Zarządu LFOZ przez desygnowanego przez Ratusz człowieka nie wypaliła, postanowiono fundację zniszczyć odbierając jej długoletnią dzierżawę na prowadzenie targowiska rolno-spożywczego i dworca podmiejskich busów. W intencji atakujących miał być to cios nokautujący - tak jednak nie będzie! Fundacja pod kierownictwem nowego Prezesa p. Antoniego Chrzonstowskiego (były wiceprezydent Lublina w latach 2003-2007) będzie istniała i znacznie rozszerzy zakres swoich prac. Jak na razie mimowolnym efektem nagonki "Wyborczej" są dość liczne słowa poparcia i bardzo konkretne wsparcie finansowe w postaci 1% odpisu podatkowego. Można tego dokonać w dalszym ciągu wpisując w rocznej deklaracji PIT nazwę Lubelska Fundacja Odnowy Zabytków nr KRS: 0000073451. Wracając jednak do mojej osoby - ORMO-wcowi politycznej poprawności, autorowi artykułu w GazWybie pt. "Oskarżony o antysemityzm wiceprezes fundacji" (patrz poniżej) - p. Marcinowi Bieleszowi odpowiem dedykując mu słowa poety
Juliana Tuwima, którego uroczyście zadekretowany przez Sejm RP Rok 2013 właśnie obchodzimy:

"Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa
Nie powiem nawet: pies cie jebał!
Bo to mezalians byłby dla... psa"

Grzegorz Wysok

Do wiadomości -
Radni VI kadencji Rady Miasta Lublin:

- Piotr Kowalczyk (Wspólny Lublin) - piotr.kowalczyk@lublin.eu
- Jarosław Pakuła (PO) - jaroslaw.pakula@lublin.eu
- Mieczysław Ryba (PiS) - mieczyslaw.ryba@lublin.eu
- Zbigniew Targoński (Wspólny Lublin) - zbigniew.targonski@lublin.eu
- Mariusz Banach (Wspólny Lublin) - mariusz.banach@lublin.eu
- Jacek Bednarczyk (PO) - jacek.bednarczyk@lublin.eu
- Elżbieta Dados (Wspólny Lublin) - elzbieta.dados@lublin.eu
- Leszek Daniewski (PO) - leszek.daniewski@lublin.eu
- Piotr Dreher (PO) - piotr.dreher@lublin.eu
- Zdzisław Drozd (PiS) - zdzislaw.drozd@lublin.eu
- Jan Gąbka (niezrzeszony) - jan.gabka@lublin.eu
- Marek Jakubowski (Wspólny Lublin)) - marek.jakubowski@lublin.eu
- Dariusz Jezior (PiS) - dariusz.jezior@lublin.eu
- Zbigniew Jurkowski (PO) - zbigniew.jurkowski@lublin.eu
- Wojciech Krakowski (PO) - wojciech.krakowski@lublin.eu
- Michał Krawczyk (PO) - michal.krawczyk@lublin.eu
- Piotr Kuty (niezrzeszony) - piotr.kuty@lublin.eu
- Zbigniew Ławniczak (PO) - zbigniew.lawniczak@lublin.eu
- Jadwiga Mach (Wspólny Lublin) - jadwiga.mach@lublin.eu
- Jan Madejek (PO) - jan.madejek@lublin.eu
- Elżbieta Mroczkowska (PO) - elzbieta.mroczkowska@lublin.eu
- Marcin Nowak (Wspólny Lublin) - marcin.nowak@lublin.eu
- Tomasz Pitucha (PiS) - tomasz.pitucha@lublin.eu
- Stanisław Podgórski (PO) - stanislaw.podgorski@lublin.eu
- Marcin Pogorzałek (Wspólny Lublin) - marcin.pogorzalek@lublin.eu
- Krzysztof Siczek (Wspólny Lublin) - krzysztof.siczek@lublin.eu
- Beata Stepaniuk (PO) - beata.stepaniuk@lublin.eu
- Małgorzata Suchanowska (PiS) - mtsuchanowska@wp.pl
- Sylwester Tulajew (PiS) - sylwester@tulajew.pl
- Marta Wcisło (PO) - marta.wcislo@lublin.eu
- Mateusz Zaczyński (PO) - mateusz.zaczynski@lublin.eu

Policja przesłuchuje busiarzy

Osiemdziesięciu przewoźników ma przesłuchać policja, aby prokuratura mogła ustalić, czy Lubelska Fundacja Odnowy Zabytków wyłudziła pieniądze za dworzec busów przy ulicy Ruskiej. Prokuraturę o działaniach LFOZ zawiadomił w połowie listopada lubelski ratusz. Zdaniem urzędu fundacja mogła bezprawnie pobierać opłaty od przewoźników korzystających z dworca przy ul. Ruskiej. Wszczęliśmy śledztwo w kierunku wyłudzenia - powiedziała "Gazecie Wyborczej" Aldona Stefańczak, z-ca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. Śledczy chcą sprawdzić, czy w listopadzie 2012 r. fundacja rzeczywiście zarabiała na dworcu. To ważne, bo wtedy nie miała do niego prawa. Aby potwierdzić, że do wyłudzenia doszło, policjanci z komendy będą musieli przepytać wszystkich tych, którzy mogli zapłacić LFOZ. Zaplanowano przesłuchania 80 przewoźników - wyjaśnia prokurator Stefańczak. Przypomnijmy, że od końca lat 90. LFOZ dzierżawiła od miasta tereny przy Ruskiej, gdzie jest dworzec oraz targowisko. Miejsce nie miało jednakże za grosz reprezentacyjnego charakteru. Targ przypominał wiejski jarmark, zaś pasażerowie narzekali na warunki na dworcu. Prezydent Krzysztof Żuk postanowił wykorzystać to, że w 2012 wygasała umowa z fundacją na dzierżawę i nie zgodził się na jej przedłużenie. Ówczesny prezes LFOZ p. Andrzej Gumieniczek oznajmił, że wobec tego fundacja nie odda miastu jego własności, dopóki nie dostanie ona zwrotu poniesionych nakładów. Z końcem listopada 2012 minął ostateczny termin, który ratusz dał LFOZ na opuszczenie dworca. Fundacja zwróciła go na początku stycznia. W międzyczasie nowy dzierżawca terenu przy Ruskiej, czyli Miejska Korporacja Komunikacyjna poszła na rękę pasażerem i uruchomiła "zapasowy" dworzec dla busów przy ulicy Cerkiewnej. Obecnie prezesem LFOZ jest A. Chrzonstowski, a jego zastępcą Grzegorz W., oskarżony przez prokuraturę o nawoływanie do nienawiści wobec Żydów.

KAD
(Karol Adamaszek - denuncjator w sprawie karnej Wysoka
- przypis redakcyjny)
BIEL (Marcin Bielesz)

Źródło:
"Gazeta Wyborcza w Lublinie"
nr 29 (7758) z 4 II 2013 r.,
strona 26

Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - Arkadiusz Łygas i p. Jerzy Adamczuk
(historyk, działacz opozycji niepodległościowej w latach 1978-1989,
więzień polityczny stanu wojennego) przed salą rozpraw
Sądu Rejonowego w Hrubieszowie

Módlmy się za żydów wiarołomnych, aby Bóg zdarł zasłonę z ich serc
iżby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego.
Módlmy się wszechmocny wiekuisty Boże, który to od miłosierdzia Twojego
nawet żydów wiarołomnych nie odrzucisz.
Wysłuchaj modły za ten lud zaślepiony, aby wreszcie poznawszy światło prawdy
którym jest Chrystus z ciemności swoich został wybawiony.
Przez Tegoż Chrystusa Pana naszego
Amen!

Publikujemy pismo procesowe Kol. Arkadiusza Łygasa, o którego bulwersującej sprawie staramy się na bieżąco informować czytelników naszego "Biuletynu". Przypomnijmy, że ten najbardziej absurdalny w dziejach polskiego wymiaru sprawiedliwości proces toczy się w Hrubieszowie od roku 2006. W międzyczasie Kolega Arkadiusz Łygas był już na przemian kilkakrotnie skazywany i uniewinniany. Wszystko rozpoczęło się od pojawienia się na ulicach Hrubieszowa w tzw. "Dniu Judaizmu" plakatów z treścią wielkopiątkowej modlitwy Papieża Piusa V odmawianej w kościołach do czasu Soboru Watykańskiego II (jej treść jest obecnie nieco zmieniona). Prokurator J. Miścior przedstawił zarzuty karne (zagrożenie karą do lat 3) byłemu działaczowi NOP A. Łygasowi za rozpowszechnianie "Modlitwy o nawrócenie wiarołomnych żydów" Piusa V. Tenże niespotykany od czasów stalinowskich akt antykatolickiej nagonki spowodował nie tylko akcję propagandową, ale także zaowocował skierowaniem wniosku o wszczęcie postępowania karnego przeciwko prokuratorowi Miściorowi (patrz wcześniejsze wiadomości).

Tadeusz Zieliński

Rozprawa Arkadiusza Łygasa
w sprawie oskarżenia o propagowanie "antysemityzmu"

28 marzec 2013 r. (czwartek), godz. 10.30
Sąd Rejonowy w Hrubieszowie
ul. Majora Dobrzańskiego "Hubala" 7
sala nr III

7 luty 2013 r.

Sąd Rejonowy II Wydział Karny
ul. Majora Dobrzańskiego "Hubala" 7
22-500 Hrubieszów

Pismo procesowe

W odpowiedzi na pismo Sądu z dnia 25 stycznia 2013 (Sygn. akt II K 898/10) kierując się zasadą inicjatywy dowodowej wynikającą z art. 167 k.p.k. wnoszę o przeprowadzenie rozprawy głównej bez obecności oskarżonego, tak jak stanowi art. 377 par. 3 kpk. Przepis ten umożliwia Sądowi przeprowadzenie postępowania bez udziału oskarżonego.

Uzasadnienie

Swoją nieobecność na rozprawie głównej dnia 14 II 2013 r. usprawiedliwiam prawem - prowadzenie rozprawy głównej bez obecności oskarżonego, wynikająca z art. 377 par. 3 kpk, a także bezprawiem prokuratora Jacka Miściora ps. "Antysemita", którego nie mam zamiaru uwiarygodniać swoją obecnością na sali rozpraw. Przypominam po raz kolejny, że Miścior sporządził fałszywy akt oskarżenia (patrz telegram Komendy Miejskiej Policji w Zamościu, wyjaśnienia oskarżonego, zeznania świadków i opinia biegłego z zakresu historii Kościoła ks. prof. dr hab. Zygmunta Zielińskiego z KUL). Powinien on ponieść odpowiedzialność karną zgodnie z art. 234 kk. Katolicką modlitwę o nawrócenie żydów na katolicyzm z pogardą nazywa przestępstwem (vide jego akt oskarżenia). Powinien on ponieść odpowiedzialność karną z zgodnie z art. 194 kk. oraz art. 257 kk "kto publicznie znieważa grupę ludności lub osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwzględności lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech". Chroni przed poniesieniem odpowiedzialności karnej Kamila Cz. za fałszywe zeznania (patrz jego ostatnia apelacja). Prawie tak jak sataniści sugeruje, że Kościół Katolicki jest organizacją przestępczą (patrz jego akt oskarżenia, a także jego ostatnią apelację). Nie dopuszcza do siebie myśli, że Kościół Katolicki uznał propagatora modlitwy za żydów papieża Piusa V świętym, a nie przestępcą! - patrz na jego akt oskarżenia, ostatnią jego apelację i na nieprotokołowaną "rozmowę" z Arkadiuszem Łygasem z 20 stycznia 2006 r. Obraża prawo wnosząc apelację w dniu 1 lipca 2010 roku od prawomocnego wyroku wydanego 19 maja 2010 r., w którym to Sąd uniewinnił mnie od jego głupiego zarzutu antysemityzmu (patrz jego apelacja, a także kodeks postępowania karnego art. 17 par. 1 punkt 7). Postępowanie co do tego samego czynu tej samej osoby zostało prawomocnie zakończone lub wcześniej wszczęte toczy się. Naruszył Konstytucję RP art. 25 punkt 2, który stanowi: "Władze w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych i filozoficznych zapewniając przy tym swobodę ich wyrażania w życiu publicznym" oraz art. 53 punkt 7, który stanowi, iż "Nikt nie może być obowiązany przez organy publiczne do ujawnienia swego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania". Znieważył zarówno mnie jak też i grupę katolików, za co powinien ponieść odpowiedzialność karną z zgodnie z art. 257 kk. (antykatolicyzm). Dlatego z powyższych względów wnoszę jak na początku.

Arkadiusz Łygas

Do wiadomości:
- ks. bp Marian Rojek
- ks. Tadeusz Sochan
- ks. Tadeusz Isakowicz- Zalewski

Foto:
Wyk. Iwona Burdzanowska

Oskarżony o antysemityzm wiceprezesem fundacji

Proces karny Grzegorza W. nie jest w Lublinie tajemnicą. Prokuratura oskarżyła jego o nawoływanie do nienawiści wobec Żydów. Mimo to został właśnie wiceprezesem znanej w mieście fundacji zajmującej się zbieraniem funduszy na renowację zabytków. Wśród założycieli w/w fundacji jest Prezydent Lublina. Grzegorz W., w przeszłości pracownik Archiwum Państwowego w Lublinie w 2008 roku rozprowadzał bezpłatne czasopismo pt. "Biuletyn", które sam redagował. Przynosił je także do ratusza i wrzucał do skrzynek korespondencyjnych miejskich radnych. W numerze z sierpnia 2008 roku, który trafił do radnych red. Grzegorz W. przedstawiał Żydów jako chciwców chcących z Polski wykroić własne państwo. Według niego żydowski działacz Ronon Eidelman jest prominentnym przedstawicielem "przedsiębiorstwa Holocaust", domagającym się od Polski "wypłaty haraczu w wysokości około 65 mld dolarów". Kiedy sprawę opisała "Gazeta Wyborcza", pismem Grzegorza W. zainteresowała się prokuratura. Rok później został on oskarżony o publiczne znieważanie i szerzenie nienawiści wobec Żydów. Jego proces nadal trwa. Mimo to - jak ustaliła "Gazeta" - Grzegorz W. właśnie został wiceprezesem Lubelskiej Fundacji Odnowy Zabytków. Jej statutowym celem jest zbieranie funduszy na renowację zabytków w Lublinie. Fundacja działa od ponad 20 l. Odnowiła pomnik ułanów księdza Józefa Poniatowskiego przy tzw. Rogatce Lubartowskiej czy też pochodzącą z XIX w. studnię na Kalinowszczyźnie. Nowego wiceprezesa w ubiegłym tygodniu powołała rada fundacji. Jej przewodniczący D. Wójcik zaznacza, że nie uczestniczył w posiedzeniu rady. Mówi, że kandydaturę Grzegorza W. zaproponował prezes Antoni Chrzonstowski. A Grzegorz W. jest potrzebny, aby LFOZ rozszerzyła usługi o działalność archiwizacyjną. "Gazeta": Czy wie Pan, że Grzegorz W. ma proces za mowę nienawiści i antysemityzm? Wójcik: Ja nie kojarzę. Proces Grzegorza W. nie jest w Lublinie tajemnicą. Na licznych, skrajnie prawicowych stronach były pracownik Państwowego Archiwum przedstawiany jest jako ofiara terroru poprawności politycznej. Wśród fundatorów powstałej w 1989 roku fundacji jest także prezydent Lublina. Teraz władze miasta nie chcą komentować tego, że we władzach LFOZ znalazł się człowiek oskarżony o antysemityzm. Obecnie praktycznie to nic nas nie łączy z tą fundacją. Nie mamy też żadnego wpływu na jej działalność, twierdzi Katarzyna Mieczkowska Czerniak, zastępca prezydenta m. Lublina. Do początku stycznia Lubelska Fundacja Odnowy Zabytków toczyła ostry spór z ratuszem o tereny przy ulicy Ruskiej z targowiskiem i dworcem busów. Fundacja dzierżawiła je od końca lat 90-tych niewiele tam w tym czasie zmieniając. W efekcie na targowisku nie ma warunków do handlu w cywilizowanych warunkach, a na dworcu busów pasażerowie długo nie mieli odpowiednich warunków. Umowa miasta z w/w fundacją na dzierżawę terenów przy Ruskiej wygasała w ubiegłym roku. Wiosną 2012 r. grupa radnych podjęła próbę przedłużenia jej aż na dziesięć lat. Pomysł jednak nie przeszedł. Skrytykowała go większość radnych i prezydent Krzysztof Żuk. Jesienią prezydent Żuk przyznał, że nie ma zamiaru przedłużać umowy z LFOZ. Były prezes fundacji Andrzej Gumieniczek oznajmił, że wobec tego fundacja nie odda miastu jego własności. Chodziło głównie o najbardziej dochodowy dworzec busów. Na początku listopada targowisko przeszło w ręce ratusza, który to wybrał nowego dzierżawcę - Miejską Korporację Komunikacyjną, spółkę córkę MPK. Lubelska Fundacja Odnowy Zabytków pozostała na dworcu busów. Przeciąganie liny trwało dwa miesiące, w trakcie których MPK urządziło nowy dworzec busów obok dworca PKS, a plac przy ulicy Ruskiej opustoszał. LFOZ skapitulowała na początku stycznia, oddając własność miastu.

Marcin Bielesz

Źródło:
Żydowska gazeta dla Polaków
wydanie z 28 I 2013 r.


Jeśli człowiek nie jest w stanie
podjąć ryzyka dla swoich idei
to albo idee są pozbawione wartości
albo on jest bezwartościowy...

Ezra Pound

11 XII 2012 r. w lubelskim Sądzie Rejonowym miała miejsce kolejna odsłona głośnego procesu redaktora Wysoka, oskarżonego z doniesienia dziennikarza "Gazety Wyborczej" Karola Adamaszka o rzekome propagowanie antysemityzmu, a także mowę nienawiści w swoich publikacjach. Poniżej prezentuję materiał filmowy z zeznania biegłego dra Artura Mamcarza-Plisieckiego (adiunkta Katedry Filozofii Kultury KUL-u, językoznawcy oraz prasoznawcy powyższej uczelni), który w publikacjach oskarżonego nie dopatrzył się podżegania do nienawiści z pobudek rasowych czy też narodowych. Procesy sądowe nowego obyczaju pokazują, że podobnie jak to w czasach stalinowskich sędziowie nie liczą się z prawdą, zaś prawo nie jest dla nich sztuką czynienia dobra i sprawiedliwości, lecz instrumentem kneblowania ust głosicielom "niepoprawnych poglądów". Dlatego apelujemy, aby każdy wsparł naszego kolegę przynajmniej swoją życzliwą obecnością na kolejnych rozprawiach w dniu 14 stycznia oraz 26 lutego 2013 roku, tradycyjnie już filmowanych przez reportera "Idź pod Prąd!" Cezerego Kłosowicza.

Tadeusz Zieliński




Oświadczenie lubelskich środowisk narodowych
w sprawie oszczerczej kampanii związanej z rocznicą Akcji "Wisła"

Lublin, 28 grudnia 2012 r.

Lubelskie środowiska narodowe stanowczo protestują przeciw wykorzystywaniu rocznicy przeprowadzonej przez władze komunistyczne w 1947 r. Akcji "Wisła" do zniesławiania narodu polskiego, wywoływania podziałów oraz waśni na tle etnicznym, zaś docelowo także do wysuwania wobec obywateli polskich nieuzasadnionych roszczeń majątkowych przez aktywistów tzw. mniejszości ukraińskiej w Polsce. Jako narodowcy jednoznacznie potępiamy komunizm, jego zbrodnie i niesuwerenną dyktaturę zaprowadzoną w Polsce na sowieckich bagnetach przez przedstawicieli tej ideologii. Jednocześnie jednak nie może nie budzić sprzeciwu próba zrównywania wysiłku zbrojnego polskiego podziemia niepodległościowego, walczącego o suwerenność RP w jej historycznych granicach (w tym także o prawa mniejszości etnicznych i religijnych) z działalnością prohitlerowskiej Ukraińskiej Powstańczej Armii, która dopuszczała się aktów ludobójstwa na Polakach, Ukraińcach, Żydach oraz przedstawicielach innych narodów w imię równie szkodliwej jak komunizm totalitarnej ideologii szowinistycznej. Nie można widzieć działań wobec niektórych przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w Polsce w oderwaniu od kontekstu obrony ludności przed bandami OUN-UPA. Niech symbolicznym przykładem będzie w tymże zakresie wspólna walka oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych - oddziału "Zuch" majora Antoniego Żubryda i żołnierzy 34 pułku piechoty LWP przeciw bandom UPA w Bieszczadach. Podkreślić także należy, że decyzja o przeprowadzeniu Akcji "Wisła" nie została podjęta przez suwerenne władze, lecz przez komunistyczny reżim okupacyjny i niezależnie od jej historycznego uzasadnienia, a także prawnych następstw nie może moralnie obciążać narodu polskiego. Wyrażamy szczere współczucie wszystkim, którzy zostali pokrzywdzeni w wyniku komunistycznych represji, w tym także przedstawicielom mniejszości ukraińskiej lojalnym wobec państwa polskiego, swych tradycji oraz religii. Apelujemy do naszych braci Ukraińców w Polsce, aby nie dawali się wykorzystywać do cynicznej gry politycznej zmierzającej do zohydzenia Rzeczypospolitej. Lecz niestety, działania części szowinistycznie nastawionych środowisk ukraińskich odwołujących się do dziedzictwa OUN/UPA wpisują się w schemat antypolskiej propagandy, naznaczonej kłamstwami w rodzaju osławionego "Pokłosia" czy publikacjami "przemysłu holocaustu". Nasi ukraińscy Przyjaciele! Zwracamy się do Was bezpośrednio. Przed 65 laty grupka szowinistów, niemieckich kolaborantów-banderowców doprowadziła Wasz naród do bezprzykładnej klęski i szeregu ludzkich tragedii. To oni - wodzowie UPA - są winni Akcji WISŁA i jej często dramatycznych skutków. Prosimy - nie ulegajcie ponownie fałszywym przywódcom! Razem rozliczmy wspólne zbrodnie z poszanowaniem prawdy historycznej i partnerskich stosunków między naszymi narodami! Zaproponowany kształt sejmowej uchwały w sprawie "potępienia Akcji Wisła" zafałszowuje rzeczywisty przebieg zdarzeń i buduje tamę kłamstwa pomiędzy Polakami oraz Ukraińcami. Wspólnie odrzućmy fałsz, potępmy tak zbrodnie komunizmu, jak i banderyzmu i budujmy wspólną przyszłość na prawdzie, a ona nas wyzwoli.

- Leszek Barwiński
przewodniczący Rady Krajowej OPZZ i Organizacji Rolniczych w Markuszowie
- Arkadiusz Łygas
działacz narodowy z Zamościa
- Ryszard Milewski
przewodniczący Stowarzyszenia Narodowego im. Dmowskiego w Lublinie
- Konrad Rękas
były prezes Stow. Samorządów Euroregionu Bug w Chełmie
- Andrzej Szadura
handlowiec, kapitan Polskich Drużyn Strzeleckich w Lublinie
- Grzegorz Wysok
sekretarz Stow. Osób Represjonowanych w Lublinie

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że 31 sierpnia 2012 r.
w wieku 84 lat zmarł śp. mgr inż. Maurycy Śmidowicz - red. naczelny "Polskich Spraw" z Poznania oraz czytelnik naszego "Biuletynu". Dziennikarze, którzy z Nim współpracowali zapamiętają Go jako profesjonalistę pełnego zapału i pomysłów, który w semickich czasach zbudował mocną pozycję pisma zyskując dla swojej gazety sympatię Czytelników. Nabożeństwo żałobne zostanie odprawione dnia 6 września 2012 r. o godzinie 13.00
w kościele parafialnym p.w. Świętego Ducha przy ul. Kościuszki 26. Uroczystości pogrzebowe odbędą się o 14.15 na cmentarzu komunalnym we Wrześni.


Najbliższa rozprawa Grzegorza Wysoka

8 październik 2015 r. (czwartek)
godz. 14.00
Sąd Rejonowy w Lublinie
ul. Krakowskie Przedmieśnie 78
sala nr XIV


11 grudnia 2012 r. przy szczelnie wypełnionej sali w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód miała miejsce kolejna odsłona głośnego procesu red. Grzegorza Wysoka, oskarżonego na podstawie artykułów 256 oraz 257 kk o rzekome nawoływanie do "nienawiści na tle narodowym" na łamach wydawanego przez niego miesięcznika pt. "Biuletyn". W istocie Grzegorz Wysok w jednym z felietonów opisał skalę bezpodstawnych oraz bezczelnych roszczeń pewnych środowisk żydowskich określanych przez prof. Normana Finkelsteina mianem "przemysłu Holocaustu" w kwocie około 65 mld dolarów. Sprawa toczy się od roku 2008 i w jej trakcie przesłuchano już wielu świadków oraz biegłych (m.in. redaktora Stanisława Michalkiewicza, prof. Ryszarda Bendera, senatora Gogacza, radnych miasta Lublina oraz innych lokalnych polityków). Donosicielem, który złożył zawiadomienie o rzekomym przestępstwie był młody dziennikarz lokalnego dodatku "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek, zaś akt oskarżenia, w którym brak nawet wskazania jakimi to słowami redaktor Wysok miał "nawoływać do nienawiści" sporządziła p. prokurator Anna Pakuła. Podczas posiedzenia 11 grudnia zeznania składał świadek Krzysztof Siczek (radny Rady Miasta Lublin szóstej kadencji z PiS, przewodniczący klubu radnych "Wspólny Lublin", dyrektor Międzynarodowego Portu Lotniczego - Lublin) a także biegły dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL, językoznawca oraz prasoznawca tejże uczelni). Świadek Krzysztof Siczek stwierdził, iż w "Biuletynie" nie dopatrzył się niczego bulwersującego i nie znalazł tam nic, o czym by nie wiedział wcześniej. Z kolei biegły dr Mamcarz-Plisiecki w obszernym wyjaśnieniu zanalizował pod kątem prawnym a także językoznawczym treści artykułów redaktora Grzegorza Wysoka. Nie dopatrzył się w nich ani zniewagi, ani podżegania do nienawiści z pobudek rasowych czy też narodowych. Stwierdził, iż felieton jako gatunek literacki (a takie głównie teksty zamieszczane były w "Biuletynie") jest czymś niezwykle subiektywnym i rządzi się prawami wyrażania nawet skrajnych i kontrowersyjnych opinii. Stanowczo podkreślił on, iż system wartości, który na podstawie analizy publicystyki red. Grzegorza Wysoka wyłania się z łamów "Biuletynu" oparty jest na toposie obrony polskich interesów narodowych i państwowych oraz o teorii nauki o cywilizacjach prof. Feliksa Konecznego. Jego zdaniem redaktor Wysok afirmuje cywilizację łacińską i jednoznacznie odcina się od rasizmu, natomiast zdecydowanie, a nawet ostro potępia nie poszczególne osoby lecz czyny tych, których uznaje za wrogów chrześcijaństwa i Polski. Z racji, iż opinia doktora Plisieckiego diametralnie różni się od wcześniej prezentowanych opinii autorstwa Konrada Zielińskiego (politolog i historyk z UMCS, stypendysta izraelskich fundacji naukowych) i prof. Tokarskiego (językoznawca z UMCS). Sąd na wniosek prokuratora zarządził konfrontację biegłych w dniu 14 stycznia 2013 roku (Sąd Rejonowy w Lublinie, ul. Krakowskie Przedmieście 78, sala XIV, godz. 12.30). Na tej rozprawie mają być też przesłuchani pozostali świadkowie, m.in. redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" oraz prezes NOP Adam Gmurczyk.


Podczas ostatniej rozprawy redaktora Grzegorza Wysoka, oskarżonego z donosu "Gazety Wyborczej" o rzekome nawoływanie do nienawiści z powodów narodowych odbyła się w dniu 14 stycznia 2013 r. zarządzona przez Sąd konfrontacja biegłych. Stawił się prof. Zieliński (historyk z Wydziału Politologii UMCS, a także stypendysta izraelskich fundacji naukowych), prof. Ryszard Tokarski (pracownik Instytutu Filologii Polskiej UMCS, b. rektor Wyższej Szkoły Humanistyczno-Przyrodniczej oraz wiceprezes Towarzystwa Naukowego w Sandomierzu) oraz dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL, językoznawca i prasoznawca wyżej wymienionej uczelni), który to przedłożył dodatkową ekspertyzę zawartości "Biuletynu Narodowego". Zawarł w niej też krytyczne odniesienie do opinii w/w profesorów Zielińskiego i Tokarskiego. Stwierdził, że opinie nie spełniają elementarnych kryteriów naukowych oraz zawierają one szereg nieusprawiedliwionych przeinaczeń, nadinterpretacji czy też ordynarnych fałszerstw wynikających bądź to z błędnej metody badawczej, bądź ze złej woli. Pan dr Mamcarz-Plisiecki zauważył, że "ekspertyza profesora Zielińskiego opiera się w przeważającej mierze na streszczeniu poglądów redaktora Wysoka oraz opatrywaniu tego luźno powiązanymi komentarzami. Streszczenie natomiast nie jest i nie może być badaniem naukowym w ramach recenzji i krytyki. Gdyby moi studenci przynieśli mi coś takiego to z pewnością nie uzyskali by zaliczenia". Biegły dr Mamcarz-Plisiecki stwierdził również, iż "ekspertyzy te nie mają podstaw naukowych. Opierają się na luźnych skojarzeniach, które akurat pojawiły się w ich głowach. Reasumując, prof. Tokarski i Zieliński nie przekonali mnie, że publicystyka Wysoka stanowi nawoływanie do nienawiści, bądź zniewagę na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym czy wyznaniowym". Kolejna rozprawa odbędzie się 26 II 2013 r., o godz. 10.00 (Sąd Rejonowy w Lublinie, ul. Krakowskie Przedmieście 78, sala XIV). Na rozprawie mają być również przesłuchani pozostali świadkowie, m.in. pan redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" oraz prezes NOP Adam Gmurczyk.


Wysoki Sądzie!

Jesteśmy tutaj z powodu domniemanej wyjątkowości pewnego narodu oraz pewnego nieszczęśnika, który miał czelność na ten temat coś głośno mówić, a raczej pisać. Wiek XX zasłynął z wyjątkowych narodów. Przypomnijmy sobie tylko Adolfa Hitlera, który z powodu wyjątkowości narodu niemieckiego rozpętał wojnę światową - ponoć najstraszniejszą ze wszystkich cywilizowanej ludzkości. Także Rewolucja Październikowa, wybuchła z powodu mesjańskiej wyjątkowości narodu robotniczego. Zauważmy zatem, że cecha wyjątkowości i wybraństwa usprawiedliwia wszystko: mordy, gwałty, rabunki, wywózki, tworzenie obozów koncentracyjnych, GUŁ-agów, brak poszanowania cudzej własności, walkę klas a wreszcie wszelkie życie na cudzy koszt. Za pomocą tejże teorii można zamieniać ludzi w niewolników. To są skrajne formy tej wyjątkowości do których wszakże nie musi dojść. Ale jak mawia przysłowie "miłe złego początki", więc lepiej dmuchać na zimne. Teoria wyjątkowości dlatego jest taka zła ponieważ zmusza prawo do traktowania ludzi wybiórczo. Jednym wolno więcej, a innym mniej. Czyli de facto jest bezprawiem. Dlatego w imię sprawiedliwości trzeba bezwzględnie wszystkich traktować po równo. Nie chodzi tu wszakże o zwykły egalitaryzm. Ogół z nas dobrze wie, do jakich konfliktów może dojść w rodzinie gdy dzieci są traktowane wybiórczo. Powoduje to u nich krzywdę i chęć zemsty, która może być odłożona na przyszłość. Pewnie Wysoki Sąd niejednokrotnie sądził taką sprawę. O ileż zatem gorsza może być chęć rewanżu w dotkniętym poczuciem krzywdy narodzie. Tylko bezwzględna równość wobec prawa może być pomocna w zapobieganiu a nawet wygaszaniu takich konfliktów. Albowiem według jej koncepcji nie ma narodów lepszych ani gorszych. Dlatego różni prowokatorzy pragnący ją nagiąć do swoich potrzeb, powinni z tego sądu odejść z kwitkiem. To prosta zasada dla każdego z nas nie obarczonego garbem braku obiektywizmu. Powinni ją sobie zwłaszcza przyswoić fałszywi miłośnicy narodu żydowskiego. Nie są oni bowiem żadnymi jego miłośnikami, tylko jak podejrzewam jego pieniędzy i swoją niemoralną aktywnością wyświadczają mu niedźwiedzią przysługę. Albowiem wszyscy uczciwi Żydzi, których jest bez liku powinni być zainteresowani tylko traktowaniem bez przywilejów.


Wysoki Sądzie!

Dzisiaj na tej sali siedzi pewien człowiek oskarżony o to, że w swojej gazecie rzekomo znieważał naród żydowski. Oczywiście zarzut ten zaraz wsparło swoim wątpliwym autorytetem paru społecznych wrażliwców, którym tak to już weszło w krew, że nie są w stanie dopatrzyć się w tym niczego złego. Istnienie owych osobników, których nie razi własna nadgorliwość, i którzy każdego z nas poddaliby najchętniej badaniu na stężenie antysemityzmu w wydychanym powietrzu - jest nie do pogodzenia. Ja rozumiem, że w wolnym i demokratycznym państwie muszą być i tacy ludzie, ale dopuszczanie ich do głosu, szczególnie w sprawach ważnych dla dobra ogółu, staje się dla reszty prawdziwą katorgą. Nie wchodząc w meritum wywodów biegłych, które nas tutaj sprowadziły uważam, że Grzegorz Wysok jest niewinny, albowiem każdemu z nas w wolnym państwie wolno wyrażać swoje poglądy, niezależnie od tego czy się to komuś podoba czy nie. To fundament wszystkich wolnych społeczeństw, okupiony często krwią najszlachetniejszych ze szlachetnych. Nie popełnił też żadnego z zarzucanych mu czynów. Natomiast reszta, to tylko fantazja i zła wola pewnych ludzi, którzy chcieliby, aby wszyscy mówili jedynym dopuszczalnym językiem - językiem politycznej poprawności. Jeżeli zaś sens ma być w tym aby wszyscy mówili to samo co inni, to nie ma sensu w ogóle nic mówić. Mantry i zaklęcia bowiem mają to do siebie, że są dopuszczalne jedynie w ceremoniach religijnych, natomiast w prawdziwym dyskursie publicznym liczy się tylko nieskrępowana wymiana myśli i poglądów. To dzięki niej dookoła nas dzieje się coś autentycznego. Gdy tego nie ma - stajemy się tylko nędznym dodatkiem do tego co postanowią za nas inni. Czyli niewolnikami, bo za niewolnika właśnie decydują inni. Bowiem jak pisał Józef Mackiewicz "Wolność jest największym skarbem ludzkim, żeby nie wiem jak profanować patos tych słów we wszystkich drukowanych codziennie politycznych szmatach całego świata". Strzeżmy więc jej jak źrenicy oka, gdyż następne pokolenia nigdy nam tego nie wybaczą. Chyba, że będą to pokolenia targowiczan. Tym bardziej więc jej strzeżmy, literatura piękna bowiem potrzebuje ostrza krytyki, a nie paragrafów. Dziękuję.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"


To statystyka

16 grudnia 2012 roku przed Zachętą w Warszawie odbył się wiec zorganizowany przez lewicę z okazji 90 rocznicy zbrodni jakiej dokonać miał Eligiusz Niewiadomski na prezydencie Gabrielu Narutowiczu, podjętej ponoć pod auspicjami ówczesnej endecji. Był tam obecny między innymi Leszek Miller, Janusz Palikot, sodomita Robert Biedroń oraz inne osoby z życia publicznego. Każdy z nich chciał się ogrzać w cieple ognia, jaki wywołał ów czyn z przed 90 lat. Odnosiło się wrażenie, że gdyby nie było Eligiusza Niewiadomskiego, trzeba by było go wymyślić. Wszyscy z przybyłych oraz z publiczności mieli możność podpisać się na tablicy z napisem "Zatrzymać faszyzm! Naprawić państwo!". Później zaś można było obok tych napisów zapalić jeszcze znicze. Przewodniczący SLD w przemówieniu do zgromadzonej publiczności mówił o "słowie, które potrafi tworzyć i koić, ale potrafi też zabijać", natomiast arbiter elegantiarum Janusz Palikot nie pomny na wcześniejsze swoje osiągnięcia w postaci obrzucania swoich przeciwników epitetami "cham" oraz dowcipami o "zimnym Lechu" czy "kaczce po Smoleńsku" - z kolei przedstawił "siedem zasad przeciwko mowie nienawiści". I wszystko byłoby może jeszcze w porządku, gdyby ktoś z uczestników tam obecnych, potrafił zreflektować się, jak to jest, że gdy ideologiczni poprzednicy obecnego na wiecu Leszka Millera na całym świecie zamordowali na różne sposoby kilkaset milionów ludzi, grupa ludzi głównie o lewicowym nastawieniu, ekscytuje się tragicznym losem jednego polityka. Ale rację miał towarzysz Stalin mówiąc, że śmierć jednostki to tragedia, natomiast gdy umierają miliony, to tylko statystyka. Więc gdy wyniku narodowego programu eutanazji wprowadzanego przez rząd Donalda Tuska wymrą miliony emerytów, natomiast w wyniku działań agresywnych feminazistek nie urodzą się dzieci - nie będzie to zbrodnia - będzie to tylko statystyka.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"


__________

Nadesłane do Redakcji...

Stowarzyszenie osób Represjonowanych w Stanie Wojennym
Oddział Wojewódzki w Lublinie
20-109 Lublin, ul. Królewska 3
L. Dz. 21 XI 2012 r.

List otwarty w sprawie ataków medialnych
na działaczy NSZZ "Solidarność"

Motto:
Protokół porozumienia zawartego przez Komisję Rządową i Międzyzakładowy
Komitet Strajkowy w dniu 31 sierpnia 1980 roku w Stoczni Gdańskiej
pkt. 4
a) przywrócić do poprzednich praw; - ludzi zwolnionych z pracy po strajkach
w 1970 i 1976 roku - studentów wydalonych z uczelni za przekonania
b) uwolnić więźniów politycznych (Edmunda Zadrożyńskiego,
Jana Kozłowskiego oraz Marka Kozłowskiego)
c) znieść represje za przekonania

NSZZ "Solidarność" od początku swojej działalności realizując przesłanie zawarte m.in. w Porozumieniach Gdańskich stawał w obronie osób represjonowanych za przekonania. W latach 1980-81 występowaliśmy w obronie aktywistów KPN, ROPCiO oraz organizacji chłopskich i studenckich. W stanie wojennym wspieraliśmy nie tylko represjonowanych działaczy NSZZ "Solidarność", ale także wszystkich organizacji występujących przeciwko totalitarnemu systemowi komunistycznemu. Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, zrzeszające działaczy NSZZ "Solidarność", którzy to tenże Związek tworzyli w 1980 roku i byli represjonowani w stanie wojennym wyraża zadowolenie, że obecna generacja aktywnych działaczy "Solidarności" wpisuje się w to dziedzictwo. Jednocześnie wyrażamy oburzenie z rozpętanej nagonki medialnej przeciwko tymże działaczom Związku, którzy to stanęli w obronie szykanowanych organizatorów Marszu Niepodległości w dniu 11 listopada 2012 roku. W czasie kampanii wyborczej w 2007 r. obecny Premier Donald Tusk i wielu prominentnych działaczy PO donośnie wołało, że żadne służby nie będą nachodziły obywateli III RP o szóstej rano. Powyższa obietnica jest realizowana, lecz li tylko w odniesieniu do różnego rodzaju przestępców. Wobec inaczej myślących niż chce obecna władza szykany dalej są stosowane. Do opluwania nas przez marne media jesteśmy przyzwyczajeni - Jerzego Urbana inne tzw. autorytety pamiętamy. Nie robi na nas również wrażenia demagogia Jana Hartmana. Jednak nie możemy przejść obojętnie wobec takiego faktu, że ktoś bez upoważnienia uzurpuje sobie prawo występowania w naszym imieniu jak to zrobiła Małgorzata Bielecka-Hołda w redakcyjnym komentarzu do artykułu pióra Pawła Reszki zamieszczonym w "Gazecie Wyborczej" w dniu 10 listopada 2012 r. Pytamy - kto Pani dał mandat do wygłaszania takich opinii oraz kto Panią do tego upoważnił? Oświadczamy, że nie godzimy się na przypisywanie nam poglądów i przekonań którymi szermuje Bielecka-Hołda. W imieniu Lubelskiego Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym udzielamy całkowitego poparcia p. Przewodniczącemu Zarządu Regionu Środkowo Wschodniego NSZZ "Solidarność" Koledze Marianowi Królowi oraz Koleżankom oraz Kolegom z nim współpracującym dla dalszych działań w obronie wolności obywatelskich.

- Lech Ciężki
przewodniczący Stowarzyszenia
- Kazimierz Stasz
wiceprzewodniczący Stowarzyszenia
- Grzegorz Wysok
sekretarz Zarządu Stowarzyszenia

Apel do rodziców -
Nie zgadzajcie się, by Wasze dzieci zmuszano do oglądania "Pokłosia"

Urzędnicy samorządowi, których Hanna Gronkiewicz-Waltz zatrudnia całymi tabunami i którym płaci rok w rok sowite premie z pieniędzy za sprzedane przedsiębiorstwa oraz z podwyżek cen komunikacji, mediów, przedszkoli itd., kierują do podległych sobie szkół pisma zobowiązujące dyrektorów do wysłania najpierw nauczycieli, a potem uczniów na "Pokłosie" Pasikowskiego. Prócz to samej wizyty w kinie na nasze dzieciaki czekają jeszcze lekcje (choć właściwszym określeniem będzie indoktrynacja), poświęcone temu dziełu i szerzej - problemowi zwalczania tzw. sienkiewiczowskiej wizji historii. Obóz PO bije rekordy hipokryzji. W Święto Niepodległości owijają się biało-czerwona flagą oraz najgłośniej (bo przez wszystkie media) krzyczą "Polska! Polska!", aby to kilka dni później budować program szkolny całkowicie sprzeczny z umiłowaniem ojczyzny. Taki program, który sprawi, że ze szkół wyjdą ludzie napełnieni wstrętem do idei polskości. Hasło walki z "sienkiewiczowską" wizją historii jest zwyczajnie kłamliwe. Kto zna H. Sienkiewicza z lektury, zaś nie z karykatury ten wie, jak to boleśnie prawdziwie opisywał polskie wady narodowe: kłótliwość, zapalczywość, wielokrotnie zaprzaństwo, a także zdradę. Ale nasi przodkowie czuli, tak jak i my czujemy, że opisywał to wszystko, także wielkie upadki, z miłością do Polaków, z bólem człowieka z tej wspólnoty wyrastającego. To ten rodzaj bólu, który również i dziś wielu czuje, gdy patrzy na mapę z zaznaczonymi granicami rozbiorowymi. W "Pokłosiu" mamy tymczasem wyraźną satysfakcję z rzekomego (gdyż wymyślonego) upadku polskiej wspólnoty. Mamy niechęć, a może nawet nienawiść oraz pogardę. Zmuszanie uczniów, aby oglądali dzieło jawnie propagandowe i tak wyraźnie sprzeczne zarówno z prawdą historyczną, jak też dbałością o patriotyczne wychowanie młodzieży jest praktyką stosowaną dotąd wyłącznie przez władze totalitarne. Dlatego apelujemy do rodziców: protestujcie, nie zgadzajcie się! Wypytujcie nauczycieli, czy i ich zmusza się do promowania "Pokłosia (współfinansowanego przez Rosję!), czy i oni dostali polecenia w tejże sprawie. Jeśli tak to organizujcie sprzeciw, wciągajcie innych rodziców i tłumaczcie młodzieży, dlaczego nie chcecie, by nasiąkała tak prymitywnym, niechętnym Polsce przesłaniem. Informujcie nas o sytuacjach trudnych, wymagających medialnego wsparcia. Będziemy reagowali. Również u Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka. Rodzice mają prawo wychowywać dzieci w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Gwarantuje to konstytucja, jak i stosowne ustawy. Samo pojawienie się oporu ma kolosalne znaczenie, pozwolą uchronić władzę rodzicielską przed agresywną propagandą - dzisiaj niszczącą pozytywny obraz Polski w oczach młodych ludzi, jutro narzucającą obyczajowy oraz moralny nihilizm. Nawet skromny sprzeciw, choćby jednej osoby, ma sens. Szkoły często szukają pretekstu, aby to wycofać się z tego typu hucpy. Protestując, dajecie dyrektorom jak również nauczycielom szansę na oparcie się władzy. Dostarczajcie argumentów, których oni także potrzebują, ponieważ przecież zależą od władzy.

Jacek Karnowski
redaktor naczelny tygodnika "W sieci"

"Powrót" i "Pokłosie"

Akcja pierwszego filmu rozgrywa się w małym, kresowym miasteczku. Jest rok 1939. W miejscowości tej polscy troglodyci na różne sposoby prześladują swych wywodzących się z mniejszości narodowej i stojących od nich moralnie i cywilizacyjnie wyżej sąsiadów. Polskie dzieci biją swoich rówieśników, zaś szkoła zostaje przez władze zlikwidowana, a w jej miejsce instaluje się placówka polskiej żandarmerii. Potomkowie mniejszości tracą możliwość nauki w języku ojczystym. Bohaterska nauczycielka pani Maria stara się o cofnięcie decyzji, jednak grupa pijanych polskich parobków gwałci ją oraz kamienuje. Nadchodzi wrzesień i wybucha wojna. Eskalacja polskiego terroru i przemocy narasta. Zapada decyzja o całkowitej eksterminacji tzw. sąsiadów, którzy tłoczeni w straszliwych warunkach oczekują w więzieniu na egzekucję. Lecz w ostatnim momencie nadchodzi jednak wybawienie. Bombowce "Luftwaffe" niszczą więzienne mury zaś polscy oprawcy tchórzliwie uciekają pozostawiając swe ofiary nietknięte. Następuje happy-end - polskie państwo oparte na terrorze i zbrodni przestaje istnieć.

Fabuła drugiego filmu również dzieje się na wschodzie Polski. Do zapadłej, pijackiej i ciemnej wsi gdzieś na Białostocczyźnie przyjeżdża z USA Franciszek, aby odwiedzić po 20 latach swego młodszego brata Józefa, którego sąsiedzi nienawidzą oraz uważają za "czarną owcę". Przyczyną tego ostracyzmu jest to, że Józef zbiera z pól oraz restauruje żydowskie macewy sprofanowane w czasie wojny przez polskich wieśniaków. W miarę rozwoju akcji groza narasta, albowiem okazuje się, że na początku niemieckiej okupacji rządni krwi mieszkańcy wsi wymordowali swych żydowskich sąsiadów. Przyczyną była chęć zagarnięcia ich dóbr, jak również zemsta za śmierć Chrystusa! W mordzie jak się okazuje rolę kierowniczą sprawował ojciec obu braci. W końcu to dziki tłum polskich chłopów, ale także policjant i strażacy pod patronatem wikarego podpala dom Józefa, a jego samego krzyżuje na drzwiach stodoły. W ten sposób polscy barbarzyńcy zacierają ślad po strasznej zbrodni, której dopuścili się przed laty ich przodkowie.

Pierwszy film noszący tytuł "Powrót" (Heimkehr) powstał w 1941 roku w III Rzeszy na zamówienie ministra propagandy dr Józefa Goebbelsa, a jego reżyserem był folksdojcz Gustaw Ucicki. Niemieckie dzieci były na projekcję "Powrotu" prowadzone przez swych nauczycieli. Film był też pokazywany w krajach Europy okupowanych przez hitlerowską Rzeszę, utrwalając stereotyp Polaka zwyrodnialca. Drugi obraz to już produkcja made in III RP, zaś powstał głównie za pieniądze polskich podatników z dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nosi tytuł "Pokłosie", a reżyserem jest "polski twórca" Władysław Pasikowski. Na ten film też prowadzone mają być w ramach lekcji historii uczniowie. Co łączy oba te wybitne dzieła propagandy? I w jednym i drugim przypadku biorą w nim udział polscy aktorzy. Tylko że ci, którzy zmuszeni przez Niemców do gry bądź szantażem lub podstępem zostali przez władze i społeczeństwo Polski Walczącej na wsze czasy napiętnowani, a nawet otrzymali wyroki, w przypadku "Pokłosia" zarówno "pan reżyser" jak i występujące w tej antypolskiej szmirze kanalie mają spodziewać się nagród, tantiemów a nawet zostania "autorytetami moralnymi", co też zresztą już się dzieje.

Jeżeli chodzi o ilość scen brutalnych mających obrazować polskie zezwierzęcenie to film niemiecki przy "Pokłosiu" jest lekką liryką dla pensjonarek. Pasikowski w swej wizji polskich chłopów bije na głowę dr Goebbelsa i jego propagandzistów. Zaprawdę jest w tej dziedzinie mistrzem! Ach, co ja piszę mistrzem. On jest arcymistrzem! Kulminacyjna scena ukrzyżowania młodszego z braci wejdzie na stałe do klasyki horroru i zawładnie zbiorową wyobraźnią niosąc światu "wyjątkową prawdę" o Polsce i Polakach. Pierwszy film obejrzały miliony, co stanie się z drugim zależy już wyłącznie od postawy polskiego społeczeństwa i polskich nauczycieli. Czy pozwolimy sobie (który to już raz?) bezkarnie pluć w twarz twierdząc że deszcz pada w dodatku za własne pieniądze? Czas pokaże.

Grzegorz Wysok
redaktor naczelny "Biuletynu"

Źródło -
"Najwyższy Czas!" nr 51-52 (1178-1179)
z 15-22 grudnia 2012 r., str. 18-19


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor felietonu Adam Leks

Czerwoni znów łżą!

Właśnie się dowiedziałem, że przewodniczący SLD Leszek Miller ustami swego genseka Krzysztofa Gawkowskiego, zgłosił w imieniu swej partii wniosek delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej jako organizacji "strikte" faszystowskiej. Jest to kuriozum, albowiem ci spadkobiercy Lenina oraz Stalina, obrońcy siekretnego sotrudnika Jaruzelskiego, których ominęła sprawiedliwość, mają obecnie czelność zarzucać innym totalitaryzm. Obłuda śmierdząca do nieba! W dodatku zmanipulowali wypowiedź jednego z organizatorów ostatniego Marszu Niepodległości, który to w swoim wystąpieniu użył sformułowania o "obaleniu republiki okrągłego stołu". Czerwoni naturalnie zrobili z tego nawoływanie o "obaleniu republiki". Mam nadzieję, że członków tejże komunistycznej jaczejki spotka kiedyś za to odpowiednia "nagroda". Myślę, że może to być filipińska choroba albo osobista podzięka, jednego z członków partii Janusza Palikota, wyrażona w oryginalny sposób, sam na sam w ubikacji, w romantycznej atmosferze szumiącej wody spływającej z opróżnianego pisuaru.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"

7 listopada 2012 roku o godzinie 14.00 w Sądzie Rejonowym w Zamościu odbędzie się rozprawa Pana Henryka Smaleja przeciwko radnemu Jackowi Danelowi, który fałszywie oskarża zamojskiego historyka o sprzyjanie nacjonalistom ukraińskim. Poszło o wywiad opublikowany na jednym z zamojskich portali internetowych, w którym samorządowiec zarzucił naszemu Koledze Arkadiuszowi Łygasowi (sprawa jest w toku) i p. Smalejowi, iż "swoją postawą bardziej przysługują się szowinistom oraz nacjonalistom ukraińskim niż sprawie polskiej". W materiale pt. Bunt radnego Danela pozwany o zniesławienie pisał m.in. o przyczynach rezygnacji z szefowania Klubem Radnych PiS, a także krytycznie odniósł się do rezolucji Rady Miasta, potępiającej nadanie honorowego obywatelstwa Stefanowi Banderze przez samorząd partnerskiego miasteczka Żółkiew na Ukrainie. W swoim piśmie procesowym Pan Henryk Smalej - autor publikacji "Zbrodnie ukraińskie na terenie gminy Moniatycze pow. Hrubieszów w latach 1939-1944" domaga się ukarania Danela, publicznych przeprosin i 20 tysięcy złotych nawiązki na rzecz Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu.

Tadeusz Zieliński

Henryk Smalej vs radny Jacek Danel
w sprawie pomówienia przez radnego Jacka Danela

27 marzec 2013 r. (środa), godz. 9.00
Sąd Rejonowy w Zamościu
ul. Akademicka 1 (wejście B)
sala nr IX (parter)


17 XII 2012 r. o godz. 8.45 zamojski Sąd Okręgowy wydał wyrok w sprawie pomówienia (art. 212 paragraf 2 kk) działacza narodowego z Zamościa p. Arkadiusza Łygasa przez radnego obecnej kadencji Jacka K. Danela. Sąd Okręgowy przychylił się do apelacji pokrzywdzonego Pana Łygasa kierując sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy. Sąd Okręgowy w obszerny sposób uzasadnił swój wyrok przychylając się do większości argumentów podniesionych w apelacji przez pokrzywdzonego. Nie stawił się na rozprawę oskarżony ani jego pełnomocnik.

Dla "Biuletynu Narodowego" -
Arkadiusz Łygas

Nadesłane do Redakcji...

My, nauczyciele Solidarności oświadczamy, iż solidaryzujemy się z Przewodniczącym Zarządu Regionu Środkowowschodniego Marianem Królem w obronie szykanowanych młodych ludzi, którzy to w dniach poprzedzających Marsz Niepodległości w Warszawie zostali poddani przesłuchaniom, a także rewizji. Pod pozorem prowadzenia śledztwa w sprawie Dyrektora Teatru NN policja zakłóciła spokój 9-u rodzinom! Data tych czynności miała przypadkową zbieżność z czasem przygotowań do święta 11 Listopada. Za akt patriotycznej postawy spotkały Pana Przewodniczącego niewybredne ataki w "Gazecie Wyborczej" (artykuł pt. "Skandal w Solidarności") i bogate w agresję wypowiedzi p. Jana Hartmana, filozofa i etyka UJ na Jego blogu. Przyjmujemy z dużą satysfakcją fakt, że "Solidarność 2012" jest wierna imponderabiliom, które to wyznaczały nam drogę do wolności od 1980 r. Należymy do pokolenia "Ludzi Sierpni", dlatego zawsze będziemy zabiegać o rozwój wolnej i demokratycznej Ojczyzny. Patrzymy z szacunkiem na Pana Mariana Króla, któremu żaden dziennikarz nie może wyznaczać "granic szacunku", jak to próbowała uczynić p. Małgorzata Bielecka-Hołda w komentarzu do artykułu p. Pawła Reszki ("Gazeta Wyborcza" z dnia 10 listopada 2012 r.). A to dlatego nie może uczynić tego dziennikarz, przedstawiający fakty "na gorąco", ponieważ nie ma przygotowania intelektualnego, ani też moralnego do oceny tak bardzo delikatnej jak sfera ludzkich zachowań etycznych. Na koniec jeszcze krótka uwaga: pan Jan Hartman głosi opinię o demoralizacji społeczeństwa z powodu prowadzonego przez narodowców "dyskursu o charakterze propagandowym". "Pod wpływem propagandy" młodzież widzi, że "większe zasługi mają ks. Jerzy Popiełuszko i Jana Paweł II niż Jacek Kuroń i Adam Michnik". I tak "tworzy się społeczeństwo bezideowe". Nadzwyczaj trafna diagnoza o narodzinach bezideowego społeczeństwa! Pamiętamy propagandowe zabiegi: "nie róbmy polityki, budujmy stadiony"! Gdy przestaniemy troszczyć się o wspólne dobro, zamienimy się w stado "zjadaczy chleba". Dziękujemy Panu Przewodniczącemu za wierność ideałom Sierpnia, za odwagę i spokój z jakim prowadzi dyskurs publiczny. Wolność jest w nas! Podpisują się współtwórcy "S" Nauczycielskiej Regionu Środkowowschodniego, którzy w latach komunistycznego zniewolenia przekazywali młodym ludziom wartości narodowo-chrześcijańskie, a zwłaszcza umiłowanie prawdy:

Izabella Bronikowska - internowana (Puławy)
Ignacy Czeżyk - internowany (Puławy)
Apolonia Ćwiklińska - represjonowana (Lublin)
Lucyna Duma - represjonowana (Lublin)
Irena Filipowicz-Wysok - represjonowana (Lublin)
Zenobia Kitówna - internowana (Lublin)
Aleksandra Leksowa - internowana (Lublin)
Maria Lewkowicz - internowana (Zamość)
Helena Miturska - represjonowana (Lublin)
Jan Miturski - represjonowany (Lublin)
Maria Pankowska - represjonowana (Lublin)
Elżbieta Poźniak-Szewczyk - internowana (Puławy)
Henryk Rudzki - internowany (Włodawa)
Alina Sobczakowa - działaczka podziemnej "S" (Lublin)
Waldemar Sobieszczuk - represjonowany (Lublin)
Krystyna Sojczuk - działaczka podziemnej "S" (Lublin)
Janina Szymajda - internowana (Lublin)
Grażyna Wojtowicz-Huba - działaczka podziemnej "S" (Lublin)
Ewa Zwolińska - działaczka podziemnej "S" (Lublin)
Stanisław Żurek - działacz poziemnej "S" (Płouszowice)


Zapraszamy na rozpoznanie apelacji oskarżonego Ryszarda Milewskiego oraz jego obrońcy od niesłusznie skazującego wyroku, jaki wydała w imieniu Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w dniu 25 maja 2012 r. stronnicza sędzia Iwona Suchorowska-Chmielowiec (sygn. akt III Ka 482/11). Rozprawa odbędzie się 30 listopada 2012 r. (piątek) o godz. 9.15 w sali 19 V Wydziału Karno-Odwoławczego Sądu Okręgowego w Lublinie w budynku przy Krakowskim Przedmieściu 43 (sygn. akt V Ka 1067/12). Pan Ryszard Milewski w 2006 r. informował Ministra Sprawiedliwości o nieprawidłowościach w Sądzie Okręgowym w Lublinie oraz lubelskim środowisku prawniczym. W latach 2000-2007 był członkiem Rady Ławniczej, a w latach 2003-2007 Przewodniczącym Rady Ławniczej Sądu Rejonowego w Lublinie. W 2007 r. został oskarżony przez adwokat Katarzynę Stefaniuk o rzekome groźby karalne. Sądzenie Ryszarda Milewskiego i rozpoznawanie tejże sprawy w odbiorze społecznym
jest traktowane jako zemsta na wyżej wymienionym, a w przypadku skazującego wyroku będzie miało negatywny wpływ na dobro wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Grzegorz Wysok
redaktor naczelny "Biuletynu"

Michalkiewicz o Wysoku: "Państwo czy chamstwo"?

(...) Już jako członek NATO w marcu 2003 roku Polska wzięła udział w napaści na Irak pod pretekstem zaprowadzenia tam "demokracji" czy czegoś w tym rodzaju - podobnie zresztą jak teraz w Afganistanie, gdzie nasi askarisi zabijają sprośnych talibów, lecz nie zwyczajnie jak askarisi z innych krajów tylko jedynie po Bożemu. Jak pamiętamy będący wówczas prezydentem Aleksander Kwaśniewski, jako prawdziwe nieszczęście naszego i tak przecież nieszczęśliwego kraju ani pomyślał aby to przy tej okazji coś u Amerykanów załatwić dla Polski. Na przykład, aby załatwić zgodę na militarną konwersję polskiego długu zagranicznego, dzięki czemu nasze polskie wojsko mogłoby w Iraku zarabiać na modernizację armii. Albo uzyskać cichą obietnicę, że administracja amerykańska nie będzie naciskała na Polskę w sprawie roszczeń żydowskich organizacji tzw. przemysłu holokaustu. Ale gdzie tam! Korzyść odnieśli tylko agenci, którzy za pośrednictwem Nur Corporation na odcinku naszego kraju kolaborującą niewielką bezpieczniacką firemką z branży zbrojeniowej, dostali swoją dolę - czy według rangi, czy według partu - tego już nie wiadomo. Natomiast Polska nie uzyskała nic - i kiedy to ministru Klichu nakazano askarisów z Iraku wycofać, trudno było się połapać czy to nasza niezwyciężona armia wygrała tę wojnę, czy też ją przegrała, gdyż ani nie było łupów, ani branek, ani jeńców, ani również nikogo nie postawiono pod ścianę jak to przecież wypadałoby postąpić z winowajcą wojny przegranej. Tymczasem to państwa poważne postępują inaczej. I na przykład takie Niemcy gracko storpedowały w Jugosławii "heksagonale", a potem same wypełniły polityczną próżnię w Europie Środkowej, dokonując w 2004 roku Anschlussu dziewięciu krajów tego regionu i w ten sposób otwierając możliwość realizacji projektu "Mitteleuropa" z roku 1915. Teraz to "Solidarność" i Umiłowani Przywódcy z opozycji, którzy w 2003 roku Anschluss poparli dziwują się i zżymają, że nasz nieszczęśliwy kraj staje się niemiecką półkolonią o gospodarce peryferyjnej i uzupełniającej gospodarkę niemiecką, że tu albo palety i krasnale, albo też w najlepszym razie montownie, że samodzielnie nasz kraj nie może wytwarzać nawet aspiryny nie zauważając, iż to tylko rezultat zaplanowany przez państwo poważne w 1915 roku, a teraz tylko wprowadzany w życie z wydatnym udziałem agentury. Nawiasem mówiąc to dowiedziałem się, że wezwany w charakterze biegłego w procesie o tzw. "antysemityzm" jaki przed lubelskim niezawisłym sądem toczy się przeciwko red. Grzegorzowi P. Wysokowi, profesor wyrazić miał pogląd, że użycie słowa Anschluss powinno być karane! Nie wiadomo, czy większy dureń, czy totalniak!

Stanisław Michalkiewicz

Źródło -
"Najwyższy Czas!" nr 41 (1168)
z 6 października 2012 r.

To zrobili Niemcy

No i masz babo placek! W środowisku postępowych dziennikarzy się zakotłowało. Okazuje się, że w nic nie można już wierzyć, ponieważ we wraku samolotu prezydenckiego Tupolewa znaleziono ślady trotylu. Tyle roboty na nic! Tyle pary poszło w gwizdek! To wina prawdy, która się nie chciała dostosować do poleceń pana prokuratora, który już na początku śledztwa dotyczącego katastrofy w Smoleńsku solennie wykluczył możliwość zniszczenia samolotu przez eksplozję materiałów wybuchowych znajdujących się wewnątrz. Co teraz młodym wykształconym z wielkich miast, podać do wierzenia, aby nie stracili tak ciężko uciułanego statusu inteligentów? Pytania te, oraz inne nawiedzają pewnie teraz Adama Michnika, niczym widma wybuchu najczarniejszego polskiego antysemityzmu. Widzę jednak światełko w tunelu. Otóż jak nieśmiało
podaje internetowy "Pudelek" - ów wybuch - mógł być spowodowany przez niewypał, na który najechał brzuchem spadający samolot. Skąd on mógł tam się wziąć, mogą się jednak spytać pół - inteligenci tj. młodzi wykształceni z wielkich miast? Ano stąd, odpowie im echo w postaci mainstreamowych mediów, iż wycofujący się w trakcie II wojny Niemcy, tj. Naziści celowo zostawili go właśnie w tym miejscu. Kto ich
dobrze zna, ten wie do czego są zdolni. Przecież wielu z nas jeszcze pamięta, jak w nikczemny sposób usiłowali obciążyć swoją zbrodnią w Katyniu, miłujący pokój Związek Radziecki oraz przyjaźń między naszymi narodami, która ma to do siebie, że
ciągle nie widać jej końca. Gdy ktoś zna te fakty, ten potrafi sobie dobrze wyobrazić jak niemieccy, to jest nazistowscy minerzy realizując polecenia swoich mocodawców, znając dobrze upodobania Polaków do żałobnych peregrynacji, podłożyli ładunki wybuchowe niemożliwe do wykrycia nawet przez znanych z czujności rewolucyjnej i w ogóle, radzieckich saperów. Perfidia Teutonika w całej okazałości! Teraz tą
historię trzeba będzie obudować jakimiś możliwymi do przełknięcia szczegółami, przepuścić przez gardła różnych "autorytetów", powtórzyć z tysiąc razy, najlepiej przez Powiatowych i najprawdziwsza prawda znów nas wszystkich wyzwoli. Przynajmniej do czasu, kiedy "chory na nienawiść" Antoni Macierewicz ponownie czegoś nie
odkryje.

Szkiełkiem i okiem

Czytając ostatnio "Polonię Christiana" natrafiłem na ciekawy artykuł świadczący o tym, że łódź św. Apostoła Piotra powoli zbacza ze starej drogi i zaczyna brać nowy kierunek. Nie jest to przypadek, bo przecież piszący tutaj autor nie może sobie gryzmolić ot tak, co mu ślina na język naniesie, gdyż w takiej gazecie obowiązują pewne reguły, wszak przecież red. naczelny też nie od parady. Zresztą jego przypadek nie był odosobniony ponieważ parę kartek wstecz można było spotkać inny, o podobnej wymowie. Czyżby tak długo oczekiwana wiosna zawitała w końcu do Kościoła? W początkowej treści swojego dzieła autor przypomina postać papieża Jana XXIII, któremu to wdzięczni komuniści na Ostrowie Tumskim wystawili pomnik, nazywając Go eufemistycznie "papieżem pokoju", wszak wiadomo, że nic tak bardzo czerwonym nie potrzeba jak właśnie spokoju - pośród swoich ofiar oraz wrogów. Wtedy robota idzie im jak z płatka. Ten cmentarny spokój jest wart wszystkich zabiegów ("Gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród"). Uhonorowanie w taki sposób sługi Kościoła Świętego i to w dodatku Papieża przez jego śmiertelnych wrogów, powinno wzbudzić zdziwienie połączone z głęboką rezerwą. Pewnie dlatego, jakby zamykając niedowiarkom usta jego zwolennicy nadali mu tytuł błogosławionego. Teraz już nikt nie mógł mieć wątpliwości, że takie postępowanie tak zacnego papieża musiało być słuszne.

Tymczasem w obecnych czasach coraz więcej jest osób kwestionujących owoce Soboru Watykańskiego II, bo po tym, jak pisze autor artykułu Grzegorz Braun, powołując się na słowa red. Sławomira Cenckiewicza Kościół stracił zapał (czytaj: przestał być kościołem wojującym). Wynikało to z błędnego założenia dobrodusznego papieża Jana XXIII, iż wszystkich można do siebie przekonać dobrocią. Tymczasem to obok dobroci powinien być również miecz, gdyż diabła przecież miłością nie pokonasz. Komuniści sowieccy bezbłędnie wykorzystali to pozytywne nastawienie papieża oraz wielkie z jego strony pragnienie uczestniczenia rosyjskiej cerkwi w obradach soboru oraz tajnymi drogami wymusili na nim gwarancję, że na rozpoczynającym się Soborze Watykańskim Drugim o potępieniu komunizmu nie będzie mowy. Znalazło to odzwierciedlenie w końcowym dokumencie konstytucji soborowej Gaudium et Spes, do której w 19 punkcie rozdziału I (Formy i źródła ateizmu) zabrakło osobnego paragrafu dotyczącego komunizmu, o co tak bardzo zabiegał wyklinany później abp Marcel F. Lefebvre. Stwierdził on później, iż "Sobór, który sam obarczył się odpowiedzialnością za rozpoznanie znaków czasu, został skazany przez Moskwę na milczenie w najbardziej oczywistym i potwornym znaku swego czasu". Nie można więc paktować z diabłem. To z nim trzeba walczyć, a przynajmniej mówić o nim prawdę. Autor artykułu w dalszej jego części przedstawia postać patriarchy Cyryla, wynalezionego przez NKWD na uniwersytecie pedagogicznym w Riazaniu oraz "oddelegowanego" do leningradzkiej akademii duchownej. Ulepiony w tenże sposób "Patriarcha" był odtąd wiernym poputczykiem radzieckiej władzy i nie dziwota, że tak dobrze pełnił swoją rolę w późniejszym "dialogu" z Katolicyzmem. Można podziwiać kunszt oraz metody działania radzieckich tajnych służb, i w sumie gdyby nie wydajność gospodarcza sowieckiego modelu gospodarczego to całe ZSRR istniałby do dzisiaj. No, naturalnie buntowszcziki Paliaki niemało też się przyczynili do jego upadku. Publikacja Grzegorza Brauna - dobra, szczerze ją polecam i to wraz z całą zawartością gazety do przeczytania. Nie tylko katolikom.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"

- Original Message -
From: info.eureka5@gmail.com
Sent: Friday, September 14, 2012 18:14 PM
Subject: porównawczo

Wrażliwość żydowska jest traktowana z wyjątkową pieczołowitością. Izraelski dziennikarz udał się do Kalifornii w celu przeprowadzenia wywiadu z prezesem Anti-Defamation League (ADL). Relacjonując potem całą sprawę w programie telewizyjnym dziennikarz zauważył, że jego rozmówca piastuje najlepsze w świecie stanowisko pracy, mianowicie szuka antysemitów i tępi ich. Jeśli zaś ich nie znajdzie to sprowokuje pojawienie się ich, aby mieć podstawę do kolejnej podróży po świecie. Wnikliwsi obserwatorzy dostrzegli istnienie antysemityzmu nawet w krajach, gdzie nie ma Żydów!!! Na wokandzie Sądu Rejonowego w Lublinie znalazła się w drugiej połowie czerwca br. sprawa dziennikarza Grzegorza Piotra Wysoka (Sygn. III K 359/11). "Gazeta Wyborcza" złożyła do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa z artykułów 256, a także 257 kk, polegającego - jak to określono - na nawoływaniu do nienawiści wobec Żydów. W trakcie toczącej się rozprawy rozważano znaczenie pojęcia "przemysłu holocaustu" w ujęciu nowojorskiego Żyda Normana Finkelsteina. Powołano się także na teorię wielkości cywilizacji profesora Feliksa Konecznego. Omawiano też w powojennym kierownictwie polskich komunistów podziału na "chamów" i "Żydów". Nie było jednolitej interpretacji, co do posługiwania się określeniem "mieszaniec" w odniesieniu do "nie-Żyda" z domieszką krwi żydowskiej. Rozbieżności interpretacyjne skłoniły sąd do powołania biegłego i odroczenia rozprawy do dnia 10 września 2012 roku. Z kolei wrażliwość muzułmańska dała o sobie znać reakcją na pewien przypadek karykaturalnego przedstawienia proroka Mahometa przez duńskiego dziennikarza, a także międzynarodowym potępieniem spalenia egzemplarzy księgi islamu Koranu przez amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. A na jaką ochronę może liczyć chrześcijańska wrażliwość!? Od wielu lat krąży po świecie prasowa zmora: polskie obozy koncentracyjne. Wszelkie wyjaśnienia i protesty nie odnoszą pożądanego skutku. To samo dotyczy również zohydzania wartości chrześcijańskich, kierowanych ze szczególną zajadłością przeciwko religii katolickiej. Otóż na lubelskim Starym Mieście koncentruje się działalność propagowania kultury żydowskiej. Podczas Nocy Kultury na początku czerwca br., w budynkach przylegających do Bramy Grodzkiej eksponowano liczne malowidła jak również same grafiki. Daleko idące zastrzeżenia budziły zwłaszcza prace pokazywane w galeriach Brunona Schulza i "Labirynt" przy ul. Grodzkiej. "Jestem Chrystus" to tytuł olejnego obrazu ze zdeformowanym osobnikiem na klęczkach i to w białej koszulce sportowej i czerwonych spodenkach, z rękoma przywiązanymi do ramion stojącego za nim krzyża. Dopiero to baczna obserwacja demaskuje intencję zohydzenia za jednym zamachem wartości chrześcijańskich i polskich barw narodowych. Wiadomo wszak komu spędza sen z powiek zwrot Polak-katolik. Przy napisie "Sleeping Beauty" znajduje się obraz przedstawiający Chrystusa w niebieskiej szacie obejmującego postać kobiecą w powiewnej sukni, z ustami zbliżonymi do pocałunku. Obraz zatytułowany "Baptism of the Man" przedstawiał św. Jana Chrzciciela z zarysami głowy szatana w tle. Motyw pt. "Masters of the Universe" pokazuje stojącą śmierć z trójzębem, skierowanym ostrzami w postać klęczącej Matki Bożej. W serii graficznej rzucało się w oczy ujęcie przedstawiające kobiecą postać, ubraną w czerwonawą sukienkę ze złożonymi rękoma, przyjmującą opłatek komunii świętej na czerwony, wijący język na kształt węża z otwartą paszczą. Kolejny rysunek przedstawiał karykaturę górnej części ciała Jezusa Chrystusa, wiszącego na krzyżu, ochlapanego od góry do dołu czerwoną cieczą, z nienormalnie jajowatą głową oraz nabitą szpikulcami. Natomiast w kompozycji zatytułowanej "Złoty Cielec", umieszczono obraz z ogromnym łbem krowy, zaś pod nim ustawiono kościelny klęcznik, na który to klękali rozbawieni zwiedzający. Tabliczka z napisem: "Przepis na błyskawiczny wizerunek Chrystusa" to długa wąska szmata pochlapana czerwoną farbą. Katoliczka zwiedzająca galerię zaopatrzyła się w zdjęcia, jak również opisy powyższych eksponatów. W przeciągu następnych dni podjęła energiczne próby powiadomienia miarodajnych czynników kościelnych o wyszydzającym charakterze pseudoartystycznego wyrazu, bowiem naa tym etapie pojawiło się przypuszczenie o możliwości "artystycznej" prowokacji, która to prowadziłaby do nadania medialnego rozgłosu temu skandalowi. Wydaje się, że jest to raczej wymówka, aby skryć się w przestrachu przed wszechobecną rózgą poprawności politycznej.

W. N.

Jak ABW inwigiluje opozycję

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozpoczęła w kraju systemowe monitorowanie sieci poszukując użytkowników krytycznie nastawionych do rządu Tuska oraz prezydenta Komorowskiego. Informacje o takich osobach znajdą się w specjalnych bazach danych ABW. Działania takie zostały unormowane specjalną tajną instrukcją, zaś systemowe monitorowanie Internetu według wymienionej instrukcji trwa już od kilkunastu miesięcy. Agencja używa w tym celu specjalistycznych programów do filtrowania wszelkich treści zamieszczanych w Internecie. Chodzi o te osoby piszące komentarze niepochlebne dla rządu oraz prezydenta. Za pomocą wspomnianych programów ABW sprawdza się, czy w komentarzach polskich internautów są zawarte zwroty: premier, rząd, prezydent, ABW, służby specjalne, ściśle tajne w zestawieniu z popularnymi polskimi epitetami. Dzięki temu wyłapywane są osoby, które następnie "mają szanse" znaleźć się w specjalnej bazie danych ABW. Taka baza może stanowić materiał wyjściowy do dalszych działań operacyjnych wobec już konkretnych użytkowników Internetu. Oprócz głównej Centrali w Warszawie zajmują się tym wszystkie terenowe delegatury ABW w całej Polsce. Sprawa monitorowania Internetu została unormowana już w specjalnej tajnej instrukcji, którą wydało kilka miesięcy temu kierownictwo ABW po tym, jak przez Polskę przetoczyła się fala protestów w sprawie podpisania kompromitującej umowy ACTA. ABW nie neguje faktu monitorowania Internetu, tłumacząc swoje działania koniecznością wyłapywania treści faszystowskich, rasistowskich oraz wzywających do przemocy na tle politycznym. Ale w praktyce to oficerowie ABW decydują o tym, które komentarze zakwalifikować do wzywających do przemocy. Na przykład pisząc w komentarzu zdanie: "zamanifestujmy swój sprzeciw wobec polityki rządu Donalda Tuska" możemy być zakwalifikowani przez ABW jako wzywający do przemocy na tle politycznym i trafić do bazy danych ABW. W rzeczywistości działania ABW są przejawem wyszukiwania wśród polskich internautów politycznych przeciwników obecnej ekipy rządzącej i bardzo niewiele mają wspólnego z bezpieczeństwem państwa. Ale nie są to jedyne działania, jakie to ABW w ostatnich latach podejmowała wobec polskich internautów. W maju 2011 roku Robert F. - twórca strony internetowej "antykomor.pl" krytycznie odnoszącej się do prezydenta Bronisława Komorowskiego został zatrzymany przez funkcj. ABW pod zarzutem dopuszczenia się znieważenia prezydenta. Obecnie przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim trwa jego proces. W sierpniu 2011 roku zaraz po zamachu Andresa Breivika na siedzibę premiera Norwegii, w którym zginęło osiem osób i na uczestników obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy, w którym zginęło 69 osób ABW zwróciła się do firmy Google z prośbą o umożliwienie wglądu do skrzynek blisko 150 osób z Polski, argumentując to podejrzeniami o ich polityczny ekstremizm. Odpowiedź Google'a była negatywna. Na przełomie sierpnia i września 2011 roku w ramach akcji o kryptonimie "Cmentarze" ABW poszukiwała spośród użytkowników sieci osoby o antyrosyjskim nastawieniu monitorując wszelkie treści na polskich portalach. Obecnie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego kompleksowo monitoruje polski Internet, a działania te uregulowane zostały specjalną instrukcją.


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
W Lublinie narodowcy rozkleili plakaty
przypominające o służbach skupiających aparat represji
politycznych w Polsce i Rosji

Po 1990 r. służby specjalne pod szyldem politycznego ekstremizmu nie raz prowadziły inwigilację polityków oraz sympatyków partii opozycyjnych. Na szeroką skalę miało to miejsce po upadku rządu Jana Olszewskiego w czerwcu 1992 r. Zajmowały się tym m.in. Wojskowe Służby Informacyjne, które to prowadziły działania wobec antywałęsowskiej opozycji. Niebawem takież zainteresowania podjęły również służby cywilne. Poprzednik ABW - Urząd Ochrony Państwa przez kilka lat prowadził wspomniane działania. Już w październiku 1992 roku w UOP została wydana tajna instrukcja nr 0015/92, firmowana przez dyrektora Biura Analiz oraz Informacji UOP p. Piotra Niemczyka. Instrukcja takowa przewidywała inwigilację członków partii oraz pozyskanie płatnych informatorów wśród prawicowych ugrupowań sprzeciwiających się polityce prezydenta Lecha Wałęsy i rządu Hanny Suchockiej. Znajdujące się w opozycji ugrupowania prawicowe zostały wówczas zdefiniowane jako "ekstremistyczne", a ich politycy znaleźli się w bazach danych UOP. W oparciu o instrukcje 0015/92 r. w UOP powstał specjalny zespół kierowany przez płk Jana Lesiaka, który w 1993 roku opracował plany działań operacyjnych UOP, a których elementem miała być inwigilacja przywódców antywałęsowskiej prawicy. Zamierzano ich kompromitować głównie przy wykorzystaniu tajnych agentów UOP w środowiskach prawicowych. Tą sprawę instrukcji 0015/92 ujawnił w marcu 1993 roku po raz pierwszy ówczesny prezes Porozumienia Centrum Jarosław Kaczyński, zaś w sierpniu 1997 roku informacje te oficjalnie potwierdził Koordynator do spraw Służb Specjalnych Zbigniew Siemiątkowski, który oświadczył wówczas, że UOP prowadząc takie działania próbował dezintegrować antywałęsowską opozycję prawicową: Porozumienie Centrum, Ruch dla Rzeczpospolitej i Ruch Trzeciej Rzeczpospolitej. Siemiątkowski powołał się wówczas na "odnalezione w UOP dokumenty" z adnotacją byłego szefa MSW Milczanowskiego. We wrześniu 1997 roku sprawa trafiła do prokuratury, a oficerom zespołu płk Jana Lesiaka zarzucono bezprawne inwigilowanie opozycji. 20 września 2006 r. rozpoczął się proces płk Jana Lesiaka oskarżonego o przekroczenie swych uprawnień między innymi poprzez stosowanie technik operacyjnych i źródeł osobowych wobec legalnie działających partii politycznych, za co groziło mu trzy lata więzienia. Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył jednak postępowanie z uwagi na przedawnienie karalności czynu, ale jednoznacznie uznał, że płk Lesiak złamał prawo przekraczając swoje uprawnienia. Jak widać więc działania ABW coraz to bardziej pozbawione są demokratycznej kontroli. Szef ABW Krzysztof Bondaryk skutecznie wykorzystuje każdą okazję do poszerzenia zainteresowań podległej mu służby. Tak jak bywało w przeszłości, i tym razem "polityczny ekstremizm" ma być uzasadnieniem do kompleksowego śledzenia internautów. Zdominowana przez koalicyjne partie Sejmowa Komisja do spraw Służb Specjalnych nie jest narzędziem skutecznej kontroli nad służbami. Tak naprawdę działań ABW nie kontroluje nikt. Czy więc to w sytuacji pogłębiającego się kryzysu gospodarczego i narastającej krytyki rządu Donalda Tuska ABW sięgnie po bardziej skuteczne metody dezintegracji swej opozycji? Tego wykluczyć dzisiaj nie można.

L. P.
(imię i nazwisko znane Redakcji)

Nadesłane do Redakcji

Na początku uprzedzam, że nie jestem czytelnikiem Waszego bloga. Na stronę trafiłem przypadkowo, więc przeczytałem oraz dałem przeczytać swojej rodzinie ku przestrodze, gdyż tak właśnie drobnymi kroczkami rodzą się totalitaryzmy. Nie wiem skąd w Panu tyle jadu i fobii? Nie lubi Pan Żydów, a siebie samego to Pan lubi? Czytał Pan jakąkolwiek książkę, będącą świadectwem tragedii, a także upodlenia, jakiego doświadczał człowiek wtłoczony w obozową rzeczywistość? Jeśli nie to szkoda, bowiem o nagrodzie Pulitzera może Pan tylko pomarzyć. Co do Jana Tomasza Grossa czy ś.p. Geremka to nie dorasta im Pan do pięt. Mieszkam w woj. podkarpackim i co ważne Żydem nie jestem. W mojej miejscowości jest zbiorowa mogiła Żydów - piękny pomnik i miejsce pielgrzymek. My pamiętamy, chociaż nie byliśmy świadkami. Nasi rodzice bardzo dbali, aby ta pamięć nie zginęła. Były to nie tylko przekazy ustne, lecz i fotografie potajemnie zrobione, na kanwie których powstała publikacja szeroko oparta na przekazach oraz zdjęciach. Jako dziesięciolatek pamiętam wyburzanie w latach 60-tych drewnianych żydowskich domów. Piękne kamienice stoją do dziś, a mieszkamy w nich my, Polacy! Kto nam to dał? Czyje to było? Nasze? Przecież nie! Komuś to odebrano, wymordowano całą jego rodzinę, a myśmy wzięli, bo czemu nie? Ale czy to był nasz dorobek, praca naszych rąk? Nie - ale brać umiemy, jak to na tzw. prawdziwego Polaka przystało, a i krzyczeć trzeba, żeby nie oddać, bo to krzywda podatników, prawda? Pana i moja! To jest nasza moralność. Nad Holokaustem należy pochylić głowę, Szanowny Panie!!! Tego nie zrobili Polacy, lecz milczące przyzwolenie i ich pomoc w tym niechlubnym dziele była. Jeżeli Żydów było z czego ograbić to mordowali sami, jeżeli nie to prowadzili na posterunek granatowej policji, gdzie czekało ich to samo. Ludzie mają prawo do prawdy o tamtych czasach i w tym duchu większość z nas wychowuje swoje dzieci. Prawda, proszę Pana - prawda! Bo kimże jest "prawdziwy Polak" - tym, co broni swojego, kłamie, mataczy, depcze innych w imię własnych racji?! No i jest katolikiem, takim co to "w dupie ma dekalog", bowiem on tworzy własny Kościół. Jego antysemityzm oraz rydzykowatość to atut! A że wypacza i depcze przy okazji wszelkie świętości, no to co?! Kończę Szanowny Panie, i bardzo mi przykro, że nie jestem ani Żydem, ani tzw. prawdziwym Polakiem. Uważam jednak, że skoro krzywda się stała (a stała się) to ja oraz moja rodzina (a gwarantuję Panu że i moc obywateli) jesteśmy gotowi zapłacić haracz z naszych podatków, bo wszak wyrządzonej krzywdy już nie naprawimy, ale może nasze sumienie będzie chociaż troszkę lżejsze, a prawda o tamtych czasach wyzwoli.

(imię i nazwisko znane Redakcji)


Odpowiedź 1:

Drogi panie! Dobrze, że pan jest taki wrażliwy i chodzi na mogiły pomordowanych Żydów. Mam nadzieję, że czasem pan zajrzy także na groby Polaków, choć są pewnie tego niegodni pomimo, że zostali w tym samym czasie unicestwieni, także z powodu ich ukrywania. Bo wbrew co się oficjalnie mówi - wcale ich nie było mało. Istnieje także wiele bezimiennych grobów innego pochodzenia, na które chodzić nie można, albowiem ofiary w nich leżące zostały bestialsko zamordowane
i pochowane bez świadków. Szczątki ich czasem są wykrywane przy okazji remontu różnych starych kamienic, gdzie NKWD czy UB miało kiedyś swoje siedziby. Mam nadzieję, iż ma pan świadomość ich istnienia. Cieszy mnie natomiast pańska chęć oddania właścicielom ich kamienic. Mam nadzieję, że tyczy się to wszystkich, a nie tylko wybranej grupy, bo wtedy nie można by mówić o sprawiedliwości prawdziwej . Z tego co czytałem, osobom pochodzenia żydowskiego legitymującym się jakimiś wiarygodnymi papierami oddano wszystko, niektórym nawet aż dwa razy ( patrz Jeszywas Chachmej w Lublinie), tak że ich łzy zostały już dawno osuszone. Natomiast tego co jeszcze pozostało, nie można zwracać tylko na podstawie przynależności etnicznej zmarłego właściciela, albowiem takie prawo stosują jedynie koczownicy, gdzie każda własność osobista należy do całej grupy. Wzrusza mnie natomiast pańska gotowość zapłacenia "haraczu", którego ja nazywam okupem. Proszę bardzo, tylko z własnych dochodów, bo swoimi "wyrzutami sumienia" nie można obarczać podatników, choć tak może jest łatwiej, a na pewno opłacalniej, jednak istnieją ludzie, którzy jeszcze mogą sądzić inaczej. Przynajmniej dopóki "światowej sławy historyk" Jan Gross znów czegoś nie nabazgrze. Co do"współodpowiedzialności" Polaków za holokaust, to żyją ludzie, którzy uważają, że np. istnieje Yeti, a niektórzy są gotów nawet przysiąc że go widzieli na własne oczy. I jak pan uważa - należy na poważnie brać ich wypowiedź? Chyba, że będą tak uważać uczeni izraelscy. Na razie się na to jednak nie zanosi. Jeszcze się nie opłaca.

Adama Leks
redaktor "Biuletynu"

Odpowiedź 2:

Jest Pan przykładem osoby, której to mózg został wyprany przez żydowską propagandę z którą my staramy się walczyć. Proszę zwrócić uwagę na to, co też zawiera Pański list. Po pierwsze, to zgodnie z serwowaną od lat manipulacją bardzo trafnie precyzuje Pan swojego wroga, którym jest tzw. prawdziwy Polak, zawsze antysemita i oczywiście katolik, który "w dupie ma dekalog" oraz posiadający dodatkowo cechę "rydzykowatości". Tenże nieprzyjaciel, jak Żyd w III Rzeszy godzien jest tylko pogardy i nienawiści, które z Pana listu płyną dość wartkim strumieniem. Jeżeli by wyabstrahować z Pańskiej wypowiedzi kontekst sytuacyjny, pozostałoby tylko poszukiwanie wroga oraz uczucie nienawiści, jakie Pan do niego żywi. Zaś na marginesie dodam, że przypisywanie nam "rydzykowatości" wynikać może jedynie z Pana głębokiej niewiedzy pokrytej uprzedzeniami. Po drugie, opisuje Pan sytuacje ilustrujące codzienność okupacyjną, gdzie istnieli bandyci, których jednak społeczeństwo potrafiło ukarać i za których się wstydziło. Najwyraźniej Pan nie rozumie, że wymieniane oraz krytykowane przez nas osoby pochodzenia żydowskiego odwracają całą sytuację. Twierdzą oni, przykrywając swoją hochsztaplerkę i nienawiść do Polaków naukowymi tytułami, że całe to społeczeństwo było swoistym "zbiorowym bandytą", który nienawidził Żydów tak bardzo jak Pan nienawidzi ojca Rydzyka. Absurd przyjęcia takiej to perspektywy dla normalnego człowieka jest rażący, bowiem gdyby społeczeństwo rzeczywiście miało takie to skłonności to rozprawiłoby się z Żydami bez pomocy Niemców, i to wieki temu. Z jakichś tajemniczych powodów jednak przed wojną do takich sytuacji nigdy nie doszło. A co więcej - może trudno to będzie Panu sobie wyobrazić, ale tam, gdzie Polaków było najmniej, a więcej np. Ukraińców czy Rusinów, tam sytuacja Żydów była zdecydowanie gorsza. Paradoksalnie więc odsetek Polaków w danym regionie był pozytywnie skorelowany z taką liczbą Żydów, którzy tam przeżyli. Powinien Pan również wiedzieć, że ci ludzie określani przez Pana nienawistnie jako "prawdziwi Polacy" byli podczas okupacji taką samą zwierzyną łowną jak Żydzi, i to w gorszej sytuacji, bo mordować ich chcieli nie tylko Niemcy, ale i Sowieci. W tej sytuacji pogardliwe odnoszenie się do tak zwanych prawdziwych Polaków równoznaczne jest pogardliwemu odnoszeniu się do ofiar Holokaustu. Być może to Pana zdziwi, ale tak właśnie jest. Po trzecie wreszcie - skoro już rozpoczęliśmy temat rabunku to akurat nasze środowisko zdecydowanie opowiada się za zwrotem każdemu jego własności, a także ukaraniem sprawców złodziejstwa. W Polsce rabunek przeprowadzili najpierw Niemcy i Sowieci, zaś potem polscy komuniści. Niestety, zbrodnie tych pierwszych nie zostały zadośćuczynione w ogóle, a tych ostatnich tylko w małym stopniu. Jeśli jednak chodzi o Żydów, którzy przeżyli oraz potrafili wykazać swój tytuł do własności, to za wyjątkiem Warszawy zwrócono im ją niemal w stu procentach, czyli dużo pełniej niż na przykład Kościołowi, o którego to pazerności potomkowie komunistów pełni bezczelnej hipokryzji tak dużo mówią. Czym innym jest jednak zwrot własności jej właścicielom, zaś czym innym rasistowskie argumentowanie przez Żydów, którzy z tą własnością nie mają nic wspólnego, że skoro należała ona do ich rasowych pobratymców to teraz należy się ona innym przedstawicielom tej samej rasy. Nie wiem, czy Pan wie, że jeśli podziela Pan tego typu rozumowanie, to już tym samym wpisuje się Pan w poczet ludzi myślących kategoriami rasowymi i starających się okradać na podstawie własnych uprzedzeń. Nie zamierzamy jednak powstrzymywać Pana przed oddaniem swoich własnych pieniędzy hochsztaplerom z przemysłu Holokaustu, chociaż dla Pana dobra ostrzegamy, że może Pan paść ofiarą oszustwa. Jednak Pana pieniądze to Pańska sprawa. Na koniec kwestia panującego w Polsce filosemityzmu. Podkreślenie żydowskiego pochodzenia niektórych ministrów zostało dokonane nie przez nas, tylko przez Władysława Bartoszewskiego, i to nie z przyganą, tylko z dumą. Najwyraźniej uważa on, że jest się czym chwalić. Sądzi zapewne, że w dobrym tonie jest wskazywanie na takie fakty w Izraelu. Świadczy to tylko o tym, że Bartoszewski też padł ofiarą plagi myślenia rasowego. Zupełnie inną kwestią jest, dlaczego po 1989 roku wśród szefów MSZ było aż tylu Żydów, na których złote zęby ponoć polskie społeczeństwo czyha, natomiast nie było jeszcze na tym stanowisku ani jednego "prawdziwego Polaka". Czy jest Pan w stanie to wytłumaczyć? Ja mam pewną hipotezę: może jest tak dlatego, że filosemityzm ma status doktryny państwowej, Żydzi cieszą się szczególnymi przywilejami, a Polacy to obiekt nienawiści i zwierzyna łowna - czego zawarty w Pańskich wypowiedziach jad skierowany przeciwko tym ludziom jest najlepszym przykładem. Tylko że to znów jest rasizm, który przecież nie przestaje nim być wtedy, kiedy perspektywa się odwraca i to właśnie Żydzi są uprzywilejowani, a goje - zgodnie z Talmudem stawiani w sytuacji zwierząt.

Tadeusz Zieliński

__________

Niewinny jak Danel

Sąd Rejonowy w Zamościu uniewinnił zamojskiego radnego Jacka Danela. Radnego oskarżył o zniesławienie Pan Arkadiusz Ł., swego czasu działacz takich organizacji jak np. Obóz Wielkiej Polski. Poszło o wypowiedź radnego Jacka Danela, opublikowaną w ubiegłym roku na jednym z portali internetowych. Jacek Danel miał powiedzieć o Panu Arkadiuszu Ł., iż "bardziej przysługuje się on szowinistom i nacjonalistom ukraińskim niż sprawie polskiej". To była reakcja Danela na wypowiedź Arkadiusza Ł. Ten podczas sesji Rady Miasta w Zamościu stwierdził, że projekt rezolucji potępiającej samorządowców z Żółkwi, którzy to sprawili że honorowym obywatelem ich miasta będzie Stepan Bandera - przywódca ukraińskich nacjonalistów odpowiedzialnych za mordy Polaków na Wołyniu i na obecnych terenach wschodniej Polski to plagiat. Projekt rezolucji zaprezentował radny Jacek Danel. Arkadiusz Ł. stwierdził, że radny na potrzeby Zamościa zaadaptował podobną rezolucję radnych Krakowa. Istotnie, bo nie ma wielkiej różnicy pomiędzy tymi dokumentami poza tą, że radni Krakowa kierowali swoją rezolucję do samorządowców ze Lwowa. Arkadiusz Ł. poczuł się obrażony wypowiedzią Jacka Danela, jakoby sprzyjał szowinistom oraz ukraińskim nacjonalistom i wniósł sprawę do sądu. 12 września br. sąd uznał, że radny Jacek Danel jest niewinny. Arkadiusz Ł. ma pokryć koszty, jakie poniósł Danel, który wynajął adwokata. Chodzi o nieco ponad 1.200 zł. Arkadiusz Ł. zapowiada złożenie apelacji.

Adam Jaworski

Po półtorarocznym procesie Sąd Rejonowy w Zamościu wydał wyrok w sprawie Jacka K. Danela. Sędzia uznał niską szkodliwość czynu i uniewinnił oskarżonego z zarzuconemu czynu zniesławienia Arkadiusz Łygasa. Osoby będące na sali rozpraw, tzn. radny miasta Jerzy Zacharow, radny Piotr Kurzępa, świadek Henryka Smalej, historyk Jerzy Adamczuk, zamojska dziennikarka Magda Wójtowicz oraz były opozycjonista w PRL Pan Konkol nie mogli uwierzyć w bzdurne uzasadnienie wyroku, lecz sędzia uznał, iż nazwanie kogoś publicznie, że sprzyja szowinistom ukraińskim mieści się w wolności słowa!!! Nadmienić należy, że na ogłoszenie orzeczenia nie stawił się oskarżony ani jego obrońca. Po tym skandalicznym wyroku (12 września 2012 roku) złożyłem wniosek o jego odpis wraz z uzasadnieniem. Już wkrótce wniosę apelację, o czym Państwa poinformuję.

Arkadiusz Łygas

__________

29 sierpnia 2012r.

Oświadczenie w sprawie deklaracji
Episkopatu w Polsce i Cerkwi prawosławnej w Rosji

Jako grupa narodowa oceniamy deklarację polskiego Episkopatu i Cerkwi prawosławnej jako bardzo ważny dokument. Po raz pierwszy bowiem w dziejach Cerkiew prawosławna uznała instytucję dialogu oraz zwróciła się z tą propozycją do Episkopatu co też stanowi istotny postęp cywilizacyjny. Obie strony uznały Polaków oraz Rosjan za swoich braci i zadeklarowały wspólnotę przekonań co do zwalczania liberalizmu, obie również uznały cześć do Najświętszej Maryi Panny. Co prawda my, Polacy nie mają za co przepraszać Rosjan, gdyż to Rosjanie wyrządzali Polakom krzywdy poczynając co najmniej od czasu Konfederacji Barskiej i załatwianie tej kwestii poprzez odsyłanie do historyków mija się z celem, bo przynajmniej w Polsce brak jest znaczących historyków, którzy by brali pod uwagę polski interes narodowy. Metoda ta nie wydaje się więc właściwa do załatwiania ważnych spraw pomiędzy narodami. Warto było również zaznaczyć w dokumencie, że poczynając od roku 1917 Rosją bolszewicką nie rządzili Rosjanie oraz w związku z tym Rosjanie nie są odpowiedzialni za zbrodnie na Polakach (Katyń, wywózki, mordy UB w Polsce etc.), tym bardziej, że sami doświadczyli idących w miliony ofiar tych rządów. Ponadto trzeba było ustosunkować się do sprawy ostatniej katastrofy smoleńskiej czy też zamachu smoleńskiego i zaznaczyć, że Rosjanie wiedzą kto tego dokonał, ale nie stać ich na ujawnienie sprawców. Być może, że ta inicjatywa dialogu zakończona deklaracją stanowi pokłosie Smoleńska. Niestety, stwierdzamy, że deklarację osłabia rzeczywistość polskiego Kościoła, tzn. masowe przyjmowanie Komunii na stojąco, bojkot papieskiego Summorum Pontificum, Dni Judaizmu, Chanuka, które świadczą o znacznych wpływach protestantyzmu i szowinizmu żydowskiego. Część Kościoła od dawna uprawia również propagandę sprzeczną z deklaracją. Warto było też zwrócić uwagę Cerkwi na istnienie ustawy o przerywaniu ciąży w Rosji, co powoduje wymieranie narodu rosyjskiego. Mimo tych krytycznych uwag związanych z deklaracją uważamy, że jest to akt przełomowy w stosunkach polsko-rosyjskich i dlatego będziemy wspierać zawarte w nim treści.

Z Bogiem!

mec. Marian Barański
prezes Stow. Narodowego im. Romana Dmowskiego
oraz Komitetu Obrony Wiary i Tradycji Narodowej "Pro Polonia"
tel. 0-606-732-755

Do wiadomości -
Biskupi ordynariusze w Polsce
Cyryl I - patriarcha Moskwy i całej Rusi
"Biuletyn Narodowy" w Lublinie


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Stowarzyszenie Żołnierzy Oddziałów Partyzanckich
Okręgu Lubelskiego "Wolność i Niezawisłość" w Lublinie, ul. Hipoteczna 4
Baczność! Najbliższa rozprawa red. Wysoka (na zdjęciu) 6 listopada...

Niechlubny rekord służb

Polska jest światowym rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę służb specjalnych. I rekordzistą w dziedzinie ich nieudolności. Gdańsk, 1995 r. Funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa finalizują przygotowywaną od kilku miesięcy akcję przeciwko handlarzom bronią. Gdy w końcu dochodzi do nielegalnej transakcji, wtedy komandosi UOP przystępują do akcji zatrzymania kupujących. W tym samym momencie z drugiej strony uderzają komandosi pomorskiej policji, którzy to próbują zatrzymać sprzedających. Funkcjonariusze obydwu służb zderzają się ze sobą na miejscu. Szok, zdumienie oraz wątpliwości. Potem przez wiele miesięcy sprawą zajmują się prokuratorzy. W końcu jednak okazuje się, że osoba kupująca nielegalnie broń pracowała niejawnie dla policji, zaś sprzedająca - dla UOP. Obydwie służby przez cały ten czas współpracowały ze sobą na innych płaszczyznach, a jednak nie zorientowały się, że realizują tę samą sprawę, i że główne role w transakcji mają odegrać "przykrywkowi" pracujący dla służb. Ostatecznie i sprzedającego broń, i kupującego trzeba było wypuścić. Jako wtyczki realizujące operacje specjalne, osoby te nie podlegały odpowiedzialności karnej. Na nic zdało się także zabezpieczenie broni. Okazało się bowiem, że cały towar został kupiony przez służby właśnie na potrzeby tej operacji. Sprawa nie przyniosła oczekiwanego spektakularnego "sukcesu", lecz ujawniła kompromitujący brak przepływu informacji pomiędzy dwiema państwowymi instytucjami zajmującymi się walką ze zorganizowaną przestępczością.

Warszawa, jest wiosna 2005 roku. Kontrwywiad Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymuje Marcina T., asystenta posła Józefa Gruszki, który to przewodniczy sejmowej komisji ds. PKN "Orlen". Funkcjonariusze kontrwywiadu przez wiele miesięcy wcześniej zdobywali dowody, że T. jest rosyjskim agentem. Udokumentowano m.in. jego spotkania z oficerem rosyjskiego wywiadu działającym w Warszawie. T. przekazywał jemu ciekawe informacje dotyczące m.in. niejawnych posiedzeń posłów wyjaśniających aferę Orlenu. Został zatrzymany oraz decyzją sądu trafił do aresztu. Został wkrótce wypuszczony, a po niejawnym procesie usłyszał wyrok uniewinniający. Jak to możliwe? W trakcie procesu wyszło bowiem na jaw, że T. pracował dla Agencji Wywiadu i Rosjaninowi przekazywał informacje odpowiednio spreparowane i częściowo fałszywe. Realizował więc świetną grę dezinformacyjną. Grę przerwało dopiero jego aresztowanie. Gdy sąd oczyścił go z zarzutów, Rosjanie zorientowali się, że polski wywiad wystrychnął ich na dudków. W ten sposób zniweczono wielomiesięczną operację polegającą na dezinformowaniu Rosjan co do przebiegu prac nad wyjaśnianiem tzw. "afery Orlenu". Wszystkiemu zawinił brak współpracy między kontrwywiadem ABW oraz Agencją Wywiadu pomimo, że Polska jest rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę służb specjalnych. Państewko nie będące światowym mocarstwem posiada aż siedem tajnych służb! Dwie z nich zajmują się wywiadem oraz kontrwywiadem wojskowym. Trzecia - przez wiele lat najbardziej profesjonalna zajmuje się wywiadem zagranicznym, zaś czwarta (ABW) bezpieczeństwem wewnętrznym, czyli głównie kontrwywiadem. Do tego dochodzi Centralne Biuro Antykorupcyjne i Centralne Biuro Śledcze, obie zajmujące się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości. Mamy również wywiad skarbowy, którego zadaniem jest ściganie przestępczości finansowej, a zwłaszcza nierejestrowanych dochodów i "brudnych" pieniędzy. Do tego trzeba dodać jeszcze dwie instytucje: część komórek policyjnych jak również Żandarmerię Wojskową, przepisy prawne dają im bowiem uprawnienia do pracy operacyjnej oraz stosowania środków techniki operacyjnej (m.in. podsłuchów i obserwacji). Takież same uprawnienia posiada Służba Celna. Istnieje jeszcze Centrum Antyterrorystyczne, które swego czasu podlegało MSW, lecz dzisiaj podlega szefowi ABW. Centrum zajmuje się koordynacją działań związanych ze zwalczaniem terroryzmu. Skupia ona funkcjonariuszy mających doświadczenie z pracy w innych służbach, lecz także współpracuje ze służbami innych państw odpowiedzialnymi za walkę z terroryzmem. Formalnie służb specjalnych mamy siedem. Dodatkowo cztery instytucje mają uprawnienia zbliżone do służb. Daje to więc jedenaście instytucji państwowych uprawnionych do inwigilacji obywateli! Niemcy mają jedynie trzy tajne służby: wywiad zagraniczny (BND), kontrwywiad cywilny (BfV) oraz kontrwywiad wojskowy (MAD). Z kolei "BKA", to znaczy policja kryminalna zajmuje się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości kryminalnej, zaś przestępczością skarbową zajmują się jej wyspecjalizowane komórki. Niezgodność dochodów ich obywateli ze stanem ich życia weryfikują urzędy skarbowe. W Izraelu od lat funkcjonują trzy służby: Mosad (wywiad zagraniczny), Szin Bet (kontrwywiad cywilny i wojskowy), a także Aman (wywiad wojskowy, działający głównie na obszarze wrogich państw muzułmańskich, tj. głównie hanu). Taki system ułatwia kontrolę i wzajemny przepływ informacji. Co równie istotne: w Polsce w tajnych służbach zatrudnia się znacznie więcej osób. Jak to wynika z oficjalnych danych, w obu w/w niemieckich służbach kontrwywiadowczych w 2008 roku pracowało 2500-2600 funkcjonariuszy. W Polsce sama tylko Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrudnia ok. 6,5 tysiąca osób.



Na zdjęciu -
red. Leszek Szymowski
- autor artykułu

Ilość niestety nie przechodzi jednak w jakość. Pierwszy problem polega na dublowaniu kompetencji i zadań służb. Poza wywiadem wojskowym oraz cywilnym wszystkie służby mają obowiązek zajmować się zwalczaniem korupcji oraz przeciwdziałaniem "praniu brudnych pieniędzy". Za osiągnięcia w tychże dwóch dziedzinach w służbach można najszybciej uzyskać awans, nagrodę pieniężną lub też inne przywileje. Znaczna część funkcjonariuszy tajnych służb wzięła się więc za realizację tych dwóch celów - zupełnie zresztą niepotrzebnych. Aby zapewnić lepszą współpracę ze społeczeństwem, wywiad skarbowy zdobył tzw. fundusz operacyjny, przeznaczony na wypłaty dla informatorów, dzięki którym dowie się szybko o nielegalnych dochodach innych osób. Wywołało to w społeczeństwie patologię powszechnego donosicielstwa. Kilka tygodni temu "Dziennik" ujawnił, że do urzędów skarbowych i kontroli skarbowej w całym kraju wpływa co miesiąc ponad tysiąc donosów - z reguły powodowanych niechęcią donosiciela do kogoś, komu w życiu lepiej się powodzi. Z "szarą strefą" walczą też dodatkowo i CBA, i CBŚ, i ABW. Oczywiście cała ta "walka" dotyczy bzdur. Służby chętnie zajmą się Kowalskim, który część pieniędzy zarobił w szarej strefie (np. w budownictwie) i kupił sobie za to nowy, lepszy samochód. Przyjdą także do Nowaka, aby go zapytać, skąd miał pieniądze na urządzenie mieszkania albo też domu. Nie zajmą się natomiast zakupami w trybie bezprzetargowym, w wyniku których dziesiątki milionów zł przepływają z państwowych instytucji do prywatnych spółek. Nie zajmą się też przypadkami nieudanych inwestycji (ich beneficjentami są spółki powiązane z politykami), które to owocują monstrualnymi karami nakładanymi na Polskę przez Unię Europejską. Dla przykładu: żadnej ze służb chroniących skarb państwa przed tymi, którzy narażają go na straty, nie zainteresowała umowa z 2010 r. zawarta pomiędzy Narodowym Bankiem Polskim a Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Za otwarcie tzw. "elastycznej linii kredytowej", dającej Polsce możliwość wzięcia 20 mld dolarów kredytu w wypadku ogromnego kryzysu, polski rząd zapłacił MFW aż... 60 mln dolarów. Były to pieniądze wyrzucone w błoto, bo kryzys nie nadszedł, a umowa była do tego stopnia nieprecyzyjna, że ewentualny kredyt byłby i tak uzależniony od "widzimisię" urzędników z MFW. Służb nie zainteresował również podpisany przez Ministerstwo Obrony Narodowej kontrakt na dostawę rakiet krótkiego zasięgu. W czasach kiedy resortem kierował Jerzy Szmajdziński, kupiono od izraelskiej firmy nowoczesne rakiety przeciwlotnicze. Już po dostarczeniu ich do Polski okazało się, że działają tylko w warunkach pogodowych charakterystycznych dla pustyni Negew, a w Polsce działać nie będą także z tego powodu, iż... zapomniano kupić wyrzutni do tych rakiet. Całkowity koszt tej "inwestycji" wyniósł około 5 mld złotych, ale służby nie uznały tego za narażenie skarbu państwa na straty. Tego samego zdania była prokuratura, która śledztwo w sprawie umorzyła. Ale drugi problem to wadliwe finansowanie służb. Kilka miesięcy temu wystąpiłem do Komendy Głównej Policji z zapytaniem, w jaki to sposób wydano pieniądze na inwestycje w sprzęt dla policji. Okazało się, że najwięcej wydano na nieoznakowane pojazdy, które trafiły do policjantów z wydziałów ruchu drogowego. Ogromne środki wydano też na wideorejestratory, fotoradary, laserowe mierniki prędkości itp. Potem jednakże okazało się, że kasy brakuje na wyposażenie dla funkcjonariuszy zajmujących się walką z przestępczością, tj. między innymi na amunicję potrzebną do obowiązkowych ćwiczeń. Brakło też środków na wyposażanie siedzib Centralnego Biura Śledczego, na kamizelki kuloodporne dla funkcjonariuszy oraz na sprzęt dla techników kryminalistycznych. Wniosek z tego płynie prosty: osoby, które przekraczają dozwoloną prędkość na polskich drogach są dla społeczeństwa znacznie większym zagrożeniem niż bandyci i inni przestępcy.

Funkcjonowanie polskich służb wymaga poważnych zmian. Należy zmienić kuriozalne przepisy podatkowe tak, aby były jasne, proste i nie zachęcały do oszukiwania. Wtedy to zniknie konieczność utrzymywania wywiadu skarbowego wraz z pozostałymi komórkami odpowiedzialnymi za utrudnianie życia podatnikom i przedsiębiorcom. Także likwidacja wielu niepotrzebnych przepisów natychmiast spowoduje, że korupcja zniknie "sama z siebie". Będzie więc można rozwiązać też CBA, zaś ograniczone do minimum komórki antykorupcyjne w policji czy w ABW posłać do ścigania skorumpowanych sędziów oraz prokuratorów. W pozostałych służbach niezbędna jest weryfikacja kadr, aby pozbyć się ludzi z czasów PRL, partyjnych aparatczyków i różnych innych nieudaczników. Później konieczne wydaje się utworzenie z pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy jedynie dwóch służb: jednej zajmującej się wywiadem zagranicznym (cywilnym i wojskowym), a drugiej zajmującej się bezpieczeństwem wewnętrznym, tj. kontrwywiadem wojskowym i cywilnym, zwalczaniem zorganizowanej przestępczości, walką z terroryzmem i wreszcie prowadzeniem skomplikowanych śledztw. Jedynie takie rozwiązanie umożliwi sprawne funkcjonowanie służb i ich rzetelne działanie na rzecz bezpieczeństwa państwa. Każde inne rozwiązanie będzie prowadzić do powiększania aparatu inwigilującego obywateli, zajmującego się ściganiem głupot i niezdolnego do zapewnienia bezpieczeństwa.

Leszek Szymowski

Inny artykuł tego autora:

kliknij: IV władza pod kontrolą


Ponawiamy zaproszenia na interesujące wyjazdy krajoznawczo-turystyczne, których to przesłaną treść z przyjemnością publikujemy na blogu. Organizatorem jest p. Zdzisław Niedbała - główny animator lubelskich obchodów rocznicy śmierci Korfantego, śmierci Romana Dmowskiego oraz jubileuszu wybuchu Powstania Wielkopolskiego, jakie odbyły się w latach ubiegłych.

Tadeusz Zieliński



Na zdjęciu p. Zdzisław Niedbała
razem z Agnieszką Nalewajek ze Stowarzyszenia
"Wspólnota Garbowska"

Garbowskie "Gniazdo Sokoła" zaprasza na trzeci spływ kajakowy 14 km odcinkiem rzeki Bystrzyca od miasta Osmolice do Mariny nad Zalewem Zemborzyckim. Spływ odbędzie się w sobotę 8 września 2012 roku. W programie: 11.30 zbiórka uczestników na parkingu w Osmolicach (na przeciw Osmofrostu), 12.00 - rozpoczęcie spływu od starego młyna. O 14.00 odpoczynek na brzegu rzeki w Prawiednikach, ok. 17.00 zakończenie spływu przy ośrodku wodnym Marina nad Zalewem Zemborzyckim wraz z odwiezieniem kierowców po samochody do Osmolic. Koszt udziału w spływie to wynajem kajaka z transportem 30 zł od osoby. Opłata obejmuje dostarczenie właściwej jakości dwuosobowych kajaków z wiosłami i kapoków ochronnych dla wszystkich uczestników oraz odwiezienie kierowców po samochody na trasie Marina-Osmolice. Uczestnicy odpowiadają za zwrot pobranego sprzętu oraz wyposażenia. Z kolei w dniach 13-14 października 2012 roku odbędzie się wycieczka krajoznawczo integracyjna na Roztocze. Wyjazd w sobotę 13-go października 2012 o godz. 8.00 z placu przy kościele w Garbowie oraz o 8.30 z Placu Zamkowego w Lublinie. W programie m.in. zwiedzanie Zamościa oraz Zwierzyńca, wspólny postój w tzw. Zagrodzie Guciów, zwiedzanie Krasnobrodu, biesiada przy ognisku, udział we Mszy Świętej w "Sanktuarium Maryjnym" w Krasnobrodzie, grzybobranie z przewodnikiem, spacer szlakiem "Szumy nad Tanwią", a na koniec: powrót do Lublina oraz Garbowa w godzinach wieczornych. Koszt wyjazdu, to jest 150 zł obejmuje: autobus, jeden nocleg (obiadokolacja+grill z zabawą taneczną i śniadanie), przewodnik na grzybobraniu oraz ubezpieczenie (opłata nie zawiera kosztów ewentualnych biletów wejściowych).

Zgłoszenia przyjmuje Zdzisław Niedbała
Inspektor ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi
tel. (0-81) 46 619 52

__________

Otrzymaliśmy kolejne pisma procesowe od Pana Arkadiusza Łygasa z Zamościa który od lat jest sądzony na rozpowszechnianie modlitwy o nawrócenie żydów. Przypomnijmy, że ten najbardziej absurdalny w dziejach polskiego wymiaru sprawiedliwości proces toczy się w Hrubieszowie od roku 2006. Wszystko rozpoczęło się od pojawienia się na ulicach Hrubieszowa plakatów z treścią wielkopiątkowej modlitwy Papieża Piusa V odmawianej w kościołach do czasu Soboru Watykańskiego II (obecnie jej treść jest nieco zmieniona). Życzymy Panu Łygasowi jak najszybszego uniewinnienia.

Grzegorz Wysok
red. naczelny "Biuletynu"

Łygas Arkadiusz Piotr
22-400 Zamość

Wezwanie

Sąd Rejonowy w Hrubieszowie II Wydział Karny (Sygn. akt: II K 898/10) wzywa Pana do obowiązkowego stawiennictwa w charakterze oskarżonego na rozprawę główną, która to odbędzie się 17 I 2013 roku o godz. 13.00 w Sądzie Rejonowym w Hrubieszowie, ulica Dobrzańskiego "Hubala" 7 w sali III w sprawie własnej.

Sąd Rejonowy II Wydział Karny
ul. Majora Dobrzańskiego "Hubala" 7
22-500 Hrubieszów

W odpowiedzi na pismo Sądu z dnia 25 stycznia 2013 r. (Sygn. akt II K 898/10) kierując się zasadą inicjatywy dowodowej wynikającą z art. 167 k.p.k. wnoszę o przeprowadzenie rozprawy głównej bez obecności oskarżonego, tak jak stanowi art. 377 par. 3 kpk. Przepis ten umożliwia Sądowi przeprowadzenie postępowania bez udziału oskarżonego.

Uzasadnienie

Swoją nieobecność na rozprawie głównej 14 lutego 2013 r. usprawiedliwiam prawem - prowadzenie rozprawy głównej bez obecności oskarżonego, wynikająca z art. 377 par. 3 kpk, a także bezprawiem prokuratora Jacka Miściora ps. "Antysemita", którego nie mam zamiaru uwiarygodniać swoją obecnością na sali rozpraw. Przypominam po raz kolejny, że Miścior sporządził fałszywy akt oskarżenia (patrz telegram Komendy Miejskiej Policji w Zamościu, wyjaśnienia oskarżonego, zeznania świadków i opinia biegłego z zakresu historii Kościoła ks. prof. dr hab. Zygmunta Zielińskiego z KUL). Powinien on ponieść odpowiedzialność karną zgodnie z art. 234 kk. Modlitwę o nawrócenie żydów na katolicyzm z pogardą nazywa przestępstwem (vide jego akt oskarżenia). Powinien on ponieść odpowiedzialność karną z zgodnie z art. 194 kk. oraz art. 257 kk "kto publicznie znieważa grupę ludności lub osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwzględności lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech". Chroni przed poniesieniem odpowiedzialności karnej Kamila Cz. za fałszywe zeznania (patrz jego ostatnia apelacja). Prawie tak jak sataniści sugeruje, że Kościół Katolicki jest organizacją przestępczą (patrz jego akt oskarżenia, a także jego ostatnią apelację). Nie dopuszcza do siebie myśli, że Kościół Katolicki uznał propagatora modlitwy za żydów papieża Piusa V świętym, a nie przestępcą! - patrz na jego akt oskarżenia, ostatnią jego apelację i na nieprotokołowaną "rozmowę" z Arkadiuszem Łygasem z 20 stycznia 2006 r. Obraża prawo wnosząc apelację w dniu 1 lipca 2010 roku od prawomocnego wyroku wydanego 19 maja 2010 r., w którym to Sąd uniewinnił mnie od jego głupiego zarzutu antysemityzmu (patrz jego apelacja, a także kodeks postępowania karnego art. 17 par. 1 punkt 7). Postępowanie co do tego samego czynu tej samej osoby zostało prawomocnie zakończone lub wcześniej wszczęte toczy się. Naruszył Konstytucję RP art. 25 punkt 2, który stanowi: "Władze w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych i filozoficznych zapewniając przy tym swobodę ich wyrażania w życiu publicznym" oraz art. 53 punkt 7, który stanowi, iż "Nikt nie może być obowiązany przez organy publiczne do ujawnienia swego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania". Znieważył zarówno mnie jak też i grupę katolików, za co powinien ponieść odpowiedzialność karną z zgodnie z art. 257 kk. (antykatolicyzm). Dlatego z powyższych względów wnoszę jak na początku.

Uniewinniony
Arkadiusz Łygas

__________

Stowarzyszenie "Wspólnota Grabowska" zaprawa na festyn sportowo-rekreacyjny Ziemi Garbowskiej dla młodzieży i dorosłych. 12 sierpnia 2012 r. (niedziela). Miejsce: Garbów - plac za Starą Szkołą. Rozpoczęcie o godzinie 15.00. W programie: II bieg Garbowski na dystansie 1.5 km o nagrodę Wspólnoty Garbowskiej, zjazd po linie nad boiskiem tzw. tyrolski, chodzenie po moście linowym nad nurtem rzeki Kurówki, ściana wspinaczkowa (wysokość 16,5 m), strzelnica pneumatyczna, paintball do tarczy, jazda quadami itp. Od godz. 12:00 czynny będzie punkt Honorowego Krwiodawstwa. Godzina 17.00: koncert dla mieszkańców w wykonaniu kapeli ze Lwowa. O godzinie 19.00 zabawa taneczna, zaś o 21.00 pokaz sztucznych ogni dla uczczenia jubileuszu 100-lecia nowego kościoła w Garbowie.
Serdecznie zapraszamy!

Organizator Zdzisław Niedbała
Inspektor ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi
tel. (0-81) 46 619 52


Szanowni Państwo!

Zwracam się z gorącym apelem do wszystkich osób, którym na sercu leży sprawiedliwa i praworządna Polska, aby nagłośnili strajk głodowy prowadzony przez p. dr Zbigniewa Kękusia przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Do powyższego protestu dołączyła także p. Teresa Kawiak z Wieliczki, która też czuje się oszukana przez wymiar sprawiedliwości. Proszę, aby załączony tekst opublikowali Państwo na blogu oraz przekazali znajomym poprzez Internet. Być może dzięki nagłośnieniu sprawy dr Zbigniew Kękuś doczeka się sprawiedliwości, mieszkanie w którym mieszkają jego była żona oraz dzieci nie zostanie zajęte przez komornika, zaś Pani Teresa Kawiak odzyska utracony majątek.

Serdecznie pozdrawiam!
Tadeusz Chołda

Zbigniew Kękuś - lat 53, mieszkaniec Krakowa oraz ojciec trojga dzieci od dnia 26 lipca 2012 r. prowadzi protest głodowy przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Przez kilka lat Sąd Okręgowy Wydział XI Cywilny i Sąd Apelacyjny w Krakowie rozpoznawały sprawę Kękusia o rozwód. Sędziowie rażąco naruszyli ustawowe prawa Pana Zbigniewa i jego małoletnich wtedy synów, zaś następnie złożyli fałszywe zawiadomienie o popełnieniu przez niego przestępstwa. Z tej przyczyny Zbigniew Kękuś w lutym 2009 r. stracił pracę. Sąd Okręgowy w Krakowie bezprawnie przetrzymywał aż przez sześć lat kwotę 7 700 zł, którą Pan Kękuś musiał uiścić jako opłatę od apelacji od wyroku, który wydała sędzia Izabela Strózik, a następnie Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał za nieważny. Obecnie Prezes Sądu Okręgowego w Krakowie p. Barbara Baran nakazała komornikowi sprzedaż mieszkania zamieszkiwanego przez synów Zbigniewa Kękusia razem z ich matką celem wyegzekwowania kwoty 8 750,00 zł zasądzonej wyrokiem wydanym w 2004 roku przez sędzię Teresę Dyrga. Zanim Zbigniew Kękuś rozpoczął protest głodowy, bezskutecznie składał wnioski do Pani Prezes Sądu Okręgowego w Krakowie o zwrócenie mu odsetek ustawowych za okres sześciu lat od kwoty 7 700 zł oraz o umorzenie egzekucji kwoty 8 750 zł poprzez sprzedaż mieszkania zamieszkiwanego przez jego synów. Wyczerpawszy prawne możliwości uzyskania bezstronnego stanowiska krakowskiego sądu Pan Zbigniew Kękuś rozpoczął dnia 26 lipca 2012 r. protest głodowy.

__________

Agentura wpływu

Zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski nie są oficerowie służb specjalnych, udający dyplomatów, ale rosyjska oraz niemiecka agentura wpływu uplasowana na najwyższych szczytach polskiej władzy. O trzystu agentach obcych wywiadów w Polsce mówił ostatnio szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej szef Agencji podsumował działanie swojej instytucji. Nie podał odpowiedzi na wiele istotnych pytań np. o liczbę podsłuchów telefonicznych zakładanych niezależnym dziennikarzom czy również gotowości do odparcia ataku terrorystycznego. Z konferencji wynikało, że największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski są właśnie oficerowie obcych wywiadów, którzy w Polsce używają paszportów dyplomatycznych, lecz de facto prowadzą działalność szpiegowską. Nic jednak bardziej błędnego. Bondaryk oczywiście nie powiedział o jakie konkretnie ambasady chodzi. To o tyle istotne, że w Polsce od lat funkcjonują łącznicy amerykańskich służb specjalnych, w tym FBI i CIA. Zajmują się oni koordynacją działań służb specjalnych Polski oraz USA, w tym zwalczaniem terroryzmu. Trzy najważniejsze udane operacje antyterrorystyczne przeprowadzone przez ABW były wynikiem współpracy z Amerykanami, którzy szybko zdobyli informacje o planowanych zamachach i przekazali je stronie polskiej. Pozwoliło to zneutralizować zamachy (m.in. planowaną detonację ładunku wybuchowego na Stadionie Narodowym podczas Euro 2012). Obecność wywiadu amerykańskiego w Polsce okazała się więc dla naszego kraju zbawienna, a nie groźna. Można więc domniemywać, że największe zagrożenie wynika z działalności w Polsce najsilniejszych wywiadów państw wrogich względem NATO,tj. Chin, Korei Północnej, Wietnamu i oczywiście Rosji. Osobnym problemem są szpiedzy niemieccy i żydowscy, mający ważne interesy w działaniach na terytorium Polski.

Wywiady państw nie lubiących NATO wykazują bardzo dużą aktywność na płaszczyźnie pozyskiwania tajemnic naukowych, głównie w zakresie nowych technologii wojskowych i tajnych planów strategicznych, w tym także planów działania Sił Zbrojnych na wypadek wybuchu wojny. Poszerzenie NATO o kraje Europy Wschodniej wymusiło dopuszczenie urzędników z tych krajów do części tajemnic NATO-wskich, jak również włączenie ich do prac nad przygotowywaniem nowych rodzajów broni. Dało to szanse obcym wywiadom na pozyskiwanie agentury w nowo przyjętych krajach oraz zdobywania tajemnic za jej pośrednictwem. Szczególnie było to widoczne właśnie w naszym kraju, gdzie ochrona kontrwywiadowcza była oraz jest bardzo słaba, co umożliwiło obcym wywiadom aktywną działalność. W efekcie Amerykanie skrajnie ograniczyli liczbę Polaków mających dostęp do tajnych informacji, a wszystkich kandydatów drobiazgowo sprawdzali. Z wyjątkiem lat 2006-2007, kiedy to rząd PiS-u starał się ograniczyć wpływy obcej agentury w Polsce, Amerykanie wielokrotnie zwracali uwagę, że słabość polskich kontrwywiadów (cywilnego oraz wojskowego) utrudnia współpracę, gdyż stwarza niebezpieczeństwo przejmowania tajnych to informacji przez obce państwa. W Kwaterze NATO Polska jest traktowana jak ubogi krewny - mówi poseł PiS Waldemar Wiązowski, były członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Amerykanie dawali nam do zrozumienia, że to polskie procedury nie dają gwarancji bezpieczeństwa. Dlatego do wielu NATO-wskich projektów, planów oraz narad strony polskiej w ogóle nie zapraszano. Trafność tejże właśnie decyzji ze strony USA udowodniła katastrofa smoleńska. W ręce Rosjan wpadł telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego, wyposażony w systemy łączności NATO-wskiej. Ich odczytanie pozwoliło włamać się do tajnej łączności NATO oraz przez kilka godzin odczytywać zaszyfrowane meldunki. Pozwoliło też poznać, kiedy oraz z kim kontaktował się polski prezydent. Nie doszłoby do tej wpadki, gdyby na miejscu pojawili się oficerowie BOR lub innej służby i zabezpieczyli telefon. A w obliczu takiegoż poziomu pracy służb trudno się dziwić, że zaufanie strony amerykańskiej do Polaków jest bardzo mocno ograniczone. Za winnych tej sytuacji trzeba uznać wszystkich tych, którzy kierują służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Gdyby szef ABW chciał rzetelnie wykonywać swoje obowiązki powinien również sprawdzić, czy dla obcych wywiadów nie działają przypadkiem osoby odpowiedzialne za nadzór nad służbami, w tym też za fatalną, i to niemal nieistniejącą ochronę kontrwywiadowczą.

Coraz bardziej popularną formą działania każdego wywiadu jest tzw. agentura wpływu. A polega ona na osadzaniu współpracowników wywiadu na kluczowych stanowiskach w administracji obcego państwa - tłumaczy nam były dyrektor Zarządu Kontrwywiadu UOP Konstanty Miodowicz. Taki tajny agent podejmuje decyzje korzystne dla wywiadu, który go zadaniuje, lecz nie dla państwa, w którym oficjalnie pracuje. Największą chyba aferą związaną z "agenturą wpływu" w Polsce była tzw. "sprawa Olina". Według służb NATO rosyjskiemu wywiadowi udało się łatwo uplasować na kluczowych stanowiskach w Polsce pięciu agentów wpływu, którzy mieli sabotować przyjęcie do NATO państw bałtyckich tj. Litwy, Łotwy oraz Estonii. Umożliwić miał to przepis NATO wymuszający jednomyślność decyzji. Sprzeciw Polski wobec przyjęcia nowych członków pozbawiłby ich możliwości akcesji do Paktu, co też szybko stwarzałoby dla nich realne niebezpieczeństwo ze strony Rosji. Podobna sytuacja wydarzyła się kilka lat wcześniej, kiedy rząd Jana Olszewskiego prowadził rozmowy na temat wycofania z Polski rosyjskich wojsk. Rozmowy zakończyły się sukcesem i pozostałości Armii Czerwonej - zrządzeniem losu - przestały stacjonować nad Wisłą. W czasie negocjacji ujawniła się również rosyjska agentura wpływu, która to zaczęła torpedować i same rozmowy, a w końcu wyjście rosyjskich wojsk. O sile tej grupy interesów świadczy fakt, że jeden z takich agentów wpływu pozostający w bardzo bliskim otoczeniu Lecha Wałęsy usiłował go szantażować teczką tzw. "Bolka", ażeby wymusić decyzję zapobiegającą wyjściu rosyjskich wojsk.

Od przeszło kilku lat mamy do czynienia z aktywnością agentur wpływu działających na terenie Polski. Jednym z pierwszych projektów ustaw, które rząd Donalda Tuska wyrzucił do kosza była projektowana zmiana która miała szybko unieważnić przedwojenne wpisy do ksiąg wieczystych na Warmii oraz Mazurach. Uchwalenie takiegoż przepisu (zabiegał o to PiS oraz wiele innych środowisk politycznych) przekreśliłby szanse na odzyskiwanie przez obywateli Niemiec nieruchomości na Warmii oraz Mazurach, które przed wojną należały do ich przodków. Przepisu nie uchwalono, więc przedwojenne księgi wieczyste ciągle mają moc prawną. Dlatego ruszyła lawina niemieckich pozwów o zwrot majątków ich przodków. Rekordzista, niemiecki mieszkaniec Nadrenii Północnej Westfalii domaga się od polskiego państwa zwrotu połowy kamienic w Olsztynie (stoją na terenie, który przed wojną należał do jego dziadka). Doprowadzi to wszystko do tego, że większość ziemi w północnej Polsce trafi w ręce Niemców, co w przyszłości może wywołać próby przyłączenia tych terytoriów do Niemiec. Problem istnieje gdyż rząd Donalda Tuska nie przegłosował sensownej ustawy anulującej ważność ksiąg wieczystych. Ten ewidentny akt zdrady stanu był wielkim sukcesem niemieckiej agentury wpływu w Polsce. Warto to tym bardziej podkreślić, że dziennikarze wpływowego w naszym kraju czasopisma którzy sekundowali Tuskowi oraz krytykowali zwolenników PiS-owskiej ustawy są stypendystami jednej z niemieckich fundacji działających w Polsce. Weźmy inny przykład. W 2009 r. rząd Tuska zdecydował się na umorzenie długów Gazpromu wynoszących 1,2 miliarda złotych. Zaczął również negocjować z Gazpromem nową umowę gazową. A umorzeniu długów i nowej umowie sprzeciwiał się Lech Kaczyński. I sprzeciwiał się do 10 kwietnia. Gdy Kaczyński zginął (a wraz z nim zginęli wszyscy przeciwnicy umowy gazowej oraz przeciwnicy umorzenia długów), rząd natychmiast podjął negocjacje, których to efektem było podpisanie rażąco niekorzystnej umowy, uzależniającej Polskę na lata od dostaw rosyjskiego gazu. Długi Gazpromu oczywiście również umorzono. Skutki tejże decyzji są bardziej dotkliwe niżeli skutki działalności ponad trzystu dyplomatów zidentyfikowanych przez ABW w obcych ambasadach. Gdyby szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ukończył najprostszy kurs kontrwywiadowczy to dowiedziałby się że oficerowie wywiadów udający dyplomatów wcale nie są wcale najgroźniejsi. Już samo posiadanie paszportu dyplomatycznego ściąga na jego właściciela zainteresowanie służb państwa, w którym dyplomata pracuje - tak mówi oficer Agencji Wywiadu. A prawdziwą pracą szpiegowską zajmują się ludzie bez paszportów dyplomatycznych, do tego głęboko zakonspirowani, wykonujący najtrudniejsze zadania i przenikający do struktur obcych państw. Szkoda, że szef ABW nie informuje opinii publicznej o działalności tzw. agentury wpływu. Ale być może wynika to tego, że musiałby wówczas wymienić i opisać wielu swoich kolegów z rządu, administracji i parlamentu?

Leszek Szymowski


Nadesłane do Redakcji...

Na początku 2007 r. żona i jej pełnomocnik prawny mec. Katarzyna Stefaniuk (kancelaria przy Okopowej 14 w Lublinie) pomówiły mnie o molestowanie seksualne mojej 4 letniej córeczki (prokuratura w Lubartowie wykluczyła molestowanie). W związku z tym złożyłem przeciw nim pismo do prokuratury. 2 marca 2007 r. K. Stefaniuk przed przerwą w rozprawie rozwodowej dostała odpis tego pisma. Wściekła się, zaczęła mi grozić, że nie będę ławnikiem i że napisze do prezes sądu. Ja odpowiedziałem, że się nie boję. To ją rozjuszyło. "Marnie pan skończy, panie Milewski!" - stwierdziła. Zaskoczony
odparłem "to pani marnie skończy - w sądzie
i prokuraturze". Stefaniuk złożyła fałszywe zawiadomienie do prokuratury, że groziłem jej śmiercią. Co twierdzi Stefaniuk? Że mówiłem "źle pani skończy", że dzwoniłem i mówiłem "popamięta pani, skończy pani jak mecenas Antonowicz", że bardzo się bała i że na mój widok bolał ją brzuch. Mimo to przychodziła na wszystkie sprawy rozwodowe, nie wysyłała aplikanta, jak się poprzednio zdarzało. Stefaniuk twierdzi też, że jestem zdolny do zabicia człowieka lub do wynajęcia zawodowego mordercy, mimo że od września 2006 do marca 2007 poznała moją rodzinę i przyjaciół, którzy zeznawali w sądzie (nie było tam osób karanych, agresywnych, byli lekarze, inżynierowie, samorządowcy) i znane jej są też wydane dwie opinie psychologiczne na mój temat i jedna kuratora sądowego. Stefaniuk twierdząc, że dzwoniłem do niej nie była w stanie podać nie tylko godziny tego rzekomego telefonu z groźbami, ani nawet przybliżonej daty. O co w tym wszystkim chodzi? Jeden z lubelskich prawników powiedział mi, że "najbezpieczniej dla sądu będzie pana łagodnie skazać", bo pani Stefaniuk musi z tej sprawy wyjść z twarzą". Jak można zamknąć do aresztu człowieka absolutnie niewinnego i schorowanego? Jak można karać sądownie, pozbawiać pracy tylko dlatego, by przyjaciółka, która złożyła fałszywe zeznania "zachowała twarz"? W związku z powyższym piszcie proszę Państwo listy lub maile do Prezesa Sądu Okręgowego w Lublinie, ażeby rozpoznanie mojej i mojego adwokata apelacji od wyroku Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie z dnia 25 maja 2012 r. (sygn. akt. III K 482/11) niesłusznie skazującego mnie, nie odbyło się w Lublinie i ażeby Sąd Okręgowy zgodnie z art. 37 kpk wystąpił do Sądu Najwyższego o przekazanie w/w sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości. Jest to jedyna szansa na prawidłowe rozpoznanie niniejszej sprawy, gdyż sędziowie z Lublina nie będą chcieli się narazić ustosunkowanej rodzinie prawniczej Stefaniuków i ich przyjaciołom i utrzymają w mocy haniebny, skazujący mnie niesłusznie wyrok (na podstawie fałszywych zeznań mojej żony i adw. Katarzyny Stefaniuk), który spowoduje utratę przeze mnie pracy, środków do życia, mieszkania, zdrowia, wolności (bo nie będę miał z czego płacić alimentów mojej żonie, a ona zrobi wszystko, by wsadzić mnie do więzienia).

Ryszard Milewski



Sz. Pan
Sędzia Krzysztof Wojtaszek
Prezes Sądu Okręgowego w Lublinie
ul. Krakowskie Przedmieście 43
tel.: +48 81 46 01 014
fax: +48 81 46 01 016
e-mail: sekretariat@lublin.so.gov.pl

Prośba o sprawiedliwy proces

Zwracamy się z prośbą o spowodowanie by rozpoznanie apelacji oskarżonego Ryszarda Milewskiego oraz jego obrońcy od niesłusznie skazującego wyroku Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie z dnia 25 maja 2012 r. (Sygn. akt III Ka 482/11) nie odbyło się w Lublinie. Prosimy aby Sąd Okręgowy zgodnie z artykułem 37 kpk wystąpił do Sądu Najwyższego o przekazanie w/w sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości. Ryszard Milewski w 2006 r. informował Ministra Sprawiedliwości o nieprawidłowościach w Sądzie Okręgowym w Lublinie oraz lubelskim środowisku prawniczym. W latach 2000-2007 był ławnikiem i członkiem Rady Ławniczej, a w latach 2003-2007 Przewodniczącym Rady Ławniczej Sądu Rejonowego w Lublinie. Został oskarżony przez adwokat Katarzynę Stefaniuk z wpływowej rodziny prawniczej. Z tego powodu Prezes Sądu Rejonowego w Lublinie zwrócił się w 2007 r. o odwołanie Ryszarda Milewskiego z funkcji ławnika. Rada Miasta w Lublinie dwukrotnie odmówiła Prezesowi Sądu odwołania go z tej funkcji. Sądzenie Ryszarda Milewskiego i rozpoznawanie tejże sprawy w Lublinie w odbiorze społecznym będzie traktowane jako zemsta na wyżej wymienionym oraz będzie miało bardzo negatywny wpływ na dobro wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

- red. Jerzy Adamczuk
- red. Sławomir Krzyżanowski
- red. Adam Leks
- red. Piotr Sławiński
- red. Mieczysław Waręcki
- red. Grzegorz Wysok
- red. Tadeusz Zielińki


Sprawcy ataków na Pietrasiewicza wciąż nieznani

Fatalna seria policji ścigającej lubelskich antysemitów, którzy za cel wzięli ur. w 1955 r. Tomasza Pietrasiewicza, dyrektora "Teatru NN". Kolejne już dochodzenie, tym razem w sprawie plakatów z podobizną Pietrasiewicza oraz gwiazdą Dawida zostało umorzone. Trudno to komentować. Patrząc na kolejne umorzenia zastanawiam się, czy to wszystko rzeczywiście miało miejsce - tak mówi z gorzką ironią Tomasz Pietrasiewicz. Kierowany przez niego Ośrodek Brama Grodzka Teatr NN m.in. dokumentuje pamięć o żydowskich mieszkańcach Lublina. Cieszy się międzynarodową renomą. W grudniu 2010 roku ktoś obrzucił mu cegłami mieszkanie. Sprawców nie złapano. Skończyło się na umorzeniu. W listopadzie ub. roku na parapet mieszkania T. Pietrasiewicza podrzucono imitację bomby. Napastnicy działali jak prawdziwi profesjonaliści i nie zostawili na niej żadnych śladów. Nie było także świadków, którzy widzieliby osoby podkładające niby-bombę. 8 czerwca prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące próby zastraszenia T. Pietrasiewicza. Miesiąc temu w kilku miejscach Lublina, jak również i na drzwiach bloku Pietrasiewicza pojawiły się plakaty z jego zdjęciem. Afisze imitowały zaproszenie na fikcyjny spektakl do "Teatru NN" pt. "Icka ulice i Srula kamienice, czyli jak ograbić Polskę w majestacie prawa". Na wspomnianych plakatach widoczne były gwiazdy Dawida. W/w dochodzenie dotyczące nawoływania do nienawiści prowadziła komenda wojewódzka. W czwartek za zgodą prokuratury zostało umorzone. Lubelska policja szczegółowo przejrzała nagrania z monitoringu miejskiego oraz nagrania kamer z komunikacji miejskiej, bo i tam wisiały plakaty. Przesłuchali również świadków - pracujące w pobliżu miejsc, gdzie rozwieszono plakaty. Nie ustalono sprawców - mówi prokurator Jadwiga Nowak. W czerwcu "Gazeta" opisała list do szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego gen. Krzysztofa Bondaryka, który napisali przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Chodziło właśnie o ataki na Pietrasiewicza oraz na dr Dariusza Libionkę historyka Holocaustu z muzeum na Majdanku (na masce auta namalowano mu swastykę, do jego domu wrzucono kamienie i petardy). Fundacja domaga się od ABW "zdecydowanej interwencji" w Lublinie, bo może działać tu grupa zastraszająca osoby pielęgnujące pamięć o Żydach. Do tej pory agencja nie odpowiedziała na pismo obrońców praw człowieka. Podobnie z resztą jak minister spraw wewnętrznych, którego to o antysemickie ataki zapytał lubelski poseł SLD Jacek Czerniak.

Karol Adamaszek
redaktor żydowskiej gazety dla Polaków

Źródło:
"Gazeta Wyborcza w Lublinie"
nr 168 (7592) z 20 VII 2012 r.
Strona 4

Rozwód to nie tylko rozstanie dwojga dorosłych ludzi
i problemy majątkowe. To przede wszystkim dzieci, które decyzją sądu zazwyczaj pozostają z matką nie zawsze sprzyjającą ojcu swojego potomka. Zdarza się, że utrudnia mu kontakty, dąży do zerwania więzi emocjonalnych. Wielu ojców nie radzi sobie w takiej sytuacji. "Nasz serwis adresowy jest do mężczyzn przeżywających kryzys małżeński i problemy rodzinne związane z rozwodem, separacją oraz izolacją od własnych dzieci. Uważamy, że osoby rozwodzące się oraz ich dzieci nie muszą doświadczać wyniszczającego wszystkie strony konfliktu" - czytamy pod adresem http://www.wstroneoica.ngo.pl/, gdzie obok takich działów jak publikacje
(m.in. "Czy polskie sądy dyskryminują ojców?", "Uznanie ojcostwa", "Rodzicielstwo po męsku"), koncyliacje (m.in. Ośrodek Mediacji Społecznych - http://free.ngo.pl
/mediacje, tel. 0 22 620 00 46 (wieczorem) lub 0 501 157 066 albo Centrum Mediacji "Parthers" Polska http://www.fpp.org./zespol/html) czy doradcy (bezpłatne porady psychologów i prawników) istnieje możliwość wymiany doświadczeń (dyskusje, rozmowy, forum). Przede wszystkim jednak szukający pomocy znajdą tutaj poradnik (możliwość zamówienia w sieci książki Roberta Kucharskiego, której obszerne fragmenty zamieszczone są na stronie) wraz z przekierowaniem pod adres: http://www.tata.pl/, gdzie zgodnie z hasłem "Oddajcie dzieciom tatusia!" domagający się swych praw ojcowie znajdą bodaj wszystko, czego mogą w swojej sytuacji potrzebować. I tak m.in. ważne akty prawne, wzory pozwów, dziesięć mitów na temat ojców i sądownictwa, prawdziwe historie, opieka naprzemienna, a także połączenia czyli niemal wszystkie funkcjonujące w kraju i za granicą adresy podobnych stron oraz miejsc, dokąd potrzebujący porady i wsparcia odrzucony ojciec może się zwrócić. Szczególnie polecam tę stronę, gdyż jak czytamy w nacechowanym niezwykle emocjonalnie apelu "przemoc w rodzinie ma wiele twarzy. Słona zupa to tylko jeden ze scenariuszy godnych potępienia. Najczęstszą formą przemocy w rodzinie jest utrudnianie przez matki kontaktu z ojcem. Ta forma psychicznej i fizycznej represji odbywa się przy niemej zgodzie, a często wręcz przy aktywnej pomocy skorumpowanych sędziów sądów rodzinnych. Ofiarami tego szczególnie obrzydliwego procederu padają przede wszystkim dzieci. Dlaczego sądy się na to godzą? Czy to tylko nam ojcom i dzieciom wzajemnie z siebie okradzionym wydaje się, że stajemy przed wymiarem niesprawiedliwości i zła?" W tym też kontekście warto przeczytać artykuł red. Katarzyny Wolińskiej nawiązującej do sprawy p. Bogdana Goczyńskiego (na zdjęciu), który prowadząc działalność publicystyczną ujawniał kulisy kryminalnego systemu jakim stał się wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Tadeusz Zieliński

Bogdan Goczyński na wolności

Na temat działania polskich sądów śmiało można by nakręcić prawniczy thriller. Można odnieść wrażenie, że pytanie zadane dwa tysiące lat temu przez P. Piłata czym jest prawda, w ogóle nie zajmuje polskich sądów. Może to właśnie stąd bierze się niechęć sędziów do ujawniania swoich nazwisk czy też utrwalania przebiegu rozpraw. Z jakiegoś powodu środowisko sędziowskie twardo upiera się wyłącznie przy protokołowaniu, które - jak wiadomo bywa zawodne. Wystarczy w protokole zmienić tylko jedno słowo, ażeby zmienić całe zeznanie. Tymczasem utrwalenie rozpraw w postaci nagrań w ostateczny sposób rozwiałoby wszelkie wątpliwości dotyczące ich przebiegu i to także te związane z zachowaniem sędziów. To, jak przebiegają procesy w Polsce ujawnili dziennikarze "Nowego Ekranu", którzy opublikowali na swoim portalu przebieg rozprawy w sprawie aresztu dla p. Bogdana Goczyńskiego - ojca od lat walczącego o prawo do widywania dzieci, po rozwodzie pozostających pod opieką matki zawodowo związanej z wymiarem sprawiedliwości. Z nagrania wynika m.in., że o ile obrońca oskarżonego Pana Bogdana Goczyńskiego przedstawił się, nie zrobił tego prokurator, który dodatkowo uznał się za zwolnionego od uzasadnienia stanowiska podtrzymującego decyzję sądu I instancji o zastosowaniu aresztu tymczasowego. Dla obecnych podczas rozprawy dziennikarzy nie wiadomo było także, kto zasiada za stołem sędziowskim. Według nich na wokandzie nie były podane nazwiska tak składu orzekającego, a także prokuratora biorącego udział w postępowaniu. I chociaż rozprawa miała charakter jawny a sąd zgodził się na obecność na niej dziennikarzy, natychmiast po ujawnieniu nagrania na "Nowym Ekranie" zażądał usunięcia z sieci tak nagrania, jak i wszystkich komentarzy odnoszących się do niego. Dziennikarze wprost odmówili narażając się zapewne na duże nieprzyjemności, bo sądy nie lubią jak ktokolwiek podważa ich decyzje. Nie ulega jednak wątpliwości, że uczynili ważny krok w kierunku zmian w utrwalaniu przebiegu procesów. Ich nagranie obnażyło wszystkie słabości obecnego systemu to jest brak kultury osobistej ludzi występujących w sądach, ich obsesyjne pragnienie anonimowości, chociaż jako posiadacze immunitetu podlegają ochronie prawnej, a także blokadę przed możliwością utrwalenia przebiegu posiedzeń.

Kontynuując temat dziennikarze "Nowego Ekranu" przygotowali ankietę, w której proszą o ocenę pracy sądów (skoro dzisiaj tego typu ankiety są w urzędach oraz szpitalach to dlaczego nie w sądach). Podkreślić jednakże trzeba - nie chodzi tutaj o naginanie sądu do woli obywateli, lecz o pokazanie obywatelom do czego mają prawo oraz jak sędzia powinien się zachować. Przeciętny człowiek udając się do sądu często nie wie, że jego uprawnienia zostały złamane. Na to nakłada się nieznajomość przepisów i zwykły stres. Nie każdego stać na adwokata (koszty usług mecenasów są na ogół bardzo wysokie) zaś żeby dostać adwokata z urzędu trzeba spełnić cały szereg warunków. Dlatego zarówno sama publikacja nagrania przebiegu rozprawy, jak też ankiety są ważnymi krokami do zapoczątkowania dyskusji o reformie sądownictwa, ważniejszej niżeli zaproponowana przez J. Gowina likwidacja sądów rejonowych w mniejszych miastach. Dziennikarze z "NE" pokazali, że reformy sądownictwa trzeba zacząć nie od likwidowania sądów a od zmiany mentalności sędziów, zbyt często uważających, że immunitet chroni nie tylko ich osoby, ale nawet ich nazwiska przed podsądnymi. W efekcie zweryfikowanie nazwisk sędziów jest praktycznie niemożliwe oraz pozostają bezkarni, nawet jeżeli podejmują decyzje w sposób oczywisty idiotyczne. "Nowy Ekran" zaczął walkę z tym stanem rzeczy. Walkę istotną nie tylko z punktu widzenia obywateli, ale także samych sędziów. Nie brak bowiem wśród nich ludzi kompetentnych oraz uczciwych, którzy z powodu postępowania niektórych kolegów po fachu "obrywają rykoszetem". Dlatego pozostaje mieć nadzieję, że głos rzecznika prasowego warszawskiego sądu będzie odosobniony, zaś akcję "NE" poprą i politycy, i sami sędziowie. Może wówczas w polskim prawie coś się zmieni. W chwili opracowywania tej publikacji dotarła do nas bardzo dobra wiadomość. Otóż Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli uchylił areszt tymczasowy zastosowany wobec Bogdana Goczyńskiego. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że o zwolnienie wnioskował i obrońca, i prokurator. Z tych samych nieoficjalnych źródeł wiadomo nam, że u podstaw wniosku prokuratora leżał zły stan zdrowia aresztowanego. Od czasu zatrzymania Pan Bogdan Goczyński ma narastające problemy zdrowotne. Być może jednak nie obeszłyby one prokuratury tak bardzo, gdyby nie akcja dziennikarzy "Nowego Ekranu", którzy nagłośnili tę bulwersującą sprawę. Obiecują, że nadal będą się jej bardzo uważnie przyglądać. Pozostaje już tylko mieć nadzieję, że dzisiejsza decyzja sądu zacznie nowy etap tego szokującego postępowania. Na dzień dzisiejszy pozytywne w tej historii jest jedno - po wielu tygodniach aresztu Bogdan Goczyński jest wolny.

Katarzyna Wolińska

Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor tekstu

Dnia 22 lipca 2012 r. w Lokomotywowni Lublin miała miejsce uroczystość obchodów 32 rocznicy strajku lubelskich kolejarzy które to stały się impulsem do dalszych sierpniowych wydarzeń na Wybrzeżu oraz na Śląsku. Uroczystość rozpoczęła Msza Św. odprawiona przez księdza Arcybiskupa Ryszarda Karpińskiego w asyście wielu księży. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele NSZZ "Solidarność" kolejowych jednostek z całego Kraju, uczestnicy strajku kolejarzy z przew. Związku p. Czesławem Niezgodą, przedstawiciele NSZZ "Solidarność" zakładów pracy Lubelszczyzny i uczestnicy strajków, przedstawiciele Komisji Krajowej i Krajowej Sekcji Kolejarzy NSZZ "Solidarność" jak również Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ Solidarność, władze państwowe i samorządowe, Senator RP Stanisław Gogacz, posłowie do Sejmu RP, przedstawiciele zarządów oraz dyrektorzy kolejowych spółek. Po wystąpieniach p. Wojewody, Wicemarszałka Lubelskiego Sejmiku Samorządowego oraz europosła Pana Zbigniewa Ziobro na zakończenie uroczystości głos zabrał Pierwszy Przewodniczący Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ "Solidarność", przywódca strajku lubelskich kolejarzy Czesław Niezgoda. Nie dbając o tak zwaną polityczną poprawność powiedział on co sądzi o obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej Polski na tle historycznych wydarzeń.

Waldemar O.
redaktor "Biuletynu"

Przed gmachem KUL w Lublinie.
Wśród pikietujących m.in. reprezentant rodzin wołyńskich Zdzisław Koguciuk,
i ks. Isakowicz-Zalewski (w środku), Arkadiusz Łygas (z transparentem), red. Grzegorz Wysok (w piaskowej koszuli) oraz Tadeusz Zieliński
(w białym T-shircie drugi od lewej)

2 lipca 2012 r.

"Anty-terroryzm" przeciwko Kresowianom

- To jest niepoważne, ażeby zamykać drzwi przed grupą wierzących ludzi, chcących się pomodlić przed pomnikiem patrona tej uczelni - kręcił głową ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który wraz z około pięćdziesięcioma Kresowianami i narodowcami chciał wejść na dziedziniec KUL-u w kolejną rocznicę nadania przez Uniwersytet doktoratu honoris causa W. Juszczence. Kresowian nie wpuszczono, zasłaniając się... pierwszym stopniem zagrożenia anty-terrorystycznego wprowadzonym w Polsce w związku ze znalezieniem nad Bugiem porzuconego pontonu z materiałami do ogłuszania ryb. Antyterrorystyczne przepisy okazały więc swoją przydatność do utrudniania rzeczy bynajmniej nie skrajnym islamistom, ale rodzimym patriotom.

Problem z doktoratem dla Wiktora Juszczenki to pokłosie płyciutkiego neo-prometeizmu kreowanego przez prezydenta L. Kaczyńskiego. To dla jego wydumanej wizji Polski jako tzw. ośrodka nowego Międzymorza przed trzema laty władze KUL nakłoniły do rozdania swych szacownych doktoratów szefom państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym także posługującemu się banderowską frazeologią W. Juszczence, czy też skorumpowanemu prezydentowi Estonii Valdisowi Zatlersowi. Tzw. sukces tej propagandowej nasiadówki w Lublinie okazał się tyleż wątpliwy, co krótkotrwały, ale niesmak zaś pozostał. Juszczence kazali iść precz właśni współobywatele, utracił przywództwo obozu neo-banderowskiego najpierw na rzecz Tymoszenko, a następnie jeszcze bardziej radykalnej "Swobody". W Polsce jednak wciąż może cieszyć się życzliwością rodzimych zaślepionych ukrainofili - no i honorowym doktoratem KUL. Błądzą i ci pierwsi, i uczelnia trzymająca się fatalnej oraz błędnej decyzji uświetniającej byle kogo. Ukraińcy nie chcą W. Juszczenki, w swej ogromnej większości nie chcą też szowinizmu w wersji OUN-UPA, gdyż źle lokując swoja przyjaźń na Ukrainie sami uniemożliwiamy budowę pojednania, jak również kooperację z sąsiadami - przekonuje nas ks. Isakowicz-Zaleski. Ustąpić nie chcą także Kresowiani. Będziemy tu przychodzić do skutku, na inaugurację roku oraz na święta narodowe, na kolejne doktoraty, aż w końcu ktoś z nami porozmawia - powtarza p. Zdzisław Koguciuk, organizator pikiety.

I jeszcze jedna istotna refleksja. Na modlitwę pod Katolicki Uniwersytet Lubelski przyszli obok Kresowian również przedstawiciele starszego pokolenia narodowców - liderzy tego środowiska w Lublinie od lat blisko dwudziestu - jak Ryszard Milewski i Grzegorz Wysok, osoby zaangażowane w upamiętnianie ofiar ludobójstwa Polaków na Wołyniu i całych Kresach jak Arkadiusz Łygas, Jarosław Świderek oraz Andrzej Szadura. Młodsi zapewne odpoczywali po zorganizowanej dzień wcześniej manifestacji narodowych radykałów. Akurat zresztą w Lublinie młodzież narodowa czy to z ONR, czy też ZŻ NSZ zajmuje w takich kwestiach stanowisko pryncypialne zwalczając tolerancję wobec banderyzmu. Z drugiej strony nie można przymykać oczu na tendencje pojawiające się coraz częściej w kręgach NaRowskich czy też tercystycznych. Część z nich ulega poczuciu dziwacznej solidarności z szowinistami innych nacji, w imię utopi tak zwanej "nacjonalistycznej międzynarodówki". Co ciekawe, choroba ta zdaje się zataczać coraz szersze kręgi. Oto bowiem jednym z członków tzw. Europejskich Ruchów Narodowych do którego właśnie aspirują liderzy Młodzieży Wszechpolskiej i "Marszu Niepodległości" jest banderowska "Swoboda". Jak, czemu oraz po co skoro Ukraina nie jest członkiem UE, a AENM jest przecież porozumieniem eurosceptyków z krajów unijnych - nie wiadomo. Oby jednak w imię tego zupełnie zbędnego sojuszu te kręgi maszerujące nie zaczęły oddziaływać tonujące i krępująco na artykułowanie polskich interesów narodowych. Dziwnym trafem bowiem to Polacy zawsze muszą rezygnować ze swojej historii i muszą wykazywać się "zrozumieniem" dla cudzych racji oraz ustępować. I źle by się stało, gdyby to do takiej nieuzasadnionej spolegliwości nakłaniali nasz naród... narodowcy - czy ktoś, kto akurat stara się pełnić ich obowiązki.

Konrad Rękas
dziennikarz, były radny i przewodniczący
Sejmiku Województwa Lubelskiego

Opublikowano także na:
konserwatyzm.pl
mysl.polska.pl


Prof. Wolniewicz o sprawie Grzegorza Wysoka



Sygn. akt III K 359/11

Zarządzenie

Przewodniczący III Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie, z upoważnienia s. Aleksandry Macheli-Dzik na podstawie art. 429 par. 1 i 2 kpk. zarządza odmówić przyjęcia zażalenia złożonego przez oskarżonego pana Grzegorza Wysoka na postanowienie Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie z dnia 20 lutego 2012 r. z uwagi na jego niedopuszczalność.

Uzasadnienie

Dnia 20 lutego 2012 r. Sąd wydał postanowienie w przedmiocie wniosku o pominięcie dowodu z opinii. 27 lutego 2012 roku do tutejszego Sądu wpłynęło pismo oskarżonego kwestionujące wskazane rozstrzygniecie zatytułowane zażalenie. Zażalenie to złożone przez oskarżonego nie może otrzymać biegu z uwagi na fakt, iż jest niedopuszczalne z mocy ustawy. Zgodnie z art. 459 kpk zażalenie przysługuje tylko na postanowienia sądu zamykające drogę do wydania wyroku, chyba że ustawa stanowi inaczej, jak również na postanowienia co do środka zabezpieczającego i na inne postanowienia w wypadkach przewidzianych w ustawie. Postanowienie w przedmiocie dowodu nie zamyka drogi do wydania wyroku, nie dotyczy środka zabezpieczającego, ani żaden przepis szczególny nie otwiera drogi do jego zaskarżenia. Stąd też zażalenie na wskazane postanowienie należy uznać za niedopuszczalne z mocy ustawy i zgodnie z treścią art. 429 par. 1 kpk odmówić jego przyjęcia. Ubocznie wskazać należy, iż zakres i sposób przeprowadzenia postępowania dowodowego może być kwestionowany w apelacji od wyroku kończącego postępowanie. Z tychże też względów należało zarządzić jak na wstępie. Na powyższe zarządzenie przysługuje zażalenie do Sądu Okręgowego w Lublinie V Wydział Karny Odwoławczy w terminie siedmiu dni od jego doręczenia. Zażalenie wnosi się do Sądu, w którym wydano zarządzenie - art. 429 par. 2 kpk oraz art. 428 par. 1 kpk.

Sekretarz Sądu

18 czerwca 2012 r.

Sądy po lubelsku - kara dla niewygodnego ławnika
i fikcja wymiaru sprawiedliwości

W dniu 25 maja 2012 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód skazał Ryszarda Milewskiego, przewodniczącego Rady Ławniczej w latach 2004 - 2007 Sądu Rejonowego w Lublinie na grzywnę w postępowaniu karnym uproszczonym. Akt oskarżenia wniosła 20 listopada 2007 r. Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ na podstawie dochodzenia prowadzonego przez Policję, a pokrzywdzoną miała być adwokatka żony R. Milewskiego Katarzyna S., reprezentująca ją w sprawie rozwodowej. Milewskiego oskarżono o czyny z art. 190 par. 1 kk, a dokładnie o to, że w miesiącu lutym 2007 r. dnia bliżej nieustalonego w Lublinie groził telefonicznie Katarzynie S. pozbawieniem życia oraz w dniu 2 maja 2007 roku w Lublinie w budynku Sądu Okręgowego wypowiadał pod adresem mecenas Katarzyny S. groźby pozbawienia życia, a także zdrowia, co wzbudziło u pokrzywdzonej uzasadnioną obawę, że groźby zostaną spełnione. Przestępstwo z artykułu 190 kk jest przestępstwem skierowanym przeciwko wolności człowieka w sferze psychicznej tj. wolność od strachu, zastraszania. Groźba karalna zawiera zapowiedź popełnienia przestępstwa na szkodę pokrzywdzonego. Warunkiem przestępności takiego czynu jest, aby groźba wywoływała uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona. W doktrynie oraz orzecznictwie najwięcej kontrowersji wzbudza kwestia realności tej groźby. W orzeczeniach Sądu Najwyższego podnosi się, iż znamię wzbudzenia obawy należy oceniać subiektywnie to jest z punktu widzenia odczuć osoby zagrożonej. Inni autorzy podkreślają, że subiektywna ocena jest niewystarczająca, ponieważ o tym czy obawa jest uzasadniona decydować będą realne przesłanki odwołujące się do kryteriów zdroworozsądkowych. Jak wynika, wyrokowanie o tym, czy zaistniała groźba karalna może mieć charakter w dużym zakresie uznaniowy, zależny od dyskrecjonalnych ocen sędziego. Proces p. Ryszarda Milewskiego wzbudził potężne wątpliwości u opinii publicznej nie tylko z tego powodu, że ocena realności tej groźby jest bardzo subiektywna, lecz przede wszystkim w związku z niezapewnieniem warunków do rozpoznania sprawy w sposób, który nie rodziłby obaw opinii publicznej co do możliwości rozstrzygnięcia w sposób całkowicie obiektywny oraz bezstronny. Opinia publiczna w większości była przekonana, że żadne groźby nie miały miejsca.

Pan Ryszard Milewski był nie tylko ławnikiem Sądu Rejonowego w Lublinie, lecz także przewodniczącym Rady Ławniczej tego Sądu w latach 2004 - 2007. Za czasów ministra Zbigniewa Ziobro w 2006 roku po zetknięciu się z przypadkami korupcji w sądach - jak to wówczas oceniał napisał skargę do ministra sprawiedliwości. Już to wystarczałoby za powód do wystąpienia przez Sąd na podstawie artykułu 37 kpk do Sądu Najwyższego w Warszawie o przekazanie tej sprawy do rozpoznania innemu Sądowi równorzędnemu w innej apelacji z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości to znaczy po to, aby w oczach opinii publicznej nie powstawały obawy co do braku obiektywizmu Sądu. Sąd jednakże tego nie zrobił z własnej inicjatywy, zaś wnioski oskarżonego w tym zakresie odrzucał. Było to zaskakujące, bo w tej sprawie miały miejsce też inne ważne uwarunkowania. Jak już wyżej wspomniano pokrzywdzoną jak również oskarżycielką posiłkową w sprawie była prominentna lokalna prawniczka - Katarzyna S., reprezentująca żonę R. Milewskiego w procesie rozwodowym. Prowadziła proces Doroty Milewskiej w karygodny sposób, m.in. wykorzystując bezpodstawne sugestie, iżby p. Ryszard Milewski miał molestować swoją kilkuletnią córeczkę. W tej sprawie śledztwo prowadziła Prokuratura w Lubartowie, która je umorzyła w marcu 2007 roku (sygnatura akt Ds. 241/07 r.), stwierdzając brak danych uzasadniających podejrzenie zaistnienia przestępstwa. Nadto żona Milewskiego była w Sądzie Rejonowym w Lublinie kuratorem społecznym, zaś w Sądzie tym pracują bądź pracowali liczni członkowie jej rodziny. Należą do nich (informacje od pana Ryszarda Milewskiego) sędzia Agnieszka Smoluchowska i jej mąż sędzia Wojciech Smoluchowski (sędzia Smoluchowska orzeka nawet w III Wydziale Karnym Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie, który sądził Milewskiego), starsza siostra żony Agnieszka Grobelska - jako główna księgowa, a ławnikiem była bratowa żony - Iwona Domańska.

Żadnej z wyżej wymienionych okoliczności pomimo że były podnoszone przez Ryszarda Milewskiego Sąd Rejonowy nie uznał za wystarczającą przesłankę do zwrócenia się do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy do innego Sądu, zaś w odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania sugerowano natomiast, że p. Ryszard Milewski może celowo dążyć do destrukcji wymiaru sprawiedliwości "poprzez chęć nieuzasadnionego wpływania na właściwość sądów", a z kolei jego argumenty miały polegać tylko "na prezentowaniu stanowiska, iż wydano w stosunku do niego niekorzystne orzeczenia". Jak mi się zdaje stanowisko Sądu Rejonowego Lublin-Zachód jest rażąco niezgodne z dobrem wymiaru sprawiedliwości. Wprawdzie instytucja ta przewidziana w artykule 37 kpk ma charakter wyjątkowy i nie powinna być nadmiernie wykorzystywana (por. m.in. OSNKW: 3-4/1994, poz. 20; 1-2/0996, poz. 6), ale "dobro wymiaru sprawiedliwości wymaga eliminowania sytuacji, które mogą wywołać u uczestników postępowania i postronnych obserwatorów procesu przeświadczenie (choćby b. mylne) o niemożności bezstronnego rozpoznania danej sprawy" (2003.12.10, Postanowienie SN, III KO 42/03). Sąd Najwyższy podkreśla, że wysuwanie zastrzeżeń wobec pracy Sędziów nie może prowadzić - co do zasady - do wyłączenia właściwości miejscowej Sądu na podstawie artykułu 37 kpk, lecz stwierdza też, że: "należy mieć na uwadze natężenie konfliktu oraz że postępowanie to powinno toczyć się w warunkach, w których prawidłowość orzekania nie będzie wzbudzała, także w społecznym odczuciu, wątpliwości oraz zastrzeżeń co do bezstronności procedowania i rozstrzygania w danej sprawie" (2 VII 2003 roku, postanowienie SN, III KO 20/03). Bo przecież konflikt pomiędzy Milewskim a lokalnymi sędziami w sposób oczywisty osiągnął znaczne rozmiary - składał on przecież wcześniej skargi na sędziów tego Sądu, w sądzie tym pracował zarówno on jak i jego żona, a ponadto do dzisiaj pracują tam krewni jego żony, mogący być zainteresowani wydaniem niekorzystnego orzeczenia w prowadzonej przeciwko niemu sprawie. Sąd Rejonowy Lublin - Zachód w oczywisty sposób popełnił błąd nie składając wniosku do Sądu Najwyższego na podstawie art. 37 kpk.

3 czerwca 2012 r.

Ryszard Milewski - samorządowiec oraz były przewodniczący Rady Ławniczej w Lublinie opowiada o swojej walce z korupcją w wymiarze sprawiedliwości i konsekwencjach jakie go za to spotkały. Pan Milewski na skutek pomówień i fałszywych zeznań pełnomocnika swojej żony mec. Stefaniuk został na dwa miesiące wtrącony do więzienia, a następnie niesłusznie skazany nieprawomocnym wyrokiem. Jest to pryncypialny przykład do czego mogą posunąć się ludzie mający układy oraz władze w dzisiejszej Polsce.

Grzegorz Wysok
red. naczelny "Biuletynu"


Sposób procedowania w niniejszej sprawie rodzi także mnóstwo innych pytań. Ryszard Milewski został aresztowany 30 marca br. na podstawie nakazu wydanego przez sędzię Iwonę Suchorowską Chmielowiec. Jako podstawę jego aresztowania podano bezprawne utrudnianie postępowania karnego. Prezes Sądu Rejonowego Lublin - Zachód podał, że "przez okres czterech lat nie doszło do skutecznego rozpoczęcia postępowania, gdyż uniemożliwiała to postawa oskarżonego". Tą samą informację podał Rzecznik Prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie, wyjaśniając dodatkowo, że "sprawa wpłynęła do Sądu 21 kwietnia 2008 roku" Twierdzenie, iż przez prawie cztery lata nie można było skutecznie rozpocząć postępowania z powodu postawy oskarżonego jest, delikatnie to formułując dalece nieścisła. Przede wszystkim z prowadzenia sprawy wyłączyło się (jak nam podaje pan Ryszard Milewski) jedenastu sędziów. Potwierdził to Rzecznik Prasowy sędzia Artur Ozimek, informując, iż: "najpierw wyłączyli się sędziowie z XV Wydziału Grodzkiego z uwagi na to, iż oskarżony był ławnikiem w tym wydziale i sędziowie znali go osobiście, następnie kolejna sędzia została wyłączona z powodu, że była sędzią sprawozdawcą w sprawie, która dotyczyła tego samego zdarzenia, ale oskarżonym była pokrzywdzona w niniejszej sprawie. Był to b. subsydiarny akt oskarżenia wniesiony przez oskarżonego". Potem sędziowie zmieniali się. W okresie tych czterech lat postępowanie prowadziło - jak okazuje się oraz jak przyznał to w odpowiedzi na szczegółowe późniejsze pytanie z dnia 1 czerwca 2012 roku SSO A. Ozimek - sześciu różnych sędziów zaś nie jeden, jak mogłoby wynikać z informacji udzielonych przez Sąd w dniu 16 maja 2012 r. Ryszard Milewski wyjaśnia to szczegółowo: najpierw wyrok nakazowy z 8 maja 2008 r. /XVII K 658/08 (kara grzywny 800 zł) wydał sędzia Paweł Bodio. Po złożeniu przez oskarżonego sprzeciwu od wyroku sprawę rozpoczęła prowadzić "p. sędzia Joanna Bis-Banach, która zaczęła chorować. Następnie przewód sądowy rozpoczęła sędzina Agnieszka Starub-Cegiełko. Potem nastąpiła długotrwała reorganizacja sądu oraz przeprowadzka części sądu do Świdnika. Sędzia Agnieszka Straub-Cegiełko przeszła do IV Wydziału Karnego, gdzie została przewodniczącą, dlatego też wyznaczono ponownie sędzię Bis-Banach, która się wyłączyła. Następnie wyznaczono p. sędzinę Katarzynę Gałus, która umorzyła postępowanie. Na takie postanowienie strony złożyły zażalenie. Dopiero potem sprawę otrzymała sędzia Iwona Suchorowska-Chmielowiec, która 15 marca 2012 roku nakazała areszt". Jak widzimy przyczyny długotrwałego procedowania z jednej strony znajdują wyjaśnienie w działaniu samego Sądu (choroby sędziów, reorganizacje sądu, awanse, etc.), z drugiej jednak strony wynikają ze zwyczajnych procedur sądowych (zaskarżanie orzeczeń i powrót sprawy do sądu pierwszej instancji). Zwraca uwagę, że w sprawie było m.in. wydane "postanowienie o umorzeniu postępowania z uwagi na znikomy stopień społecznej szkodliwości, które zostało szybko uchylone przez Sąd Okręgowy w Lublinie do ponownego rozpoznania" (informacja Rzecznika Prasowego). Rażącym nadużyciem jest zatem twierdzenie Prezesa Sądu Rejonowego Lublin-Zachód, że sprawa nie mogła się rozpocząć przez cztery lata z winy oskarżonego, gdyż ona przez cały okres toczyła się nieprzerwanie.

Iwona Suchorowska-Chmielowiec postanowiła bardzo szybko wydać wyrok. Przydzielono jej sprawę (Sygnatura akt III K 482/11) w październiku 2011 roku. Do 15 marca 2012 r. zdążyła ustalić aż pięć terminów rozpraw, na których oskarżony Milewski był nieobecny oraz "zarządzić badanie Ryszarda Milewskiego w miejscu zamieszkania a także ustalić, że przeprowadzenie było nieskuteczne, bowiem tenże mimo wiedzy o terminie badania uniemożliwił jego przeprowadzenie, ustalić, że nieskuteczne były próby doręczenia mu korespondencji za pośrednictwem Policji i zastosować środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania" (informacja od Rzecznika Prasowego). Zatem tempo było iście ekspresowe. Pan Ryszard Milewski wyjaśnia, że w tymże okresie był już poważnie chory (choroby serca, kręgosłupa, astma, podejrzenie nowotworu jelit i skierowanie do szpitala), przedkładał także zwolnienia od lekarzy sądowych, nie miał wiedzy o terminie badania lekarskiego i wnioskował o prowadzenie rozprawy podczas jego nieobecności. Ponadto miał adwokata, który kilkakrotnie podnosił, że w postępowaniu uproszczonym obecność oskarżonego nie jest konieczna na rozprawach. Pomimo to postanowienie o aresztowaniu nie zostało uchylone. Milewskiego przetrzymywano w areszcie od dnia 30 marca do 25 maja 2012 r. Jeden dzień w areszcie przebywał nawet już po zamknięciu przewodu sądowego, co jest istnym curiosum, gdyż sędzia uznała - nie wiadomo na podstawie jakiego przepisu - że musi być aresztowany aż do ogłoszenia orzeczenia. W wyroku, który zapadł 25 maja br. orzeczono grzywnę 1200 zł, a więc aresztowanie było bezzasadne na podstawie art. 259 par. 2 kpk ("tymczasowego aresztowania nie stosuje się, gdy to na podstawie okoliczności sprawy można przewidywać, że sąd orzeknie w stosunku do oskarżonego karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania lub karę łagodniejszą albo że okres tymczasowego aresztowania przekroczy przewidywany wymiar kary pozbawienia wolności i to bez warunkowego zawieszenia"). Niezrozumiałe jest przy tym tak długie pozbawienie wolności R. Milewskiego. Nawet, gdyby założyć, że obecność oskarżonego na rozprawie była niezbędna w celu złożenia wyjaśnień to areszt powinien być niezwłocznie uchylony po ich odebraniu. A ponadto, zgodnie z art. 259 par. 1 - "jeżeli szczególne względy nie stoją temu na przeszkodzie, należy odstąpić od tymczasowego aresztowania, zwłaszcza w sytuacji gdy pozbawienie oskarżonego wolności: 1) spowodowałoby dla jego życia, jak równiez zdrowia poważne niebezpieczeństwo", a taki przypadek zachodził z powodu chorób Milewskiego. Zgodnie z informacją p. sędziego Artura Ozimka: "Milewski 30 marca został zatrzymany, a 19 kwietnia został doprowadzony na rozprawę do sądu (termin rozprawy był wyznaczony zanim oskarżony został zatrzymany)". Widać, że po aresztowaniu R. Milewskiego sędzia się już nie spieszyła z procedowaniem... Jest to niezgodne z orzecznictwem Trybunału Praw Człowieka. Lubelski sąd zupełnie nie zastosował się do wymogu niezwłocznego doprowadzenia tymczasowo aresztowanego, tzn. nie stawiającego się na wezwania do sądu, określonego w art. 5 ust. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (por. wyrok czwartej Izby Trybunału z dnia 11 lipca 2006 r. skarga nr 2192/03 w sprawie Harkmann przeciwko Estonii). Z zupełnie dla nas niewytłumaczalnych powodów po doprowadzeniu Ryszarda Milewskiego do Sądu w dniu 19 kwietnia br. był on jeszcze przetrzymywany w areszcie przez ponad miesiąc (do 25 maja).

Jak się zdaje Sąd Rejonowy w Lublinie popełnił liczne błędy podczas procesu Ryszarda Milewskiego. Nie zapewnił warunków do prowadzenia sprawy w sposób bezstronny i nie budzący wątpliwości opinii publicznej oraz oskarżonego. Z kontrowersyjnych powodów zastosował tymczasowe aresztowanie oraz trzymał ciężko chorego człowieka ostatecznie skazanego na niewielką grzywnę dwa miesiące w areszcie śledczym, nie zapewniając mu warunków ani do właściwego leczenia, ani także do przeprowadzenia niezbędnych badań. Ryszard Milewski jest przekonany, że wyrok jest całkowicie bezpodstawny i jest skutkiem prowadzenia sprawy przez nieobiektywny Sąd. W realiach tej sprawy i wobec okrucieństwa związanego z tymczasowym aresztowaniem trudno jest nie podzielać jego wątpliwości. Ryszard Milewski to szanowany działacz społeczny. Z powodu wniesionego przeciwko niemu aktu oskarżenia przestał pełnić funkcję ławnika sądowego. Jest jednak obecnie Przewodniczącym Zarządu Dzielnicy Śródmieście. Gdy przebywał w areszcie, petycje z prośbą o jego uwolnienie, a także gotowość złożenia poręczenia przedłożyło kilka instytucji i około dwudziestu osób (w tym troje posłów Pan Krzysztof Michałkiewicz z PiS, Jarosław Żaczek z Solidarnej Polski, Zofia Popiołek z Ruchu Palikota, liczni radni i działacze społeczni). Z powodu wyroku skazującego Milewski może stracić pracę, gdyż jest pracownikiem samorządowym. Byłoby to wysoce właściwe, aby w niniejszej sprawie Sąd Okręgowy w Lublinie podczas rozpatrywania ewentualnej apelacji skorzystał z art. 37 kpk, celem uniknięcia dalszych przypuszczeń co do możliwego braku bezstronności. Opinia publiczna nie chce w sądach nepotyzmu, a także działań odwetowych ze strony prominentnych prawników. Nie może się również podobać podawanie nieprawdy przez Prezesa Sądu Rejonowego Lublin-Zachód Pana Wojciecha Wolskiego, który to twierdzi, że oskarżony Milewski przez cztery lata uniemożliwiał rozpoczęcie postępowania, gdy w rzeczywistości proces (Sygn. akt III K 482/11) toczył się od października 2011 r. i tylko w stosunku do tego okresu można byłoby badać, czy nieobecności oskarżonego Ryszarda Milewskiego były usprawiedliwione, czy też nie.

__________

18 czerwiec 2012 r.
Sąd Rejonowy w Lublinie -
Kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Wysokowi,
który jest oskarżony o szerzenie treści antysemickich i rasistowskich.
Zeznaje świadek - lekarz Eugeniusz Sendecki
Sygn. akt III K 239/10





Stanisław Michalkiewicz o Wysoku

Cudze poglądy

Podczas kameralnego spotkania, jakie miałem w stolicy Kolumbii Brytyjskiej Victorii z tamtejszymi Polakami pewna pani, którą interesowało, kto mnie tutaj przysłał i za czyje pieniądze wygłosiła pogląd, że cudze poglądy trzeba szanować. To stanowisko wydaje się typowe dla politycznej poprawności, ale mam wrażenie, że brak mu konsekwencji. Przecież i w naszym nieszczęśliwym kraju michnikowszczyna ma pełne usta frazesów o tolerancji i że "wszyscy ludzie będą braćmi", ale niech no tylko ktoś piśnie o potrzebie ujawnienia agentury w strukturach państwa, czy też wyrazi się krytycznie o postępowaniu starszych oraz mądrzejszych - to zaraz nie tylko podnosi się klangor, ale również stada czekających w pogotowiu delatorów zasypują donosami niezawisłe sądy, które mozolnie wprawiają w ruch młyny tak zwanej sprawiedliwości. Właśnie 18 czerwca odbędzie się w Lublinie kolejna odsłona rozprawy przeciwko panu Grzegorzowi Wysokowi, oskarżonemu z inicjatywy redaktora "Gazety Wyborczej" p. Karola Adamaszka o "antysemityzm" m.in. na podstawie artykułu w którym napisał o "Chamach" oraz "Żydach". Czy K. Adamaszek okazał szacunek poglądom pana Grzegorza Wysoka? Na pewno nie, gdyż okazanie im szacunku wyglądałoby zupełnie inaczej. Nie wymagam naturalnie, by pan Adamaszek zadał sobie trud dowiedzenia się, iż "Chamy" oraz "Żydy" to były frakcje w PZPR, które nawzajem tak właśnie się przezywały, lecz żeby przynajmniej nie donosił! A podobne nadzieje wyrażał francuski polityk Arystydes Briand. Dowiedziawszy się wszak, że pewien podległy mu dyplomata podczas oficjalnej audiencji narobił w spodnie, rzekł z goryczą: "nie wymagam wiele; żeby chociaż nie s...li na audiencjach, zaś i tego nie mogę się doprosić!".

Ale pełne fałszu i obłudy postępowanie michnikowszczyny to jedno, zaś poglądy pani uczestniczącej w spotkaniu to rzecz druga. Czy wystarczającym powodem szacunku dla poglądu jest okoliczność, iż jest to pogląd cudzy? Od razu już widać, że to stanowisko trudno obronić. Okazywanie szacunku poglądom dlatego, iż są cudze, oznaczałoby, że mniej szanujemy poglądy własne. A w przypadku półinteligentów to może nawet być prawda; ponieważ nie mają własnych poglądów, wychwalają cudze w nadziei, że w ten sposób ukryją własną pustotę. Na tym właśnie podłożu, wyrósł jak sądzę autorytet pana red. Michnika, który w warunkach sławnej transformacji ustrojowej pełni w ten sposób - być może nawet bez swojej wiedzy oraz zgody - obowiązki Józefa Stalina. Ale nawet w przypadku, gdy ktoś pogardza własnymi poglądami, albo ich nie ma, to przecież jeszcze nie oznacza, że powinien szanować poglądy cudze, tylko dlatego, że są cudze. Weźmy dla przykładu pogląd w swoim czasie wyrażony publicznie przez syna pani wicemarszałek Sejmu Pani Wandy Nowickiej, że mianowicie polscy oficerowie zostali zamordowani w Katyniu słusznie, gdyż w przeciwnym razie komunistyczna rewolucja w Polsce byłaby jeszcze trudniejsza. W stosunku do pani uczestniczącej w kameralnym spotkaniu był to niewątpliwie pogląd cudzy, lecz nie odważyłbym się przypisywać jej szacunku dla niego tym bardziej, że podkreślała swoją miłość do Polski. Być może i pan Nowicki Polskę na swój sposób kocha, bo chciałby obdarzyć ją, a przy okazji i nas wszystkich czymś, co uważa za sam cymes - mianowicie komunizmem. Niech nas jednak Bóg broni od takiej miłości. Wszak jest to chyba najlepsze uzasadnienie argumentu, że szanować trzeba poglądy słuszne, zaś nie poglądy cudze. Że pogląd na szacunek musi zasłużyć zwłaszcza, że nie brakuje w naszym kraju ludzi, którzy z zagadkowych przyczyn próbują nam wciskać różne cudze poglądy.

Stanisław Michalkiewicz

Źródło -
"Nasz Dziennik" z 16 czerwca 2012 r.


O tym, że w polskim wymiarze sprawiedliwości nie dzieje się najlepiej wiadomo od lat. Sędziowie mieli być poza wszelkimi podejrzeniami. Tymczasem w wymiarze sprawiedliwości brylują osoby, będące synonimem kumoterstwa i niesprawiedliwości. W rezultacie obecnie to z kraju nad Wisłą trafia najwięcej wniosków do Strasburga, a Polska jest według najnowszych raportów światowych najbardziej skorumpowanym państwem w Unii Europejskiej z korupcją szalejącą nawet w urzędach, które miały jej przeciwdziałać. Wielokrotne zwiększenie nakładów finansowych w ostatnich latach na polskie sądownictwo jak widać nie pomogło. Skalę problemu zbezkarnienia środowiska sędziowskiego trafnie przedstawił Pan Leszek Romanowski w artykule pt. "Sprawiedliwość w lubelskich sądach", który z przyjemnością publikujemy w naszym "Biuletynie".

Tadeusz Zieliński

Sprawiedliwość w lubelskich sądach

44 proc. Polaków źle ocenia wymiar sprawiedliwości. Połowa z nas widzi w sądach oraz prokuraturze korupcję. Główne wady systemu to zawiłe procedury, brak kadr, jak również biurokracja. Ponad 70 proc. ankietowanych uważa, że wyroki, które zapadają w Polsce są niesprawiedliwe. Takie były wyniki sondażu przeprowadzonego w lutym br. na próbie 1,5 tysiąca osób przez konsorcjum IBC Group&Homo Homini - w ramach projektu pod nazwą "Ułatwianie dostępu do wymiaru sprawiedliwości". Być może wpływ na nie miał mocno nagłaśniany w pierwszych dniach lutego 2012 roku przypadek zwolnienia przez Sąd Rejonowy w Kościanie tuż przed uprawomocnieniem się wyroku, skazanego na trzy lata więzienia za gwałt na byłej żonie 32-letniego Jana Sz., który zaraz po wyjściu na wolność zamordował byłą szwagierkę oraz jej konkubenta. Kobieta zeznawała przeciw niemu. Sprawca ścigany przez policję popełnił samobójstwo. Trzy tygodnie później, 22 lutego br., lubelski sąd zwolnił z aresztu 32-letniego Marka W. z Chodla, który to trafił na trzy miesiące za kraty za znęcanie się nad rodziną. Marek W. odwołał się oraz opuścił areszt, zaś po trzech dniach pijany zamordował swoją żonę. Był to drugi w ciągu kilku tygodni tego rodzaju wypadek w Polsce. Pewnie ta tragedia rozeszłaby się po kościach, gdyby nie wypowiedzi przed kamerami przewodniczącej wydziału odwoławczego Sądu Okręgowego w Lublinie sędzi Anny Samulak. Zabrała ona głos w zastępstwie cenionej przez dziennikarzy rzecznik prasowej sądu sędzi Barbary du Château, która przebywała w tym czasie na urlopie. To, co mówiła do mikrofonu sędzia Samulak da się zamknąć w stwierdzeniu "Niezawisły Sąd orzekł jak orzekł gdyż miał do tego prawo. Takie przypadki się zdarzają". Sędzia jednak zapomniała, że najgłębsze nawet uwagi wypowiedziane nieznoszącym sprzeciwu tonem odbierane będą przez widzów jako arogancja. Postawa sędzi Samulak została drobiazgowo opisana przez tabloidy, które nie zostawiły na niej suchej nitki.

Prowincjonalna sprawiedliwość

Ze stolicy kraju nie zawsze dobrze widać, lecz to dopiero lokalne mass-media pełne są bulwersujących przykładów. Chociażby wspomniany Lublin. Jednym z najgłośniejszych i najlepiej opisanych przypadków jest słynna sprawa zabójstwa maturzystów w Chełmie. W nocy z 31 maja na 1 czerwca 2000 roku od pocisku wystrzelonego z broni myśliwskiej w tamtejszym barze "Miś" zginęło dwóch młodych ludzi Adam K. oraz Artur T. Chłopcy znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Zabójca miał odmienny cel oraz motyw. Chodziło mianowicie o porachunki gangsterskie w lokalnym półświatku. Tragedia maturzystów trafiła na pierwsze strony gazet. Lubelska prokuratura okręgowa razem z Komendą Wojewódzką Policji powołały specjalny zespół dochodzeniowy, który miał schwytać sprawcę i jego mocodawców. Wkrótce akt oskarżenia usłyszało "czterech bandytów" - jak pisała lokalna prasa. Groziło im dożywocie. I co? I nic. W 2005 roku sąd apelacyjny uchylił wyrok wydany w sądzie okręgowym, wytykając jednocześnie "liczne uchybienia", z których najpoważniejszym było niezapoznanie się z aktami sprawy przez jednego z sędziów i ławników! Sprawa zabójstwa maturzystów w Chełmie toczy się do dziś przed surowym obliczem Temidy oraz końca jej nie widać. Krążące po mieście plotki głoszą, że została "skręcona". Zaraz po zabójstwie maturzystów policyjny pies tropiący zaprowadził funkcjonariuszy do hotelu "Kamena" w Chełmie, do właściciela znanej w mieście agencji towarzyskiej. Nie został on jednak zatrzymany w areszcie, lecz jedynie przesłuchany w charakterze świadka, po czym wkrótce ślad po nim zaginął. Policja chełmska oraz prokuratura jakoby bały się zatrzymać go ze względu na rozległą wiedzę o związkach funkcjonariuszy z lokalnym półświatkiem. Równie głośny przypadek to sprawa komendanta Władysława Szczeklika. "Największa kompromitacja prokuratury", jak powiadają o niej w Lublinie. Szczeklik trafił do aresztu w grudniu 2001 r., gdy dwóch pracowników lombardu zeznało, że wziął jako łapówkę sprzęt RTV i biżuterię warte 9 tys. złotych. W zamian miał on informować właściciela o prowadzonych wobec niego działaniach policji. Oskarżenie przekreśliło jego karierę. Szczeklik w chwili aresztowania był typowany do objęcia funkcji komendanta wojewódzkiego lubelskiej policji. W 2008 roku sąd okręgowy w osobie sędziego Artura Makucha podkreślił w sentencji, iż śledczy dopuścili się tzw. "rażących błędów" popełnionych w postępowaniu przygotowawczym. Wspomniał o lekceważeniu dowodów oraz pomijaniu wszystkiego co przemawiało na korzyść policjanta. W ocenie obserwatorów uzasadnienie wyroku stanowiło de facto akt oskarżenia przeciw prokuraturze. Postępowanie w tejże sprawie prowadzili prokuratorzy Maciej Florkiewicz i Cezary Pakuła. Obaj od czasu skierowania do sądu aktu oskarżenia awansowali. Prokurator Florkiewicz pracował w Biurze Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej, obecnie pracuje w Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie, a Pakuła został szefem wydziału śledczego lubelskiej prokuratury okręgowej. W listopadzie 2008 r. rzecznik prasowy prokuratora generalnego Katarzyna Szeska, komentując sprawę dla "Dziennika Wschodniego" powiedziała: Analiza akt wykazała szereg nieprawidłowości w prowadzeniu postępowania przygotowawczego, lecz mimo stwierdzonych uchybień nie można jednoznacznie zakwestionować słuszności skierowania aktu oskarżenia przeciwko Władysławowi Szczeklikowi. Jest to zdumiewające oświadczenie zważywszy, iż w trakcie przewodu sądowego wyszło na jaw kilka bulwersujących faktów - na przykład, że Robert P., który pomówił Szczeklika był prowadzony agenturalnie przez dwóch funkcjonariuszy lubelskiego CBŚ Witolda K. i Marcina L. Marcin L. po odejściu ze służby zajął się tym, na czym zdaniem lubelskiej prokuratury znał się najlepiej, to znaczy zorganizowaną przestępczością. W grudniu 2006 r. został aresztowany pod zarzutem kierowania grupą przestępczą. Lecz wcześniej spędził trzy lata w areszcie pod zarzutem współpracy z największym gangiem złodziei samochodów w Lublinie. Jednym z koronnych dowodów w tej sprawie jest kaseta wideo, na której ten policjant CBŚ opowiada o "wspólnych" dokonaniach z osobami z półświatka. W tymże przypadku oprócz Marcina L. na ławie oskarżonych zasiadła prawie cała sekcja komendy miejskiej w Lublinie zajmująca się zwalczaniem złodziei samochodów. Nie jest żadną tajemnicą, że Marcin L. po odejściu z policji utrzymał kontakty towarzyskie z kolegami z Centralnego Biura Śledczego. A co ze Szczeklikiem? Ostatnio pracował na stanowisku radcy Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie ds. współpracy ze samorządem terytorialnym. Zdaniem moich zaufanych rozmówców "spuszczono go do kanału". Otrzymał odszkodowanie, zachował pensję i... tyle. Podobnych przykładów uzbierało się w Lublinie więcej.

Jak kręci się światek

Oczywiście nie jest tak, że każdy prokurator czy sędzia to skorumpowany do cna łobuz. Nie jest również tak, że każdy policjant bierze. Jednak jedna czarna owca może popsuć opinię dziesięciu uczciwych, ciężko pracujących ludzi. Lecz pytanie: cóż robić, jeśli z owiec uzbiera się stado? W połowie lutego 2012 po pościgu w centrum Lublina policja zatrzymała dwóch mieszkańców Zamościa Tomasza L. i Michała J. W ich samochodzie znaleziono kokainę, marihuanę i amfetaminę o łącznej wartości około 40 tys. zł. Jakież było zdumienie stróżów prawa gdy odkryli, że Tomasz kilka godzin przed zatrzymaniem opuścił salę sądową po usłyszeniu wyroku skazującego na rok w zawieszeniu na trzy lata za handel narkotykami! Tajemnicą sukcesu dilera był dobry adwokat i niezawisły sąd. Wiedzą o tym dobrze bracia M., którzy w latach 90., zdaniem lubelskiej prokuratury, na masową skalę handlowali kradzionymi luksusowymi autami. Na jednej z należących do nich posesji policjanci znaleźli kilka najdroższych mercedesów. Akt oskarżenia trafił do sądu okręgowego. Braci bronił jeden z najlepszych lubelskich adwokatów. Zostali więc uniewinnieni. Sąd apelacyjny uchylił ten wyrok z powodu licznych uchybień. Sędzia, który go wydał trafił do innego wydziału. W 2002 r. sporo zamieszania wywołała też w Lublinie publikacja gazety "Życie Warszawy" opisująca jak to sędzia Sądu Okręgowego Krzysztof Ogrodnik przed rozpoczęciem procesu zaproponował jednej ze stron werdykt. Stroną tą był biegły sądowy Krzysztof Wróblewski, w latach 80. działacz opozycji, który domagał się odszkodowania za niesłuszne aresztowanie. A po cóż mamy szarpać się miesiącami. Załatwmy to szybko i bez hałasu. Mogę dać 20 tys. zł i ani grosza więcej - powiedzieć miał sędzia. Nie muszę wyjaśniać, że takie praktyki są w polskich sądach niedopuszczalne. Czy da się dowieść, że w Lublinie na styku sądu, prokuratury i palestry dochodziło do zdarzeń nagannych? Nie, lecz istota systemu polega na tym, że sądy są niezawisłe, adwokaci niezależni, a prokuratorzy staranni i... prawie wszyscy się znają. System chroni tajemnica. Łatwiej jest przecież służyć sprawiedliwości, kiedy nikt nie zagląda przez ramię. Ale cóż tam narkotykowi dilerzy, lekarze łapownicy schwytani na gorącym uczynku czy to sprawcy groźnych wypadków opuszczający areszt po uiszczeniu niezbyt wysokiego poręczenia majątkowego! To się zdarza, choć niezbyt często. Każdy ekonomista powie, że prawdziwe pieniądze zarabia się na produkcji tanich towarów masowych. W lubelskim wymiarze sprawiedliwości powyższa zasada dotyczy rozwodów. Specjalizuje się w tym pewien mecenas - nazwijmy go "D". Postać znana z tego, że za odpowiednio wysoką (a nawet bardzo wysoką) opłatą rozwiedzie każdego. Lepiej więc nie mieć go za przeciwnika procesowego. O wybitnych talentach tego przedstawiciela palestry krążą po mieście legendy. Sposoby są bardzo proste: sugestia, że przeciwnik procesowy zdradza skłonności pedofilskie albo że regularnie uprawia przemoc domową, na co dowodem są notatki interweniujących policjantów. W przypadku kobiet można posłużyć się argumentem o lekkim prowadzeniu się lub znęcaniu się nad dziećmi itp. I cokolwiek by robił adwokat strony przeciwnej, mecenas "D" zawsze wygrywa! Genialność wspomnianej metody tkwi w tym, że sprawy rozwodowe toczą się zawsze z wyłączeniem jawności. Żaden sąd nie zgodzi się, by na sali znaleźli się niezależni obserwatorzy lub dziennikarze. Nie zezwoli na zapoznanie się z aktami spraw. Wolno się skarżyć oraz apelować od wyroku, lecz i tak nic to nie da. W skrajnych przypadkach, kiedy to strona stawia zbyt silny opór albo też brakuje dowodów może okazać się, że policja zostanie wezwana do interwencji, w której to trakcie przyjdzie najpierw użyć środków przymusu bezpośredniego, a następnie osadzić awanturnika w areszcie.

Odrębna kategoria to przypadki korupcji wśród lekarzy. Ostatnio w Lublinie głośno jest o sprawie lekarza Dariusza S., urologa, który to w 2005 roku dał się sfilmować minikamerą stacji telewizyjnej Polsat, jak przyjmował korzyść od jednego z pacjentów - Henryka W. Przy zatrzymaniu policjanci znaleźli przy nim 6,7 tysiąca zł. Prokuratura przedstawiła mu zarzut przyjęcia łapówki. Dariusz S. na krótko trafił do aresztu, z którego wyszedł za poręczeniem majątkowym. W trakcie postępowania śledczy dotarli do trzystu osób, które leczyły się w jego prywatnym gabinecie oraz na szpitalnym oddziale. Sześcioro z nich potwierdziło, iż w latach 1999 - 2005 wręczyło mu pieniądze. Ich wartość oszacowano na co najmniej tysiąc złotych w gotówce oraz alkoholach. Dariuszowi S. groziła wysoka kara. Potem w śledztwie nastąpił niespodziewany zwrot. W sprawę zamieszany miał być znany lubelski adwokat Mirosław K., który to namówić miał Henryka W. do wręczenia lekarzowi korzyści materialnej. Czyli prowokacji. Problem jednak w tym, że ów pacjent od czterech lat twierdzi, że mecenasa nie zna, pieniądze zaś otrzymał od dziennikarzy Polsatu rejestrujących zdarzenie ukrytą kamerą. Co ciekawe w aktach sprawy jest wydruk z bankomatu mieszczącego się w szpitalu w Lublinie kwoty pobranej przez jednego z reporterów przed zdarzeniem. Ponadto nie jest tajemnicą że ów adwokat skonfliktowany jest od lat z policją oraz obrońcą Dariusza S., byłym prokuratorem. W lipcu 2008 roku sędzia Grzegorz Dyrka skazał urologa na dziewięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, podnosząc w sentencji, iż osobą, która kierowała poczynaniami Henryka W., był adwokat. Interesujący wniosek, skoro w tym czasie proces mecenasa nawet się nie rozpoczął. Sprawa ta toczy się dziś przed sądem w Zamościu i sama w sobie zasługuje na szczególną uwagę ze względu na towarzyszące jej okoliczności. Zaraz na początku kwietnia 2012 r. sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie Piotr Morelowski uznał w trakcie rozprawy apelacyjnej doktora S., że przyjęcie przez niego kilku butelek alkoholu a także pieniędzy nie jest łapówką, gdyż jest to "utrwalony od lat zwyczaj". Czyn zarejestrowany kamerą TV "Polsat" został skierowany do ponownego rozpoznania ze wskazówkami, czy prowokacja nie zwalnia lekarza z odpowiedzialności. Prokuraturze, która dotychczas nie zgadzała się z taką oceną, przyszło pokornie przyznać, iż w polskim prawie karnym nie ma precedensów, a więc jeżeli w przeszłości jakiegoś lekarza skazano za to samo, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Opisany przypadek z pewnością będzie miał ciąg dalszy. 16 kwietnia 2012 roku przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces Krzysztofa P. oskarżonego o zamordowanie latem 2007 r. Pawła M. z Lubartowa. Przed budynkiem pikietowała rodzina ofiary, domagając się sprawiedliwości. Lokalny "Dziennik Wschodni" napisał, że prokuratura postawiła Krzysztofowi P. zarzut udziału w morderstwie, ale pod koniec ubiegłego roku wyszedł on na wolność. Powód? Zdaniem wspomnianej gazety - brak obciążających dowodów. A raczej ich słabość. Wolno zadumać się nad opisanymi historiami. To i tak dopiero wierzchołek góry lodowej. Obrońcy wymiaru sprawiedliwości tłumaczą, że "tak jest wszędzie", a poza tym "sądy są niezawisłe". Czy zatem wolno się dziwić, że ponad 70 procent ankietowanych w lutym Polaków uznało, że wyroki, które zapadają w Polsce, są niesprawiedliwe?

Leszek Romanowski

__________

Zapraszamy Rodaków z Wołynia i Podola oraz ich Rodziny przed pomnik Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego (dziedziniec KUL) w dniu 1 lipca 2012 o godz. 16.00 na spotkanie w obronie pamięci zamordowanych Polaków przez ukraińskich szowinistów z OUN-UPA. Ubiegłoroczny protest poruszył wiele światłych serc również w środowisku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, czego dowodem były liczne emaile popierające stanowisko dążące do anulowania nadanego doktoratu Honoris Causa b. prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. Organizatorem lubelskiej manifestacji w obronie pamięci ofiar ludobójstwa na Kresach jest Pan Zdzisław Koguciuk (tel. 0-698-967-884).

Tadeusz Zieliński

Wyrok go zniszczy

25 maja 2012 roku Ryszard Milewski został wypuszczony na wolność, lecz z wyrokiem skazującym go na grzywnę. Jeśli ten wyrok się uprawomocni to stracę środki do życia i mieszkanie - napisał Milewski w mailu do nas, prosząc o nagłośnienie sprawy. Milewski został aresztowany 30 marca. Zabrali mnie z pracy. Pięćdziesiąt siedem dni spędziłem w areszcie i to bezprawnie - mówi nam Ryszard Milewski. W 2007 r. zostałem fałszywie oskarżony o rzekome groźby wobec adwokatki mojej żony w sprawie rozwodowej. Mimo że jestem ciężko chory 30 marca 2012 roku zostałem aresztowany. Mój stan zdrowia (choroby serca, kręgosłupa, a do tego astma, podejrzenie nowotworu jelit i skierowanie do szpitala) nikogo nie obchodził. 25 maja br. zostałem wypuszczony na wolność po wyroku skazującym na grzywnę (grzywna wynosi 1200 zł z zaliczeniem aresztu a łącznie do zapłaty jest 3200 złote na co składają się koszty sądowe i wynagrodzenie adwokata - przyp. JD). "Jeśli wyrok się uprawomocni, stracę pracę, środki do życia i mieszkanie". To tylko fragment listu, jaki skierował do nas R. Milewski. Taki sam zawierający całą historię zamieścił na stronie http://fansnr.wordpress.com/2012/05/28/ryszardmilewski-c-d-sprawy/. Sprawa dotyczyła kierowania gróźb przez R. Milewskiego pod adresem adwokatki swojej żony. Nie groziłem śmiercią tej pani. Nie kłamię, zaś przed sądem powiedziałem całą prawdę. Jestem wierzący. Nie jestem agresywny, nikomu nie zrobiłem krzywdy oraz nie działam siłą. Zgodnie z prawem składam pisma, skargi. Stałem się ofiarą przestępstwa - tłumaczy się Milewski i zapowiada apelację. Został aresztowany, ponieważ przez wiele miesięcy nie stawiał się na rozprawy. Z powodu chorób. Jestem więc usprawiedliwiony - uważa Milewski. Ryszard Milewski jest przewodniczącym zarządu dzielnicy Śródmieście. Pracuje również w urzędzie miasta w Wydziale Spraw Administracyjnych. Jeśli wyrok się uprawomocni, straci pracę i funkcję przewodniczącego. Nie otrzymaliśmy jeszcze z sądu informacji o wyroku - napisała Katarzyna Mieczkowska Czerniak, rzeczniczka prezydenta Lublina.

(JD)

"Nowy Tydzień" -
lubelski tygodnik lokalny
nr 23 (289) z 4 VI-10 VI 2012 r.
Strona 5

Nadesłane do Redakcji...

Nazywam się Ryszard Milewski. W latach 2004-2007 byłem Przewodniczącym Rady Ławniczej w Sądzie Rejonowym w Lublinie. W 2006 r. po zetknięciu się z przypadkami korupcji w sądach napisałem skargę do Ministra Sprawiedliwości. W 2007 roku zostałem fałszywie oskarżony o rzekome groźby przez adwokatkę małżonki w sprawie rozwodowej Katarzynę S. z ustosunkowanej rodziny prawniczej. W tym sądzie pracują sędziowie z rodziny mojej żony (główny świadek oskarżenia). Wcześniej ten "duet" (Katarzyna S. i Dorota M.) pomówił mnie o molestowanie mojego dziecka (Prokuratura w Lubartowie wykluczyła molestowanie). Wyłączyło się jedenastu sędziów i zmieniali się sędziowie prowadzący sprawę. Kilkakrotnie i bezskutecznie składałem wnioski o przeniesienie tej sprawy do innego miasta. W 2011 sędzia Katarzyna Gałus zachowała się przyzwoicie i umorzyła sprawę, lecz Sąd Okręgowy kazał prowadzić sprawę od początku. Pomimo, że jestem ciężko chory 30 marca 2012 zostałem aresztowany na polecenie sędzi Iwony Suchorowskiej-Chmielowiec. Pomimo faktu poręczenia przez troje posłów różnych opcji za mnie nie chcieli mnie wypuścić z więzienia. Mój stan zdrowia (choroby serca, kręgosłupa, astma, podejrzenie nowotworu jelit oraz skierowanie do szpitala) nikogo nie obchodził. 25 maja 2012 r. zostałem wypuszczony na wolność po wyroku skazującym na grzywnę. Jeżeli się uprawomocni to stracę środki do życia i mieszkanie. Wyszedłem ze zrujnowanym zdrowiem, mam już 48 lat. Jest to zemsta lubelskiej mafii prawniczej. Mój numer 0-606-310-877. Mój adwokat mec. Andrzej Kuna (tel. 0-535-662-898) uważa
to wszystko za niesłychany skandal.
Proszę o kontakt.

Ryszard Milewski


Szefuje dzielnicy, pracuje w urzędzie. Groził?

Ryszard M., urzędnik z ratusza i przewodniczący zarządu dzielnicy Śródmieście, został skazany na grzywnę za groźby karalne pod adresem adwokatki swojej żony. Wcześniej prawie dwa miesiące spędził w areszcie. Ja nie mogłem się przyznać do czegoś, czego nie zrobiłem - stanowczo podkreśla Ryszard Milewski. Przewodniczący zarządu dzielnicy Śródmieście wyszedł w piątek z aresztu. Za kratami spędził prawie dwa miesiące. Mam wiele różnych dolegliwości. W areszcie pogłębiła mi się astma oskrzelowa - zapewnia. M. pracuje w lubelskim ratuszu. Jestem skromnym urzędnikiem oraz podinspektorem w biurze obsługi mieszkańców - tłumaczy. To właśnie w urzędzie pod koniec marca 2012 r. zatrzymała go policja. Ryszard M. ma kłopoty z lubelskim wymiarem sprawiedliwości, bo prokuratura oskarżyła go o grożenie śmiercią jednej z bardziej znanych lubelskich adwokatek. Do przestępstwa dojść miało w lutym i marcu 2007 roku gdy pani mecenas reprezentowała żonę mężczyzny w sprawie o rozwód. Ryszard M. walczył wtedy zaciekle o prawo do opieki nad córką i synem. Prawniczce miał grozić przez telefon, a także na korytarzu Sądu Okręgowego w Lublinie.

Akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do sądu w listopadzie 2007 roku. Rozprawy były wyznaczane średnio raz w miesiącu. Ryszard M. piętnaście razy prosił o ich odroczenie. Usprawiedliwiał się złym stanem zdrowia, co też zresztą potwierdzały zaświadczenia od uprawnionego lekarza - mówił nam Wojciech Wolski, prezes Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Dzielnicowego samorządowca długo nie mógł zbadać biegły. M. albo to nie odbierał wezwań, albo biegły nie mógł go zastać w domu. W końcu ekspert przebadał Ryszarda Milewskiego i ocenił, że ten może przychodzić do sądu. Dzięki temu udało się przynajmniej odczytać akt oskarżenia. Jednak M. przed kolejnymi rozprawami znowu przysyłał lekarskie zaświadczenia. Cierpliwość sądu się wyczerpała i dlatego to kazał go aresztować. Ale Ryszard M. widzi to zupełnie inaczej. Kiedy biegły był u mnie w domu to akurat spałem chory ze stoperami w uszach. Nie wpuściłem go do domu, gdyż nie słyszałem. Dlatego nie można mówić, że on mnie nie zastał. Przecież policja mogła wyłamać drzwi. W wyborach do Sejmu w 2007 r. M. startował z Ligi Polskich Rodzin. W przeszłości był ławnikiem oraz przewodniczącym Rady Ławniczej Sądu Rejonowego w Lublinie. W "Gazecie" pisaliśmy, że alarmował on ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o płatnej protekcji w wydziale cywilno-rodzinnym sadu okręgowego. Zarzuty się nie potwierdziły. W piątek sąd uznał go za winnego grożenia adwokatce i tego samego dnia wypuścił z aresztu. Ryszard M. został skazany na 1 200 zł grzywny. Paradoksalnie i tak tyle nie zapłaci - sąd za każdy dzień aresztu odliczył mu po 20 zł. Jeśli wyrok się uprawomocni Ryszard M. nie tylko będzie musiał pożegnać się z pracą w ratuszu, ale także straci funkcję przewodniczącego dzielnicy i nie wystartuje w kolejnych wyborach. On sam zapowiada apelację.

Karol Adamaszek
redaktor żydowskiej gazety dla Polaków

Źródło:
"Gazeta Wyborcza w Lublinie"
nr 124 (7549) z 29 V 2012 r.
Strona 1

Ryszard Milewski, samorządowiec z Lublina jest sądzony przez Sąd Rejonowy z powodu oskarżenia o rzekome groźby karalne. Oskarżycielem jest pełnomocnik żony w sprawie rozwodowej mecenas Katarzyna Stefaniuk z Lublina. Milewski, który publicznie ujawnił nieprawidłowe działania sędziowskiej palestry szybko stał się niewygodny dla lubelskich korporacji prawniczych. W razie skazania działacz narodowy zostanie pozbawiony pracy i dochodów, które umożliwiają mu obecnie opiekę nad dziećmi.

Tadeusz Zieliński

Rozprawa Ryszarda Milewskiego

24 maj 2012 r. (czwartek), godz. 12.00
Sąd Rejonowy w Lublinie
ul. Krakowskie Przedmieście 76
sala nr XIII

Na zdjęciu -
publikacja Pani Aldony Zaorskiej
- autorki poniższego artykułu

Odpieprzcie się od Grzegorza Wysoka!

Dziennikarz "Wyborczej" z Lublina bardziej żydowski od rabina

Co prawda, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej zapewnia, że w naszym kraju wobec prawa wszyscy są równi oraz wszyscy mogą swobodnie wyrażać swoje poglądy to jednak praktyka pokazuje coś dokładnie odwrotnego - wobec prawa są równi oraz równiejsi, zaś za wyrażanie poglądów i dziś można stanąć przed sądem. Na własnej skórze przekonał się o tym lubelski dziennikarz p. Grzegorz Wysok, którego o obrazę narodu żydowskiego oskarżył... dziennikarz tamtejszej "Gazety Wyborczej", niejaki Karol Adamaszek. Sprawa dotyczy skrytykowania przez Wysoka roszczeń majątkowych środowisk żydowskich wobec państwa polskiego, opiewających na 65 miliardów USD. Właśnie te napastliwe żądania, m.in. opierając się na historycznych faktach skrytykował Grzegorz Wysok, to z kolei zaś nie spodobało się Karolowi Adamaszkowi (albo "Gazecie Wyborczej" jako całości, zaś Adamaszek wystąpił jedynie jako jej przedstawiciel, chociaż oczywiście w aktach sprawy nie ma o tym ani słowa).

Gwoli sprawiedliwości przyznać należy, że wspomniany Karol Adamaszek cieszy się w Lublinie i okolicach sporą popularnością, zwłaszcza od czasu hymnów pochwalnych na cześć byłego burmistrza Kraśnika, którego całą duszą popiera PO, a prokurator obciąża poważnymi zarzutami. O ile burmistrza, słynnego w całej Polsce z próby hodowli palm (palmy nie doceniły pomysłu i wymarzły przy pierwszych przymrozkach) oraz wyjazdów na narty za publiczne pieniądze pan Adamaszek gorliwie bronił, o tyle równie gorliwie zaatakował Grzegorza Wysoka. Ten ostatni podobno obraził Żydów, np. poprzez użycie w swoim tekście określenia cytatu z "Dobrego wojaka Szwejka", fakt dosadnego, ale nie nawołującego bezpośrednio do nienawiści przeciwko nikomu i niczemu. Nawet użycie sformułowania "chamy oraz Żydy" miało być też obraźliwe. Co prawda jest to określenie historyczne i inteligentni ludzie o tym wiedzą, ale najwyraźniej Adamaszkowi wiedza ta była obca, może tak jak przygody sympatycznego Szwejka, dosadnie komentującego rzeczywistość. Sprawa ciągnie się od 2 lat i wygląda tak, jakby lubelski sąd za wszelką cenę chciał znaleźć dowody winy red. Wysoka. Rzecz ciekawa - biegłym w tej sprawie, który dopatrzył się wspomnianej obrazy i o opinię którego prokuratura sformułowała akt oskarżenia jest dr hab. UMCS Konrad Zieliński, który sam przyznał, że... pobiera granty od instytucji izraelskich siłą rzeczy żywotnie zainteresowanych skazaniem prawicowego dziennikarza. Grzegorz Wysok zwracał na tę sprzeczność uwagę sędziemu oraz wnosił o pominięcie wspomnianej opinii. Oczywiście bez skutku. Najwyraźniej sędzia A. Woźniak boi się narazić lubelskiej "Gazecie Wyborczej". I oto mamy absurdalną sytuację, gdzie to gazeta, która na swojej okładce umieszcza sążnisty stempel o zabijaniu prasy sama jakoś tak nie do końca uznaje wolność słowa lub uznaje ją co do niektórych przypadków. Zapewne gdyby redaktor Grzegorz Wysok zajął się "odbrązawianiem" historii Polski jak w "Gazecie Wyborczej" nazywane są ataki na patriotyczne podziemie to nie miałby dziś problemów. A tak sam jest sobie winien, bo okazało się, że krytyka środowisk żydowskich działa na "Wyborczą" jak płachta na byka.

Rzecz ciekawa - świadkowie na dotychczasowych rozprawach nie dopatrzyli się w tekście Grzegorza Wysoka nawoływania do nienawiści. Stwierdzili także, że dziennikarz opisał historyczne fakty. Z faktami dotychczas nie było dyskusji, lecz to najwyraźniej za sprawą światłego umysłu dziennikarza "Gazety Wyborczej" ta epoka już dawno minęła. Jeszcze ciekawsze jest, że Grzegorza Wysoka nie oskarżył ambasador Izraela w Polsce, ani też gmina żydowska. Uczynił to dziennikarz. Czyżby więc pan Adamaszek utożsamiał się z narodem żydowskim oraz chciał być bardziej żydowski od rabina? To może "Gazeta" przestanie się ukrywać za czerwonym jak szturmówka prostokącikiem i od razu umieści przy tytule gwiazdę Dawida. W końcu żydowska prasa ma pełne prawo ukazywać się w Polsce. Apel do redaktora Michnika brzmi - Odwagi! Żydzi zawsze byli dumni z tego, że są Żydami. Może czas w końcu z tej dumy skorzystać i się ujawnić?

Aldona Zaorska

Źródło:
"Gazeta Warszawska", "Gazeta Lubelska" -
tygodnik społeczno-polityczny
nr 19 (56) z 11-17 V 2012 r.
Strona 8



Na zdjęciu -
mec. Marian Barański
- konferencja w Polskiej Agencji Prasowej

Warszawa, 9 maja 2012 r.

Pan Jarosław Gowin
Minister Sprawiedliwości
Aleje Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa

Zwracam się do Pana ministra o uwolnienie z aresztu tymczasowego Kolegi Ryszarda Milewskiego, członka Stowarzyszenia, którego jestem prezesem. Ryszard Milewski został aresztowany w Lublinie w dniu 30 marca 2012 roku pod zarzutem karalnych gróźb pod adresem adwokatki oraz jej rodziny, albowiem od dłuższego czasu toczy się jego sprawa o rozwód z jego żoną. W jej trakcie Ryszard Milewski miał według adwokatki wyrazić się, że ją (czyli panią mecenas) zniszczy oraz jej rodzinę, natomiast Pan Milewski twierdzi, że nigdy nie zagrażał fizycznie pani mecenas ani jej rodzinie, lecz wyraził się tylko, że podważy jej pozycję zawodową. Pani mecenas Stefaniuk poczuła się jednak obrażona i zaniepokojona o swoje bezpieczeństwo i podała sprawę do sądu karnego, który działa tak jak gdyby pod jej dyktando. Choć Pan Ryszard Milewski miał zwolnienia lekarskie od lekarza sądowego i nie mógł się stawić na sprawę sąd aresztował go na trzy miesiące, po to by mógł być obecny na sprawie. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód III Wydział Karny, ul. Krakowskie Przedmieście 78, w sprawie Sygn. akt Ds III K482/11 naruszył tu przepis o honorowaniu zwolnienia lekarskiego lekarza sądowego, a nadto, ponieważ sprawa toczy się w trybie uproszczonym (i to przy drzwiach zamkniętych) uchwałę Sądu Najwyższego o zakazie aresztu w takim to trybie. Kwestie te są poruszane w trakcie rozprawy przez obrońcę Pana Milewskiego (a dodać należy, że jak dotąd żaden z lubelskich adwokatów nie chciał się podjąć obrony Pana Milewskiego, a to ze względu na miejscowe sądy i miejscowych adwokatów toteż chwała obecnemu jego obrońcy), ale na sądzie nie robi to żadnego wrażenia. Nie skutkuje też poręczenie za Pana Ryszarda Milewskiego trzech obecnych posłów oraz kilkudziesięciu radnych, w tym również radnych dzielnicy Lublin Śródmieście, której to Radzie Pan R. Milewski przewodniczy i która to ponosi ewidentne straty, bo bez jego obecności nie może uchwalić planu finansowego. Dodać też należy, że Pan Milewski jako przewodniczący Rady Ławniczej wielokrotnie krytykował sądy w Lublinie, tak więc obecne jego aresztowanie może wyglądać na swoisty rewanż za tę krytykę. Odnoszę wrażenie, że nie chodzi tu bynajmniej o sam wymiar sprawiedliwości, lecz przede wszystkim o układy oraz koneksje z poprzedniej epoki, któremu mogą być dotknięte niektóre sądy w Lublinie. Rezultatem jest niepraworządne, a nawet nieludzkie postępowanie sądu, bowiem Pan R. Milewski jest człowiekiem schorowanym na astmę, wady kręgosłupa oraz zespół wazowagalny (zaburzenia autoregulacji napięcia naczyń krwionośnych, które to należą do najczęstszych przyczyn występowania omdleń). Sąd o tym wie, lecz nie pozwala nawet na kupno lekarstwa na sali sądowej. Dodać należy, że Panu Milewskiemu zarzucono molestowanie seksualne własnej córki, co zakończyło się odrzuceniem tej skargi przez sąd. Świadczy to jednak źle o pani mecenas doradzającej żonie Pana Milewskiego. Dlatego niezbędne jest tu zainteresowanie się sprawą Pana Ministra, uwolnienie z aresztu Ryszarda Milewskiego oraz wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do osób działających niepraworządnie.

Z poważaniem!

mec. Marian Barański
prezes Stow. Narodowego im. Romana Dmowskiego
oraz Komitetu Obrony Wiary i Tradycji Narodowej "Pro Polonia"
tel. 0-606-732-755

Do wiadomości -
Sąd Rejonowy Lublin-Zachód
III Wydział Karny, ul. Krakowskie Przedmieście 78
20-950 Lublin


__________

3 kwietnia 2012 r.
Sąd Rejonowy w Lublinie -
Kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Wysokowi,
który jest oskarżony o szerzenie treści antysemickich i rasistowskich.
Sprawę prowadzi sędzia Andrzej Woźniak
Sygn. akt III K 239/10





Śródmieście:
Przewodniczący zarządu dzielnicy nadal w areszcie

Ręczą za przewodniczącego

Rada Dzielnicy Śródmieście podjęła decyzję o udzieleniu poręczenia Panu Ryszardowi M., zatrzymanemu przez sąd w areszcie, przewodniczącemu zarządu tej dzielnicy. Sąd uznał, że Ryszard M. nadużywa prawa oskarżonego do obrony oraz tuż przed Świętami Wielkanocnymi postanowił o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Według nas nie ma żadnych uzasadnionych podstaw do trzymania go w areszcie - tak stwierdza Piotr Osiak, przewodniczący RD Śródmieście. Nie widzi ich również jego mecenas, który złożył wniosek o wypuszczenie go. Sąd go jednak odrzucił. Ludzie znają Pana M. jako człowieka z rady, dobrego samorządowca. Osiak przypomina, że zaraz po aresztowaniu napisał poręczenie. Myślałem, że go wypuszczą na święta - nie ukrywa. Mam wrażenie, że wymiar sprawiedliwości go nie lubi, bo z nim zadarł. Był przecież przewodniczącym rady ławników przy sądzie rejonowym Ryszard M. skonfliktował się z miejscową Temidą, gdy przed kilku laty w liście do ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oskarżył lubelskie środowisko sędziowskie o nadmierną układowość oraz korupcję. Dziś - w swej opinii ponosi on konsekwencje tamtego protestu. Aresztowanie związane jest ze sprawą rozwodową, powiązaną z postępowaniem o opiekę nad małymi dziećmi, które była już jego żona chciała wywieźć za granicę. Reprezentująca byłą małżonkę ławnika adwokatka Katarzyna Stefaniuk oskarżyła jego o "groźby pozbawienia życia i zdrowia". Sprawa ślimaczyła się z kolei III Wydział Kamy Sądu Rejonowego w Lublinie był coraz bardziej zniecierpliwiony faktem, że oskarżony zasłania się złym stanem zdrowia.

(SP, TAK)

"Nowy Tydzień" -
lubelski tygodnik lokalny
nr 18 (284) z 30 IV-6 V 2012 r.
Strona 2

__________

Oskarżyłeś sędziów? Będziesz siedział!

Ryszard Milewski, ex-przewodniczący rady ławniczej przy Sądzie Rejonowym w Lublinie i jeden z liderów Stowarzyszenia Narodowego im. Romana Dmowskiego oraz lokalnych struktur Ligi Polskich Rodzin wszedł w konflikt z miejscową Temidą, gdy przed kilku laty w liście do ówczesnego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, oskarżył lubelskie środowisko sędziowskie o nadmierną układowość i korupcję. Dziś, nie tylko wg. własnej opinii ponosi konsekwencje tamtego protestu. Najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie za "nadużywanie prawa oskarżonego do obrony". Jak to się dzisiaj często zdarza, mimo swych doświadczeń z wymiarem sprawiedliwości Milewski popadł w kłopoty z prawem w związku z nader huczną sprawa rozwodową, powiązaną z postępowaniem o opiekę nad małymi dziećmi, które była już żona chciała wywieźć zagranicę. Jest to, niestety, coraz bardziej typowa wśród młodych adeptów lub raczej adeptek Palestry maniera "najpierw oskarżymy mężczyznę o gwałt i molestowanie, a potem przejdziemy do poważniejszych zarzutów". Warto podkreślić, że Ryszard Milewski - człowiek głęboko wierzący i katolicki tradycjonalista rzecz jasna nie widział możliwości zgody na rozwód. W tejże sytuacji reprezentująca ex-połowicę narodowca adwokatka Katarzyna Stefaniuk oskarżyła go o "groźby pozbawienia życia oraz zdrowia". Chociaż nie zbadano nawet, czy rzeczywiście Milewski (człowiek znany z łagodności i gołębiego serca) dzwonił lub w inny sposób kontaktował się z panią mecenas - zarzut ten ochoczo podchwyciła prokuratura. I tak od ponad 4,5 roku dawny tropiciel nieprawidłowości w sądach - sam to znalazł się w ich mocy. Sprawa ślimaczyła się, a trzeci Wydział Karny Sądu Rejonowego w Lublinie był coraz bardziej zniecierpliwiony faktem, że oskarżony zasłania się złym stanem zdrowia. Jak dowiedzieliśmy się Ryszard Milewski przedstawiał wprawdzie niezakwestionowane zwolnienia lekarskie od lekarzy sądowych, jednak nie odbierał pism z sądu, nie wpuścił też do mieszkania biegłego, który to w asyście policji chciał go zbadać w miejscu zamieszkania. W tej sytuacji Sąd zdecydował się na najbardziej radykalną sankcję oraz nakazał zatrzymanie, a następnie aresztowanie ex-ławnika.




Przeciw tym działaniom protestują jego przyjaciele i współpracownicy, zaangażowani w wyjaśnianie domniemanych nieprawidłowości w pracach lub. wymiaru sprawiedliwości. Staramy się pozyskać poręczenia i ewentualnie pomóc w zebraniu środków na kaucję. Doszło przecież do rzeczy niedopuszczalnej mamy tu wszak do czynienia z człowiekiem poważnie chorym. Jeśli rzeczywiście istniała konieczność zapewnienia jego obecności na kolejnej rozprawie, to można ją było wyznaczyć jak najszybciej, zaś nie stosować tak długotrwałą sankcję. Wszystko to razem sprawia wrażenie zemsty sędziów za krytykę, tym bardziej, że żaden z kilkunastu proszonych lubelskich adwokatów nie zdecydował się na reprezentowanie Ryszarda - tak to mówi nieformalna grupa wsparcia Milewskiego, która już zorganizowała na profilu społecznościowym Facebook kilkadziesiąt osób gotowych pomóc aresztowanemu narodowcowi. Poszanowanie prawa (w tym również i procedur) jest oczywiście jednym z fundamentów państwa. Jednocześnie jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że w przypadku naruszenia dobrego samopoczucia sędziowskich świętych krów - ich rygoryzm prawny nagle rośnie, uniemożliwiając oskarżonym odwoływanie się do elementarnych uprawnień procesowych. A że przy okazji sprawa dotyczy narodowca, przedstawiciela dzielnicowego samorządu postaci znanej oraz szanowanej w lokalnym środowisku społecznym oraz politycznym - tym radykalniejsze kroki podejmuje się, aby go uciszyć i skompromitować. Nie można wszak zapominać, że to przecież właśnie w Lublinie toczy się też wyjątkowo skandaliczny proces o rzekome "znieważenie narodu żydowskiego" wytoczony innemu narodowcowi, redaktorowi Grzegorzowi Wysokowi. Tak oto konserwatywny szacunek dla państwa prawa musi w Polsce ustąpić wobec coraz to poważniejszych wątpliwości odnośnie poczucia elementarnej sprawiedliwości.

Konrad Rękas
dziennikarz, były radny oraz przewodniczący
Sejmiku Województwa Lubelskiego

__________

12 kwietnia 2012 roku Komenda Miejskiej Policji w Zamościu postawiła zarzut z art. 224 par. 2 kk Pani Helenie Łygas - mamie kolegi narodowca Arkadiusza Łygasa, która rzekomo miała dopuścić się groźby względem miejscowej radnej Marty Pfeifer. Sprawa dotyczy ostatniego posiedzenia Rady Miasta Zamościa, podczas której rajcy głosowali nad uchwałą przeciw cenzurze i w obronie TV Trwam. W sesji uczestniczyło ponad 70 osób, w tym podejrzana Helena Łygas. Po dyskusji głos zabrała jedna z najbardziej radykalnych w swych poglądach sympatyczka PO M. Pfeifer. Zaatakowała ona słuchaczy Radia Maryja i po raz trzeci z rzędu zagłosowała za niedopuszczeniem rozgłośni ojca Rydzyka do cyfrowego multipleksu. Zachowanie Pfeifer wywołało ogromne oburzenie w sali konsulatu. Po głosowaniu do radnej podeszła Pani Helena z zapytaniem Czy pani nie boi się Boga!? Ta, skonfudowana postanowiła po zdarzeniu udać się na policję gdzie zeznała, że rzekomo jedna obecnych na sali zwolenniczek TV Trwam groziła jej i jej rodzinie. Przypomnijmy, że w ostatnim czasie Pani Łygas zebrała kilkaset podpisów w obronie wolnych mediów. Czy Pani Helena stanie się kolejnym męczennikiem tzw. wymiaru sprawiedliwości, któremu padło już wiele osób jak np. Grzegorz Wysok, Ryszard Milewski, Robert Larkowski czy Arkadiusz Łygas? Zachęcamy czytelników "Biuletynu" do monitorowania sprawy, gdyż historia jest kuriozalna oraz stawia pod znakiem zapytania wolność słowa w naszym kraju.

Tadeusz Zieliński


Chciałem tylko mówić prawdę, lecz zamknięto usta mi
Chciałem komuś podać ręce, teraz ręce są we krwi!
Tak jak konie gdzieś po stepie moje myśli biegną w dal
Wierze w ludzi, wierze w siebie, wierze że się zmieni świat
Gdy nadejdzie chwila taka, która wstrzyma oddech mój
Ciało moje ktoś wyniesie, a w tej celi będzie znów:
Czarny chleb i czarna kawa
Opętani samotnością
Myślą swą szukają szczęścia
Które zwie się wolnością

Fragment tekstu piosenki
"Czarny chleb i czarna kawa"


1 IV 2012 r., przed Aresztem Śledczym w Lublinie
Grzegorz Wysok występuje w obronie niesłusznie oskarżonego i więzionego w areszcie śledczym p. Ryszarda Milewskiego, b. przewodniczącego Rady Ławniczej, który odważył się na publiczne demaskowanie korupcji i nieformalnych układów w lubelskim tzw. wymiarze sprawiedliwości -





Powyższy film można również obejrzeć
w lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

Przewodniczący w areszcie

Ryszard M., przewodniczący zarządu dzielnicy Śródmieście i były przewodniczący rady ławniczej przy Sądzie Rejonowym w Lublinie wszedł w konflikt z miejscową Temidą, gdy przed kilku laty w liście do ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oskarżył lubelskie środowisko sędziowskie o nadmierną układowość oraz korupcję. Dziś w swej opinii ponosi konsekwencje tamtego protestu. Najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie na ulicy Południowej za "nadużywanie prawa oskarżonego do obrony". Mimo swych doświadczeń z wymiarem sprawiedliwości Ryszard M. popadł w kłopoty z prawem w związku z nader huczną sprawa rozwodową, powiązaną z postępowaniem o opiekę nad małymi dziećmi, które była już żona chciała wywieźć za granicę. Reprezentująca byłą małżonkę ławnika mec. Katarzyna Stefaniuk oskarżyła go o "groźby pozbawienia życia i zdrowia". Chociaż nie zbadano nawet, czy rzeczywiście M. dzwonił lub w inny sposób kontaktował się z panią mecenas, zarzut ten ochoczo podchwyciła prokuratura. I tak od ponad 4,5 roku dawny tropiciel nieprawidłowości w sądach sam znalazł się w ich mocy. Sprawa ślimaczyła się, zaś III Wydział Karny Sądu Rejonowego w Lublinie był coraz bardziej zniecierpliwiony faktem, że oskarżony zasłania się złym stanem zdrowia. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie p. M. przedstawiał wprawdzie niezakwestionowane zwolnienia lekarskie od lekarzy sądowych jednak nie odbierał pism z sądu, nie wpuścił też do mieszkania biegłego, który w asyście funkcjonariuszy policji chciał go zbadać w miejscu zamieszkania. W tejże sytuacji Sąd zdecydował się na najbardziej radykalną sankcję i nakazał zatrzymanie, a następnie aresztowanie byłego ławnika. Przeciw tym działaniom protestują jego przyjaciele i współpracownicy, zaangażowani w wyjaśnianie domniemanych nieprawidłowości w wymiarze sprawiedliwości. Ponadto też staramy się pozyskać poręczenia i pomóc w zebraniu środków na kaucję. Doszło przecież do rzeczy niedopuszczalnej, mamy wszak do czynienia ż człowiekiem poważnie chorym. Jeśli zaś rzeczywiście istniała konieczność zapewnienia jego obecności na kolejnej rozprawie to można ją było wyznaczyć jak najszybciej, a nie zaś stosować tak długotrwałą sankcję. Wszystko to razem sprawia wrażenie zemsty sędziów za krytykę tym bardziej, że żaden z kilkunastu proszonych adwokatów nie zdecydował się na reprezentowanie p. Ryszarda - mówi nieformalna grupa wsparcia Ryszarda M., która szybko zorganizowała na profilu o nazwie "Facebook" kilkadziesiąt osób gotowych pomóc aresztowanemu społecznikowi.

(TAK)

Rada dzielnicy mu ufa

Ryszard M. jest też przewodniczącym zarządu dzielnicy Śródmieście. Czy w związku z aresztowaniem straci funkcję? Takiż wniosek, zgodnie ze statutem rady dzielnicy, może złożyć 1/3 członków rady. Przewodniczący rady dzielnicy p. Piotr Osiak nie widzi takiej potrzeby. Przewodniczący zarządu naszej dzielnicy jest osobą tak godną zaufania, że wystąpimy do odpowiednich organów z pismem poręczającym. Przewodniczący dobrze pełnił swoją funkcję. Aresztowanie ma związek z jego rodzinnymi sprawami oraz to nie powinno mieć wpływu na jego funkcjonowanie w radzie - mówi Piotr Osiak.

"Nowy Tydzień" -
lubelski tygodnik lokalny
nr 15 (281) z 10-15 kwietnia 2012 r.
Strona 3

__________

Smoleńsk - dwa lata później

Pamiętam jak dwa lata temu podczas strasznej katastrofie w Smoleńsku, rozmawiając z moim znajomym na gorąco twierdziłem naiwnie, że niemożliwe jest, aby znowu to zrobili, a przynajmniej byli zamieszani Rosjanie. Prawda jednak okazała się bezlitosna. Tak jak w sławnej scenie w "Misiu" szatniarz po żądaniu wydania ubioru na okazany numerek daje inny płaszcz oraz na utyskiwanie właściciela garderoby, impertynencko odpowiada, że może jedynie wziąć tenże ubiór, który mu w swojej łaskawości podał, na końcu opatrując dodatkowym komentarzem, co mu może za to zrobić. I tak Włodzimierz Putin niczym gangster Al Kapone po walentynkowej masakrze posyła swoim ofiarom kwiaty, roniąc przy tym krokodyle łzy, a my Polacy wobec tej orgii kłamstw i śmierdzącej do nieba obłudy, znów możemy tyle, co nic. Natomiast pilnująca nas sfora aroganckich sługusów pobierających żołd za swoją nikczemność robi wszystko, aby cała prawda nie ujrzała już światła dziennego. Rządzący zaś Ameryką figurant Barack Obama, na którą bliźniacy się orientowali znów zdradził, gdyż dla niego jest ważniejsze poparcie Rosji wobec nadciągającej burzy z Iranem, dla której to Izrael jest w stanie wszystko a raczej wszystkich poświęcić. Nie trzeba więc się dziwić, że Rosjanie tak szybko zwietrzyli swoją szansę - wszak "Polsza nie zagranica". I tak jak w wierszu Zbigniewa Herberta pozostaje nam jedynie "krzepiąca wiedza, że jesteśmy sami". Dlatego tylko w Bogu nadzieja, że największe zło znów będzie potrafił przemienić w dobro.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"


Grzegorz Wysok
Ul. Niecała 10 m 44
20-080 Lublin

Do Sądu Okręgowego
V Wydział Karno-Odwoławczy
za pośrednictwem Sądu Rejonowego Lublin-Zachód
III Wydział Karny

Zażalenie

Niniejszym składam zażalenie na decyzję - zarządzenie lub postanowienie (?), wydane na rozprawie 20 lutego 2012 r. (sygn. akt III K 299/10) przez Wielce Czcigodnego Pana Sędziego Sądu Rejonowego Andrzeja Woźniaka w przedmiocie uwzględnienia mojego wniosku o pominięcie dowodu z opinii biegłego dr Konrada Zielińskiego.

Uzasadnienie

Pan dr hab. Konrad Zieliński - autor fałszywej w moim przekonaniu i nierzetelnej opinii, na podstawie której toczy się niniejszy proces - na rozprawie przyznał, że pobiera granty od instytucji izraelskich (zeznanie jest w aktach). W związku z tym zaistniała przesłanka wymieniona w artykule 196 kpk, która nakazuje w takim wypadku pominięcie dowodu z tej opinii oraz wyznaczenie innego biegłego. Podnoszę, że dwukrotnie przedstawiłem Sądowi kandydatury kompetentnych pracowników naukowych (prof. M. Ryba oraz prof. Wolniewicz), które mogły być powołane w tym charakterze, jednakże Sąd odrzucił je twierdząc, że osoby te nie są specjalistami w dziedzinie, która może być rozstrzygająca w sprawie. Jednocześnie dr hab. Konrad Zieliński z UMCS jest historykiem - i rozumując logicznie - jego ekspertyza powinna być wyłączona z akt lub należy również dopuścić ekspertyzę wskazanego przeze mnie profesora KUL Mieczysława Ryby. W tejże sytuacji decyzja Wysokiego Sądu o pozostawieniu do rozstrzygnięcia w momencie wyrokowania opinii doktora hab. Konrada Zielińskiego podlega zaskarżeniu.

Grzegorz Wysok
red. naczelny "Biuletynu"

Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
W centrum Lublina rozlepionych zostało
kilkadziesiąt plakatów przypominających o jednej z najważniejszych
gazet żydowskich w Polsce


Radny w celi

Ryszard M., prawicowy działacz i przewodniczący zarządu dzielnicy Śródmieście, został aresztowany - dowiedziała się "Gazeta". Samorządowiec nie stawiał się na swój proces i sąd stracił do niego cierpliwość. Od pana się o tym dowiaduję. Taki z niego porządny człowiek. W poniedziałek mamy zebranie, pomyślimy, jak mu pomóc - mówi "Gazecie" Piotr Osiak, przewodniczący rady dzielnicy Śródmieście. W ten piątek Ryszard M., szef zarządu Śródmieścia został przez policję zatrzymany, a potem przewieziony do aresztu. Taką decyzję podjął sąd jeszcze w połowie marca, lecz udało się ją wykonać dopiero pod koniec ubiegłego tygodnia. Ryszard M. jest popularny wśród lubelskich wielbicieli skrajnej prawicy oraz Radia Maryja, o czym można się przekonać surfując po stronach internetowych, gdzie poparcia udzielają mu osoby wsławione kiedyś nieudaną próbą ekshumacji profesora Bronisława Geremka. W wyborach parlamentarnych w 2007 r. M. startował na posła z listy Ligi Polskich Rodzin w Lublinie. W przeszłości był ławnikiem i przewodniczącym Rady Ławniczej Sądu Rejonowego. Wpędził się w tarapaty, gdy na wokandę weszła jego sprawa rozwodowa. Adwokatka żony poskarżyła się, że Ryszard M. groził jej śmiercią. I właśnie o takie przestępstwo oskarżyła go prokuratura. Ryszard M. zyskał rozgłos ze względu na swoją walkę z wymiarem sprawiedliwości. Przedstawiał się wielokrotnie jako obrońca praw ojca, któremu to chce się odebrać dzieci. W "Gazecie" pisaliśmy, że Ryszard M. alarmował ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa T. Ziobrę o rzekomej korupcji w lubelskim sądzie. Konkretnie piętnował on wydział cywilny rodzinny sądu okręgowego. Miało tamże - według niego dochodzić do płatnej protekcji. Minister kazał zbadać sprawę prokuraturze. Wyjaśniała to również lubelska adwokatura. Nie dopatrzono się uchybień. Po zarzutach dla jego osoby miał być odwołany z funkcji ławnika, ale wybronili go radni - przede wszystkim ci z PO.

Poważne kłopoty Ryszard M. sprowadził na siebie, wystawiając cierpliwość lubelskiego sądu na próbę. Akt oskarżenia związany z groźbami wobec prawniczki wpłynął do sądu w listopadzie 2007 roku. Rozprawy były wyznaczane średnio raz w miesiącu. Ryszard M. piętnaście razy prosił o odroczenie. Głównie usprawiedliwiał się złym stanem zdrowia, co potwierdzały zaświadczenia od uprawnionego lekarza - informuje "Gazetę" Wojciech Wolski, prezes Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Przepisy prawa wymagały, aby proces w końcu zacząć albo też go zawiesić do czasu, aż Ryszard M. wyzdrowieje. Tyle tylko, że dzielnicowego samorządowca długo nie mógł zbadać biegły. M. albo nie odbierał wezwań, albo biegły nie mógł go zastać w domu. W maju 2010 roku ekspert w końcu przebadał Ryszarda M. i ocenił, że ten może przychodzić do sądu. Jednak mężczyzna znów na proces nie dotarł. Wtedy po raz pierwszy sąd kazał go aresztować. Dzięki temu udało się przynajmniej odczytać akt oskarżenia. Jednak M. szybko wyszedł zza krat i przed kolejnymi rozprawami znów przysyłał lekarskie zaświadczenia. W międzyczasie w jego sprawie zmienili się sędziowie. Jeden z nich oskarżenie nawet nieprawomocnie umorzył z powodu znikomej szkodliwości czynu. Obecnie sprawę próbuje rozpocząć już trzeci sędzia. Ryszard M. zostanie tymczasowo aresztowany, przynajmniej do rozprawy wyznaczonej na 19 kwietnia br.

Karol Adamaszek

Źródło:
"Gazeta Wyborcza w Lublinie"
nr 79 (7504) z 3 IV 2012 r.
str. 3

__________

Publikujemy pismo procesowe Kol. Arkadiusza Łygasa, o którego bulwersującej sprawie staramy się na bieżąco informować czytelników "Biuletynu". Przypomnijmy: prokurator Jacek Miścior przedstawił zarzuty karne (zagrożenie karą do lat 3) byłemu działaczowi NOP A. Łygasowi za rozpowszechnianie "Modlitwy o nawrócenie wiarołomnych żydów" Papieża świętego Piusa V. Ten niespotykany od czasów stalinowskich akt antykatolickiej nagonki spowodował nie tylko akcję informacyjno-propagandową, ale też zaowocował skierowaniem wniosku o wszczęcie postępowania karnego przeciwko J. Miściorowi (patrz wcześniejsze wiadomości). Najbliższa rozprawa Pana Arkadiusza Łygasa odbędzie się 26 kwietnia 2012 r., o godzinie 13.00, w sali nr I Sądu Rejonowego w Hrubieszowie.

Tadeusz Zieliński


25 III 2012 r.

Sąd Rejonowy
II Wydział Karny
ul. Majora Dobrzańskiego "Hubala" 7
22-500 Hrubieszów

Wniosek dowodowy

Informuję sąd, iż w Wielki Poniedziałek (2 kwietnia) nie wezmę udziału w rozprawie. Na zasadzie inicjatywy dowodowej (art. 167 kpk) wnoszę, aby sąd skorzystał z art. 377 par. 3 kpk umożliwiającego przeprowadzenie rozprawy pod nieobecność oskarżonego.

Uzasadnienie

Swoją nieobecność na najbliższej rozprawie usprawiedliwiam tym, iż nie mam zamiaru swoją obecnością na sali rozpraw uwiarygodniać przestępczej działalności prokuratora Jacka Miściora pseudonim Antysemita. Miściora, który porządził fałszywy akt oskarżenia (patrz telegram Komendy Miejskiej Policji w Zamościu oraz wyjaśnienia oskarżonego i zeznania świadków). J. Miściora, który to katolicką modlitwę o nawrócenie zaślepionych żydów z pogardą nazywa przestępstwem (patrz jego akt oskarżenia). Który chroni przed poniesieniem odpowiedzialności karnej Kamila Cz., za fałszywe zeznania (patrz jego ostatnia apelacja). Który tak jak sataniści sugeruje, że Kościół Katolicki jest organizacją przestępczą (patrz jego akt oskarżenia i jego ostatnia apelacja). Który nie dopuszcza do siebie myśli, że Kościół Katolicki uznał propagatora modlitwy za wiarołomnych żydów świętym, nie zaś przestępcą (patrz na jego akt oskarżenia, jego ostatnią apelację oraz na nieprotokołowaną "rozmowę" z Arkadiuszem Łygasem z 20 stycznia 2006 roku), który wreszcie obraża prawo, wnosząc apelację 1 lipca 2010 roku od prawomocnego wyroku wydanego 19 maja 2010 roku, w którym sąd uniewinnił mnie od jego głupiego zarzutu (patrz jego apelacja oraz kpk). Z powyższych względów, wnoszę jak na początku.

Uniewinniony
Arkadiusz Łygas z Zamościa


Drodzy Rodacy!

"Apel do ludzi dobrej woli" - tak zaczął redaktor Grzegorz Wysok o procesie przeciwko niemu wytoczonym w Sądzie Rejonowym w Lublinie, ul. Krakowskie Przedmieście 76 z oskarżenia tamtejszej prokuratury, który to trwa do dnia dzisiejszego oraz nie wiadomo kiedy się zakończy, gdyż tak z jednej jak i z drugiej strony dochodzą nowi świadkowie, gdzie jedna strona p. redaktor Grzegorz Wysok się broni przed dziwnymi oskarżeniami zmierzającymi do zamknięcia mu ust w działalności redakcyjnej, a druga wciąż atakuje, o czym najlepiej sprawę opisał Konrad Rękas w swym felietonie pod tytułem "Proces o cytaty", który załączamy poniżej. To nie tak powinno być! Swego czasu i ja wytoczyłem proces (o czym szeroko pisałem w "Polskich Sprawach"), lecz proces słuszny przeciwko J.T. Grossowi, który przyjeżdżał do Polski za swoimi książkami - podobno historycznymi, w których po 64 latach od okupacji Polski przez Niemcy, opluwał w nich Polaków, tylko opluwał za rzekome znęcanie się Polaków nad Żydami w przeszłości i byłoby dobrze gdyby to w nich pisał prawdę opartą na dowodach o rzekomych cierpieniach Żydów ze strony Polaków (Jedwabne, Kielce, obozy koncentracyjne, Lublin itp.), a jednocześnie pisał prawdy o dobrych Polakach, którzy Żydów podczas wojny, okupacji Polski przez Niemcy - ratowali i wielokrotnie za nich życie oddawali. Niestety ten Pan tylko atakował Polaków od przemyślnych wyzwisk nawet i hien cmentarnych. Wywoływał tymi książkami i wystąpieniami publicznymi w TV i radiu oraz innych środkach masowego przekazu, na różnego rodzaju spotkaniach, bunt Żydów tu w Polsce przeciwko Polakom. Nas Polaków te ataki strasznie bolały oraz niestety nikt nie stanął w obronie naszych praw, i to tu w Polsce. I choć minister sprawiedliwości mój wniosek przeciwko niemu przyjął i skierował do prokuratury, lecz niestety wniosek ten kierowany był z jednej prokuratury do drugiej, trzeciej, aż wreszcie trafił o ile pamiętam do prokuratury w Krakowie, która odrzucała go kilka razy jako bezpodstawny, lecz gdy już dotarł do sądu, tam też stwierdzono, że brak podstaw do ścigania J.T. Grossa o przestępstwo, choć cała Polska przeżywała, gdyż to było ze strony Grossa jawne przestępstwo i nawoływanie publiczne przeciwko Polakom. Całe szczęście, że Żydzi nie słuchali go oraz nie wystąpili przeciwko Polakom z bronią w ręku, byłaby to zwykła jatka. W "Polskich Sprawach" pisałem, a także wzywałem: Żydzi przestańcie atakować Polaków, bo to się źle skończy dla Was i dla nas, gdyż każdy atak rodzi kontratak. Tam były jawne ataki przeciwko Polakom, co skończyło się umorzeniem mojego pozwu przez prokuratury oraz przez sąd, tu zaś w sprawie redaktora Grzegorza Wysoka nie ma z jego strony żadnych ataków przeciwko Żydom, są jedynie sprawy jak pisze w "Procesie na cytaty" Konrad Rękas - cytaty z książki prof. Feliksa Konecznego o cywilizacji żydowskiej oraz peany żydofilskie hrabiego Coudenhove Kalergiego. Ktoś z oskarżycieli p. redaktora Grzegorza Wysoka pomylił cytaty, stwierdzenia pewnych faktów jakie miały miejsce w historii z atakami p. redaktora Grzegorza Wysoka na Żydów, które w biuletynie red. Grzegorza nie miały miejsca i w związku z tym zdaniem moim, gwoli sprawiedliwości, dla dobra sprawy - współżycia Żydów z Polakami w zgodzie, zarówno Sąd Rejonowy w Lublinie, jak i tamtejsza prokuratura poddadzą rewizji cały ten proces zbudowany na fałszywych przesłankach i umorzą, jak została umorzona sprawa Grossa, wytoczona z mojego wniosku, choć tam faktycznie Tomasz Gross wzywał do nienawiści Żydów przeciwko Polakom, tu zaś ze strony red. Grzegorza Wysoka nie było miejsca na coś takiego, było jedynie powołanie się na cytaty znane powszechnie z historii.

red. naczelny "Polskie Sprawy"
mgr inż. Maurycy Śmidowicz
kwiecień-maj 2012 r.
nr 176-177
Poznań


13 III 2012 r. w Lublinie
Amfiteatr Kościoła na Poczekajce
Ze Stanisławem Michalkiewiczem rozmawia
redaktor Grzegorz Wysok





Powyższy film można również obejrzeć
w lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

Rejestr represji w dzisiejszej Polsce

W Polsce mają miejsce prześladowania polityczne ludzi w różny sposób niewygodnych dla władzy. Rzadko takie procesy przeciwko nim są jawne. Najczęściej są utajnione, bez publiczności i ławników. Sąd sądzi jednoosobowo i odrzuca wszelkie wnioski dowodowe osoby niewinnej i fałszywie oskarżonej. Pod rządami tej władzy nie wolno krytykować w żaden sposób mniejszości żydowskiej. Władza ma na to art. 256 i 257 kk - "znieważanie grupy ludności i nawoływanie do nienawiści". Z tych artykułów zostali skazani m.in. tacy działacze narodowi jak Adam Czeczetkowicz z Białegostoku i Robert Larkowski. Od kilku lat toczy się w sądzie w Hrubieszowie proces przeciwko Koledze Arkadiuszowi Łygasowi - narodowcowi z Zamościa, którego to oskarża się o rozwieszenie plakatów z modlitwą Papieża o nawrócenie żydów. Od kilku lat toczy się również w Lublinie proces przeciwko Grzegorzowi Wysokowi - http://grzegorzwysok.blogspot.com, który ośmielił się na łamach wydawanego przez siebie "Biuletynu Narodowego" skrytykować bezzasadne roszczenia środowisk żydowskich wobec Polski szacowane na około 65 miliardów dolarów. Walka z wolnością słowa prowadzona jest też za pomocą artykułu 212 kk (zniesławienie). Rafał Gawroński - dziennikarz, a także bloger internetowy jest bodajże pierwszym obywatelem Unii Europejskiej skazanym przez polskie sądownictwo na karę więzienia w związku ze złożoną petycją nr 1248/2007 do parlamentu europejskiego. Pozew przeciwko niemu z art. 212 kk za treści zawarte w w/w wniosku złożył z ramienia Platformy Obywatelskiej - Grzegorz Nowaczyk, obecny prezydent Elbląga. Sąd Rejonowy w Elblągu, a następnie Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Pana Gawrońskiego ze sławetnego art. 212 kk na karę pozbawienia wolności pięciu miesięcy oraz dwie dodatkowe kary w wymiarze 46 i 30 dni w zamian za koszty sądowe. Zakończenie wyroku, który zaczął odsiadywać w dniu 26 stycznia 2012 r. nastąpi zatem 13 września tego roku. Zbigniew Nowak - były poseł, również prześladowany jest za ujawnianie na prywatnej stronie internetowej afer ludzi władzy. Janusz Sanocki - samorządowiec z Nysy, a także prezes wydawnictwa "Nowiny Nyskie" oraz Klaudiusz Wesołek również nękani są na wiele sposobów za ujawnianie przestępstw we władzach samorządu oraz lokalnych powiązań. Ostatnio Pan Klaudiusz Wesołek prowadzący telewizję internetową - www.tvg9.cba.pl trafił do aresztu na dwa tygodnie za filmowanie happeningu. Areszt ma związek z wyrokiem nakazowym, który wydano pod koniec 2009 r. w związku z akcją "Naszości" w sopockim Urzędzie Miasta, którą Klaudiusz Wesołek sfilmował. 20 marca 2009 roku Akcja Alternatywna "Naszość" demonstrowała w sopockim magistracie. Powyższa pikieta polegała na wtargnięciu na toczącą się tam debatę dotyczącą odwołania Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu oskarżanego o korupcję. Członkowie "Naszości" w przebraniu piratów próbowali m.in. wręczyć prezydentowi Karnowskiemu papugę, skandując "Jacek Karnowski największym piratem morskim". Pan Krzysztof Wyszkowski z kolei ciągany jest po sądach przez Lecha Wałęsę za ujawnianie roli, jaką odgrywał TW "Bolek". Rząd prowadzi również politykę zmierzającą do rozbijania rodzin. Władza bardzo nie lubi ojców, którzy walczą o prawo do wychowywania swoich dzieci. Bogdan Goczyński, znany bloger internetowy został skazany na więzienie w związku ze sprawą rozwodową i staraniem się o to, żeby mieć kontakt z dziećmi. Pan Zbigniew Kękuś - www.zkekus.w.interia.pl podpadł krakowskiemu środowisku prawniczemu w związku z jego walką o dzieci. Mimo, że ostatecznie Sąd Najwyższy uwzględnił kasację na jego korzyść, dr Zbigniew Kękuś stracił pracę i środki utrzymania. W Starogardzie Gdańskim został aresztowany Jan Koszałka. Pretekstem do aresztowania Jana Koszałki było jego uporczywe spotykanie się z synem, mimo zakazu wydanego przez sąd. Dziewięcioletni syn Jana Koszałki od 2008 roku został osadzony w domu dziecka w celu umożliwienia matce kontaktu z nim, lecz matka do tej pory nie interesowała się synem. Jednocześnie to ojcu zakazano kontaktu z dzieckiem, którym opiekował się od początku. Przyczyna zakazu kontaktów nie jest do końca jasna, gdyż ojciec synem opiekował się przykładnie. Chłopiec chodził do szkoły oraz na dodatkowe zajęcia. Uczył się dobrze. Nie było też zastrzeżeń do warunków bytowych Koszałków ani do zachowania się ojca. Z kolei Rafał Lewicki został aresztowany na wszelki wypadek - do wyjaśnienia. Na początku listopada zabrał on swoich synów po tym, jak ich matka uniemożliwiała mu kontakt z dziećmi, nie mówiąc nawet o wychowywaniu synów. Jak twierdzi, chłopcy źle się czuli w domu matki i chętniej przebywali u niego. Synowie byli z ojcem bardzo zżyci i nie odstępowali go na krok. Wojciech Ramsz z Lublina także jest prześladowany za to, że chce mieć kontakty ze swoimi dziećmi. Z kolei p. Waldemar Kalinowski i Andrzej Słonawski - za pomoc prześladowanym. 17 marca 2012 roku przed Sądem Rejonowym w Iławie rozpoczął się proces działaczy Porozumienia Rawskiego (organizacji zabiegającej o prawa rodziny i gwarancje ustawowe dla obojga rodziców do wychowania dzieci również po rozwodzie lub separacji) obwinionych o popełnienie wykroczenia z artykułu 52 paragraf 2 kodeksu wykroczeń. Andrzej Słonawski i Waldemar Kalinowski zostali oskarżeni o "przewodniczenie nielegalnemu zgromadzeniu" dnia 22 września 2010 roku, kiedy to odbywał się protest przed Sądem Rejonowym w Ostródzie w obronie Pana Rafała Lewickiego, dwukrotnie więzionego, a później kierowanego na badania psychiatryczne do szpitala z powodu rzekomego porwania dzieci, z którymi po rozwodzie z żoną nie miał kontaktu, a o których wiedział, że są mocno bite przez matkę. Władza też nie lubi, gdy Polacy manifestują swoje uczucia patriotyczne. Przekonał się o tym Daniel Kloc z Wrocławia, który wybrał się na Marsz Niepodległości do Warszawy 11 listopada 2011 r. Tam został pobity i skopany przez policjanta w cywilu pomimo, że nic złego nikomu on nie uczynił (http://www.youtube.com/watch?v=X-BUCmSBwxY). W oparciu o kłamliwe zeznania policjantów to on został skazany na więzienie. Nieciekawą sytuację mają ludzie, którzy próbują bronić się przed lokalną mafią prawniczą. W takich przypadkach fabrykuje się przeciw nim fałszywe zarzuty kryminalne, aby czym prędzej "przykryć" przestępstwa popełnione na ich szkodę. Tadeusz Chołda z Krakowa to agent ubezpieczeniowy, który to wszedł w konflikt z adwokatem-kamienicznikiem. W efekcie stracił karierę zawodową, oszczędności życia, możliwości zarobkowania oraz zdrowie i wolność. Obecnie odsiaduje wyrok 8 miesięcy więzienia. Przed laty pijany prokurator z Bielska-Białej przejechał niewinnego człowieka. Rodzina zabitego w sądzie szukała sprawiedliwości. Działania przeciwko prokuratorowi-zabójcy pilotował biznesmen Jerzy Jachnik - założyciel Stowarzyszenia Przeciw Bezprawiu, a także bliski przyjaciel rodziny. Prokurator został skazany. Mimo tego z wyrokiem karnym za popełnienie przestępstwa umyślnego nadal wykonywał swój zawód, a także jako prokurator Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej nadzorował pracę prokuratorów z trzech prokuratur rejonowych. Jak to można się było spodziewać, Jerzy Jachnik sam stał się oskarżonym (o przywłaszczenie kilkudziesięciu tysięcy dolarów). Śledztwo w jego sprawie prowadzili też prokuratorzy z terenu Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej! Dowody przeciwko Panu Jachnikowi były fałszowane, z akt śledztwa ginęły karty wskazujące na niewinność Jachnika i na to, że jest on ofiarą pomówienia. Sprawa ta ciągnęła się wiele lat, zmieniali się prokuratorzy, którym ją powierzano. Ostatni z nich nawet się zbuntował. Był nim Mateusz Wolny z Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej. Najpierw poprosił, by sprawę przekazano komuś innemu. Panu Wolnemu nakazano wykonać polecenie oraz doprowadzić do skazania Jachnika. Prokurator Wolny protestował, pisząc we wniosku o wyłączenie od udziału w sprawie, że bielska prokuratura okręgowa dąży do skazania Jerzego Jachnika za wszelką cenę oraz za cokolwiek. Występując więc w sądzie jako oskarżyciel Jachnika, wygłosił kuriozalną mowę końcową. Powiedział, że nie było żadnego przestępstwa i że on jako oskarżyciel prosi o uniewinnienie oskarżonego. Mimo wszystko sąd Jachnika skazał. Zaś przeciwko prokuratorowi Wolnemu wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Pan Ryszard Milewski w 2006 r. jako Przewodniczący Rady Ławniczej Sądu Rejonowego w Lublinie w liście do ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i w audycji w "Radio Maryja" poinformował o układach korupcyjnych w lubelskim środowisku prawniczym. W 2007 r. został fałszywie oskarżony przez adwokat Katarzynę Stefaniuk o rzekome groźby (faktycznie to Stefaniuk mu groziła, a wcześniej dopuściła się pomówienia). Obecnie p. Milewski przebywa w areszcie śledczym na ulicy Południowej. Władysław Wilczyński z Radomia od czasu zorganizowania w tym miasteczku komitetu referendalnego celem odwołania tamtejszych władz jest na różne sposoby prześladowany i represjonowany. Poruszał sprawy zadłużenia miasta na kwotę 300 milionów złotych, korupcję w policji (zwolniono potem kilkudziesięciu funkcjonariuszy), łapówkarstwo w Radomskim Szpitalu (aresztowano kilku lekarzy). Po jego interwencjach odprawiono też dwóch prokuratorów. Wreszcie ludzie w inny sposób niewygodni dla władzy, walczący o oczyszczenie Polski z agentury. Pan Grzegorz Braun fałszywie oskarżony o pobicie i znieważenie policjantów, którzy skuli go kajdankami oraz rzucili na ziemię. To metody stare jak świat gdy ofiara naruszenia prawa jest przez państwo oskarżana o popełnienie przestępstwa. Pan Braun to reżyser między innymi takich filmów jak "Plusy dodatnie plusy ujemne", "TW Bolek" i "Towarzysz Generał". To on w 2007 roku ujawnił współpracę Jana Miodka z SB. Z racji swej działalności jest niewygodny dla systemu i dlatego jest systematycznie poddawany szykanom. Adam Słomka były poseł, wielokrotnie więziony w PRL, aresztowany i nadal represjonowany na podstawie durnowatych zarzutów. Wojciech Sumliński, dziennikarz oraz autor książki pt. "Z mocy bezprawia" fałszywie oskarżony o płatną protekcję przy weryfikacji byłego funkcjonariusza Wojskowych Służb Informacyjnych. To poprzez jego osobę służby specjalne rządzące naszym krajem za wszelką cenę nie chciały dopuścić do weryfikacji oraz rozwiązania WSI. Niedawno zagadkową śmierć poniósł jeden ze świadków w tym procesie pułkownik WSI Leszek Tobiasz. W tejże sprawie zeznawać ma też Prezydent RP Bronisław Komorowski (http://niezalezna.pl/11688-zaskakujacy-proces-sumlinskiego). Rejestr nie jest pełny. Będzie uaktualniany.

Redakcja "Biuletynu"

20 luty 2012 r. w Lublinie
Sąd Rejonowy - wnioski dowodowe
Sprawę Grzegorza Wysoka prowadzi s. Andrzej Woźniak
Sygn. akt III K 239/10





Lubelski narodowiec odpowiedzialny za holocaust?

Choć może wydawać się to dziwne osobom mającym nie najlepszą opinię o politykach to znaczna ich część wolała uczciwie odpracowywać swoje diety radnych w lubelskim Ratuszu, niźli trafić w charakterze świadków do miejscowego Sądu Rejonowego, gdzie wciąż toczy się proces tutejszego narodowca, Grzegorza Piotra Wysoka. Jest on ścigany za rzekomą obrazę osób narodowości żydowskiej, w związku z doniesieniem złożonym przez jednego z dziennikarzy "Gazety Wyborczej" i byłego już rajcę Pawła Bryłowskiego (PO). Tylko on zachował jeszcze pierwotny ogień oraz pasję w tropieniu nienawistnych sobie poglądów. Dzięki temu ex prezydent Lublina mógł dowodzić przed sądem, że to publikacje takie jak Wysoka w przeszłości doprowadziły m.in. do holocaustu, a zupełnie niedawno do rzezi dokonanej przez norweskiego ekstremistę Breivika. Z poglądem tym nie zgodzili się inni byli radni miejscy: Michał Widomski (SD) i Marek Wójtowicz (PiS), a także zeznający jako świadek obrony kandydat na posła z listy Nowej Prawicy p. Marian Kowalski, który wręcz uznał, że inkryminowane teksty redaktora Wysoka (potępiające tzw. "przemysł holocaustu" czyli nieuzasadnione ubieganie się przez Żydów o przywileje i "odszkodowania") są zbyt łagodne, a także nie oddają wszystkich negatywnych aspektów działalności krytykowanych środowisk międzynarodowych. Przed sądem nie stawiła się natomiast cała plejada innych byłych oraz obecnych gwiazd lubelskiego samorządu. Z pewnością jednak wszyscy oni będą zmuszeni podzielić się z wymiarem sprawiedliwości swymi poglądami na temat "kwestii żydowskiej" i to obok jakże prominentnych polityków lokalnych, jak senator prof. z KUL Ryszard Bender czy senator Stanisław Gogacz (prezes ROP), których również wezwano na kolejny termin rozprawy. Proces Wysoka, a w każdym razie zeznania fanatyków rzekomego tolerancjonizmu, jak mecenas Paweł Bryłowski już dawno w pełni udowodniły całkowite oderwanie się tych kręgów od kontaktu ze zdrowym rozsądkiem. Jest charakterystyczne dla demoliberałów, że lubią oni swym przeciwnikom przypisywać odpowiedzialność za fatalne skutki swych własnych działań. Wszak zarówno hitleryzm, jak i te ostatnie wydarzenia w Norwegii nie były niczym innym, jak owocami zatrutej doktryny demoliberalnej, zaś w przypadku nazizmu także nachalności środowisk żydowskich w dobie Republiki Weimarskiej, które to równie nerwowo starały się zamykać usta swym krytykom, jak dziś czyni się to z Wysokiem.

Konrad Rękas
dziennikarz, były radny oraz przewodniczący
Sejmiku Województwa Lubelskiego


23 luty 2012 r.

Grzegorz Wysok - historyk z Lublina i wydawca pisma pt. "Biuletyn Narodowy",
w którym opisał skalę roszczeń żydowskich wobec Polski opowiada o historii toczącego
się już prawie pięć lat procesu, zagrożonego zgodnie z art. 256 i 257 kk karą
do trzech lat więzienia -

Tadeusz Zieliński





Powyższy film można również obejrzeć
w lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

7 marzec 2012 r.

Lubelska młodzież przeciw Banderze

Młodzieżowa Rada Miasta Lublin skupiająca przedstawicieli szkół ponadpodstawowych i będąca organem konsultacyjnym "dorosłego" samorządu, przyjęła ostatnio stanowisko wyrażające niepokój w związku z nadaniem Banderze honorowego obywatelstwa Łucka. Młodzi radni potępili ludobójstwo jakiego na Polakach dopuściły się bandy OUN-UPA oraz wezwali do budowania dobrosąsiedzkich stosunków na prawdzie historycznej. Na forum MRM odbyła się interesująca oraz rzeczowa dyskusja. Padały w niej argumenty historyczne i ogólnoludzkie. Przede wszystkim jednak cieszy fakt, że radni nie bali się odwołać do wartości patriotycznych oraz poczucia godności narodowej Polaków. Jako młodzi Polacy nie możemy przejść obojętnie wobec sprawy ważnej, związanej z naszą historią i żywotnymi interesami - tak argumentował wnioskodawca, wiceprzewodniczący MRM Filip Trubalski. Projekt trafił pod obrady "młodej Rady", dzięki zaangażowaniu okręgu lubelskiego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych oraz jego lubelskiego prezesa dr Rafała Dobrowolskiego. "Młodzieżowa Rada Miasta Lublin pragnie wyrazić swój głęboki niepokój w związku z decyzją Rady Łucka, miasta partnerskiego Lublina z dnia 17 grudnia 2010 roku przyznającej tytuł honorowego obywatela miasta Stepanowi Banderze. Młodzieżowa Rada Lublina jako ta organizacja skupiająca młode pokolenia nie może przejść obojętnie wobec uchwały miasta partnerskiego Łuck przyznającej tytuł honorowego obywatela miasta Stepanowi Banderze, ponieważ uwłacza ona pamięci ofiar mordów na Kresach Południowo Wschodnich i Małopolsce Wschodniej oraz jest sprzeczna z ogólnoludzka oceną działalności Stepana Bandery. Powyższe stanowisko jest wyrazem troski o rozwój dalszych stosunków z miastem partnerskim Łuck, które to powinny być oparte na prawdzie i wzajemnym szacunku, kreującym następne pokolenia oraz i pogląd historyczny uznający fakty historyczne, zaś odrzucający przemilczenie i zakłamanie. Historia Ukrainy ukazuje wiele wspaniałych postaci, godnych naśladowania i to właśnie one powinny być wzorcami dla młodzieży Ukraińskiej oraz fundamentami do dalszej współpracy. Uważamy jednocześnie, że trudna przeszłość historyczna nie powinna kłaść się cieniem na budowaniu dalszych sąsiedzkich stosunków i współpracy" - czytamy w uchwale z 6 marca 2012 r. przyjętej stosunkiem głosów 38 za, do 4 przeciw i 3 wstrzymujących. Sceptycznie wobec pomysłu zabrania głosu w tej sprawie radni "dorosłej" Rady Miasta Lublin już zdążyli nazwać uchwałę swoich młodszych kolegów "wykorzystywaniem młodzieży do celów politycznych". Ale "takie Rzeczypospolite będą, jak ich młodzieży chowanie!".

Konrad Rękas
dziennikarz, były radny oraz przewodniczący
Sejmiku Województwa Lubelskiego


Zapraszamy
do udziału w marszu
w obronie wolności mediów w Polsce
PROTESTUJEMY PRZECIWKO DYSKRYMINACJI TELEWIZJI TRWAM
Marsz odbędzie się w dniu 18.03.2012 r. (niedziela)
Rozpoczynamy udziałem we Mszy Św.
w Kościele OO. Jezuitów przy ul. Królewskiej
o godz. 12.30, po której nastąpi
przemarsz na Plac Litewski w Lublinie

Redakcja "Biuletynu"


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - Kol. Arkadiusz Łygas
czeka na rozprawę

5 marca 2012 r. o godz. 9.00 w sali III w Sądzie Rejonowym w Hrubieszowie odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Arkadiuszowi Łygasowi, oskarżonemu o znieważenie narodu żydowskiego. Nie stawił się żaden ze świadków. Obecny na sali prokurator zawnioskował o przesłuchanie prezesa NOP pana Adama Wojciecha Gmurczyka z uwagi na fakt, iż jego indagacja może mieć istotny wpływ na wynik sprawy. Sędzia Sowa przychyliła się do wniosku instygatora sądowego. Odrzuciła wniosek p. Łygasa o nieprzeprowadzanie dowodu z zeznań Gmurczyka argumentując, że 4 lata to przedwcześnie, aby od tego dowodu odstąpić, a także że uzasadnienie to nie przedłuża postępowania. Następna rozprawa odbędzie się 2 kwietnia o godz. 9.00 w Sądzie Rejonowym w Hrubieszowie, przy ul. Majora Henryka Dobrzańskiego "Hubala" 7. Narodowiec z Zamościa od kilku lat jest sądzony oraz prześladowany przez tzw. wymiar sprawiedliwości. Zarzuca mu się, że kilka lat temu rozwiesił w Hrubieszowie plakaty z treścią modlitwy o nawrócenie Żydów. Zdaniem Jacka Miściora z miejscowej prokuratury słowa: "wiarołomni Żydzi" oraz "lud zaślepiony" autorstwa Papieża Piusa V wyczerpują dyspozycję art. 257 kk.

Tadeusz Zieliński


Sąd Rejonowy
II Wydział Karny
ul. Majora Dobrzańskiego "Hubala" 7
22-500 Hrubieszów

Sygn. akt II K 889/10

Na podstawie art.167 kpk zgłaszam ponowny wniosek dowodowy o nieprzeprowadzanie dowodu z zeznań świadka prezesa NOP, Adama Wojciecha Gmurczyka na okoliczność udowodnienia, iż dowodu z zeznań świadka nie da się przeprowadzić, tak jak stanowi art. 170 paragraf 1 pkt 4 kpk oraz że wniosek dowodowy w sposób oczywisty zmierza do przedłużenia postępowania, jak to stanowi artykuł 170 § 1 pkt 5 kpk. Sądy od czterech lat, to jest od 2008 r. nie są w stanie odebrać zeznań od świadka Adama Gmurczyka, a hrubieszowskiemu prokuratorowi Jackowi Miściorowi nawet przez myśl nie przeszło, aby w prokuratorskim postępowaniu wyżej wymienionego świadka przesłuchać. Bezradność prokuratora oraz podobnych mu osób świadczy o tym, iż odebranie zeznań od świadka Adama Gmurczyka nie będzie możliwe do momentu przedawnienia się "przestępstwa". Działanie prokuratora, jak również tego typu podobnych jemu osób w sposób oczywisty ośmieszają polski wymiar sprawiedliwości oraz narażają władzę sądowniczą na dalszą utratę zaufania publicznego ze strony obywateli. Dlatego wnoszę jak na wstępie.

Arkadiusz Łygas


Zapraszamy na spotkanie
z Panem Stanisławem Michalkiewiczem
i red. Grzegorzem Wysokiem

13 marzec 2012 r. (wtorek), godz. 16.00
Amfiteatr Kościoła na Poczekajce
Al. Kraśnicka 76 w Lublinie


Redakcja "Biuletynu"


Proces Wysoka
Sąd zapomniał o świadkach

20 lutego w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi, fałszywie oskarżonemu o nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego przez siebie pisma pt. "Biuletyn Narodowy". Rozprawa miała niecodzienny przebieg. Nie stawił się żaden ze świadków, gdyż sąd nie wysłał im wezwań - relacjonuje p. Ryszard Milewski, działacz narodowy z Lublina. Sędzia Andrzej Woźniak odrzucił, zgłoszony na poprzedniej rozprawie przez redaktora Wysoka wniosek o powołanie w charakterze biegłego prof. dr hab. Bogusława Wolniewicza. Ponieważ na poprzedniej rozprawie sędzia odrzucił wniosek o powołanie w charakterze biegłego profesora Mieczysława Ryby z KUL motywując to tym, że jest on historykiem, Grzegorz Wysok wniósł o pominięcie oraz wyłączenie z akt sprawy opinii dr Konrada Zielińskiego, gdyż jest on także historykiem, jak również dodatkowo wystąpiły okoliczności podważające bezstronność biegłego, gdyż przyznał, że jest finansowany przez instytucje żydowskie. To mocno skonfudowało sędziego Woźniaka, który przyznał sobie prawo do ustosunkowania się do tego wniosku na etapie wyrokowania - tak dodaje Milewski. Następna rozprawa ma odbyć się 3 kwietnia o godz. 9, w sali XIV w Sądzie Rejonowym przy Krak. Przedmieściu 78. Do przesłuchania pozostało jeszcze dwunastu świadków, m.in. prof. Ryszard Bender, red. Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", prezes NOP Adam Gmurczyk, twórca "Telewizji Narodowej" pan Eugeniusz Sendecki, a także pięciu radnych Lublina poprzedniej kadencji.

(lub)

Źródło:
"Dobry Znak" - dwutygodnik
Nr 5 (87) z 8 marca 2012 r., str. 3
Nakład pisma 142 000 egz.

__________

Lublin potępi Banderę?

Głosowanie na najbliższej sesji

Pomimo apeli środowisk narodowych, kresowych i kombatanckich Rada Miasta Lublina na sesji nie zajęła się propozycją wystosowania apelu do miast partnerskich Lublina na Ukrainie, by zrezygnowały one z publicznego honorowania Stepana Bandery i innych liderów OUN-UPA, odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności polskiej podczas II wojny światowej. "Strategiczne partnerstwo", zaś zwłaszcza szczera przyjaźń nie mogą opierać się na kłamstwie, fałszu oraz ślepej tolerancji wobec zła (...) Uważamy za konieczne, by samorząd Lublina zajął zdecydowane stanowisko w tej sprawie, wzywając władze Łucka do cofnięcia honoru przyznanego mordercy. W przypadku odmowy ze strony ukraińskiej, aby Lublin zawiesił stosunki partnerskie z Łuckiem" - napisali autorzy listu otwartego do radnych oraz prezydenta Lublina (w tym Zbigniew Bagiński, b. członek Zarządu Miasta Lublin, Leszek Barwiński, przewodniczący zarządu regionu OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, dr Rafał Dobrowolski, prezes zarządu okręgu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Ryszard Milewski, prezes Stowarzyszenia Narodowego imieniem Romana Dmowskiego, Tomasz Miszczuk, b. członek Zarządu Województwa Lubelskiego, Konrad Rękas, dziennikarz, b. prezes Stowarzyszenia Samorządów Euroregionu BUG, Wojciech Rowiński z Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Lublinie, kapitan Andrzej Szadura z Polskich Drużyn Strzeleckich oraz Grzegorz Wysok, sekretarz lubelskiego Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym. W tejże sytuacji, pomimo braku wsparcia klubowego, inicjatywę podjął jeden z radnych PiS Pan Marcin Nowak, historyk z KUL i prezes Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość w Lubelskiem. Pod zgłoszonym przez wyżej wymienionego projektem podpisało się ponadto dwudziestu radnych, w związku z czym Rada Miasta zajmie się uchwałą na następnej sesji. "W trosce o pamięć historyczną i wzajemną współpracę między naszymi narodami, Rada Miasta zwraca się z apelem do samorządów miast partnerskich Lublina: Łucka, Lwowa i Iwano-Frankowska o potępienie zbrodni ludobójstwa dokonanych w latach 1943-1944 przez oddziały OUN-UPA oraz SS Galizien na ludności narodowości polskiej, a także ukraińskiej, żydowskiej, ormiańskiej i czeskiej (...) Rada Miasta w Lublinie przyjmując za priorytetowy cel budowanie dalszej wzajemnej współpracy i szacunku pomiędzy Lublinem, a naszymi wschodnimi miastami partnerskimi apeluje o zajęcie stanowiska potępiającego zbrodnie ludobójstwa, tudzież jej wszystkich sprawców" - czytamy w stanowisku. Uważam, że takiego działania wymaga od nas prawda historyczna oraz poczucie sprawiedliwości wobec ofiar ludobójstwa, ale także szacunek do naszych ukraińskich partnerów, którzy to sami muszą zmierzyć się ze swoją historią - uzasadnia radny PiS Marcin Nowak.

(TAK)

Źródło:
"Nowy Tydzień w Lublinie" - tygodnik lokalny
nr 9 (275) z 4 marca 2012 r.
strona II


Zapraszamy do udziału w przypadającym na 1 marca 2012 r. Narodowym Dniu Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Będzie on poświęcony organizacjom niepodległościowym, które po 1945 roku podjęły walkę z sowieckim okupantem. W Lublinie obchody rozpoczną się Mszą św., po której nastąpi uroczyste poświęcenie obelisku upamiętniającego Żołnierzy Wyklętych. Zaplanowany jest Marsz Pamięci (Pl. Litewski, początek godzina 17-sta) oraz sesja popularno naukowa, podczas której pracownicy lubelskiego oddziału IPN wygłoszą wykłady poświęcone lokalnym oddziałom niepodległościowego podziemia. Także tegoż dnia w Auli Uniwersytetu Medycznego przy ulicy Jaczewskiego 4 odbędzie się projekcja filmu pt. "Historia Roja" reż. Jerzego Zalewskiego.

Tadeusz Zieliński


Pan
Jan Dworak
Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
poprzez Biuro Poselskie Elżbiety Kruk
wpłynęło 18 II 2012 r.

Lubelskie Stowarzyszenie
Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym
ul. Królewska 3
20-109 Lublin
tel. (0-81) 53-208-11
fax (0-81) 53-201-01

Liczba Dziennika W 1/2012

Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym protestuje przeciw decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji odmawiającej dostępu do "platformy cyfrowej" dla Telewizji "Trwam" jako ogólnopolskiej katolickiej stacji telewizyjnej. Nasze środowisko, które w latach 1980-1989 brało udział w walce wielkiego ruchu społeczno-zawodowego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" przyczyniło się do odzyskania przez Polskę suwerenności politycznej. Celem naszej walki była odbudowa kraju na fundamencie uniwersalnych wartości zakorzenionych w chrześcijańskiej wierze i narodowej tradycji. Wierzyliśmy, że podmiotowość narodu, prawa obywatelskie, a w tym wolność słowa, sumienia i wyznania będą chronione dzięki Konstytucji oraz instytucjom demokratycznego państwa prawa.

Niestety dziś w 23 roku tzw. transformacji ustrojowej jesteśmy znów zmuszeni do obrony praw obywatelskich wielomilionowej społeczności wierzących w Polsce, która to pragnie rozwijać działalność Telewizji "Trwam". Ta stacja od ośmiu lat coraz pełniej zaspokaja potrzeby ewangelizacyjne, informacyjne oraz kulturalne wszystkich katolików. Umożliwia też autentyczną oraz powszechną debatę obywatelską. Stosując w wielu tematycznych audycjach interaktywny sposób kontaktu z telewidzem TV "Trwam" umożliwia zabranie głosu Polakom zatroskanym o przyszły los naszego kraju. Odmowa przyznania miejsca na platformie cyfrowej dla TV "Trwam" świadczy o swoistym pojmowaniu przez KRRiTV pluralizmu w przestrzeni medialnej, zaś pięciomiesięczny brak odpowiedzi na wniosek odwoławczy Fundacji "Lux Veritatis" założonej w 1998 roku jest pogwałceniem prawa administracyjnego. Krajowa Rada Radiofonii Telewizji powinna, zgodnie z konstytucją RP "stać na straży wolności słowa, prawa do informacji, a także interesu publicznego w radiofonii i telewizji". Dlatego w imię zasad uczciwości oraz obiektywizmu w procesie koncesyjnym domagamy się od KRRiTV przyznania Fundacji "Lux Veritatis" koncesji na naziemną, cyfrową emisję programu Telewizji "Trwam".

Z poważaniem!

Lech Ciężki
Przewodniczący Zarządu
Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Lublinie
Grzegorz Wysok
sekretarz Zarządu Okręgu
Stowarzyszenia Osób Represjonowanych

Do wiadomości:
- organizacje pozarządowe
- Telewizja "Trwam"
- Radio Maryja
- media


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor tekstów


Matka Joanna od Sportu

Gdy tak wczoraj panią dr Joannę Muchę zadając straszne pytania maglował w swoim programie Tomasz Lis zapytując ją, czy kobieta w polskiej polityce ma się dobrze i w związku z tym dopytując się jak ma ją tytułować, wielce czcigodna p. posłanka Mucha odpowiedziała mu: ministro sportu. Zapewnie miało to wyglądać na żart zważywszy na okoliczność, iż Joanna Mucha onegdaj się straszliwie skompromitowała, dopytywana przez innego redaktora, który miał mniej względu na jej sławetny urok oraz aparycję, przerwawszy jej przydługawy wywód, a jakże, na temat sportu, do którego była dobrze przygotowana, z pozoru niewinnym pytaniem o losy trzeciej ligi hokeja na lodzie. Pani ministro nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, bo szybko nabrała wiatru w żagle i zaczęła roztaczać wspaniałe widoki przed III-ligowym hokejem pod rządami Platformy i swoimi w szczególności. Bałwaniłaby się tak jeszcze długo, gdyby nie przerwał jej sam redaktor oświadczając, że III ligi hokeja w Polsce przecież nie ma. Nie chcąc jej tedy pozostawiać na lodzie, poproszono znanego z obiektywizmu Tomasza Lisa, aby aby ją zaprosił do swojego programu, gdzie jej mocno nadwątlony image doznałby znaczącej poprawy. Doktor Joanna Mucha znów bałwaniła się do kwadratu, tym jednak razem pod czujnym okiem nadredaktora. Pomniki stadionów pobudowane i kto wie czy nie zwalą się na łeb zgromadzonej tam publiczności, nowe nieliczne odcinki autostrad nadają się już do remontu, więc trzeba chyba cudu aby wszystko to mogło zaskoczyć. Zgonić nie ma na kogo. Chyba, że na plamy na słońcu, jednak wciąż obowiązuje mit ocieplenia. W związku z tym proponuję, aby Joannę Muchę nazwać opatrznościowo Matką Joanną od Sportu. To na razie powinno wystarczyć, a w przyszłości jej koledzy już coś wymyślą.


Kontrrewolucyjne zamierzenia

Czasy stalinowskie jak wiadomo były znane z walki o postęp. Z walką o postęp nie jest prosta sprawa, bo towarzyszą temu różne "kontrrewolucyjne zamachy", więc NKWD takie zamachy w porę wykrywało, zaś tzw. "zamachowców" przykładnie karano. Jednak ilość zamachów nie jest nie wyczerpana, więc z ich braku trzeba było przejść do wykrywania "kontrrewolucyjnych zamierzeń". Dlaczego o tym piszę? Otóż "Gazeta Wyborcza", która po zaszczuciu różnych, wyimaginowanych "antysemitników", od których aż się roi pod łóżkiem Adama Michnika prokuratoriami, od jakiegoś to czasu jest zaangażowana w wykrywanie "kontrrewolucyjnych zamierzeń" tj. duszeniem "antysemityzmu" w zarodku. Swoim argusowym okiem oraz poprzez aktywistów w terenie, dojrzała go obecnie, pod postacią wznowionej przez poznańskie wydawnictwo książki "Trzy hostie" opowiadającej o profanacji komunikatów przez poznańskich Żydów w XIV wieku. Nie będę już Państwa epatował szczegółami tej historii. W każdym razie to "kontrrewolucyjne zamierzenie" znalazło już swój finał w gorliwych zapewnieniach arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, iż kontrrewolucyjne zabytkowe freski w poznańskim kościele upamiętniające powyższe zdarzenie, zostaną usu... tj. oczywiście zakryte tablicą informacyjną, że cała ta historia jest produktem oszalałego antysemicką propagandą katolickiego kleru ludu. Tablica owa będzie pełnić symboliczną rolę opaski, zasłaniającą wstydliwą przeszłość Kościoła, którego wedle niegdysiejszych wyznań naczelnego redaktora "Gazety Cadyka" sumienie jest czarne jak..., ale mniejsza z tym. Widocznie myśli, że można mieć tak jak on - nie używane. Wydaje mi się jednak, że Jego Eminencja sprawy do końca nie przemyślał. Otóż jak twierdził nieodżałowany książę Gorczaków, nie zdementowane informacje nie są prawdziwe. Czyżby więc trzeba było czekać aż sześćset lat, aby w ten sposób Jego Eminencja potwierdził prawdziwość legendy, której sam chciał zaprzeczyć? Oto w jak nieoczekiwany sposób występek składa hołd cnocie. Dlatego też radzę JE arcybiskupowi Gądeckiemu, aby zawieszania tablic swojego imienia poniechał, chyba, że chce być sam w nieodległej przyszłości posądzony o "kontrrewolucyjne zamierzenia", zaś to jak wiadomo w pewnych kręgach jest gorsze od śmierci.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"

__________

Nadesłane do Redakcji

List otwarty do Prezydenta Krzysztofa Żuka
i radnych Rady Miasta Lublin

"Strategiczne partnerstwo", a zwłaszcza szczera przyjaźń nie mogą wszak opierać się na kłamstwie, fałszu i ślepej tolerancji wobec zła. Doceniając i szanując wysiłki Polaków i Ukraińców pracujących dla pojednania obu naszych narodów i wyjaśnienia wszystkich wielowiekowych problemów narosłych w naszych historycznych stosunkach nie możemy pozostać obojętni wobec zjawisk tak dla nas niepokojących jak narastający na Ukrainie kult zbrodniczych organizacji oraz osób odpowiedzialnych za ludobójstwo na Polakach podczas II wojny światowej. Szczególny sprzeciw musi budzić bezkrytyczne oddawanie czci postaci tak dla Polaków złowrogiej jak Stepan A. Bandera, przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz duchowy wódz Ukraińskiej Powstańczej Armii. Jej bandy mają na rękach krew co najmniej 130 tysięcy Polaków zamordowanych m.in. podczas "rzezi wołyńskiej", na Ziemi Lwowskiej, Stanisławowskiej, Tarnopolskiej, Polesiu, a także i Lubelszczyźnie. Banderowcy odpowiadają także za zbrodnie na innych mieszkańcach Kresów Wschodnich narodowości ukraińskiej, ormiańskiej, żydowskiej, czeskiej. Jest nam szczególnie przykro, że do tych objawów kultu wobec zbrodniarzy dołączają też władze Łucka, będącego miastem partnerskim dla Lublina. Nadanie honorowego obywatelstwa zbrodniarzowi takiemu jak Stepan Bandera to krok wyjątkowo haniebny, każący poddać w wątpliwość szczerość przyjaźni ze strony stolicy Wołynia wobec Polski i Polaków.

W związku z decyzją Rady Miejskiej Miasta Łuck w sprawie honorowego obywatelstwa dla Bandery wzywamy Pana Prezydenta Krzysztofa Żuka oraz Radę Miasta Lublin do zdecydowanego potępienia skandalicznych działań ukraińskich partnerów. Uważamy za konieczne, by samorząd Lublina zajął zdecydowane stanowisko w tej sprawie, wzywając władze Łucka do cofnięcia honoru przyznanego mordercy. W przypadku zaś odmowy ze strony ukraińskiej, aby Lublin zawiesił stosunki partnerskie z miastem Łuck. Współpraca z miastami położonymi na dawnych polskich Kresach Wschodnich jest z pewnością cenna i pożądana, nie może jednak odbywać się za wszelką cenę. Brak reakcji ze strony władz Lublina stanowić będzie policzek dla pamięci setek tysięcy polskich ofiar ukraińskiego szowinizmu. Krew naszych Rodaków pomordowanych przez bandy UPA zasługuje na pamięć i szacunek, zaś naszym prawdziwym przyjaciołom z Ukrainy trzeba dać szansę opamiętania się oraz odrzucenia oraz potępienia zbrodni z przeszłości. Tylko na takim fundamencie można bowiem budować prawdziwie strategiczne partnerstwo!

/ - / Ryszard Milewski
urzędnik samorządowy, prezes Stowarzyszenia Narodowego im. Romana Dmowskiego
/ - / Leszek Barwiński
przewodniczący Zarządu Regionu OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych w Lublinie
/ - / dr Rafał Dobrowolski
prezes Zarządu Okręgu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w Lublinie
/ - / Zbigniew Bagiński
dyrektor Kolegium Sztuk Pięknych UMCS, b. członek Zarządu Miasta Lublin
/ - / Konrad Rękas
dziennikarz, b. prezes Stowarzyszenia Samorządów Euroregionu "Bug"
/ - / Tomasz Miszczuk
urzędnik samorządowy, członek Zarządu Województwa Lubelskiego
/ - / Grzegorz Wysok
sekretarz Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Lublinie
/ - / kpt Andrzej Szadura
handlowiec, Polskie Drużyny Strzeleckie w Lublinie
/ - / Wojciech Rowiński
Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" w Lublinie

__________

Stanowisko Rady Miasta Lublin w sprawie wezwania radnych miast partnerskich Łucka, Lwowa oraz Iwano-Frankowska do potępienia zbrodni ludobójstwa dokonanych w latach 1943-44 przez oddziały OUN-UPA oraz SS "Galizien" na ludności narodowości polskiej, ukraińskiej, żydowskiej, ormiańskiej i czeskiej.

W trosce o pamięć historyczną oraz wzajemną współpracę pomiędzy naszymi narodami Rada Miasta Lublin zwraca się z apelem do samorządów miast partnerskich Lublina, tj. Łucka, Lwowa oraz Iwano-Frankowska o potępienie zbrodni ludobójstwa dokonanych w latach 1943-1944 przez oddziały OUN-UPA oraz SS Galizien na ludności narodowości polskiej, a także ukraińskiej, ormiańskiej, żydowskiej i czeskiej. Wzajemne partnerstwo, przyjaźń i współpraca, na które od wielu lat pracujemy nie mogą opierać się na braku jednoznacznego, krytycznego stanowiska wobec zbrodni i bestialstwa popełnionych na bezbronnej ludności cywilnej. Szacunek wobec naszej wspólnej, lecz niekiedy bardzo trudnej historii, jak również hołd oddany naszym pomordowanym rodakom to jeden z fundamentów owocnych relacji pomiędzy naszymi miastami i narodami. Wszelka forma gloryfikowania twórców zbrodni, jaką była rzeź niewinnej ludności Wołynia i sprzyjanie kultywowania tych wydarzeń muszą zostać bardzo stanowczo potępione przez naszych ukraińskich partnerów. Biorąc pod uwagę powyższe, Rada Miasta Lublin przyjmując za priorytetowy cel budowanie dalszej wzajemnej współpracy i szacunku między Lublinem a naszymi wschodnimi miastami partnerskimi apeluje do wyżej wymienionych o zajęcie jednoznacznego stanowiska potępiającego zbrodnie ludobójstwa wołyńskiego, tudzież jej wszystkich sprawców.

Radny PiS Marcin Nowak
przewodniczy pracom Komisji Kultury i Ochrony Zabytków
prezes Zrzeszenia WiN w Lublinie


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor tekstu

- Original Message -
To: biuro@zbigniewziobro.pl
Subject: list

Szanowny Pan
poseł Zbigniew Ziobro

Słyszałem Pańską wypowiedź, a w zasadzie polityczną deklarację totalnego sprzeciwu wobec jakiegokolwiek uszczuplania suwerenności Polaków i polskiego państwa na rzecz tzw. Unii Europejskiej, jak również innego zewnętrznego politycznego bytu. Komunikat skierowany do Premiera RP a także wezwanie Prezesa PiS do poparcia takiego kierunku działania są uzasadnionym oraz koniecznym postępowaniem. Brakowało mi tu jednak skonkretyzowanego stanowiska w przedmiocie komponowania jakiegoś referendum w tej materii. Otóż stoję na stanowisku, że niedopuszczalne jest jakiekolwiek referendum w obecnej ustrojowej sytuacji. W sprawach racji stanu Polaków i polskiego państwa żadne referendum w ogóle nie wchodzi w rachubę. Nie obecne pokolenia, ogłupiane wrogą propagandą uzyskały wolność i niepodległość dla Polaków i polskiego państwa a więc nie mają żadnego moralnego prawa do decydowania w tej materii. Będę pierwszy nawoływał do kompletnego bojkotu takowych pomysłów. Polskie społeczeństwo w kraju charakteryzuje bardzo niski poziom świadomości swojego położenia oraz nadchodzącej przyszłości i zagrożeń, a także marne polityczne wyrobienie. Przewidując zmasowaną medialną ogłupiającą propagandę, plecione głupoty przez tzw. "polityków" (wybitnych autorytetów nauk prawnych i ekonomiczno finansowych), brak realnej publicznej kontroli nad głosowaniem, zaś głównie liczeniem głosów, dopuszczającej możliwość fałszerstw, każde referendum w obecnej sytuacji będzie "za" propozycją tzw. władz. Klasycznym przykładem jest referendum akcesyjne do tak zwanej Unii Europejskiej. Na marginesie chciałbym przekazać Panu zapewnienie, że zacznę poważnie traktować Pana i Pańską działalność po jednoznacznym, publicznym oświadczeniu o konieczności wystąpienia Polski z tzw. UE oraz bezwzględnej potrzebie pilnego przygotowania i przyjęcia nowej prawnej, ustrojowej bazy państwa Polaków w postaci ustawy zasadniczej oraz kompletu około ustrojowych ustaw z niej wynikających.

Serdecznie Pozdrawiam!
Waldemar O.
redaktor "Biuletynu"

__________

Kuriozalny proces Grzegorza Wysoka

Biorąc pod uwagę obiektywizm i talent Karola Adamaszka wyprodukowanie przez niego oskarżenia nie jest niczym dziwnym. Dziwne jest jednakże zachowanie lubelskiego sądu oraz prokuratury, wykazujących się w tej sprawie zaskakującym podejściem do tematu. Sprawa redaktora G. Wysoka, lubelskiego dziennikarza przed tamtejszym sądem ciągnie się od kilku lat. Pozew, a także oskarżenie przeciwko niemu wniósł dziennikarz lubelskiej mutacji "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek, który zasłynął pochwalnymi peanami na cześć b. burmistrza Kraśnika Piotra Cz., mającego na koncie długą listę prokuratorskich zarzutów. W przypadku G. Wysoka poszło o rzekome znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn". Oczywiście cały ten proces ma znamiona, łagodnie rzecz ujmując, kuriozum. Biorąc pod uwagę "obiektywizm oraz talent" red. Karola Adamaszka wyprodukowanie przez niego oskarżenia nie jest niczym dziwnym, dziwne jest jednak zachowanie lubelskiego sądu oraz lubelskiej prokuratury, wykazujących się w tej sprawie zaskakującym podejściem do tematu. Dla przykładu - jeden ze świadków zeznających w ostatnich dniach na tym ciągnącym się od paru lat procesie został zapytany o to, czy określenie "cham" jest ogólnie obraźliwe. Zgodnie ze stanowiskiem przyjętym w sprawie używania tego słowa w publicznej debacie, świadek odpowiedział, że skoro można go używać wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, to z pewnością straciło już swój kiedyś obelżywy charakter. Otóż okazało się, że przesłuchującej świadka pani prokurator chodziło o określenie "chamy i Żydy" którego miał użyć w swych publikacjach Grzegorz Wysok. Najwyraźniej ani Karol Adamaszek doszukujący się w publikacjach Pana Wysoka antysemityzmu, ani prokuratura, ani sąd nie wiedzą, że określenia tego po raz pierwszy użył Witold Jedlicki w broszurze "Chamy oraz Żydy" wydanej w paryskiej "Kulturze". Tym samym określenie to ma charakter historyczny, nie zaś polityczny i wspominanie o nim nie może być podstawą jakichkolwiek oskarżeń. Ale gwoli wyjaśnienia to pochodzi ono z lat pięćdziesiątych, zaś powstało na łonie PZPR, gdzie oto dwie zwalczające się nawzajem frakcje obdarzały się nim nawzajem. Te frakcje to "puławianie" - stalinowcy zamieszkujący przy ulicy Puławskiej, z racji pochodzenia etnicznego istotnie nazywani przez przedstawicieli "grupy natolińskiej" - "Żydami". Z kolei "puławianie" rewanżowali się "grupie natolińskiej" określeniem "chamy", zaś to z kolei z uwagi na jej pochodzenie społeczne (przedstawiciele przedwojennej szlachty czy też inteligencji gnili w ubeckich kazamatach, a nie budowali "Polskę Ludową"). Obie grupy miały powody do używania tego nazewnictwa, Witold Jedlicki miał powody oraz prawo walkę wewnętrzną na łonie PZPR przedstawić, zaś red. Grzegorz Wysok o tym przypomnieć. Absurdalność zarówno oskarżeń wyprodukowanych przez pana K. Adamaszka jak i całego postępowania stawia pod poważnym znakiem zapytania zaufanie do wymiaru sprawiedliwości w Polsce, a jednocześnie wpisuje się w oskarżenia o szerzenie "antysemityzmu". Jak widać na tym przykładzie "Gazecie Wyborczej" nie wystarcza zaszczucie historyka, który to ośmielił się cytować poglądy naukowców podważających Holocaust, ale w ramach dbania o prawo, zamierza ingerować w wolność słowa oraz swobodę publikacji. Kto wie, może niedługo uzna, że napisanie o UB-ekach żydowskiego pochodzenia mordujących po II wojnie św. Polaków albo przypomnienie nazwisk dzieci i wnuków, a dziś wpływowych dziennikarzy (jeden taki przez długi czas pracował właśnie w "Wyborczej", zaś obecnie zasila szeregi TVN) czy polityków także jest "antysemityzmem".

Źródło:
"Gazeta Lubelska"
- tygodnik społeczno-polityczny
dostępny w sieci Klubów "Empik" i "Ruch"
nr 7 (44) 17-23 II 2012 r., str. 1

__________

Czekając na Canossę Ziobry?

Wczoraj tj. 19 lutego byliśmy świadkami wizyty w Lublinie posłów Jacka Kurskiego oraz Zbigniewa Ziobro, członków nowej partii "Solidarna Polska". Z ich przemówień niczego nie dowiedzieliśmy się nowego. Było to raczej nowe "Opisanie Świata" Marco Polo, bo chyba o tym, że korupcja jest zła, wie nawet dziecko. No i że ich formacja na pewno zjednoczy Polskę oraz Polaków tak ostatnimi czasy tragicznie podzielonych. Nihil nowi. Można raczej powiedzieć, iż jest to nowo-stara śpiewka. Przypomnijmy, że p. Jarosław Kaczyński, któremu do niedawna tak wiernie służyli również chciał połączyć Polaków, a przynajmniej tych po prawicy. A robił to w osobliwy sposób, zajadle eliminując tych, którzy mogliby naród jeszcze "dzielić". Zresztą prezes Prawa i Sprawiedliwości słynie z tego, że trzyma swoich ludzi żelazną ręką. Dopóki są mu oni wierni to mogą liczyć na stanowiska i wysokie apanaże. PiS to niewątpliwie partia wodzowska. Nie każdemu to pasuje, bo powiedzmy sobie szczerze, mało komu by pasowało. Ale jak powiedziałem, dopóki były stanowiska, stołki ministerialne, wysokie apanaże, "Kusy wiernie Rejentowi służył" tj. dało się jakoś wytrzymać. Jednak wszystko ma swój kres i pchła na szyi żyrafy przestała wierzyć w nieśmiertelność. Później było "dobijanie watahy" i wyprowadzenie związku obrażonych przez Joannę Kluzik Roskowską z PJN. Tak to agentura dała znać o sobie. Miało to wyjątkowo komiczny wydźwięk zważywszy na okoliczność, że Jarosław Kaczyński całą swoją premierowską kadencję przeznaczył właśnie na walkę z agenturą, która mu tak spokojnie kwitła pod bokiem. Warto przypomnieć, że prokurator Kaczmarek mający walczyć z tą agenturą, też jej częścią się okazał.

Po pierwszych wygranych przez Platformę wyborach, wierni J. Kaczyńskiemu pretorianie myśleli, że już po krótkiej pieriedyszce wrócą do koryta. Jednak ich rachuby spełzły na niczym, więc stąd ich niecierpliwość przechodząca z czasem w czarną niewdzięczność. Zwłaszcza, kiedy ich koledzy z Platformy mogą po raz drugi rozkoszować się owocami władzy. Wobec tych irytujących okoliczności czekanie na złote jabłko musi wydawać się prawdziwą katorgą, zwłaszcza kiedy to onegdaj zakosztowało się już limuzyn, pięknych sekretarek oraz wyjazdów w zamorskie kraje. Jednakże na wszelki wypadek cierpliwie wyczekali, aby nie kąsać pańskiej ręki, dopóki nie wrócą do sejmu. Do tej pory wszystko im się w Jarku podobało lub też przynajmniej tak udawali. Gdy wrócili, mogli wreszcie zrzucić uciążliwą maskę. Jednakże w przeciwieństwie do PJN-u nie chcieli odchodzić w atmosferze rozłamu, jako że byli oni współtwórcami legendy na której te ugrupowanie jedzie, iż PiS to jedyna słuszna oraz prawdziwie polska partia, natomiast pozostałe to polityczne formacje "zaprzaństwa i zdrady". To oni mieli być tym prawdziwym PiS-em. Jednak nie chcąc być tam dłużej, czekali niecierpliwie, aż to Kaczyński ich wyrzuci, aby odium rozbijacza spadło na niego. Nie przewiduję jednak, aby to na scenie politycznej byli w stanie stworzyć coś nowego. Będą oni raczej wychowawczym przykładem dla każdego członka PiS-u co się staje z każdym, kto ośmieli się rzucić rękawicę Prezesowi. Poczekajmy aż się im skończą poselskie apanaże. W naszej polityce nie ma miejsca na harcowników. Chyba, że wypełniają zadania zlecone. Przyjdzie więc czas na Canossę. Nawet nie chcę myśleć, co im w ramach pokuty Prezes może zadać. Cztery latka szybko zlecą. Zwłaszcza w strachu o własną przyszłość. Wszak nie można być długo samotnym samurajem.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"

__________

20 lutego 2012 r. o godzinie 12.00, sala numer XIII (sygn. akt. III K 482/11), w Sądzie Rejonowym przy Krakowskim Przedmieściu 76 rozpocznie się rozprawa Pana Ryszarda Milewskiego zainicjowana bezpodstawnym oskarżeniem pełnomocnika żony w sprawie rozwodowej mec. K. Stefaniuk z Lublina, która swoje przedstawicielstwo sprawuje wbrew przepisom Kodeksu Etyki Adwokackiej, ponieważ toczy się wobec niej postępowanie dyscyplinarne. Pan R. Milewski jest sądzony z oskarżenia o rzekome groźby karalne, zaś faktycznie jest to zemsta za ujawnienie w liście do Pana ministra Zbigniewa Ziobry oraz audycji Radia Maryja z dnia 1 III 2006 r. powiązań korupcyjnych sędziowskiej palestry. Już wkrótce okaże się, czy tzw. niezawisły Sąd pomimo wielu rażących uchybień będzie potrafił odnieść się do sprawy obiektywnie i uniewinni fałszywie oskarżonego Ryszarda Milewskiego. Zapraszamy na rozprawę, aby choćby w ten sposób zapewnić publiczną kontrolę nad działaniem wymiaru sprawiedliwości.


13 lutego 2012 roku o godzinie 9.00 w sali III w Sądzie Rejonowym w Hrubieszowie odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Panu Łygasowi z Zamościa. Narodowiec został oskarżony o rzekome znieważenie narodu żydowskiego, zaś jego winą jest to, że kilka temu udostępniał w tzw. Dniu Judaizmu modlitwę św. Piusa V o nawrócenie Żydów. Zdaniem nadgorliwego prokuratura Jacka Miściora zawarte w modlitwie pt. "Pro perfidi Judaeis" słowa "wiarołomni Żydzi" oraz "lud zaślepiony" autorstwa Papieża wyczerpują dyspozycję art. 257 kodeksu karnego, który mówi, że: "Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości albo też z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". Sprawa Pana Łygasa sięga jeszcze 2006 r., kiedy to po raz pierwszy usłyszał zarzut publicznego znieważenia ludności żydowskiej z powodu jej przynależności narodowej i wyznaniowej. 6 IV 2007 r. kol. Arkadiusz został skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres dwóch lat pomimo przychylnej opinii biegłego ks. prof. Zygmunta Zielińskiego z KUL - wybitnego specjalisty z zakresu historii Kościoła.

Tadeusz Zieliński


Sąd Rejonowy w Hrubieszowie
Sprawę p. Łygasa prowadzi sędzia Anna Sowa
Sygn. akt. II K 898/10





Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


16 grudzień 2011 r.

Czy w woj. lubelskim polują na "antysemitów"?

Temida z wagą w jednej dłoni i mieczem w drugiej dłoni stanowi symbol wymierzania sprawiedliwości oraz sądów. Są dwa rodzaje takich symbolicznych przedstawień bogini sprawiedliwości: z opaską na oczach lub też bez opaski. Doskonale to pasuje do dwóch rodzajów sądownictwa: ślepego oraz baczącego na prawdę. Jeśli temida nie widzi wagi w swej dłoni to jak rozstrzyga czy użyć karzącego miecza? Czy jak sędziowie kierujący się prywatą? W lubelskiem trwają dwa procesy o rzekomy "antysemityzm". Opisane są na blogu: grzegorzwysok.blogspot.com. Sprawy te niezaangażowanemu obserwatorowi jawią się tak proste, zaś oskarżenia tak naciągane, że zdziwienie budzi rozwlekłość ich rozstrzygania. Posiłkowanie się przez sądy ekspertami, a także świadkami tam, gdzie do zrozumienia tekstów wystarcza zwykła znajomość języka i może również zajrzenie do kilku książek o historii wydaje nieciekawą opinię pomocnikom Temidy, gdyż ługotrwałe międlenie niesłusznych oskarżeń, zamiast odrzucenia ich na pierwszej rozprawie rodzi rozmaite podejrzenia, będące już same w sobie niepotrzebnym obciążeniem wymiaru sprawiedliwości. W przyszłym tygodniu odbędą się kolejne odsłony obu procesów.

W poniedziałek, 19 grudnia 2011 r. o godzinie 8.30, w sali XIV w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód w Lublinie przy Krakowskim Przedm. 78 ma odbyć się kolejna rozprawa (sygnatura akt III K 359/11) w procesie przeciwko red. Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn Narodowy". Wezwani są następujący świadkowie: profesor Ryszard Bender z KUL, redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" prezes Narodowego Odrodzenia Polski p. Adam Wojciech Gmurczyk, twórca "TV Narodowej" dr Eugeniusz Sendecki, sześciu radnych miejskich poprzedniej kadencji, a także powołany przez sąd jako biegły profesor Ryszard Tokarski z UMCS. 22 grudnia 2011 r. o godz. 9.00 w sali nr I Sądu Rejonowego w Hrubieszowie odbędzie się rozprawa (II K 898/10) przeciwko Panu Arkadiuszowi Łygasowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie narodu żydowskiego. Arkadiusz Łygas narodowiec z Zamościa od kilku lat jest sądzony oraz prześladowany przez tzw. wymiar sprawiedliwości. Zarzuca mu się, że kilka lat temu rozwiesił w Hrubieszowie plakaty z treścią modlitwy Papieża Piusa V o nawrócenie Żydów. Zdaniem prokuratury słowa "wiarołomni Żydzi" oraz lud zaślepiony autorstwa Papieża wyczerpują dyspozycję artyk. 257 kk". Czy ciąganie dwóch obywateli Grzegorza P. Wysoka oraz Arkadiusza Łygasa po sądach województwa lubelskiego jest czymś w rodzaju polowania na "antysemitów"? Jaka jest w tym rola sądów?! Czy może też dały się w to wciągnąć z powodu słabej wiedzy oraz nieumiejętności szybkiego rozstrzygania? Morał jest jeden: sądy pracują lepiej, kiedy to obywatele przyglądają się procesom. Zaś szczególnie motywująco działa obecność obserwatorów na sali rozpraw.

Źródło:
http://mocniejszy.wordpress.com/

__________

7 II 2012 r., KiK w Lublinie. Prezentuję rozmowę z p. Stanisławem Michalkiewiczem na temat procesów politycznych z poduszczenia "Gazety Wyborczej", ujawniających skalę żydowskich roszczeń wobec Polski. Redaktor Michalkiewicz opowiada o podejmowanych wobec niego próbach postawienia zarzutów tak zwanego "nawoływania do nienawiści", odnosi się do sprawy p. A. Łygasa z Zamościa, sądzonego za rozplakatowanie modlitwy Papieża Piusa V o nawrócenie Żydów oraz procesu red. Grzegorza P. Wysoka - wydawcy pisma "Biuletyn Narodowy", oskarżonego z artykułów 256 i 257 za publikacje dotyczące dezyderatów Przemysłu Holocaustu i krytyczny stosunek do Unii Europejskiej -

Tadeusz Zieliński





Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


23 styczeń 2012 r.

Na stan wojenny - stan wyjątkowy

Barbara Kwarc ogłosiła stan wojenny w internecie w proteście przeciwko porozumieniu ACTA, które pozornie skierowane jest przeciw "obrotowi podróbkami", ale tak naprawdę przeciwko swobodzie wypowiedzi, a także komunikowania się ludzi za pośrednictwem internetu. Rzecz bowiem z tym, że narzędzia ochrony własności intelektualnej w postaci odkryć naukowych, wynalazków, utworów są w systemie prawnym wystarczające, a jeśli wydaje się, że jest inaczej, to nie ze względu na nieskuteczność tych narzędzi, tylko na niewydolność wymiaru sprawiedliwości. Dobrą, chociaż bardzo zagadkową ilustracją tej niewydolności jest bezsilność organów ścigania wobec faszystów z Antify, którzy nie tylko ogłosili listę proskrypcyjną osób przeznaczonych do nękania albo też likwidacji, ale zapowiadają fizyczne eliminowanie swoich przeciwników. Tymczasem to donosy na sprawców urojonych przestępstw "antysemickich" są na rozkaz prokuratora generalnego pana Seremeta energicznie ścigane przez prokuraturę, która to swymi groteskowymi oskarżeniami na całe miesiące zamula niezawisłe sądy, jak to ma miejsce w Lublinie w związku z procesem red. Grzegorza Wysoka, na którego doniósł dziennikarz tamtejszej mutacji "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek. Zatem ochrona własności intelektualnej jako przyczyna porozumienia ACTA, to tylko mały pretekst do cenzurowania internetu, a także prześladowania osób prezentujących poglądy odmienne od zatwierdzonych przez szajkę Umiłowanych Przywódców.

Polska, ustami ministra Sawickiego wyraziła zgodę na podpisanie tego porozumienia w ramach Unii Europejskiej, w której Umiłowani Przywódcy, podobnie zresztą, jak w USA czy też Kanadzie skaczą z gałęzi na gałąź przez lichwiarską międzynarodówką, która posługuje się nimi w zagarnianiu bogactwa, a także własności milionów, a może nawet miliardów ludzi. Jest rzeczą oczywistą, że swoboda wypowiedzi, jak również możliwość błyskawicznego komunikowania się ludzi właśnie za pośrednictwem internetu stanowią dla lichwiarskiej międzynarodówki zagrożenie, dlatego nic dziwnego, że podkręciła ona szajkę Umiłowanych Przywódców, aby to podjęli stosowne kroki zapobiegawcze. Warto zwrócić uwagę, że wstępne porozumienie w tej sprawie zostało zawarto jeszcze w roku 2007, kiedy finansowi grandziarze zdawali sobie sprawę, że ich działalność polegająca na nadprodukcji oraz wpompowywaniu w gospodarkę nadmiernej ilości pieniądza bez pokrycia doprowadzi do kryzysu finansowego w skali światowej i konieczności masowego rabunku podatników. Ale w naszym nieszczęśliwym kraju w ramach protestu internauci zablokowali strony internetowe konstytucyjnych organów. W odpowiedzi na to szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generał Stanisław Koziej, mianowany na to stanowisko przez marszałka Bronisława Komorowskiego już nazajutrz po katastrofie smoleńskiej, nie wykluczył wprowadzenia stanu wyjątkowego. Wojciech Jaruzelski w 1981 roku wyłączył telefony oraz wprowadził godzinę milicyjną, a przeciwników reżymu internował według sporządzonych grubo wcześniej list proskrypcyjnych. Teraz to rząd pewnie wyłączy prąd, aresztuje blogerów i skonfiskuje wszystkie komputery. O tym, aby bronić obywateli przez finansowymi grandziarzami nikt nawet nie pomyśli. Niechby spróbował; "dałaby świekra ruletkę mu!"

Stanisław Michalkiewicz




11 luty 2012 r.

Chaos semantyczny

Po otrąbionych z ogromnym przytupem "konsultacjach" w sprawie ACTA premier Tusk ogłosił, że podpisu "nie wycofa". Gnom sportretowany przez Janusza Szpotańskiego w "Rozmowie w kartoflarni" także odgrażał się, że "zdania swojego za nic nie zmienię". Wtedy chodziło o "prawicowe odchylenie", w ramach którego nie chciał "budować w stepie baraków", tylko "więzienia wznosić z pustaków". Premier Tusk jest w trochę innej sytuacji; niechby spróbował "wycofać podpis", to "dałaby świekra ruletkę mu!" W takiej sytuacji możemy tylko wykorzystać chwilę naszego oddechu do przyjrzenia się chaosowi semantycznemu, który według wszelkiego prawdopodobieństwa wytwarzany jest celowo, gwoli większego skołowania mieszkańców naszego nieszczęśliwego kraju, będąc jedną z przyczyn trapiących nas paroksyzmów. Np. wybitny przywódca socjalistyczny A. Hitler jest uważany za przedstawiciela "prawicy" i to w dodatku "skrajnej". Rozumiem, że tak jest w Niemczech, bo Niemcy to naród wyjątkowo zdyscyplinowany, nie tak może, jak wyjątkowo karny naród japoński, ale prawie, i jeżeli np. jest rozkaz, żeby podlizywać się dajmy na to, Żydom to nie dadzą się nikomu wyprzedzić. Gdyby jednak pewnego dnia padł rozkaz odwrotny, to myślę, że też nie daliby się nikomu wyprzedzić. Ale żeby u nas, w kraju, którego mieszkańcy uważają się za indywidualistów? Nic więc dziwnego, że w tym pomieszaniu pojęć za reprezentantów prawicy uważa się ludzi tęskniących za Edwardem Gierkiem, lecz także "godnym życiem", jakiego iluzję stwarzał za pożyczone pieniądze, dopóki czar nie prysnął i nie pojawiły się kartki na "wołciel z kością". Czyż nie na fali tej tęsknoty większość głosujących w referendum akcesyjnym opowiedziała się za Anschussem, naiwnie myśląc, że Niemcy wezmą nas na utrzymanie oraz znowu będzie jak za Gierka? Nawiasem mówiąc - słowo "Anschluss" pan prof. Tokarski z UMCS, występujący w charakterze biegłego językoznawcy na procesie red. Grzegorza Wysoka w Lublinie uznał, podobnie jak "IV Rzesza", za niedopuszczalne i podlegające karze. Że w domu wisielca nie wypada mówić o sznurze to zrozumiałe, ale skąd to właściwie pan prof. Tokarski wie, że już mieszkamy w domu wisielca? Chyba Nasza Złota Pani Aniela nie czyni mu osobistych zwierzeń?

To jeszcze nic w porównaniu z wiadomością, jaką otrzymałem od wielce wzburzonego Czytelnika. Oto jego znajomy najwidoczniej tzw. "chrześcijański socjalista" przekonywał go, że "Lenin to jak Jezus". Oczywiście to nie tylko nonsens, ale dla chrześcijanina - również bluźnierstwo, bo jeśli Lenin jak Jezus, to znaczy, że Jezus jak Lenin. Zrównanie Syna Bożego z jednym z największych zbrodniarzy w historii ludzkości niewątpliwie jest bluźnierstwem i to nieporównanie większym, niż kabotyńskie wygłupy Nergala, czy knoty pani Nieznalskiej. Ale być może argument o bluźnierstwie nie wszystkich przekonuje, więc warto pokazać fundamentalną różnicę. Chrystus tak mówi: "daj, pomóż bliźniemu twemu", podczas gdy socjalista powiada: "zabierz bogatszemu; on musi ci dać!" Zatem zbudowany na tym fundamencie program redystrybucji dochodu narodowego zwany "sprawiedliwością społeczną" jest nieporozumieniem, tj. konsekwencją wspomnianego semantycznego chaosu. Zresztą niekoniecznie nieporozumienie, gdyż równie dobrze zaporowym blokowaniem pojawienia się autentycznej prawicy, zgodnie z ustaleniami podjętymi przy "okrągłym stole". Podobnie nie musi być wylęgłym z semantycznego chaosu nieporozumieniem, tak zwane "judeochrześcijaństwo". Chrześcijaństwo skupia chrześcijan, christianos, czyli chrystusowców, tak samo jak to - excusez le comparaison - stalinizm skupiał stalinowców, a hitleryzm, hitlerowców, dlatego trudno wyobrazić sobie prawdziwego chrystusowca w amikoszonerii ze wspólnotą, która dla J. Chrystusa nie ma nic, prócz bezgranicznej oraz nieprzejednanej pogardy. Wygląda zatem na to, że bez przezwyciężenia tego chaosu nie tylko nic nie zwojujemy, ale też zmarnotrawimy resztki energii w pogoni za fantomami.

Stanisław Michalkiewicz

Źródło:
"Nasz Dziennik"

__________

19 XII 2011 roku w lubelskim Sądzie Rejonowym odbyła się rozprawa karna w procesie przeciwko red. Wysokowi oskarżonemu po doniesieniu dziennikarza "Gazety Wyborczej" Karola Adamaszka o propagowanie rzekomego antysemityzmu oraz mowę nienawiści w swoich publikacjach. Poniżej prezentujemy fragmenty zeznań biegłego prof. Ryszarda Tokarskiego z Zakładu Leksykologii UMCS w Lublinie. Jest on autorem skrajnie fałszywej oraz tendencyjnej opinii, dotyczącej pragmatyczno lingwistycznych aspektów publikacji G. Wysoka zamieszczanych w wydawanym przez niego "Biuletynie", a sporządzonej 8 lutego 1022 (!) r. Pełna treść dokumentu będzie wkrótce upubliczniona oraz dostępna w formacie PDF.

Tadeusz Zieliński





Pikieta przeciw ACTA

26 stycznia 2012 przed lubelskim Ratuszem odbyła się manifestacja przeciwko próbom implementacji do systemu prawnego przepisów umowy międzynarodowej dotyczącej "zwalczania obrotu towarami podrobionymi". Demonstracja zgromadziła bardzo wiele środowisk i osób niezrzeszonych, chcących zamanifestować swój sprzeciw wobec ACTA. Przemawiał m.in. lubelski historyk Grzegorz Wysok oraz rzecznik prasowy ONR Marian Kowalski - współorganizator protestu w Lublinie, który podkreślił, iż jest przeciwny temu, aby ludzie szli do więzienia po wprowadzaniu nowych uregulowań. Tradycyjnie już nie obyło się bez ekscesów. Zamieszanie wywołali rzekomi przedstawiciele "Anonymous" Polska, związani z lewackim środowiskiem lubelskiej "Tektury". Na miejscu pojawiła się policja, która zatrzymała w/w prowokatorów. Poniżej prezentujemy krótkie wystąpienie redaktora "Biuletynu" Grzegorza Wysoka, jakie zarejestrował przedstawiciel żydowskiej gazety dla Polaków podczas lubelskiej manifestacji przeciwko ACTA.

Tadeusz Zieliński

kliknij: Wysok o ACTA


O ACTA

"Zawżdy znajdzie przyczynę ten, kto zdobyczy pragnie. Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię. Już go mieli rozerwać, rzekł: "Jakim prawem?" "Smacznyś, słaby i w lesie!" - Zjedli niezabawem". Ta jakże pouczająca bajka biskupa Ignacego Krasickiego, doskonale nam tłumaczy przyczynę podpisania umów ACTA przez miłościwie panujący nam rząd Premiera Tuska, który to przygotowując nas do jakiegoś większego łajdactwa, musi szmatami dookoła obetkać wszystkie szczeliny, aby obywatele naszego biednego kraju nie mogli dojrzeć, jaki to los im się szykuje. Kiedyś w tym właśnie celu skazańcom rozdawano przepaski, ale czasy się zmieniły, dlatego też i technika musiała się do nich dostroić. Tak nasz Donald odwdzięcza się swoim wyborcom, dzięki którym ostał się na swoim "plemielostwie". Widocznie inni wyborcy, od których naprawdę zależy jego los, tego od niego zażądali.

Umowy ACTA pod pozorem ochrony praw autorskich, to nic innego jak położenie tamy na swobodny przepływ informacji w internecie jako ostatnim masowym medium, gdzie obywatel w możliwie obiektywny, nieocenzurowany sposób może się dowiedzieć, co się wokół niego dzieje. Jest to bardzo wielkie zagrożenie dla uszczęśliwiaczy świata, którzy skaptowawszy sobie wszystkie media, od tej pory udające żarliwą obiektywność, próbują nas pozbawić oczu oraz uszu, gdyż tym właśnie są niezależne ośrodki informowania do których należy także internet. Łajdakom bowiem potrzebne są ciemności, aby ofiara się nie spostrzegła kiedy będzie rabowana. Dotyczy to przede wszystkim nas, na których w najbliżej przyszłości ma być nałożony 65 miliardowy haracz od Przemysłu Holokaust. Również i inne narody europejskie nie mogą widzieć jak to ich umiłowani przywódcy zdobywszy ich zaufanie oddają ich w pacht lichwiarzom na następne pokolenia. Bo we współczesnym świecie nie ważne, kto ile ma pieniędzy, tylko jak dawniej - ilu ma się niewolników. Ale o tym sza!

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"



Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony,
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice nieskończony.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2012
najserdeczniejsze życzenia Czytelnikom
składa Redakcja "Biuletynu"

__________

ROZMOWY KTÓRE MIEWAŁ
KRÓL SALOMON MĄDRY

Proszę państwa do gazu

Już od pewnego czasu donoszą nam rodzime tam tamy, że Polacy zostali ogarnięci dobrodziejstwem następnej reformy, tym razem w służbie zdrowia, podjętej w ramach tzw. polityki miłości. Wiadomo przecież, iż słowo "reforma" jest ulubionym określeniem ze starym jeszcze komunistycznym rodowodem, za pomocą którego partyjne gangi z łaski ogłupionego ludu skołowanego w wyborach mogą sobie poupychać przepastne kieszenie. Stadiony narodowe w ukończeniu i pewnie będą po mistrzostwach stać jak posągi na Wyspie Wielkanocnej czy też piramidy w Egipcie zastanawiając przyjezdnych nad celowością tego ekonomicznego seppuku - więc na czymże jeszcze "ukręcić" kasę? Ano na zdrowiu, gdyż wiadomo - jak w swojej fraszce pisał Jan Kochanowski - jest ono "szlachetne" - oraz "nikt się nie dowie", a jeżeli "nikt" - to samo się przecież prosi. Więc drużyna pierścienia McDonalda wzięła się obecnie za "reformę" służby zdrowia, ażeby im służyła. Z tego powodu ceny leków wzrosną o 30 czy nawet 38 procent, co dla starej, ubogiej i schorowanej generacji może oznaczać śmierć w tempie iście stachanowskim. Wychodzi to na przeciw starym postulatom z nazistowskim jeszcze rodowodem, aby to tzw. ludzi "nieproduktywnych i niepotrzebnych" pousypiać (śpiewajmy więc stary hymn robotniczy, kto nie pracuje, ten się nie liczy), bo po cóż mają się jeszcze pałętać oraz obciążać swoimi roszczeniami, zdrowe, a także świadome swojej misji społeczeństwo? Zwłaszcza takie jak nasze, które po wypędzeniu bumelantów i spekulantów do Anglii wprost młodnieje nam w oczach. Pamiętamy chyba jeszcze jak parę lat temu prof. Jan Hartman wespół z szanowną panią redaktor, stojącej na czele pochodu sił postępu "Gazety Wyborczej", współczującym głosem przekonywał nas, jak to też nieuleczalnie chorzy są jak "żywe groby"? Więc jeżeli "żywe" i "groby" to co stoi na przeszkodzie aby były martwe? Starzy ludzie też są cierpiący, gdyż przecież cierpią przez swoją starość, więc obowiązkiem każdego wrażliwca, który obojętnie nie może przejść obok takiej męki, jest im ulżyć, nawet gdyby w przypływie starczego uporu tego nie rozumieli. Jeżeli więc ktoś wobec tak oczywistego faktu nadal protestuje, to naturalnie, że z braku serca, które to w złotej postaci poskąpił sobie kupić, na ostatnim jurko-owsiakowym festynie. Inna sprawa, że ktoś tą wybiórką do gazu na rampie obozowej musi kierować, więc "Gazeta Wyborcza" jak zawsze życzliwa wszystkim takim społecznym oddolnym inicjatywom, im patronuje. Natomiast dzielne zuchy p. premiera Donalda McKwacza, które w poszukiwaniu następnego słomianego interesu tj. misia zapędzili się na poletko służby zdrowia, zajmą się już szczegółami technicznymi. Więc póki co, proszę państwa do gazu, którego w obfitej ilości użyczy nam "Gazownia Aborcza". W końcu, któż lepie od nich wie, że lepiej zagazowywać niż być zagazowanym.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"

__________

Dał nam przykład Wiktor Orban

Cały postępowy świat obiegła wiadomość, że węgierski premier Wiktor Orban chce użyć rezerw walutowych swojego kraju, aby pospłacać krajowe długi pozaciągane przez jego poprzedników. Gdyby to się stało to naród węgierski wydobyłyby się z żelaznego uścisku zachodnich banksterów i wreszcie może mogłyby wyjść na prostą. Możliwość tego kroku, pokazała nam Islandia, o której to nie wiedzieć czemu w środkach masowego przekazu cicho sza, gdyż kiedy ich dług zagraniczny sięgnął 40 mld euro, nowy rząd w 2009 roku postanowił lichwiarzy postawić przed sądem, na co ci szybko zwietrzywszy zagrożenie, przezornie czmychnęli. Prezydent Islandii Olafur Ragnar Grimmson pozostał głuchy na ich groźby miotane zza oceanu oraz w referendum ogólnonarodowym naród islandzki pomimo, iż bardzo nieliczny przypomniał sobie, że jednak pochodzi od Wikingów. Od "oddaniu" w takich okolicznościach długów, więc nie mogło być mowy. Wobec tego zrozumiały jest strach zachodnich bankierów, którym to umęczone, europejskie narody pozadłużane na kilka pokoleń do przodu, mogą pokazać figę.

W historii świata nie jest to pierwszyzna, albowiem w XIX wieku w podobny sposób z żydowskimi finansistami postąpił amerykański prezydent Andrew Jackson. Otóż pewnego razu przysłuchując się wystąpieniu jednego z banksterów, nie wytrzymał i zakrzyknął: "Jesteście gromada jadowitych węży. Mamy plan, aby was całkowicie wykorzenić. W Imię Boże, pozbędę się was. Gdyby naród wiedział, jak niesprawiedliwy jest system wiążący walutę z bankami, to jutro, o świcie wybuchłaby rewolucja". Bankierzy przyjęli wyzwanie oraz zrobili dosłownie wszystko, aby zapobiec wyborowi Jacksona na drugą kadencję. Wyłożyli na kampanię wyborczą jego kontr kandydata nawet rekordową na ówczesne czasy sumę 3 mln dolarów (1832 r.). Mimo tego Jackson wygrał. Z jedenastu tysięcy urzędników federalnych zwolnił ok. 2 tys. za powiązania z bankami, zawetował nowelizację ustawy o Drugim Banku Stanów Zjednoczonych, który okazał się koniem trojańskim arystokracji pieniądza do robienia przekrętów, a także nakazał sekretarzowi skarbu natychmiastowe wycofanie z niego wszystkich rządowych rezerw, by w końcu przelać na konta poszczególnych banków stanowych. Rok po swojej reelekcji Jackson spłacił ostatni rządowy dług. Było to pierwszy i jedyny raz w historii USA, kiedy to dług rządowy wynosił zero, a nawet dysponował nadwyżką 35 milionów USD. Amerykańskie ówczesne czasopisma przyrównywały sukces prezydenta do wygnania przez Chrystusa lichwiarzy ze świątyni. Ich riposta nie dała na siebie długo czekać i wkrótce w ramach zemsty został nasłany na niego morderca, który próbował zabić Jacksona z pistoletu, z najbliższej odległości, ale broń nie wypaliła, drugi pistolet nie wystrzelił także, co jest ponoć zjawiskiem niesłychanym, albowiem prawdopodobieństwo niewypalenia dwóch pistoletów na raz wynosi 1 do 125 tysięcy. Wobec takich okoliczności, Andrew Jackson szczęśliwie uniknął śmierci i dokończył swoją kadencję, a następnie zmarł w 1845 roku z przyczyn naturalnych. Na swoim nagrobku kazał sobie wyryć epitafium "Zabiłem banki". Na powyższych dwóch przykładach widać niezbicie, że można przełamać hegemonię lichwiarskiej międzynarodówki, zwłaszcza kiedy nie chce się być grabionym bez końca, bez perspektyw na godne życie. Dlatego mam nadzieję, że Węgry biorąc przykład z Islandii już wkrótce mogą nam pokazać na co je stać, tak, że będę mógł zakrzyknąć "Dał nam przykład Wiktor Orban jak zwyciężać mamy!". Zresztą, nikt normalny przecież nie myśli, że można to wszystko "spłacić", ci co trzeba przecież się już o to zatroszczyli, więc póki co ani grosza zimnokrwistym szantażystom.

Adam Leks
redaktor "Biuletynu"

__________

21 listopada 2011 r. w lubelskim Sądzie Rejonowym odbyła się rozprawa w procesie przeciwko red. Wysokowi oskarżonemu po doniesieniu dziennikarza lubelskiej "Gazety Wyborczej" Karola Adamaszka o propagowanie antysemityzmu oraz mowę nienawiści w swoich publikacjach. Niżej prezentujemy reportaż filmowy z procesu Grzegorza Wysoka. Pierwsza część filmu przedstawia wypowiedź red. Stanisława Michalkiewicza, który nie znalazł w publikacjach treści nawołujących do nienawiści i znieważających jakikolwiek naród. Drugi film prezentuje zeznania protestanckiego pastora p. Pawła Chojeckiego z Lublina, senatora RP Stanisława Gogacza oraz Ryszarda Milewskiego. Ostatni z wyżej wymienionych to zasłużony działacz lokalnej endecji. Jest obecnie fałszywie oskarżony o rzekome groźby karalne. Oskarżycielem jest pełnomocnik żony w sprawie rozwodowej mecenas Katarzyna Stefaniuk z Lublina, sprawująca pełnomocnictwo wbrew przepisom Kodeksu Etyki Adwokackiej.

Tadeusz Zieliński









Zaszczytny "cham"?

30 XI 2011 r.

Czy nie razi pana słowo "cham" w zestawieniu "Chamy i Żydy" użytym przez Grzegorza Wysoka na łamach "Biuletynu Narodowego"? - takie właśnie pytanie z ust oskarżycielki w kolejnym dniu procesu lubelskiego narodowca usłyszał wezwany przez niego świadek, redaktor Stanisław Michalkiewicz. Sam podział na "chamów oraz Żydów" ma charakter historyczny i odnosi się do podziałów frakcyjnych z PZPR, a co do samego "chama" to odkąd polski sąd prawomocnie orzekł, że wolno tak mówić i pisać o prezydencie RP, to uznają ten epitet za wręcz zaszczytny - odparował red. Michalkiewicz. Proces Wysoka, dawnego działacza opozycji antykomunistycznej i wydawcy publicystyki historycznej im bliższy zakończenia, tym bardziej nabiera cech teatru absurdu, nie tylko związanego z faktem, że prokurator wyraźnie nie zna historii najnowszej Polski. Ponad dwugodzinne zeznania p. redaktora Michalkiewicza skupiały się na komentowaniu opinii biegłych nie znających, jak się okazało materiałów źródłowych, tj. np. prac twórcy idei zjednoczonej Europy, hrabiego Richarda Coudenhove-Kalergi. Nie znajduję w artykułach redaktora Wysoka niemal nic, poza przybliżaniem różnych mniej albo bardziej kontrowersyjnych, ale powszechnie znanych poglądów kilku postaci historycznych. Dlatego zupełnie nie rozumiem zarzutu antysemityzmu, czy podżegania do waśni, chyba że dla prokuratury antysemickie jest samo użycie słowa "Żyd" w dowolnym kontekście, trafnie podsumował red. Michalkiewicz.

Podobnego zdania byli inni świadkowie obrony jak np. senator RP Stanisław Gogacz (przewodniczący Ruchu Odbudowy Polski) czy też lider lubelskich środowisk narodowych Ryszard Milewski. Zdaniem S. Gogacza niezależnie od wyrażanych poglądów, redaktor Wysok korzystał w swoich publikacjach z konstytucyjnego prawa do wolności wypowiedzi. Pomimo tej zgodności opinii, dziennikarza oskarżonego w związku z zawiadomieniem złożonym przez "Gazetę Wyborczą" oraz ówczesnego radnego PO Pawła Bryłowskiego, czeka dalszy ciąg procesu. Zeznawać w nim mają kolejni politycy, m.in. prof. Ryszard Bender i p. Adam Gmurczyk, lider Narodowego Odrodzenia Polski. Sam redaktor Wysok zaznacza, że choć dziwią go zarzuty, to samo "prześladowanie za przekonania" nie jest dla niego pierwszyzną. Za to samo internowali mnie w stanie wojennym - uśmiecha się Wysok, który z swój "Biuletyn" wydaje teraz w formie internetowego bloga.

(karo)

Źródło:
konserwatyzm.pl


Foto:
Sprawę Wysoka rozpatrywała w 2009 r.
sędzia Agnieszka Smoluchowska, uchodząca nie bez racji
za najpiękniejszą kobietę w Wydziale Karnym Sądu
Rejonowego w Lublinie

__________

Informujemy Czytelników, że z dniem 1 grudnia br. zamykamy bieżący numer naszego pisma. Jednocześnie zwracamy się z apelem do wszystkich osób, które mogłyby oraz chciały w sposób stały, aktywnie i regularnie sprzedawać nasz "Biuletyn" we własnym środowisku na terenie kraju oraz w środowiskach Polaków za granicą, aby nawiązały z nami kontakt i współpracę. Chodzi o rozprowadzanie minimum po pięć egzemplarzy w najbliższym kręgu swoich odbiorców: rodziny, znajomych, przyjaciół. Oferujemy również swoim sympatykom miejsce na nieodpłatne ogłoszenie komercyjne na internetowej stronie naszego pisma. Zastrzegamy sobie jednak prawo odrzucenia obwieszczenia o treści kompromitującej, podejrzanej albo jaskrawo niezgodnej z linią pisma, a zatem zwłaszcza reklamy przemocy, satanizmu, używek, pornografii itp. Wszystkich prosimy o kontakt na adres redakcji i zapraszamy na proces polityczny Grzegorza Wysoka w dniu 20 lutego 2011 roku. Rozprawę poprowadzi sędzia Andrzej Woźniak, ten sam który w czerwcu uniewinnił Palikota w sprawie z prywatnego oskarżenia Piotra Więckowskiego.

Oskarżony Grzegorz Wysok
oraz ksiądz Tadeusz Isakowicz Zaleski
na spotkaniu w Lublinie -





Powyższy film można również obejrzeć
na profilu rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja

Redakcja "Biuletynu"



Foto:
Jubileusz lubelskiej Konfederacji
Redakcja "Biuletynu" -
Od prawej - historyk Jerzy Adamczuk, redaktor naczelny pisma Grzegorz Wysok,
Tadeusz Zieliński (Telewizja Narodowa) i publicysta Adam Leks
Zdjęcie wykonał p. Andrzej Rux - jeden z czołowych
działaczy lubelskiego KPN

__________

Prezentujemy tekst rozmowy
jaki red. "Najwyższego Czasu!" przeprowadził z redaktorem
naczelnym "Biuletynu Narodowego"
Grzegorzem Wysokiem -


kliknij: wywiad z Grzegorzem Wysokiem


Kalendarium rozpraw Grzegorza Wysoka

17 lutego 2011 r. w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód przy Krakowskim Przedmieściu 76 odbyło się jawne posiedzenie w sprawie Grzegorza Wysoka fałszywie oskarżonego o nawoływanie do nienawiści i znieważenie narodu żydowskiego. Prokurator nie przybył. Prowadzący sprawę Andrzej Woźniak nie zezwolił na rejestrację przebiegu posiedzenia za pomocą kamery video mimo, że obecny na sali rozpraw dziennikarz internetowego czasopisma pt. "Afery Prawa" przedstawił międzynarodową legitymację dziennikarską (International Press Card). Sędzia poinformował oskarżonego, że treść dwóch opinii powołanych biegłych z UMCS, doktora hab. Konrada Zielińskiego (politologa) oraz prof. Ryszarda Tokarskiego (językoznawcy) nie pozwala mu na umorzenie niniejszej sprawy. W związku z tym wyznaczył termin jawnej rozprawy na dzień 14 kwietnia 2011 roku (czwartek) na godzinę 8.30 sala numer XIV Sąd Rejonowy Lublin-Zachód, Krakowskie Przedmieście 78 (budynek sąsiedni) w Lublinie. Sędzia zdecydował na ten termin nie wzywać świadków, lecz przeznaczyć czas na wyjaśnienia, które będzie składał Grzegorz Wysok. Dopiero na następny termin zostaną wezwani świadkowie: w tym dziennikarz lubelskiej mutacji "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek, trzydziestu jeden radnych Miasta Lublin poprzedniej kadencji (w tym były radny oraz prezydent Lublina Paweł Bryłowski z PO, za przyczyną którego toczy się niniejsza sprawa), a także ci świadkowie, którzy byli przesłuchiwani w śledztwie w tym m.in. red. Zychowicz z "Rzeczpospolitej" i redaktor Stanisław Michalkiewicz. Zapowiada się więc kolejny sądowy serial. Sędzia Woźniak poinformował, że sala, w której będą odbywać się posiedzenia jest jedną z największych, jakimi dysponuje tutejszy sąd, gdyż w dniu 17 lutego 2011 mała salka nie była w stanie pomieścić wszystkich chętnych, którzy przybyli na rozprawę przybywając na nią nawet z daleka (jeden z uczestników przyjechał aż z Przemyśla).


14 kwietnia 2011 r. w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi, red. naczelnemu "Biuletynu Narodowego" oskarżonemu o znieważenie i nawoływanie do nienawiści do narodu żydowskiego. Tym razem na rozprawę przybył prokurator. Przybyli też niezależni dziennikarze, a wśród publiczności była obecna prof. Barbara Jedynak z UMCS. Grzegorz Wysok rozpoczął składanie obszernych wyjaśnień ustosunkowując się do opinii powołanych jako biegłych Konrada Zielińskiego (politologa) i prof. Ryszarda Tokarskiego (językoznawcy) z UMCS. Następna rozprawa odbędzie się 23 maja 2011 w poniedziałek o godz. 8.30 w sali XIV w Sądzie Rejonowym Lublin - Zachód w Lublinie, przy Krakowskim Przedmieściu 78. W tym dniu red. Grzegorz Wysok dokończy składanie obszernych wyjaśnień. Na ten termin został też wezwany pierwszy ze świadków - dziennikarz lubelskiej "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek, który w tej sprawie złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Na godzinę 9.00 zostaną też wezwani 4 dalsi świadkowie, a mianowicie czworo radnych miejskich Lublina poprzedniej kadencji. Pozostali radni (28 osób) oraz reszta świadków będzie zeznawać na kolejnych terminach.


23 maja 2011 roku w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi oskarżonemu znieważenie i nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego. Jako pierwszy zeznawał dziennikarz lokalnej "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek, który w niniejszej sprawie złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Ku zaskoczeniu publiczności dziennikarz ten przepytywany przez red. Grzegorza Wysoka, w wielu istotnych kwestiach zasłaniał się niepamięcią. Chodziło między innymi o to, kto mu dostarczył "Biuletyn" wydawany przez Grzegorza Wysoka, a także kto namówił go do złożenia zawiadomienia o przestępstwie. Ponadto prowadzący sprawę sędzia Andrzej Woźniak podpowiadał mu, że może się powołać na tajemnicę dziennikarską. Karol Adamaszek zeznał, że to nie on złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Sędzia uchylił również pytanie red. Wysoka czy świadek K. Adamaszek jest karany oraz czy toczy się przeciw niemu jakieś postępowanie karne w związku z jego publikacjami (skądinąd wiadomo, że redaktor K. Adamaszek występował już przed lubelskim sądem jako oskarżony z artykułu 212 kk o zniesławienie). Następnie zeznawali radni miejscy poprzedniej kadencji: Sabina Włodek, Wioletta Szafrańska-Kocuń, Mariusz Banach oraz Dariusz Sadowski. Z uwagi na upływ czasu w niniejszej sprawie nie byli jednakże w stanie wnieść do sprawy istotniejszych faktów. Następna rozprawa została wyznaczona na 4 lipca, poniedziałek, godz. 8.30, sala XIV. Zeznawać ma dwudziestu radnych miejskich poprzedniej kadencji: Monika Wac, Piotr Kowalczyk, Piotr Więckowski, Jan Madejek, Piotr Dreher, Sylwester Tułajew, K. Podkański, Kamil Zinczuk, Jarosław Pakuła, radny Marek Jakubowski, M. Kowalewski, Leszek Daniewski, Pani Elżbieta Dados, Janusz Mazurek, Dariusz Piątek, Marcin Nowak, Zdzisław Drozd, Tomasz Karski, Stanisław Podgórski, a także Piotr Gawryszczak z PiS. Do przesłuchania pozostanie jeszcze sześciu radnych oraz kilku innych świadków dopuszczonych przez prokuraturę, w tym redaktor Stanisław Michalkiewicz.


4 lipca 2011 roku w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód przy Krakowskim Przedmieściu 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko redaktorowi Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie narodu żydowskiego. Zeznawało 14 świadków - radnych miejskich poprzedniej kadencji: Piotr Kowalczyk, Piotr Więckowski, Piotr Dreher, Sylwester Tułajew, Jarosław Pakuła, p. Marek Jakubowski, Marcin Kowalewski, Leszek Daniewski, p. Elżbieta Dados, Janusz Mazurek, Marcin Nowak, Tomasz Karski, Stanisław Podgórski, Piotr Gawryszczak. Świadek Piotr Kowalczyk, obecnie Przewodniczący Rady Miasta Lublin (PiS) zeznał, że nie znalazł w "Biuletynie Narodowym", redagowanym przez Grzegorza Wysoka treści znieważających jakikolwiek naród oraz nawołujących do nienawiści. Z kolei świadek Pan Piotr Gawryszczak z PiS przytoczył słowa Radosława Sikorskiego, który uznał opisane przez Wysoka roszczenia żydowskie za bezzasadne. Na następny termin, który został wyznaczony na 8 września na godzinę 10.00 zostaną wezwani kolejni świadkowie: 12 pozostałych radnych minionej kadencji: p. Monika Wac, Jan Madejek, p. K. Podkański, Kamil Zinczuk, Dariusz Piątek, Zdzisław Drozd, Zbigniew Targoński, Krzysztof Siczek, Michał Widomski, Wojciech Krakowski, Marek Wójtowicz oraz Paweł Bryłowski (były radny PO, a także prezydent Lublina w latach 1994-98, za przyczyną którego toczy się niniejszy proces). Ponadto Marian Kowalski, Adam Leks, Piotr Sławiński oraz Józef Kawa, prezes Fundacji Shalom Chachmej Lublin imienia Symcha Wajsa. Został też już wyznaczony kolejny termin: 28 września na godz. 10.00. Wtedy to mają zeznawać trzej świadkowie dopuszczeni przez lubelską prokuraturę, to jest Eugeniusz Sendecki, Piotr Zychowicz z Rzeczypospolitej oraz redaktor Stanisław Michalkiewicz, a także dopuszczeni przez sąd na wniosek Wysoka świadkowie: m.in. Ryszard Milewski, Paweł Chojecki, senator Stanisław Gogacz, senator Ryszard Bender, przewodniczący Związku Gmin Starozakonnych Bolesław Szenicer i prezes NOP Adam Gmurczyk.


8 września 2011 r. w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód przy Krakowskim Przedmieściu 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie i nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego. Stawiło się tylko 5 świadków: 3 byli radni miejscy - Michał Widomski, Marek Wójtowicz i Paweł Bryłowski, aktualny radny miejski Zbigniew Targoński oraz p. Marian Kowalski, kandydat na posła z listy Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke. Świadek Targoński nic nie pamiętał, świadkowie Widomski, Wójtowicz i Kowalski zeznali, że teksty Grzegorza Wysoka zamieszczane w jego czasopiśmie nie znieważają i nie nawołują do nienawiści wobec narodu żydowskiego. Z kolei świadek Paweł Bryłowski (były radny PO i prezydent Lublina w latach 1994-98, za przyczyną którego toczy się niniejszy proces) zeznał, że "takie pisanie może przerodzić się w rzecz straszną, nawet w zbrodnię holocaustu, a zaczyn nienawiści może doprowadzić do tragedii. Przykład to sprawa Andersa Breivika". Świadek okazał się przeciwnikiem publikowania materiałów historycznych zeznając, że "przypominanie takich zdarzeń z przeszłości nastawia nieprzychylnie do tych nacji". Na rozprawie nie stawili się byli radni: Monika Wac (po raz trzeci!!!), Krzysztof Podkański, Dariusz Piątek oraz Kamil Zinczuk, który zmienił adres, a także aktualni włodarze: Jan Madejek, Wojciech Krakowski, Krzysztof Siczek i Zdzisław Drozd, którzy uczestniczyli w sesji Rady Miejskiej. Następna rozprawa odbędzie się w czwartek 29 września o godz. 10.00, sala nr XIV, na który to termin wezwani są Józef Kawa, prezes Fundacji Shalom Chachmej Lublin imienia Symcha Wajsa, red. Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", a także red. Stanisław Michalkiewicz. Kolejne terminy rozpraw to 7 i 21 listopada 2011 r., na których zeznawać będą aktualni radni miejscy tj. Jan Madejek, Wojciech Krakowski, Krzysztof Siczek oraz Zdzisław Drozd, byli radni - Monika Wac z SdPl (trzykrotnie się nie stawiła), Dariusz Piątek, Krzysztof Podkański oraz Kamil Zinczuk, jak również Adam Leks, Piotr Sławiński, prof. Ryszard Bender, Eugeniusz Sendecki, senator Stanisław Gogacz, Paweł Chojecki, Adam Gmurczyk, Ryszard Milewski oraz powołany przez sąd jako biegły prof. Ryszard Tokarski z UMCS.


29 września 2011 r. w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód przy Krakowskim Przedmieściu 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie i nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego. Stawiło się tylko dwóch świadków: p. Józef Kawa, prezes Fundacji Shalom Chachmej Lublin imienia Symcha Wajsa i redaktor Piotr Sławiński z Ligi Obrony Suwerenności. Świadek Józef Kawa zeznał, że Grzegorz Wysok jest bardzo porządnym człowiekiem, nie jest wrogiem Żydów i nie jest antysemitą. Świadek Sławiński oskarżenie Grzegorza Wysoka uznał za wysoce absurdalne. Narodowcy polscy jako chrześcijanie nie kierują się nienawiścią. Przypomniał on postać Jana Mosdorfa, oskarżanego o antysemityzm, który został zamordowany przez hitlerowców za udzielanie pomocy Żydom. Z kolei Grzegorz Wysok zwrócił się z wnioskiem o dołączenie do akt sprawy podręcznych akt prokuratury, gdzie znajdują się wyraźne dowody na polityczne naciski z Warszawy w celu skierowania przeciwko niemu fałszywego aktu oskarżenia. Sędzia Andrzej Woźniak odrzucił ten wniosek. Następny termin rozprawy wyznaczono na 7 listopada. Zeznawać mają radni miejscy poprzedniej kadencji, tj. Monika Wac i Kamil Zinczuk z SdPl oraz Dariusz Piątek i Krzysztof Podkański, a także aktualni radni Wojciech Krakowski i Jan Madejek z PO oraz Zdzisław Drozd i Krzysztof Siczek z PiS. Z kolei 21 listopada mają zeznawać red. Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", Pan red. Stanisław Michalkiewicz, Adam Leks, Eugeniusz Sendecki, profesor Ryszard Bender, Ryszard Milewski, senator Stanisław Gogacz, Paweł Chojecki, prezes NOP Adam Gmurczyk oraz powołany przez sąd jako biegły prof. Ryszard Tokarski z UMCS.


Na poprzedniej rozprawie 7 listopada 2011 r. zeznawało jedynie trzech świadków. Dwaj radni Rady Miasta Lublin poprzedniej kadencji Piotr Więckowski i Krzysztof Podkański nie znaleźli w tekstach Grzegorza Wysoka niczego bulwersującego oraz żadnych słów wzywających do nienawiści. Z kolei świadek Zdzisław Drozd aktualny radny miejski z PiS toczący się proces określił jako kompromitację wymiaru sprawiedliwości. Wyraził żal, że "Biuletyn" Grzegorza Wysoka przestał się ukazywać oraz uznał, że artykuły Grzegorza Wysoka nie odbiegały od standardów stosowanych w publicystyce. Podkreślił, że radni zostali w postępowaniu przygotowawczym przesłuchani w trakcie trwania sesji, kiedy to miały miejsce ważne głosowania dla Miasta i tenże przeprowadzony nadzwyczajny tryb przesłuchiwania zakłócił pracę Rady Miasta.


Na poprzedniej rozprawie 21 listopada 2011 zeznawało czterech świadków. Zeznający jako pierwszy redaktor Stanisław Michalkiewicz powiedział, że Grzegorz Wysok wiernie przedstawił w swych publikacjach istotę myśli profesora Feliksa Konecznego, zwracając uwagę na istnienie w świecie konfliktu cywilizacji. Przypomniał, że określenie "Przemysł Holocaustu" został wprowadzony do obiegu przez prof. Normana Finkelsteina, który jest narodowości żydowskiej, zaś termin "Chamy i Żydy" zostało po raz pierwszy użyte przez W. Jedlickiego jako określenie dwóch zwalczających się frakcji w PZPR. Podkreślił, że twórczość felietonowa charakteryzuje się głównie subiektywizmem, uproszczeniem, a niekiedy nawet złośliwością i teksty Grzegorza Wysoka spełniają te kryteria. Przestrzegł przed próbami ograniczenia wolności słowa pod pretekstem stosowania "politycznej poprawności". Red Michalkiewicz nie znalazł w publikacjach Grzegorza Wysoka treści nawołujących do nienawiści i znieważających jakikolwiek naród. Paweł Chojecki, pastor protestancki, redaktor naczelny pisma "Idź Pod Prąd", odbiera Grzegorza Wysoka jako osobę tolerancyjną, otwartą na dialog. Nie waha się on nazwać roszczeń wysuwanych wobec Polski jako bezczelne i zuchwałe. Senator RP Stanisław Gogacz nie dopatrzył się w publikacjach Wysoka treści antysemickich nawołujących do nienawiści. Ryszard Milewski, były Przewodniczący Rady Ławniczej w Sądzie Rejonowym wskazał, że akt oskarżenia wobec Grzegorza Wysoka nie spełnia wymagań formalnych, nie wskazuje jakimi to słowami miałby Grzegorz Wysok znieważać i nawoływać do nienawiści, czym utrudnia oskarżonemu obronę. Uznał za haniebne wykorzystywanie organów wymiaru sprawiedliwości do walki z przeciwnikami politycznymi. Stwierdził brak jakiegokolwiek interesu społecznego ze strony państwa polskiego w występowaniu w niniejszej sprawie. Zdaniem świadka Grzegorz Wysok powinien zostać uniewinniony. Sąd zezwolił na rejestrowanie przebiegu z rozprawy za pomocą kamery. Film będzie można niebawem obejrzeć na kanale YouTube.


19 grudnia 2011 r. w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód w Lublinie odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego oraz wydawanego przez siebie czasopisma pt. "Biuletyn Narodowy". Stawiło się tylko dwóch świadków: Dariusz Piątek, radny miejski ubiegłej kadencji oraz powołany przez sąd jako biegły prof. dr hab. Tokarski z UMCS. Świadek Dariusz Piątek nie znalazł w czasopiśmie Grzegorza Wysoka niczego bulwersującego. Z kolei prof. R. Tokarski, który podkreślił, że w charakterze biegłego występuje po raz pierwszy, zarzucił red. Wysokowi znieważenie Adama Michnika poprzez nazwanie go rasowo-cywilizacyjnym mieszańcem, chociaż to określenie zostało użyte w stosunku do Richarda Nikolausa Coudenhove-Kalergi (zm. w 1972 r.), który to, jak podaje "Wikipedia" był synem Henryka Jana Marii, dyplomaty austro-węgierskiego i Japonki Mitsu Aoyama. Jego prababką ze strony ojca była Maria z hr. Nesselrode Kalergis Muchanow (ukochana Norwida), córka Tekli z Górskich herbu Nałęcz. Świadek Tokarski twierdził też, że Grzegorz Wysok protestuje przeciwko zwrotowi kamienic, mimo, że inkryminowany tekst dotyczył żądań odszkodowawczych w kwocie 65 mld dolarów. Grzegorz Wysok złożył do protokołu wniosek o powołanie w charakterze biegłego prof. dr hab. Mieczysława Ryby z KUL, na co rewolucyjną czujnością wykazał się prokurator, twierdząc, że profesor Ryba jest historykiem, a zajęcia z dziennikarstwa prowadzi jedynie jako dodatkowe. Sędzia Woźniak odrzucił zatem ten wniosek. Na to Grzegorz Wysok wniósł o powołanie w charakterze biegłego p. prof. dr hab. Bogusława Wolniewicza, do czego sąd ma ustosunkować się na odrębnym posiedzeniu.


W poniedziałek, 20 lutego 2012 roku w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód w Lublinie odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Wysokowi, fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn Narodowy". Nie stawił się żaden ze świadków, ponieważ sąd nie wysłał im wezwań. Sędzia Andrzej Woźniak odrzucił, zgłoszony na poprzedniej rozprawie przez Grzegorza W. wniosek o powołanie w charakterze biegłego prof. Bogusława Wolniewicza. Z uwagi na to, iż na poprzedniej rozprawie sędzia Andrzej Woźniak odrzucił wniosek o powołanie w charakterze biegłego profesora Mieczysława Ryby motywując to tym, że jest on historykiem, Grzegorz Wysok wniósł o pominięcie oraz wyłączenie z akt sprawy "opinii" dr Konrada Zielińskiego, gdyż jest on również z zawodu historykiem, a dodatkowo wystąpiły okoliczności podważające bezstronność biegłego, gdyż K. Zieliński przyznał, że jest finansowany przez instytucje żydowskie. To mocno skonfudowało sędziego Woźniaka, który to przyznał sobie prawo do ustosunkowania się do tego wniosku "na etapie wyrokowania".


3 IV 2012 roku w Sądzie Rejonowym w Lublinie odbyła się kolejna rozprawa przeciwko redaktorowi Grzegorzowi Wysokowi - wydawcy czasopisma pt. "Biuletyn", oskarżonemu o rzekome nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego. W istocie Wysok pisał na temat bezpodstawnych roszczeń majątkowych sięgających ok. 65 miliardów dolarów, wysuwanych wobec Polski przez niektóre wpływowe środowiska żydowskie. W charakterze świadków zeznawali: Monika Wac, była radna miasta Lublina (obecnie Ruch Palikota), prof. dr hab. Ryszard Bender - historyk z KUL i wieloletni parlamentarzysta, a także Lech Ciężki - obecny prezes Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym. Pani Monika Wac stwierdziła, że nie pamięta artykułów zawartych w "Biuletynie", gdyż ze względów światopoglądowych nie czyta tego typu publikacji, zaś o sprawie redaktora Wysoka dowiedziała się z prasy. Świadek prof. Bender stwierdził, że przedstawione na łamach "Biuletynu" fakty historyczne odpowiadają prawdzie i nie dopatrzył się w piśmie Wysoka nawoływania do nienawiści czy też znieważania narodu żydowskiego. Pan Lech Ciężki powiedział, że proces Grzegorza Wysoka jest próbą ograniczania wolności słowa i wynika z pobudek politycznych. Podkreślił, że Grzegorz Wysok ma prawo do wyrażania swoich opinii zwłaszcza, że opisując i piętnując bezpodstawne roszczenia majątkowe Światowego Kongresu Żydów broni polskiego interesu państwowego oraz narodowego. Następna rozprawa wyznaczona została na dzień 26 kwietnia 2012 r. na godzinę 8.30 w Sądzie Rejonowym przy ul. Krakowskie Przedmieście 78, sala numer XIV.


W czwartek, 26 IV 2012 roku w lubelskim Sądzie Rejonowym miała odbyć się kolejna rozprawa przeciwko Grzegorzowi Wysokowi - wydawcy czasopisma "Biuletyn Narodowy", oskarżonemu o szerzenie rasizmu i rzekome nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego. W istocie posiedzenie zostało odwołane z powodu choroby sędziego.


W poniedziałek 18 czerwca 2012 r w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód w Lublinie przy ulicy Krakowskie Przedmieście nr 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko redaktorowi Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego, jak również wydawanego przez siebie czasopisma pt. "Biuletyn Narodowy". W tym dniu został przesłuchany tylko jeden świadek - lekarz Eugeniusz Sendecki, twórca Telewizji Narodowej. Sąd przychylił się też do wniosku Pana Grzegorza Wysoka i powołał biegłego językoznawcę. Jest nim dr Artur Mamcarz-Plisiecki. Do przesłuchania pozostało jeszcze ośmiu świadków, między innymi redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" (który został ukarany przez sąd grzywną za niestawiennictwo), prezes NOP Adam Gmurczyk, jak również czterech radnych miejskich Lublina poprzedniej kadencji. Kolejny termin rozprawy jest wyznaczony na 10 września 2012 r., na godz. 10.00, sala nr XIII.


W poniedziałek 10 września 2012 r. o godz. 10.00 w sali XIII Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie przy ulicy Krakowskie Przedmieście 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego "Biuletynu Narodowego". Nie stawił się żaden ze świadków, za to wśród publiczności był obecny Pan Kazimierz Świtoń, który specjalnie przyjechał z Katowic, aby obserwować ten bulwersujący proces. Prowadzący sprawę sędzia Andrzej Woźniak odroczył rozprawę do wtorku 6 listopada 2012 roku do godziny 11.00. Zeznawać ma jeszcze redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczpospolitej", prezes Narodowego Odrodzenia Polski Adam Gmurczyk oraz radni miejscy Lublina.


6 listopada 2012 r. w Sądzie Rejonowym w Lublinie odbyła się kolejna rozprawa red. Grzegorza Wysoka oskarżonego z donosu "Gazety Wyborczej" o rzekome nawoływanie do waśni na tle narodowościowym (art. 256 oraz 257 kk). Zeznawało dwóch świadków: Kamil Zińczuk - radny V Kadencji Rady Miasta Lublina (SdPl, a obecnie Ruch Palikota) oraz Pan Adam Leks - satyryk i felietonista. Pierwszy ze świadków stwierdził, że obecnie niewiele już pamięta z treści artykułów Grzegorza Wysoka, "Biuletyn" jego zdaniem ma charakter skrajnie prawicowy, zaś on tych poglądów nie podziela i nie akceptuje. Adam Leks oświadczył, że w piśmie "Biuletyn Narodowy" nie ma żadnego "nawoływania do nienawiści", lecz rzeczowa krytyka roszczeń pewnych środowisk żydowskich, pragnących wyłudzić od Polski wielomiliardowe odszkodowania. Redaktor Leks powołał się na pracę prof. dr Normana Finkelsteina które te środowiska nazywa "przemysłem Holocaustu". Na rozprawie stawił się również biegły z zakresu językoznawstwa i prasoznawstwa, dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL), który to przedłożył pisemną opinię korzystną dla oskarżonego red. G. Wysoka. Z uwagi na fakt, iż opinia jest bardzo obszerna oraz wnikliwa, a strony nie miały dotychczas możliwości zapoznania się z jej treścią, wysłuchanie w/w biegłego sędzia SR Andrzej Woźniak postanowił przełożyć na najbliższą rozprawę, wyznaczoną na dzień 11 grudnia 2012 r. (wtorek), godz. 10.00. Na ten termin wezwano również pozostałych świadków: m.in. Piotra Zychowicza (redaktora "Rzeczpospolitej" i tygodnika społeczno-politycznego pt. "Uważam Rze"), prezesa NOP Adama Gmurczyka a także b. radnych miejskich Lublina. Proces był obserwowany przez licznie zgromadzoną publiczność, jak również filmowany przez reportera miesięcznika "Idź pod Prąd!" Cezerego Kłosowicza.


11 grudnia 2012 r. przy szczelnie wypełnionej sali w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód miała miejsce kolejna odsłona głośnego procesu red. Grzegorza Wysoka, oskarżonego na podstawie artykułów 256 oraz 257 kk o rzekome nawoływanie do "nienawiści na tle narodowym" na łamach wydawanego przez niego miesięcznika pt. "Biuletyn". W istocie Grzegorz Wysok w jednym z felietonów opisał skalę bezpodstawnych oraz bezczelnych roszczeń pewnych środowisk żydowskich określanych przez prof. Normana Finkelsteina mianem "przemysłu Holocaustu" w kwocie około 65 mld dolarów. Sprawa toczy się od roku 2008 i w jej trakcie przesłuchano już wielu świadków oraz biegłych (m.in. redaktora Stanisława Michalkiewicza, prof. Ryszarda Bendera, senatora Gogacza, radnych miasta Lublina oraz innych lokalnych polityków). Donosicielem, który złożył zawiadomienie o rzekomym przestępstwie był młody dziennikarz lokalnego dodatku "Gazety Wyborczej" Karol Adamaszek, zaś akt oskarżenia, w którym brak nawet wskazania jakimi to słowami redaktor Wysok miał "nawoływać do nienawiści" sporządziła p. prokurator Anna Pakuła. Podczas posiedzenia 11 grudnia zeznania składał świadek Krzysztof Siczek (radny Rady Miasta Lublin szóstej kadencji z PiS, przewodniczący klubu radnych "Wspólny Lublin", dyrektor Międzynarodowego Portu Lotniczego - Lublin) a także biegły dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL, językoznawca oraz prasoznawca tejże uczelni). Świadek Krzysztof Siczek stwierdził, iż w "Biuletynie" nie dopatrzył się niczego bulwersującego i nie znalazł tam nic, o czym by nie wiedział wcześniej. Z kolei biegły dr Mamcarz-Plisiecki w obszernym wyjaśnieniu zanalizował pod kątem prawnym a także językoznawczym treści artykułów redaktora Grzegorza Wysoka. Nie dopatrzył się w nich ani zniewagi, ani podżegania do nienawiści z pobudek rasowych czy też narodowych. Stwierdził, iż felieton jako gatunek literacki (a takie głównie teksty zamieszczane były w "Biuletynie" jest czymś niezwykle subiektywnym i rządzi się prawami wyrażania nawet skrajnych i kontrowersyjnych opinii. Stanowczo podkreślił on, iż system wartości, który na podstawie analizy publicystyki red. Grzegorza Wysoka wyłania się z łamów "Biuletynu" oparty jest na toposie obrony polskich interesów narodowych i państwowych oraz o teorii nauki o cywilizacjach prof. Feliksa Konecznego. Jego zdaniem redaktor Wysok afirmuje cywilizację łacińską i jednoznacznie odcina się od rasizmu, natomiast zdecydowanie, a nawet ostro potępia nie poszczególne osoby lecz czyny tych, których uznaje za wrogów chrześcijaństwa i Polski. Z racji, iż opinia doktora Plisieckiego diametralnie różni się od wcześniej prezentowanych opinii autorstwa Konrada Zielińskiego (politolog i historyk z UMCS, stypendysta izraelskich fundacji naukowych) i prof. Tokarskiego (językoznawca z UMCS). Sąd na wniosek prokuratora zarządził konfrontację biegłych w dniu 14 stycznia 2013 roku (Sąd Rejonowy w Lublinie, ul. Krakowskie Przedmieście 78, sala XIV, godz. 12.30). Na tej rozprawie mają być też przesłuchani pozostali świadkowie, m.in. redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" oraz prezes NOP Adam Gmurczyk.


Podczas ostatniej rozprawy redaktora Grzegorza Wysoka, oskarżonego z donosu "Gazety Wyborczej" o rzekome nawoływanie do nienawiści z powodów narodowych odbyła się w dniu 14 stycznia 2013 r. zarządzona przez Sąd konfrontacja biegłych. Stawił się prof. Zieliński (historyk z Wydziału Politologii UMCS, a także stypendysta izraelskich fundacji naukowych), prof. Ryszard Tokarski (pracownik Instytutu Filologii Polskiej UMCS, b. rektor Wyższej Szkoły Humanistyczno-Przyrodniczej oraz wiceprezes Towarzystwa Naukowego w Sandomierzu) oraz dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL, językoznawca i prasoznawca wyżej wymienionej uczelni), który to przedłożył dodatkową ekspertyzę zawartości "Biuletynu Narodowego". Zawarł w niej też krytyczne odniesienie do opinii w/w profesorów Zielińskiego i Tokarskiego. Stwierdził, że opinie nie spełniają elementarnych kryteriów naukowych oraz zawierają one szereg nieusprawiedliwionych przeinaczeń, nadinterpretacji czy też ordynarnych fałszerstw wynikających bądź to z błędnej metody badawczej, bądź ze złej woli. Pan dr Mamcarz-Plisiecki zauważył, że "ekspertyza profesora Zielińskiego opiera się w przeważającej mierze na streszczeniu poglądów redaktora Wysoka oraz opatrywaniu tego luźno powiązanymi komentarzami. Streszczenie natomiast nie jest i nie może być badaniem naukowym w ramach recenzji i krytyki. Gdyby moi studenci przynieśli mi coś takiego to z pewnością nie uzyskali by zaliczenia". Biegły dr Mamcarz-Plisiecki stwierdził również, iż "ekspertyzy te nie mają podstaw naukowych. Opierają się na luźnych skojarzeniach, które akurat pojawiły się w ich głowach. Reasumując, prof. Tokarski i Zieliński nie przekonali mnie, że publicystyka Wysoka stanowi nawoływanie do nienawiści, bądź zniewagę na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym czy wyznaniowym". Kolejna rozprawa odbędzie się 26 II 2013 r., o godz. 10.00 (Sąd Rejonowy w Lublinie, ul. Krakowskie Przedmieście 78, sala XIV). Na rozprawie mają być również przesłuchani pozostali świadkowie, m.in. pan redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" oraz prezes NOP Adam Gmurczyk.

26 luty 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

8 kwiecień 2013 r., godzina 12.00, sala XIV

20 maj 2013 r., godzina 12.00, sala XIV

4 lipiec 2013 r., godzina 13.00, sala XIV

29 sierpień 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

30 wrzesień 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

14 listopad 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

18 grudzień 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

11 luty 2014 r., godzina 11.00, sala XIII

17 marzec 2014 r., godzina 12.00, sala XIII

13 maj 2014 r., godzina 10.00, sala XIV

22 lipiec 2014 r., godzina 10.00, sala XIV

18 wrzesień 2014 r., godzina 10.00, sala XIV

28 październik 2014 r., godzina 12.30, sala XIV

2 grudzień 2014 r., godzina 11.00, sala XIV

20 styczeń 2015 r., godzina 10.30, sala XIV

3 marzec 2015 r., godzina 13.00, sala XIV

16 kwiecień 2015 r., godzina 11.00, sala XIV

19 maj 2015 r., godzina 10.00, sala XIV

25 czerwiec 2015 r., godzina 10.00, sala XIV

13 sierpień 2015 r., godzina 10.30, sala XIV

24 wrzesień 2015 r., godzina 11.00, sala XIV

30 wrzesień 2015 r., godzina 14.00, sala XIV

8 październik 2015 r., godzina 14.00, sala XIV


16 październik 2009 r.
Egzegeza posiedzenia Sądu
Rejonowego w Lublinie w sprawie złożonego
wniosku o doprecyzowanie aktu
oskarżenia -





Powyższy film można również obejrzeć
w lubelskiej rozgłośni pod adresem -
http://www.youtube.com/user/mndystrybucja


Foto:
Sędzia Agnieszka Smoluchowska
zwróciła akta lubelskiej Prokuraturze celem
doprecyzowania aktu oskarżenia


Wykaz rozpraw Wysoka

12 sierpień 2010 r., godzina 14.00, sala IX - po wysłuchaniu oświadczenia oskarżonego sędzia Woźniak kieruje sprawę na posiedzenie niejawne celem jego umorzenia

28 wrzesień 2010 r., godzina 14.30, sala IX - posiedzenie zostaje odwołane z powodu choroby sędziego. Wyznaczono termin rozprawy na 28 październik 2010 r.

28 październik 2010 r., godzina 9.00, sala VIII - sędzia Sądu Rejonowego w Lublinie Andrzej Woźniak odracza posiedzenie niejawne na dzień 14 XII 2010 r.

14 grudzień 2010 r., godzina 8.30, s. II - sędzia Andrzej Woźniak przesłuchuje biegłego dr Konrada Zielińskiego z UMCS w Lublinie, który w swojej opinii zarzucił red. Wysokowi negowanie Holocaustu. Spisano obszerny protokół zawierający przebieg postępowania dowodowego

17 luty 2011 r., godzina 13.00, sala nr IX - odbyło się jawne posiedzenie, na którym po wysłuchaniu oświadczenia oskarżonego na temat opinii prof. zw. Ryszarda Tokarskiego sędzia Woźniak wyznacza termin kolejnej rozprawy na 14 IV 2011 r.

14 kwiecień 2011 r., godzina 8.30, sala nr XIV - sędzia Andrzej Woźniak zdecydował na ten dzień nie wzywać świadków, lecz przeznaczyć czas na obszerne wyjaśnienia, które będzie składał redaktor Grzegorz Wysok w związku z opinią prof. Tokarskiego dotyczącą pragmatyczno-lingwistycznych aspektów publikacji zamieszczonych w piśmie. Ryszard Tokarski to 63-letni profesor zwyczajny Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i swego czasu współpracownik doktora hab. Jerzego Bartmińskiego z Unii Demokratycznej. Jest dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej, a także pracownikiem dydaktycznym w Zakładzie Leksykologii i Pragmatyki UMCS w Lublinie

23 maj 2011 r., godzina 8.30, sala numer XIV - na ten dzień sędzia Andrzej Woźniak wezwał pierwszych świadków. Zostali przesłuchani: dziennikarz żydowskiej gazety dla Polaków Karol Adamaszek, który złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa oraz czworo radnych miejskich Lublina poprzedniej kadencji Panie Sabina Włodek, Wioletta Szafrańska-Kocuń oraz Mariusz Banach i Dariusz Sadowski

4 lipiec 2011 r., godzina 8.30, sala numer XIV - na ten dzień sędzia Andrzej Woźniak wezwał kolejnych świadków. Zeznawało czternastu radnych poprzedniej kadencji: Piotr Kowalczyk (PiS), Pan Piotr Więckowski (PiS), Piotr Dreher (PO), Pan Sylwester Tułajew (PiS), Jarosław Pakuła (PO), Pan Marek Jakubowski z PiS, Marcin Kowalewski (PO), Leszek Daniewski (PO), Pani Elżbieta Dados (PiS), Janusz Mazurek (PiS), Marcin Nowak (PiS), Tomasz Karski (PiS), Stanisław Podgórski (PO) i Piotr Gawryszczak z PiS

8 wrzesień 2011 r., godzina 10.00, sala nr XIV - na ten dzień sędzia Andrzej Woźniak wezwał kolejnych świadków. Wezwani zostali: Monika Wac (niezrzeszona), Jan Madejek (PO), Krzysztof Podkański (niezrzeszony), Kamil Zinczuk (niezrzeszony), Dariusz Piątek (niezrzeszony), Zdzisław Drozd (PiS), Zbigniew Targoński (PiS), Krzysztof Siczek (PiS), Michał Widomski (niezrzeszony), Wojciech Krakowski (PO), Marek Wójtowicz (PiS) oraz Paweł Bryłowski (były radny PO, prezydent Lublina w latach 1994-1998, za przyczyną którego toczy się proces red. Wysoka). Na świadków zostali powołani również: Marian Kowalski (UPR), Adam Leks i Piotr Sławiński (redaktorzy "Biuletynu") oraz Józef Kawa, który jest prezesem Fundacji Shalom Chachmej Lublin im. Symcha Wajsa

29 wrzesień 2011 r., godzina 10.00, sala nr XIV - w tym dniu sędzia Andrzej Woźniak przesłuchał kolejnych świadków. Stawiło się dwóch z nich: Józef Kawa, prezes Fundacji Shalom Chachmej Lublin imienia Symcha Wajsa i redaktor "Biuletynu" Piotr Sławiński z Ligi Obrony Suwerenności

7 listopad 2011 r., godzina 10.00, sala nr XIV - w tym dniu sędzia Andrzej Woźniak przesłuchał kolejnych świadków. Stawiło się trzech świadków: radny Rady Miasta Lublin poprzedniej kadencji, Przewodniczący Komisji Sportu, Turystyki i Wypoczynku z Klubu Prawa i Sprawiedliwości Pan Piotr Więckowski, Krzysztof Podkański oraz Zdzisław Drozd aktualny radny miejski z PiS Zdzisław Drozd

W poniedziałek, 21 listopada 2011, o godzinie 10.00 w sali XIV w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód w Lublinie przy ulicy Krakowskie Przedmieście 78 ma się odbyć kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Grzegorzowi Wysokowi oskarżonemu o znieważenie i nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn Narodowy". Wezwani są następujący świadkowie red. Stanisław Michalkiewicz, Piotr Zychowicz z gazety "Rzeczypospolita", profesor Ryszard Bender z KUL, senator Stanisław Gogacz z PiS, prezes NOP Adam Gmurczyk, twórca "Telewizji Narodowej" Eugeniusz Sendecki, Paweł Chojecki z pisma "Idź Pod Prąd" i Ryszard Milewski

W poniedziałek, 19 grudnia 2011 r. o godzinie 8.30, w sali XIV w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód w Lublinie przy Krakowskim Przedm. 78 ma odbyć się kolejna rozprawa (sygnatura akt III K 359/11) w procesie przeciwko red. Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn Narodowy". Wezwani są następujący świadkowie: profesor Ryszard Bender z KUL, redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", prezes Narodowego Odrodzenia Polski Adam Wojciech Gmurczyk, twórca "TV Narodowej" dr Eugeniusz Sendecki, sześciu radnych miejskich poprzedniej kadencji, a także powołany przez sąd jako biegły prof. Ryszard Tokarski z UMCS

W poniedziałek, 20 lutego 2012 r. o godzinie 8.30, w sali XIV w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód w Lublinie przy Krakowskim Przedm. 78 ma odbyć się kolejna rozprawa (sygnatura akt III K 359/11) w procesie przeciwko red. Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn Narodowy". Wezwani zostali następujący świadkowie: profesor dr hab. Ryszard Bender, red. Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", historyk oraz prezes nacjonalistycznej partii NOP Adam Gmurczyk, twórca "Telewizji Narodowej" Eugeniusz Sendecki, jak również pięciu radnych miejskich Lublina poprzedniej kadencji

We wtorek, 3 kwietnia 2012 r. o godzinie 9.00, w sali XIV w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód w Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu nr 78 ma odbyć się kolejna rozprawa (sygnatura akt III K 359/11) w procesie przeciwko red. Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego i wydawanego przez siebie czasopisma "Biuletyn Narodowy". Ponownie wezwani zostali świadkowie: profesor dr hab. Ryszard Bender, redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", historyk oraz prezes nacjonalistycznej partii NOP Adam Gmurczyk, twórca "Telewizji Narodowej" Eugeniusz Sendecki, jak również ponadto b. radna Miasta Lublina Monika Wac z Ruchu Palikota, a także Pan Lech Ciężki - prezes Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym

26 kwiecień 2012 r., godzina 8.30, sala XIV - posiedzenie zostaje odwołane z powodu choroby sędziego

W poniedziałek, 18 czerwca 2012 r., o godzinie 11.30, w sali nr XIII Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście nr 78 ma odbyć się kolejna rozprawa (sygn. akt III K 359/11) w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi, fałszywie oskarżonemu o znieważenie Żydów. W tym dniu został przesłuchany tylko jeden świadek - lekarz Eugeniusz Sendecki, twórca lubelskiej Telewizji Narodowej. Ponownie wezwani zostali świadkowie: między innymi redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej", jak również prezes nacjonalistycznej partii NOP Adam Gmurczyk

W poniedziałek 10 września 2012 r. o godz. 10.00 w sali XIII Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie przy ulicy Krakowskie Przedmieście 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego "Biuletynu Narodowego". Nie stawił się żaden ze świadków, za to wśród publiczności był obecny Pan Kazimierz Świtoń, który specjalnie przyjechał z Katowic, aby obserwować ten bulwersujący proces

We wtorek 6 listopada 2012 r. o godzinie 10.00, w sali nr Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie przy ulicy Krakowskie Przedmieście 78 odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Grzegorzowi Wysokowi fałszywie oskarżonemu o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego "Biuletynu Narodowego". W tym dniu zostało przesłuchanych dwóch świadków: Kamil Zińczuk - radny V Kadencji Rady Miasta Lublina (SdPl, a obecnie Ruch Palikota) oraz Pan Adam Leks - satyryk i felietonista naszego pisma. Na rozprawie stawił się również biegły z zakresu językoznawstwa oraz prasoznawstwa dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL), który to przedłożył swoją pisemną opinię korzystną dla oskarżonego red. Wysoka. Ponownie wezwani zostali świadkowie: m.in. Piotr Zychowicz (redaktor "Rzeczpospolitej" i tygodnika społeczno-politycznego "Uważam Rze"), prezes NOP Adam Gmurczyk, a także pozostali radni miejscy Lublina

11 grudnia 2012 r. przy szczelnie wypełnionej sali w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód miała miejsce kolejna odsłona głośnego procesu red. Grzegorza Wysoka, oskarżonego na podstawie artykułów 256 oraz 257 kk o rzekome nawoływanie do "nienawiści na tle narodowym" na łamach wydawanego przez niego miesięcznika pt. "Biuletyn". W tym dniu zeznawało dwóch świadków: pan Krzysztof Siczek (radny Rady Miasta VI kadencji z PiS, przewodniczący klubu radnych "Wspólny Lublin" oraz dyrektor Międzynarodowego Portu Lotniczego w Lublinie), a także biegły dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL, językoznawca oraz prasoznawca tejże uczelni). Świadek Siczek stwierdził, iż w "Biuletynie" nie dopatrzył się niczego bulwersującego i nie znalazł tam nic, o czym by nie wiedział wcześniej. Z kolei biegły dr Mamcarz-Plisiecki w obszernym wyjaśnieniu zanalizował pod kątem prawnym, a także językoznawczym treści artykułów redaktora Grzegorza Wysoka. Nie dopatrzył się w nich ani zniewagi, ani podżegania do nienawiści z pobudek rasowych czy narodowych. Sąd na wniosek prokuratora zarządził konfrontację biegłych w dniu 14 stycznia 2013 r. Podczas tej rozprawy mają być też przesłuchani pozostali świadkowie, m.in. redaktor Piotr Zychowicz z "Rzeczypospolitej" oraz prezes NOP Adam Gmurczyk

Podczas ostatniej rozprawy redaktora Grzegorza Wysoka, oskarżonego z donosu "Gazety Wyborczej" o rzekome nawoływanie do nienawiści z powodów narodowych odbyła się w dniu 14 stycznia 2013 r. zarządzona przez Sąd konfrontacja biegłych. Stawił się prof. Zieliński (historyk z Wydziału Politologii UMCS, a także stypendysta izraelskich fundacji naukowych), prof. Ryszard Tokarski (pracownik Instytutu Filologii Polskiej UMCS, b. rektor Wyższej Szkoły Humanistyczno-Przyrodniczej oraz wiceprezes Towarzystwa Naukowego w Sandomierzu) oraz dr Artur Mamcarz-Plisiecki (adiunkt Katedry Filozofii Kultury KUL, językoznawca i prasoznawca wyżej wymienionej uczelni), który to przedłożył dodatkową ekspertyzę zawartości "Biuletynu Narodowego". Zawarł w niej też krytyczne odniesienie do opinii w/w profesorów Zielińskiego i Tokarskiego. Stwierdził, że opinie nie spełniają elementarnych kryteriów naukowych oraz zawierają one szereg nieusprawiedliwionych przeinaczeń, nadinterpretacji czy też ordynarnych fałszerstw wynikających bądź to z błędnej metody badawczej, bądź ze złej woli. Pan dr Mamcarz-Plisiecki zauważył, że "ekspertyza profesora Zielińskiego opiera się w przeważającej mierze na streszczeniu poglądów redaktora Wysoka oraz opatrywaniu tego luźno powiązanymi komentarzami. Streszczenie natomiast nie jest i nie może być badaniem naukowym w ramach recenzji i krytyki. Gdyby moi studenci przynieśli mi coś takiego to z pewnością nie uzyskali by zaliczenia". Biegły dr Mamcarz-Plisiecki stwierdził również, iż "ekspertyzy te nie mają podstaw naukowych. Opierają się na luźnych skojarzeniach, które akurat pojawiły się w ich głowach. Reasumując, prof. Tokarski i Zieliński nie przekonali mnie, że publicystyka Wysoka stanowi nawoływanie do nienawiści, bądź zniewagę na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym czy wyznaniowym"

26 luty 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

8 kwiecień 2013 r., godzina 12.00, sala XIV

20 maj 2013 r., godzina 12.00, sala XIV

4 lipiec 2013 r., godzina 13.00, sala XIV

29 sierpień 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

30 wrzesień 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

14 listopad 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

18 grudzień 2013 r., godzina 10.00, sala XIV

11 luty 2014 r., godzina 11.00, sala XIII

17 marzec 2014 r., godzina 12.00, sala XIII

13 maj 2014 r., godzina 10.00, sala XIV

22 lipiec 2014 r., godzina 10.00, sala XIV

18 wrzesień 2014 r., godzina 10.00, sala XIV

28 październik 2014 r., godzina 12.30, sala XIV

2 grudzień 2014 r., godzina 11.00, sala XIV

20 styczeń 2015 r., godzina 10.30, sala XIV

3 marzec 2015 r., godzina 13.00, sala XIV

16 kwiecień 2015 r., godzina 11.00, sala XIV

19 maj 2015 r., godzina 10.00, sala XIV

25 czerwiec 2015 r., godzina 10.00, sala XIV

13 sierpień 2015 r., godzina 10.30, sala XIV

24 wrzesień 2015 r., godzina 11.00, sala XIV

30 wrzesień 2015 r., godzina 14.00, sala XIV

8 październik 2015 r.
Sąd Rejonowy Lublin-Zachód
ul. Krakowskie Przedmieście 78
godz. 14.00, sala nr XIV

To termin najbliższej rozprawy Grzegorza Wysoka fałszywie oskarżonego o znieważenie oraz nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego na łamach redagowanego oraz wydawanego przez siebie pisma. Sędzia zapowiedział wydanie wyroku.

__________

3 lutego 2011 roku. o godzinie 9.00, sala numer X (sygn. akt. III K 482/11), w Sądzie Rejonowym przy Krakowskim Przedmieściu 76 rozpocznie się rozprawa Pana Ryszarda Milewskiego zainicjowana bezpodstawnym oskarżeniem pełnomocnika jego żony w sprawie rozwodowej mec. Katarzyny Stefaniuk z Lublina, która przedstawicielstwo swoje sprawuje wbrew przepisom Kodeksu Etyki Adwokackiej, ponieważ toczy się wobec niej postępowanie dyscyplinarne. Samorządowiec ten jest sądzony z oskarżenia o rzekome groźby karalne, a faktycznie jest to zemsta za ujawnienie w liście do ministra Zbigniewa Ziobry oraz audycji Radia Maryja z dnia 1 marca 2006 roku powiązań korupcyjnych sędziowskiej palestry. Niedawno sprawa Pana Milewskiego została przeniesiona do III Wydziału Karnego (tam, gdzie toczy się proces Grzegorza Wysoka), a referentem nadal pozostaje sędzia Agnieszka Strab-Cegiełko. Jest to bardzo dziwne, gdyż od 1 stycznia 2011 roku sędzia Cegiełko pełni funkcję przewodniczącej IV Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Już wkrótce okaże się, czy niezawisły Sąd pomimo wielu rażących uchybień będzie potrafił odnieść się do sprawy obiektywnie, a także uniewinni fałszywie oskarżonego Ryszarda Milewskiego. Zapraszamy na rozprawę, aby choćby w ten sposób zapewnić publiczną kontrolę nad działaniem wymiaru sprawiedliwości.

- red. Jerzy Adamczuk
- red. Sławomir Krzyżanowski
- red. Adam Leks
- red. Piotr Sławiński
- red. Mieczysław Waręcki
- red. Grzegorz Wysok
- red. Tadeusz Zielińki



Foto:
Sprawę Grzegorza Wysoka prowadzi obecnie
sędzia Andrzej Woźniak, który w czerwcu 2010 r.
uniewinnił posła Janusza Palikota w sprawie z prywatnego
oskarżenia Piotra Więckowskiego