17 grudnia 2015

"Nasza Polska" o Wysoku


Michalkiewicz na procesie red. Wysoka

W Dniu Życzliwości

"Nie w tej postaci świeci w starym Rzymie kochanek ludów, ów Marek Aureli, który tym naprzód rozsławił swe imię, że wygnał szpiegów i donosicieli" - pisze Adam Mickiewicz. Od razu widać, że nasz kraj jest całkiem inny. O żadnym wyganianiu "szpiegów oraz donosicieli" nie ma mowy. To już prędzej szpiedzy, którzy żyją tu jak pączki w maśle, mogliby powyganiać nas gdyby nie konieczność zapewnienia sobie tubylczej siły roboczej również w przyszłości, kiedy nasz nieszczęśliwy kraj dojdzie do kresu swego przeznaczenia, lecz już dla donosicieli to jest tu prawdziwe Eldorado. Nie tylko z tego powodu, że każda z siedmiu okupujących Polskę tajnych służb potrzebuje donosicieli, ale również dlatego, że z donosicielstwa można nie tylko żyć aż do śmierci, ale w dodatku - używać tego życia całą paszczą - "hucznie, z przytupem i hulaszczo". Toteż w branży donosicielskiej szczyt koniunktury, o czym można się przekonać już choćby na podstawie liczby "organizacji pozarządowych" kolaborujących ze specjalnym Zespołem do spraw Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Kiedyś takich policyjnych konfidentów uważano za osoby pozbawione honoru oraz nie przyjmowano w przyzwoitych domach, ale takowe czasy należą już do przeszłości. Toteż salon roi się od konfidentów, którzy zażywają reputacji autorytetów moralnych przy czym mentorskim tonem pouczają przedstawicieli mniej wartościowego narodu tubylczego, co też na danym etapie przystoi mu czynić, z kolei zaś nieposłusznych ciągną przed niezawisłe sądy.

Tak się złożyło, że akurat w Światowym Dniu Życzliwości, który przypada 21 listopada (dlaczego tego dnia, na to składa się szereg zagadkowych przyczyn, których korzenie sięgają, jakobyż inaczej, Bliskiego Wschodu) zeznawałem jako świadek przed Sądem Rejonowym w Lublinie, gdzie toczy się proces Grzegorza Wysoka, oskarżonego o bliżej nieokreślone myślozbrodnie przez tamtejszą prokuraturę, wprawioną w ruch przez podobno niezwykle aktywnego na odcinku delatorskim dziennikarza tamtejszej mutacji "Gazety Wyborczej" redaktora Adamaszka. Kiedy już w naszym nieszczęśliwym kraju zostanie wreszcie ustanowiony Order Pawła Morozowa, jestem pewien, że cnota nie pozostanie bez nagrody. Ale wróćmy jednak do niezawisłego sądu, przed którego obliczem zeznawałem. Chodziło o to, czy treści zamieszczane przez Grzegorza Wysoka w wydawanym przezeń "Biuletynie" mają charakter rasistowski i antysemicki. To właśnie w swoim oskarżeniu sugeruje prokuratura, a usłużnie potwierdzają wynajęci eksperci - językoznawcy z UMCS. Przeczytałem jedną taką ekspertyzę i gdybym nie wiedział, że została sporządzona przez osobę obsypaną tytuły naukowymi, to pomyślałbym sobie, że napisał ją jakiś prostak, nie mający pojęcia o logicznym wnioskowaniu. Jakże bowiem określić wniosek, że redaktor Grzegorz Wysok porównując w jednej ze swoich publikacji ludobójstwo, dokonane na ludności polskiej Kresów Wschodnich przez UPA z dokonaną przez Turków rzezią Ormian działał w intencji zaprzeczenia tzw. holokaustowi? Kiedyś, jeszcze w czasach komuny, felietonista "Kultury" Hamilton napisał o swojej ciotce, która nie mogła pogłaskać kota, bo miała takie natręctwo, że natychmiast musiała mu szukać pcheł. Najwyraźniej natręctwo musiało się przez ten czas upowszechnić, ale dlaczego ogniskiem tej przypadłości został akurat lubelski UMCS? Kiedyś był to całkiem normalny uniwersytet. Wiem co mówię, bo sam tam studiowałem w latach 60-tych, a co się dzisiaj z niego porobiło? Co jednak mamy wymagać od pracowników nauki, którzy tradycyjnie bywają trochę szurnięci, często w sensie pozytywnym, jak nie w tę, to w tamtą stronę, skoro całkiem niedawno psychiatra został postawiony na czele naszej niezwyciężonej armii?

Gorsza sprawa ze znajomością historii naszego kraju. Odniosłem takie wrażenie, kiedy pani prokurator zadała mi podchwytliwe pytanie, czy słowo "cham" jest obelżywe, czy nie. Odpowiedziałem, że do niedawna uważane było za niegrzeczne, ale odkąd sąd prawomocnie uznał, że przy pomocy takowej inwokacji można zwracać się nawet do Prezydenta Rzeczypospolitej, to obecnie może być ona uważana nawet za zaszczytną. Zasadniczo pani prokurator chodziło jednak o "Żydów" i "Chamów" - o których Grzegorz Wysok przypomniał, charakteryzując konflikt między Leszkiem Millerem, a Aleksandrem Kwaśniewskim. Wyjaśniłem wtedy, że chodzi o frakcje w PZPR, o których pisał Witold Jedlicki w broszurze pod takim właśnie tytułem. "Żydy" to byli tzw. "Puławianie", gdyż namawiali się w jakimś mieszkaniu przy Puławskiej w Warszawie, podczas gdy "Chamy" to była tzw. "grupa natolińska", gdyż urządzała swoje sabaty w pałacyku w Natolinie. Dodałem, że zdaniem Antoniego Zambrowskiego Witold Jedlicki był konfidentem SB, ale broszura została przez niego napisana na zamówienie gen. Tichonowicza Diomko, używającego w Polsce nazwiska Mieczysław Moczar, lecz nawet Antoni Zambrowski nie zaprzecza, że takie określenia w publicystyce funkcjonowały i funkcjonują. Ciekawe, że stawiający tego samego dnia w charakterze świadka w tym procesie lubelski senator PiS zeznał, że "nie przypomina sobie", by kiedykolwiek takie określenia słyszał. Co tu dużo mówić - są jeszcze w Polsce ludzie szczęśliwi! Jeśli chodzi o prokuraturę, to odnoszę wrażenie, że musi panować tam przekonanie, iż wybitnie nieprzyzwoite jest samo słowo "Żyd". Nie tylko dlatego, że podejrzliwie odniosła się do "Chamów" oraz "Żydów", ale również - a może nawet przede wszystkim, że jednym z inkryminowanych fragmentów publikacji red. Wysoka było zdanie, że Adam Michnik został Żydem roku któregoś tam. Pozwoliłem sobie wtedy na uwagę, że ukrywanie, bądź też negowanie istnienia narodu żydowskiego wydaje mi się najgorszą postacią antysemityzmu. Wszystko to oczywiście być może rzuca światło na sprawę umorzenia przez prokuraturę w Suwałkach śledztwa w sprawie finansowania kampanii wyborczej posła Janusza Palikota w roku 2005. Jasne, że nie może się zajmować takimi głupstwami, skoro zgodnie z rozkazem p. Andrzeja Seremeta musi zawczasu tępić "myślozbrodnie" przeciwko naszej przyszłej szlachcie, która w naszym nieszczęśliwym kraju prowadzi prawdziwą hodowlę donosicieli.

Stanisław Michalkiewicz

Źródło:
Tygodnik "Nasza Polska" nr 48 (839)
z 29 listopada 2011 r., str. 20

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz