10 grudnia 2015

Komu zależało na śmierci Leppera?


Komu zależało na śmierci Andrzeja Leppera?

Andrzej Lepper nie żyje. Dziwne są teraz te śmierci polityków. Nienaturalne. Ja jednak nie wierzę w jego samobójstwo. Zbyt wielu ludziom zależało na jego śmierci. Myślę, że miało to także związek z opisywanym przez Stanisława Michalkiewicza "uszczelnianiem sceny politycznej" gdzie rządzić, a raczej być drogimi figurantami (gdyż ci, co sprawują prawdziwą władzę przecież im nie dadzą) mogą beneficjenci okrągłego stołu. Myślę, że szczególnie jest to na rękę pseudoludowej PSL-owskiej partii, byłej post ZSL-elowskiej odnogi PZPR-u Waldemara Pawlaka i Waldemara Kalinowskiego mogącej się "kocha" z każdym. Nie żebym zaraz się czepiał. Co to, to nie! Po prostu mogą być teraz pewni swojej przyszłości, kiedy ubył im tak groźny konkurent, zwłaszcza, że eunuchy z nich zawołane. Ale nie tylko oni! Przekonali się raz jeszcze, iż ORMO CZUWA. Wiele także tajemnic o swoich powiązaniach oraz mocodawcach Andrzej Lepper zabrał ze sobą do grobu. Myślę, że już nigdy nie dowiemy się prawdy. A tym bardziej, jeżeli zrobili to zawodowcy. Dla nas, zwyczajnych ludzi jego śmierć oznacza koniec samowolki, gdzie wybory mogły przynieść jeszcze jakieś niespodzianki. Odtąd będziemy - jak postulował w swojej gazecie naczelny cadyk - krajem w 100% "przewidywalnym". Zatroszczą się już o to niezależne media. I o to naszym ciemiężcom właśnie chodzi. Wszak na nasz kraj nałożono 60 miliardowy haracz. Przy takiej sumie żadnych niespodzianek przecież już być nie może. Wszystko musi być dostrojone do holokaustowej orkiestry, która czeka na finał.

Adam Leks
red. "Biuletynu"

__________

Interwencja ABW w sprawie strony internetowej zamieszczającej satyryczne komentarze na temat prezydentury tow. Bronisława Komorowskiego może być niewiele znaczącym wypadkiem przy pracy zbyt gorliwych funkcjonariuszy, lecz może także być sygnałem istotnych zmian przygotowywanych przez władzę. Potocznie nazywa się to: "skracanie smyczy". Podobnie można oceniać spektakularną rozprawę z kibicami, spowodowaną, w co nikt już chyba nie wątpi, niepoprawnymi politycznie komentarzami pod adresem Adama Michnika, które zaczęły pojawiać się na stadionowych transparentach. Może to tylko jednorazowa akcja, a może początek serii. Jeśli jednak zacząć się ma stopniowe "dokręcanie śruby" to w/w epizody wypada potraktować jako działania rozpoznawcze. Władza próbuje się zorientować, na ile cenzury sobie może pozwolić. A wydaje się, że pozwolić sobie może na wiele zwłaszcza że za piecami będzie miała nie tylko rodzime służby oraz tak zwanych intelektualistów, ale wsparcie całej postępowej Europy, a może i świata. Wówczas będzie można zastosować nie tylko cenzurę prewencyjną, ale być może również stare, sprawdzone metody w rodzaju zwalniania z pracy czy blokowania awansu, zawieszania oraz upominania. Wtenczas metody, jakie zastosowano wobec śp. Dariusza Ratajczaka nie będą wyjątkiem, ale normą. Zresztą wszystkich tych środków użyto błyskawicznie po tym, jak "Gazeta Wyborcza" nagłośniła wypowiedź Grzegorza Brauna, który powiedział o arcybiskupie Józefie Życińskim to, co w zasadzie każdy od dawna wie. No, ale nawet bajki mówią o tym, że największy opór budzi wypowiadanie rzeczy oczywistych, choćby takich, że król jest nagi. Jak na razie wygłaszanie takich rewelacji budzi głośny jęk oburzenia i sankcje nieformalne, lecz już niedługo możemy spodziewać się bardziej dotkliwych oraz precyzyjnych posunięć. Znów trzeba będzie powstrzymać się od krytycznych komentarzy i uważać, w jakim towarzystwie opowiada się dowcipy, aby nie skończyć jak bohater Cmentarzy Marka Hłaski. Bo wszystko to, co napiszemy bądź też powiemy, korzystając z jakichkolwiek mediów elektronicznych, Internetu czy telefonów jest przecież skrzętnie notowane i przechowywane "na wszelki wypadek". Należy więc bardzo się pilnować, aby nie "godzić" w podstawowe interesy i ustrój PRL, tzn. III RP, bo tak się teraz nazywa nasza socjalistyczna ojczyzna. Zresztą owo ryzykowne "godzenie" ma o wiele szerszy zasięg. Powinniśmy po przebudzeniu zakładać sobie kaganiec na wszelką niechęć do innych narodów, płci, ras oraz tzw. odmiennych orientacji seksualnych, czyli mówiąc normalnym językiem - sodomitów, pedałów i tym podobnych. Wygląda zresztą na to, że przynajmniej pod pewnymi względami doszło do powstania szerokiego frontu ludowego walki z niepoprawnym myśleniem, gdyż w awangardzie tego frontu kroczą razem minister Sikorski i adwokat Giertych, walczący z "antysemityzmem w Internecie". A co dla nas zostanie? Dowcipy opowiadane w toaletach, papierosy chowane w rękawie, witryny internetowe lokowane na Timorze Zachodnim, niszowa prasa drukowana na tanich, chińskich maszynach, spotkania i wykłady w salkach parafialnych oraz pisanie do szuflady. A potem - kto wie? Nocne siedzenie przy piwie i szumie kręcącego się powielacza?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz