31 marca 2009

Zamknięcie numeru


Marcowy numer pisma zamknięto z dniem 1 kwietnia 2009 r.
Serdecznie zapraszam do lektury kolejnego numeru mojego "Biuletynu".

Grzegorz Piotr Wysok

30 marca 2009

Prof. Raźny w Lublinie


Prof. Raźny w Lublinie

Zapraszamy na otwarte spotkanie z p. prof. dr hab. Anną Raźny
poświęcone aktualnej sytuacji ekonomicznej Polski.

Prof. Raźny jest kierownikiem Katedry Rosyjskiej Kultury Nowożytnej UJ oraz wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest też członkiem Zespołu Wspierania Radia Maryja i często gości w programach rozgłośni o. Tadeusza Rydzyka. Naukowo zajmuje się literaturą rosyjską XIX i początku XX w.

Wykład pod tytułem "Prawdziwe przyczyny kryzysu. Jak Polacy powinni z nim walczyć?" odbędzie się 4 kwietnia 2009 r. (sobota), o g. 11.00 w sali konferencyjnej Hotelu Europa (ul. Krak. Przedm. 29).

Organizatorem spotkania jest redakcja "Biuletynu".
Wstęp wolny.

Serdecznie zapraszamy!

29 marca 2009

Co z tym Radiem Maryja?


Wiele osób zwraca się do mnie z pytaniem "co z tym Radiem Maryja"?
Chodzi o to, że część co bardziej wyrobionych politycznie słuchaczy i słuchaczek dostrzega nachalne i jednostronne zaangażowanie się toruńskiej rozgłośni w propagowanie partii braci Kaczyńskich - przy jednoczesnym pomijaniu w prowadzonym na antenie dyskursie ugrupowań autentycznie narodowych. Budzi to żywe i emocjonalne reakcje przejawiające się niekiedy w stawianiu ojcu Rydzykowi zarzutów zdrady ideałów i wąsko pojętego koniunkturalizmu. Czy aby słusznie?

Jest niestety smutną prawdą, że toruński koncern już dość dawno odsunął od siebie ludzi, którzy służbę prawdzie stawiają na pierwszym miejscu (obecność na antenie red. Stanisława Michalkiewicza jest tu chyba jedynym chlubnym wyjątkiem), biorąc w to miejsce ludzi pokroju Antoniego Maciarewicza czy Józefa Szaniawskiego. W czasie ostatnich wyborów postawiono na PiS i nawet ewidentna zdrada tego ugrupowania (Traktat Lizboński) nie zmieniła stosunku o. Dyrektora do tej partii. Sięgając dalej w przeszłość widzieliśmy podobne volty kierownictwa Radia w czasie różnorakich wyborów (popieranie L. Wałęsy, AWS, Krzaklewskiego). W rezultacie tych zabiegów zawsze w Sejmie znajdowało się kilka osób z rekomendacji o. Rydzyka (tzw. mopetów), ale w rzeczywistości rządzili zupełnie inni ludzie. Co więc powoduje, że katolicka rozgłośnia wspiera znów ugrupowanie w istocie masońskie, które co rusz udowadnia, że ma w głębokiej pogardzie wartości cenione przez pobożnych i poczciwych słuchaczy Radia Maryja? Na pewno nie jest to nieświadomość o. Dyrektora. Wie on przecież (czemu dawał niekiedy wyraz publicznie) czym jest PiS i Kaczyńscy (np. słuszna wypowiedź o "szambie" i perfumerii).

Jeżeli więc nie brak wiedzy i rozeznania to musi być inna poważna przyczyna. Jaka? Jest nią - jak mniemam - zimny i wyrachowany pragmatyzm. Ojciec Tadeusz uświadomił sobie bowiem, że w obecnej Polsce - będącej wszak "nierozerwalnym ogniwem Jewropejskiego Sojuza" aby przetrwać należy związać się z tym ze strażników, który zapewnie najbardziej znośne warunki życia w obozie. Wybór padł na PiS, bo według planów naszych okupantów (o czym dobrze wie o. Rydzyk) w Priwislańskim Landzie ma być zainstalowany układ polityczny - dwubiegunowy tzn. centroprawica (PiS) i centro-lewica PO + "zachowek" post-komunistyczny (SLD). Redemptoryście z Torunia i jego zwierzchnikom w tej sytuacji wybór wydał się oczywisty - tzn. "mniejszym złem" będzie PiS, gdyż szczerze czy nie szczerze musi odwoływać się - aby żyć - do tej części społeczeństwa, które w warstwie aksjologicznej jest bardziej chrześcijańskie i patriotyczne oraz nie lubi komunistów i PRL-u.

Radio Maryja i "dzieła przy nim wyrosłe" potrzebują też politycznej "kryszy", która zapewni im przetrwanie we wrogim świecie. Trzeba bowiem pamiętać, że jednym z dwóch postulatów wysuwanych przez wpływowe środowiska żydowskie skupione wokół loży B’nai B’rith (której powrót do Polski tak uradował prezydenta Kaczyńskiego) obok "odszkodowań" jest likwidacja toruńskiej rozgłośni. Widać więc z tego wyraźnie, że Radio Maryja o. Tadeusza jest solą w oku pewnych antypolskich i antykatolickich grup. W tej sytuacji patronat - opłacany wysoką ceną - służebności wobec PiS staje się bardziej zrozumiały i wytłumaczalny. Wszak słabe dziś grupy narodowe nie są w stanie ochronić dzieła ojca Rydzyka. Do tego dochodzą pieniądze (za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze świat się podli) potrzebne chociażby do kontynuowania dobrze zapowiadających się prac przygotowawczych wokół geotermii. No i wreszcie Wyższa Szkoła Społeczna i Medialna - z punktu widzenia długomyślnej polityki kościelnej to przecież sprawa najważniejsza. Kuźnia kadr i przyszłych elit potrzebnych na wypadek zmiany koniunktury politycznej zapewniających realizację ważnej misji społecznej katolicyzmu w Polsce.

Co więc ma robić Ruch Narodowy odepchnięty z uwagi na wyżej wzmiankowane racje od piersi o. Tadeusza? Po pierwsze - zachować spokój i budować swoją niezależną pozycję polityczną niejako obok Radia. Trzeba wiedzieć, że słuchaczami rozgłośni są w większości ludzie starsi, przyzwyczajeni do wykonywania poleceń "z góry" czy raczej "guru" lecz politycznie mało aktywni a w każdym razie mało twórczy. Owszem, w demokratycznych wyborach jest to siła nie do pogardzenia jednak póki co nie zanosi się w Polsce na prawdziwą zmianę układu politycznego drogą parlamentarną. Ruch Narodowy uwolniony od elementów karierowiczowskich i chwiejnych opiera się dzisiaj na nielicznych, lecz dobrze wykształconych, świadomych i przebojowych ludziach pogłębiających stale swoją wiedzę i kształtujących charaktery w trudnych warunkach codziennej walki. To z tych środowisk wyjdzie w przyszłości impuls do głębokich zmian i zmartwychwstania Polski.

Typowi słuchacze Radia Maryja i patrioci "starej daty" dołączą wówczas spontanicznie do tego uzdrowieńczego Ruchu. Jest to jednak proces obliczony na długie lata. Przed nami póki co "ciemna noc" najeżona najróżniejszymi niebezpieczeństwami - walka o Polskę będzie toczyć się nie tyle w aspekcie czysto politycznym lecz raczej kulturowym i cywilizacyjnym. W tej sytuacji traktujmy Radio jako cennego sojusznika w tej walce. Starajmy się go bronić przed nadciągającymi atakami chociażby z tego względu, że mówi się tam językiem wolnym od politycznej poprawności i promuje normalność. W dzisiejszym świecie to bardzo dużo!

Grzegorz Piotr Wysok

28 marca 2009

Video z konferencji

Zamieszczamy nadesłany przez Telewizję UPR Lublin
film z sesji dyskusyjnej pt. "Co dalej z Traktatem Lizbońskim?"
zorganizowanej przez Akademicki Klub Myśli Społeczno-Politycznej
"Vade Mecum" dn. 13 marca br. w Nowej Auli KUL, o której pisaliśmy
na naszym forum.


Video 1:
Tajemnice Parlamentu Europejskiego -
zapis wideo debaty "Co dalej z Traktatem Lizbońskim?"





Powyższy film można również obejrzeć
w kanale TV lubelskiego oddziału Unii Polityki Realnej - http://www.youtube.com/UPRLublin

Grzegorz Piotr Wysok

27 marca 2009

Wywiad z mec. Lwem-Mirskim


Obrzycili botem, teraz lekceważą zarzuty

Wesołością i rozbawieniem malującym się na twarzach zareagowała część oskarżanych na treść aktu oskarżenia wniesionego przez polonijnego działacza Jana Kobylańskiego przeciwko kilkunastu dziennikarzom. Zamieszkały w Urugwaju milioner, prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej i były konsul honorowy Rzeczypospolitej Polskiej poczuł się pomówiony i zniesławiony szeregiem publikacji prasowych zamieszczonych m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej" czy "Polityce", zarzucających mu szmalcownictwo, antysemityzm i bycie agentem różnych służb.

Oskarżeni - w sumie osiemnaście osób - odrzucają zarzuty, twierdząc, że dochowali staranności dziennikarskiej i nie obawiają się wyroku.
Reprezentujący Kobylańskiego mecenas Andrzej Lew-Mirski stwierdził przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa, że wszystkie zarzuty podnoszone przez media są kłamstwami, a publikacje te zmierzały do poniżenia jego klienta jako Polaka i patrioty oraz "odebrania zaufania potrzebnego do sprawowania funkcji prezesa USOPAŁ i udziału w życiu Polonii w Urugwaju". Mirski wskazał, że celem dziennikarzy było przedstawić Kobylańskiego "jako szpiega, denuncjatora, fałszerza, cudzołożnika, oszusta, obozowego feldfebla, łapówkarza, megalomana, latynoskiego kacyka, niekompetentnego mitomana". - Nigdzie z jego wypowiedzi nie można wyciągnąć wniosku, że jest on antysemitą - powiedział dziennikarzom Mirski.

Akt oskarżenia przygotowany przez pełnomocnika prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego zajmuje blisko sto stron i wylicza kilkanaście artykułów z "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Newsweeka", "Polityki", "Metra" oraz wypowiedzi Jarosława Gugały i Ryszarda Schnepfa w gazetach i telewizji, które miały zniesławić Kobylańskiego. Były konsul honorowy w Urugwaju oskarżył nie tylko autorów tych tekstów (m.in. Daniela Passenta, Mikołaja Lizuta, Agnieszkę Kublik), lecz także szefów tych gazet - m.in. Adama Michnika, Grzegorza Gaudena, Tomasza Wróblewskiego, za to, że zezwolili na ich publikację. Reprezentująca m.in. "GW" mecenas Beata Czechowicz powiedziała dziennikarzom, że zarzuty stawiane w artykułach miały swoje podstawy i będzie starała się je wykazać w toku procesu. Na razie nie chce ujawniać strategii dowodowej.

- Bardzo wysoko oceniam nasze szanse, mam dość duże doświadczenie w takich sprawach, znam materiał dowodowy, na który będziemy się powoływać - oceniła. Pewny siebie jest także mecenas Jacek Kondracki reprezentujący "Rzeczpospolitą": - Są stuprocentowe szanse na wygranie - powiedział. - Jest to pewna demonstracja polityczna pana Kobylańskiego, dlatego jest ten proces - podkreślił adwokat. Kondracki, pytany przez dziennikarzy, stwierdził, że dla niego to ewidentne, iż Kobylański jest antysemitą. - To absurdalna sprawa z elementami humorystycznymi - mówił po rozprawie Jerzy Baczyński, redaktor naczelny "Polityki". Sprawę lekceważy również Michnik, ironicznie wypowiadając się o Kobylańskim. - To bardzo bolesne, że znalazłem się na tej ławie oskarżonych jako jego przeciwnik - mówił redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", ponieważ "pana Kobylańskiego bardzo szanuję". Towarzyszył temu śmiech Gaudena, Andrzeja Kaczyńskiego ("Rzeczpospolita") i Jerzego Wójcika ("Metro").

Obrońcy dziennikarzy mówili, że ich klienci odrzucają zarzuty, a będą chcieli składać wyjaśnienia po przesłuchaniu Kobylańskiego. - Podtrzymuję wszystko, co napisałem - oświadczył w przerwie rozprawy Lizut. - Nie boję się wyroku skazującego - stwierdził z kolei Gugała. Na sali sądowej stawiła się grupa osób, która chciała okazać poparcie Kobylańskiemu. - Chciałam wesprzeć pana Kobylańskiego, dlatego że nie można używać takich określeń wobec człowieka - podkreśla Eulalia Smakulska. - Zarzucają mu, że był agentem gestapo, jak można takie rzeczy pisać tylko dlatego, że łączy wszystkich Polaków w Ameryce Łacińskiej - wskazywał Mieczysław Chomka. Inni dodawali, że "obrzuca się błotem" prezesa USOPAŁ.

Do składania wyjaśnień przez oskarżonych nie doszło na wczorajszej rozprawie, ponieważ obrońcy oświadczyli, że do akt sprawy powinny być dołączone oryginały skarżonych artykułów. - Trudno uwierzyć, że oskarżeni nie znają treści swoich artykułów - mówił zdziwiony Mirski, pozostawiając uwzględnienie tego wniosku do decyzji sądu. Rozprawa została odroczona do 8 maja.

Zenon Baranowski

"Nasz Dziennik" nr 74 (3395)



Foto:
Oskarżony Adam Michnik przed salą
rozpraw Sądu Rejonowego Warszawa Mokotów

__________

Zamieszczam wywiad z p. mec. Andrzejem Lew-Mirskim
(prywatnie bratem ciotecznym red. Grzegorza Wysoka) pełnomocnikiem
szkalowanego przez media p. Jana Kobylańskiego, prezesa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ).

Pan Andrzej zaangażował się w sprawę i udało mu się postawić przed sądem 19-stu oszczerców, w tym Ryszarda Schnepfa i szefów gazet: Adama Michnika ("Gazeta Wyborcza"), Grzegorza Gaudena ("Rzeczpospolita"), Jerzego Baczyńskiego ("Polityka"), Tomasza Wróblewskiego (b. red. nacz. tygodnika "Newsweek Polska") oraz innych wpływowych dziennikarzy i polityków.

Trzymajmy kciuki za skuteczność tych poczynań!

Tadeusz Zieliński

__________

27 marzec 2009

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

Rozmowa z mec. Andrzejem Lwem-Mirskim
reprezentującym polonijnego działacza Jana Kobylańskiego

- Co było powodem skierowania aktu oskarżenia wobec dziennikarzy?

- Proszę zwrócić uwagę, jakie słowa padały w mediach pod adresem mojego klienta. Od agenta KGB, gestapo, Kripo, SB, po szmalcownictwo itp. Są to wszystko opowieści, które nie wiadomo skąd powstały. Nie spotkałem się z dowodem w tej sprawie, a formułując akt oskarżenia, badałem okoliczności tych pomówień. Jeżeli rzeczywiście to wszystko miałoby miejsce, to gdzieś powinny być potwierdzające dowody. Ale tego nie ma i dlatego nie jest dziwne, iż mój klient był oburzony z tego powodu. Jeżeli ktoś takie zarzuty formułuje publicznie w gazetach o nakładzie kilkuset tysięcy egzemplarzy oraz w wypowiedziach telewizyjnych, to ma to charakter pomawiający. W akcie oskarżenia przedstawiliśmy wszystko to, co uważamy za nieprawdę i niech teraz wszyscy ci, którzy dopuścili się pomówienia, przedstawią jakieś dowody na potwierdzenie swoich słów.

- W sprawie oskarżonych jest aż 18 osób...

- Ograniczyłem się tylko i wyłącznie do tych osób, które mogłem w jakikolwiek sposób określić z imienia i nazwiska, gdyż wiele artykułów podpisanych było pseudonimami. Nie było to łatwe. Okazało się, że chociaż łatwo było pisać te artykuły, to sąd cały tom akt poświęcił temu, żeby odnaleźć tych ludzi. Teraz się okazuje na sali sądowej, że te osoby nie wiedzą w ogóle, co napisali. Chcą mieć oryginał tego, co sami napisali, bo inaczej się nie będą bronili. Jest to taka zagrywka.

- Wysokie kary grożą za zniesławienie?

- To nie są jakieś kary, które wyłączyłyby tych ludzi z życia publicznego. To jest raczej proces, który ma pokazać, iż nie wolno człowieka tak zupełnie bez powodu poniżać. Tak nie wolno robić.

- Czym Pan tłumaczy takie zainteresowanie mediów Kobylańskim?

- Mój klient nie był obecny w mediach do czasu, kiedy powstało Radio Maryja, a później Telewizja Trwam. Wówczas zaczęto twierdzić, że pan Kobylański jako osoba majętna musiał dać pieniądze na powstanie tych mediów, które złamały dotychczasowy monopol. I dlatego zostało to źle odebrane, ponieważ jeżeli się trzyma rząd dusz i nagle się pojawia medium, które ten monopol przełamuje, to nie jest to odbierane przez inne media jako pozytywne zjawisko.

- Proces rozpoczął się dopiero po czterech latach od złożenia aktu oskarżenia. Dlaczego?

- Długo trwały sprawy proceduralne. Strona przeciwna chciała przenieść sprawę do innego sądu. Moim zdaniem, chodziło o rozwodnienie tego. Ja bym do tego nie przywiązywał dużej wagi. Długo to trwało, ale wreszcie się zaczęło.

- Gdy odczytywał Pan akt oskarżenia, oskarżeni uśmiechali się...

- Rzeczywiście, wesoło im było na sali sądowej. No cóż, widocznie tak postrzegają wymiar sprawiedliwości niepodległej Rzeczypospolitej, którą sami budowali przez wiele lat. Nie przejmuję się tym. Nie widzę w nich żadnych autorytetów moralnych. Nie jest to dla mnie żaden powód do głębokich refleksji, dlaczego oni reagują śmiechem na akt oskarżenia. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Myślę, że sprawa zakończy się pozytywnie dla mojego klienta i wtedy zobaczymy, kto się będzie śmiał.

- Dziękuję za rozmowę.

26 marca 2009

Pismo z ministerstwa


W-wa, 16.02.2009 r.

Rzeczypospolita Polska
Ministerstwo Sprawiedliwości
Biuro Ministra
Wydział Skarg i Wniosków
Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa, skr. poczt. 33
Centrala tel. (0-22) 52-12-888

BM III 052-970/2009/PR

Do
Prokuratury Okręgowej
w Lublinie

W załączeniu, uprzejmie przekazuję pismo Pana Lecha Ciężkiego
reprezentującego Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, celem stosownego rozpoznania oraz udzielenia zainteresowanemu odpowiedzi.

/podpis/
Naczelnik Wydziału
Skarg i Wniosków
z up.

Do wiadomości:
Pan Leszek Ciężki
Stowarzyszenie Osób
Represjonowanych w Stanie Wojennym
ul. Królewska 3
20-109 Lublin

__________

Załącznik:

Lublin, dnia 15.01.2009 r.

Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym
z niepokojem obserwuje działania lubelskiej Prokuratury wymierzone
w Kol. Grzegorza Piotra Wysoka oskarżonego w związku z wydawaniem własnym sumptem czasopisma społeczno-politycznego pod nazwą "Biuletyn Narodowy".

Stowarzyszenie stoi na stanowisku, że nikt nie powinien być represjonowany za głoszenie poglądów - zwłaszcza, że doświadczyliśmy w poprzednim systemie różnorakich szykan walcząc m.in. o wolność słowa. Doświadczył ich i nasz Kolega Grzegorz Wysok.

Zaznaczamy, że poglądy które głosi Kol. Wysok nie koniecznie muszą się w 100 proc. pokrywać z naszymi i nie wszystkim muszą się też podobać. Niemniej jest to cena wolności. Karanie za poglądy dowodzi słabości intelektualnej i moralnej współczesnych neocenzorów, jest sprzeczne z Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela oraz świadczy o totalitarnej mentalności.

Apelujemy do właściwych organów - zejdźcie z tej drogi.

Za Zarząd
Leszek Ciężki
/podpis/

25 marca 2009

Ryk kondoniarzy


Reakcją na słowa Ojca Świętego Benedykta XVI, który podczas swej afrykańskiej pielgrzymki jako jedyną skuteczną metodę walki z szerzącą się na tym kontynencie epidemią AIDS wskazał wierność małżeńską, a nie stosowanie zawodnych środków w postaci kondomów - było zgodne wycie europejskich i amerykańskich mediów przybierające w wielu wypadkach objaw paranoi (np. we Francji podczas transmisji mszy papieskiej wyświetlano reklamę prezerwatyw).

Pojawiły się liczne głosy (niby sondaże), aby papież podał się jak najszybciej do dymisji, a w Kościele doszedł do głosu ktoś na obraz i podobieństwo Baracka Hussaina Obamy, który wprowadziłby wreszcie w tym "zapyziałym i pełnym wstecznictwa" organizmie tak przez nich wyczekiwane zmiany polegające - a jakże by inaczej - na zainstalowaniu "demokracji".

Światowa masoneria jest coraz bardziej zaniepokojona i rozdrażniona działaniami Benedykta XVI, który w odróżnieniu od swojego poprzednika nie kokietuje współczesnego świata, ale ostrożnie lecz zdecydowanie zawraca "łódź piotrową" w kierunku katolickiej tradycji. Decyzja o zdjęciu tzw. "ekskomuniki" z biskupów Bractwa Św. Piusa X jest tu milowym krokiem i kamieniem probierczym intencji. Coraz trudniej będzie farbowanym lisom-witalisom udającym katolików i innym koniom trojańskim, którzy po Soborze Watykańskim II zagnieździli się w Kościele - zwodzić wiernych.

Papież wymagać zaczyna jasnych deklaracji "tak - tak" lub "nie - nie". Nic dziwnego więc, że "bestie końca czasów" zaczynają przeraźliwie wyć. Módlmy się za Ojca Świętego i okazujmy mu wszechstronne wsparcie!

Grzegorz Piotr Wysok

24 marca 2009

My, Naród Polski


Niemce, dnia 25 marzec 2009 r.

My katolicy wiemy, że jesteśmy istotami duchowo cielesnymi. Każdy z nas jest nieśmiertelny, co prawda na pewien czas umiera nasze ciało, ale jest to stan przejściowy, właściwie nienormalny spowodowany grzechem pierworodnym. Nasza godność wynika z naszego przeznaczenia do szczęścia wiecznego jako dzieci Boga.

Aby jednak osiągnąć cel nadrzędny jakim jest życie wieczne musimy najpierw godnie przeżyć życie ziemskie, i tu dochodzimy do roli narodu. Naród podobnie jak rodzina jest bytem pierworodnym pochodzącym od Boga, którego zasadności istnienia nie można podważać. To w narodzie gromadzi się i procentuje dorobek kulturalny wieków, życia, walki, trudów, cierpień, szczęścia milionów ludzi. Naród jest skarbnicą ideałów, dążeń, osiągnięć wielu pokoleń. Dlatego rozkwit człowieczeństwa wszystkiego co w nas najlepsze może nastąpić jedynie w narodzie. Człowiek wychowany w oderwaniu od spuścizny narodowej staje się duchowym kaleką. Ułomność duchowa szczególnie jest widoczna u naszych dzieci. My jako rodzice przyzwoliliśmy, aby w miejsce etyki katolickiej wszczepiono im etykę owsiakowszczyzny - "róbta co chceta", perfidnie przemycaną pod płaszczykiem filantropi.

Ochroną przed tego typu destrukcyjnymi działaniami jest rozwój nacjonalizmu narodowego. Nacjonalizm podobnie jak wiele innych ważnych słów zostało ograbione z prawdziwego znaczenia przez ideologów wyborczej. W prawdziwym słowa tego znaczeniu nacjonalizm to poszanowanie indywidualności i godności narodu, przyznanie mu pełnych praw do życia i rozwoju z równoczesnym poszanowaniem innych narodów. Naród podobnie jak człowiek ma swoją psychikę, swój sposób myślenia i odczuwania. Podobnie też jak człowiek powinien się doskonalić, dbać o rozwój własnych cech indywidualnych, pielęgnować odrębność, kultywować charakterystyczne cechy narodu. Piękno bowiem polega na różnorodności i tylko różne w swym pięknie i bogactwie kulturowym narody mogą stworzyć szczęśliwą ludzkość.

Dzisiejsza czerwona Unia Europejska pod przewodnictwem szowinistycznych Niemiec jest dokładnym zaprzeczeniem idei nacjonalistycznej. Głównym celem ideologów unijnych jest rugowanie świadomości narodowej i zastąpienie jej utopijnym kosmopolityzmem. W tym miejscu warto przytoczyć słowa wybitnego znawcy cywilizacji Feliksa Koniecznego: "Dla cywilizacji łacińskiej absurdem jest zrzeszenie ponadnarodowe, a beznarodowe tendencje godzą w samo serce istnienia cywilizacji łacińskiej".

Dla narodu polskiego, który od początku swego istnienia cały swój byt opiera na cywilizacji łacińskiej obecny kierunek przemian unijnych stanowi śmiertelne zagrożenie. W obecnej sytuacji nie możemy jako naród zajmować biernej postawy. Papież Pius X mówi wprost: "Główną siłą ludzi przewrotnych jest tchórzliwość i słabość ludzi prawych, a miękkość chrześcijan przygotowuje grunt pod panowanie szatana". Katolik musi pamiętać, że nie wolno mu kochać wszystkich jednakowo tak jak nauczają ateistyczni sentymentaliści. Miłość ewangeliczna to miłość uporządkowana. Najpierw najwięcej mamy kochać Boga, potem mamy miłować siebie samego i wreszcie bliźniego swego jak siebie samego, ale w kolejności - poczynając od najbliższych.

Podobna zasada stopniowania miłości odnosi się do narodu. Naród powinien przede wszystkim dbać o własne dobro, swój rozwój i rozkwit. Miłość ta upoważnia do obrony życia, a nawet wojny. Godząc się dzisiaj na duchowe i materialne ograbianie narodu musimy zdawać sobie sprawę, że działamy w sprzeczności w duchem Ewangelii. Historia uczy nas, że Polska przeżywała największy rozkwit w okresie żywej wiary. Mając wtedy dobre wyczucie Ewangelii nigdy nie wahaliśmy się używać siły w obronie dobra co zresztą było główną zasadą rycerstwa. Musimy dążyć do tego, aby wszystkie instytucje w Polsce były na usługach narodu, a naród był prawdziwym gospodarzem.

Naród to, przecież wszystkie pokolenia przeszłe, teraźniejsze, i przyszłe. My jako obecne pokolenie nie możemy pozwalać, aby w dowolny sposób rozporządzano ziemię ojczystą i jej bogactwami kulturalnymi. Każde pokolenie, które zarządza ma obowiązek strzec całości ojcowizny, powiększać ją i bogacić, aby w tym stanie przekazać następnym pokoleniom. Dlatego my naród polski musimy być w Polsce jedynym i wyłącznym gospodarzem. Bo do tego, aby rządzić państwem polskim trzeba nie tylko wiedzy i umiejętności, ale także prawdziwej miłości.

W imieniu Ligi Obrony Suwerenności
Przedstawicielstwo na Region Lublin

Piotr Sławiński
tel. 0-691-561-014

23 marca 2009

Cejrowski na KUL


Cejrowski potępia grzech sodomii

Kontrowersyjnym wykładem nazywał "Dziennik" spotkanie Wojciecha Cejrowskiego z lubelskimi studentami, podczas którego podróżnik apelował "o stałe potępianie grzechu sodomskiego".

We wtorek, 24 marca na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim gościł Wojciech Cejrowski - Naczelny Kowboj RP, podróżnik, pisarz i publicysta. Spotkał się ze studentami w auli im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego, gdzie przyjechał na zaproszenie Akademickiego Klubu Myśli Społeczno-Politycznej Vade Mecum.

Podczas konferencji prasowej Cejrowski mocno skrytykował "Gazetę Wyborczą" za stosunek do eutanazji, którą wprost nazwał zabijaniem ludzi. Zapowiedział, że "będzie zachęcać, aby Ciemnogród przestał być nieformalną grupą". Podkreślił, że "nikt nie reaguje, gdy lewica chce zalegalizować grzech". - "Kiedy w WC Kwadransie mówiłem w takich sytuacjach "nie", ludzie bili mi brawo. Ale siadali na dupskach i czekali na następny odcinek". Wskazał , iż media przedstawiają Ciemnogród w konfrontacji z myślą liberalną, a ten pierwszy ukazują jako synonim wstecznictwa, zamordyzmu, centralizmu czy nawet gomułkowszczyzny. Udowodnił, iż "patriotyzm nie jest sprzeczny z tradycją wolnościową, ale wolność łączy się z odpowiedzialnością" i wskazał, że im więcej wolności tym więcej odpowiedzialności. "Wolność daje nam możliwość działania, ale to łączy się z konsekwencjami. Natomiast liberałowie pokazują społeczeństwu jedynie tzw. kolorową stronę życia, nie wskazując na sferę odpowiedzialności".

Podczas wykładu prelegent niechętnie mówił o swoim życiu prywatnym. "Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim studiowałem historię sztuki. Ale po roku zostałem wyrzucony. Zamiast sesji egzaminacyjnej wolałem podróż do Meksyku, przez co profesorowie mieli do mnie żal" - opowiadał podróżnik. Pytany o aborcję powiedział m.in. że nie warto płacić podatków, bo są one przeznaczane "na zabijanie dzieci w Chinach". Nawiązał też do homoseksualizmu w słowach: - "Chodzi o stałe i uporczywe potępianie grzechu sodomskiego, którego oni się dopuszczają. U zdrowego mężczyzny pederasta wzbudza obrzydzenie. Ale także obrzydzenie w oczach Boga. A my mamy obowiązek wytykać ich palcami, jeżeli to im uratuje duszę wieczną przed potępieniem" - przytacza wypowiedź Cejrowskiego "Dziennik".

Pan Wojciech Cejrowski znany jest z dosadności, która wywołuje ambiwalentne reakcje. Uczciwość wymaga jednak, by nie zniekształcać wypowiedzi - a takie można odnieść wrażenie przy czytaniu artykułu "Dziennika": "Podczas wykładu podróżnik mówił o tym, że (...) gejów należy tępić" (nie ujęte w cytat). "Chodzi o stałe i uporczywe potępianie grzechu sodomskiego, którego oni się dopuszczają". W wypowiedzi pana Cejrowskiego nie znajdujemy słów nawołujących do tępienia osób o odmiennej orientacji seksualnej, wspomina on natomiast o "potępianiu grzechu sodomskiego", a zatem czynów. A to znacząca różnica.

Podczas krótkiej z nami rozmowy wypowiedział się też jako katolik na temat żydów. Zaznaczył, że zbliżające się święta (Wielki Tydzień) to rocznica zamordowania przez żydów Jezusa Chrystusa - Boga Człowieka. Zaapelował, byśmy ten fakt odważnie przypominali, bo jest to depozyt Wiary a nie szerzenie antysemityzmu.

Wizyta Cejrowskiego na KUL-u potrwała do wieczora. O 17.00 studenci nadali mu tytuł magistra honoris causa. O 18.30 pisarz poprowadził seminarium o tematyce podróżniczej pod tytułem "Boso... do Lublina", połączone z projekcją fotografii z podróży. Po spotkaniu można było kupić nowe wydawnictwa, zrobić zdjęcie i otrzymać autograf autora. Z dużym powodzeniem kolportowany był nasz "Biuletyn".

Tadeusz Zieliński
(tekst + zdjęcia)

__________

Fotoreportaż:


Foto 01:
Samo wejście do auli trwało niemal pół godziny


Foto 02:
Spotkanie z Wojciechem Cejrowskim
cieszyło się ogromnym zainteresowaniem młodzieży


Foto 03:
Aula jest już prawie pełna, ale ludzie wciąż napływają...


Foto 04:
Publiczność wysłuchała poglądów
gościa dotyczących aborcji, homoseksualizmu
i polityki polskiej opowiedzianych żywo i z humorem


Foto 05:
Wykład filmowała lokalna telewizja


Foto 06:
Wizyta Naczelnego Kowboja RP w Lublinie
rozpoczęła się od wystąpienia pt."Co z tym Ciemnogrodem,
czyli Polska według Cejrowskiego"


Foto 07:
Wykład p. "magistra honoris causa"
trwał ponad dwie godziny


Foto 08:
Podróżnik co raz popijał ulubioną herbatkę


Foto 09:
Wręczenie tytyłu "magistra honoris causa" KUL


Foto 10:
Pomysłodawcą aktu nadania fikcyjnego
stopnia magistra byli studenci z Akademickiego
Klubu Myśli Społeczno-Politycznej "Vade Mecum"


Foto 11:
Laureat nagrody i prowadzący spotkanie
Kol. Tomek Rzymkowski z Klubu Myśli Politycznej "Vade Mecum"


Foto 12:
Pamiątkowe zdjęcie organizatorów spotkania
z bohaterem wieczoru p. Wojciechem Cejrowskim

22 marca 2009

Ocieplenie czy ogłupienie?


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu Kol. Adam Leks

Felieton Adama Leksa

Pewien "europejski mędrzec" w latach 80-tych ubiegłego wieku często mawiał o komunizmie że gdyby go przenieść na Saharę, to po jakimś czasie zabrakłoby piasku. Powiedzeniem tym wzbudzał wściekłość ówczesnych władz, a śmiech wśród zwykłych obywateli. Dzisiaj kiedy podobno mamy inne czasy wobec których stare powiedzenia czy żarty powinny stracić na aktualności, obserwujemy ich zastanawiający powrót. Bo jak można nazwać walkę z globalnym ociepleniem jeśli nie restauracją tego starego dowcipu? Przecież w ciągu ostatnich 10 lat klimat się u nas ochłodził, potwierdzają to ostatnie badania co uczciwszych naukowców. A tak w ogóle warunki panujące na naszej planecie nie są constans i podlegają pewnej cykliczności. Jest to w głównej mierze wynikiem uzależnienia naszego klimatu od zmian aktywności Słońca (temperatura na Ziemi wzrasta wraz z silniejszym grzaniem tej gigantycznej żarówki, a spada wraz z jej ochłodzeniem). I tak między rokiem 900 a 1350, średnia temperatura w Europie była o kilka stopni wyższa niż obecnie. Zazwyczaj skuta wiecznym lodem Grenlandia została wówczas zasiedlona przez ludzi i nazwana "zieloną ziemią".

Działalność człowieka ma znikomy czy nawet bliski zeru wpływ na to co sie na Ziemi dzieje. Klimat naszej planety to samograj tzn. zmiany towarzyszące działaniom człowieka jak i natury (np. wybuch wulkanu) powodują powstaniu szeregu kontr-zmian, które z czasem przywracają cały układ do jego stanu pierwotnego. Natomiast Unia Europejska z tego oczywistego faktu nie wyciąga żadnego wniosku i nakazuje swoim członkom za wszelka cenę zmniejszanie emisji CO2 (gazu ponoć najbardziej odpowiedzialnego za ocieplenie klimatu) o 20% w stosunku do 1990 roku. Razem z innymi nakazami powoduje to powolną zapaść gospodarczą całej Europy, a nas gdzie produkcja energii oparta jest na węglu - w szczególności ( dowodem są ostatnie wielokrotne zwyżki cen elektryczności).

O ile bolszewicy dawniej z reguły mordowali ludzi od razu, tak dzisiaj eurosocjały nudne i ponure będą to czynić z nami przez całe nasze życie. Niektórzy z nich jak doradcy b. ministra środowiska Wielkiej Brytanii w swoich pomysłach posunęli się do tego, że w celu ograniczenia emisji CO2 nadmiernie wytwarzanego przez człowieka także jak podejrzewam poprzez nazbyt zachłanne oddychanie, zaproponowali ograniczenie przyrostu naturalnego populacji ludzkiej w Europie. Słusznie! - bowiem ludziska rozplenili się aż strach co już widać gołym okiem. Następnym krokiem pewnie będzie likwidacja homo europusa jako klasy, pardon oczywiście jako ludzkiej populacji.

Pewne przymiarki do tego celu już się obserwuje. Mianowicie starszym osobnikom tego gatunku którzy po przejściu w stan spoczynku zawodowego zamiast taktownie umrzeć będą nadal żyć i bezwstydnie obciążać państwo pobieraniem emerytur jak i klimat nadmiernym pałaszowaniem tlenu, zaproponuje się humanitarnie usunięcie za pomocą eutanazji. I niech spróbują się na to nie zgodzić - zresztą nie po to państwo nas uszczęśliwia by się pytać czy tego chcemy czy nie?! To chyba jasne? Docelowo zapewne wśród europejsów jak i ich odpowiedników zza oceanu, rozważana jest możliwość likwidacji całej ludzkości w ogóle (może z wyjątkiem tej postępowej). Wprawdzie nikogo na Ziemi już wtedy nie będzie, ale za to klimat w końcu będziemy mieli jak ta lala żeby nie powiedzieć wprost że europejski.

Adam Leks

Ps. Nie wiem czy pisząc ten artykuł czynię dobrze, ponieważ nastrój irytacji i gniewu jakie mi tutaj towarzyszą, zwiększają i tak już wysokie wydzielanie mojego CO2 do atmosfery. Pomny jednak na zalecenia UE w tej sprawie, już się uspakajam.

21 marca 2009

Ogłoszenie


Redakcja "Biuletynu" informuje, że nie przyjmuje obowiązku publikowania
prywatnych świadczeń, listów otwartych, odezw do Narodu, apeli do Polek i Polaków, wezwań do wszystkich patriotów, wyjaśnień, programów, ulotek itp. tekstów poza tymi, które odpowiadają naszym zamówieniom i naszej własnej linii ideowo-programowej. W ostatnich tygodniach jesteśmy zasypywani rosnącą liczbą podobnych propozycji oraz pretensjami, że nie zostały one opublikowane na blogu w trybie i terminie przewidzianym przez ich nadawców.

Z upoważnienia redaktora naczelnego pisma Grzegorza Wysoka pragnę wszystkich poinformować, że "Biuletyn" powstał w celu uprawiania ściśle określonej linii politycznej i rozwija się w pełnej z nią zgodności, stanowiąc zaproszenie dla tych, którzy się z nią zgadzają lub chcą korzystać z przekazywanych przez nas informacji.
Nie jest jednak otwartym forum dla wszystkich, którzy zechcieliby się wypowiedzieć na dowolny temat i w dowolnej objętości, choćby towarzyszyła temu nawet najbardziej patriotyczna retoryka. Chętnie zaś współpracujemy z tymi autorami, którzy mają do zaoferowania unikalne i wiarygodne informacje a zwłaszcza takie, które odpowiadają ustalonej strukturze tematycznej pisma, ale niechętnie z tymi, którzy chcieliby publikować tylko ogólnie słuszne deklaracje.

Tekstów nie zamówionych redakcja nie zwraca, a w zakwalifikowanych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i zmiany tytułów.
Tego wymagają od nas twarde realia życia.

Tadeusz Zieliński

20 marca 2009

Video dokument

Zamieszczam nakręcony w Lublinie film, w którym dr Eugeniusz Sendecki
dzieli się swoimi kontrowersyjnymi przemyśleniami na temat prowokowania
Polaków przez tajne służby do zachowań antyżydowskich.


Video 1:
Dawajcie kontrwywiad!
Niech minister Klich uruchomi kontrwywiad!





Powyższy film można
również obejrzeć w Telewizji Narodowej - http://www.youtube.com/user/eugeniuszsendecki

Grzegorz Piotr Wysok

19 marca 2009

Moja odpowiedź

Anonimowy pisze...
Komentarz z 19.03.2009, godź. 14:26
do art. "Państwo bezprawia" z 14 marca br.

W jakim celu redakcja "Biuletynu" reklamuje Adama Gmurczyka albo pochlebnie wypowiada się o NOP , które głosi ideę paneuropejskiej współpracy nacjonalistów w ramach European National Front (ENF).
To nie jest Obóz Narodowy!

Marek z Warszawy



Foto:
Adam Gmurczyk

Odpowiedź:

Publikując to pytanie na blogu "reklamuję" także pana Marka z Warszawy i jego postawę, z którą nie mogę się zgodzić. Jeżeli chodzi o p. Gmurczyka to moje doświadczenia we współpracy z nim wskazują dowodnie, że opinie jakie o nim są upowszechniane, są najczęściej głęboko krzywdzące. Można się założyć, że autor tego pytania nigdy się osobiście z p. Gmurczykiem nie spotkał. Również i ja, dopóki słuchałem opinii jakie przekazywali o nim inni, starałem się trzymać od niego z daleka. Odkąd jednak nawiązałem z nim bezpośredni kontakt, moja opinia o Adamie Gmurczyku uległa dużej zmianie "in plus", a podobne doświadczenie mają i potwierdzają także prawie wszyscy, którzy się z nim zetknęli. Można bowiem nie zgadzać się z niektórymi z jego poglądów, ale nie da się zaprzeczyć, że jest to człowiek kulturalny, rozsądny, prawdomówny, uczciwy i wierny sobie. Byłoby też bardzo dobrze, gdyby w ruchu narodowym było więcej postaci tak skrupulatnych w rozliczeniach finansowych, dotrzymujących danego słowa, punktualnych, zdyscyplinowanych wewnętrznie i elementarnie porządnych w relacjach osobistych jak p. Gmurczyk. Jest także dobrze wykształcony, ma odpowiedni kaliber intelektualny i pewien charyzmat publiczny. Jest więc wskazane, aby zamiast go zwalczać, uczynić zeń użytek w walce z naszymi wspólnymi wrogami.

Z całą pewnością wiele zarzutów przeciw p. Gmurczykowi pochodzi przede wszystkim od zawistnych miernot, których ruch narodowy jest pełen, a które on po prostu przerasta i stanowi dla nich konkurencję nie do przeskoczenia. Zarzut przynależności NOP do międzynarodówki nacjonalistycznej, który miałby go dyskwalifikować, od początku i w każdym przypadku uważam za oszołomski i obrażający inteligencję myślącego człowieka. W Europejskim Froncie Narodowym, podobnie jak w Kościele, policji lub ruchu narodowym nietrudno było lub jest wyróżnić zarówno ludzi porządnych, jak też zwykłe szuje, zdrajców i kanalie. Tak było, jest i niestety będzie zawsze, a różnica polega wyłącznie na proporcjach. Zawsze starałem się to rozróżniać. Jeśli chodzi o Narodowe Odrodzenie Polski to zarówno osoby, które z tego środowiska znam, jak przede wszystkim ich poglądy, postawy i działania nie budzą moich zastrzeżeń, a raczej uznanie, sympatię i solidarność. Ponieważ w Warszawie mieszkają również niektóre osoby z kręgów wrogich tej organizacji rodzi się u mnie podejrzenie, że w pytaniu autora mogą kryć się osobiste animozje pod adresem miejscowych rywali. Zawsze staram się takim uczuciom i osobistym relacjom nie sprzyjać, a ich publiczne eksponowanie pod pozorem różnic ideowych uważam za moralnie naganne.

Tadeusz Zieliński

18 marca 2009

Ludzie listy piszą...


Miejscowość: Warszawa
Autor: Stanisław Włodarczyk
Wpis z 11.02.2009, godź. 14:23

Panie Redaktorze!

Gratuluję wspaniałego bloga.
Cieszę się, że w naszym kraju są jeszcze ludzie, którzy potrafią myśleć i mówić po polsku. Mam jednak dylemat, czy kolejna klęska wyborcza narodowców nie jest najlepszą okazją do zastanowienia się nad sensem dalszego istnienia ruchu narodowego w Polsce? Sformułowanie "sens istnienia" nie jest tu przesadzone, gdyż ostatnie wybory pogazały, że wcale nie jest takie pewne, czy Polacy potrzebują ruchu narodowego. A przynajmniej w takiej postaci, w jakiej działa on po roku 1989. Tego tematu nie podejmuje Pan w ogóle na łamach swojego biuletynu.

Faktu, że w polskim parlamencie nie zasiada dzisiaj żaden przedstawiciel klasycznego nurtu narodowego, nie da się wytłumaczyć tylko i wyłącznie knowaniami żydomasońskiej mafii, pragnącej za wszelką cenę utrzymać władzę nad naszym narodem. Moim zdaniem owa mafia nie musiała wkładać zbyt wele wysiłku w niedopuszczenie narodowców do foteli na ulicy Wiejskiej w Warszawie. Główną winę za naszą klęskę ponosimy my sami - i jest to smutna prawda, którą im szybciej zrozumiemy, tym będzie dla nas lepiej.
Życzę powodzenia w redagowaniu pisma.

Stanisław Włodarczyk

~~~~~~~~~~

Moja odpowiedź:

Bardzo dziękuję za list i cenne uwagi, aczkolwiek w szukaniu odpowiedzi na pytanie, gdzie leży główna przyczyna tej i wszystkich innych porażek ruchu narodowego - bardziej niż o prawdę spieramy się tu o jej interpretację, a tak wynika i to często już a priori z naszych postaw, które są w zasadzie generowane emocjonalnie, a więc u każdego z nas dużo mniej racjonalnie, niż byśmy to chcieli przyznać. Otóż - paradoksalnie - narodowcy nie potrafią nie tyle dotrzeć do narodu, ale przede wszystkim go zrozumieć. Po prostu ruch narodowy oderwał się od narodu, stracił z nim łączność. Sądzę, że większość naszych kolegów przywiązuje większą wagę do "talmudycznego" studiowania dzieł Dmowskiego niż do poznawania aktualnej, rzeczywistej sytuacji Polaków. A sytuacji tej nie da się wytłumaczyć poprzez najbardziej nawet patetyczne cytaty z klasyki myśli endeckiej. Nie chcę przez to powiedzieć, że owa klasyka nie jest już do niczego potrzebna. Powinna ona nadal kształtować nasze patrzenie na sprawy polskie, ale jednocześnie pobudzać do samodzielnego myślenia. Tymczasem można czasami dojść do wniosku, że wielu narodowców stara się przemilczać kwestie, o których w swoich pracach nie pisał Roman Dmowski. Przede wszystkim chodzi tu o sprawy społeczne i ekonomiczne, gdyż to właśnie one w największym stopniu wpływają na życie przeciętnego Polaka.

Większość narodowców nie może - lub nie chce - dostrzec tych tysięcy rodaków, dla których nie ma pracy, bo w ramach "prywatyzacji" zamknięto im zakład; którzy nie mają gdzie mieszkać, bo ich kamienicę przejął "prawowity" właściciel; którzy wstydzą się pójść do apteki, bo nie stać ich na wykupienie lekarstw; wreszcie tych, dla których jedyną ucieczką przed tragiczną sytuacją materialną jest samobójstwo. Dla nich nie mają znaczenia wspaniałe dzieła Dmowskiego, rozważania Feliksa Konecznego o cywilizacjach, zastanawianie się nad szkodliwością kultu Piłsudskiego czy demaskowanie masonów i członków Klubu Bilderberg. Dla nich liczy się to, czy następnego dnia będą mieli co dać do jedzenia swoim dzieciom. I właśnie dla tych Polaków powinien istnieć ruch narodowy albowiem nie jest to przypadek, że w Polsce najgorzej dzieje się Polakom, a nie np. Niemcom, Żydom i Amerykanom. Dlatego główne hasło narodowców powinno brzmieć: Czas na Polaków w Polsce!. Za tym hasłem powinny zaś iść konkretne działania, takie jak organizowanie ruchu bezrobotnych oraz bezdomnych, tworzenie narodowych związków zawodowych dla tych, którzy jeszcze pracują czy organizowanie polskiej inteligencji, spychanej dzisiaj na margines życia społecznego.

Takie działania muszą się łączyć z przedstawieniem narodowi alternatywnego programu gospodarczego, niezbędne jest też zebranie szerszego grona ekonomistów o poglądach antyliberalnych, a takich jest - wbrew pozorom - bardzo wielu, także poza ruchem narodowym. Narodowcy muszą zostać w taki program jak najszybciej uzbrojeni, gdyż walka o nasze interesy narodowe toczy się obecnie przede wszystkim na polu ekonomicznym. Konieczne staje się także odrzucenie klasycznego podziału na prawicę i lewicę oraz przyjęcie bardziej aktualnego: na siły polskie i antypolskie. Musi się to wiązać z odrzuceniem dzisiejszego modelu ruchu narodowego, czyli wiązania działalności politycznej z religijną. Szczególną pokusę stanowi tu Radio Maryja, dzięki któremu weszło do Sejmu co najmniej kilkunastu posłów z PiS. Warto jednak pamiętać o dwóch rzeczach: po pierwsze, posłowie ci zajmują się głównie modleniem, co jest niewątpliwie potrzebne, ale chyba najmniej w parlamencie. A po drugie, słuchacze Radia Maryja to najwyżej kilka procent wyborców, poza tym i tak już "zagospodarowanych" przez Prawo i Sprawiedliwość. Natomiast stałe podkreślanie klerykalnego charakteru ruchu narodowego odstrasza od niego miliony Polaków, którzy chcieliby Polski lepszej, ale niekoniecznie rządzonej przez wybrańców ojca Rydzyka, i dlatego głosujących na PO (zwłaszcza na Ziemiach Zachodnich). Bądźmy więc ruchem z ducha katolickim, ale nie trzymającym się sutanny.

Sądzę więc, że narodowcy mają w Polsce szansę zaistnienia, ale tylko pod warunkiem przekształcenia się w ruch naprawdę narodowy, to znaczy rozumiejący rzeczywiste problemy narodu. I - rzecz jasna - nie idący na kompromisy z siłami szkodzącymi interesom narodowym, w tym z partią braci Kaczyńskich, co do której wielu naszych kolegów ma jeszcze złudzenia. Jeżeli wspólnie przystąpimy do odbudowy ruchu narodowego w takim kierunku, to być może już za dwa lata będziemy w stanie samodzielnie stanąć do walki o miejsca w parlamencie.

Za życzenia dziękuję i odwzajemniam je ze stosowną "nawiązką". Ponieważ Pańskie pióro poznałem, rad byłbym je powitać w jakimś większym, a ważkim tekście na naszych łamach.
Zapraszam.

Tadeusz Zieliński

17 marca 2009

Spotkanie na KUL


"Co dalej z Traktatem Lizbońskim?" - to główny temat konferencji zorganizowanej przez Akademicki Klub Myśli Społeczno-Politycznej "Vade Mecum" która odbyła się 13 marca br., o godź. 13.00 w Nowej Auli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przy al. Racławickich 14. Gośćmi spotkania byli dr Przemysław Czarnek (pracownik Instytutu Prawa Publicznego KUL), red. Stanisław Michalkiewicz z Warszawy, prof. dr hab. Mirosław Piotrowski (kierownik Katedry Najnowszej KUL i europoseł wybrany z okręgu wyborczym w Lublinie z listy Ligi Polskich Rodzin) oraz prof. Zbigniew Zalewski z PO. Nie przybyła - mimo zapowiedzi - p. dr Beata Piskorska kierownik Wydziału PO KL (choroba córki).

Sesję naukową otworzył okolicznościowy referat p. dr Czarnka, który przypomniał, że Traktat Lizboński daje Unii Europejskiej moc państwowości tym samym obniżając naszą zdolność oddziaływania jako suwerenne państwo. Ponadto wspiera patologie takie jak homoseksualizm. Mało tego, jego treść nigdy nie była przedstawiona Polakom, a sam Traktat nie został poddany ogólnonarodowemu referendum. Niestety, nie przeszkadza to Lechowi Kaczyńskiemu w zapowiadaniu złożenia swojego podpisu pod ustawą o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Po nim wystąpił prof. Zalewski z Platformy Obywatelskiej, jedyny w tym gremium zwolennik eurokonstytucji, który chcąc wybadać nastroje w auli zaraz na wstępie zaproponował głosowanie, kto jest a kto nie jest za Traktatem Lizbońskim. Ku jego zaskoczeniu wszyscy obecni byli przeciw, zaś dwie osoby nie miały zdania. Skonfudowany tym faktem szybko opuścił salę tłumacząc się "ważnymi obowiązkami w pracy".

Następnie głos zabrał poseł do Parlamentu Europejskiego p. prof. Mirosław Piotrowski, który podkreślił, że przy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego doszło do wielu naruszeń prawa, a posłowie, którzy przyjmowali Traktat z Lizbony nawet go nie czytali. Konferencję zakończył referat p. Stanisława Michalkiewicza, który zaznaczył, że opinia publiczna była całkowicie pozbawiona merytorycznej debaty nad eurokonstytucją, a większość Polaków nie zna jej postanowień. Nawet politycy, a wśród nich premier Donald Tusk przyznają, że nie zapoznali się z obszerną treścią tego dokumentu. Jednak, pod wyraźnie dictum Unii Europejskiej i dominujących w niej Niemiec, polskie władze w ekspresowym tempie przeforsowały ratyfikację Traktatu w Sejmie i Senacie.

Spotkanie, w którym uczestniczyło około 100 osób, zakończyło się ożywioną dyskusją. Wszyscy uczestnicy konferencji bezpłatnie otrzymali najnowszy numer naszego pisma.

Po oficjalnej, otwartej części spotkania redakcja "Biuletynu" wraz z prezesem Okręgu Lubelskiego UPR p. Pawłem Chojeckim oraz Kol. Marianem Kowalskim zaprosili redaktora Michalkiewicza do pobliskiej kawiarni w centrum Lublina, gdzie w bardziej kameralnym gronie omówiono sprawy bieżącej sytuacji politycznej w Polsce i na świecie. Zwrócono uwagę na plany Niemiec wyraźnie zmierzających do zmiany stosunków własnościowych na polskich ziemiach zachodnich, a w perspektywie rozbiór państwa polskiego. Zdaniem red. Michalkiewicza na resztkach polskich terytoriów ustanowi się tzw. Judeopolonię, gdyż Żydzi będą lojalnymi strażnikami interesów niemieckich na terytorium szczątkowej Polski. Podjęto również temat śledztwa prowadzonego przez lubelską prokuraturę przeciwko Grzegorzowi Wysokowi z donosu dziennikarza żydowskiej gazety dla Polaków ("Gazeta Wyborcza").

Tadeusz Zieliński
(tekst + zdjęcia)

__________

Fotoreportaż:


Foto 01:
Red. Wysok - jeden z założycieli
Klubu Myśli Politycznej "VadeMecum"
relacjonuje "kulisy sprawy" swojego biuletynu



Foto 02:
Stanisław Michalkiewicz z oburzeniem
przyjął działania prokuratury podjęte wobec swojego Kolegi



Foto 03:
Red. Michalkiewicz z zainteresowaniem
przegląda najnowszy numer "Biuletynu" Kol. Wysoka



Foto 04:
Jako pierwszy wystąpił dr Czarnek z Instytutu Prawa Publicznego KUL



Foto 05:
Sesja na KUL.
Od lewej: red. Michalkiewicz, prof. Piotrowski
oraz prof. Zbigniew Zalewski - jedyny na sali zwolennik eurokonstytucji



Foto 06:
Przemawia prof. Piotrowski - europoseł wybrany z listy LPR w Lublinie



Foto 07:
Referat wygłasza publicysta i autor książek
o tematyce społeczno-politycznej, red. Stanisław Michalkiewicz



Foto 08:
Uczestnicy sesji ze szczególną uwagą słuchają
nagrywanego na video wystąpienia red. Michalkiewicza



Foto 09:
W konferencji uczestniczyli studenci KUL oraz
przedstawiciele lubelskich środowisk prawicowo-narodowych



Foto: 10
Spotkanie w lubelskiej kawiarni "Grolsch"

16 marca 2009

Fałszywe zeznania



Świadek składał fałszywe zeznania

Doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na składaniu fałszywych zeznań złożył 13 marca (piątek) w łódzkiej prokuraturze b. prezes Ligi Polskich Rodzin Mirosław Orzechowski. Sprawa ma związek z wydarzeniem, które miało miejsce w ubiegłym tygodniu na jednym z łódzkich osiedli. Według policji kierujący samochodem honda accord p. Orzechowski cofając miał uderzyć w dwa samochody - audi A6 i renault laguna.

Mirosław Orzechowski był wiceministrem edukacji, do niedawna pełnił też obowiązki prezesa Ligi Polskich Rodzin. Jest znany z konserwatywnych poglądów. Prowadzi też bloga na platformie Onet.pl. Na nim także umieścił wpis o wypadku na ul. Cieszkowskiego:

- "Wczoraj późnym popołudniem piliśmy czerwone wytrawne wino. Kiedy robiło się późno i nadszedł czas by wrócić do domu, poszedłem do bankomatu wypłacić pieniądze na taksówkę. Wracając, za blokiem gdzie parkowałem dzień wcześniej samochód spotkałem rozentuzjazmowanego dość młodego człowieka, który powiadomił mnie, że wezwał Policję, bo mój samochód miał zadrapać drzwi jego luksusowego Audi. Nie pomogły tłumaczenia - przyjechała Policja i dokonała stosownych czynności. W wydychanym powietrzu miałem 0.97 mg alkoholu na stosowną jednostkę miary. Policjanci spisali moje dane i dokonali ponownych pomiarów, które wykazały szybki spadek alkoholu w wydychanym powietrzu. Zostałem odwieziony do domu. Samochód został w tym samym miejscu gdzie stał. Bez mojego udziału dokonano oceny drobnych otarć zderzaka, tak drobnych że możliwych do wykonania choćby akcesoriami, jakie kobiety noszą w podręcznych kosmetyczkach. Nigdy w tym miejscu otarć nie było i z pewnością nie powstały z powodu mojego użytkowania".

Mirosław Orzechowski napisał, że kilka dni temu skontaktował się z nim jeden z kierowców poszkodowany w kolizji:

- "Widziałem się z panem Jackiem, właścicielem renault laguny, którego samochód rzekomo staranowałem ponad tydzień temu na terenie przed jednym bloków w Łodzi. Pan Jacek napisał do mnie list e-mailowy, gdy usłyszał w telewizji, że to jego samochód rzekomo staranowałem. Zaznaczył, że jego renault laguna nie ma żadnych uszkodzeń i nikt go nawet nie drasnął".

Minister Orzechowski zamieścił na blogu fragment oświadczenia mężczyzny:

- "Oświadczam, że mój samochód nie został w żaden sposób uszkodzony w dniu 5 marca 2009 r. na terenie przed wejściem bloku (...). Informacje, podawane w szczególności przez media jakoby mój samochód został uszkodzony przez samochód honda accord są całkowicie nieprawdziwe, co poświadczam własnoręcznym podpisem. Oświadczam również, że w razie potrzeby jestem gotów powtórzyć powyższe stwierdzenia w prokuraturze i w sądzie".

Dalej minister Orzechowski pisze:

- "W związku z powyższym, składam dziś doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Andrzeja K., polegającego na składaniu fałszywych zeznań i fałszywym zawiadomieniu o niepopełnionym przestępstwie. Na ich podstawie fałszywe wnioski wyciągnęła policja i szkalowały mnie media, pisząc np. że "pijany taranowałem samochody". Ich celem było wprowadzenie w błąd prokuratury. Zaraz po zdarzeniu pisałem, że prawda wygląda zupełnie inaczej niż przedstawiał to właściciel luksusowego audi. Chciałbym wiedzieć, dlaczego kłamie. Mam nadzieję, że wyjaśni się to już wkrótce. Oryginał oświadczenia pana Jacka przekazałem policji prowadzącej postępowanie. Dziękuję Panu Jackowi za wykazanie cywilnej odwagi i szacunku dla prawdy. Dodam też, że nie podałem nazwiska, by Pan Jacek nie stał się obiektem brutalnym ataków mediów".

Tadeusz Zieliński

15 marca 2009

Kiepski Donald daje Czadu


Felieton Adama Leksa

Niestety to nie następny odcinek tak popularnego niegdyś u nas serialu "Świata według Kiepskich" tylko rząd premiera Tuska znów dał plamę. Chodzi tu o naszych żołnierzy w Czadzie. Podobno nie ma pieniędzy na ich ściągnięcie. Wobec tego pozostaje chyba tylko jeden sposób - muszą wracać pieszo. Wprawdzie droga do Polski nielekka i daleka, ale już Ksenofont nam pokazał drzewiej jak powracać mamy. I choć przyjdzie nam przedzierać się przez krainy dzikie i pełne terrorystów to jest to niczym wobec okoliczności powtórzenia wyczynu starożytnych Greków. Chodzi tu oczywiście o słynny "marsz 10 000" greckich hoplitów po nieudanej wyprawie do Persji w IV w przed narodzeniem Chrystusa.

Jednak nasz pochód byłby znacznie większego kalibru, ponieważ samej marszruty byłoby kilka razy więcej. Więc sami państwo widzicie, że gra jest warta świeczki a wobec marnych wyników naszych sportowców wymiar takiego sukcesu byłby chyba podwójny. A gdyby to jeszcze sfilmować to niech się schowają wszystkie Dody Elektrody! Wtedy nikt by już nie pamiętał Tuskowi porzucenia naszych żołnierzy. Tak się przekuwa klęski na sukcesy. Czadowa Anabazis lub jak kto woli Anabazis pełna Czadu z pewnością podreperowałaby gabinetowi Tuska znacznie nadwątlone wcześniej sondaże.

Adam Leks

Ps. Proponowałbym z czasem poddać podobnej próbie członków rządu jak i innych polityków. Można by ich na przykład porozrzucać na spadochronach i niech z powrotem wracają pieszo. Podobnie na wsi wywozi się niechciane zwierzęta wierząc, że za którymś razem w końcu nie powrócą.

14 marca 2009

Państwo bezprawia


Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
5 marzec 2009 r.
Na zdjęciu - Arkadiusz Łygas i p. Jerzy Adamczuk
(historyk, działacz opozycji niepodległościowej w latach 1978-1989,
więzień polityczny stanu wojennego) przed drzwiami sali rozpraw Sądu
Rejonowego w Hrubieszowie

Państwo bezprawia

Zrozumienie konieczności zjednoczenia wysiłków w walce o Kościół i Polskę staje się coraz powszechniejsze. Jeśli bowiem poważnie traktujemy własne przekonania to oczywistym jest, że nie ma dziś miejsca na partykularyzmy czy osobiste ambicje. Zrozumieli to również narodowcy z woj. lubelskiego zebrani w dniu 5 maja w Hrubieszowie na lokalnym spotkaniu naszego środowiska.

Im bliżej końca procesu byłego członka NOP Arkadiusza Łygasa, tym bardziej nerwowe działania podejmują władze, by zamknąć usta tym wszystkim, którzy wątpią w nową, demokratyczną sprawiedliwość. Swego czasu informowaliśmy Czytelników o akcji hrubieszowskiego prokuratora, który chciał zastraszyć osoby protestujące przeciwko prześladowaniom naszego Kolegi. Przypomnijmy: W dniu 20 stycznia Kol. Łygas na prośbę Straży Miejskiej w Hrubieszowie stawił się w jej siedzibie w celu wyjaśnienia, iż rozklejane przez niego plakaty umieszczane były jedynie w miejscach dozwolonych. Na spotkaniu pojawił się również funkcjonariusz policji, który następnie - bez podania przyczyn - doprowadził działacza NOP do hrubieszowskiej prokuratury. Tam przedstawiono mu zarzut znieważenia wyznawców judaizmu. Zdaniem przesłuchującego, modlitwa o nawrócenie żydów na Prawdziwą Wiarę miała być przestępstwem zagrożonym karą więzienia do lat 3. W trakcie przesłuchania zasugerowano, by Arkadiusz Łygas "dobrowolnie poddał się karze" przyznając, iż katolicka modlitwa o nawrócenie żydów jest czynem przestępczym! Zapewne tylko faktowi, że św. Pius V, autor "Modlitwy o nawrócenie wiarołomnych żydów" od wieków przebywa w lepszym ze światów zawdzięczamy, że i Jemu prokurator nie postawił zarzutu "nawoływania do waśni religijnej".

Tragikomiczne działania hrubieszowskiej prokuratury nie zmieniają jednak sytuacji: przedłożyła ona ponad polskie prawo - prawo judaistyczne, od wieków występujące przeciwko Kościołowi katolickiemu. W państwie prawa jest to działanie niedopuszczalne. Funkcją urzędu prokuratorskiego jest bowiem dbałość o obowiązujące w Polsce przepisy prawne, i w żadnym razie prokurator nie może ponad swoimi obowiązkami ustawowymi przenosić prywatnych nienawiści religijnych.

Inny kwiatek z tej samej łączki to oficjalne postanowienie hrubieszowskiego Sądu z dnia 5 marca 2009 r. zasądzające na prezesa NOP p. Adama Gmurczyka karę aresztu na okres 30 dni. Reakcje "przedstawicieli prawa" coraz bardziej przypomińają szaleństwo z opowiadań Loverafta - jeszcze trochę, a poszczególni reprezentanci "praworządności" sami będą układać własne kodeksy karne i wedle nich rozprawiać się z tymi, których nie lubią. Po co zresztą mają istnieć jakieś przepisy prawa, skoro łatwiejsze i wygodniejsze są decyzje trybunałów kapturowych, podejmowane wedle własnego widzi mi się. Reprezentantem takiej "nowej szkoły prawniczej" może być sędzia Sądu Rejonowego w Hrubieszowie p. Konrad Dul. Zabawnie bowiem w tym kontekście brzmiały jego słowa, że "czyn b. działacza Narodowego Odrodzenia Polski Arkadiusza Łygasa kwalifikuje się jako zbrodnia". Pomińmy jednak brak dowodów winy naszego Kolegi - jak w takim razie nazwać postępowanie przedstawicieli prawa w stosunku do członków naszego ruchu? Jak ocenić postępowanie wielu rejonowych i wojewódzkich prokuratur, które w ciągu kilku ostatnich lat conajmniej kilkudziesięciu osobom (na razie tyle potwierdzeń wpłynęło do biura Rady Wykonawczej NOP) zagroziła procesami? Jeśli niewinność jest zbrodnią to na postępowanie przedstawicieli "hrubieszowskiego prawa" nie ma w naszym języku odpowiedniego słowa.

Tadeusz Zieliński

13 marca 2009

Video dokument

Zamieszczam film na temat dalszych perypetii z lubelską prokuraturą w związku z oskarżeniem mnie za wydawanie narodowego "Biuletynu".
C.d.n.


Video 1:

Grzegorz Wysok
oskarża Konrada Zielińskiego




Powyższy film można również obejrzeć w Telewizji Narodowej - http://www.youtube.com/user/eugeniuszsendecki

Grzegorz Piotr Wysok

12 marca 2009

Postanowienie

Prokuratura Rejonowa
Lublin-Północ
w Lublinie
ul. Okopowa 2 A

Sygn. akt 1 Ds. 2446/08/S


Dnia 26 lutego 2009 r.

POSTANOWIENIE
w przedmiocie uwzględnienia zażalenia

Agnieszka Pakuła - prokurator
Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ w Lublinie
po zapoznaniu się z treścią zażalenia złożonego w terminie przez podejrzanego Grzegorza Wysoka na zarządzenie Prokuratora Rejonowego Lublin-Północ w Lublinie o odmowie przyjęcia zażalenia z dnia 2 lutego 2009 r.

Działając na zasadzie art. 463 par. 1 kpk w zw. z art. 465 par. 1 kpk

postanowił
zażalenie podejrzanego uwzględnić

UZASADNIENIE

Zarządzeniem z dnia 2 lutego 2009 r. Prokurator Rejonowy Lublin-Północ w Lublinie odmówił przyjęcia zażalenia podejrzanego Grzegorza Wysoka na postanowienie w przedmiocie oddalenia wniosków dowodowych z dnia 16 stycznia 2009 r. wydane w sprawie 1 ds. 2446/08/S.

Na powyższe orzeczenie zażalenie wniósł podejrzany podnosząc, że przesłuchanie zawnioskowanych świadków w osobach Stanisława Michalkiewicza, Piotra Zychowicza, Eugeniusza Sendeckiego i Józefa Kawy ma znaczenie dla merytorycznej decyzji w niniejszej sprawie, na ustalenie prawdy.

Zażalenie Grzegorza Wysoka na uwzględnienie zasługuje.

Wskazał w nim bowiem okoliczności, które mogą mieć wpływ na bieg postępowania, szczegółowo umotywował konieczność przesłuchania wskazanych świadków.

Prokurator Prokuratury Rejonowej
Lublin-Północ w Lublinie
/podpis/
Agnieszka Pakuła

Zarządzenie:
Stosownie do art. 100 par. 2 kpk o treści postanowienia powiadomić podejrzanego Grzegorza Wysoka - k. 200

Prokurator Prokuratury Rejonowej
Lublin-Północ w Lublinie
/podpis/
Agnieszka Pakuła

ap/bs

11 marca 2009

List do Redakcji

Artykuł proponuję celem rozwinięcia poziomu świadomości każdego człowieka, a szczególnie Polaka w tym trudnym obszarze wiedzy gospodarczej i zwiększenia jego wyrobienia politycznego. Naród polski chcąc realnie zabezpieczyć się przed skutkami światowych recesji i załamań gospodarczych musi zdobyć się na powołanie swojego państwa i jego stałe doskonalenie.

Skuteczne państwo narodu polskiego wymaga przede wszystkim jego wystąpienia z tzw. Unii Europejskiej i kompletnej rewizji zewnętrznych powiązań umownych oraz prawodawstwa wewnętrznego pod kątem zgodności z "Aktem fundamentalnym państwa narodu polskiego - Najjaśniejsza Rzeczypospolita Polska". Rewizja musi również uwzględniać aktualne położenie gospodarcze, finansowe i monetarne państwa. Zagadnienie to jest jednak bardziej złożone i wymaga obszerniejszego opisu. Czytelników bardziej zainteresowanych tą problematyką odsyłam do materiału "Testament narodowca Polaka" zawartego w blogu p. Grzegorza Wysoka.

W. O.



Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - autor artykułu

Lublin, 9 marzec 2009 r.

Warunki skutecznej obrony narodu polskiego
przed skutkami ogólnoświatowych recesji i załamań gospodarczych

Sprawę ogólnoświatowego załamania gospodarczego doktryna polityczno-
gospodarczo-finansowo-monetarna narodowców polskich wyjaśnia w następujący sposób:

Przyjęcie założenia, że prywatna własność kapitału, gospodarka wolnorynkowa i maksymalizowanie zysku stanowią panaceum na prawidłowy rozwój gospodarki jest doktrynalnym złudzeniem. Nawet przy kompletnym rozwinięciu w świecie idei prywatnej własności kapitału, gospodarki wolnorynkowej i maksymalizacji zysku nie uzyska się stanu idealnego rozwoju gospodarczego, a to z prostego powodu skutecznie spełnianej nieustannej skłonności właścicieli kapitału do zwiększania swojego udziału w wartości tworzonego produktu. Działania prowadzone przez nich w tym kierunku wywołują nieustanne osłabianie udziału pracowników najemnych w wartości tworzonego produktu. Pozycja pracowników najemnych w relacji do właścicieli kapitału jest zdecydowanie niekorzystna, a ich skłonność do wyrównywania swojego udziału w wartości tworzonego produktu pozostaje ideą nie do ziszczenia.

Skutecznie spełniana skłonność właścicieli kapitału do nieustannego zwiększania swojego udziału w wartości produktu kosztem słabnącej pozycji pracowników najemnych w tym aspekcie skutkuje w ten sposób, że wytwarzane produkty w kolejnych okresach obrotowych napotykają na coraz to większe trudności zbytu. Efekt taki jest następstwem kurczenia się realnego popytu ze strony pracowników najemnych, a popyt realny zgłaszany przez właścicieli kapitału na produkty konsumpcyjne nie jest w stanie wchłonąć wytwarzanego produktu. Tworzenie kolejnych rynków przez właścicieli kapitału poprzez inwestycje w działalność realną zwiększają wprawdzie popyt realny zgłaszany przez pracowników najemnych, ale nadal występuje skłonność właścicieli kapitału do zwiększania swojego udziału w wartości produktów pochodzących z kolejnych rynków. Wzrost inwestycji w działalność realną wymaga jednak stałego dopływu środków ze sprzedaży produktu na refinansowanie ponoszonych nakładów. Tak więc stała tendencja ograniczania popytu realnego na produkt bieżąco dostarczany na rynek wywołuje nie tylko ograniczenia możliwości inwestowania przez właścicieli kapitału, ale również trudności utrzymania bieżącej działalności gospodarczej.

Nieopłacalność działalności eksploatacyjnej i inwestycyjnej wymusza na właścicielach kapitału ograniczenia lub rezygnację z działalności z efektami: ograniczenie zatrudnienia, redukcja produktu, ograniczenie lub rezygnację z inwestycji. Ograniczenie dostaw produktu przy jednoczesnym, nadmiernym rozwinięciu procesów inwestycyjnych odraczających podaż produktów z nowych uruchomień (cykle inwestycyjne) rozpoczyna proces narastania inflacji potęgowanej nieurodzajami i ubytkami losowymi. Przedstawione rozumowanie pozwala stwierdzić, że jeżeli dysproporcja między udziałem w wartości produktu właścicieli kapitału i pracowników najemnych osiągnie stan krytyczny to dalszy rozwój gospodarki wolnorynkowej nie jest możliwy i podlega ona powszechnemu załamaniu ze wszystkimi negatywnymi skutkami. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest bezzasadność dążeń do globalizacji polityczno-gospodarczej świata przez środowiska szczególnie zainteresowane eliminowanie lokalnych ograniczeń swobody gospodarowania. Zatem próby tworzenia tzw. rządu światowego poprzez likwidowanie lokalnych, szczególnie mononarodowych bytów politycznych, a przejściowo poprzez tworzenie imperium typu "Unia Europejska" są usiłowaniem oszustwa społeczności świata na olbrzymią skalę, gdyż nawet osiągnięcie tego celu nie uchroni jej przed załamaniami koniunktury ze wszystkimi negatywnymi skutkami. Utworzenie bowiem tzw. rządu światowego nie usuwa nieustannej skłonności właścicieli kapitału do zwiększania swojego udziału w wartości produktu.

Uniknięcie lub znaczące złagodzenie głębokości załamań koniunktury gospodarczej może mieć miejsce jedynie w warunkach istotnego i to skutecznego ograniczenia możliwości zwiększania udziału właścicieli kapitału w wartości produktu. Cel ten nie może być osiągnięty w gospodarce stricte wolnorynkowej przy zdecydowanie dominującej, prywatnej własności kapitału z regułą maksymalizacji zysku ze wszelkiej aktywności gospodarczej.

Odpowiedzialność za gospodarkę bez okresowych silnych załamań ponosi państwo jako generalny regulator warunków, w których ta gospodarka jest prowadzona. Właściciele kapitału prywatnego funkcjonujący w gospodarce wolnorynkowej właściwie regulowanej nie mają już takiej swobody w zwiększaniu swojego udziału w wartości tworzonego produktu. Wewnętrzny realny popyt nie podlega ograniczaniu lub stopniowo zmniejsza się, ale w znacznie wydłużonym okresie. Prywatni właściciele kapitału z większą ostrożnością inwestują w rozwój co skutkuje łagodniejszym, umiarkowanym wzrostem gospodarczym i nie wywołuje napięć inflacyjnych. Dobór narzędzi regulacji wolnego rynku przez państwo musi zakładać ingerencję w sferę wynagrodzenia pracowników najemnych, tj: wielkość płacy minimalnej netto w gospodarce jako parametr powszechny o konstrukcji dynamicznej powiązanej z wskaźnikiem inflacji, kwota ubezpieczenia emerytalnego stała dla wszystkich pracowników bez względu na wysokość ich wynagrodzeń (przychodów) waloryzowana wskaźnikiem inflacji, umiarkowanie progresywny model podatku od przychodu osób fizycznych.

Narzędzia regulacji powinny również obejmować: ograniczenia celno-dewizowe chroniące wewnętrzny rynek przed nadmiernym, niekorzystnym importem produktów, ulgi w podatku od przychodów podmiotów gospodarczych za wdrażanie produkcji produktów redukujących potrzeby ich importu, a wzmacniających samodzielność gospodarki. Poza wymienionymi narzędziami państwo musi zapewnić prawny obowiązek zagranicznego kapitału prywatnego do organizacji swoich przedsiębiorstw, zakładów, agend jako podmiotów conajmniej samo fakturujących sprzedaż produktów i usług, a także zagwarantować prawne ograniczenia maksymalnego udziału kapitału zagranicznego w newralgicznych obszarach gospodarki. Generalnymi parametrami podlegającymi kontroli i zarządzaniu państwa muszą być:
- wartość produktu sprzedanego w okresie obrotowym
- struktura wynagrodzeń pracowników najemnych i właścicieli kapitału w produkcie sprzedanym
- poziom wzrostu gospodarczego
- wskaźnik inflacji.

Należy zwrócić uwagę czytelników, że wdrożenie zasygnalizowanego zbioru narzędzi regulujących gospodarkę wolnorynkową, skutkujących spłaszczeniem i wydłużeniem cyklu koniunkturalnego, a przez to łagodzenie głębokości recesji i załamań gospodarki wymaga powołania do życia silnego państwa narodu, reprezentującego jego interesy. Nie do przyjęcia jest funkcjonowanie państwa reprezentującego w pierwszym rzędzie interesy wąskiej warstwy rodzimej, szczególnie wielkiej własności prywatnej oraz światowych i międzynarodowych środowisk kapitałowych. Nie wydaje się za możliwe całkowite usunięcie zagrożenia załamań gospodarki w obrębie takiego państwa czyli zupełnego spłaszczenia cyklu koniunkturalnego, jeżeli w jego otoczeniu zewnętrznym funkcjonować będzie powszechnie liberalna gospodarka wolnorynkowa.

Wrażliwość regulowanej gospodarki wolnorynkowej takiego państwa na załamania koniunktury gospodarczej w jej otoczeniu zewnętrznym będzie tym mniejsza, im większa będzie jej niezależność w sferze kooperacyjno-surowcowej, a zalokowany kapitał zorientowany będzie na obsługę szczególnie rynku wewnętrznego. Zmniejszaniem wrażliwości gospodarki takiego państwa na wpływy zewnętrznego otoczenia jest optymalizowanie obrotów importowo-eksportowych w kierunku zmniejszania ich udziału w wartości produktu sprzedanego z biegiem czasu.

W. O.
ekonomista

10 marca 2009

Pałką w wolne słowo


27 luty 2009 r.

Rada Etyki Mediów krytykuje
Radio Maryja za emitowanie antysemickich wypowiedzi

Rada Etyki Mediów (REM) skrytykowała Radio Maryja za dopuszczanie do wygłaszania na antenie antysemickich poglądów. Jest to reakcja na wypowiedź prof. Bogusława Wolniewicza z 31 stycznia br. podczas audycji nadawanej na żywo.

"Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje się już nie do zniesienia! Przynajmniej dla mnie, Bogusława Wolniewicza" - powiedział profesor filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.

Rada oświadczyła, że "przyzwalanie na wykorzystywanie wolności słowa do szerzenia jawnie antysemickich poglądów zawartych w wymienionym powyżej wystąpieniu prof. Wolniewicza oraz pozostawianie tego rodzaju wypowiedzi bez komentarza przez prowadzących audycję i zarząd stacji narusza podstawowe normy etyczne oraz obowiązujące w Polsce prawo".

Rada wezwała też Radio Maryja, by nie dopuszczało do tego rodzaju wydarzeń w przyszłości. "Wzywamy Radio Maryja do dołożenia wszelkich starań celem niedopuszczania do tego rodzaju wydarzeń w przyszłości" - napisano w oświadczeniu.

W lutym zawiadomienie do prokuratury w sprawie wypowiedzi prof. Wolniewicza skierowało Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita, wyjaśniając, że podczas audycji prowadzonej m.in. przez Jerzego Roberta Nowaka, z rozgłośnią połączył się Bogusław Wolniewicz. "Jego ponad ośmiominutowa wypowiedź zawierała w sobie wiele treści antysemickich" - oceniło Stowarzyszenie.

Podczas wspomnianej audycji prof. Wolnieiwcz powiedział też m.in.: "W zakresie gorliwego wykazywania się swoim filosemityzmem, ukochaniem wszystkiego co żydowskie, trwa u nas zresztą jakieś dziwne współzawodnictwo między panem premierem i panem prezydentem. W grudniu pan prezydent ostentacyjnie wprowadził w Polsce świętowanie żydowskiego święta Chanuki. Palił świeczki w oknach swego pałacu, chodził w jarmułce, bawił się z rabinem w jakieś gry chanukowe. Ja nie mam nic przeciwko żydowskiemu świętu Chanuka, niech je sobie obchodzą. Ale pytam: co nas, Polaków, obchodzi Chanuka?".

Prof. Bogusław Wolniewicz pochodzi z Torunia, ale większość życia zawodowego związany był z katedrą filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Często gości w mediach o. redemptorystów, gdzie zwykle omawia tematy stosunków polsko-żydowskich.

Źródło: KAI

__________


Foto:
prof. Bogusław Wolniewicz

O prosemickim pałkarstwie
i zwalczaniu wolnego słowa w Polsce
Wywiad z prof. Bogusławem Wolniewiczem, filozofem i logikiem, twórcą ontologii sytuacji, tłumaczem i komentatorem Ludwiga Wittgensteina:

- W wypowiedzi dla Radia Maryja powiedział Pan m.in., że "nachalne forsowanie żydowskiego punktu widzenia staje się nie do zniesienia". Rada Etyki Mediów skrytykowała Radio Maryja za dopuszczanie Pańskich - jak stwierdzono - antysemickich wypowiedzi. Jak Pan ocenia reakcję REM?

Prof. Wolniewicz.: Żądanie od Radia Maryja, żeby nie dopuszczało mnie na antenę, jest żądaniem, by stosowało cenzurę prewencyjną. Zarzut, który mi się stawia, jest typowy dla pani Bajer (przewodniczącej REM). Zarzuca mi się "jawny antysemityzm" ani słowem nie mówiąc, na czym on polega. To, co robi samozwańcza Rada Etyki Mediów, jest zwykłym szerzeniem lewackich oszczerstw.

- Czy nie uważa Pan, że Rada Etyki Mediów jest instytucją, którą nie ma się co przejmować?

Prof. W.: Zgadzam się w pełni. Radą Etyki Mediów absolutnie nie mam zamiaru się przejmować, bo jest to sitwa uzurpująca sobie rolę, do której nie ma ani prawnej, ani moralnej podstawy.

- Jednak tzw. komentatorzy mediów publicznych posługują się opiniami REM...

Prof. W.: Bo są z tej samej sitwy. Komentatorzy mediów przydają sobie splendoru, powołując się na "Radę". Z kolei Rada Etyki Mediów zyskuje dzięki nim pozór jakiegoś autorytetu. Istnieje cały system politpoprawnego zniewalania opinii publicznej. Ogromna część mediów i różne sitwy typu tej "Rady", "Otwartej Rzeczpospolitej" czy "Fundacji Helsińskiej" próbują zadławić wolność słowa. Dziś ten system działa o wiele skuteczniej niż w PRL, bo z pozoru jest policentryczny. Niby jest wiele odrębnych organizacji, ale wszystkie grają na jedną nutę.

- Mamy tu taki efekt orkiestry.

Prof. W.: Tak. Tego porównania użył kiedyś arcytrafnie ks. biskup Adam Lepa. To jest orkiestra, tylko jej dyrygent jest gdzieś głęboko zakonspirowany.

- Panie profesorze, czym jest zarzut antysemityzmu?

Prof. W.: Narzędziem nowych pałkarzy, prosemickim pałkarstwem. Pałkarstwo polega na tym, że nie dopuszcza się do rzeczowej dyskusji z przeciwnikiem, tylko ucisza się go pałką. Mamy tu pałkarstwo nowej generacji, używa się tam pałki elektroniczno-psychologicznej. Bez merytorycznego uzasadnienia rzuca się z wyzwiskiem "antysemita" np. w Bogusława Wolniewicza. To nie jest zarzut, to jest uderzenie pałką. Jest pewna komplementarność między antysemitami i prosemitami. Jedni i drudzy uważają, że nie ma pomiędzy nimi nic pośredniego. Jeśli nie jesteś prosemicki to znaczy, że jesteś antysemicki. I na odwrót - jeżeli nie jesteś antysemicki to znaczy, że jesteś prosemicki. Pałkarstwo nie dopuszcza rzeczowej dyskusji, dopuszcza tylko niszczenie wroga.

- Powiedział Pan, że prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk prześcigają się w pomysłach, aby przypodobać się środowiskom żydowskim. Na ile ta chęć przypodobania się wpływa na decyzje, które podejmują?

Prof. W.: Odpowiedzi na pańskie pytanie udzielił osobiście p. prezydent Kaczyński w wywiadzie dla dziennika "Rzeczpopolita" z 17-18 maja 2008 roku. "W Izraelu czuję się jak w domu" - tak brzmi tytuł tego wywiadu. Na pytanie o cele, które chce realizować, p. prezydent Kaczyński odpowiada: "Mieć dobre relacje z Izraelem to mieć dobre relacje z krajem, który ma wielki wpływ na światowy układ sił". Lech Kaczyński i Donald Tusk - jakkolwiek inne są motywy ich działalności - mają państwo Izrael i naród żydowski za wielką siłę polityczną, którą próbują sobie skaptować. Uważam, że się w tej kalkulacji mylą, ale tak kombinują. Wiedzą, że środowiska żydowskie mają wpływ na media, a media mają wpływ na wybory. Obaj aspirują do prezydentury, więc starają się, jak mogą.

- Czy ma Pan poczucie, że Pana wypowiedzi mogą coś zmienić?

Prof. W.: Nie mam takiego poczucia. Mam tylko poczucie obowiązku - jeżeli jest okazja, żeby przedstawić inny punkt widzenia niż politpoprawny, to trzeba to czynić. Można by mieć do mnie słuszny żal, że miałem okazję coś powiedzieć, a nie powiedziałem. Uważam za powinność filozofii wyrażać to, co wielu chciałoby wyrazić, a nie może.
I mam też powód bardziej osobisty. Prosemickie pałkarstwo doszło do takiego rozbestwienia, że - jak napisał mi jeden ze słuchaczy Radia Maryja - są rzeczy, które stały się w Polsce tak nietykalne, iż ludzie boją się o nich już nie tylko mówić, ale nawet słuchać. Dziś to, żeby nie bać się prosemickiego pałkarza, staje się dla wolnego człowieka kwestią honoru. Wolny człowiek tym różni się od niewolnika, że nie boi się mówić, co myśli. Pałkarz chce go zniewolić.

- Powiedział Pan, że jawne zabieganie prezydenta i premiera o poparcie środowisk żydowskich wywołuje w Polakach odruch sprzeciwu. A ten sprzeciw traktowany jest jako antysemityzm, o którym mówi się później na całym świecie. Jak odnaleźć się w tej sytuacji, wiedząc, że taki mechanizm (prowokacja, sprzeciw, pomówienie o antysemityzm) działa. Czy ostre wypowiedzi nie powodują, że później wykorzystuje się je do wystąpień antypolskich? Czy istnieje inna metoda reakcji?

Prof. W.: Nie istnieje. Na prowokatora nie ma metody. Do prowokacji trzeba się ustosunkować, ale zawsze rzeczowo. Bo prowokator chce nas z tej rzeczowości wytrącić. Rzeczowa dyskusja to jego przegrana.
Tak np. buduje się w Polsce polskim kosztem Muzeum Historii Żydów Polskich, przy czym nazwa "muzeum" to tylko kamuflaż. To nie będzie żadne muzeum - to będzie centrum antypolskiej propagandy. Tego nie można przemilczać. Kilka miesięcy temu przeczytałem, że planowany koszt budowy podwoił się ze 100 do 200 milionów zł. Jest kryzys, nie ma na szpitale, a na antypolskie pseudomuzeum dodaje się lekką ręką drugie tyle, ile miało być. I media milczą. Tu jest potrzebny sprzeciw - stanowczy, ale rzeczowy.

- Mówił Pan także o roszczeniach finansowych. Chodziłoby o 1000 dolarów od każdego Polaka w ramach rekompensaty za straty Żydów związane z drugą wojną światową. Jak rozwiązałby Pan ten problem?

Prof. W.: Bardzo prosto. Sejm powinien wydać w tej sprawie ustawę złożoną z dwu zdań. Mianowicie taką: "Wszelkie roszczenia majątkowe związane z zaszłościami i następstwami drugiej wojny światowej Rzeczpospolita Polska uznaje za definitywnie zamknięte. Ze swojej strony Rzeczpospolita żadnych takich roszczeń ani nie zgłasza, ani przyjmować nie będzie". I koniec, raz na zawsze. Będzie ryk? Niech będzie. Lepiej słuchać ryku szantażystów niż im płacić.

- Ale dziś nikt takiej uchwały nie przygotuje i nie przegłosuje!

Prof. W.: To będziemy płacić, a Tusk będzie miał nadal 51 procent poparcia. Na tym polega kryzys naszego systemu politycznego. Nie ma w narodzie ducha walki.

- Dlaczego w Polsce doszło do powstania takiego kryzysowego systemu, w którym stosuje się taktykę ciągłych ustępstw?

Prof. W.: To są jakieś bardzo głębokie procesy cywilizacyjne. O wiele szersze niż nasz kraj. Na naszych oczach gaśnie gwiazda Ameryki. Na prezydenta wybrali sobie teraz tego czarnego pajaca, co stało się zresztą tylko ostatecznym przypieczętowaniem końca ich światowej hegemonii. Nie to mam za złe Obamie, że czarny. Mam za złe trzy inne rzeczy. Po pierwsze - że to lewak czyli jeden z tych, co zrujnowali ducha Ameryki. Po drugie - że wybrano go według kryteriów czysto rasowych, a ja jestem przeciwny stosowaniu kryteriów rasowych gdziekolwiek. Po trzecie zaś - wyznaję zasadę, którą przekazał mi mój nauczyciel, prof. Tadeusz Czeżowski: gdy się jest gdzieś mniejszością, to nie należy pchać się tam do głównego ołtarza.

- Co nas może uchronić przed tymi zmianami?

Prof. W.: Jeżeli gaśnie Ameryka, gaśniemy i my. Ale nie o nas tu chodzi, tylko o cywilizację Zachodu, zagrożoną przez napór Azji od zewnątrz i przez piątą kolumnę lewactwa od wewnątrz. Jedyną siłą, która mogłaby się temu przeciwstawić, jest chrześcijaństwo. Sami jako Polska jesteśmy za słabi, ale przy oparciu się na Kościele powszechnym byłaby jakaś szansa. Jednakże to z kolei zależy od losów samego Kościoła - czy jego przewodnikom starczy wyobraźni i odwagi, by tchnąć w cywilizację Zachodu nowego ducha walki.

- Dziękuję za rozmowę.

Wywiad autoryzowano.

9 marca 2009

Wniosek do prokuratury

Zamieszczamy tekst "Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa" przez biegłego dr Konrada Zielińskiego z Lublina, który sporządził oszczerczą ekspertyzę tekstów zamieszczanych w "Biuletynie", na podstawie której prokuratura wszczęła przeciwko mnie postępowanie.

Grzegorz Piotr Wysok

Foto:
Tadeusz Zieliński

__________



Foto 01:
ul. Okopowa 2 A w Lublinie
Wejście do prokuratury Rejonowej Lublin-Północ

Lublin, 12 marzec 2009

Grzegorz Wysok
ul. Niecała 10 m. 44
20-080 Lublin
tel. (0-81) 53-278-05

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa

Niniejszym zawiadamiam o moim podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 233 par. 4 k.k. przez Konrada Zielińskiego (zam. ul. Junoszy 41 m. 20 w Lublinie). Dr hab. Konrad Zieliński występując w roli biegłego powołanego przez Prokuraturę Rejonową Lublin-Północ (p. prok. Agnieszka Pakuła, nr sprawy 1 Ds. 2446/08) sporządził dnia 23 listopada 2008 r. fałszywą i oszczerczą opinię na podstawie której przedstawiono mi zarzuty z art. 256 i 257 k.k. co naraziło mnie już na:
- stratę czasu
- pewne wydatki finansowe
- stanowiło pożywkę dla niektórych wrogo usposobionych wobec mnie mediów
- stanowiło stres
- spowodowało silne bóle żołądka spowodowane stresem
- sprawiło, że przestano mnie powoływać na posiedzenia sądowe w roli ławnika
- nadwyrężyło moje zaufanie do Organów Państwa

Uzasadnienie

Jestem wydawcą i redaktorem pisma (miesięcznika społeczno-politycznego) pod nazwą "Biuletyn" oraz autorem strony internetowej http://grzegorzwysok.blogspot.com/. "Biuletyn" jest kolportowany bezpłatnie m.in. wśród radnych miasta Lublina. 22 sierpnia 2008 r. redaktor Karol Adamaszek z "Gazety Wyborczej" w Lublinie złożył doniesienie do Policji o podejrzeniu popełnienia przeze mnie przestępstwa polegającego na nawoływaniu do nienawiści na tle rasowym, narodowym i religijnym. Całą sprawę opisał następnie na łamach "Gazety Wyborczej". Publikacje i donos Adamaszka uruchomiły działania organów ścigania i Prokuratury. Dodatkowo sprawą zainteresowały się wysoko postawione osoby z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Sprawiedliwości. Prokuratura reprezentowana przez p. prok. Agnieszkę Pakułę zleciła sporządzenie opinii na temat publikowanych w "Biuletynie" treści , którą wykonał pracownik Wydziału Politologii UMCS dr hab. Konrad Zieliński. Opinia ta licząca 12 stron jest całkowicie fałszywa i zawiera szereg ewidentnych przekłamań, błędów i nadinterpretacji. Spróbuje je tutaj z grubsza wskazać. I tak:

Konrad Zieliński pisze na stronie 3: "tekst zatytułowany "LiD-SLD i wariant hiszpański" dotyczący sytuacji polskiej lewicy w nawiązaniu do casusu hiszpańskiego (…) G. Wysok kilkakrotnie używa jawnie obraźliwych słów pod adresem zarówno osób pochodzenia żydowskiego jak i mniejszości seksualnych". Jest to stwierdzenie nieprawdziwe - co łatwo stwierdzić czytając mój tekst. Dalej czytamy: "Redaktor Wysok "uspokaja", że - jakkolwiek - należy uważnie śledzić poczynania "towarzyszy" - to dawne animozje frakcyjne z czasów PZPR przebiegające wzdłuż linii "chamy i Żydy" skutecznie osłabiają na razie siły lewicy. (…) Przypis 5 do analizowanego tekstu stygmatyzuje zwolenników "lewactwa", to jest m.in. te grupy, które według Grzegorza Wysoka weszły w konflikt z normami chrześcijańskimi". Biegły, który jest z wykształcenia historykiem i pracuje na Wydziale Politologii nie zauważa (lub co bardziej prawdopodobne nie chce zauważyć), że w tym wypadku określenie "chamy i Żydy" nie jest obraźliwe lecz stanowi przyjętą w politologii co najmniej od ukazania się eseju Witolda Jedlickiego "Chamy i Żydy" nomenklaturę określającą frakcje w PZPR (inna nazwa to "Puławy" i "Natolin"). Co do tego, że "lewactwo" zwalcza normy chrześcijańskie nie trzeba przytaczać specjalnych dowodów, bo robią to przecież w sposób jawny i ostentacyjnie programowy, o czym kto jak kto ale politolog powinien wiedzieć!

Na stronie 4 opinii czytamy m.in. "G. Wysok korzysta z nich (teorii Feliksa Konecznego - przyp. G. Wysok) wybiórczo usiłując podkreślić te ich elementy w których można (choć nie trzeba!) dopatrzyć się elementów antyżydowskich czy antysemickich, np. cywilizacja żydowska - podwójna etyka, aprioryzm prawny, talmudyczne kruczkarstwo". W stwierdzeniu tym zawarta jest nieprawda, gdyż ściśle (a nawet dosłownie) przedstawiłem w tym wypadku cechy charakterystyczne cywilizacji żydowskiej w ujęciu prof. Feliksa Konecznego i nie może tu być mowy o jakiejkolwiek manipulacji czy nadinterpretacji z mojej strony. Uważam się za osobę kompetentną w kwestii teorii cywilizacyjnych Konecznego, gdyż jest to jedna z moich zainteresowań naukowych - czego niestety nie można w świetle przytoczonych stwierdzeń powiedzieć o dr hab. Konradzie Zielińskim.



Foto: 02
Plac Litewski 3
Gmach Wydziału Politologii UMCS w Lublinie
Tu pracuje dr hab. Konrad Zieliński

W innym miejscu opinii (str. 4) Zieliński pisze, że "Gazetę Wyborczą" redaktor Wysok konsekwentnie nazywa gazetą żydowską". Po pierwsze - jest to określenie nie moje, lecz red. Stanisława Michalkiewicza - co wyraźnie zaznaczam. Po drugie - jest to określenie trafne i prawdziwe o czym świadczy chociażby wypowiedź prominentnego dziennikarza i publicysty "Gazety Wyborczej" Michała Cichego (wsławionego m.in. głoszeniem wspólnie z Adamem Michnikiem tezy o tym, że Powstanie Warszawskie wybuchło po to, by zlikwidować resztkę ocalałych z zagłady Żydów) zawarta w wywiadzie udzielonym gazecie "Dziennik" - cytat: "Tak się składa, że ludzie "Agory" byli w większości pochodzenia żydowskiego. Nie było to ani żadnym przypadkiem ani żadnym powodem do wstydu. Ale nie można od ludzi z takim backgroundem oczekiwać, że staną się piewcami NSZ". (…) Nie można się dziwić (Helenie Łuczywo - zastępcy red. nacz. "Gazety Wyborczej" - przyp. G. Wysok), że ona ze swoim kodem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po 1981 roku czy, że gen. Fieldorf był ofiarą mordu sądowego (…). Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich obojętnie jak zapisanych w historii Polaków (sic!) żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem". W świetle tych stwierdzeń trudno nazwać określenie "Gazety Wyborczej" żydowską gazetą - za coś obraźliwego jak chce dr K. Zieliński.

Na stronie 5 "Opinii" czytamy, iż "w komentarzu G. Wysoka (o A. Kwaśniewskim - przyp. G. Wysok) nie brak wątków jawnie antysemickich (syn żydowskiego oprawcy z UB, nie obmyty Wodą Chrztu Świętego, pijak…)". W tym wypadku biegły nie ustosunkowuje się merytorycznie do tego czy podane słowa są prawdziwe, a więc czy:
a) Aleksander Kwaśniewski jest faktycznie synem funkcjonariusza NKWD, UB Zdzisława odpowiedzialnego za zbrodnie na Polakach (o czym pisała prasa i jest wiele nie zdementowanych informacji w licznych publikacjach), a sam Kwaśniewski nigdy tego nie negował
b) czy A. Kwaśniewski jest ochrzczony czyli Obmyty Wodą Chrztu Świętego
c) czy jest pijakiem. Zaznaczam, że celowo nie napisałem alkoholikiem (bo tego nie wiem) lecz osobą "trunkową" a więc potocznie zwaną pijakiem - zwłaszcza, że wielokrotnie w miejscach publicznych występował pod wpływem alkoholu (Brześć nad Bugiem, Kijów, Moskwa, Charków, Katyń, forum ONZ, Kalisz a ostatnio też na mitingu przedwyborczym SLD w Warszawie).
W wypadku stwierdzenia tych faktów (a trudno im zaprzeczyć) opinia biegłego i stawianie mi zarzutów o "obrazie" Żydów jest bezzasadne i oszczercze.

Dalej czytamy w "Opinii", iż "w numerze również o Rononie Edelmanie (sic! - powinno być Eidelmanie! - przyp. G. Wysok) (…) i jego utopijnych planach utworzenia drugiego państwa żydowskiego w Europie". Biegłemu Zielińskiemu obelżywy wydaje się tytuł mojego felietonu ”Bezczelne są te k… i zuchwałe" zaznacza jednak, że są to słowa wzięte z "Przygód dobrego wojaka Szwejka" Jaroslawa Haszka w odniesieniu "do pojawiających się na kartach powieści prostytutek". Nie jest to prawda, gdyż słowa te wypowiada żołnierz austriacki z pochodzenia Bośniak nie do prostytutek lecz leciwych dam z towarzystwa obdarzających go prezentami "poklepujących po nieogolonych policzkach". Biegły wykazuje tu nieznajomość literatury a także niestaranność w pracy nad opinią.

Konrad Zieliński pisze dalej, że "w przypisach do tekstu G. Wysoka znajdujemy informację o próbach rzekomego (podkreślenie moje) utworzenia form autonomii żydowskiej na ziemiach polskich w przyszłości". Problem w tym, że opisane przeze mnie działania pewnych środowisk żydowskich nie były wcale "rzekome", lecz zostały faktycznie podjęte - co zostało udowodnione przez badaczy historii (a co jest nawet zawarte w podręczniku do Liceum Ogólnokształcącego autorstwa Leszka Szczęśniaka), o czym wydaje się nie wiedzieć dr habilitowany Konrad Zieliński.

Kuriozalna jest analiza artykułu "W rocznicę ukraińskiego ludobójstwa na Kresach". Biegły pisze m.in., że "niepokój budzi stwierdzenie G. Wysoka (…) który jedyną analogię dla rzezi Polaków (…) dostrzega w zagładzie Ormian w latach 1915-1918 przeprowadzonej przez Turków. Budzi to mój niepokój o tyle, że historyk Grzegorz Wysok zdaje się celowo pomijać (zaprzeczać istnieniu?) Holocaustu, jakkolwiek nie wyraża tego dosłownie". Mój z kolei niepokój budzi w tym wypadku przygotowanie metodologiczne p. doktora habilitowanego, który wnioskuje z nieistniejących przesłanek zwłaszcza, że trzy zdania dalej piszę o zagładzie Żydów (w której uczestniczyli Ukraińcy). Jest to więc grube przekłamanie i insynuowanie mi "negowania holocaustu".

Na stronie 7 i 8 "Opinii" biegły analizuje mój tekst na temat XIII Międzynarodowego Festiwalu Konfrontacje Teatralne w Lublinie pt. "Festiwal antypolonizmu". Nie podoba mu się zdanie "Cmokierzy z lokalnej "Gazety Wyborczej" zapowiadają nie lada ucztę duchową dla spragnionych dawki antypolonizmu intelektualnych masturbantów i innych masochistów". Według biegłego zdanie to ma charakter obraźliwy. Być może nie jest to określenie salonowe, jednak - po pierwsze - również pochodzi od Jaroslawa Haszka, a ponadto odnosi się nie od Żydów lecz do "masturbantów" vulgo "onanistów" czyli ludzi uprawiających tzw. samogwałt i "masochistów" czyli osób czerpiących satysfakcję z doznawania cierpień cielesnych i duchowych - a póki co polski kodeks karny nie zabrania piętnowania tych zachowań ani nie rozciąga parasola ochronnego wobec tych grup osób.

Po przeanalizowaniu publikacji z "Biuletynu" biegły przechodzi do "konkluzji" (str. 8-12). Dochodzi do karkołomnego wniosku, iż "przywoływane w "Biuletynie" treści odnoszące się do wydarzeń historycznych, w tym stosunków polsko-żydowskich są uszeregowane tendencyjnie, wybiórczo a ich celem jest wykazywanie czytelnikom zagrożenia, jakie niesie za sobą obecny układ polityczny w Polsce i rzekoma infiltracja oraz "zawładnięcie" instytucji państwowych, części mediów etc. przez siły wrogie Polsce, za którymi kryją się… Żydzi". Biegły asekuruje się tym wypadku prawdopodobnie w obawie przed ewentualną odpowiedzialnością karną dodając dalej, że "G. Wysok nie zawsze wyraża taką opinię dosłownie ponadto zasłania się uznanymi autorytetami naukowymi"(str. 9). W ostateczności "łaskawie" zaznacza, że "G. Wysok ma prawo do ich wyrażania".



Foto 03:
II piętro, pokój 203
Miejsce pracy biegłego Zielińskiego

Dalej jednak pisze: "treści znieważających nie brakuje, jakkolwiek redaktor z różnym skutkiem stara się, jak wspomniałem czynić to w sposób zawoalowany". Jako przykłady tej mojej szczególnej perfidii wymienia wskazanie, że "wśród trockistów przeważają (czas teraźniejszy) ludzie pochodzenia żydowskiego". (…) Stąd nietrudno wysunąć wniosek, że za "trockistami", masonami i establishmentem zachodnim, wrogami Polski i narodu polskiego ect. kryją się Żydzi". Mamy tu więc ponownie do czynienia ze specyficzną "metodologią" dr hab. K. Zielińskiego wnioskowania z nieistniejących przesłanek - co już wcześniej zostało przeze mnie wskazane.

Kolejny przykład tej "metodologii" znajdujemy w dalszej części "Opinii": "G. Wysok straszy czytelników swego "Biuletynu" wizją Polski i świata żywcem zaczerpniętą z Protokołów Mędrców Syjonu" (…) antyżydowskiego panfletu sfabrykowanego przez carską tajną policję. Dla lepszego efektu zaznacza, że była to jakoby ulubiona lektura Adolfa Hitlera". W odniesieniu do tych wywodów wprost opadają ręce. Nigdy nie cytowałem bowiem sławetnych "Protokołów", które oczywiście jak każdy historyk znam, porównanie zaś z A. Hitlerem (który nawiasem pisząc był też miłośnikiem książek Karola Maja o Indianach) jest szczególnie obraźliwe jako, że nie mam nic wspólnego z tym niemieckim ludobójcą, a narodowy socjalizm podobnie jak każde inne formy socjalizmu potępiam - co znajduje odzwierciedlenie w moich publikacjach w "Biuletynie" (np. artykuł "Złodzieje pojęć" w numerze 4) - czego jednak biegły Zieliński nie chce jakoś zauważyć, bo nie pasuje mu to do z góry założonej fałszywej tezy, że Wysok to antysemita i nazista!

Po takiej "podgotowce" biegły sugeruje, że chcę palić ludzi na stosie. Taki wniosek wyciąga z publicystycznego sformułowania, że "do końca należy wypalić ten chwast jakim jest PiS". Gdyby biegły czytał moje artykuły uważnie i bez uprzedzenia to zrozumiałby, że chodzi tu o przenośnię, za pomocą której chciałem uwypuklić szkodliwość tej partii i konieczność wyeliminowania jej metodami politycznymi z życia publicznego. Sformułowanie o "związkach krwi" odnosi się natomiast - co jasno wynika z kontekstu - do powiązań rodzinnych, nie ma zaś w sobie nic z "rasizmu", który mi stara się wmówić. To zaś, że rozwodnicy, homoseksualiści itp. "weszli w konflikt z normami chrześcijańskimi" nie wymaga chyba specjalnych dowodów - to oczywistość!

Fakt nazywania PiS-u "zdrajcami" jest określeniem adekwatnym, gdyż po pierwsze - oszukali (zdradzili) swój elektorat obiecując np. sprzeciw wobec euro konstytucji, a w istocie w większości ją poparli (głosowanie nad Traktatem Lizbońskim) tym samym dopuścili się wspólnie z innymi posłami zdrady ojczyzny - o czym swego czasu zawiadomiłem Ministerstwo Sprawiedliwości.

Nazywając Europejskie Forum na Rzecz Tolerancji, któremu przewodniczy A. Kwaśniewski "nowym Gestapo" miałem na myśli nie tyle metody, jakie stosowało "Gestapo" lecz rolę jaką ma odgrywać w nowo tworzonym Państwie Europejskim (pilnować dogmatów nowej religii). Jest to zresztą świadome cytowanie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego który pisał, że "każdy kraj ma swoje Gestapo". Znów więc wyszło na jaw niedouczenie w zakresie literackim biegłego Zielińskiego!

To, że najwięcej zachowań patologicznych obserwuje się w konkubinatach potwierdzają statystyki.

Na stronie 11 "Opinii" czytamy w odniesieniu do informacji, że A. Kwaśniewski uczestniczył w spotkaniu Klubu Bilderberg "skupiającym najważniejszych przywódaców świata zachodniego i pretendujących do roli rządu światowego". Zdaniem biegłego "G. Wysok powiela treści i komentarze jakie pojawiły się w reakcji na opublikowanie (…) Protokołów Mędrców Syjonu". Tymczasem cytuję tutaj (co zaznaczam) informację podaną przez prof. Macieja Giertycha z lipcowego numeru wydawanego przez niego pisma "Opoka w Kraju" - nr 67(88) z 2008 r. Nie ma to nic wspólnego ani z Żydami, ani z "Protokołami Mędrców Syjonu"!

Na zakończenie dr Zieliński formułuje karkołomną zbitkę "trockiści = establishment zachodni i unijny = ubecy = lewacy = dzieciobójczynie i gwałciciele dzieci = Żydzi". Ma to jakoby wynikać z moich tekstów - biegły jednak nie sili się nawet, aby to bałamuctwo uzasadnić.

Tyle tytułem przykładów. Reasumując, opinia biegłego dr hab. Konrada Zielińskiego jest pełna pomówień, fałszerstw, przeinaczeń, nadinterpretacji, błędów i gołosłownych zarzutów. W części jest to - być może - wynikiem niekompetencji, ale w większości widać wyraźną złą wolę. Oczywiście dr Zieliński jako osoba prywatna ma prawo nawet do niedorzecznych twierdzeń i subiektywnych ocen, jednak w tym wypadku występuje jako biegły.

Wnoszę o zbadanie sprawy pod kątem popełnienia przestępstwa z art. 233 par. 4 k.k. przez Konrada Zielińskiego

/podpis/
Grzegorz Piotr Wysok

__________

Ps. Z uwagi na ciężar gatunkowy sprawy kopię przesyłam na ręce Ministra Sprawiedliwości

Załącznik:
- "Opinia na temat wydawnictwa "Biuletyn Narodowy"
pod red. Grzegorza P. Wysoka" autorstwa Konrada Zielińskiego