5 grudnia 2015

Cenzorzy z "Gazety Wyborczej"

Wstęp do artykułu Rafała Pazia

Małopolskie Kuratorium Oświaty wkroczyło do szkoły po tym, jak dziennikarze żydowskiej gazety dla Polaków opublikowali tekst o kilku uczniach, którzy mierzyli głowy oraz nosy kolegów, sprawdzali kształt uszu oraz robili notatki. Dyrektor i nauczyciele krakowskiego liceum tłumaczą, że był to tylko głupi żart, natomiast "Gazeta Wyborcza" uparcie drąży temat "antysemickich zachowań". W Rzeszowie skazano kibica Resovii za rozwinięcie transparentu z napisem pt. "Śmierć garbatym nosom". Z kolei w Lublinie od trzech lat toczy się proces G. Wysoka, oskarżonego o szerzenie treści znieważających narodowość żydowską oraz nawołujących do nienawiści. Poniżej publikujemy najnowszy tekst Rafała Pazia, który w minionym tygodniu poświęcił sprawie jeden ze swoich artykułów.

Tadeusz Zieliński


ŻOB z "Gazety Wyborczej" walczy

"Wyborcza" od kilkunastu miesięcy prowadzi paranoiczną akcję medialnego nadymania incydentalnych zdarzeń, które jej redaktorom wydają się antysemickie. Natychmiast po opisaniu zdarzenia zwykle redaktorzy gazety uruchamiają zaprzyjaźnione instytucje w rodzaju rozmaitych stowarzyszeń walczących z antysemityzmem oraz homofonią, które donoszą na osoby piętnowane przez gazetę do prokuratury. Czasem zresztą redaktorzy gazety sami są donosicielami. W efekcie "Gazeta Wyborcza", która podobno opowiada się za wolnością słowa zmienia się w głównego cenzora III RP.

Holokaust w liceum

W minionym tygodniu "Wyborcza" rwała szaty z powodu wydarzenia, do którego doszło w liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie. Żeby było śmieszniej, zdarzenie to miało miejsce... prawie rok temu. Kilku uczniów mierzyło tam głowy i nosy kolegów, sprawdzało kształt uszu, a także robiło notatki, co miało wyglądać na badania rasowe. Dziennikarze "GW" zwietrzyli trop. W ich przekonaniu mierzenie nosów = antysemityzm wypity z mlekiem matki = Holokaust, za który obok "nazistów" odpowiadają też Polacy, czego dowiódł Jan Tomasz Gross. Ruszyli więc śmiało do walki. Najpierw zaatakowali dyrekcję szkoły, żądając szczegółowych wyjaśnień. Potem przepytali na tę okoliczność rozmaitych "specjalistów", którzy dokonali solennej krytyki ucznia. Z kolei w tekstach opublikowanych z tej okazji zaczęli snuć rozmaite rozważania w stylu: "kto pozwolił uczniowi przynosić czasopisma narodowe do szkoły", "a dlaczego to w porę nikt nie zareagował" itp. Dyrektor szkoły tłumaczył natarczywemu dziennikarzowi "GW", że to głupi żart. Uczniowie mieli lekcje o żydowskim Holokauście, usłyszeli od nauczyciela o badaniach rasowych i zaczęli się w nie bawić. Wychowawczyni stwierdziła, że w klasie nie ma problemu antysemityzmu, co potwierdza również ankieta przeprowadzona w klasie, podejmująca kwestię atmosfery w szkole. Rada Pedagogiczna przyjęła zapis, że wydarzenie miało charakter epizodyczny i było żartem. I chociaż sprawę dopiero bada Małopolskie Kuratorium Oświaty to jednak "GW" nie odpuszcza. Twierdzi, że rodzice domagają się wyciągnięcia ostrzejszych konsekwencji wobec ucznia. Na jego niekorzyść ma też przemawiać fakt, że uczy się bardzo dobrze, a więc powinien wiedzieć, co robi. Kuratorium oświaty już wysłało wizytatora do szkoły z zamiarem szybkiego przywołania młodzieńca do porządku. W artykule wypowiada się psycholog Tomasz Wojciechowski - prezes fundacji na rzecz bezpieczeństwa i współpracy w szkole Falochron. Ocenia, że uczniowie, którzy szerzą treści antysemickie powinni ponosić odpowiedzialność, z kolei władze szkoły nie powinny nazywać takich wydarzeń "głupim żartem" czy "wygłupem".

Ścigani za garbate nosy

W ostatnich dniach został skazany na prace społeczne w wymiarze trzydziestu godzin miesięcznie przez pół roku kibic Resovii. Sąd stwierdził, że podczas derbów Rzeszowa 20-letni Mirosław Ch. brał udział w rozwijaniu "antysemickiego" transparentu z napisem "Śmierć garbatym nosom". Inny szalikowiec został uniewinniony, gdyż sąd nie ustalił "działania z zamiarem bezpośrednim". Prokuratura zapowiada jednak odwołanie się od uniewinnienia. Nikt przy tym nie bierze pod uwagę, że stwierdzenie "Śmierć garbatym nosom" na plakacie, nawet jeśli je odczytywać jako propagowanie jakichś poglądów, w gruncie rzeczy ma mało wspólnego z Żydami, gdyż nie jest przecież przeciwko nim skierowane. W istocie użycie takiego hasła można porównać do użycia sformułowania "judzić" czy "cyganić". Ciekawe jednak, czy niedługo też i za używanie takich określeń dziennikarze "GW" zaczną donosić. Rzecz oczywista i tę sprawę podkręcała "Wyborcza". Z kilku tekstów opublikowanych na ten temat wynika, że najlepiej by było, gdyby każdy, kto tylko odważy się coś powiedzieć o Żydach czy w kontekście, który dziennikarze "GW" uznają za "antysemicki", automatycznie trafiał za kraty.

Czy Szwejk był antysemitą?

W zeszłym tygodniu odbyła się też kolejna rozprawa w sprawie o "antysemityzm", którą rozkręciła "Gazeta Wyborcza" przeciwko lubelskiemu publicyście Grzegorzowi Wysokowi. Kluczowe jest do ustalenia, czy lubelski publicysta narodowy dopuścił się przestępstwa znieważania narodu żydowskiego okazuje się rozstrzygnięcie, na ile obraźliwy był użyty przez niego cytat z "Przygód dobrego wojaka Szwejka" - cytuje relacje lokalnego pisma Grzegorz Wysok, lubelski publicysta i wydawca "Biuletynu", posądzony o szerzenie treści antysemickich. Po blisko trzech latach od opublikowania "Biuletynu", lokalnego pisma środowisk nacjonalistycznych, mało kto pamięta już, jak oraz dlaczego wybuchła afera nieuchronnie kojarząca miasto Lublin z ograniczeniami w korzystaniu z wolności słowa - dodaje. Wysok podaje, że nawet składający wówczas powiadomienie o popełnieniu przestępstwa redaktor Karol Adamaszek z "Gazety Wyborczej" był przekonany podczas kolejnego posiedzenia sądu w dniu 24 maja, że wcale doniesienia nie składał. To jest jakaś farsa. Gdzie jest wolność prasy? Jak można marnować tyle czasu oraz pieniędzy podatników na takie sprawy? - oburzała się cytowana przez lokalną gazetę była radna miejska, ku swemu zdziwieniu wezwana do sądu na świadka, podobnie jak trzydziestu pozostałych rajców. Podczas przesłuchania radni zasłaniali się głównie niepamięcią, wynikającą z upływu czasu. Mówili także, że nie przykładają wagi do rzekomej afery rozdmuchanej niegdyś przez radnego Bryłowskiego z PO. Na kolejnych posiedzeniach przesłuchanych zostanie jeszcze trzydziestu trzech świadków. Jeśli prezydent Aleksander Kwaśniewski czuje się urażony, to przecież może wystąpić wobec mnie z powództwem cywilnym, a do czytania "Biuletynu" nikogo nie zmuszałem - twierdził redaktor Wysok. Dla wydawcy pisma zaskakujące było to, że redaktor "GW" wyparł się tego, że to on zawiadomił policję oraz rozdmuchał aferę. Próbowałem go podpytywać, czy była jakaś narada w "Gazecie Wyborczej" na ten temat oraz z kim to konsultował. Jednak redaktor konsekwentnie szedł w zaparte, że zupełnie nic nie pamięta - opisuje Grzegorz Wysok. Powołałem się także na decyzję prokuratury podjętą przed laty w sprawie Henryka Pająka. Umorzono śledztwo przeciwko niemu, tylko że doszło do tego w innej sytuacji politycznej, za ministra Zbigniewa Ziobry. Prokuratura powołała się na taką klauzulę, że publikowanie w książce czy czasopiśmie nie może być uznane za działanie w sferze publicznej. Publicznie to znaczy za pośrednictwem plakatu czy poprzez przemówienie. Jeżeli coś jest w gazecie czy książce, nikt nie ma obowiązku czy konieczności czytania. Na tej właśnie podstawie prokuratura umorzyła sprawę - mówi. Redaktor Grzegorz Wysok przedłożył sądowi ten precedens jako dodatkową linię obrony. Niezależnie od tego, jakie treści są w "Biuletynie" nie można ich uznać za publiczne - stwierdził. Najbliższe posiedzenie sądu w Lublinie odbędzie się 4 lipca br. Przesłuchiwani będą kolejni radni lubelscy, a później świadkowie obrony zgłoszeni przez Grzegorza Wysoka.

Rafał Pazio
redaktor tygodnika "Najwyższy Czas!"
sprawozdawca sejmowy

Źródło:
"Najwyższy Czas!" nr 24 (1099)
z 11 VI 2011 r., str. X-XI

__________

Komentarz do artykułu:

Powodowani filosemicką paranoją redaktorzy "GW" - jak to w starym dowcipie o tym, z czym rzeczy kojarzą się poborowemu Kowalskiemu - otóż wszędzie widzą antysemityzm. Niestety zamiast starać się powstrzymać tę nerwicę natręctw, alarmują rozmaite urzędy, prokuratury oraz kuratoria, które bojąc się ostrej krytyki "Wyborczej" niejednokrotnie przystępują do działania, gnębiąc swymi procedurami niewinnych ludzi. Dlaczego tak się dzieje - wiadomo. Wyjaśnił to były kandydat na naczelnego "GW", który stwierdził kiedyś, że ludzie z "Gazety Wyborczej" postrzegają się jako nowe wcielenie Żydowskiej Organizacji Bojowej. Problem polega na tym, że zarówno okupacja hitlerowska dawno się skończyła, jak i powstanie w getcie warszawskim upadło. Jeśli "GW" nie jest w stanie tego zrozumieć, to przynajmniej powinni być świadomi tego polscy prokuratorzy, którzy miast nadawać bieg sprawom "antysemickim" prokurowanym przez "Gazetę Wyborczą" powinni je uprzejmie ignorować.

Tomasz Sommer
red. naczelny oraz współwłaściciel
"Najwyższego Czasu!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz