9 maja 2009

Dr Jerzy Wieluński w KiK

6 maja 2009 r. gościem spotkania zorganizowanego przez Zarząd Klubu Inteligencji Katolickiej był znany lubelski publicysta doktor Jerzy Wieluński. Prelegent w niezwykle interesującym wykładzie omówił historię całego narodu łużyckiego w kontekście oporu stawianego żywiołowi germańskiemu. Mówca podkreślił, że asymilacja Łużyczan jest procesem trwającym od wieków. Ułatwiło ją uprzemysłowienie kraju, napływ ludności niemieckiej, panujący język państwowy, mieszane małżeństwa, odchodzenie od wiary. Jak stwierdził z goryczą "choć nie ma już wroga w ateistycznym państwie, do asymilacji Łużyczan przyczynia się myślenie konsumpcyjne oraz wrodzone lenistwo, bojaźliwość, postępujące zobojętnienie religijne i nieużywanie łużyckiej mowy na co dzień, a także wzrastająca niechęć Niemców do cudzoziemców, również do Łużyczan w ich własnym kraju". Zdaniem Wieluńskiego pieniądz stał się teraz wartością większą niż świadomość narodowa, szczególnie w środowisku atrakcyjnym kulturowo, a także cywilizacyjnie. Po zjednoczeniu Niemiec problemy z nauczaniem języka łużyckiego nie wynikają już tylko z ograniczeń finansowych państwa, lecz także ze zmian mentalności społecznej - dzieci łużyckie pytają o opłacalność nauki swojego języka rodzinnego.

Nakreślony przez prelegenta proces asymilacji biegnie szablonowo. Najpierw następuje zerwanie z kulturą krajową oraz chłonięcie nowej, poczynając od "dobranocek" po film i teatr, potem zanik tożsamości narodowej, przyjęcie postawy "obywatela świata", albo tylko - koniecznej zresztą - lojalnego obywatela "niemieckiej ojczyzny". Najdłużej trwają niektóre zwyczaje świąteczne oraz religijne, obrzędy, folklor, tańce, a także muzyka. Zresztą nie przez przypadek Łużyczanie bywają nazywanie przez Niemców "malarzami jajek", albowiem tradycja pisanek - podobnie jak w naszym kraju - jest tam nadal żywa. Kończąc wykład dr Wieluński zaznaczył, że polski rząd w ogóle nie dostrzega potrzeb własnych obywateli, nie będących, i to w dużej części nie chcących być, etnicznymi Niemcami. Polska może, a nawet powinna wspierać każde działanie na rzecz ochrony łużyckiego dziedzictwa kulturowego. W sytuacji kiedy polski rząd bezwarunkowo uznał powstanie "niepodległej" Ukrainy, wyraźna "wstrzemięźliwość" w przypadku Łużyc jest co najmniej dziwna. Jeszcze w ubiegłym roku w Budziszynie miał swoje biuro poselskie jeden z eurodeputowanych PiS. Co więcej, sami Łużyczanie wystosowali do prezydenta Lecha Kaczyńskiego memorandum, w którym nie tylko domagają się obrony swoich interesów, ale wręcz reprezentowania przez Kaczyńskiego Łużyczan "tak jak Merkel reprezentuje interesy mniejszości niemieckiej w Polsce". W kontekście tego faktu bardzo aktualne zdają się być słowa Mickiewicza w III części "Dziadów": "Jeśli zapomnę o nich, Ty - Boże na niebie - zapomnij o mnie", które stały się mottem całego wykładu. Po spotkaniu uczestnicy żywo dyskutowali nad poruszonymi kwestiami. Zwrócono uwagę na ważną rolę inicjatyw narodowych, szczególnie wobec nasilających się resentymentów niemieckich i niedostatecznych reakcji władz publicznych. Rozdano kolorowe naklejki i ulotki naklejki sygnowane przez nasz "Biuletyn".

Tadeusz Zieliński
(tekst + zdjęcia)

__________

Fotoreportaż:

Foto 01:
Wystąpienie dr Jerzego Wieluńskiego


Foto 02:
Dr Wieluński wysłuchał wielu pytań i sugestii
zgłaszanych przez uczestników spotkania


Foto 03:
Głos w dyskusji zabrał red. "Biuletynu" Adam Leks

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz