15 grudnia 2015

Felietony Adama Leksa

O Wandzie, która chciała być marszałkiem

Niedawno pisałem, że kabaret zawędrował pod strzechy i jak się okazuje, niewiele się pomyliłem. Otóż jak donoszą marksmedia Wanda Nowicka z Cyrku Palikota została vice marszałkiem III RP. Ta czołowa feministka, zwolenniczka mordowania nienarodzonych, w czym przebija nawet srogiego Heroda, jest przewodniczącą organizacji kryjącej się po eufemistyczną nazwą Federacja na rzecz Kobiet oraz Planowania Rodziny. Ale nie dajmy się zwieść, na obozach koncentracyjnych też pisało - "Praca uczyni cię wolnym". I czyniła, tylko że dopiero po śmierci. Ciekawi mnie niezmiernie, co też te niewinne stworzenia uczyniły tej Herodiadzie, to jest p. Nowickiej, że tak pała do nich straszną nienawiścią, iż nawet nie chce im pozwolić zobaczyć jaki jest ten świat? Zastanawia mnie i nie widzę w tym żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Sama urodziła, więc czegóż chce od innych ? I mimo, że element, który powiła nie koniecznie jest w pełni wartościowy (Michał Nowicki) to jednak daleki jestem od kwestionowania zasadności życia nawet w tak bardzo wątpliwych przypadkach. Jedyne wytłumaczenie to prócz dowiedzionego przez Joannę Najfeld miejsca na liście płac przemysłu aborcyjnego - jak mi się zdaje ukryte jest w stosunku do mniej wartościowego tubylczego narodu polskiego, do którego czuje właściwy jej plemieniu głęboki wstręt. Stanowisko vice marszałka sejmu od dawna się strefiło, szczególnie zaś podczas urzędowania Stefana Niesiołowskiego, ale tak ostentacyjne sprofanowanie go przez zamianowanie na ów urząd zajadłej feminazistki spowoduje, że teraz będzie można mówić li tylko o vice parszałku tego zgromadzenia. Wobec tego pełna tytulatura pani W. Nowickiej powinna teraz brzmieć - Vice Parszałek Najjaśniejszej III RP do odwołania.


Felieton powyborczy

Podobno najkrwawsza to tragedia, kiedy krew zalewa widzów. Tak w skrócie można nazwać "wybory" które odbyły się 9 października bieżącego roku. I pomimo, że nic nas już nie powinno zdziwić, to jednak rozumna większość nie może stłumić do nich głębokiego wstrętu. O moim udziale można jedno powiedzieć - to próba osłodzenia oceanu za pomocą łyżki cukru. Jeżeli jeszcze kiedyś na nie pójdę, to tylko po to, aby móc popatrzeć na siebie w lustrze. Jednak za każdym razem kiedy głosuję, mam wrażenie jakbym uczestniczył w pogrzebie. Chociaż podczas pogrzebu nieboszczyk przynajmniej nie jest w stanie niczym nas zaskoczyć. Ale ci dranie nie pozbawią mnie nawet tak wątpliwej satysfakcji, iż w ten sposób uszczknąłem coś niecoś z ich niecnego planu. Wszak Polska to skraj radziwiłłowskiego sukna za, które każdy ciągnie kto może. Mam nadzieję, że takich jak ja było więcej. Na wojnie bowiem jak na wojnie - nigdy do końca nie wiadomo dokąd kula doleci. Nie będę tutaj biadolił ani utyskiwał, jacy to ludzie są głupi, bo głupi naprawdę jest ten kto od nich wymaga rozumu. Albowiem jak mawiał papież święty Gelazy - "lud trzeba prowadzić, a nie iść za nim". Wprawdzie nikt już dzisiaj nie chodzi za ludem chyba, że towarzysz Kalisz w homoparadach, ale wśród gminu miast i wsi wiara w moc sprawczą ludu jest wciąż aktywna. Zauważył to nawet pewien filozof twierdząc, iż "iluzja demokratyczna należy do najczęściej spotykanych form psychozy społecznej" - ja bym od siebie zaś dodał - "psychozy demokratycznej". Jak widać tow. Kaliszowi z SLD parady nic nie dały, prócz paru kilogramów stopionego tłuszczu, zbocz... to znaczy "lud" wolał Palikota. Być może miał na to wpływ wygląd obu kandydatów. Wiadomo, czym to kapryśny demos się teraz kieruje? Zwłaszcza tak hm... no "homodemokratyczny". W każdym bądź razie pałac na Wiejskiej coraz bardziej przypomina mi włoski parlament, gdzie niejaka Ciciolina zabawiała panów posłów. Kto by o tym kiedyś pomyślał, że u nas też do tego dojdzie? Ale ślepy bożek demosu jest widocznie taki, tj. pozbawia rozumu wszystkich, nie patrząc na stan majątkowy, ani wykształcenie. Skoro bowiem rzymski cesarz kiedyś z konia zrobił senatora, to lud przecież nie może być gorszy? Tym bardziej, że kto wie - może być to naturalny odruch na robienie "w konia". W każdym razie kabaret teraz zawędrował pod strzechy. Tylko czy każdemu będzie się chciało śmiać? Będzie jeszcze w stanie?

Adam Leks
red. "Biuletynu"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz