27 grudnia 2015

Żydoland nabiera rumieńców?


Nie bez powodu ludzie mówią, że lepsze jest wrogiem dobrego, a zwłaszcza w polityce. Wiadomo wprawdzie, że demokracja lepsza jest od tyranii, lecz na tym świecie pełnym złości nie ma rzeczy doskonałych, a także demokracja niesie ze sobą tyle niemiłych niespodzianek, że na ten widok można zatęsknić nawet za tyranią. Przekonał się o tym bezcenny Izrael na widok demokratycznej jaśminowej rewolucji, jaka ogarnęła mniej wartościowe narody arabskie. Skąd w mniej wartościowych narodach arabskich pojawił się taki nagły i nieodparty impuls ku jaśminowi to bardzo ciekawe pytanie. Czy aby nie za sprawą słodkiej Francji, która to uzyskawszy upragnioną zgodę "Naszej Złotej" Pani Anieli na francuskie kieszonkowe imperium zwane Unią Śródziemnomorską, przystąpiła do jej organizowania poprzez wysadzanie w powietrze tychże wszystkich prezydentów podłączonych do amerykańskich kroplówek? Wykluczyć tego nie można, gdyż nie jest przecież tajemnicą, że zarówno słodka Francja jak i "Nasza Złota" Pani Aniela trzymają się linii "europeizacji Europy" tzn. stopniowego oraz cierpliwego ograniczania wpływu USA na politykę europejską.

Siłą rzeczy musi to rzutować również na terytoria śródziemnomorskie zwłaszcza, że w mieście Paryżu rezydowali przywódcy wobec tamtego tyrana partii opozycyjnych, którzy w zamian za gościnę musieli chyba poczynić jakieś koncesje francuskiej razwiedce? A skoro tak, to czyż nie mógł się o tym dowiedzieć złowrogi Hamas, czy inny Dżihad, które od lat okupują Francję, za pośrednictwem "młodych niewykształconych z przedmieść" pobierając od niej haracz w zamian za odstępowanie od podpalania samochodów? A skoro mógł, to na pewno się dowiedział oraz przygotował, by jak to malowniczo ongiś sformułował ludowy poeta Józef Ozga-Michalski: "w dymach bijących z wojny izraelsko-arabskiej uwędzić swoje półgęski ideowe". Przyszło mu to łatwiej, że zarówno Tunezję, jak i Egipt, tamtejsi tyranowie wyjałowili politycznie aż do sterylności, więc Hamasy i Dżihady, pod postacią Bractwa Muzułmańskiego pozostały jedyną zorganizowaną siłą polityczną, opierającą się na istniejącej islamskiej infrastrukturze. Nie możemy również wykluczyć tego, iż w odpowiednim momencie do tej akcji włączyli się Moskalikowie, z których prezydentem Francuzi wymowni rozmawiali na szczycie w mieście Deauville, w którym wzięła udział również "Nasza Złota" Pani Aniela. Wprawdzie tenże szczyt był nieformalny, więc nie zapadły tam żadne decyzje, ale po cóż tu jakieś "decyzje", kiedy my i też bez decyzji wszystko verstehen? "Targ na rynku, w rynku szynk. A w tym szynku - ciosek dzyng. A w tym szynku dymno, piwno; nic nie mówił, tylko kiwnął. Znaczy - śpyrt. Szklanka, dwie - tylko kiwnąć - Żyd już wie. Na czterdziestkę to by on mrugnął, ale co czterdziestka? G...no! Dzisiaj - śpyrt!"

A więc skoro "Żyd już wie", to nic dziwnego, że musiał jakimści sposobem zaszczepić mniej wartościowym narodom arabskim pociąg do jaśminu, niczym kotom do waleriany tak, że ludzie wyszli na ulicę oraz tunezyjskiego tyrana nawet przegnali. Któż wie, czy też swoimi kanałami nie pomogli im Moskalowie, którym to wypieranie Amerykanów skądkolwiek nie może być niemiłe? Kiedy jednak w podobny sposób mniej wartościowy naród egipski zabrał się za przeganianie swojego tyrana, który za amerykańską forsę własną piersią gotów był zasłaniać bezcenny Izrael przed Hamasami oraz Dżihadami, żydo-amerykanie postanowili dać odpór rozszalałej demokracji. Tubylcza armia, widząc zapewne ostrza potężnych szermierzy, przyjęła postawę wyczekującą oświadczając, że przeciwko ludowi nie wystąpi, o ile tenże nie będzie atakował wojska. Słowem róbta co chceta, tylko nas nie ruszajta. W odpowiedzi natychmiast się pojawili jakowyś cywili, którzy to zza portretów tyrana Hosni Mubaraka nie tylko zaczęli atakować szczerych demokratów, ale też podobno nawet "strzelają strzałami". W rezultacie wytworzyła się sytuacja patowa, której egipski tyran najwyraźniej ma już dosyć, ale gra swoją rolę do końca, bo pewnie jeszcze nie zapomniał, co spotkało straszliwego Saddama Husajna.

Tymczasem w żydowskiej gazecie, wydawanej dla tubylczych Polaków w Warszawie, pan redaktor Stefanicki odsłania przed nami dylematy izraelskie: albo to okopać się w oczekiwaniu na kolejny fundamentalistyczny Iran, tym razem jednak - tuż za miedzą - albo jak najszybciej zawrzeć pokój z Palestyńczykami. Okopać się? Ale ileż to można trwać w stanie takiego oblężenia, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w dzisiejszych czasach wojen, ma się rozumieć, już nie ma, tylko operacje pokojowe? W ramach operacji pokojowych Hamasy i Dżihady mogą w Izraelu co i rusz urządzać prawdziwe nieszpory sycylijskie, których to tłumienie, prędzej czy później zwróci przeciwko Izraelowi opinię całego świata, pozbawiając go wymarzonego statusu ofiary. Pokój z Palestyńczykami? Ba! W tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. A czyż Palestyńczykowie widząc co się dzieje zadowolą się jakimś makagigi? Nie ma co na to liczyć, zwłaszcza, że nienawistny Wikileaks właśnie zdemaskował "Umiłowanego" Przywódcę Autonomii Palestyńskiej jako kogoś w rodzaju izraelskiego agenta, dlatego każdy następny będzie przynajmniej dla oka, się radykalizował. W tej sytuacji wypada przypomnieć rozmowy, jakie 18 sierpnia 2009 roku w Soczi przeprowadził izraelski prezydent Peres z rosyjskim prezydentem Miedwiediewem i niedawną pielgrzymką połowy rządu niemieckiego do Izraela. Gazety pisały, że Peres zobowiązał się nakłonić Amerykanów do rezygnacji z tarczy antyrakietowej oraz obiecał, że Izrael nie zaatakuje Iranu. Przypomina to trochę opisy niedawnej wzorowej współpracy polsko-radzieckiej, że Polska wysyła do Związku Radzieckiego węgiel, a Związek Radziecki w zamian bierze od Polski żywność.

Tymczasem przecież i sam prezydent Szymon Peres coś tam musiał wytargować od prezydenta Miedwiediewa. Ale pytanie co? Nikt się nawet na ten temat nie zająknie, więc wynika z tego, że na razie nie trzeba o tym głośno mówić. Przypomnijmy jednak artykuł pewnego niemieckiego malarza, żeby przenieść Izrael do spokojniejszej Europy albo do Turyngii, albo Polski. Pomijając już fakt, że w Niemczech malarze dochodzą niekiedy do dużego znaczenia to wydaje się, że sytuacja dojrzewa do ostatecznego rozwiązania również sprawy polskiej. Przybrałoby ono postać scenariusza rozbiorowego z jednoczesnym utworzeniem Żydolandu na tzw. "polskim terytorium etnograficznym". No bo cóż to innego można będzie uczynić, jeżeli na Bliskim Wschodzie coś jednak pójdzie nie tak? Jeśli nie da się wytrwać w "okopach", a z kolei nadzieje na pokój z Palestyńczykami spełzną na niczym? Trzeba będzie powrócić do punktu wyjścia z tym tylko, że nie na jałową ziemię, tylko Obiecaną, wyścieloną materacem z 65 miliardów USD wyszlamowanych od tubylczych antysemitów, których jak to przekonuje "światowej sławy historyk" nie można zostawić samopas, bo znowu zrobią coś okropnego.

Stanisław Michalkiewicz

3 komentarze:

  1. Z najwyższym zdumieniem przeczytałem powyższy artykuł, którego autorem jest Stanisław Michalkiewicz. Jest czymś nadzwyczaj niepokojącym panie Wysok, że jako rzekomy katolik pod pretekstem wolności słowa daje pan przyzwolenie na głoszenie poglądów postaciom, których miejsce jest co najwyżej w raportach organizacji "Nigdy Więcej". I tu określenie Michalkiewicza "kontrowersyjnym publicystą" nie wystarczy. Człowiek ten znany jest ze swoich antysemickich obsesji, a wszyscy wiemy, do czego obsesje takie prowadzą. Czy Adolfa Hitlera nazwiemy "kontrowersyjnym politykiem"? Oczywiście może pan powiedzieć, że Michalkiewicz nie wypowiedział żadnych antysemickich sądów, niemniej w sytuacji, gdy jego postać każdemu z takimi poglądami się kojarzy, samo jej lansowanie jest promocją antysemityzmu. Choćby mówił tylko o pogodzie, skutek jego obecności będzie fatalny - stworzy wrażenie akceptacji dla poglądów i postaw, dla których akceptacji i miejsca w przestrzeni publicznej być nie może. Ps. Zobaczę, czy skasuje pan ten wpis...

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Anonimusie z 29 stycznia 2012! Jako rzekomy znawca katolicyzmu, skąd wiesz jak powinien się zachowywać prawdziwy katolik? Co do "antysemickich obsesji", to z doświadczenia wiem, że najczęściej wynikają one z obsesji filosemickich. Natomiast to co się z czym kojarzy, to już inna sprawa. Istnieją osobnicy, którym się wszystko kojarzy np. z dupą, a nawet o zgrozo (!) z antysemityzmem. I co na to poradzić? Widocznie taka już ich dola i nic nam do ich podejrzeń, wszak jak mawia poeta - "skojarzenia to przekleństwo". Niech więc dalej dźwigają ten krzyż w samotności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprawa tzw. "antysemityzmu" to chyba zwyczajnie czesc systemu, ktory nie ma nic wspolnego z szukaniem zgody i zrozumienia a raczej z wymierzaniem kary i kontrolowaniem.

    Pytanie tylko "Kto to sa Zydzi? Czy ci, ktorzy za nich sie podaja wiedza cos na temat kim maprawde sa?"

    Na YouTube sa dostepne wyklady Shlomo Sand, profesora historii w Tel Avivie, ktory napisal ksiazke pt. "The Invention of the Jewish People".

    Twierdzi on, ze nie bylo zadnego eksodusu Zydow z Egiptu, nie bylo wygnania z Palestyny, nie ma wspolebgo DNA, nie ma wspolnego jezyka, itd. itd.

    Serdecznie polecam i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń