28 grudnia 2015

wiadomości24 o Wysoku


Na zdjęciu -
Grzegorz Gołębiowski
- autor artykułu

Redaktor "Biuletynu" oskarżony
o nawoływanie do nienawiści wobec Żydów!

Na lubelskich ulicach pojawiły się plakaty, na których redaktor Grzegorz Wysok informuje o mającym się rozpocząć w sądzie rejonowym procesie przeciwko niemu, który to jego zdaniem jest polityczny. Grzegorz Wysok jest oskarżony, jak twierdzi bezpodstawnie, z artykułu 256 kodeksu karnego (publiczna propaganda faszyzmu lub totalitarnego ustroju państwa oraz nawoływanie do nienawiści na tle różnic etnicznych, narodowościowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość) oraz 257 (publiczne znieważanie grupy ludności lub osoby z powodu jej bezwyznaniowości, przynależności wyznaniowej, rasowej, etnicznej, narodowej). Wysok mówi, że został oskarżony z podpuszczenia oraz donosu "Gazety Wyborczej" o to, że na łamach miesięcznika "Biuletyn" "nawołuje do nienawiści wobec Żydów", gdyż w jednym z numerów swego pisma opublikował artykuł dotyczący roszczeń majątkowych m.in. wysuwanych przez pewne środowiska żydowskie określane przez profesora Normana Finkelsteina jako "przedsiębiorstwo Holokaust". W numerze znalazł się jego tekst dotyczący działań Ronona Eidelmana - pomysłodawcy utworzenia w Europie drugiego państwa Izrael. Według Wysoka został on postawiony w stan oskarżenia z powodu donosu młodziutkiego ORMO-wca, politycznej poprawności, zatrudnionemu w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz Karol Adamaszek. On właśnie spowodował uruchomienie działań aparatu śledczego i prokuratury, która "w oparciu o tendencyjną oraz z gruntu fałszywą opinię podszywającego się pod rolę biegłego dra Konrada Z. z Wydziału Politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie sporządziła absurdalny akt oskarżenia. Działaniom prokuratury towarzyszyła nagonka Ze strony "Gazety Wyborczej", a także innych michnikowskich mediów". Zdaniem redaktora Grzegorza Wysoka wolności słowa w naszym kraju zagraża polityczna poprawność, na straży której stoją dziś policja, prokuratura i sądy. Uważa, że wyrok w jego sprawie może przesądzić o losie wolności prasy w naszym kraju.

Grzegorz Gołębiowski

Źródło:
http://www.wiadomości24.pl/

__________

Mania szpiegowania

Kiedy George Orwell pisał powieść pt. "Rok 1984" nie sądził zapewne, że tworzy dzieło ponadczasowe. Chociaż autor nawiązywał głównie do autokratycznej dyktatury Stalina, wizja obywatela znajdującego się pod ciągłą obserwacją okazała się bardzo trafiona. Kilkadziesiąt lat później, rozwój technologiczny sprawił, że poczynania człowieka mogą być śledzone nawet z kosmosu. Żyjemy w erze podsłuchów oraz pluskiew, dlatego dziś zachowanie pełnej anonimowości jest niemożliwe. Stajemy się bardzo uzależnieni od elektronicznych gadżetów, a te z kolei na każdym kroku zostawiają po sobie ślady. Nie trzeba być już agentem specjalnym, żeby zdobyć poufne informacje. Wystarczy dobra wiedza informatyczna oraz przebiegłość, aby to zacząć śledzić i pozyskiwać wrażliwe dane. Firmy specjalizujące się w tego typu działaniach powstają jak grzyby po deszczu. Ale nawet zwyczajny, szary obywatel, dysponujący odrobiną gotówki może zabawić się w szpiega.

Przeważnie w sprzęt szpiegowski inwestują zazdrośni mężowie lub żony. Jeśli tylko ich partner zbyt często prowadzi długie rozmowy telefoniczne bądź godzinami przesiaduje przed komputerem od razu wzmagają swą czujność. Nie ma wtedy dla nich większego znaczenia, ileż to pieniędzy przyjdzie im wydać na aparaturę do podsłuchu. Najtańsze dyktafony to wydatek kilkudziesięciu zł. Nie są one jednakże tak poręczne, jak specjalne nadajniki wychwytujące dźwięk z dalszej odległości. Te to kosztują jednak ponad tysiąc złotych. Odpowiednio droższe, ale co za tym idzie skuteczniejsze, są specjalne pluskwy. Można je umieścić w marynarce partnera albo zamontować w telefonie. Są również oczywiście metody, by bronić się przed tego typu praktykami. Osoby operujące kilkoma tysiącami złotych, mogą wyposażyć się w urządzenia przechwytujące sygnały radiowe, emitowane na częstotliwości wysyłanej przez większość podsłuchów. Można wynająć specjalistyczna firmę, która przeskanuje dla nas cały budynek. Jak twierdzą specjaliści, znacznie pewniejsze jest zamontowanie kablowych podsłuchów, ukrytych na przykład w telefonie stacjonarnym. Często zdarza się także, że zazdrośnicy włamują się na skrzynki pocztowe bądź komunikatory (np. Skype albo Gadu Gadu) swoich bliskich, aby stamtąd pozyskać kompromitujące ich dowody.

Podsłuchują i nagrywają nie tylko zazdrosne pary. Coraz częściej po techniki tego typu sięgają zwykli uczniowie, którzy to chcą udowodnić, że nauczyciele się na nich uwzięli. Pracodawcy szpiegują swoich pracowników, aby tym samym zabezpieczyć się przed ewentualnymi stratami i szpiegostwem gospodarczym. Nawet politycy nagrywają swoich rywali, szukając na nich politycznego haka. Jest do jednakże czubek góry lodowej, a tą górą lodową są przede wszystkim służby specjalne. Oni posługując się najróżniejszymi technikami są w stanie uzyskać o nas najdrobniejszą informację oraz prześwietlić nasze działania i akcje, które podejmowaliśmy przed rozpoczęciem śledztwa. Zainstalowanie programu otwiera informatykom śledczym wrota do naszego komputera. Tak zwany w żargonie internautów koń trojański będzie on od tej pory monitorował wszystkie nasze poczynania. Stąd już krótki krok dla naszego Wielkiego Brata, by w łatwy sposób mógł dowiedzieć się, jakie posiadamy dochody lub gdzie oraz kiedy dokonywaliśmy operacji przy użyciu karty kredytowej. Z komunikatorów oraz skrzynki pocztowej pozyska też dane naszych znajomych, których także może potem w podobny sposób inwigilować. Jeśli mówimy tutaj o śledczych, to mogą później naszych przyjaciół zastraszać pozyskanymi przy pomocy szpiegowania informacjami i wymuszać kolejne dane na nasz temat. A jak wiadomo, na każdego można znaleźć haczyk.

Wielki Brat może nas także bez problemu łatwo namierzyć. Wystarczy, że posługujemy się telefonem komórkowym albo GPS-em. Ten pozwala na ustalenie naszej dokładnej lokalizacji poprzez wysyłany do satelity sygnał. Telefon komórkowy daje nieograniczone możliwości podsłuchu. Najłatwiejsze zadanie mają funkcjonariusze śledczy wówczas, jeżeli nasza komórka dostała się w ich ręce, choćby na kilka minut. Wówczas można na nią wgrać specjalne oprogramowanie - emulator, symulujący określone działanie, a w rzeczywistości robiący zupełnie coś innego. Wówczas wyłączony przez nas telefon w rzeczywistości nadal będzie funkcjonował. Co więcej, przez cały czas będzie rejestrował wszystko, co się dzieje dookoła. Osoba sterująca takim oto programem, może bowiem wymusić na aparacie automatyczne odebranie połączenia. Jedyny sposób, aby przed tym faktem się zabezpieczyć, to wyciągnięcie z telefonu baterii. Śledczy, dysponując telefonem, mogą też prześledzić całą naszą historię połączeń, wysłanych przez nas sms-ów, nagrań oraz zdjęć, dlatego w dzisiejszym świecie nie możemy czuć się więc nazbyt komfortowo. Jeśli dodamy, że śledczy mogą pozyskać informacje na nas temat z najróżniejszych baz danych, prowadzonych przez różne instytucje, a nasze działania są rejestrowane przez kamery miejskie oraz przemysłowe, zainstalowane na każdym rogu to możemy stwierdzić, że zachowanie anonimowości jest niemożliwe. Wystarczy, że w jakikolwiek sposób ściągniemy na siebie uwagę odpowiednich organów ścigania, aby te w krótkim czasie miały nas jak na talerzu.

Paweł Marcisz

1 komentarz:

  1. Ja co do artykułu o szpiegowaniu przez służby specjalne. To stara metoda UB - z uczciwego zrobić złodzieja, z abstynenta pijaka, podobnie jest w III RP, z PiS- u zrobili zamordystów, a z PO łagodne owieczki pomimo, że to za rządów PO karze się kibiców za dowcipy o Tusku. ABW o szóstej rano nachodzi internautę, a prezydenta RP podsłuchiwały służby specjalne, za PO ostatnimi czasy dążono do rozszerzenia możliwości zakładania podsłuchów mimo, że według publikowanych danych to obecnie w Polsce stosuje się najwięcej podsłuchów, choć prawo ich zakładania jeszcze nie otrzymali wójtowie i starostowie (pewnie dlatego, że nie wszyscy są z PO lub PSL). I choć wierzby dalej szumią jak dawniej to ten kraj już nie taki jest jak dawniej. Sądy skazują za ocenę wypowiedzi pod adresem rządu, Agory, Michnika, PO, ale uniewinniają za szyderstwa z opozycji, za obrażanie uczuć religijnych. W publicznej TV promuje się satanizm, a w TVN najpierw drwiono z chorej, niepełnosprawnej słuchaczki radia z Torunia, a ostatnio upubliczniono parodię z Jana Pawła II, i to z okresu, kiedy był już mocno chory. Na Litwie szykanuje się tamtejszych Polaków, a rząd nawet ich darmowymi podręcznikami w języku polskim nie zamierza wesprzeć, choć tu w kraju finansuje przeróżne mniejszości, w tym szczodrze niemiecką i żydowską.

    OdpowiedzUsuń