30 grudnia 2015

Pamięci Romana Dmowskiego

Żona kapuś

Zofia Darowska-Beynar urodziła się w 1925 r. Jej ojciec był przedwojennym oficerem, który służył w Legionach i miał za sobą piękną kartę walk u boku Józefa K. Piłsudskiego. Popełnił jednak mezalians, bo ożenił się z kasjerką pracującą na poczcie. Małżeństwo zaważyło na jego dalszej karierze, której już nie zrobił. Ale na świat przyszła Zofia, ich jedyne dziecko. Wychowywana była w patriotycznej tradycji, w latach II wojny światowej należała do podziemia, a w czasie powstania warszawskiego walczyła w śródmieściu. Po jego upadku trafiała do różnych obozów, zaś koniec wojny zastał ją w Niemczech. Tam to poznała Irlandczyka, żołnierza brytyjskich sił zbrojnych, z którym wyjechała na "Zieloną Wyspę". Małżeństwo nie było udane i po paru latach szybko się rozpadło. Ale w początkach lat 50-tych, kiedy sporo Polaków starało się w różny sposób wydostać zza "żelaznej kurtyny", ona powróciła do kraju. Zamieszkała w Warszawie. Prawdopodobnie w powrocie do kraju pomógł jej Urząd Bezpieczeństwa. Coś musiało być na rzeczy skoro otrzymała mieszkanie w Warszawie oraz pracę najpierw w sekretariacie Szkoły Głównej Handlowej, następnie w recepcji stołecznego hotelu oraz w sekretariacie ministerstwa kultury i sztuki. Oczywiście w uzyskaniu tych prac bardzo pomocną była jej perfekcyjna znajomość języka angielskiego. W roku 1956 zaczęła donosić na współpracowników: studentów, naukowców, jak również informować o gościach przebywających w Grand Hotelu i wydarzeniach w ministerstwie. Zofia Darowska nie była kobietą oszałamiająco piękną. Niezbyt wysoka, drobna blondynka, zachwycała natomiast elegancją, obyciem, wdziękiem, ogólną wiedzą. To tym zdobywała sobie liczne grono znajomych, o których pisała potem w swoich meldunkach.

Paweł Jasienica bardzo dużą popularność zdobył po wydaniu "Polski Jagiellonów", a następnie "Polski Piastów", które należały do największych powojennych bestsellerów. O historii pisał tak, że każdy chciał to przeczytać. Jednakże mało kto znał poza kręgiem najbliższych znajomych przeszłość Jasienicy tj. powikłane losy żołnierza Armii Krajowej Lecha Beynara, urodzonego w 1909 r., który walczył w wileńskiej Armii Krajowej, a od wsi Jasienica, gdzie udało mu się schronić po odniesieniu ciężkich ran, przyjął literacki pseudonim. Już na początku 1946 związał się z kręgami Klubu Inteligencji Katolickiej. Podpisywał listy protestacyjne, a w latach 60-tych należał do sygnatariuszy "Listu 34", pierwszego tak znaczącego manifestu inteligencji przeciwko Polsce Ludowej. Wówczas popularnym pisarzem, wiceprezesem Związku Literatów Polskich oraz osobą o wysokim statusie towarzyskim postanowiła poważniej zainteresować się Służba Bezpieczeństwa. A że z wcześniejszych informacji wiedziano, że Paweł Jasienica ma słabość do kobiet - postanowiono to wykorzystać. Na jego to literackich spotkaniach zaczęła się pojawiać elegancka kobieta w średnim wieku, często zadająca pisarzowi niebanalne pytania. Po jednym z kolejnych spotkań na stołecznym Starym Mieście, podeszła oraz zapytała o szczegół z jego książki. Jasienica już wcześniej musiał ją zauważyć, skoro skorzystał z zaproszenia do jej mieszkania, gdzie jak informowała, wyłącznie pili kawę i rozmawiali. Jasienica miał wówczas żonę, od kilku lat chorującą. Te spotkania weszły im w nawyk, a ich efektem były każdorazowo przez nią pisane raporty.

W 1965 zmarła jego żona. Wtedy po raz pierwszy w przypadku Służby Bezpieczeństwa, tajny współpracownik wszedł w związek małżeński z osobą, którą rozpracowywał. Paweł Jasienica poprosił Zofię o rękę. Został przyjęty. Zapewne przepisy obowiązujące w SB nie zawierały wytycznych jak w takiej sytuacji należy postąpić. Zofia sama rozstrzygnęła ów dylemat. Nadal to pisała raporty dotyczące Pawła Jasienicy. Tak postępowała przez następne lata. Sprawiali wrażenie bardzo dobrego małżeństwa, spotykali się z licznymi znajomymi. Była przy tym troskliwą i dobrą żoną, głównie po wydarzeniach marcowych 1968 roku, gdy Gomułka w sposób niewybredny zaatakował pisarza. Towarzyszyła mu wiernie do śmierci w 1970 r. W latach siedemdziesiątych wdowa po pisarzu wyjechała do Francji, gdzie opiekowała się bogatymi starszymi osobami, nadal współpracując ze Służbą Bezpieczeństwa, informując przełożonych o środowiskach emigracyjnych. Jako wdowa po autorze bestsellerów (ponownie po roku 1970 wydawanych) uzyskała prawo do tantiem związanych ze wznowieniami. Nie zezwoliła też w latach siedemdziesiątych na wydawanie jego publikacji w edycjach emigracyjnych. Dumnie oraz godnie nosiła ciężar wdowy po Pawle Jasienicy. W Służbie Bezpieczeństwa zarejestrowana jako TW "Ewa". Zmarła w 1997 roku w hospicjum.

Andrzej Woźniak



Roman Dmowski - przywódca polskiego ruchu narodowego
- uroczystość rocznicowa

2 stycznia 2012 r. w Kościele p.w. Matki Boskiej Królowej Polski przy ul. Gospodarczej 7 w Lublinie odbyła się uroczystość poświęcona pamięci Romana Dmowskiego przywódcy polskiego ruchu narodowego. O godzinie 18.00 rozpoczęła się msza święta w intencji polskiego narodu oraz R. Dmowskiego najwybitniejszego przywódcy ruchu narodowego, wielkiego męża stanu Rzeczypospolitej Polskiej, twórcy narodowej doktryny politycznej. Mszę zakończył proces składania wieńców i wiązanek kwiatów pod pamiątkową tablicą Romana Dmowskiego i I. Paderewskiego przez przedstawicieli patriotyczno-narodowych organizacji oraz władz wojewódzkich i samorządowych. Druga część uroczystości miała miejsce w parafialnej sali gdzie młodzież Szkól Ekonomicznych imieniem A. Vetterów przedstawiła zgromadzonym inscenizację obrad historycznej konferencji w Wersalu, na której dyskutowano sprawę powstania polskiego państwa. Prof. dr hab. Mieczysław Ryba zreferował temat pt. "Roman Dmowski, jego polityczna myśl oraz działalność". Dr Piotr Makarzec przedstawił zagadnienie-Komitet Narodowy Polski. Odczytany został również referat dotyczący relacji Romana Dmowskiego oraz polskiej młodzieży o patriotyczno-narodowej orientacji. Cała uroczystość była uświetniona elementami muzycznymi w wykonaniu Pani Agnieszki Polak. Na zakończenie przedstawiony został archiwalny film z przebiegu pogrzebowych uroczystości Romana Dmowskiego. Obszerne fragmenty z przebiegu uroczystości zawarto w dołączonym materiale filmowym na YouTube.

Waldemar O.
redaktor "Biuletynu"

4 komentarze:

  1. Pozdrawiam autora powyższego tekstu i życzę wszystkiego najlepszego. Choć ja nie jestem aż takim sympatykiem Dmowskiego to chciałbym powiedzieć, że po prostu w jego czasach była moda na tego typu poglądy. Jedynie jego stosunki z Marszałkiem i stosunki w ówczesnym polskim obozie narodowym (prawicowym) przypominają mi trochę dzisiejsze waśnie w PiS-ie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki Pawła Jasienicy powinny stać obowiązkowo na półce każdego Polaka. Jest to bardzo szczegółowy obraz Polski pierwszych Piastów. Napisana niezwykle przystępnym językiem. Można mieć wrażenie, że czytamy raczej powieść z literatury piękniej, a nie książkę historyczną. Moim zdaniem może łatwo wzbudzić zainteresowanie dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem relacje pana Waldemara O. z uroczystości ku pamięci Romana Dmowskiego. To się bardzo chwali - odwaga i czyn są u Was widoczne na pierwszy rzut oka. Jest to doprawdy straszne, że demonizuje się ruch narodowy i określa się niewybrednymi epitetami, stąd Wasza działalność wymaga postawy nonkonformistycznej, za co należy się Wam szacunek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam się, że po raz pierwszy dokładniej przeczytałam o historii żony Jasienicy. Nie będę ukrywać - dla mnie to wstrząsające. Też żyłem w tamtych czasach. I z reguły się wiedziało o tych, co donoszą. Ale jakie to było donoszenie?! Że ktoś słucha Wolnej Europy? Albo że do kogoś przyszła paczka z zagranicy?! To, co zrobiła TW "Ewa" jest czymś, co wykracza nawet poza "tamte czasy"! I jak się mają ci, co oskarżyli Kapuścińskiego o współpracę z SB? Jak się mają jego "raporty", które na dobrą sprawę i w tamtych latach mogły iść do publikacji, do ewidentnych donosów, krzywdzących nie tylko Jasienice, ale i jego otoczenie? Gdyby Kapuściński nie podpisał lojalki, nie powstałyby takie dzieła literackie. Gdyby nie TW "Ewa" być może mielibyśmy więcej dorobku Jasienicy i innych? I co? To ten sam worek "współpracy"? I jak się ma relacja tych co odbierali te donosy? Że "Ewa" była nadgorliwa. Ze chciała zaistnieć, wszystko jedno w jaki sposób. Że podwójne życie sprawiało jej wręcz przyjemność. Bo sobą nie reprezentowała nic. Może czas najwyższy zacząć sortować te "worki"? A swoją drogą to bardzo smutna historia. I jakże trudna dla rodziny. Z jednej strony Jasienica, a z drugiej... osoba o żadnej moralności. I z tym trzeba sobie poradzić i żyć dalej. I wyciągać wnioski.

    OdpowiedzUsuń