12 grudnia 2015

Kanadyjskie czasopismo o Wysoku

Plecami do prawdy

Z wywiadu, jaki przeprowadzałem ze znanym torontońskim adwokatem pochodzenia żydowskiego panem Guidym Mamannem zapamiętałem jedno zdanie: "Brońcie swojej społeczności (chodziło o imigracyjne hieny żerujące na zdesperowanych Polakach), bo jeśli tego nie zrobicie, to kto ich obroni"? Słowa te dźwięczą mi w uszach, kiedy pisane po polsku i przez Polaków gazety nie tylko nie bronią Polaków, ale jeszcze kłamią jak na zawołanie w obcym interesie, a to niemieckim, a to znowu żydowskim. Ten ostatni przypadek jest szczególnie kuriozalny ze względu na bliski splot losów obu naszych narodów. Choć dzisiaj interesy Polaków oraz Żydów czy też interesy Polski i Izraela w niektórych sprawach mogą być bliskie czy nawet tożsame, to jednak w wielu innych nie tylko że różnią się diametralnie, ale są przeciwstawne. Rzeczą naturalną byłoby, gdyby polskie środki przekazu były przy takich spięciach zjednoczone w obronie Polski oraz Polaków. Tak bronią Żydów niczym pod sznurek gazety żydowskie nie tylko w Izraelu. Fakt, że w Polsce tak nie jest, pokazuje, jak głębokie jest dzisiaj politycznopoprawne zastraszenie. Żydzi używają do realizacji swych celów wszystkich dostępnych środków, a jedną z najbardziej skutecznych "armat" jest właśnie oskarżenie o antysemityzm. Już samo podejrzenie o "antyspołeczne uprzedzenie, nienawiść, wrogość i dyskryminację" Żydów mrozi interlokutorów w pozycji małej sarenki omiecionej światłem reflektorów, odbierając im mowę i paraliżując myśli. Może z tymi myślami to trochę przesadzam - zazwyczaj myślą nadal po swojemu, tylko żadne mru mru z nich się już nie wydobywa. Oskarżeniami o antysemityzm szafuje się tak często i tak gęsto, że w jednym worku ze strasznymi rasistami czy też Ku Klux Klanem lądują Bogu ducha winni ludzie, którzy po prostu chcą mówić prawdę o tym, co widzą i co słyszą. Dożyliśmy bowiem czasów, kiedy "antysemitą" można zostać nie tylko za krytykę bieżącej polityki Izraela, ale nawet za zidentyfikowanie jakiegoś bardziej prominentnego łobuza jako Żyda. Grożący palec kiwa się nad nami bez przerwy. Prowadzi to do kuriozalnych sytuacji, kiedy słownictwo i argumentacja dopuszczalna na przykład w stosunku do Niemców czy także Ukraińców wypowiadane pod adresem żydostwa zostają natychmiast "ustrzelone" oskarżeniami o antysemityzm, a może nawet podżeganie do "ludobójstwa". Mamy tego przykłady nie tylko tu, w Kanadzie, ale też coraz częściej w Polsce.

8 września 2011 r. w Lublinie odbyła się rozprawa w procesie przeciwko Grzegorzowi Wysokowi, wydawcy lokalnej gazetki, oskarżonemu o znieważenie, a także nawoływanie do nienawiści wobec Żydów w związku z publicystyką broniącą polskiego kraju przed niemającymi żadnych podstaw prawnych (niech mi ktoś udowodni, że jest inaczej) roszczeniami międzynarodowych organizacji żydowskich do 65 mld dol. odszkodowania "za mienie pozostawione". Podczas tej rozprawy jeden ze świadków p. Paweł Bryłowski, były radny PO i prezydent miasta Lublina zeznał, że "takie pisanie może przerodzić się w rzecz straszną, nawet w zbrodnię holokaustu, a zaczyn nienawiści może doprowadzić do tragedii - przykład to sprawa Breivika". Jak czytamy w relacji z procesu: świadek uznał, że "przypominanie takich zdarzeń z przeszłości nastawia nieprzychylnie do tych nacji". Wynika z tego - tak na zdrowy rozum - że na przykład holokaust nie powinien być przypominany, ponieważ z całą pewnością nieprzychylnie nastawia do Niemców... (albo też do narodu "nazistów"). Czyli - że podeprę się cytatem z kultowego Rejsu - "z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz jak i zaakceptowanie". Są to rzeczy stawiające mózg w poprzek każdej normalnej osobie. Tymczasem większość polskich gazet zgrabnie ich nie zauważa, kładąc uszy po sobie, a "ruki pa szwam". Pokazuje to, jak głęboka jest w Polsce dziura demoralizacji społecznej. Demoralizacja nie polega wyłącznie na tym, że spółkujemy z kim popadnie i gdzie chcemy. Demoralizacja to nie tylko rozpostarte na ekranach telewizorów w wyuzdanej pozie ciałko jakiejś szansonistki deprawującej młodzież - demoralizacja to przede wszystkim przyzwolenie na kłamstwo. Odwracanie się plecami do prawdy. Nam nie potrzeba żadnych dodatkowych interpretacji czy też objaśnień, gdy chodzi o relacje z Żydami czy kimkolwiek innym. Wystarczy nie kłamać! "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu". Nie możemy też biernie patrzeć na kłamstwo. Jeśli więc ktoś tuż obok tak bezczelnie kłamie w żywe oczy, to powinniśmy wstać i powiedzieć basta! Kłamstwo ma zresztą krótkie nogi. Choć mamy w Polsce całe stronnictwo cudzoziemskie, które bez żadnego skrępowania pieprzy 3X3, prędzej czy później kłamstwo się na nim zemści. Nie tylko na nim - bezczelne kłamstwo rodzi poczucie niesprawiedliwości. Dzisiaj Żydzi są bardzo silni oraz uprzywilejowani, gdyby jeszcze działali sprawiedliwie, mogliby na długi czas utrwalić pozycję. Niestety, jak wszyscy, grzeszą również pychą. Lord Acton zaobserwował kiedyś, że każda władza deprawuje. Dlatego też każda sytuacja wywyższenia, wyniesienia ku władzy jest dla człowieka, grupy czy też narodu wielką próbą. Nie można jej sprostać, oplątując ludzi pajęczyną wygodnych, politycznie poprawnych kłamstw. Nie można jej sprostać, siłą zamykając usta tym, którzy nadal mają odwagę mówić prawdę.

Andrzej Kumor
współwydawca pisma "Goniec Toronto"
Mississauga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz