24 grudnia 2015

aferyprawa.eu o Wysoku

14 grudzień 2011 r.

Proces o antysemityzm Grzegorza Wysoka

Na głupotę nie ma siły. W Lublinie od kilku już lat ciągnie się proces o nawoływanie do nienawiści rasowej wobec Żydów. Żydowski Lublin zastrasza i narusza prawa Polaków. Oskarżonym jest redaktor "Biuletynu Narodowego" Grzegorz Wysok. Miał on rzekomo propagować nienawiść do "strasznych braci w wierze" na łamach redagowanego przez siebie pisma. Ponieważ lubelski sąd miał problem ze zlokalizowaniem przestępstwa w czasopismach oskarżonego, wyznaczył to zadanie biegłemu w naukowym czytaniu oraz interpretowaniu wyrazów lepszych i gorszych doktorowi hab. Konradowi Zielińskiemu z Wydziału Politologii UMCS w Lublinie. Tenże naukowiec podszedł do zadania z całą powagą i dokonał głębokiej analizy kilku numerów "Biuletynu Narodowego", po czym wyciągnął konkluzje. Ich analiza wykazała, że wspomniany naukowiec jest mniej biegły w przedmiocie, lecz za to bardziej przebiegły. Dr Zieliński wykazał, że tytuły naukowe nie dowodzą sprawności umysłowej, a także nie gwarantują uczciwości intelektualnej. Tak się składa, że jestem w posiadaniu szesnastu numerów tegoż "Biuletynu" oraz opinii na temat tego wydawnictwa. Poszczególne numery analizowałem kilka razy i nijak nie mogłem się dopatrzyć podstaw do konkluzji wyciągniętych przez lubelskiego naukowca z UMCS. Pisze on na przykład, że "G. Wysok konsekwentnie nazywa "Gazetę Wyborczą" gazetą żydowską dla Polaków, co w zestawieniu z wyrażanymi przezeń opiniami na temat społeczności żydowskiej czy także osobach pochodzenia żydowskiego, w moim mniemaniu nosi znamiona upowszechniania antysemityzmu. Nadto używa słów jawnie obraźliwych i szkalujących wyżej wspomniane osoby i środowiska". Czytając te oraz inne mniemania nie wiadomo też, na czym polega zło informowania opinii publicznej, a zwłaszcza młodych ludzi, uczniów szkół średnich oraz studentów zgodnie z prawdą, że "Gazeta Wyborcza" jest gazetą żydowską, wydawaną w języku polskim. Przecież dla każdego Polaka interesującego się choćby trochę polityką jest to znanym faktem. Być może dr Zieliński o tym nie wie, ale to jego problem. W każdym bądź razie konkluzje, jakie tam wyraził są tak przewrotne, naciągane, nakręcone oraz namotane, że gdy się je czyta, to odnosi się wrażenie, że pisał je ogonem pudel redaktora "Gazety Wyborczej". Co prawda doktor Zieliński zabezpiecza się sprytnie, na wszelki wypadek zaznaczając parokroć: "w świetle mojej wiedzy", ale jak na "naukowca" światłość tejże wiedzy jest kiepska, żeby nie powiedzieć bardzo przyciemniona. Czy aby tylko na tę okoliczność? Niezależnie od tego uważam, że warto się pokusić na jej rozjaśnienie.

Wydaje się, że problemem, z którym boryka się sąd jest chorobliwe przeczulenie albo drażliwość Żydów polskich. Dlatego na miejscu będzie przypomnienie, co pisał na ten temat publicysta, a także pisarz PRL-owski Antoni Słonimski, przynależący do tej samej stadniny ideowej co Adam Michnik. Nie należy tu przeoczyć faktu, że Antoni Słonimski był bożyszczem ówczesnej "warszawki". W dzielnicy żydowskiej mieszkali wszak zresztą niedaleko od siebie Berman, Szechter, Różański, Romkowski, i Brystygierowa, jak to nas poinformował swego czasu prof. Andrzej Mencwel z UW. Antoni Słonimski napisał od serca artykuł w 1924 roku pod tytułem "O drażliwości Żydów" oraz opublikował go na łamach "Wiadomości Literackich" (nr 35 z dnia 31 sierpnia 1924 roku). Zacytuję kilka fragmentów: "Naród wybrany oto rdzeń, ten tajemniczy znak kabalistyczny, który porusza Golema żydostwa. Niewielu znam Żydów, którzy nie mają głębokiego przeświadczenia o wyższości rasy żydowskiej. Dlatego naród ten tak chętnie wszystko bagatelizujący nie lekceważy najlżejszego zarzutu oraz najmniejszej krytyki. Drażliwość jest tak wielka, że każde śmielsze wystąpienie staje się wprost niewybaczalne dla pisarza. Wolno jest u nas pisać źle o kelnerach, Czechach, Niemcach albo także posłach sejmowych. Mogą denerwować pisarzy tak doskonałe rzeczy jak katedra Notre-Dame, można wytykać błędy kompozycyjne Michałowi Aniołowi, lecz nie wolno pisać źle o Żydach. Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy oraz nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką sam rozbudza, sam potrafi najsilniej nienawidzić. Nie wolno mi było, rysując obraz powojennego pokolenia, pisać źle o Żydach, ale nikt z Polaków nie obraził się, kiedy pisałem o chamstwie Aryjczyków. Co drugi snob żydowski mówi teraz o starości swej rasy. Żydzi zaczynają się uważać za śmietankę towarzyską nawet w banalnym, wielkoświatowym pojęciu. Trudno mi więc wytłumaczyć Żydom, że nie są tak niezwykli, że w sztuce niczego nie dokonali, że mają w sobie tragiczną nieproduktywność, wobec której nieproduktywność słowiańska jest mrzonką. W literaturze poza czarującym H. Heinem piszącym po niemiecku, kogóż ma literatura żydowska? Jakiegoż to wielkiego muzyka wydał ten najmuzykalniejszy naród? Sztuk plastycznych nie mają zupełnie, a jeżeli już znajdzie się nawet w literaturze oraz muzyce parę nazwisk szlachetnych artystów to nie należą oni do sztuki żydowskiej, jak Conrad nie należy do literatury polskiej" (1).



Inną przyczyną nękania Wysoka i dopatrywania się w "Biuletynie" treści antysemickich może być ta, na którą zwrócił swego czasu uwagę na łamach londyńskich "Wiadomości" i w swej później wydanej książce pt. "Czas teraźniejszy" Adam Pragier, były poseł na Sejm II RP, senator, zaś po II wojnie światowej polityk emigracyjny oraz komentator polityczny. Przypomniał tam historię żółtych łat, jakie nakazano w niektórych krajach europejskich w średniowieczu nosić wszystkim Żydom, żeby łatwiej było ich odróżnić od miejscowych ludzi. Te żółte łaty rozniosły się potem we Włoszech i w Niemczech, ale do Polski nie dotarły. W nowszych czasach ponownie wprowadził ten nakaz Adolf Hitler. Pragier pisze w swej książce "Czas teraźniejszy", że dzisiaj - cytuję: "Żydzi zresztą sami przypinają sobie żółte łaty. W Ameryce wychodzi miesięcznik "Commentary" wydawany przez jakiś poważny komitet żydowski. Pismo jest doskonale redagowane, nie zajmuje się sprawami religijnymi, ale społecznymi, organizacyjnymi, nie tylko żydowskimi, i ma także wielu współpracowników nieżydowskich. Przed laty zdarzało mi się od czasu do czasu otrzymywać to pismo. Przeczytałem tam artykuł, który mnie bardzo zainteresował. Autor, którego nazwiska nie pamiętam przestrzegał przed niebezpieczeństwem, jakie to grozi Żydom amerykańskim, z przyczyny chytrych form antysemityzmu amerykańskiego. Ten antysemityzm jest mianowicie "niedostrzegalny". Zdarza się co prawda, że Żydów nie przyjmują do jakiegoś snobistycznego "cauntry club" w zamożnych "suburbs" albo że im nie sprzedają niektórych domów, czy też nie wynajmują niektórych mieszkań. To wszystko. Innych objawów antysemityzmu nie ma. Następstwem tego jest to, że Żydzi amerykańscy zaczynają uważać się za zwyczajnych ludzi. Mnożą się tam małżeństwa "mieszane", których w tej chwili jest około 10 proc. Wynika stąd, że Żydom koniecznie potrzebny jest pewien stopień zagrożenia, ażeby zachowała się spoistość oraz aby utrzymywali swoją "tożsamość" (identity). Jest to niewidzialna żółta łata, którą Żydzi sami sobie przypinają. Żydzi nie uważają się za jeden spośród wielu narodów świata, ale chcą widzieć świat niejako dwubiegunowy, na jednym biegunie Żydzi, a na drugim wszyscy inni ludzie, czyli goje. Między tymi gojami nie warto właściwie rozróżniać, bo wszyscy są do siebie podobni przez to właśnie, że nie są oni Żydami. Ludobójstwo niemieckie nauczyło Żydów, że jednak jest różnica między Niemcami a Szwedami czy Włochami, ale trwało to niezbyt długo i teraz dwubiegunowość świata w pełni wróciła" (przypis nr 2).

Moją uwagę zwrócił jeszcze inny moment w analizie tekstów "Biuletynu Narodowego", dokonanej przez lubelskiego naukowca z UMCS. Na strnie 5 swego opracowania dr hab. Konrad Zieliński dopatruje się znamion przestępstwa polegającego na tym, że Grzegorz Wysok może zaprzeczać istnieniu Holocaustu. Oto cytuję: "Niepokój budzi stwierdzenie Wysoka w przypisie, który jedyną analogię dla rzezi Polaków na Kresach dostrzega w zagładzie Ormian w latach 1915-1918 przeprowadzonej przez Turków. Budzi niepokój o tyle, że historyk Wysok zdaje się celowo pomijać (zaprzeczać istnieniu?) Holokaustu, jakkolwiek nie wyraża tego dosłownie". No tak, nie "wyraża tego dosłownie"... Lubelski politolog dokonał zdaje się epokowego odkrycia chytrej formy negowania Holocaustu żydowskiego w Polsce. Coś na wzór istnienia niebezpiecznej (bo niewidocznej) formy antysemityzmu w USA. Oczywiście doktor Zieliński prezentuje tu, świadomie bądź z rozmysłem na szkodę Polaków swoją niewiedzę sugerując, że redaktor "Biuletynu" źle czyni, dokonując analogii rzezi Polaków na Kresach Wschodnich, której sprawcą byli Ukraińcy z zagładą Ormian przez Turków w latach 1915-1918. Ale niestety, analogia dokonana przez redaktora Wysoka jest celna oraz logiczna. Z Holocaustem ma niewiele wspólnego, poza tym, że w obu tychże wypadkach mamy do czynienia z masowym ludobójstwem. Zasadnicza oraz decydująca różnica między rzezią Polaków na Wołyniu, zagładą Ormian a Holocaustem polega na tym, że w zagładzie Polaków na Kresach i ludobójstwa dokonanego na Ormianach nie brali udziału ich pobratymcy. To znaczy, że Polacy nie współpracowali z Ukraińcami i nie pomagali im w mordowaniu Polaków. Podobnie ma się sprawa z Ormianami. W zagładzie Ormian przez Turków Ormianie nie współdziałali i nie pomagali Turkom w dokonaniu tego ludobójstwa. Tego zaś nie da się powiedzieć o Żydach i ich Holokauście w czasie II wojny światowej. Przypomnieć należy tutaj fakt, że Holocaust nie istniał do roku 1967. Zaistniał dopiero po izraelsko-arabskiej wojnie "sześciodniowej" w czerwcu 1967 roku. Światowy Kongres Żydów wydał wówczas polecenie głoszące, że "każdy Żyd w diasporze powinien służyć interesom Izraela". Dopiero po tych wydarzeniach pojawił się termin "Holocaust" oraz rozpoczęto intensywną budowę przemysłu Holocaustu, na co zwrócił uwagę amerykański profesor żydowskiego pochodzenia Norman Finkelstein, wykładając rzecz w książce pt. "The Holocaust Industry", która jest dostępna w większości bibliotek w Europie i na świecie. Do czasu wojny czerwcowej w 1967 r. Żydzi mieszkający w USA i Izraelu siedzieli cicho, żeby nie narażać się Amerykanom prowadzącym w okresie powojennym swoją politykę wobec Niemiec.

Jak przebiegała zagłada Żydów przez Niemców, ukazała w swej książce pt. "Eichman w Jerozolimie" Hannah Arendt, zachodnioniemiecka filozof oraz publicystka pochodzenia żydowskiego. Warto jeszcze raz zacytować wspomnianego wcześniej Adama Pragiera, który tak pisze w tej sprawie: "Klimat duchowy dzisiejszego Izraela różni się znacznie od postawy Żydów w diasporze. Hannah Arendt w swojej książce "Eichman in Jerusalem" zauważa, że młodzi Izraelczycy, zwłaszcza tam urodzeni (tzw. "sabra"), żadną miarą nie mogli pojąć, jak 6 milionów Żydów w Europie mogło być zgładzonych przez Niemców, bez żadnej próby zorganizowanego oporu. Hannah Arendt dodaje od siebie, że Żydzi europejscy nie tylko nie próbowali zorganizowanego oporu, ale posłusznie spełniali nakazy Niemców zmierzające do ich własnego wytępienia. "Judenraty" administrowały gettami z nakazu Niemców i spełniały także ich polecenia wydawania Niemcom ludzi na zagładę. Gdyby umiały i chciały zorganizować już nie opór, ale bojkot zarządzeń niemieckich i gdyby to działo się we wszystkich gettach naraz, tzw. "Endlosung", czyli ludobójstwo niemieckie, nie mogłoby przybrać takich rozmiarów. Z przeprowadzonych badań wynika, że Niemcy użyli do akcji "Endlosung" około 250 000 własnych ludzi. Ta niewielka stosunkowo liczba przy zagładzie 6 mln była możliwa tylko dlatego, że Żydzi sami spełniali bardzo dużo czynności administracyjnych nakazanych przez hitlerowców. Gdyby musieli je spełniać sami Niemcy - pisze Hannah Arendt, trzeba by było użyć do tego około 2 milionów Niemców, na co nie było ich stać. Oczywiście Hannach Arendt została za to pomówiona o antysemityzm oraz obszczekana w prasie żydowskiej, choć najmniej w samym Izraelu. Wiele się dziś mówi o powstaniu w getcie warszawskim. Ale pamiętać trzeba, że w tym getcie było w szczytowym punkcie jego przepełnienia około 400 000 ludzi. Lecz gdy rozpoczęło się powstanie, pozostało przy życiu już tylko około 40 000. W samym zaś powstaniu brało udział nie więcej niż 700-1000 młodych ludzi, którzy stojąc w obliczu śmierci, chcieli zginąć w walce, z bronią w ręku, a nie jako bezradne ofiary. W getcie wileńskim było jeszcze gorzej. Był tam spisek nielicznej grupy młodzieży, przygotowującej powstanie. Dowiedzieli się o tym Niemcy i grożąc srogimi represjami wobec całego getta, zażądali wydania im spiskowców. "Judenrat" uczynił to. Przywódca spisku Witenberg, kiedy go aresztowano i wpychano do samochodu odebrał sobie życie przez połknięcie kapsułki cyjankali" (3). Tutaj jasno widać różnicę między Polakami, Ormianami a Żydami. Żydzi współpracowali gorliwie ze swoimi oprawcami w zagładzie swoich pobratymców, czego nie da się powiedzieć o Ormianach i Polakach. A więc analogia dokonana przez Wysoka jest właściwa oraz logiczna. Pominięcie w tym kontekście Holocaustu było w pełni uzasadnione.

Władysław Gauza

__________

Przypisy -
1) Wiktor Tomir Drymmer "Zagadnienie Żydowskie w Polsce w latach 1935-1939"
Zeszyty Historyczne, nr 13, str. 55, Wyd. Instytut Literacki, Paryż 1968
Zeszyty Edukacji Narodowej, Zeszyt 1, str. 21, Wyd. Społeczne KOS, Warszawa 1987
2) Adam Pragier "Czas teraźniejszy", Wyd. Polska Fundacja Kulturalna,
Londyn 1975, str. 134
3) Adam Pragier "Czas teraźniejszy", Wyd. Polska Fundacja
Kulturalna, Londyn 1975, str. 126-127

Źródło:
http://aferyprawa.eu/

1 komentarz: