29 sierpnia 2009

Felietony Adama Leksa

Prezentujemy komentarz
do artykułu z 27 VIII 2009 r. -

Anonimowy pisze...

Życzę Panu jak najrychlejszego skazania i jak najwyższej możliwej kary.
Oby obyło się bez zawieszenia kary. Będę kibicował, aby ewentualna apelacja
była spóźniona!

28 sierpień 2009 11:09



Foto:
Wyk. Tadeusz Zieliński
Na zdjęciu - kol. Adam Leks

ROZMOWY KTÓRE MIEWAŁ
KRÓL SALOMON MĄDRY


Trybunał Ludowy

Czekam kiedy w sprawie Grzegorza Wysoka ruszy tutejszy Volksgericht (Sąd Ludo-
wy) z jakimś Rolandem Freislerem rodzaju żeńskiego w roli głównej, który w imieniu fuhrera "zdrajcom lipcowym" w 1944 roku ferował przykładne wyroki. Chodzi tu oczywiście o zamachowców na Hitlera w lipcu 1944 roku. Wprawdzie Grzegorz Wysok na żadnego unijnego fuhrera się nie zamachnął tylko na niemiecko-żydowskie dzie-
ło odbudowy, ale kara za to musi być przykładna i odstraszająca, aby na drugi raz każdy kto podniesie na władzę ludową rękę wiedział, że zostanie mu ona odrąbana - jak nauczał Józef Cyrankiewicz. Wszystko to ma się rozumieć w imię braterstwa lu-
dzi, które jest tak pięknie przedstawiane w jednej ze zwrotek unijnego hymnu. Wszak i Donald Tusk mówił, że najważniejsza jest miłość! Żeby zaś "człowiek człowiekowi
mógł być bratem trzeba wpierw go oćwiczyć batem" - pisał Janusz Szpotański, o czym już ani słowem nie wspomina ani pieśń ani Donald, ale czy o wszystkim trzeba za-
raz mówić? Wszak mądrej głowy dość dwie słowy a w domu wisielca nie mówi się o sznurze - nieprawdaż? Nu nie, zwłaszcza że ludziska są dziś nie wiedzieć czemu po-
dejrzliwi i mogliby opatrznie coś niedaj Boże zrozumieć. Więc po cóż do licha
płoszyć ptaszka?!

Aby tradycji stało się zadość wróg ludu Grzegorz Wysok powinien zaraz po pro-
cesie zostać powieszony na strunie od fortepianu, dostarczonej przez lokalną ema-
nację Adama Michnika. Najlepiej na trzepaku, na przeciwko sądu. Kurier zaś wiozący ułaskawienie na spienionym koniu zostałby zatrzymany na rogatkach Lublina, ewe-ntualnie można by egzekucję wstrzymać. To w zależności od mądrości etapu, któ-
ra raz każe być bezlitosnym wobec kontrewolucyjnych zamachów lub zamierzeń,
kiedy indziej zaś wyciągać miłosiernie rękę, która "nie może przecież napotykać na zaciśniętą pięść" (W. Jaruzelski). Taki gest na pewno zostałby należycie przez ofiarę doceniony (przez lud także), a w razie czego możnaby mu to i owo jeszcze przy-
pomnieć. W końcu przecież nawet w niebie jest większa radość z jednego nawróco-
nego grzesznika niźli z dziesieciu sprawiedliwych. Zwłaszcza teraz, kiedy nie mo-
żna swobodnie wprost splunąć, aby nie trafić jakiegoś sprawiedliwego... wśród na-
rodów świata lub pragnącego za takiego uchodzić.

Taki odruch higieny ducha w dzisiejszych czasach może okazać się niezbędnym
ale i... kosztownym. Dziwna ta nadwrażliwość społeczna. Występuje tylko wtedy, kie-
dy się opłaca. Pekunia non olet, jak to mawiał rzymski cesarz Wespazjan, więc
"niezawisłe" sądy są dziś zalewane takimi dowodami "społecznej" wrażliwości. A społeczników u nas wielu, oj wielu! Ormowców politycznej poprawności także. Tak,
tak bywają czasy, kiedy głusi i niewidomi cieszą się ze swojego kalectwa.

Adam Leks

1 komentarz:

  1. Ufff...Grafomańskie popisy. Gdyby tak staranniej dobierać słowa, środowiska narodowe byłyby traktowane poważnie...Na dzień dzisiejszy banda krzykaczy.

    OdpowiedzUsuń